Iucunda familia librorum : humaniści renesansowi w świecie książki

Wydawnictwo: Universitas
8,25 (4 ocen i 2 opinie) Zobacz oceny
10
0
9
2
8
1
7
1
6
0
5
0
4
0
3
0
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
8324200118
liczba stron
325
język
polski
dodał
Sławosz

 

Brak materiałów.
książek: 1578
tombraiderka009 | 2017-09-02
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 28 lipca 2017

Książka „Iucunda familia librorum. Humaniści renesansowi w świecie książki” napisana przez Janusza S. Gruchałę opisuje stosunek humanistów – nie tylko renesansowych – do książek, nazywanych przez bibliofilów domownikami; iucunda familia znaczy tu „rozkoszni domownicy”. W niniejszej lekturze ukazane zostały zachowania formacji pisarzy oraz myślicieli przy pracy i wypoczynku z użyciem książek jak i obrzędy stosowane w ich prywatnych księgozbiorach i zachowania do niektórych z osobna ksiąg, również powstawanie prywatnych bibliotek oraz to, jak wynalezienie przez Gutenberga druku wpłynęło na ludzkość.
Humaniści, jako zagorzali bibliofile, mieli tendencję do zbierania książek – niektórzy kompletowali księgi, by chwalić się przed innymi, pozostali gromadzili zbiory dla własnej przyjemności. Znajdowali się też tacy, którzy tylko uchodzili za oczytaną osobę wśród społeczeństwa i składali woluminy w swoich domach nie czytając ich – działo się tak, ponieważ bibliofilstwo było w tamtych czasach uważane za popularne i godne szacunku.
Jednym ze sposobów na gromadzenie ksiąg był ich zakup; Janusz S. Gruchała w swej pracy o humanistach pisze, że ci, praktykując swą pasję, popadali w kłopoty finansowe, czasem nie mieli co jeść – wydawali wszelkie oszczędności na książki. Byli tak zwanymi „niewolnikami książek”. Innym sposobem było kopiowanie, czyli przepisywanie książek, które stosowano cały czas, ponieważ był to najtańszy sposób na posiadanie wybranych dzieł. Prawdziwi kolekcjonerzy wybierali specjalne książki – na pierwszym miejscu znajdowały się zawsze dzieła autorów starożytnych, szczególnie łacińskich, rzadziej greckich; największym marzeniem każdego humanisty było odkrycie dekad T. Liwiusza, posiadanie biblioteki obfitszej od innych. Aby taką twórczość posiadać humaniści wyruszali w ekspedycje do innych państw w szukaniu antycznych tekstów. Ich głównym miejscem poszukiwań były klasztory, kancelarie papieskie, biblioteki. Najbardziej bogaci uczeni wynajmowali do takich wypraw ludzi, by jeździli w wybrane miejsca za nich. Rękopisów szukano w piwnicach, dawnych świątyniach, podziemnych kryptach, więzieniach. Wiadome było to, że prawie każde znalezione przez humanistów dzieło nie było na sprzedaż, więc dużo czasu poświęcano kopiowaniu tekstu lub po prostu kradziono.
Tzw. „polowanie na rękopisy” opanowało bardzo mocno humanistów renesansowych – każdy z nich miał nadzieję odkryć coś, czego jeszcze nikt nie czytał i właśnie ta obsesja sprawiała, że można było również ich łatwo oszukać. W książce także pojawia się wzmianka o przedstawicielach protohumanizmu włoskiego, którzy imitowali innych autorów, których twórczość później „odkrywano”. Niektórzy humaniści, by ich dzieła były znane, podszywali się pod antycznych twórców, ich występki jednak potem ujawniano.
W swoim dziele Janusz S. Gruchała wyszczególnił kilka nazwisk, które przez wiele lat były traktowane z szacunkiem i jako autorytet przez przyszłe pokolenia humanistów. Jedną z tych osób był prekursor humanizmu renesansowego, za którego uważa się pochodzącego z Italii poetę, Francesco Petrarkę. Uważał on książki za swoje dzieci, coś, co jest ważniejsze od pieniędzy i wszelkich kosztowności. Były jego sensem życia, to do nich uciekał, by znaleźć pocieszenie i wypoczynek od codziennego życia wśród ludzi. W swoich licznych listach porównywał bibliotekę z adoptowaną córką, a kiedy wyjeżdżał poza dom zamartwiał się pozostawionym księgozbiorem; wyobrażał sobie, że książki za nim tęsknią i płaczą. Petrarka był świadomy swej obsesji na punkcie ksiąg, lecz był z niej dumny, uważał ją za cnotę. Zależało mu na takim uformowaniu własnego wizerunku, by przedstawiać się jako aktywny intelektualista oddający się pracy z profesjonalizmem.
