Luna 
"Z książkami jest tak jak z ludźmi: bardzo niewielu ma dla nas ogromne znaczenie. Reszta po prostu ginie w tłumie". (Wolter)
kobieta, status: Czytelniczka, ostatnio widziana 1 tydzień temu
Teraz czytam
  • Runa
    Runa
    Autor:
    Paryż, rok 1884. Doktor Charcot na oddziale neurologicznym kliniki Salpêtrière przeprowadza eksperymenty na histeryczkach. Jego pokazy hipnozy ściągają widzów z całej Europy; znany neurolog niczym m...
    czytelników: 1288 | opinie: 84 | ocena: 7,12 (169 głosów)

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-10-07 21:14:57
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2018, Ulubione
Autor:
Cykl: The Transcend Duet (tom 1)
 
2018-10-07 19:43:21
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2018
Autor:
Cykl: Żywioły (tom 2)

Nadal uważam, że pani Magda Mila pisze jedne z lepszych erotyków na rynku.

Ale…

Tym razem muszę – choć bardzo tego nie chcę – coś uwypuklić. Mianowicie, pierwszy tom „Tonąca w błękicie” zachwycił mnie, dlatego że był innowacyjny. Nic takiego wcześniej nie czytałam. Zaś drugi tom „Tańcząca w ogniu” niestety już taki nie jest. Miejscami bardzo przypominał mi serię „Proś mnie o co chcesz” Megan...
Nadal uważam, że pani Magda Mila pisze jedne z lepszych erotyków na rynku.

Ale…

Tym razem muszę – choć bardzo tego nie chcę – coś uwypuklić. Mianowicie, pierwszy tom „Tonąca w błękicie” zachwycił mnie, dlatego że był innowacyjny. Nic takiego wcześniej nie czytałam. Zaś drugi tom „Tańcząca w ogniu” niestety już taki nie jest. Miejscami bardzo przypominał mi serię „Proś mnie o co chcesz” Megan Maxwell.

Oczywiście nie mam na myśli żadnego plagiatu – jest to moje subiektywne odczucie dotyczące tylko określonych scen. Najzwyczajniej w świecie niektóre sytuacje były jakby żywcem wyjęte z przytoczonej serii i włożone do tej książki. Dla mnie skojarzenia były ewidentne, co najmniej w dwóch przypadkach. Mam na myśli kamerę (jeśli ktoś czytał to skojarzy) oraz postać przyjaciela – Gerarda (dla porównania postać Björna). „Pocałunki dla wybranych” stosuje wiele autorek, więc do tego już się nie odnoszę.

Pomijając to, co powyżej, całość fabuły wypadła bardzo dobrze. Zetknięcie ze sobą dwóch tak bardzo wyzwolonych postaci podziałało na korzyść. Rysy poszczególnych bohaterów kształtowane były konsekwentnie, a sam pomysł na połączenie ich losów ciekawy.

Obydwie części tej serii są bardzo odważne, zawierają sceny mocno erotyczne (18+) – dlatego przy wyborze lektury należy się z tym liczyć.

pokaż więcej

 
2018-10-07 19:42:33
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2018
Autor:
Cykl: Święci Grzesznicy (tom 3)

Jakoś nie mogę przekonać się do historii tworzonych przez tę autorkę. Niby wydarzenia przez nią opisywane powinny wzbudzać określoną gamę emocji, a jednak u mnie wywołują, w przeważającej części, znudzenie i sceptycyzm. Przez pierwszy tom tej serii niestety nie przebrnęłam (kompletnie nie moja bajka), ale trzeci zaintrygował mnie opisem oraz różnicą wieku między bohaterami, i dlatego... Jakoś nie mogę przekonać się do historii tworzonych przez tę autorkę. Niby wydarzenia przez nią opisywane powinny wzbudzać określoną gamę emocji, a jednak u mnie wywołują, w przeważającej części, znudzenie i sceptycyzm. Przez pierwszy tom tej serii niestety nie przebrnęłam (kompletnie nie moja bajka), ale trzeci zaintrygował mnie opisem oraz różnicą wieku między bohaterami, i dlatego postanowiłam spróbować.

