Piktor 
piwomojepiwo.blogspot.com, winomojewino.blogspot.com, trunkimojetrunki.blogspot.com
status: Czytelnik, dodał: 8 książek, ostatnio widziany 1 tydzień temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-10-02 23:50:34
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Nie przyłączyłbym się do globalnego zachwytu, ale jest to istotnie bardzo wartościowa, wysokiej klasy powieść, o której można sporo dyskutować i która każdemu myślącemu człowiekowi da do myślenia jeszcze więcej. "Droga" to jeden wielki kontrast - depresyjnego, czarnego, przygnębiającego, przerażającego świata po cywilizacyjnej apokalipsie z dwójką głównych bohaterów, postawionych wobec... Nie przyłączyłbym się do globalnego zachwytu, ale jest to istotnie bardzo wartościowa, wysokiej klasy powieść, o której można sporo dyskutować i która każdemu myślącemu człowiekowi da do myślenia jeszcze więcej. "Droga" to jeden wielki kontrast - depresyjnego, czarnego, przygnębiającego, przerażającego świata po cywilizacyjnej apokalipsie z dwójką głównych bohaterów, postawionych wobec dehumanizacji świata i ekstremalnych warunków stających się orędownikami dobra, człowieczeństwa, miłości, życia. Postapokaliptyczna wizja McCarthy'ego jest bardzo sugestywna i klimatyczna, choć to klimat zimny jak lód, pełen lęku i depresyjnej beznadziejności. Relacja ojca z synem przedstawiona jest z głębokim humanistycznym wyczuciem, z minimalną, nieodrealnioną dawką patosu, subtelnie, ale poruszająco.

A sedno powieści zdaje mi się tkwić gdzieś pomiędzy, ani tu, ani tu. Można oczywiście mówić o przekazie ekologicznym, o postulacie doceniania tego co mamy, o różnych zachowaniach ludzi w bardziej niż ekstremalnych warunkach, ale dla mnie "Droga" to przede wszystkim hiperboliczna parabola o ludzkim losie tu i teraz, w świecie pełnym piękna i względnie bezpiecznym. Los bohaterów powieści jest koszmarny w sposób mocno uwypuklony, ale w naszym świecie jest mnóstwo ludzi zmuszonych radzić sobie z beznadziejnymi sytuacjami - śmiertelnymi chorobami, skrajną nędzą, życiem w środku wojny, tragediami zabierającymi im wszystkich najbliższych i tak dalej. I wielu z tych ludzi z pokorą przyjmuje swoje cierpienie, wspierając się wzajemnie, pokazując nienaturalną siłę, walcząc o przetrwanie i o lepsze jutro, nawet jeśli szanse jego nadejścia są bliskie lub równe zeru. Możliwe, że dzieło McCarthy'ego to hołd dla tych ludzi. Czy najlepszy z możliwych - mam wątpliwości, bo wydaje mi się, że pisarz genialny obszedłby się bez ekstremalnych wizji i straszenia kanibalizmem, zrobiłby to trochę subtelniej. Ale wciąż bardzo dobry i ciekawy.

Dla formalności - oschły, choć z przebłyskami liryzmu, precyzyjny, oszczędny język wspiera posępną aurę tej powieści, ale nie jest jej najmocniejszą stroną. Bardziej niż piękny i fascynujący jest dość ładny i dość interesujący.

