Cnota egoizmu. Nowa koncepcja egoizmu

Tłumaczenie: teksty N. Brandena - Jerzy Łoziński; teksty A. Rand - na podstawie anonimowego tłumaczenia z wydania Oficyny Liberałów z 1987r.
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
7,52 (164 ocen i 21 opinii) Zobacz oceny
10
18
9
29
8
44
7
31
6
28
5
7
4
3
3
2
2
1
1
1
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
The Virtue of Selfishness
data wydania
ISBN
9788377855706
liczba stron
266
kategoria
filozofia i etyka
język
polski
dodał
Adam

Cnota egoizmu to zebrane w esencjonalnej formie podstawowe zasady koncepcji filozoficznej nazwanej przez Ayn Rand obiektywizmem. Ich praktyczna realizacja została wcześniej zaprezentowana przez pisarkę w jej niezwykłych futurystycznych powieściach Atlas zbuntowany oraz Źródło. "W popularnym znaczeniu słowo »egoizm« jest synonimem »zła« - pisze autorka we wstępie - a przecież dokładne...

Cnota egoizmu to zebrane w esencjonalnej formie podstawowe zasady koncepcji filozoficznej nazwanej przez Ayn Rand obiektywizmem. Ich praktyczna realizacja została wcześniej zaprezentowana przez pisarkę w jej niezwykłych futurystycznych powieściach Atlas zbuntowany oraz Źródło.

"W popularnym znaczeniu słowo »egoizm« jest synonimem »zła« - pisze autorka we wstępie - a przecież dokładne znaczenie i podręcznikowa definicja słowa »egoizm« brzmi: troska o własny interes. Pojęcie to nie zawiera oceny moralnej, nie mówi, czy troska o swój interes jest dobra czy zła, nie określa też, co stanowi rzeczywisty interes człowieka. Odpowiedź na te pytania należy do etyki". Skrajny egoizm głoszony przez Ayn Rand może czytelnika zaskoczyć, a nawet zaszokować. Człowiek - zdaniem Rand - powinien bez skrępowania dążyć do własnej przyjemności. Niekwestionowaną zasługą autorki było zwrócenie uwagi na indywidualizm, przywrócenie jednostce szacunku i godności. Prezentowane eseje są niezwykle radykalne, podobnie jak radykalna i bezkompromisowa była w swoich poglądach Ayn Rand.

Zdaniem Rand, najbardziej nawet pożądany cel społeczny nie może być realizowany bez względu na środki, których trzeba użyć dla jego osiągnięcia. Podejmując działanie, nie można pozostawić w zasięgu wzroku jedynie pragnienia. Liczba osób obdarowanych przedmiotami pochodzącymi z kradzieży nie zmienia przecież jej natury. Trzeba więc brać pod uwagę moralną wartość i konsekwencje stosowanych metod. Co więcej, każde działanie z zakresu inżynierii społecznej przypomina mauzoleum - nie zawsze ze względu na kształt, ale zawsze ze względu na ogromne koszty realizacji. Jest to kolejny powód, by pozostawić samym ludziom troskę o ich własny byt.
W propagowaniu tych poglądów Rand wykazywała bezkompromisową konsekwencję. Twierdziła, że nie może być żadnego paktu pomiędzy dobrem i złem. W czasach, gdy ekstremizm stał się synonimem zła, bez względu na treść sprawy, do której się odnosił, Rand wyróżniała się ekstremizmem w walce z etatyzmem i kolektywizmem, nie idąc na żadne w tym względzie ustępstwa.