U schyłku Renesansu pogląd na książki jako cenniejsze od okazałych budowli i wszelkich kosztowności był uważany coś powszechnego wśród humanistów, nowe mogły być jedynie rozumowania na ten temat. Każdy z bibliofilów zgadzał się co do tego stwierdzenia, co więcej, chętnie personifikowali książki; nie tylko Petrarka, ale i inni wielbiciele ksiąg uważali je za swoich przyjaciół, domowników, a pożyczane książki uznawali za gości w swoim domu. Porównywano je do ludzkich rozmówców, z którymi można debatować o każdej porze. W XV i XVI wieku najbardziej rozpowszechnionym określeniem była książka – nauczyciel. Lektura zaspokajała ciekawość świata, poglądów dawnych mędrców, uczyła tego, czego w danej chwili czytelnik pragnął wiedzieć, rozwijała osobowość. Takie poznawanie życia, czyli poprzez wyobraźnię, zastępowało doświadczenia życiowe i było najwyższą wartością książki.
Ciągłe otaczanie się dokumentami piśmiennymi dostarczało humanistom przyjaciół, chodzi tu o zmarłych autorów ksiąg, które czytano. Bibliofile poprzez wygląd okładki wyobrażali sobie fizyczną osobę pisarza oraz jego osobowość. Dzięki takiej wizji spoufalali się z autorami, odczuwali więź głębszą niż z żywymi osobami, zaczynali kochać i wielbić ich i ich twórczość do takiego stopnia, że pisali o nich wiersze, jako forma wysławiania ich geniuszu. Niektórzy mieli również osobiste rytuały co do swych księgozbiorów; biblioteki prywatne miały oddzielny pokój w domu humanisty, a przed wejściem do niego zmieniali ubiór, zdejmowali buty, by w żaden sposób nie zakłócić i nie zhańbić świętej strefy, jaką było miejsce przechowania własnych ksiąg.
W okresie renesansu każdy humanista posiadał szeroką wiedzę z zasobu ksiąg, którymi się otaczał i chciał zawsze więcej, pragnął posiadać spis wszystkich dzieł. Pierwszą próbę napisania bibliografii podjęto w 1495 roku, lecz jej rozkwit nastąpił dopiero w XVII wieku. Bibliografia uważana była za spis twórczości, który powinien posiadać każdy szanujący się bibliofil, ponieważ ich zamiarem uczonych było dzielenie się swoimi zbiorami z innymi, więc taka lista była bardzo praktyczna. Używano metafory wymyślonej przez Francesco Petrarkę „więzienia ksiąg” lub „grobu książek” w odniesieniu do osób, które zatrzymywały księgi tylko dla siebie, blokując geniusz przodków. Gdy powstał druk, w przedmowach u dzieł starożytnych autorów, których masowo wydawano, zaczęły pojawiać się nawoływania do właścicieli zakupionych przez nich owych ksiąg, by udostępniali je w przyszłości innym czytelnikom.
Jednak większość kolekcjonerów była za tym, by udostępniać swój dobytek reszcie ludzkości w sposób instytucjonalny, tworząc biblioteki publiczne. Pomysł ten wyrażał chęć podzielenia się z innymi plonem odkryć i fascynacji. Był to powrót do antycznej idei, która w starożytności cieszyła się wielkim uznaniem, a była nią właśnie biblioteka dostępna dla wszystkich. Francesco Petrarka miał swój własny koncept – założyć bibliotekę, której książki sprowadzone zostały z najróżniejszych księgozbiorów od humanistów. Zapewniało to książkom przetrwanie, a uczonym warsztat poważnej pracy umysłowej ze zróżnicowanych książnic. Humaniści zaczęli pisać własne testamenty, w których polecone było przekazanie po ich śmierci książek do klasztorów pod warunkiem, że będą one dostępne dla każdego.
Przed powstaniem druku w drugiej połowie XV wieku, w starożytności jak i wczesnym średniowieczu przeważała kultura oralna. Po pierwsze, ludzie praktykowali głośne czytanie, ponieważ większość nie potrafiła lub nie miała książek, innym powodem był brak odstępów międzywyrazowych, co zmuszało do odczytywania zapisu na głos. Z czasem zmieniano styl pisania ze względu na czytelników – zaczęto stosować oddzielanie słów w tekstach pisanych, co umożliwiało kopistom ułatwienie w pracy przy odczytywaniu tekstu; modyfikacja tekstu była potrzebna do szybszego i wydajniejszego komunikowania się za pomocą pisma. Powoli odstępowano od pisma gotyckiego na rzecz pisania kursywą, która była elegancka i łatwa w czytaniu.
Wymieniano trzy sposoby czytania: pierwszy to czytanie komuś książki, drugim było poznawanie książki poprzez słuchanie jak ktoś czyta i ostatnim sposobem było samodzielne czytanie. Trzecia forma była najbardziej sprzyjającą w nauce i pisaniu, spowodowała również przemiany w dziedzinie duchowości, gdzie cichą lekturę łączono z medytacją.
