Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Anna Rosińska 
ksiazkowepodrozeanny.blogspot.com
Matka, córka, siostra, książkoholiczka - kolejność w zależności od humoru :-)
kobieta, Karolew, status: Czytelniczka, ostatnio widziana 6 godzin temu
Teraz czytam
  • Dziewczyny chcą się zabawić
    Dziewczyny chcą się zabawić
    Autorzy:
    „Dziewczyny chcą się zabawić” to historia utraconego dzieciństwa i młodości. Cztery przyjaciółki: Monika, Amelia, Iza i Paulina wchodzą w dorosłość w Łodzi, która jest na skraju upadku. Tak jak bohat...
    czytelników: 149 | opinie: 6 | ocena: 8,07 (15 głosów)
  • Tatuaże podświadomości
    Tatuaże podświadomości
    Autor:
    Mazury to wyjątkowe miejsce. Właśnie tutaj mieszkają trzy kobiety: Teresa–bizneswoman, prowadzącą własną knajpkę w Szczytnie; Grażka, mieszkającą na odludziu, w lesie, która do niedawna prowadziła rek...
    czytelników: 40 | opinie: 8 | ocena: 7,89 (9 głosów)

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-02-24 09:12:17

Obejrzyj się! A jeżeli to Tobie przyjdzie zapłacić za wszystkie złe uczynki?

On i ona. Jak ogień i woda. On nie bacząc na nic i nikogo, kroczy dumnie i niszczy wszystko wokół siebie, a zwłaszcza ją. Tę, która próbuje ugasić rozszalały żywioł. Ale jest zbyt słaba, zbyt zagubiona, zbyt ufna, zbyt dobra. Pozwala się parzyć, tłamsić, uzależniać. Aż wreszcie nie potrafi bez niego żyć, chociaż to...
Obejrzyj się! A jeżeli to Tobie przyjdzie zapłacić za wszystkie złe uczynki?

On i ona. Jak ogień i woda. On nie bacząc na nic i nikogo, kroczy dumnie i niszczy wszystko wokół siebie, a zwłaszcza ją. Tę, która próbuje ugasić rozszalały żywioł. Ale jest zbyt słaba, zbyt zagubiona, zbyt ufna, zbyt dobra. Pozwala się parzyć, tłamsić, uzależniać. Aż wreszcie nie potrafi bez niego żyć, chociaż to tak strasznie boli...
Kiedy na dobre znika z jej życia, rozpoczyna poszukiwania, bo jest coś, o czym nie zdążyła mu powiedzieć.

Taki jest Miłosz i taka jest Nina.
Mężczyzna i kobieta, którzy nigdy nie powinni się spotkać. A mimo to zły los postawił ich naprzeciw siebie na drodze życia. Przeznaczenie? A może... karma?

Słoneczne lato i znienawidzone wakacje na polskiej wsi. To nie może się udać. A raczej nie mogłoby się udać, gdyby nie ona. Młoda, piękna i taka odważna. Kolejna znajomość, która wiele lat wcześniej nie powinna była się wydarzyć. Gdyby nie wojna, może wszystko potoczyłoby się inaczej? Kto zapłaci za te wszystkie złe uczynki? Kiedy to się wreszcie skończy?!

Decydując się na przeczytanie i zrecenzowanie tej powieści, nie wiedziałam tak naprawdę, na co się piszę. Jedyne, co znałam, to tytuł, wydawnictwo i nazwisko autorki. Autorki, z której twórczością nigdy wcześniej nie miałam do czynienia.
A mimo to postanowiłam zaryzykować, zupełnie jak bohaterowie powieści.
W moim przypadku się opłacało, a w ich?

Ta historia to jedno wielkie WOW.
Dwie płaszczyzny czasowe : teraz i wtedy. Dwa języki. Wydarzenia z teraźniejszości opisane nowocześnie, tak (nie)zwyczajnie. I przeszłość. I tylko subtelne zmiany w zapisie i konstrukcji zdań, a ja miałam wrażenie, jakbym cofnęła się w czasie i trafiła w sam środek trwającej wojny. Coś niesamowitego!

Cała fabuła - misternie przemyślana. Każdy krok - dopracowany niemal ze szwajcarską precyzją. Tu nic nie dzieje się bez przyczyny.

Liczyłam na... No właśnie. Spodziewałam się obyczajówki. Po prostu, dobrej, polskiej obyczajówki, która sugerując się tytułem troszkę mną potrząśnie. Ale takiego trzęsienia ziemi w życiu bym się nie spodziewała.

To spotkanie, z tymi ludźmi było takie... rzeczywiste. Ich uczucia, emocje, czyny. Jakbym stała obok nich, oddzielona jedynie szybą, która tłumi krzyki. I to wszechobecne zło, wypełzające z każdej strony bezszelestnie niczym węże. Niezauważalne, a jednak obecne.

Kiedy byłam w trakcie lektury, w mojej głowie powoli rysował się zarys przyszłej recenzji. Pojawiały się pojedyncze zdania, myśli, które zamierzałam wpleść w poszczególne akapity, fragmenty, które planowałam zacytować. Im bardziej zbliżałam się do końca, tym bardziej zdawałam sobie sprawę, że one będą bezużyteczne, bo przecież teraz już nic nie będzie takie same.

Taka właśnie jest "Historia złych uczynków". Ją się czyta z lekkim drżeniem serca czekając na cios, a kiedy wreszcie się ją zamknie, siedzi się oszołomionym w fotelu, nie mogąc się poruszyć. W głowie zaczynają kłębić się myśli, a co jeśli zło nie zostało ukarane i teraz kolej... na mnie?!

/Ania.

pokaż więcej

 
2018-02-20 21:46:30
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Egzemplarz biblioteczny, Przeczytane w 2018, Ulubione
Cykl: Z popiołów (tom 1)

"Posłuchaj jak wiatr na skrzypcach żałośnie gra...".

Każdy z nas ma w planach takie książki, które niby chce przeczytać, ale nic nie robi, aby to faktycznie zrobić.
Tak było u mnie w przypadku tej powieści. Przyznaję, opis mnie zaciekawił, spodobała mi się okładka i pomyślałam sobie, że chciałabym poznać historię w niej opisaną.
Z czasem mój zapał zmalał, inne książki zajmowały swoje...
"Posłuchaj jak wiatr na skrzypcach żałośnie gra...".