 

źródło opisu: http://www.zysk.com.pl/

źródło okładki: http://www.zysk.com.pl/

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 312
ArtZ72 | 2017-02-01
Przeczytana: grudzień 2016

Niniejsza publikacja to zbiór esejów dotyczących filozofii obiektywizmu. Jest napisana w sposób przejrzysty, uporządkowany. Każdy z esejów jest poświęcony konkretnemu tematowi, co nie znaczy, że Autorzy ustrzegli się wodolejstwa. Na szczęście nie ma go zbyt wiele, przez co można przebrnąć przez treść, o ile nic nam nie przeszkadza w skupieniu. Na wstępie przedstawiono nowe-stare znaczenie pojęcia "egoizm". Niektóre przedstawione w książce tezy są całkiem trafne, np. w ocenie bezużyteczności komunizmu jako systemu społeczno-ekonomicznego czy też w kwestii konieczności ochrony praw jednostki przed tyranią ogółu (choć można polemizować w jakim stopniu i czy społeczeństwo nie jest podmiotem na podobnej zasadzie jak jednostka). Inne zaskakują łopatologicznym prostactwem i brakiem elementarnej wiedzy historycznej. Np. twierdzenie o tyranii altruizmu. No cóż, altruizm wobec bliskich jest czymś oczywistym i chyba tylko psychopata widziałby tu anomalię. Są społeczeństwa, gdzie przejawy altruizmu inne niż rodzinne lub przyjacielskie są zredukowane do minimum. Np. niektóre społeczeństwa wyznające reinkarnację, w myśl której w obecnym wcieleniu żniesz to, coś zasiał w poprzednim (poprzednich), a więc żaden akt altruizmu z mojej strony Ci się nie należy. Tego w książce nie znajdujemy. Wszystko przed Ayn Rand było jakąś dyktaturą altruizmu i tyle. Albo a propos rasizmu. Mamy tu tezy, że rasizm ma się dobrze w społeczeństwach kolektywno-opiekuńczych, a ginie w tych zorientowanych na jednostkę. No dobrze, a gdzie jest więcej konfliktów rasowych, w relatywnie opiekuńczej (choć mniej niż UE) Kanadzie, czy w bardziej liberalnych Stanach? Czytamy, że rasiści to zwykle ludzie pełni kompleksów, niedouczeni itd. Bywa to faktem, ale nie jest regułą. Czy naziści mordujący słowiańskich, żydowskich lub romskich "podludzi" żywili wobec nich jakiś kompleks niższości? Nie sądzę. Gros, owszem, wiedziało, że wielu geniuszy miało i ma żydowski lub słowiański rodowód. Ale i tak w końcu myśleli sobie: "my, Niemcy i tak mamy ich więcej". Nacja rzekomo bardziej produktywna, twórcza, uzurpowała sobie prawo dysponowania tym, co odbierała "niższym rasom". Gdyby sąsiadami hitlerowskich Niemiec byli Chińczycy, Hindusi lub Arabowie, to im by się oberwało, a nie nam. A czy biali lub arabscy handlarze niewolników żywili kompleksy wobec swoich czarnoskórych ofiar? Nie żartujmy. Byli święcie przekonani, że mają do czynienia z niższą rasą, często wręcz odmawiając jej przynależności do rodzaju ludzkiego. Przykłady można mnożyć. Nie zapominajmy wreszcie, że rasizm przez wieki był oficjalną filozofią zachodnich elit intelektualnych. Miał dawać "naukowe" usprawiedliwienie niewolnictwa i kolonializmu. Hitler był nieodrodnym dzieckiem tego, co przez stulecia głosili "apostołowie" ekspansji Zachodu. I - podobnie jak obiektywiści - tkwił w wierze w nietzscheańskiego "nadczłowieka". Ayn Rand tkwi w tych samych koleinach, zastępując rasizm "klasizmem", który cechuje nienawiść i pogarda wobec ludzi usytuowanych niżej (lub wyżej) na społecznej drabinie. Jak uczy życie, często nie z własnej winy, jednak by dojść do tej konkluzji trzeba życie znać, a nie tylko filozofować. A od epitetów typu "hołota" do zbrodni wobec "gorszych" ras / klas itd. bliżej niż się wydaje... Skoro w jednym z najbardziej cywilizowanych i demokratycznych krajów świata wymyślono i wprowadzono w życie "ostateczne rozwiązanie kwestii żydowskiej", do podobnie potwornych zbrodni może dojść WSZĘDZIE i w każdym systemie.
