Piktor 
piwomojepiwo.blogspot.com, winomojewino.blogspot.com, trunkimojetrunki.blogspot.com
status: Czytelnik, dodał: 8 książek, ostatnio widziany 30 minut temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-08-10 20:09:03
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Czarująca pozycja nawet dla czytelników, którzy nie mieli nigdy za wiele wspólnego z urbanistyką - rekomenduję ją mocno każdej osobie otwartej na świat i dążącej do lepszego zrozumienia go. Żeby wynieść z niej dużą wartość, nie potrzeba specjalistycznej wiedzy, a jedynie odrobiny skupienia - Jane Jacobs pisze bardzo przystępnie, po ludzku, ze swoistym szacunkiem dla przeciętnego odbiorcy, co... Czarująca pozycja nawet dla czytelników, którzy nie mieli nigdy za wiele wspólnego z urbanistyką - rekomenduję ją mocno każdej osobie otwartej na świat i dążącej do lepszego zrozumienia go. Żeby wynieść z niej dużą wartość, nie potrzeba specjalistycznej wiedzy, a jedynie odrobiny skupienia - Jane Jacobs pisze bardzo przystępnie, po ludzku, ze swoistym szacunkiem dla przeciętnego odbiorcy, co jest niejako paralelne z jej wizją przystępnych, ludzkich, pełnych szacunku miast. Autorka otwiera oczy na zagadnienia, nad którymi zwyczajny człowiek być może nigdy się nie zastanawia; pozwala spojrzeć na miasta i rządzące nimi mechanizmy w nowy, fascynujący sposób. Co najbardziej urzekło mnie w jej wnikliwych, oryginalnych, ale nie oryginalnych dla samej oryginalności przemyśleniach, to ciągłe wychodzenie poza dziedzinę ścisłej urbanistyki. Jane Jacobs rozumiała miasto nie tylko jako miasto samo w sobie (ulice, obiekty, ludzie i samochody oraz proste zależności między nimi), ale jako twór połączony, złożony i przenikający się z wieloma innymi dziedzinami życia: psychologią, ekonomią, rodziną, tolerancją i nietolerancją, biznesem, przyrodą, architekturą; po prostu połączone ze światem - a tak i tylko tak na miasto powinno się patrzeć, jeśli chce się je uczynić lepszym miejscem do życia. To zresztą być może główna nauka, jaką z tej książki wyciągnę, podsumowana w olśniewającym finalnym rozdziale, pokazującym związki między urbanistyką a rozwojem nauki jako takiej. Myślę, że to wartość bezwzględna, nieczuła na to, czy z rozwiązaniami autorki w konkretnych sprawach się zgadzamy, czy nie (ja się głównie zgadzałem, to znaczy zostawałem przekonywany argumentacją, bo sam nie jestem wielkim myślicielem urbanistyki, oględnie mówiąc).

Można się obawiać, na ile książka o gigantycznych amerykańskich miastach z 1961 roku będzie zrozumiała i aktualna dla Europejczyka w roku 2018. Jest zrozumiała i aktualna w zadziwiającym stopniu. Oczywiście są zagadnienia lub spojrzenia nieco przestarzałe (rzadko) albo ekskluzywnie amerykańskie (częściej), ale jest też mnóstwo obszarów absolutnie uniwersalnych, co wynika właśnie poniekąd z szerokiego, głęboko humanistycznego spojrzenia autorki na miasto.

Naprawdę warto dać temu szansę w ramach poszerzania horyzontów, a mamy tu do czynienia przecież z bardzo ważnym w życiu większości ludzi horyzontem. Mimo że ta większość ludzi, jak sądzę, w tym również do niedawna ja, bierze miasto niejako za pewnik, nie podejrzewając nawet, jak skomplikowane mechanizmy i złożone funkcje muszą się ze sobą splatać, by ten pewnik mógł istnieć i działać. I warto, i przyjemnie to odkryć.