Każdy z nas ma w planach takie książki, które niby chce przeczytać, ale nic nie robi, aby to faktycznie zrobić.
Tak było u mnie w przypadku tej powieści. Przyznaję, opis mnie zaciekawił, spodobała mi się okładka i pomyślałam sobie, że chciałabym poznać historię w niej opisaną.
Z czasem mój zapał zmalał, inne książki zajmowały swoje miejsca w mojej domowej biblioteczce, a "Z popiołów" tylko od czasu do czasu rzucało mi się w oczy w internecie. I pewnie gdybym pewnego grudniowego dnia nie odwiedziła biblioteki, nadal nie poznałabym Sary i Michała. Patrząc na tę książkę, stojącą na półce, zdałam sobie sprawę, że przecież nic nie stracę zabierając ją do domu. Czy to było dobre posunięcie z mojej strony?

Wydarzenia z przeszłości zmieniły Sarę nie do poznania, odcisnęły piętno na jej poczuciu własnej wartości i zaufaniu do ludzi. Jest teraz pewna, że miłość sprowadza się jedynie do cierpienia. Przynosi ból, łzy i rozczarowanie. Przekonał się o tym także Michał, którego wykorzystała była dziewczyna.
Przypadkowe spotkanie dwóch poranionych dusz uruchamia ciąg niespodziewanych zdarzeń i pozwala im poznać życie na nowo. Budowany od lat mur, którym otaczała się Sara, zaczyna pękać za sprawą opiekuńczego Michała. ​

"W życiu nie ma miejsca na poprawki. To nie brudnopis, w którym można eksperymentować bez konsekwencji".

New adult - to (nie)nowy gatunek w literaturze, który cieszy się sporą popularnością. Jest tylko jeden malutki problem. Moim zdaniem, wszystkie powieści przypisane do tego gatunku są bardzo schematyczne (wniosek na podstawie powieści NA, które do tej pory przeczytałam). Jest "ofiara" (w tej roli przeważnie występuje dziewczyna) skrzywdzona przez los/bliskich oraz wybawca, który powoli pomaga ofierze podnieść się z kolan i zacząć żyć.
Zdaję sobie sprawę, że "Z popiołów" Martyny Senator jest zaliczana do gatunku powieści obyczajowych, ale jak dla mnie ona idealnie wpisuje się w nurt NA, bo posiada wszystkie elementy charakterystyczne dla tego właśnie gatunku.
W przypadku historii Sary i Michała to właśnie ona została niewyobrażalnie skrzywdzona przez kogoś, kto powinien ją chronić, a Michał pomaga wrócić jej do życia. Takiego prawdziwego - pełnego uśmiechu, radości i nadziei.

"Oboje runeliśmy w przepaść, ale na szczęście w porę nauczyliśmy się latać i zamiast roztrzaskać się o dno, wzbiliśmy się wysoko w powietrze".

I tu pojawia się pytanie : czy warto sięgać po takie powieści, skoro zmieniają się w nich jedynie imiona bohaterów, traumatyczne przeżycia, okoliczności pierwszego spotkania, ich zainteresowania, pasje, kierunki studiów i zawody? No tak, można pomyśleć, że przecież już to sprawia, że każda z tych historii jest inna, ale należy pamiętać, że szkielet powieści pozostaje ten sam - wychodzenie z cienia przeszłości ; wracanie do życia.

"Czasami diabeł przybiera postać anioła tylko po to, żeby zwabić człowieka w sam środek piekła".

I ja już szybciutko odpowiadam Wam na to pytanie. Według mnie wszystko zależy od sposobu, w jakim autor/ka ujmie temat.
Można napisać 500 stron, ale jeżeli na żadnej z nich nie znajdziemy choć cienia emocji, taką książkę można oddać do skupu makulatury, aby już nigdy więcej na nią nie patrzeć.
A można, tak jak Martyna Senator, na 333 stronach ukazać całą gamę uczuć i zrobić to w taki sposób, że nie sposób oderwać się od książki!
Tak, tak. Dobrze czytacie. Ta książka jest genialna!

Dla niej zarwałam noc. Razem z głównymi bohaterami śmiałam się i płakałam. Przeżywałam wszystko razem z nimi. A potem tak bardzo za nimi tęskniłam ; ok - nadal tęsknię.
To wszystko świadczy o tym, że autorka wykonała kawał dobrej roboty. Potrafiła ubrać w słowa miłość Sary do muzyki, a to nie jest wcale proste, by przemienić nuty w słowa na papierze. Moim zdaniem idealnie oddała też emocje, jakie towarzyszyły Sarze i Michałowi na poszczególnych etapach ich znajomości.
I zaciekawiła mnie już na samym początku, a to jest bardzo ważne, by czytelnik "przeniknąl" do powieści już od pierwszych zdań.

"Upadam. Uderzam głową o ziemię i na krótką chwilę tracę oddech. Przeszywa mnie ból (...) Otwieram oczy i dostrzegam nad sobą kilka czerwonych maków (...) Słyszę jego głos. Jest coraz bliżej... Przerażona zaczynam płakać, ale wiem, że nikt nie usłyszy mojego krzyku".

Polecam i miłośnikom new adult, i zwolennikom wyjątkowych powieści obyczajowych, a także fanom romansów. Ja jako czytelniczka każdego z tych gatunków, jak już wiecie, byłam zachwycona i jestem prawie pewna, że Wy również będziecie.

pokaż więcej

 
2018-02-18 21:54:43
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Egzemplarz recenzencki, Posiadam, Przeczytane w 2018

Gdyby jakiś czas temu ktoś powiedział mi, że będę zaczytywać się w obyczajowej odsłonie Wydawnictwa W.A.B, to bym go wyśmiała. I to głośno! Dla mnie to Wydawnictwo kojarzyło się z namiętnie kupowanymi kryminałami Hanninga Mankella w wersji pocket. Kolejne powieści, które ukazywały się nakładem W.A.B'u tylko utwierdzały mnie w przekonaniu, że oni lubią potrzasnąć czytelnikiem. Jak widać, nigdy... Gdyby jakiś czas temu ktoś powiedział mi, że będę zaczytywać się w obyczajowej odsłonie Wydawnictwa W.A.B, to bym go wyśmiała. I to głośno! Dla mnie to Wydawnictwo kojarzyło się z namiętnie kupowanymi kryminałami Hanninga Mankella w wersji pocket. Kolejne powieści, które ukazywały się nakładem W.A.B'u tylko utwierdzały mnie w przekonaniu, że oni lubią potrzasnąć czytelnikiem. Jak widać, nigdy nie należy mówić "nigdy", bo w spokojniejszej wersji też są całkiem nieźli 😉

Zuzanna i Adam poznali i pokochali się na studiach, jednak nie dane było im być razem. Adam wyjechał na studia za granicę, po jakimś czasie ożenił się i przejął zarząd nad majątkiem teściów. Zuzanna zaś rzuciła studia, krótko była mężatką, a od lat samotnie wychowuje dziecko. Jednak los jest przewrotny i – po trzynastu latach – spotykają się na nowo. Adam zamawia projekt ogrodu, którym zajmować się ma właśnie Zuzanna. Kobieta postanawia przekazać mu wiadomość ukrytą w roślinach. W końcu nie od dziś fascynuje ją wiktoriański język kwiatów, często „pisze“ w ten sposób wiadomości do swoich bliskich. Czy Adam zdoła zrozumieć ukryte przesłanie?

Jest tylko malutki problem. Adam na pierwszym spotkaniu kompletnie nie poznaje Zuzanny. Czy to znaczy, że jednak wcale jej nie kochał, a znajomość z nią nie miała dla niego żadnego znaczenia?

" - Mam tego dosyć. Powiem mu, co o nim myślę. Powiem mu to wszystko tym ogrodem. Każdy krzaczek i drzewko będą mówiły. A on nigdy, przenigdy się nie zorientuje! - Uśmiechnęła się lekko, ubawiona własnym pomysłem.
Coraz bardziej jej się podobał. Nie wolno jej było powiedzieć Przygrodzkiemu prawdy słowami. Ale od czegóż jest wiktoriański język roślin?"

Nie będę ukrywać, że na początku ta perspektywa troszkę mnie przeraziła. Nie jestem jakąś szczególną miłośniczką roślin, a już w szczególności ogrodnictwa. Kiedyś po prostu myślałam, że nie mam ręki do kwiatów, potem dowiedziałam się, że do tego trzeba mieć serce. Cóż, jego najwidoczniej też nie mam 😉

Postanowiłam więc, że zamiast na kwiatach, drzewkach i roślinach, skupię się na relacjach. A tych trochę tu było.

Na czele relacje córka (Zuzanna) - matka (Krystyna) - babka (Cecylia).
Wybuchowe połączenie, w którym musi odnaleźć się 12letni syn córki, czyli własnej matki. A relacja między nimi też nie należy do najłatwiejszych, wszak Wojtek wchodzi właśnie w trudny wiek.

Justyna Bednarek i Jagna Kaczanowska poruszyły też temat wykorzystywania pracowników przez szefostwo - a trzeba przyznać, że Zuzanna wykazywała się stalowymi nerwami w stosunku do pana i władcy Kozak Gardens. I chociaż postać Kozaka może wydać się niektórym przejaskrawiona, może karykaturalna, to w rzeczywistości jest bardziej złożona niż się na początku wydaje.

I wreszcie relacja między Zuzanną, a Adamem. I tu pojawia się pytanie : jaki jest sens w tym, aby powiedzieć, ale nie powiedzieć tego, co się czuje?Co da Zuzie fakt, że ona będzie wiedziała, co ukryte jest między wierszami (w tym wypadku między roślinami) skoro Adam i tak nic nie będzie rozumiał? Najwidoczniej Zuzanna uznała, że to ma jakiś głębszy sens. Czy dostrzeżecie go i Wy?

Spokojna. Zdecydowanie taka jest ta powieść. Tu akcja nie pędzi w szalonym tempie. Wszystko jest dokładnie przemyślane i opisane.
I w tym przypadku nie jest to minusem. Autorki skupiły się na emocjach, a te są czasami ważniejsze niż rozpędzenie akcji do 230km/h.
Chociaż przyznaję, czasami gubiłam się w tych wszystkich nazwach (a ja lubię wizualizować sobie treść czytanej właśnie książki), ale od czego jest internet. Z czasem coraz bardziej fascynowała mnie wizja Zuzy. Nieoczywista, a mimo to wyrazista. Taki paradoks.

Jestem w 100% przekonana, że ta historia spodoba się szerokiemu gronu czytelników. Na pewno przypadnie do gustu tym, którzy kochają kwiaty i interesują się ogrodnictwem. Pochłonie tych, którzy uwielbiają zatopić się w lekturze na jeden dłuuuuuugi wieczór lub kilka krótszych. I wreszcie, pokochają ją ci, którzy zastanawiają się, w jaki sposób językiem kwiatów można wyrazić ludzkie myśli i... wspomnienia.

Ta powieść ma coś w sobie. Taką subtelną delikatność, która rekompensuje brak zawrotnej akcji. Na początku myślałam, że to będzie wada, teraz już wiem, że to największa zaleta tej książki. Czekam z niecierpliwością na kolejny tom, bo zakończenie jest zaskakujące. Zwykle to w kryminałach czy thrillerach autorzy robią wszystko, aby zaskoczyć ostatnim rozdziałem czytelników. Okazuje się, że jest to też możliwe w powieści obyczajowej. Czekam na rozwinięcie "tej" historii.

pokaż więcej

 
2018-02-17 21:55:10
Dodała książkę na półkę: Teraz czytam
 
2018-02-17 21:53:28
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Egzemplarz recenzencki, Posiadam, Przeczytane w 2018
Autor:

Ta powieść miała być prawdziwym objawieniem... Miała być, ale czy faktycznie była?

Prawa do opublikowania tej historii jeszcze przed oficjalną premierą sprzedano do 40 krajów. Musicie przyznać, że już taka informacja budzi zainteresowanie powieścią. Co w niej jest tak dobrego, że tyle państw postanowiło zaryzykować i wydać powieść A.J.Finn? Najwidoczniej coś niesamowitego. Pierwsze, co...
Ta powieść miała być prawdziwym objawieniem... Miała być, ale czy faktycznie była?

Prawa do opublikowania tej historii jeszcze przed oficjalną premierą sprzedano do 40 krajów. Musicie przyznać, że już taka informacja budzi zainteresowanie powieścią. Co w niej jest tak dobrego, że tyle państw postanowiło zaryzykować i wydać powieść A.J.Finn? Najwidoczniej coś niesamowitego. Pierwsze, co pomyślałam po przeczytaniu tej informacji to to, że fajnie, że jesteśmy w tym elitarnym gronie ; że dobrze, iż Wydawca chce, żeby Polska nie była z tyłu, tylko podążała z trendami i nowościami. Żeby czytelnicy sami nie domagali się zakupienia praw do tej powieści.