Albo socjaliści. Wylano tu na nich tyle pomyj, że nawet ja, który z "dzieł" Marksa i Lenina zrobiłbym papier toaletowy, czułem się dziwnie. Bo czy wszyscy byli bezużytecznymi, zakompleksionymi obibokami? Czy tak określilibyśmy takiego "kozaka" jak marszałek Tito? A co z Ho Chi Minhem, który pognał kota Francuzom?... Albo o przewadze społeczeństw liberalnych nad opiekuńczymi. No, weźmy liberalno-maltuzjańską Wielką Brytanię i opiekuńcze bismarckowsko-kajzerowskie Niemcy. W przededniu I wojny światowej było oczywiste, że Niemcy wyprzedziły Brytanię w niemal wszystkich wskaźnikach rozwoju gospodarczego. Robotnicy niemieccy żyli, jedli i mieszkali na lepszym poziomie niż brytyjscy. To warunki życia brytyjskich, a nie niemieckich robotników gorszyły wszystkich obserwatorów - od Engelsa, poprzez Londona, na Orwellu skończywszy. Autorzy rozwodzą się też nad wyższością amerykańskiego społeczeństwa nad wszystkimi innymi, zarówno mu współczesnymi, jak i wcześniejszymi. Nie wyśmiewajmy ich za to. Niniejsze eseje powstały ponad pół wieku temu. Sojuz już wtedy gospodarczo rzęził, a konkurencja Niemiec i krajów azjatyckich dopiero pojawiała się na horyzoncie. Stany nie miały w zasadzie poważnej konkurencji, a GM i Ford były symbolami jakości i solidności - z grubsza tak, jak dziś Mercedes i Toyota. Problemy zaczęły się potem, a Pani Rand i Pan Branden nie byli prorokami, by to przewidzieć.
Książka jednak zawiera tak wiele uogólnień i mylnych wniosków, że nie postawiłbym jej na półce obok dzieł innych filozofów, czy to Konfucjusza, czy Hegla - nie ten format. To, że zachodnie elity rozczytują się w Ayn Rand, o niczym nie świadczy. Czy nie żyjemy w epoce kryzysu przywództwa, gdy liderów na miarę Adenauera, de Gaulle'a czy Reagana zastąpili błaznowaci celebryci i krzykacze? Śmiem twierdzić, że niejeden z Czytelników sam doszedł do wniosków (nota bene trafnych), że Ayn Rand to 1) Amerykanka, 2) osoba przekonana o wyższości amerykańskiej kultury nad jakąkolwiek inną i 3) osoba, która raczej niewiele jeździła i czytała o świecie. Za to jakich znajomych miała! Jeśli wierzyć Song Hongbingowi (to ten od "Wojny o pieniądz"), herbatkę u Ayn Rand pijał sam późniejszy szef Rezerwy Federalnej - Alan Greenspan. Pijał, gdy był jeszcze w sile wieku. Tak, to ten sam jegomość, któremu co domorośli spece od ekonomii chcieli stawiać pomniki, póki nie okazało się, że biedak nie miał pojęcia, że nadchodzi kryzys anno 2008. Kryzys, który głównie decyzjom Greenspana należy zawdzięczać. Jak się okazuje, z perspektywy fotela i herbacianego stolika niewiele realnego świata widać. A swoją drogą, widzicie drodzy Panowie, czym kończą się herbatki u cudzych żon?... Przez nie można nabawić się rzeczy, które padają na mózg.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Wszystkie dobre rzeczy

"Wszystkie dobre rzeczy" autorstwa C. Fisher w żadnym wypadku nie jest pozycją łatwą i przyjemną. Po pierwsze czyta się ją naprawdę ciężko n...

zgłoś błąd zgłoś błąd