Książka jest przyzwoicie przetłumaczona, ma nawet niezłą fabułę, ale zupełnie mi nie po drodze z tak sztucznie wykreowanymi postaciami – oderwanymi od rzeczywistości. Sam pomysł na ujęcie tematu był dobry, poruszane kwestie istotne, ale autorka, w mojej ocenie, dość znacząco je spłyciła. Dwójka głównych bohaterów myślała głównie dolnymi partiami ciała, i dlatego inne ich przemyślenia, bardziej warte uwagi, poznajemy dopiero pod koniec książki. Na plus działał fakt, że po raz pierwszy poznałam książkową Lunę – nazwę mojego nicka na LC ;)

Z Panią Shen raczej mi nie po drodze – a przynajmniej z serią „Święci Grzesznicy”.

pokaż więcej

 
2018-10-01 16:20:40
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2018

„Płatki wspomnień” jednoznacznie kojarzą mi się z bajką o Kopciuszku – w wersji hard porno…
Przy czym zamiast pantofelka mamy ręcznie zdobione kapcie.

Jestem czytelniczką, która nie stroni od erotyki, ale tutaj przyznam, że musiałam dokształcać się z nazewnictwa, i dodam, że ta wiedza jest z gatunku tych, które nie są mi do szczęścia potrzebne. Zdaję sobie sprawę, że ludzie mają różne gusta,...
„Płatki wspomnień” jednoznacznie kojarzą mi się z bajką o Kopciuszku – w wersji hard porno…
Przy czym zamiast pantofelka mamy ręcznie zdobione kapcie.

Jestem czytelniczką, która nie stroni od erotyki, ale tutaj przyznam, że musiałam dokształcać się z nazewnictwa, i dodam, że ta wiedza jest z gatunku tych, które nie są mi do szczęścia potrzebne. Zdaję sobie sprawę, że ludzie mają różne gusta, ale mnie czytanie początkowych rozdziałów zwyczajnie obrzydzało… Chociaż, widzę po opiniach, że większość jest zachwycona – o gustach się nie dyskutuje. W moim odczuciu, istnieje ogromna różnica między erotyzmem, a pornografią.

O tym, że nie przerwałam lektury już w trakcie, zadecydowały psychopatyczne notatki zamieszczone na końcu wybranych rozdziałów, które wskazywały na obecność dodatkowej postaci, skrzętnie ukrytej pośród innych – chęć jej poznania motywowała mnie do dalszego czytania. Generalnie fabułę można streścić w postaci schematu o biednej dziewczynie pragnącej lepszego życia, która za sprawą przypadku znalazła się w ramionach bogatej kobiety (tak, tak), po czym zapragnęła mężczyzny, i tym samym trafiła prosto pod skrzydła dewianta, a następnie zwiała, i odnalazła schronienie u boku bogatego biznesmena – oczywiście zakochanego w niej bez reszty. Nakreśliłam ¾ obszernej książki, pozostała część to zwrot akcji, i zmiana konwencji na rzecz thrillera.

Doceniam chęć autorki zaznajomienia czytelnika z określonymi środowiskami – nic nie upiększała, tylko znaturalizowała pewne zjawiska. Ostatnia część książki była całkiem ciekawa, momentami naciągana, ale czytałam z zainteresowaniem. Podobało mi się również nakreślenie różnic kulturowych oraz przemyślenia poszczególnych bohaterów – momentami bardzo piękne. Na uwagę zasługuje również okładka.

„Czasami myślę, że jesteśmy tu, na ziemi, żeby cierpieć, a jedyne, co nas różni, to skala doznawanego cierpienia. Jedni bardziej, inni mniej, ale wszyscy cierpimy. A szczęście? Mamy je tylko na chwilę”.

Tak, jak wspomniałam, pewnie znajdą się miłośnicy takich książek. Dla mnie wszystkiego było za dużo: dominacja, związek lesbijski, płynne przejście do związku heteroseksualnego, parafilia… stop – nie brnijmy w to dalej. Nagromadzenie różnorodności z domieszką perwersji poskutkowało, w moim odczuciu, brakiem wiarygodności – tego wszystkiego wystarczyłoby na dwie książki. Dla porównania, pozycja „The Siren” Tiffany Reisz również traktuje o dominacji – autorka odniosła się do kilku kwestii, ale każda była poruszona w konkretnym celu i wymagała głębszego przemyślenia.

„Oficjalne recenzentki” mają rację: o książce nie da się zapomnieć… Tylko, że nie zapamiętałam jej w sposób, jaki bym chciała – a jedynie za sprawą konkretnej, obleśnej sceny...