7.5/10

pokaż więcej

 
2018-09-13 14:56:28
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Obszerna, wyczerpująca kronika ucisków, niesprawiedliwości społecznej, żądzy zysku, prześladowań, przemocy, biedy, nietolerancji, lekceważenia i okrucieństwa, jakie targały Stanami Zjednoczonymi od początku ich kilkusetletniej historii, zdaniem autora, za sprawą poczynań elit politycznych i finansowych (nierozerwalnie ze sobą powiązanych). Jeżeli ktokolwiek ma jeszcze w głowie obraz USA jako... Obszerna, wyczerpująca kronika ucisków, niesprawiedliwości społecznej, żądzy zysku, prześladowań, przemocy, biedy, nietolerancji, lekceważenia i okrucieństwa, jakie targały Stanami Zjednoczonymi od początku ich kilkusetletniej historii, zdaniem autora, za sprawą poczynań elit politycznych i finansowych (nierozerwalnie ze sobą powiązanych). Jeżeli ktokolwiek ma jeszcze w głowie obraz USA jako świetlistej przeciwwagi dla innych światowych mocarstw, kraju praworządności, wolności, demokracji, nieskrępowanej różnorodności i wielkich możliwości nawet dla najmniejszych, to po tej lekturze ostatecznie ten obraz porzuci. Jeżeli ktoś jednak nawet takiego obrazu w głowie nie ma, to i tak będzie prawdopodobnie zadziwiony skalą, częstotliwością i przeciągłością mrocznego oblicza Stanów. A przy okazji usystematyzuje sobie wiedzę o historii tego kraju tak w ogóle, już nawet pomijając aspekt ucisku na którym autor skupia się najmocniej - Zinn podąża wszak za biegiem tych już czysto obiektywnych faktów i kluczowych wydarzeń w dziejach USA. Poza skarbnicą wiedzy jest też ta książka lekturą jak na swój temat dość lekką (to znaczy jest tylko trochę ciężka) dzięki niezłym zdolnościom narracyjnym autora i jego inteligentnemu, sarkastycznemu, choć przeważnie posępnemu humorowi.

Oczywiście jest to dość jednostronne spojrzenie, bardzo mocno ciążące w kierunku lewicowym, zajmujące się ciągłą krytyką tylko i wyłącznie prawicowych i kapitalistycznych środowisk, nie próbujące znaleźć nawet cienia pozytywów w ich działaniu i nie próbujące wskazać choćby cienia przywar socjalizmu, związków zawodowych czy po prostu uciskanego ludu, co bywa momentami nieco drażniące. Z kilku powodów jest to jednak jak najbardziej do zaakceptowania. Po pierwsze, sam autor przyznaje, że jego celem nie jest obiektywna historia kraju, tylko stworzenie przeciwwagi dla "oficjalnej", a również bardzo nieobiektywnej i ciążącej w inną stronę wersji wydarzeń. Po drugie człowiek myślący raczej w dodatku sam zauważy, że w ten sposób ta książka działa. Po trzecie, choć nie zawsze się z Zinnem zgadzam (przede wszystkim co do samego założenia, że człowiek to wspaniała, myśląca, uczynna, niezawistna zda się istota - oczywiście tylko ten człowiek z "ludu", a nie krwiożercze bestie z elit), to gdyby postawić kreskę w pół drogi pomiędzy jego historią a historią zbywającą w paru słowach eksterminację rdzennej ludności Ameryki i import afrykańskich niewolników (może być, że największy horror w dziejach człowieka, przy którym holocaust wydaje się naprawdę błahy), morderczy wyzysk robotników przez przedsiębiorców i śmierć setek tysięcy cywilów we współczesnych wojnach prowadzonych przez USA z delikatnie mówiąc problematycznych pobudek, to znalazłbym się pomiędzy Zinnem a tą kreską i to bliżej niego.

Po czwarte warto spojrzeć na historię w USA w ten sposób, nawet jeśli z przegięciem, żeby uwrażliwić się na losy prostych ludzi, żeby nabrać krytycznego, czujniejszego spojrzenia na wszelkie rządy, od najwyższego do najniższego szczebla, i żeby trochę lepiej rozumieć często mało kolorowe mechanizmy rządzące światem, w którym żyjemy. Może nie jest to lektura mojego życia ani książka która mocno moje życie odmieni, ale cieszę się że poświęciłem jej ten spory kawałek czasu.

7.5/10

pokaż więcej

 
2018-09-05 22:56:12
Ma nowego znajomego: Marcin
 
2018-08-10 20:09:03
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Czarująca pozycja nawet dla czytelników, którzy nie mieli nigdy za wiele wspólnego z urbanistyką - rekomenduję ją mocno każdej osobie otwartej na świat i dążącej do lepszego zrozumienia go. Żeby wynieść z niej dużą wartość, nie potrzeba specjalistycznej wiedzy, a jedynie odrobiny skupienia - Jane Jacobs pisze bardzo przystępnie, po ludzku, ze swoistym szacunkiem dla przeciętnego odbiorcy, co... Czarująca pozycja nawet dla czytelników, którzy nie mieli nigdy za wiele wspólnego z urbanistyką - rekomenduję ją mocno każdej osobie otwartej na świat i dążącej do lepszego zrozumienia go. Żeby wynieść z niej dużą wartość, nie potrzeba specjalistycznej wiedzy, a jedynie odrobiny skupienia - Jane Jacobs pisze bardzo przystępnie, po ludzku, ze swoistym szacunkiem dla przeciętnego odbiorcy, co jest niejako paralelne z jej wizją przystępnych, ludzkich, pełnych szacunku miast. Autorka otwiera oczy na zagadnienia, nad którymi zwyczajny człowiek być może nigdy się nie zastanawia; pozwala spojrzeć na miasta i rządzące nimi mechanizmy w nowy, fascynujący sposób. Co najbardziej urzekło mnie w jej wnikliwych, oryginalnych, ale nie oryginalnych dla samej oryginalności przemyśleniach, to ciągłe wychodzenie poza dziedzinę ścisłej urbanistyki. Jane Jacobs rozumiała miasto nie tylko jako miasto samo w sobie (ulice, obiekty, ludzie i samochody oraz proste zależności między nimi), ale jako twór połączony, złożony i przenikający się z wieloma innymi dziedzinami życia: psychologią, ekonomią, rodziną, tolerancją i nietolerancją, biznesem, przyrodą, architekturą; po prostu połączone ze światem - a tak i tylko tak na miasto powinno się patrzeć, jeśli chce się je uczynić lepszym miejscem do życia. To zresztą być może główna nauka, jaką z tej książki wyciągnę, podsumowana w olśniewającym finalnym rozdziale, pokazującym związki między urbanistyką a rozwojem nauki jako takiej. Myślę, że to wartość bezwzględna, nieczuła na to, czy z rozwiązaniami autorki w konkretnych sprawach się zgadzamy, czy nie (ja się głównie zgadzałem, to znaczy zostawałem przekonywany argumentacją, bo sam nie jestem wielkim myślicielem urbanistyki, oględnie mówiąc).

Można się obawiać, na ile książka o gigantycznych amerykańskich miastach z 1961 roku będzie zrozumiała i aktualna dla Europejczyka w roku 2018. Jest zrozumiała i aktualna w zadziwiającym stopniu. Oczywiście są zagadnienia lub spojrzenia nieco przestarzałe (rzadko) albo ekskluzywnie amerykańskie (częściej), ale jest też mnóstwo obszarów absolutnie uniwersalnych, co wynika właśnie poniekąd z szerokiego, głęboko humanistycznego spojrzenia autorki na miasto.

Naprawdę warto dać temu szansę w ramach poszerzania horyzontów, a mamy tu do czynienia przecież z bardzo ważnym w życiu większości ludzi horyzontem. Mimo że ta większość ludzi, jak sądzę, w tym również do niedawna ja, bierze miasto niejako za pewnik, nie podejrzewając nawet, jak skomplikowane mechanizmy i złożone funkcje muszą się ze sobą splatać, by ten pewnik mógł istnieć i działać. I warto, i przyjemnie to odkryć.

8.0/10

pokaż więcej

 
2018-08-04 00:32:16
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Niestety przeciętnie interesujący, nierówny u poszczególnych autorów, przeważnie dość oschły i dotykający zbyt rozległych obszarów styl całej serii, połączony z nieobfitością naprawdę wielkich literackich nazwisk w epoce, którą zajmuje się ten tom, uczyniły z tej książki już naprawdę ciężkostrawną lekturę. Gdyby nie to, że już od następnego tomu literatura wkracza w wiek, w którym robi się dla... Niestety przeciętnie interesujący, nierówny u poszczególnych autorów, przeważnie dość oschły i dotykający zbyt rozległych obszarów styl całej serii, połączony z nieobfitością naprawdę wielkich literackich nazwisk w epoce, którą zajmuje się ten tom, uczyniły z tej książki już naprawdę ciężkostrawną lekturę. Gdyby nie to, że już od następnego tomu literatura wkracza w wiek, w którym robi się dla mnie naprawdę pasjonująca, to chyba darowałbym sobie już przygodę z cyklem pod redakcją Tomasza Skoczka. Pewnie, że to skarbnica wiedzy, ale przekazanej tak, że ledwo na te skarby miałem ochotę.

5.0/10

pokaż więcej

 
2018-08-04 00:32:03
 
2018-07-30 00:50:43
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Obszerna, poruszająca się powoli i z gracją, mało spektakularna, ale bardzo wartościowa powieść, będąca istną epopeją o XIX-wiecznym społeczeństwie angielskim. Przy całym rozmachu socjologicznym, dzięki któremu powstał niezwykle sugestywny i spójny obraz angielskiego miasteczka, zdecydowanie największą zaletą tej powieści jest przenikliwa, bardzo celna, realistyczna mimo swej złożoności i... Obszerna, poruszająca się powoli i z gracją, mało spektakularna, ale bardzo wartościowa powieść, będąca istną epopeją o XIX-wiecznym społeczeństwie angielskim. Przy całym rozmachu socjologicznym, dzięki któremu powstał niezwykle sugestywny i spójny obraz angielskiego miasteczka, zdecydowanie największą zaletą tej powieści jest przenikliwa, bardzo celna, realistyczna mimo swej złożoności i zadziwiająco aktualna psychologia, świadectwo, że autorka była wnikliwą obserwatorką różnorodnych typów ludzkich dusz, mechanizmów ich działania, że wiedziała niemało o rozterkach sumienia, ambicji, relacjach damsko-męskich, rozpaczy, załamaniach nerwowych. Eliot serwuje nie jedną, nie dwie, ale blisko dziesięciu różnych postaci, z których każda posiada osobny, wyjątkowy portret psychologiczny, każda jest bardzo wiarygodna, każda jest interesująca i każda jest złożona, nigdy jednoznaczna, nigdy czarna lub biała. W trakcie tkania tych portretów autorka wygłasza chyba z kilkadziesiąt ponadczasowych, częściej niewygodnych niż chwalebnych, drobnych i fundamentalnych prawd o ludziach, które nawet jeśli zawsze się czuło, to nie zawsze potrafiło się je sobie tak celnie sformułować. Czyni to bezlitośnie, niemal cynicznie, ale też z pewnym humanistycznym zrozumieniem, wyrozumiałością dla słabości, nieodłącznie wpisanej w ludzką naturę.

Warto skomplementować też subtelną fabułę, w bardzo przemyślany i niesztampowy sposób skonstruowaną, interesującą lecz pozbawioną efekciarstwa, spokojnie się rozlewającą. Warto zwrócić uwagę na subtelny, bardzo inteligentny humor. Ma "Miasteczko..." niestety jedno poważne ograniczenie - to język, absolutnie solidny i pozbawiony nawet szczypty jakiejkolwiek nieudolności, ale niewyróżniający się niczym szczególnym, nawet nie starający się o liryzm, zbyt prosty. To sprawia, że choć wielokrotnie nasuwały mi się porównania do wielkiego "W poszukiwaniu straconego czasu", to zawsze będę dzieło życia George Eliot widział jako zdecydowanie podrzędne w stosunku do dzieła życia Prousta. Jest to niestety pewna klątwa realizmu. Jeśli jednak rekomenduję przeczytanie książki rozpostartej na blisko tysiącu stron, której język nie jest zachwycający, to chyba najlepsze świadectwo, jak duże są jej pozostałe walory.

7.5/10

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
163 153 1015
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (5)

zgłoś błąd zgłoś błąd