Oprócz samego czytania ważne były inne czynniki z książkami związane, tj. zwyczaje, gesty i postawy, wygląd miejsca, w którym obcowano z książkami oraz w jakich sytuacjach czytano. W pracowniach lub bibliotekach-gabinetach humanistów do podstawowego wyposażenia należały szafy z książkami, przyrządy naukowe i instrumenty muzyczne. Pewną pomocą w odtwarzaniu tych czynników służyły sztuki plastyczne. Poprzez dzieła malarskie i rzeźbiarstwo ukazywano osoby czytające lub sceny z życia codziennego ludzi, którym towarzyszą książki. Lektura malowana na obrazach była symbolem inteligencji, nośnikiem treści intelektualnych, a czasem wyraźny tekst na otwartych stronach mógł odwoływać do czegoś, pokazywać ulubioną książkę osoby z portretu lub ważną treść. Można nakreślić proces tzw. „urealistyczniania” przedstawień książki na malunkach: w średniowieczu postacie trzymały dzieła zamknięte lub ukazujące symboliczny tekst, poprzez liczne próby przybliżenia owych układów do życia, kończąc na scenach osób zagłębiających się w lekturze.
Rzeźby, na których jawi się motyw książki, najczęściej ukazywano na nagrobkach profesorów, pisarzy oraz innych humanistów. Gest podtrzymywania przez zmarłego na piersiach zamkniętej księgi był powszechny, jednak oryginalnością odznaczały się te nagrobki, po których widać, jakie konkretnie dzieło zmarły zabrał ze sobą. Pospolite było przedstawianie humanistów na rzeźbach z ich własnymi dziełami; gest położenia rąk na owych tomach jasno dawał znak prawo własności. Postawa leżąca przy czytaniu symbolizowała oddawanie się lekturze dla przyjemności, nie dla zdobycia wiedzy.
Końcowe rozdziały poświęcone są idei druku wynalezionego przez Johannesa Gutenberga, który początkowo nie miał służyć rozpowszechnianiu się tych tekstów starożytnych, o które zabiegali humaniści. Pierwotnym zadaniem tego wynalazku było powielanie dzieł teologicznych, które w średniowieczu przynosiły największy dochód. Pozwalało to na obniżenie ceny Biblii w sklepach, dzięki czemu niemal każdy mógł pozwolić sobie na zakup Pisma Świętego. Dzięki temu krzewiono treść religijną szybciej i na dalsze obszary, co w czasach średniowiecza było ważne, ze względu na zagorzałe szerzenie chrześcijaństwa na świecie. Uważano, że wymyślenie ruchomej czcionki przez Gutenberga jest darem bożym dla ludzkości, choć trafiali się również i przeciwnicy. Z udogodnienia w kopiowaniu jakim był ten wynalazek korzystali także inni wyznawcy – umożliwiał im powielanie własnych tekstów i zbieranie większego grona zwolenników. Wynalazek Gutenberga zaczęto nazywać „czarną sztuką”, który okazał się być poważnym zagrożeniem dla producentów książek rękopiśmiennych, kopistów, iluminatorów i drzeworytników – by przeszkodzić drukarniom powoływali się na oryginalność ksiąg robionych ręcznie, a nie mechanicznie przez maszyny. Przekonywali miłośników książek, że posiadanie tomów tworzonych z ruchomej czcionki to powód do wstydu. Jednakże były i takie teksty, których nie dało się kopiować urządzenie Gutenberga, chodzi tu o ozdobne księgi liturgiczne, książki małych formatów, teksty w języku innym niż łaciński.
Niepokój wobec wynalazku Gutenberga odczuwali również skrybowie zakonni; twierdzono, że druk wykonany na papierze nie przetrwa tyle stuleci, co ręcznie przepisywany tekst na pergaminie. Dlatego podtrzymywano obowiązek kopiowania ręcznie ksiąg w klasztorach, co uważano za szlachetną pracę.
Zaczęły powstawać nowe profesje związane z powielaniem tekstu poprzez ruchomą czcionkę - niektórym z dawnych zawodów powiązanych z ręcznym tworzeniem ksiąg udało się odnaleźć już w czasach wynalazku Gutenberga i poszerzyć swą działalność w tym kierunku, co utrzymywało się i w renesansie. Najbardziej upowszechniła się praca zecera, który sprawdzał błędy w ustawieniu czcionek przed wydrukowaniem tekstu. Wielu humanistów posiadało pracę związaną z książką i pismem – byli sekretarzami w instytucjach lub na dworach, bibliotekarzami oraz korektorami w drukarniach; mało kto jednak chciał być z zawodu nauczycielem.
Książka Janusza S. Gruchały została napisana skrupulatnie, a autor podszedł do tematu swej pracy naprawdę dobrze przygotowany, ponieważ widać, że jego badania są wnikliwe, a argumenty popierane wieloma źródłami, czasem z obcojęzycznych tekstów. Niektóre rozdziały były zapisane zbyt wieloma nazwiskami i zagranicznymi tytułami przez co czasem można było stracić wątek. Książka jest napisana językiem naukowym, co wiązało się z tym, że podczas czytania niektóre kwestie były niezrozumiałe, jednak ogółem „Iucunda familia librorum” ukazuje szczegółowy obraz humanistów z dawnych epok, ich relacje międzyludzkie oraz wielką fascynację do tekstu pisanego w sposób interesujący i zmuszający do refleksji.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Ryder

Czwarty tom przygód Braci Slater . Związek Rydera i Branny jest o włos o roztrzaskania się. Czy ciemne strony rodziny Slaterów wpłyną na rozpad zwi...

zgłoś błąd zgłoś błąd