Sami musicie zdecydować, czy ta książka jest dla Was.

pokaż więcej

 
2018-09-22 11:34:44
Dodała książkę na półkę: Chcę przeczytać
 
2018-09-17 18:09:23
Dodała książkę na półkę: Chcę przeczytać
 
2018-09-16 08:57:01
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2018, Ulubione
Autor:

„– Świat się czasami kończy i zapomina zabrać cię ze sobą.
Rozumiem”.

To moja czwarta przygoda z książkami pani Jewel – powiedziałabym, że najbardziej wyważona i nie tak szokująca jak pozostałe, ale równie ciekawa i poruszająca. Emocje buzują na każdym kroku: łzy wzruszenia i radości, gniew, rozczarowanie – a to tylko niektóre z nich. Tym razem autorka zrzuca bombę już w prologu, potem jest...
„– Świat się czasami kończy i zapomina zabrać cię ze sobą.
Rozumiem”.

To moja czwarta przygoda z książkami pani Jewel – powiedziałabym, że najbardziej wyważona i nie tak szokująca jak pozostałe, ale równie ciekawa i poruszająca. Emocje buzują na każdym kroku: łzy wzruszenia i radości, gniew, rozczarowanie – a to tylko niektóre z nich. Tym razem autorka zrzuca bombę już w prologu, potem jest spokojniej, ale to nie znaczy, że mniej emocjonalnie.

„Nie chcę niczego znajomego – bo właśnie to mnie zniszczyło.
Nie chcę przewidywalności – bo to nic ponad bolesną iluzję.
Kierowanie się rozumem za bardzo boli. Chcę po prostu zaistnieć
w czysto fizyczny sposób”.

Jewel to autorka, której nie można obsadzić w sztywne ramki i powiesić na ścianie – ona łapie za serce i nie chce puścić jeszcze długo po lekturze. Jej stylu i klasy nie można porównać z żadną inną autorką współczesnych romansów. W jednej postaci umieszcza jednocześnie jej dorosłość/dojrzałość i pomysłowość dziecka. Innym wychodzi to karykaturalnie, a Jewel zabawnie i z rozmysłem. Tym samym, pisarka uwalnia od czytelniczego marazmu. Jewel wyróżnia również to, że czasami szokuje i wytrąca z równowagi (akurat nie w tej pozycji), ale nie robi tego dla samego faktu zszokowania, czy też braku pomysłu na daną postać, ale wyraźnie mając na celu coś głębszego i wartego przemyślenia.

„Jesteśmy jak piłeczki obijające się o siebie, skaczące
w przeciwnych kierunkach, aż znów pisane nam jest zderzenie.
A każde kolejne wydaje się bardziej wybuchowe”.

Jewel to jedna z tych autorek, której część czytelników nie lubi, kolejni nie rozumieją, a jeszcze inni uwielbiają – oczywiście jestem w tej trzeciej grupie. Wiadomo, że książki to nie są ciastka, które mają każdemu smakować tak samo. „Pan Perfekcyjny”, to historia o odnajdowaniu drugiej szansy. Nie o wybaczaniu, ale zrozumieniu. Autorka w swoich książkach „postanowiła poćwiczyć sztukę wzmocnienia doznań, zwaną inaczej pisaniem” – moim zdaniem wychodzi jej to znakomicie.

Polecam miłośniczkom nieszablonowych romansów.

pokaż więcej

 
2018-09-16 08:55:39
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2018
Autor:

„Nikt nie może przez dłuższy czas nosić jednej twarzy dla siebie, a drugiej dla tłumu, nie narażając się na to, że w końcu sam nie będzie wiedział, która jest prawdziwa”. (Shelley Winters)

„W żywe oczy” to thriller psychologiczny napisany w znacznej części w formie scenariusza. Narratorką jest Claire, kursantka The Actors Studio, która bawi się z czytelnikiem w kotka i myszkę. Przedstawia...
„Nikt nie może przez dłuższy czas nosić jednej twarzy dla siebie, a drugiej dla tłumu, nie narażając się na to, że w końcu sam nie będzie wiedział, która jest prawdziwa”. (Shelley Winters)

„W żywe oczy” to thriller psychologiczny napisany w znacznej części w formie scenariusza. Narratorką jest Claire, kursantka The Actors Studio, która bawi się z czytelnikiem w kotka i myszkę. Przedstawia nam świat z własnej perspektywy, ale co jest w nim prawdziwe, a co nie? Tego do końca nie wiadomo.