8.0/10

pokaż więcej

 
2018-08-04 00:32:16
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Niestety przeciętnie interesujący, nierówny u poszczególnych autorów, przeważnie dość oschły i dotykający zbyt rozległych obszarów styl całej serii, połączony z nieobfitością naprawdę wielkich literackich nazwisk w epoce, którą zajmuje się ten tom, uczyniły z tej książki już naprawdę ciężkostrawną lekturę. Gdyby nie to, że już od następnego tomu literatura wkracza w wiek, w którym robi się dla... Niestety przeciętnie interesujący, nierówny u poszczególnych autorów, przeważnie dość oschły i dotykający zbyt rozległych obszarów styl całej serii, połączony z nieobfitością naprawdę wielkich literackich nazwisk w epoce, którą zajmuje się ten tom, uczyniły z tej książki już naprawdę ciężkostrawną lekturę. Gdyby nie to, że już od następnego tomu literatura wkracza w wiek, w którym robi się dla mnie naprawdę pasjonująca, to chyba darowałbym sobie już przygodę z cyklem pod redakcją Tomasza Skoczka. Pewnie, że to skarbnica wiedzy, ale przekazanej tak, że ledwo na te skarby miałem ochotę.

5.0/10

pokaż więcej

 
2018-08-04 00:32:03
 
2018-07-30 00:50:43
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Obszerna, poruszająca się powoli i z gracją, mało spektakularna, ale bardzo wartościowa powieść, będąca istną epopeją o XIX-wiecznym społeczeństwie angielskim. Przy całym rozmachu socjologicznym, dzięki któremu powstał niezwykle sugestywny i spójny obraz angielskiego miasteczka, zdecydowanie największą zaletą tej powieści jest przenikliwa, bardzo celna, realistyczna mimo swej złożoności i... Obszerna, poruszająca się powoli i z gracją, mało spektakularna, ale bardzo wartościowa powieść, będąca istną epopeją o XIX-wiecznym społeczeństwie angielskim. Przy całym rozmachu socjologicznym, dzięki któremu powstał niezwykle sugestywny i spójny obraz angielskiego miasteczka, zdecydowanie największą zaletą tej powieści jest przenikliwa, bardzo celna, realistyczna mimo swej złożoności i zadziwiająco aktualna psychologia, świadectwo, że autorka była wnikliwą obserwatorką różnorodnych typów ludzkich dusz, mechanizmów ich działania, że wiedziała niemało o rozterkach sumienia, ambicji, relacjach damsko-męskich, rozpaczy, załamaniach nerwowych. Eliot serwuje nie jedną, nie dwie, ale blisko dziesięciu różnych postaci, z których każda posiada osobny, wyjątkowy portret psychologiczny, każda jest bardzo wiarygodna, każda jest interesująca i każda jest złożona, nigdy jednoznaczna, nigdy czarna lub biała. W trakcie tkania tych portretów autorka wygłasza chyba z kilkadziesiąt ponadczasowych, częściej niewygodnych niż chwalebnych, drobnych i fundamentalnych prawd o ludziach, które nawet jeśli zawsze się czuło, to nie zawsze potrafiło się je sobie tak celnie sformułować. Czyni to bezlitośnie, niemal cynicznie, ale też z pewnym humanistycznym zrozumieniem, wyrozumiałością dla słabości, nieodłącznie wpisanej w ludzką naturę.

Warto skomplementować też subtelną fabułę, w bardzo przemyślany i niesztampowy sposób skonstruowaną, interesującą lecz pozbawioną efekciarstwa, spokojnie się rozlewającą. Warto zwrócić uwagę na subtelny, bardzo inteligentny humor. Ma "Miasteczko..." niestety jedno poważne ograniczenie - to język, absolutnie solidny i pozbawiony nawet szczypty jakiejkolwiek nieudolności, ale niewyróżniający się niczym szczególnym, nawet nie starający się o liryzm, zbyt prosty. To sprawia, że choć wielokrotnie nasuwały mi się porównania do wielkiego "W poszukiwaniu straconego czasu", to zawsze będę dzieło życia George Eliot widział jako zdecydowanie podrzędne w stosunku do dzieła życia Prousta. Jest to niestety pewna klątwa realizmu. Jeśli jednak rekomenduję przeczytanie książki rozpostartej na blisko tysiącu stron, której język nie jest zachwycający, to chyba najlepsze świadectwo, jak duże są jej pozostałe walory.