A potem dopadły mnie wątpliwości, bo przecież opis wcale nie zapowiada żadnej bomby.

Wiem, co widziałam...

Więc zabrałam się za czytanie.
10 stron. Ziewanie. 20 stron. Ziewanie. Po kolejnych kilku miałam już strach w oczach, że jednak zostałam oszukana.
Aż tu nagle drgnęłam. O, coś zaczęło się dziać! Akcja powolutku się rozpędzała, co prawda jeszcze nie pędziła jak szalona, ale jednak. A potem z każdą kolejną stroną było już tylko lepiej.

Przyznaję - czytałam lepsze powieści, tak jak i czytałam gorsze i duuuużo gorsze. W "Kobiecie w oknie" najbardziej chyba podobało mi się (mimo słabego początku) budowanie napięcia wokół akcji i... kłamstwo. Tym autor zdecydowanie się uratował. Bo Wy jeszcze tego nie wiecie, ale tu nie wszystko jest takie, jak na początku się wydaje. Ten efekt zaskoczenia jest wkomponowany w idealnym momencie. Tak jakby wszystko działo się we właściwym czasie. Tylko dla kogo? Dla nas, czytelników czy dla nich, bohaterów?

Jednak ta powieść ma też jeden, spory minus, który mógł zniszczyć wszystko. Opisy. Ja lubię, kiedy coś się dzieje. W dobrym thrillerze musi być akcja. Muszą być emocje, krzyki, krew, a nawet trup (lub kilka). Nie twierdzę, że tego tu nie ma, ale autor musi zdać sobie sprawę, że opisy ( w tym przypadku m.in. tego, co ogląda bohaterka) bywają zbędne i kompletnie niepotrzebne. Jak ja miałam chwilami tego dość!

To chyba spowodowało, że na początku nie polubiłam Anny. Nie nawiązała się między nami nić porozumienia. Chociaż z czasem zaczęłam ją trochę rozumieć. Wiele przeszła, więc to normalne, że prawie nikomu nie ufała. Dlaczego dla mnie miałaby zrobić wyjątek?

Nie wiem czy zgodzić się z Tess Gerritsen, która twierdzi, że to najbardziej porywający thriller od czasu Zaginionej dziewczyny, bo tej książki nie czytałam. Ale muszę się z nią zgodzić, że A.J.Finn to zapowiedź mistrza, o ile na przyszłość będzie unikał pewnych błędów.

Na pewno nie zgodzę się z Kingiem, który twierdzi, że ta powieść jest nieodkładalna, bo jest. Ja czytałam ją trzy dni.

Nie zgodzę się też z Nicci French, która o "Kobiecie w oknie" mówi - prawdziwie fenomenalny debiut. Tak, jest dobry, ale bywały lepsze.

Najbliżej jest mi do opinii Gillian Flynn, która twierdzi, że ta książka jest zdumiewająca, porywająca i niesamowita. Gdyby zredukować ilość stron naprawdę taka by była!

Trochę tę książkę skrytykowałam, ale to wcale nie świadczy o tym, że jest według mnie przereklamowana. Ma swoje plusy i minusy. Pewnie znajdą się osoby, dla których wady, które zauważyłam ja, będą zaletami i na odwrót. Wydaję mi się jedynie, że błędem jest fakt, że ten debiut został okrzyknięty od razu niemal dziełem idealnym. A.J.Finn ma potencjał. Ba! Ogromny potencjał, musi jednak trochę jeszcze popracować nad odpowiednim tempem i rozpoczęciem z przytupem, którego tutaj niestety nie było.

Absolutnie nie żałuję czasu, który poświęciłam Annie. Jestem też przekonana, że jeżeli tylko autor zdecyduje się na kolejną publikację, ja będę jego czytelniczką, bo pomysły ma świetne, troszkę gorzej z wykonaniem.
Po prostu przedobrzył - to niestety najczęstszy grzech debiutantów. Mają jednak o tyle dobrze, że mogą liczyć na przebaczenie. Ja Finnowi przebaczam, ale będę miała go na oku 😉

pokaż więcej

 
2018-02-04 21:40:23
Dodała książkę na półkę: Teraz czytam
 
2018-02-04 21:31:29
Zagłosowała w plebiscycie "Książka Roku 2017 lubimyczytać.pl"
Jakie książki były najlepsze i najpopularniejsze w roku 2017? Zagłosuj w Plebiscycie i wybierz Książki Roku 2017. Książki, Autorzy i Wydawnictwa czekają na głosy swoich czytelników. Zapraszamy!
 
2018-02-03 20:44:50
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Egzemplarz recenzencki, Posiadam, Przeczytane w 2018

Bo życie to nie baśń... Chociaż czasami bardzo byśmy tego chcieli.

31 stycznia b.r. swoją premierę miała najnowsza powieść Beaty Majewskiej, pt. "Baśnik". Mimo stylistyki okładki nawiązującej do poprzednich książek autorki wydanych nakładem Wydawnictwa Książnica (wchodzącego w skład Grupy Wydawniczej Publikat) należy pamiętać, że historia Baśki nie ma nic wspólnego z popularnym i lubianym...
Bo życie to nie baśń... Chociaż czasami bardzo byśmy tego chcieli.

31 stycznia b.r. swoją premierę miała najnowsza powieść Beaty Majewskiej, pt. "Baśnik". Mimo stylistyki okładki nawiązującej do poprzednich książek autorki wydanych nakładem Wydawnictwa Książnica (wchodzącego w skład Grupy Wydawniczej Publikat) należy pamiętać, że historia Baśki nie ma nic wspólnego z popularnym i lubianym cyklem "Konkurs na żonę".

Po kilku słowach występu czas najwyższy na przedstawienie Wam zarysu fabuły.
Barbara to 36- letnia kobieta, która właśnie się rozwiodła, bo mąż zostawił ją dla młodszej. Jakby tego było mało Karusia, jej córka, postanowiła zamieszkać z ojcem. Chociaż ex mąż zostawił Basi dom, pieniądze i dobrze prosperujacy fitness club, ta pogrąża się w rozpaczy. Dopiero po namowach swojej najlepszej przyjaciółki postanawia wziąć się w garść i wrócić do żywych.
Stawiając na rozwój firmy, pełnoprawna właścicielka pewnym krokiem wkracza do swojego nowego królestwa i zatrudnia nowych pracowników, w tym 26-letniego Marcina. Chociaż Baśka nie chce się do tego przyznać, między nią, a nowym instruktorem od początku wyraźnie iskrzy.
Czy jednak kobieta po przejściach zdecyduje się na związek z o dziesięć lat młodszym, zakochanym w niej do szaleństwa mężczyzną?

"NIGDY NIE JEST ZA PÓŹNO, BY SZUKAĆ SZCZĘŚCIA "

Nie od dziś wiadomo, że ocenianie czyjegoś życia idzie nam o wiele lepiej niż analizowanie własnego. Łatwiej oceniać nam wybory innych niż zastanawiać się nad swoimi. Z drugiej strony przez cały czas zastanawiamy się, co (po)myślą o nas inni.
Baśka też taka jest. O ile w kwestiach zawodowych zawsze stawia na swoim, o tyle w życiu osobistym boi się opinii i spojrzeń innych. Nie jest pewna swoich wyborów. Ma ku temu powody, ale o nich przeczytacie już sami.
Wydawać by się mogło, że w pogodzeniu sobie z bolesną przeszłością pomoże jej cichy powiernik jej sekretów, ale wystarcza malutka przeszkoda, by Basia znów cofała się o kilka kroków do tyłu. Czy zakochany w niej Marcin będzie wystarczająco cierpliwy? Jak zareaguje na ostateczną decyzję Baśki?

"Baśnik" to piąta książka Beaty Majewskiej (vel Augusty Docher), jaką miałam okazję do tej pory przeczytać (autorka ma na swoim koncie 10 publikacji) i moim zdaniem - jest ona najlepsza. Chociaż wspomniany już wcześniej cykl "Konkurs na żonę" aż kipiał od emocji uważam, że to w najnowszej książce autorka najlepiej przelała te uczucia na papier.
Stworzyła bardzo skomplikowaną główną bohaterkę, która z jednej strony chce być postrzegana w oczach innych jako perfekcjonistka, a w środku okazuje się niezwykle krucha.
Poza tym autorka postanowiła jeszcze trochę jej "dokopać" i postawiła przed nią wiele wyzwań i sprawdzianów. Pytanie tylko, czy Baśka sobie z nimi poradzi?

"ŻYJ... ŚMIEJ SIĘ, PŁACZ, KRZYCZ, KOCHAJ, NIENAWIDŹ, WALCZ, CZUJ I RÓB, CO CHCESZ..."

Zabierając się za lekturę tej książki byłam nastawiona na to, że akcja będzie skupiona na różnicy wiekowej dwójki bohaterów. Potem okazało się, że te 10 lat różnicy to tak naprawdę najmniejszy problem w drodze do szczęścia.
W świecie nie jesteśmy sami. Owszem, Baśka mogłaby nie oglądać się za siebie i pójść na żywioł, ale kiedy ma się dzieci, byłego męża, morze problemów nie jest to odpowiednie wyjście.
Cóż, droga do szczęścia nigdy nie jest prosta. I nie każdy dochodzi do jej kresu.

W moim odczuciu, autorka posiadła niezwykłą umiejętność pisania o bolesnych doświadczeniach w sposób lekki, przez co jej książki pochłania się jednym tchem. Czytelnik nie czuje się przytloczony ciężarem, a mimo to przeżywa wszystko razem z bohaterami, może nawet się z nimi utożsamia.

Ta powieść z pewnością spodoba się stałym czytelnikom twórczości autorki, a tym, którzy postanowią spotkać się z nią po raz pierwszy pokaże, że warto przygotować dla niej stałe miejsce na półce.

A tytułowy Baśnik? Kim lub czym jest?
Niestety, już nie zdążę Wam o tym napisać. A jeżeli Was to ciekawi, nie macie innego wyboru, jak tylko zaopatrzyć się w tę książkę i przekonać się sami 😉

pokaż więcej

 
2018-02-03 16:50:53
Ma nowego znajomego: Gosia
 
2018-02-03 08:55:47
Cykl: Breakthrough (tom 1)

Obawiam się, że jeżeli wydawca tej książki będzie wypuszczał spod swoich skrzydeł w świat same takie "niezwykłe" powieści już wkrótce może popaść w poważne tarapaty.

Jedno z największych osiągnięć w historii ludzkości.
Sekret, który miał nigdy nie wyjść na jaw.
Kryzys, którego nie da się powstrzymać.

Na fabułę "Przełomu" składają się trzy główne wątki.
Pierwszy to postać Johna Claya i...
Obawiam się, że jeżeli wydawca tej książki będzie wypuszczał spod swoich skrzydeł w świat same takie "niezwykłe" powieści już wkrótce może popaść w poważne tarapaty.

Jedno z największych osiągnięć w historii ludzkości.
Sekret, który miał nigdy nie wyjść na jaw.
Kryzys, którego nie da się powstrzymać.

Na fabułę "Przełomu" składają się trzy główne wątki.
Pierwszy to postać Johna Claya i jego śledztwo w sprawie nagłego przerwania misji na Morzu Karaibskim przez atomowy okręt podwodny.
Drugi wątek skupia się na biologu morskim - Alison Shaw i badaniach, których wyniki mogą stać się historycznym odkryciem. Czy to możliwe, że już wkrótce dzięki pracy jej zespołu będzie możliwy dialog między ludźmi, a drugim pod względem inteligencji gatunkiem na kuli ziemskiej?
I wreszcie trzeci - najchłodniejszy - wątek traktujący o badaniach na Antarktydzie. Po trzęsieniu ziemi w tamtym rejonie, Kathryn Lokke, dyrektor USGS, wyrusza na badania mające potwierdzić lub zaprzeczyć wizji globalnego kataklizmu. Czy stoimy w obliczu zagłady? A może Kathryn pomyliła się w swoich obliczeniach?

Te trzy na pozór nie połączone ze sobą wątki już wkrótce zderzą się ze sobą wywołując prawdziwy przełom w rozumowaniu świata. Bohaterowie staną twarzą w twarz z tajemnicą, która nigdy nie powinna ujrzeć światła dziennego. Warto wspomnieć, że jest ktoś jeszcze, komu bardzo zależy, aby nikt nie dotarł do prawdy.

Nie będę ukrywać, że przez pierwsze 20-30 stron nie mogłam odnaleźć się w tej powieści. Te wszystkie technologie, programy, radary, sonary, odczyty, to było dla mnie zdecydowanie zbyt wiele. Zastanawiałam się, co też autor chciał uzyskać zapraszając mnie na pokład Alabamy i pokazując mi błędne odczyty GPS. Przecież takie błędne odczyty, chociaż niepożądane, czasami się zdarzają. Czy trzeba od razu robić z tego aferę? Niestety z każdym kolejnym spostrzeżeniem coraz bardziej czułam w kościach, że tak...

Potem poznałam jeszcze Alison i Kathryn i nastąpił PRZEŁOM, od którego moje spojrzenie na tę powieść zmieniło się o 180 stopni. W ciągu kilku kolejnych godzin przełom następował jeszcze kilka razy - za każdym razem mocniejszy i coraz bardziej zaskakujący.

Grumley od wielu lat marzył o napisaniu thrilleru sensacyjnego o niepowtarzalnej fabule i zaskakującym zakończeniu - i moim zdaniem jego marzenie się spełniło. Dla mnie to była niesamowita książkowa podróż.

Autor w perfekcyjny sposób stworzył napięcie, które potęgowało się z każdą kolejną stroną, z każdym kolejnym zaskakującym odkryciem, a to wszystko w cieniu politycznych rozgrywek.
Michael C. Grumley bawi się z czytelnikiem, tworzy niepowtarzalnych i wiarygodnych bohaterów, miesza gatunki, puszcza wodze fantazji, a przy tym nie bawi się w Boga. Wszystko, co przelał na piepier po głębszym zastanowieniu wcale nie jest niemożliwe.

W jego powieści spodobało mi się też to, że w bardzo subtelny sposób poruszył kilka ważnych kwestii; a wiadomo, że subtelność w połączeniu thrillera z sensacją to niezwykle trudna sztuka. Autor pomiędzy wierszami skłania nas do zastanowienia się, m.in. nad naszym podejściem do środowiska i jego ochrony. Jednak nie jest to zrobione w sposób nachalny więc nie mamy wrażenia, że coś jest nam narzucane, ale to zostaje w głowie i zmusza do przemyśleń.

Zapewne wiecie (a jeżeli nie, to zaraz się dowiecie), że Wydawnictwo NieZwykłe funkcjonuje na naszym rynku stosunkowo nie długo. Obawiam się jednak, że jeżeli tak dalej pójdzie i nadal będzie nas ono karmić tak niesamowitymi i fascynującymi historiami, to już wkrótce mogą nie nadążyć z drukowaniem tysięcy egzemplarzy i zaspokojaniem naszego czytelniczego apetytu.

Mnie już jest mało! Chcę więcej, więcej i więcej! To nic, że spałam w nocy tylko dwie godziny. To nic, że pisałam tę recenzję trzy dni, bo zdawało mi się, że żadna z wersji nie odda wyjątkowości tej książki. To nic, że kiedy miałam już ostateczną wersję zamiast ją skopiować i wkleić do bloggera przez przypadek ją skasowałam i musiałam zaczynać swoją pracę od początku. Dzięki temu doświadczeniu przynajmniej dowiedziałam się, że zasób niecenzuralnych słów jaki posiadam jest o wiele bogatszy niż się spodziewałam 😉

Jedno jest pewne - dla Przełomu warto się poświęcić!

pokaż więcej

 
2018-01-18 21:21:14
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam, Przeczytane w 2018, Ulubione

Niesamowita historia. Pochłonięta dosłownie jednym tchem. WOW! I to zakończenie! Mega wzruszenie. Po lekkim i zabawnym początku nie spodziewałam się takiej bomby. Brawo dla autorki 👏👏👏
http://ksiazkowepodrozeanny.blogspot.com/2018/01/cztery-patki-sniegu-joanna-szaranska.html?m=1

 
2018-01-08 16:48:35
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Egzemplarz recenzencki, Posiadam
Książka jest przypisana do serii/cyklu "Kroniki skrzatów". Edytuj książkę, aby zweryfikować serię/cykl.

Ciekawość świata nie zna granic. Tego magicznego również.

Arabelka to odważna dziewczynka, która żyje w świecie pełnym czarów. Pewnego dnia udaje jej się dostrzec Brukołapa - smakosza kamieni. Mała dziewczynka postanawia się z nim zaprzyjaźnić. Jednak czy mały przybysz pójdzie na taki układ?

"Bladosrebrny, pyzaty Księżyc sprawował cichą, nocną wartę. Sprawdzał, czy gwiazdy świecą, te...
Ciekawość świata nie zna granic. Tego magicznego również.

Arabelka to odważna dziewczynka, która żyje w świecie pełnym czarów. Pewnego dnia udaje jej się dostrzec Brukołapa - smakosza kamieni. Mała dziewczynka postanawia się z nim zaprzyjaźnić. Jednak czy mały przybysz pójdzie na taki układ?

"Bladosrebrny, pyzaty Księżyc sprawował cichą, nocną wartę. Sprawdzał, czy gwiazdy świecą, te sreberka czasem lubiły poleniuchować... A w baszcie ogromnego, pięknego zamku musiało być widno. Zajrzał przez niewielkie okno okrąglaka. Mała dziewczynka spała smacznie, tuląc do siebie pluszowego misia. Teraz jest tutaj tak pięknie, ale niegdyś... - przypomniał sobie - jeszcze nie tak dawno... - Mała postać poruszyła się, błękitne oczy spojrzały prosto na nocnego jegomościa. Sen uciekł spod powiek... "

Jak każdy, tak i Arabelka, ciekawa jest otaczającego ją świata. W poznaniu go pomaga jej ukochany dziadek, który opowiada najpiękniejsze bajki, zwłaszcza te o smokach, które wyjątkowo fascynują dziewczynkę. A co jeśli to wcale nie są bajki i te zwierzęta żyją naprawdę?
A może wnuczka Gutka jest już na tyle duża, aby wreszcie mogła poznać prawdę? Tylko, co na to wszystko babcia Amelka, która chce ją chronić?

Usiądźcie wygodnie w fotelach i wyruszcie w niesamowitą podróż do świata pełnego skrzatów, olbrzymów, czarownic i niezwykłych stworzeń. Wyjdźcie naprzeciw Marbelli i stańcie z nią twarzą w twarz. Czy naprawdę jest taka zła? Odwiedźcie Dolinę Stokrotek i Różane Wzgórza. Zakochajcie się w nich tak samo jak ja!

Zanim przejdę do oceny tej baśni, chciałabym opowiedzieć Wam troszkę o "procesie" czytania "Kronik Skrzatów".
Myślę, że większość z Was wie, że od dobrych kilku lat jestem mamą. Jeżeli decyduję się na recenzję książki skierowanej do młodszych czytelników, zawsze czytam ją razem z synkiem, aby poznać też jego punkt widzenia. Wiadomo, że jako osoba dorosła mogę odbierać powieść zupełnie inaczej niż Oskar; zwracam też uwagę na zupełnie inne aspekty niż on. Nasze wymagania co do treści też różnią się od siebie.
Mojemu (prawie) sześcioletniemu synkowi bardzo podobały się przygody Skrzatów, olbrzymów i pozostałych bohaterów, ale niestety nudziły go opisy 😴 Zdarzało się, że słyszałam "mamo, a dlaczego on tak długo mówi o tym torcie? Nie może po prostu go zrobić?". Część z Was wie na pewno, że dyskusje z wszystkowiedzącymi, małymi człowiekami bywają wyjątkowo trudne 😉 Ale z drugiej strony to przecież dobrze, że książka i przygody w niej opisane skłaniają do rozmowy, dzielenia się swoimi zdaniem, wątpliwościami.
Jeżeli chodzi o mnie - miałam chwilami wrażenie, że jestem "za duża" na tę książkę. Jednak tak mnie wciągnęła, że po kilku(nastu) wspólnie przeczytanych z synkiem stronach wcale nie odkładałam jej na półkę, tylko czytałam dalej.
Powiem Wam szczerze, że przyjemnie czyta się historię, w której nie ma przemocy, typowo czarnych charakterów, a przy tym bohaterowie nie są wyłącznie czarni albo biali, lecz składają się z wielu odcieni i barw odzwierciedlających złożoność ich charakterów. Ciekawe doświadczenie.

"W miarę oddalania się od doliny pagórki rosły większe i coraz wyższe. Przechodziły w górki, żeby w końcu przerodzić się w prawdziwe góry. Najwyższe szczyty prawie zawsze otulone były kłębiastymi chmurami. Z ich czubków w pogodne dni rozciągał się widok na całą okolicę. Tutaj swój początek brały szerokie rzeki, błękitne potoki. Gęste lasy i kolorowe łąki latem obsypane kwiatami dodawały uroku całej okolicy. Przy tych wielkich pagórkach zaczynają się Wzgórza Olbrzymów"

Powieść jest dość obszerna i zaskakująco ciężka. Jednak czyta się ją szybko, bo autorka w taki sposób poprowadziła akcję, że nie sposób odłożyć ją na półkę. Dodatkowym urozmaiceniem są śliczne ilustracje wykonane przez pisarkę, które pomagają czytelnikowi wyobrazić sobie bohaterów. Wracając do treści, myślę, że gdyby opisy były krótsze, to i mój synek chciałby jej słuchać o wiele dłużej. Wiadomo jednak, że jeszcze się taki nie urodził, co by każdemu dogodził 😉
Moim zdaniem opowieść Marbelli Atabe będzie idealna dla trochę starszych dzieci; jeżeli zaś chodzi o samodzielne czytanie - warto podrzucić tę książkę nastolatkom, na których spory gabaryt nie robi już tak wielkiego wrażenia (czyt. nie odstrasza).
Myślę, że i czytelnikom +18 Kroniki Skrzatów przypadną do gustu i to nie tylko tym lubiącym fantastykę. W tej opowieści zawartych jest wiele życiowych prawd, jak chociażby to, że niedopowiedzenia mogą prowadzić do zguby. Skąd my to znamy, prawda?

Podsumowując : czy jesteś mały czy jesteś duży, opowieść ta dobrą radą Ci posłuży 😉 Kiedy wczytasz się w jej treść, zapomnisz nawet o tym, że warto byłoby kolację już zjeść 😉 Nie ważne czyś człowiek, olbrzym czy skrzat, wyrusz w tę podróż i poznaj zupełnie inny świat!

pokaż więcej

 
2018-01-06 11:19:42
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Egzemplarz biblioteczny, Ulubione

Wiecie, co najbardziej denerwuje mnie w komediach romantycznych? To, że :
a) wcale nie są romantyczne
b) "niby" humor jest tak nachalny, że przynosi efekt zupełnie odwrotny od zamierzonego.
Dwa powyższe punkty sprawiają, że zamiast miłej rozrywki, męczę się niesamowicie, czy to nad książką, czy to przed telewizorem. I myślę sobie : co oni wszyscy w tym widzą?!
A jakie okazało się wspólne...
Wiecie, co najbardziej denerwuje mnie w komediach romantycznych? To, że :
a) wcale nie są romantyczne
b) "niby" humor jest tak nachalny, że przynosi efekt zupełnie odwrotny od zamierzonego.
Dwa powyższe punkty sprawiają, że zamiast miłej rozrywki, męczę się niesamowicie, czy to nad książką, czy to przed telewizorem. I myślę sobie : co oni wszyscy w tym widzą?!
A jakie okazało się wspólne dzieło Magdaleny Witkiewicz i Alka Rogozińskiego?

Zacznijmy od początku.
Michał - mężczyzna bez konkretnie zaplanowanej przyszłości, za to z bolesną przeszłością. Zdradzony i oszukany przybywa do Miasteczka, w którym zamierza odnaleźć skarb. Taki prawdziwy! Jest tylko malutki problem. Musi znaleźć odpowiednią kapliczkę.
W ten oto sposób trafia na Malwinę, młodą kobietę, która pewnego dnia postawiła wszystko na jedną kartę i postanowiła wyjechać wraz z ukochanym Radosławem w NieBieszczady 😉 W tym celu zakupiła restaurację wraz z małym mieszkaniem i dość... intrygującą piwniczką pełną wina, w której znalazł schronienie ktoś jeszcze. Miał to być raj na ziemi, szkoda tylko, że ten cały Radzio gdzieś przepadł.

Nie trudno się domyślić, że w tym oto punkcie powinna rozpocząć się komedia pełna pomyłek i romantycznych uniesień. Ale czy autorzy sprostali zadaniu, jakie sami przed sobą postawili?

Przyznaję, tych "uniesień" nie było co prawda zbyt wiele i... chwała im za to, bo gdyby było zbyt słodko, mogłoby to przynieść fatalne skutki Na szczęście w "Pudełku z marzeniami" było, i spokojno- romantycznie, i zabawnie, i co najważniejsze, nigdy nie było nijako. Uff 😉 Ciągle się coś działo.
Tam, gdzie miało być śmiesznie - było. Ze smakiem. Bogu dzięki. Nie lubię takich rozśmieszaczy dodawanych na siłę, które zamiast wywołać uśmiech na twarzy czytelnika, wpędzają go w konsternację. Co do romantyzmu - na szczęście nie ma tu picia z dziubków, akcji typu "ja cię kocham a ty z nim /śpisz". Owszem, jest chytry plan wyswatania głównych bohaterów, ale pozostaje pytanie czy to przyniesie zamierzony efekt?
Podsumowując : jest po prostu miło (gdyby wszyscy odnosili się do drugiego człowieka z takim szacunkiem i życzliwością - świat byłby naprawdę pięknym miejscem) pomimo tego, że autorzy postanowili wprowadzić do swojej opowieści też czarny charakter.
Dodatkowy plusik u mnie za dystans do własnej osoby 😉 Brawo!

" - Z Kamila powstał Kamilek, a potem Kamiluś - wyjaśnił niechętnie. - Potem kiedyś, jak mama mnie wołała na podwórku, echo obcięło pierwszą sylabę i wyszedł Miluś, a od tego powstał Milaczek. Podobno jakaś pisarka napisała książkę, która nosi taki tytuł i wszystkim się to zdrobnienie bardzo spodobało. A ja go nienawidzę. I w związku z tym nie lubię tej pani pisarki i na pewno nigdy nie przeczytam jej książki"

Warto też wspomnieć o całej plejadzie postaci drugoplanowych, która odegrała bardzo ważne role w życiu dwójki głównych bohaterów. W zasadzie... mam wyrzuty sumienia, że panią Wiesie, babcię i siostrę Malwiny, czy dzieciaki nazywam postaciami drugoplanowymi, bo ja bardzo ich polubiłam. I zapewne nie tylko ja 😉 Bohaterów tak kolorowych i intrygujących jak oni można życzyć każdemu autorowi, naprawdę. Ale mam wrażenie, że gdybym zaczęła każdą z postaci analizować, nie dotrwalibyście do końca tej recenzji.
Napiszę więc krótko - warto ich poznać!
Wszystkich!

Spędziłam naprawdę przyjemny i zabawny wieczór z bohaterami tej powieści. Fakt, czasami łapałam się za głowę, kiedy Michał wpadał na coraz to oryginalniejszy pomysł dostania się do skarbu. Trzeba mu przyznać, że jego pomysłowość nie znała granic. Ale w sumie to dobrze. Dużo się przynajmniej działo. Nie było martwych punktów, które często zmuszają nas do odłożenia lektury na później. A to najważniejsze.
Autorzy dobrze wykonali swoje zadanie oddając w nasze ręce prawdziwą komedię romantyczną. Nie tylko z nazwy, ale i też z treści.
Może warto byłoby pomyśleć nad ekranizacją?

Jaki morał płynie z tej historii?
Warto być ..... i ......... i to nie tylko od święta.
Jeżeli jeszcze tego nie zrobiliście, przeczytajcie "Pudełko z marzeniami" i sami uzupełnijcie brakujące wyrazy 😉

pokaż więcej

 
2017-12-27 09:33:20
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Egzemplarz recenzencki, Posiadam, Ulubione
Autor:

Dziś będzie krótko i na temat.

Przed Wami propozycja, która przypadnie do gustu każdemu maluchowi.

Co może mieć wspólnego jednorożec i akceptacja? Kto przychodzi nocą do pokoju i jakie dzieją się wtedy cuda? Skąd pochodzi brokuł i kto chciałby jadać w rajskiej kuchni? Od czego zaczyna się sukces? Jaka cecha łączy wszystkie koty? Odpowiedzi na te wszystkie pytania znajdziecie w najnowszej...
Dziś będzie krótko i na temat.

Przed Wami propozycja, która przypadnie do gustu każdemu maluchowi.

Co może mieć wspólnego jednorożec i akceptacja? Kto przychodzi nocą do pokoju i jakie dzieją się wtedy cuda? Skąd pochodzi brokuł i kto chciałby jadać w rajskiej kuchni? Od czego zaczyna się sukces? Jaka cecha łączy wszystkie koty? Odpowiedzi na te wszystkie pytania znajdziecie w najnowszej propozycji Adama Cichego.

"A właśnie, że baśnie" to zbiór czterech, rymowanych utworów. Nie będę opowiadać Wam, o czym one są, nie mogę jednak przemilczeć faktu, że mimo lekkiego stylu, momentami zabawnej treści, każda z baśni traktuje o innym problemie i w przyjemny dla dziecka sposób przekazuje to, co naprawdę ważne.
I to jest tutaj najistotniejsze. Bo dziecko nawet nie zdaje sobie sprawy, że autor i rodzic porusza ważne i trudne (jak chociażby wspomniana już wcześniej akceptacja) tematy, ale zapamiętuje. To już będzie w nim tkwiło i jest duże prawdopodobieństwo, że w przyszłości wykielkuje z tego podstawa, na której oparcie znajdą wszystkie pozytywne cechy charakteru.
Czy komuś przyjdzie do głowy, że czytając krótki utwór "O niezwykłym koniku" dziecko uczy się empatii i szacunku?
A może dzięki "Jedzcie warzywa chłopcy i dziewczyny!" dziecko wreszcie przekona się do jarzyn? I tutaj pozwolę sobie na chwilkę prywaty 😉 Po przeczytaniu tego utworu, mój synek zażyczył sobie na obiad... fasolkę po bretońsku. I mimo, że do tej pory fasoli w ogóle nie tykał, zjadł ze smakiem! Jest sukces. Nieoczekiwany, ale jednak ☺

"Bywa, że ktoś się rozczuli
nad losem biednej cebuli.
(...)
Cebula się nie przejmuje,
a humor jej dopisuje.
Nawet to jej nie przeszkadza,
że do łez nas doprowadza.
(...)
Nie sposób nie wspomnieć roli,
jaka przypadła fasoli,
choć nie zawsze jeść ją chcemy,
bo z trawieniem są problemy."

Ze swojej strony polecam tę książeczkę każdemu. Jest naprawdę przyjemna w odbiorze. W tej kwestii zarówno zdanie mojego synka jak i moje jest takie samo - czytamy jeszcze raz! Tych "razów" już troszkę za nami jest ; wiele na pewno przed nami.

Podsumowując - nie tylko sen jest biletem do krainy baśni. A ta książka jest na to najlepszym dowodem!

pokaż więcej

 
2017-12-19 23:19:01
Ma nowego znajomego: Bohater_Literacki
 
Moja biblioteczka
106 90 471
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (25)

Ulubieni autorzy (1)
Lista ulubionych autorów
zgłoś błąd zgłoś błąd