Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Dad is Fat

Wydawnictwo: Crown Publishing Group
7 (4 ocen i 2 opinie) Zobacz oceny
10
0
9
0
8
1
7
2
6
1
5
0
4
0
3
0
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9780385349055
liczba stron
288
język
angielski
dodał
KillerKlown

In Dad is Fat, stand-up comedian Jim Gaffigan, who’s best known for his legendary riffs on Hot Pockets, bacon, manatees, and McDonald's, expresses all the joys and horrors of life with five young children—everything from cousins ("celebrities for little kids") to toddlers’ communication skills (“they always sound like they have traveled by horseback for hours to deliver important news”), to...

In Dad is Fat, stand-up comedian Jim Gaffigan, who’s best known for his legendary riffs on Hot Pockets, bacon, manatees, and McDonald's, expresses all the joys and horrors of life with five young children—everything from cousins ("celebrities for little kids") to toddlers’ communication skills (“they always sound like they have traveled by horseback for hours to deliver important news”), to the eating habits of four year olds (“there is no difference between a four year old eating a taco and throwing a taco on the floor”). Reminiscent of Bill Cosby’s Fatherhood, Dad is Fat is sharply observed, explosively funny, and a cry for help from a man who has realized he and his wife are outnumbered in their own home.

 

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 408
fidrygauka | 2015-08-20
Na półkach: Ebook
Przeczytana: 20 sierpnia 2015

"Po trzecim dziecku przestają ci gratulować" - usłyszałam słowa nieznanego mi wcześniej twórcy popularnego w krajach anglojęzycznych stand-up'u.
Właśnie urodziłam wtedy czwarte dziecko i bardzo mnie rozśmieszył ten gorzkawy żart. Przez dalszą część występu śmialiśmy się z mężem do łez z dosadności i celności kolejnych dowcipów.

Być może Jim Gaffigan wstrzelił się w odpowiedni moment mojego życia. Dość powiedzieć, że zapałałam do niego natychmiastową sympatią i gdy zobaczyłam jego książkę 'Dad is fat' zabrałam się za nią ze smakiem.
I nie zawiodłam się.

Myślę, że niezwykle trudno jest być dobrym kabareciarzem, ale jeszcze trudniej jest napisać książkę złożoną z opowiadanych na scenie dowcipów (bez pomocy bezcennych narzędzi, jakimi są odpowiednia mimika czy ton głosu). Gaffiganowi się to udało (choć twierdzi, że to jego żona jest odpowiedzialna za to, że książkę w ogóle da się czytać :)))
Jego strumień swobodnych myśli na temat rodzicielstwa (skrzętnie posegregowany w rozdziały dotyczące różnych trudnych kwestii jak np. przyjęcia urodzinowe czy zabieranie dzieci do restauracji) to prześmiewczy zapis własnych porażek i potknięć na niwie wychowywania dzieci.
Gaffigan robi z siebie totalnego fajtłapę, który właściwie nie wie, jak to się stało, że został ojcem piątki dzieci i wylądował w dwupokojowym apartamencie bez windy na nowojorskim Manhattanie. Winę zwala na żonę, która podobno zachodzi w ciążę od samego patrzenia na dzieci.
Jeśli - w codziennym trudzie logistycznego ogarniania takiej gromadki małych dzieci - coś może pójść nie tak, to na pewno pójdzie. Rodzicielstwo, to wg Gaffigana jedno wielkie pasmo porażek, błędów i wypaczeń. To cholernie kosztowne, uciążliwe, pełne smrodu i brudu zajęcie.

Nie dajcie się jednak zwieść! "Dad is fat" to nie zapiski rozgoryczonego ojca, ale pełne ciepła żarty faceta, który kocha swoje dzieci. W końcu jeśli nawet ktoś narzeka na to, że musi zabierać dzieci do muzeów ("Właściwie to dlaczego moje dzieci mają rujnować moje mieszkanie, skoro mogą demolować to miejsce, które ktoś szumnie nazwał 'muzeum'?") czy organizować im pikniki ("jedzenie w niewygodnej pozycji, siedząc na ziemi i odganiając namolne muchy") to znaczy, że jednak przynajmniej podejmuje jakiś wysiłek.