„Jest takie wspaniałe ćwiczenie stworzone przez legendarnego nauczyciela gry aktorskiej Sanforda Meisnera: dwoje aktorów powtarza nawzajem swoje słowa. Pokazuje ono, że w gruncie rzeczy słowa znaczą to, co chcemy, żeby znaczyły. Że scenariusz nie jest biblią, jest punktem wyjścia. Tekst i podtekst”.

Pierwszy raz spotkałam aż tak zakręcony thriller, w którym ciągle zmieniałam zdanie. Moja racjonalna strona wybrała sobie winowajcę, i akurat trafiłam, ale do końca nie można mieć tej pewności, bowiem nic tam nie jest konwencjonalne ani pewne. Sam pomysł i przebieg fabuły bardzo mi się podobały. Teatralny światek i poezja Baudelaire’a stworzyły odpowiedni klimat. W powietrzu czuło się dawkowane napięcie i tajemniczość. Ocenę znacznie obniża tandetne zakończenie oraz kardynalny błąd popełniony już na początku książki. Autor zapomniał o pewnej kwestii, i miałam nadzieję, że w którymś momencie do niej wróci, wyjaśni, ale on kompletnie to zignorował.

Odbiór książki w dużej mierze zależy od zainteresowania tematyką zawartą w fabule (aktorstwo, poezja). Mi przypadła do gustu, dlatego jestem w stanie przymknąć oko na niektóre niedorzeczności.

„– Wiesz, Baudelaire napisał wiersz o takiej sytuacji. [...] – Opisał w nim zoo wypełnione najróżniejszym występkiem. I zadał pytanie: kto jest jeszcze gorszym potworem? Odpowiedź brzmi: ty, czytelniku, ty, który delektujesz się okropieństwami w jego wierszach, nie musząc plamić krwią własnych rąk”.

pokaż więcej

 
2018-09-12 14:10:21
Dodała książkę na półkę: Chcę przeczytać
 
2018-09-11 13:52:36
Dodała książkę na półkę: Chcę przeczytać
 
2018-09-10 22:57:25
Dodała książkę na półkę: Chcę przeczytać
 
2018-09-09 12:34:41
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2018
Autor:

NEGATYWY

Powstrzymam się od oceny tej pozycji, bowiem autor trafił w strunę, której unikam w książkach – ideologizacja. Max Czornyj napisał książkę pod określoną tezę – kościół jest be, nienawidzę księży. Jeśli sięgam po thriller, to chciałabym się skupić na fabule, a nie osobistych wycieczkach autora typu: „Weź i zrób z tym, co tylko zechcesz. Najlepiej wsadź w dupę jakiemuś księdzu, niech...
NEGATYWY

Powstrzymam się od oceny tej pozycji, bowiem autor trafił w strunę, której unikam w książkach – ideologizacja. Max Czornyj napisał książkę pod określoną tezę – kościół jest be, nienawidzę księży. Jeśli sięgam po thriller, to chciałabym się skupić na fabule, a nie osobistych wycieczkach autora typu: „Weź i zrób z tym, co tylko zechcesz. Najlepiej wsadź w dupę jakiemuś księdzu, niech ma dowód, że celibat to tylko sposób na uniknięcie problemów” - mowa o obrączce. „Polskość” autora aż przebija. To nie jest tak, że tego typu wstawki mnie oburzają – nic z tych rzeczy, ale jeśli nie mają z niczym związku, a jedynie zostają na siłę upychane, żeby „uatrakcyjnić” postać, to wtedy mnie zwyczajnie irytują. Dodajmy do tego „przypadkowe” kanały telewizyjne, które ogląda główny bohater – TVN24 i Polsat News, i mamy jasność sytuacji. Do pełnego obrazu zabrakło mi jedynie sięgania „mimochodem” po „Gazetę Wybiórczą” - a nie, wróć, jednak coś było…

Żebyśmy się dobrze zrozumieli: nie da się być bezstronnym, każdy ma swoje poglądy, ale nie należy ich wdrażać w umysł każdej postaci zupełnie bez powodu, bo bystrzejszy czytelnik od razu to dostrzeże.

Innym elementem, który mnie irytował było zaopatrzenie głównego bohatera – dorosłego faceta – w elektroniczną zabawkę tamagotchi (wiecie, takie interaktywne zwierzątko, które bawiąc – uczy; je i robi kupę – przeznaczone dla małych dzieci)…. Generalnie wszystkie postacie były co najmniej dziwne.