7.5/10

pokaż więcej

 
2018-06-22 00:35:16
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Nietypowy sposób opowiadania o piekle hitlerowskich obozów koncentracyjnych. Zupełnie pozbawiony patosu, dramatyzmu, prób zaszokowania odbiorcy, chłodny i beznamiętny, wyposażony w wyraźną nutę dogłębnie posępnej, ale wciąż żartobliwej ironii. Do zupełnie innego podejścia przyzwyczaiła nas znaczna większość twórców dotykających holocaustu, co jest tym ciekawsze, że Imre Kertész holocaustu... Nietypowy sposób opowiadania o piekle hitlerowskich obozów koncentracyjnych. Zupełnie pozbawiony patosu, dramatyzmu, prób zaszokowania odbiorcy, chłodny i beznamiętny, wyposażony w wyraźną nutę dogłębnie posępnej, ale wciąż żartobliwej ironii. Do zupełnie innego podejścia przyzwyczaiła nas znaczna większość twórców dotykających holocaustu, co jest tym ciekawsze, że Imre Kertész holocaustu doświadczył osobiście. Miało to na różnych etapach lektury różne wady i zalety. Początkowo byłem zniechęcony, bo czytało się to jak oschły reportaż, sprawozdanie wręcz z sytuacji, o których każdy europejczyk słyszał dziesiątki razy już w szkole. Z każdą jednak stroną powieść zmienia się na lepsze, wyłania się z samej siebie, koncepcja z nijakiej staje się bardzo interesująca, coraz więcej jest psychologii i ponurego spojrzenia filozoficznego. Narrator i główny bohater przeżywa otaczający go horror jakoby w permanentnym oszołomieniu, które zdaje się zaburzać mu rzeczywistość, łagodzić ją. Płynie przez holocaust subiektywnym strumieniem świadomości, przeżywa jako jednostka, nie sili się na szerokie spojrzenie, nie dotyka polityki, nie interesuje się przyczynami, nie interesuje się oprawcami, poddaje się i po prostu przeżywa swój los, starając się dostosować. Nie ma tu miejsca na pytania o psychologię oprawców, nie ma pytań o teologiczny lub metafizyczny wymiar tragedii, nie ma wnikliwej analizy mechanizmów obozu. Jest za to mnóstwo psychologii jednostki, w której w obliczu niezrozumiałego, nieuprawnionego niczym okrucieństwa kłębią się uczucia bardziej skomplikowane niż prosta rozpacz, smutek, cierpienie; jest bardzo ponure, być może właśnie dlatego że całkowicie pozbawione wzniosłości, studium stopniowej, ale postępującej szybko psychofizycznej degeneracji, zobojętniania na szczęście i nieszczęście, wykończania woli życia, popadania w całkowite psychiczne osamotnienie.

Zabrakło trochę ciekawszego języka - gdyby przelać na papier koncepcję i przemyślenia autora, powiedzmy, poetyckim strumieniem świadomości Faulknera, to byłaby powieść świetna, ale i tak bardzo warto po nią sięgnąć i odświeżyć sobie, ujrzeć na nowy sposób holocaust. Bo bez wątpienia Kertész odświeżający jest, co przy tak często wałkowanej tematyce jest wymiernym osiągnięciem.

7.0/10

pokaż więcej

 
2018-06-11 23:20:46
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Miłe zaskoczenie po średnim "Oknie na podwórze"; Forster rozwinął się zarówno jako obserwator psychologii, jak też jako operator pióra. Howards End, rozpoczynając zwodniczo niczym prozaiczny romans spod znaku Jane Austen, jest w gruncie rzeczy bardzo zaawansowanym i bardzo szczerym studium psychologicznym rozmaitych indywidualności, angielskiego społeczeństwa i w końcu ludzkości w ogóle.... Miłe zaskoczenie po średnim "Oknie na podwórze"; Forster rozwinął się zarówno jako obserwator psychologii, jak też jako operator pióra. Howards End, rozpoczynając zwodniczo niczym prozaiczny romans spod znaku Jane Austen, jest w gruncie rzeczy bardzo zaawansowanym i bardzo szczerym studium psychologicznym rozmaitych indywidualności, angielskiego społeczeństwa i w końcu ludzkości w ogóle. Bezkompromisowa, ale i głęboko humanistyczna wnikliwość w ludzi to zdecydowanie największy atut autora. Forster przedstawia ludzi pełnokrwistych - skomplikowanych, problematycznych w ocenie, nigdy w pełni dobrych, nigdy w pełni złych, targanych słabościami z jednej, a wzniosłościami z drugiej strony. Niekiedy jest to wręcz cynicznie pozbawione upiększeń, ale koniec końców dalekie od cynizmu niekonstruktywnego, koniec końców pełne wyrozumiałości i skromnego optymizmu. W pewnych momentach wkracza na rejony metafizyczne i czyni to z dużym wyczuciem. Na szerszą skalę Forster bardzo dobrze oddaje napięcia na linii przeciwstawnych grup społecznych - mężczyzn z kobietami, ubogich z biednymi, ludzi ducha z ludźmi materii, inteligentnych z prostymi - a także maluje wnikliwy, lecz nie dokładny, bardziej impresjonistyczny obraz angielskiego społeczeństwa na przełomie wieków ze wszystkimi jego namiętnościami, sentymentami, konwenansami i przemijaniem. Powieść ma też bardzo przyjemną, zamyśloną i impresjonistyczną atmosferę o barwie zachodzącego słońca, co zawdzięcza w dużej mierze dość leniwej narracji i niewymuszonej, naturalnej, zaprawionej tylko szczyptą niezwykłości fabule. I całkiem dobremu językowi, który jest wprawdzie tym obszarem, na którym najjaśniej widać dystans pomiędzy Forsterem a gigantami literatury. "Howards End" istotnie gigantyczną powieścią nie jest, jednak jak na literaturę, w której nie ma niczego naprawdę wybitnego, jest obłędnie satysfakcjonująca.

7.5/10

pokaż więcej

 
2018-06-03 21:26:10
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Rozwiązanie trzeciej antynomii czystego rozumu, czyli pogodzenie determinizmu zjawisk z wolnością rzeczy samych w sobie, było dla mnie jednym z najbardziej problematycznych punktów "Krytyki czystego rozumu". Nie jestem w stanie w pełni zrozumieć tu Kanta, a nawet mam wrażenie, że nie chcąc tracić łączności swej myśli z dogmatami chrześcijaństwa, co niechybnie musiałoby nastąpić bez tego... Rozwiązanie trzeciej antynomii czystego rozumu, czyli pogodzenie determinizmu zjawisk z wolnością rzeczy samych w sobie, było dla mnie jednym z najbardziej problematycznych punktów "Krytyki czystego rozumu". Nie jestem w stanie w pełni zrozumieć tu Kanta, a nawet mam wrażenie, że nie chcąc tracić łączności swej myśli z dogmatami chrześcijaństwa, co niechybnie musiałoby nastąpić bez tego wybiegu, porzucił on na chwilę swoją surową ostrożność i zrobił jeden krok za daleko (nie zarzucam mu bynajmniej celowej przebiegłości, przypuszczam raczej, jakkolwiek buńczucznie by to nie zabrzmiało, błąd spowodowany swoistą presją psychologiczną). "Krytyka praktycznego rozumu" jest tymczasem wyrosła z tej koncepcji jak drzewo z korzeni. Czy więc lektura ta była dla mnie stratą czasu? Z kilku powodów ani trochę. Kant mnie bynajmniej do swojej koncepcji wolnej woli nie przekonał, ale po głębszej refleksji doszedłem do wniosku, że nie umiem jej się całkowicie przeciwstawić. To, co natomiast tutaj z niej wyprowadził, imperatyw kategoryczny i cały ten system moralności jako wypełniania obowiązku, trafia do mnie w dużej mierze na poziomie emocjonalnym czy może lepiej intuicyjnym. Etyka Kanta jest surowa i oschła, ale jednocześnie, paradoksalnie jest piękna, dumna, wzniosła i chyba bardzo wartościowa. Za słabym jestem na ten moment człowiekiem, by podążyć za tą etyką całym sobą (za słabym i za mało zgodnym z Kantem), ale zostałem co najmniej ukąszony ideą i kto wie, czy ta książka nie wywrze kiedyś wymiernego wpływu na moje życie. Tak sobie myślę, za co Kant bez wątpienia by mnie zgromił, że nawet wybiórcze zastosowanie w praktyce jego myśli może, używając jego słów, zbliżyć człowieka do najwyższego dobra.

Oczywiście porządek i klarowność przekazu sprawiają, że lektura tego tekstu jest czystą przyjemnością na poziomie ćwiczenia intelektualnego. Odczuwałem też rosnący szacunek dla autora za śmiałe wejście na pewien niewygodny teren. Jednym z pierwszych zagadnień filozoficznych, jakie w swoim życiu jako nastolatek podjąłem, nie znając jeszcze żadnych pism filozoficznych ani nawet chyba filozofów, nie wiedząc że dotykam kwestii roztrząsanej przez filozofię od tysiącleci, było zagadnienie wolnej woli. Wyszło mi mianowicie, że wbrew jakże powszechnej opinii coś takiego nie istnieje (oczywiście myśl tę wielokrotnie poddawałem krytyce i obecnie przyjmuję ją tylko warunkowo). Kantowi też tak wyszło, tylko że postanowił wolną wolę uratować za pomocą trudnej i moim zdaniem wątpliwie udanej abstrakcji. Szacunek należy mu się jednak za to, że nie bał się przyznać, iż bez tej abstrakcji wolna wola jest nie do uratowania, to znaczy że aż do Kanta była na straconej pozycji.

Krócej mówiąc, mimo że różnię się tu z autorem jeszcze silniej niż przy lekturze "Krytyki czystego rozumu", jest to pozycja wnosząca ducha i inspirująca do wielu, wielu, bardzo wielu rozważań. To być może zresztą znak, że ma się do czynienia z wielkim myślicielem - kłócąc się z nim i wątpiąc co rusz, nie mogąc oderwać umysłu od jego tekstu.

8.0/10

pokaż więcej

 
2018-05-27 00:01:42
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Seria: Reportaż

Nie chcę za bardzo odlecieć od ziemi, ale widzę dzieło pana Springera jako coś więcej niż zwykły reportaż, a nawet coś więcej niż reportaż niezwykły. Dwie główne zalety tej publikacji są widoczne gołym okiem dla każdego: po pierwsze to fascynująca, bardzo romantyczna, piękna i smutna historia Miedzianki - miasta z bogatą historią, które jednak przestało istnieć. Po drugie to pióro autora,... Nie chcę za bardzo odlecieć od ziemi, ale widzę dzieło pana Springera jako coś więcej niż zwykły reportaż, a nawet coś więcej niż reportaż niezwykły. Dwie główne zalety tej publikacji są widoczne gołym okiem dla każdego: po pierwsze to fascynująca, bardzo romantyczna, piękna i smutna historia Miedzianki - miasta z bogatą historią, które jednak przestało istnieć. Po drugie to pióro autora, dalekie wprawdzie od literackiej wielkości, ale niesztampowo bajarskie i inteligentne w szerszym zakresie. Reportaż, który nie traci zalet reportażu, a jednocześnie wyzbywa się całkowicie kronikarskiej oschłości, jest malowany dość impresjonistycznie. Opowieść jest niejednolita, autor przeplata momenty i postacie, nie sygnalizuje przeskoków w czasie, wprowadza sporo liryzmu i tworzy refleksyjną aurę. Te dwie rzeczy doprowadziły moim zdaniem jeszcze do czegoś więcej, z czego nawet autor nie musi sobie zdawać sprawy - do uniwersalnej refleksji nad przemijaniem i do artystycznego, a zarazem realistycznego obrazu barwności, niejednoznaczności, pokrętności i melancholii wpisanych w ludzkie życie, za który zabiłby niejeden sporego formatu twórca literatury pięknej. Portrety "zwyczajnych" ludzi wplątanych w przesiedlenia, walczących o byt, przeżywających swoje troski i proste radości, sparowane z wydarzeniami niezwykłymi, bezprecedensowymi - czy to nie jest już realizm magiczny? Im bliżej byłem końca lektury, tym nabierałem silniejszego przekonania o jej uniwersalnym wymiarze metafizycznym, może niezamierzonym, może zamierzonym podświadomie, ale występującym.

Co jeszcze wzmaga niesamowitość tego reportażu, to że stał się w bardzo silny sposób... częścią historii, którą opisywał. Opisując przeszłość, Springer napisał Miedziance przyszłość i obrócił jej posępność w romantyczne zakończenie, być może będące początkiem czegoś nowego. Wzniecił spore zainteresowanie połowicznie istniejącą miejscowością, ściągnął do niej ludzi i inicjatywy. Nie sposób wykluczyć, sądząc po wypowiedziach właścicieli powstałego w Miedziance na powrót browaru, że bez dzieła Springera tego wspaniałego hołdu dla wielowiekowych tradycji piwowarskich Kupferbergu mogłoby nie być.

Wyjątkowa pozycja doprawdy. To jest lektura obowiązkowa dla każdej osoby wrażliwej i zafascynowanej życiem, bardziej obowiązkowa niż niejedna klasyka beletrystyki.

8.0/10

pokaż więcej

 
2018-05-24 21:29:16
Ma nowego znajomego: Anna
 
2018-05-24 21:29:07
Ma nowego znajomego: sylabo
 
2018-05-22 23:40:48
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Mieszane odczucia, ale i tak szalenie pozytywne zaskoczenie po momentami grafomańskim "Tunelu". W dalszym ciągu największą bolączką prozy Sabato jest ograniczony język, niekiedy - ale tutaj już bardzo rzadko - wręcz słaby, przesadzony, niesubtelny. "O bohaterach i grobach" jest jednak generalnie napisane dobrze, zdarzają się nawet fragmenty świetnej formy, natomiast nie do końca nadąża to za... Mieszane odczucia, ale i tak szalenie pozytywne zaskoczenie po momentami grafomańskim "Tunelu". W dalszym ciągu największą bolączką prozy Sabato jest ograniczony język, niekiedy - ale tutaj już bardzo rzadko - wręcz słaby, przesadzony, niesubtelny. "O bohaterach i grobach" jest jednak generalnie napisane dobrze, zdarzają się nawet fragmenty świetnej formy, natomiast nie do końca nadąża to za wagą poruszanych przez autora kwestii. Liczba zalet przysłania tu jednak niedociągnięcia. Nade wszystko Sabato odznacza się dogłębną wiedzą psychologiczną, w szczególności o tych mrocznych i posępnych stanach psychicznych człowieka, i potrafi przelać je na papier jeśli nie pięknie, to w każdym razie bardzo dosadnie i wiarygodnie. Wręcz doskonale opisuje metafizyczny ból, obsesje miłości, rozpacz, tragedię nadwrażliwości młodego człowieka i koszmar irracjonalnej miłości do niewłaściwej kobiety, dramat niemożliwości nawiązania porozumienia. Autor jest wprawnym obserwatorem i prawdopodobnie mocno doświadczonym przez życie człowiekiem. Dalej mamy bardzo ciekawe rozważania nad literaturą, gęsty, niemal magiczny klimat argentyńskich dni i nocy, silną wymowę historiozoficzną, interesującą paralelność wątku romantycznego z wątkami o Argentynie, jej historii i tożsamości metafizycznej. Część stanowiąca "Raport o ślepcach" to z kolei wspaniały portret paranoi i paru innych chorób psychicznych. Zgodnie z tym co napisał Gombrowicz w krótkiej przedmowie, jest to powieść pasjonująca, potrafiąca wciągnąć na gorąco na długie godziny, zatopić w sobie - mało wyszukana formalnie, ale pasjonująca. Byłem momentami bliski zachwytu - trochę ostudziła mnie końcówka, bo zapiski paranoika ciągnęły się odrobinę za długo, a ostatnie kilkadziesiąt stron pozbawione było wcześniejszego żaru. Tym niemniej gorąco polecam. Przypomniała mi się wielka "Gra w klasy" - dużo słabiej napisana, mniej transcendentna, mniej oryginalna formalnie, ale przypomniała się.

7.5/10

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
161 151 983
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (4)

zgłoś błąd zgłoś błąd