Jim Gaffigan śmieje się z siebie, ale też przychodzi do nas z krzywym zwierciadłem. Przesadą byłoby stwierdzenie, że jest to książka pełna głębokich refleksji, ale na pewno pozwala nabrać dystansu do samego siebie, szczególnie w dzisiejszym świecie, który (za pomocą wszystkich możliwych mediów) wywiera potężną presję na rodziców, by stali się perfekcyjni. By oprócz dostarczania (li i jedynie) zdrowej żywności, kreatywnych zabawek i designerskich ubrań zapewniali dzieciom milion zajęć pozalekcyjnych i stymulowali wszystkie zmysły na potęgę.
A tymczasem są w życiu rzeczy ważniejsze, które trzeba nauczyć się doceniać. Jak na przykład "wysublimowany stan bycia sam na sam ze sobą" - który nie przytrafia się rodzicom często :)

O gustach się nie dyskutuje. Tak samo - podejrzewam - o poczuciu humoru.
Nie chciałabym tej książki przereklamować. Nieobiektywnie powiem tylko, że śmiałam się w głos przy każdej obracanej kartce. Widocznie mamy z Jimem podobne poczucie humoru (i doświadczenia :))
I chyba nie jestem w tym odosobniona, sądząc po tym, jakie tłumy walą na występy tego jednego z najpopularniejszych amerykańskich stand-up'owców.

Jedyną wadą są (nie takie znowu częste) odniesienia do amerykańskiej popkultury, zupełnie niezrozumiałe dla kogoś, kto nie ma z nią styczności na co dzień.
Jednak cała reszta, a w szczególności rozdział o przyjęciach urodzinowych*, który jest dla mnie mistrzostwem świata (pod względem wypunktowania absurdów), rekompensuje tę niedoskonałość z nawiązką.

Polecam gorąco!

* (w amatorskim tłumaczeniu - uff, życzę powodzenia tłumaczowi, jeśli ktoś zdecyduje się wydać tę książkę po polsku; niełatwo oddać specyficzny klimat 'gaffiganowskich' żartów)

Wszystkie te zachłanne firmy widzą, że chcesz to zrobić i widzą w tym wspaniałą okazję by pożerować trochę na twoim pragnieniu przywołania wspomnień z przyjęć urodzinowych twojego dzieciństwa i wyprawieniu dziecku podobnego przyjęcia urodzinowego, przepłacając za to słono. Wkrótce się przekonasz, że każda sieć restauracji, muzeum dla dzieci, lodowisko, kręgielnia, sklep z zabawkami czy centrum rekreacyjne oferują 'Pakiet Urodzinowy', by za drobną opłatą stu miliardów dolarów oszczędzić ci trudu zapraszania tabunu małych dzieci do swojego domu. To niewygórowana cena za tanie, plastikowe, wykonane z toksycznych materiałów 'Made in China' nikomu niepotrzebne prezenty, które rodzice zaproszonych dzieci kupią w drodze na przyjęcie, a które ty następnie zutylizujesz, obdarowując nimi kolejne dzieci urządzające urodziny.
[...] Wygląda na to, że każde dziecko z klasy waszych pociech ma urodziny przynajmniej raz do roku. Dacie wiarę? Przyjęcia urodzinowe zalewają cię z każdej strony, rozprzestrzeniając się jak plaga termitów pożerających twoje soboty. Są organizowane o mało przyjaznych godzinach, w bardzo dziwnych miejscach. Moja córka Marre została raz zaproszona na party o dziewiątej. Tak, o dziewiątej rano w sobotę! Na początku myślałem, ze to żart [...] i byłem gotowy powiedzieć jej, że sobotnie przyjęcia są niezgodne z naszą religią.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Piąta pora roku

BLOG: http://czytaniamania.blogspot.com/2017/10/piata-pora-roku-czyli-jak-konczy-sie.html# GOODREADS:...

zgłoś błąd zgłoś błąd