POZYTYWY

Sam pomysł na fabułę bardzo mi się podobał. Nad tekstem należałoby trochę popracować, ale budowanie napięcia należy docenić. Wir wydarzeń nie wciągnął mnie na tyle, że nie byłabym w stanie się oderwać – czytałam przez parę dni, ale przynajmniej książkę można określić mianem thrillera psychologicznego.

Podczas czytania skupiłam się bacznie na jednym elemencie fabuły, ponieważ podejrzewałam, że tam odnajdę klucz do rozwiązania zagadki. Dobrze węszyłam, ale zwyczajnie autor w pewnym aspekcie minął się z prawdą, dlatego jej odkrycie było utrudnione.

Najbardziej podobała mi się teoria o naturalnej eliminacji szczęścia – uważam to za mądry przyczynek do późniejszych wydarzeń. Doceniam również morał płynący z wydźwięku całej historii. Posłowie autora nie było dla mnie niczym odkrywczym, ponieważ interesuję się tego typu sprawami, ale może nie każdy jest na bieżąco z aktualnymi wydarzeniami, więc dobrze, że zostało ono umieszczone.

pokaż więcej

 
2018-09-06 19:37:04
Dodała książkę na półkę: Chcę przeczytać
 
2018-09-05 17:35:18
Dodała książkę na półkę: Chcę przeczytać
 
2018-09-05 10:31:13
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2018, Rozczarowanie

„Mam wrażenie, jakby mój mózg przestał działać, jakby nie potrafił przetrawić tego, co się tu dzieje”.

Naszły mnie nostalgiczne wspomnienia…
Kiedy byłam nastolatką oglądałam sporo seriali paradokumentalnych o zabarwieniu kryminalnym i detektywistycznym. Obecnie nie oglądam telewizji, ale myślę, że nadal takie istnieją. Gdybym miała napisać książkę na podstawie takiego serialu, to właśnie...
„Mam wrażenie, jakby mój mózg przestał działać, jakby nie potrafił przetrawić tego, co się tu dzieje”.

Naszły mnie nostalgiczne wspomnienia…
Kiedy byłam nastolatką oglądałam sporo seriali paradokumentalnych o zabarwieniu kryminalnym i detektywistycznym. Obecnie nie oglądam telewizji, ale myślę, że nadal takie istnieją. Gdybym miała napisać książkę na podstawie takiego serialu, to właśnie wyglądałaby podobnie do tej oto perełki „Muszę to wiedzieć”. Tylko, że sięgając po książkę opatrzoną określonym gatunkiem literackim oczekuję minimalnego zachowania poziomu akceptowalnego dla tego typu literatury. Przede wszystkim research. To nie są już te czasy, kiedy słowo „szpieg” czy „analityk CIA” wywoływały zdziwienie, i przeciętny człowiek nie ma pojęcia, jak wygląda praca takiej osoby. Między wyobrażeniem o takiej pracy, a faktami istnieje olbrzymia różnica. Karen Cleveland niestety obrała kurs na wyobraźnię – aż mi się nie chce wierzyć, że sama była analitykiem w CIA – wystarczy porównać jej pisaninę z tym, co prezentuje agent CIA Jason Matthews. Książka wygląda tak, jakby autorka coś tam usłyszała, dołożyła swoje trzy grosze, i tak oto powstał bestseller sprzedażowy.

To oszustwo marketingowe, na które dałam się nabrać. Byłam tak zachęcona, że przeczytałabym tę książkę nawet, gdyby miała same negatywne oceny - w końcu napisała ją znawczyni tematu. Jeśli pracują tam tak przenikliwe umysły, to współczuję. O tym, że to nie jest thriller w klimacie szpiegowskim, na który liczyłam, przekonałam się już po 50 stronach, ale miałam jeszcze nadzieję na zgrabną, wciągającą historię – nic z tego. Jedyny plus, jaki mogę wymienić, to potraktowanie na równi wywiadów rosyjskiego i amerykańskiego – zazwyczaj w książkach ukazywane jest zacofanie Rosji i gloryfikacja Ameryki – ale ten plus ma się nijak do całego steku bzdur tu zawartych. Nie ma również mowy o jakimkolwiek dreszczyku emocji i zaskakujących zwrotach akcji. Największym smaczkiem jest główna bohaterka – analityk CIA – która wnikliwością analityczną nie przewyższa przedszkolanki (bez urazy dla wykonujących ten zawód, który podałam przykładowo).

Nie polecam.

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
945 51 2644
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (94)

Ulubieni autorzy (5)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (2)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd