Netula_CK 
Absolwentka filologii polskiej i europeistyki, miłośniczka Kielc i Korony :) Zapraszam na koroniarze.pl oraz zaczytana.com.pl
29 lat, kobieta, Kielce, status: Czytelniczka, dodała: 2 książki i 7 cytatów, ostatnio widziana 1 dzień temu
Teraz czytam
  • Wojenne losy
    Wojenne losy
    Autor:
    Na przykładzie rodzinnej wsi i gminy Piórków, M. Młudzik dał przekrój losów mieszkańców polskiej wsi w okresie II wojny światowej i okupacji hitlerowskiej. Omówił ich udział w kampanii wrześniowej, ży...
    czytelników: 2 | opinie: 0 | ocena: 0 (0 głosów)

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-05-21 14:02:33
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Książki o uczuciach należą do tych najpiękniejszych i najbardziej wartościowych wśród publikacji dla najmłodszych. Warto jednak zaznaczyć, że nie wszystkie, a nawet - niestety - niewielki ich odsetek. Należy bowiem pamiętać, że to materia niezwykle delikatna, potrafiąca przynieść wiele pożytku, ale też szkody, jeśli nie jest dostosowana do potrzeb wieku dziecięcego. Zbyt często w swoim życiu... Książki o uczuciach należą do tych najpiękniejszych i najbardziej wartościowych wśród publikacji dla najmłodszych. Warto jednak zaznaczyć, że nie wszystkie, a nawet - niestety - niewielki ich odsetek. Należy bowiem pamiętać, że to materia niezwykle delikatna, potrafiąca przynieść wiele pożytku, ale też szkody, jeśli nie jest dostosowana do potrzeb wieku dziecięcego. Zbyt często w swoim życiu spotykałam się z publikacjami, których przesłanie było niezbyt budujące - złość jest zła, odczuwanie złości jest niewłaściwe, strach jest nie na miejscu, a chłopcy przecież nie płaczą, bo to nie przystoi. Jak zatem ma czuć się dziecko, które odczuwa to wszystko? Czy zezłoszczone dziecko to złe dziecko? Czy przestraszone dziecko to niewłaściwie postępujące dziecko? Czy płaczący chłopiec powinien się wstydzić swojego płaczu? Nie. Nie ma emocji dobrych i złych, są tylko te mniej i bardziej przez nas pożądane. Niemniej jesteśmy tylko ludźmi i musimy radzić sobie z nimi wszystkimi. Rolą dorosłych, ale także książek o uczuciach, jest właśnie pokazanie, że każdy z nas odczuwa całą paletę różnorodnych uczuć i nie ma w tym nic niewłaściwego. A kiedy już młody człowiek oswoi się z myślą, że jego uczucia to nic złego, łatwiej będzie wypracować jakiś sposób radzenia sobie z tymi trudniejszymi uczuciami.
Jak z tematem uczuć poradził sobie Janusz Leon Wiśniewski? W moim odczuciu - znakomicie. W książce znajdziemy opisy tego, co w różnych sytuacjach, nie zawsze łatwych i przyjemnych, odczuwa pewien chłopiec. Jest mowa o radości, wdzięczności i dumie, ale także o nienawiści czy samotności - uczuciach tak intensywnych, że czasem trudno sobie z nimi poradzić tak dorosłemu, jak i dziecku. A wszystko to opatrzone cudownymi ilustracjami Ani Jamróz, z której rysunkami spotkałam się już przy okazji "Marcelinki". Połączenie pióra tego autora z kreską tej artystki jest prawdziwą ucztą dla wrażliwości Czytelnika.
Co jeszcze w książce mnie urzekło? To, w jaki sposób została wydana. Przy pierwszym otwarciu zauważyłam zagiętą stronę i pomyślałam, że strasznie szkoda - tak ładnie zilustrowana, jeszcze nawet jej nie przeczytałam, a już nosi ślady zniszczenia. Po chwili przyjrzałam się bliżej i nie mogłam wyjść z podziwu - te zagięcia, przycięcia, złożone strony to po prostu magia! Co mogę powiedzieć więcej? TADAM - jesteście cudowni!
zaczytana.com.pl

pokaż więcej

 
2018-05-18 17:02:24
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Oto Charlotte Brontë, najbardziej ekscentryczna i według wielu najbardziej utalentowana z sióstr, w najlepszym wydaniu. „Dziwne losy Jane Eyre” potwierdzają zresztą tę tezę. Dla mnie jedynie „Wichrowe wzgórza” Emily mogą stawać do walki o miano najlepszego utworu popularnego rodzeństwa. Pamiętam, gdy czytałam tę książkę po raz pierwszy, będąc jeszcze studentką polonistyki. Siedziałam w pociągu... Oto Charlotte Brontë, najbardziej ekscentryczna i według wielu najbardziej utalentowana z sióstr, w najlepszym wydaniu. „Dziwne losy Jane Eyre” potwierdzają zresztą tę tezę. Dla mnie jedynie „Wichrowe wzgórza” Emily mogą stawać do walki o miano najlepszego utworu popularnego rodzeństwa. Pamiętam, gdy czytałam tę książkę po raz pierwszy, będąc jeszcze studentką polonistyki. Siedziałam w pociągu i musiałam stanowić dość osobliwe zjawisko dla innych podróżujących – zaczytana w dziewiętnastowiecznej powieści, z policzkami mokrymi od łez. Ale nie umiałam inaczej, w przypadku tej książki nie da się wręcz inaczej. Powrót do niej po latach utwierdził mnie w tym przekonaniu.

Tytułowa bohaterka nigdy nie miała łatwego życia. Jej losy naznaczone zostały piętnem utraty rodziców oraz odtrąceniem ze strony ciotki, która miała zająć się młodą dziewczyną. Jane sama musi zatroszczyć się o przeżycie i trzeba przyznać, że mimo ciągle rzucanych pod nogi kłód, udaje jej się wyjść z potyczki z życiem obronną ręką. I kiedy już wydaje się, że w końcu wkroczyła na ścieżkę szczęścia, trafiając do domu pana Rochestera, los po raz kolejny postanawia zadrwić z uczuć dziewczyny. Czy i tym razem Jane uda się wyjść z tego bez szwanku?

Wszyscy wokół zachwycają się panem Darcy’m. Owszem, pamiętam czas, gdy sama chciałam oddać mu swoje serce, które jednak skończyło w dłoniach Heathcliffa. Tylko o kilka centymetrów minęło się jednak z rękami pana Rochestera – postaci niezwykle wyrazistej, ciekawej, charyzmatycznej. W ogóle uważam, że postaci wykreowane przez autorkę w tym utworze to prawdziwy majstersztyk. Nie bez powodu twierdzi się, że Charlotte’a przelała na Jane wiele cech, o które posądzała samą siebie – z mało atrakcyjną powierzchownością na czele. To przebija z każdej strony, z każdej wypowiedzi głównej bohaterki. „Dziwne losy Jane Eyre” to także dowód na to, że czasem przed lekturą książki właściwej, warto zapoznać się z biografią autora. Wtedy lektura staje się pełniejsza, barwniejsza i po prostu prawdziwsza.

Po raz kolejny muszę to wyznać – uwielbiam siostry Brontë. Za wszystko, co stworzyły i co wpadło w moje ręce. Traktuję to trochę w kategoriach małego, prywatnego uzależnienia, na szczęście niegroźnego. Zachęcam do sięgnięcia po tę pozycję, naprawdę warto!

zaczytana.com.pl

pokaż więcej

 
2018-05-16 10:14:08
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
 
2018-04-30 09:19:02
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Większość z nas żyje w normalnych rodzinach. Mam na myśli normalność tego rodzaju, że szanujecie się wzajemnie, kochacie, a kiedy to możliwe, spędzacie razem czas, choć z jego ilością - wiadomo, bywa różnie. Nie wszyscy jednak mają takie szczęście. Codzienność niektórych naznaczona jest ciągłymi bijatykami, pijaństwem i znajdowaniem się pośród towarzystwa o wątpliwej reputacji. Czasem bywa to... Większość z nas żyje w normalnych rodzinach. Mam na myśli normalność tego rodzaju, że szanujecie się wzajemnie, kochacie, a kiedy to możliwe, spędzacie razem czas, choć z jego ilością - wiadomo, bywa różnie. Nie wszyscy jednak mają takie szczęście. Codzienność niektórych naznaczona jest ciągłymi bijatykami, pijaństwem i znajdowaniem się pośród towarzystwa o wątpliwej reputacji. Czasem bywa to udziałem dzieci, które w takiej sytuacji są najbardziej poszkodowane. Nie znają one wtedy normalności, bo nikt im jej nie pokazał. Nie wiedzą, że może być inaczej, a obecny stan rzeczy przyjmują za normę. Dzieci bez dzieciństwa i bez perspektyw. Poznajcie Erica - jednego z głównych bohaterów książki Care Santosa.
Xenia, nastolatka pochodząca z rodziny, w której dba się zarówno o wykształcenie, jak i o nienadużywanie dobrodziejstw technologicznych, gwoli uniknięcia wszechobecnych zagrożeń w sieci i uzależnienia od komputera, na jednym z forów poznaje chłopaka, który z każdą kolejną wymienioną wiadomością staje jej się coraz bliższy. Bardzo chciałaby go poznać, jednak nastolatek - nie wiedzieć czemu - unika tematu spotkania w realu. Co więcej - na maile odpisuje tylko w wybrane dni tygodnia, o określonych godzinach. Xenia postanawia, że na podstawie informacji, które otrzymała od chłopaka z sieci, odnajdzie go. Niestety okazuje się, że wszystko, co o sobie opowiadał, było kłamstwem. W tym miejscu ta historia mogłaby się zakończyć i być jedną z wielu podobnych. Ale tak naprawdę to dopiero początek. Od tego momentu Eric zaczyna snuć prawdziwą historię swojego niełatwego, a chwilami traumatycznego życia - bez perspektyw, za to z tlącą się w sercu nadzieją, że dziewczyna nie skreśli go, gdy wyzna prawdę.
To książka pełna bardzo silnych emocji, choć narracja z perspektywy Erica jest zaserwowana Czytelnikowi w sposób dość luźny. Zupełnie jakby młody człowiek, którego udziałem już od najmłodszych lat były dramatyczne wydarzenia, przyzwyczaił się do swojego życia i nie uważał go za coś nadzwyczajnego. Ot, kolejny zmarnowany los kogoś, kto wywodząc się z patologii, nie rokował przecież zbyt dobrze na przyszłość.
Dla mnie to także książka, która odsyła mnie do innej, od dawna widniejącej na mojej liście must read, ale wciąż nieprzeczytanej. Po tej lekturze z pewnością sięgnę po "Buszującego w zbożu", który jest jednym z motywów przewodnich publikacji Santosa.
Nie jest to książka lekka i przyjemna, za to budząca skrajne emocje i w pewnym wieku chyba potrzebna. Sięgnijcie, jeśli chcecie pokazać młodzieży w waszym domu, że życie nie zawsze jest kolorowe i zdarzają się w nim większe tragedie niż złamana szminka czy ograniczenie godzin spędzanych przy komputerze.

zaczytana.com.pl

pokaż więcej

 
2018-04-25 09:01:04
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Seria: CO WOKOŁO

To już moje trzecie spotkanie z serią Lotty Olsson - jedną z naszych dwóch ulubionych. Naszych, to jest przede wszystkim mojej córki, moja opinia ma tu drugorzędne znaczenie, chociaż jesteśmy zgodne - to naprawdę cudeńko dla najmłodszych. Zosia pokochała te książeczki za kolorowe ilustracje na białym tle oraz rymy włożone w usta mamy i taty. Tak było do tej pory. Ta część jest wyjątkowa, bo... To już moje trzecie spotkanie z serią Lotty Olsson - jedną z naszych dwóch ulubionych. Naszych, to jest przede wszystkim mojej córki, moja opinia ma tu drugorzędne znaczenie, chociaż jesteśmy zgodne - to naprawdę cudeńko dla najmłodszych. Zosia pokochała te książeczki za kolorowe ilustracje na białym tle oraz rymy włożone w usta mamy i taty. Tak było do tej pory. Ta część jest wyjątkowa, bo poza rymami warstwa brzmieniowa została wzbogacona o wyrazy dźwiękonaśladowcze, czyli coś, co jest dla maluszka zarówno ciekawe, jak i rozwojowo wskazane.
"Auto robi brum" to książeczka, na której niemal wszystkich stronach znajdziemy onomatopeje znane z życia codziennego. Poza tradycyjnymi, najczęściej spotykanymi rzeczami i mieszkańcami świata, jak osa, mucha czy auto, autorki poszły o krok dalej i pokazują małym Czytelnikom, jakie dźwięki wydaje na przykład fajka, mikrofalówka czy babcia, która wdepnęła w kałużę. Dla mnie jednak absolutnym hitem jest odgłos… pupy! A raczej reakcja mojego męża, gdy czytał tę książeczkę Zosi:
- Co?! Ale jak to pupa robi pur, pur, pur?
Mina małżonka - bezcenna.
Po raz kolejny chwalę także format publikacji i to, że wszystkie jej strony są wykonane z grubej tektury, dzięki czemu są odporne na próby ich posmakowania przez moją córkę. Z kolei niewielkie gabaryty umożliwiają Zosi samodzielne trzymanie książeczki i jej obracanie. Z moją niewielką pomocą próbuje już nawet przewracać kartki!
Dla mnie must have w biblioteczce malucha, który zaczął już wychodzić z etapu kontrastu i zaczyna chcieć więcej kolorów, dźwięków i dobrej zabawy.

zaczytana.com.pl

pokaż więcej

 
2018-04-12 09:05:21
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Spoglądając po raz pierwszy na okładkę „Papiernika”, już byłam w nim zakochana i wiedziałam, że wybaczę mu wszystko. Nawet jeśli tekst nie będzie tak porywający jak ilustracje, nie będę nad tym ubolewać zbyt długo. Wystarczy bowiem, że zanurzę się w świecie ilustracji Rocha Urbaniaka, aby przestać zwracać uwagę na wszystko inne. Świat wykreowany przez krakowskiego malarza jest ucieleśnieniem... Spoglądając po raz pierwszy na okładkę „Papiernika”, już byłam w nim zakochana i wiedziałam, że wybaczę mu wszystko. Nawet jeśli tekst nie będzie tak porywający jak ilustracje, nie będę nad tym ubolewać zbyt długo. Wystarczy bowiem, że zanurzę się w świecie ilustracji Rocha Urbaniaka, aby przestać zwracać uwagę na wszystko inne. Świat wykreowany przez krakowskiego malarza jest ucieleśnieniem moich wyobrażeń o idealnie zobrazowanej publikacji dla dzieci starszych. Nie chodzi tylko o magię kolorów, pomysł czy staranność wykonania. To wszystko jest bardzo ważne, niemniej w tym konkretnym przypadku są to drugorzędne elementy. Tutaj najważniejsze są szczegóły – ich ilość, jakość i to, co może z nimi zrobić dziecięca wyobraźnia. Nawet na podstawie samych obrazów powstać mogą setki zupełnie nowych opowieści, których autorami będą nasze pociechy. Wystarczy pokazać jedną z takich ilustracji na lekcji języka polskiego i zapytać, o czym jest ta historia. Idealny pomysł na wypracowanie, w trakcie którego powstanie kilkanaście zupełnie różnych historii, a każda z nich wyjątkowa, magiczna. Oj, tytułowy Papiernik będzie miał co zbierać…

Oprawa graficzna książki Rocha Urbaniaka jest idealna, ale przecież znajduje się tam także tekst. Przejdźmy zatem do niego. Trochę się bałam, że skoro pod względem wizualnym jest tak dobrze, to treściowo może być tylko… gorzej. W końcu trudno od kogoś wymagać, aby był dobry we wszystkim, a konikiem autora są zdecydowanie ilustracje. Tu także się zaskoczyłam, w sposób bardzo pozytywny. Opowiedziane przez Papiernika historie są świeże, oryginalne, zupełnie nietendencyjne. No, ale przecież nasz bohater jedynie takie zbiera po całym świecie. Niespotykane fabuły, niecodzienni bohaterzy i egzotyczne nazwy – to wszystko sprawia, że Czytelnik odnosi wrażenie, że czegoś podobnego nigdy jeszcze nie trzymał w rękach. W moim przypadku to zresztą prawda. Czy jednak rzeczywiście powinnam się aż tak dziwić? Ktoś, kto stworzył takie ilustracje, musi mieć wyobraźnię wręcz nieograniczoną i najwyraźniej potrafi ją także przelać na papier za pomocą słów.

Piękna, genialna, oryginalna – określenia pasujące do tej publikacji mogłabym mnożyć jeszcze długo. Pytanie, po co? Przecież wystarczy, że spojrzycie na okładkę, która jest idealną zapowiedzią tego, co znajduje się w środku, a za kilka dni książka zasili szeregi Waszych biblioteczek. I bardzo dobrze, bo tam jest jej miejsce.

zaczytana.com.pl

pokaż więcej

 
2018-04-10 08:58:55
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Czas to coś, czego od dawna nie posiadam w nadmiarze, ale odkąd na świecie pojawiła się moja córa, zdaje się on kurczyć w zastraszającym tempie. Nieliczne wolne chwile staram się rozdzielić między pisanie kolejnej książki, prowadzenie bloga oraz pomoc w różnego rodzaju projektach, w które jestem zaangażowana. Nie jest to łatwe, ale nie narzekam. W końcu nie tylko ja mam problem z czasem, który... Czas to coś, czego od dawna nie posiadam w nadmiarze, ale odkąd na świecie pojawiła się moja córa, zdaje się on kurczyć w zastraszającym tempie. Nieliczne wolne chwile staram się rozdzielić między pisanie kolejnej książki, prowadzenie bloga oraz pomoc w różnego rodzaju projektach, w które jestem zaangażowana. Nie jest to łatwe, ale nie narzekam. W końcu nie tylko ja mam problem z czasem, który jest po prostu w obecnym świecie towarem deficytowym. Ustaliłam swój priorytet, którym jest rodzina i staram się, aby nic nie odbywało się jej kosztem. Przyjmę mniej zleceń? Wydam książkę kilka miesięcy później, niż początkowo zakładałam? Trudno. Ważne, że moje dziecię ma mamę dla siebie zawsze, gdy tego potrzebuje.
Poza permanentnym brakiem czasu mam jeszcze jeden problem na tej płaszczyźnie. Określenie mnie mianem osoby dobrze zorganizowanej byłoby dużym nadużyciem. Może to kwestia natłoku obowiązków, a może zwyczajnie jedna z cech mojego charakteru, ale robiąc jedną rzecz, myślami jestem już przy kolejnej, zastanawiając się, jak wykonać ją przed deadlinem. Chyba tylko opiece nad córką oraz pisaniu potrafię poświęcić sto procent uwagi. I właśnie dlatego wszelkiego rodzaju poradniki dotyczące zarządzania czasem lub też zarządzania sobą w czasie - co podkreśla na wstępie autorka - chłonę namiętnie, gdy tylko mam taką możliwość. A "Zarządzanie czasem w pigułce" sugerowało ponadto, że będzie zwięźle i na temat.
Książka jest podzielona na pięć rozdziałów i rzeczywiście dużo w niej zagadnień praktycznych. Każda część jest opatrzona przykładami, tabelami oraz podsumowaniem, co porządkuje treść, pozwala na lepsze usystematyzowanie wiedzy oraz na szybki powrót do niej, gdy zajdzie taka potrzeba. Z kolei zawarte w publikacji ćwiczenia pozwalają na poznanie przyczyn naszych kłopotów z dobrą organizacją. Całość na bardzo przyzwoitym poziomie, jednak gdyby nie rozdział ostatni, napisałabym, że już takowe publikacje trzymałam w swoich rękach. Część piąta okazała się dla mnie tą kluczową, bo zawierała same konkrety, a dokładniej nazwy aplikacji, które mogą rzeczywiście pomóc w zarządzaniu swoim czasem. Każda z opisem funkcjonalności, wyglądu i łatwości w obsłudze. To przeważyło w mojej ocenie - teraz z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że poza tradycyjną porcją wiedzy charakterystyczną dla tego rodzaju książek, jest tam coś gratis. Coś, co może mieć realny wpływa na naszą organizację czasu. A przecież o to właśnie chodzi.
zaczytana.com.pl

pokaż więcej

 
2018-04-06 10:42:02
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Odkąd tylko zobaczyłam ten tytuł, wiedziałam, że muszę wejść w jego posiadanie. Bez względu na to, czy będzie to egzemplarz recenzencki, zakupiony, w promocji czy po cenie regularnej. Są po prostu takie książki, które musisz mieć i nic, nawet cena, nie odgrywa tu większej roli. Zapytacie, skąd ta determinacja? Cóż, kto choć raz w życiu miał przyjemność jechać tak zwanym ogórasem, ten na pewno... Odkąd tylko zobaczyłam ten tytuł, wiedziałam, że muszę wejść w jego posiadanie. Bez względu na to, czy będzie to egzemplarz recenzencki, zakupiony, w promocji czy po cenie regularnej. Są po prostu takie książki, które musisz mieć i nic, nawet cena, nie odgrywa tu większej roli. Zapytacie, skąd ta determinacja? Cóż, kto choć raz w życiu miał przyjemność jechać tak zwanym ogórasem, ten na pewno zrozumie. A że jeździłam nim przez długie lata, to wartość sentymentalna tej publikacji jest dla mnie bezcenna. To takie moje małe deja vu. Tym bardziej, że kochane ogórasy zniknęły już z mojej trasy. Ja jednak, w przeciwieństwie do postaci z książki Elizy Piotrowskiej, nie traktowałam tej nazwy prześmiewczo. Nazwa jak nazwa - jedyna, jakiej się u nas używało.
Głównym bohaterem jest tutaj tytułowy Ogóras, czyli wiekowy autobus, z pewnością pamiętający jeszcze czasy PRLu. Przez jednych wyszydzany, właśnie ze względu na wiek oraz odmienne od współczesnych standardy wizualne, dla innych stanowiący powód do dumy jako rodzinna pamiątka. Jego właściciel wpadł na pomysł organizowania wycieczek dla turystów tym właśnie środkiem transportu i okazało się to strzałem w dziesiątkę. Wyśmiewany przez inne pojazdy Ogóras czuje się samotny. Do czasu. W końcu także inni zaczynają dostrzegać jego zalety, na przykład to, że jako jedyny potrafi czytać i nie ulega żadnym awariom.
Odniosłam ponadto wrażenie, że świat reprezentowany przez samochodowych bohaterów tej publikacji ma swoje przełożenie także na ten właściwy człowiekowi. Niejednokrotnie przecież osoby starsze są samotne, opuszczone, czasem nawet traktowane prześmiewczo ze względu na ich nienadążanie za wciąż zmieniającymi się trendami. Warto przystanąć na chwilę, rozejrzeć się wokół i zamiast wykazywać postawę co najwyżej obojętną, zainteresować się losem człowieka niemal niewidzialnego dla społeczeństwa. Bliższe jego poznanie może nas zaskoczyć. W końcu doświadczenie życiowe robi swoje i ma naprawdę wiele do zaoferowania.
Jestem pod wrażeniem szaty graficznej, w której wszystko zostało dopasowane wręcz idealnie, by oddać klimat dawnych lat - czcionka, ilustracje, nawet lekko pożółkły papier. Nic dodać, nic ująć. Mamy do czynienia z prawdziwym cudeńkiem na rynku literatury dziecięcej.
To książka tak naprawdę skierowana do bardzo szerokiej grupy docelowej. Upodobanie znajdą w niej nawet dorośli, którzy mieli w swoim życiu przyjemność przemieszczania się tym zacnym środkiem transportu. Przypomną sobie oni ten dreszczyk emocji na każdym większym wzniesieniu, kiedy nigdy nie było pewności, czy ogóras to wzniesienie pokona. Dla dzieci z kolei będzie to lektura pouczająca, wzruszająca, ale także zabawna. Czy trzeba czegoś więcej do szczęścia?

zaczytana.com.pl

pokaż więcej

 
2018-04-04 12:00:26
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Czytając „Lokatorkę Wildfell Hall" nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że patrzę na tę historię przez pryzmat innej, przeczytanej dość dawno książki. Była to publikacja „Charlotte Brontë i jej siostry śpiące", w której autor wysnuł ciekawą hipotezę, jakoby tylko jedna z wybitnych sióstr potrafiła pisać na tak wysokim poziomie. Zdaniem Eryka Ostrowskiego to właśnie spod pióra Charlotty i jej brata... Czytając „Lokatorkę Wildfell Hall" nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że patrzę na tę historię przez pryzmat innej, przeczytanej dość dawno książki. Była to publikacja „Charlotte Brontë i jej siostry śpiące", w której autor wysnuł ciekawą hipotezę, jakoby tylko jedna z wybitnych sióstr potrafiła pisać na tak wysokim poziomie. Zdaniem Eryka Ostrowskiego to właśnie spod pióra Charlotty i jej brata Branwella miały wyjść wszystkie dzieła, rozdzielone następnie na całe rodzeństwo. O ile w przypadku ubóstwianych przeze mnie „Wichrowych wzgórz" i niezdrowej wręcz fascynacji postacią Heathcliffa trudno mi było uwierzyć, że to nie Emily była autorką jednej z najważniejszych książek w moim życiu, o tyle w przypadku „Lokatorki Wildfell Hall" moje przekonanie nie jest już tak silne.
Dlaczego bowiem to właśnie cicha, łagodna, skłonna do refleksji i melancholii Anna stworzyła postać kobiecą, która na tle ówczesnego społeczeństwa musiała się wyróżniać w sposób niegodny kobiety? Do takiego sposobu myślenia było przecież zdecydowanie bliżej właśnie jej starszej siostrze. Helen Graham, główna bohaterka tej intrygującej powieści, pojawia się nagle w opuszczonej rezydencji, gdzie zamieszkuje wraz z synem. Słowa, jakimi raczy swoich sąsiadów w trakcie nielicznych spotkań, w których uczestniczy, są gorszące dla tamtejszego społeczeństwa i niegodne dobrze prowadzącej się kobiety. Pani Graham, uważana za wdowę, wyłamuje się bowiem z kanonu bałwochwalczych żon i matek, dla których jedynym celem w życiu jest dogadzanie mężowi i poczucie spełnienia w roli własności swojego małżonka. Pod wpływem uczucia, jakie rodzi się na kartach powieści, przekazuje ona swój dziennik do przeczytania jednemu z tutejszych mężczyzn. Czy to, czego dowie się on o przeszłości kobiety, będzie silniejsze od miłości, jaką ją darzy?
Książka ma postać listów Gilberta Markhama, czyli owego mężczyzny zauroczonego główną bohaterką, do swojego przyjaciela. Wpływa to moim zdaniem na utrzymanie Czytelnika w permanentnym stanie napięcia i gotowości na nowe wątki. Za każdym razem, gdy zbliżałam się do końca rozdziału, myślałam - nie, nie teraz, nie przerywaj w takim momencie! Co prawda jestem przypadkiem uzależnienia od twórczości sióstr Brontë, niemniej uważam, że wielu z Was znajdzie upodobanie w takiej formie przekazania treści.
Polecam, gorąco polecam Wam tę książkę. Powiem więcej - całą serię wydaną przez Wydawnictwo MG, bo jest ona wspaniała pod każdym względem - umysł zadowoli się treścią, oko nacieszy intensywnymi barwami okładek, pięknie wyglądających obok siebie na półce!

zaczytana.com.pl

pokaż więcej

 
2018-04-03 09:26:37
Dodała cytat z książki: Tu i teraz
Nie wszystko między ludźmi musi dziać się z udziałem słów. Wiedzą to zwłaszcza mężczyźni, ale nijak nie potrafią tej wiedzy przekazać kobietom.
 
2018-04-03 09:26:14
Dodała cytat z książki: Tu i teraz
Milcząca przyjaźń jest często lepsza od tej naszpikowanej dobrymi radami.
 
2018-04-03 09:25:51
Dodała cytat z książki: Tu i teraz
Tak chyba zachowują się przyjaciele - robią, co dla ciebie najlepsze, nawet jeśli nie używają do tego słów.
 
2018-04-03 09:25:36
Dodała cytat z książki: Tu i teraz
Niestety tak już bywa w życiu - wieści niosą się szybciej, niż byśmy chcieli i niekoniecznie w preferowanym przez nas kierunku.
 
2018-04-03 09:25:18
Dodała cytat z książki: Tu i teraz
Już miała powiedzieć, że raz się żyje, ale przypomniała sobie, że w jej przypadku to nie do końca prawda. Ona te życia miała dwa.
 
2018-04-03 09:24:19
Dodała cytat z książki: Tu i teraz
Do przeszłości czasem lepiej nie wracać. Lepiej udawać, że jej nie było.
 
Moja biblioteczka
677 270 1274
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (7)

Ulubieni autorzy (9)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (11)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd