Lubimyczytać.pl Sp. z o.o
http://lubimyczytac.pl/aktualnosci/rozmowy/12828/zerwijmy-wreszcie-z-mowieniem-ze-cos-jest-niemeskie-rozmowa-z-przemyslawem-bociaga

Zerwijmy wreszcie z mówieniem, że coś jest niemęskie. Rozmowa z Przemysławem Bociągą

2 wartościowy tekst

Dlaczego mężczyźni rzadko rozmawiają o ubraniach? Kiedy się ubieramy, a kiedy przebieramy? Jak przez strój wyrazić swoją osobowość? O tym, co ubranie może powiedzieć nam o świecie i o nas samych, opowiada Przemek Bociąga, autor książki Nienaganny. Biografia męskiego wizerunku, która ukazała się nakładem wydawnictwa Agora.

[Opis wydawcy] Błyskotliwa opowieść o tym, jak powstał współczesny męski wizerunek, zapisany w krojach, ściegach i proporcjach.
Nienaganny mężczyzna XXI wieku ma już ponad 200 lat. Kiedy się rodził, jego poprzedników Wielka Rewolucja Francuska skracała o głowę razem z peruką. On sam zamiast peruki wybrał naturalne uczesanie i garderobę skompletowaną w duchu minimalizmu. I chociaż od tego czasu przez świat przetoczyło się jeszcze kilka rewolucji, Nienaganny przetrwał je wszystkie: jako dandys, biznesmen, dżentelmen z towarzystwa, hollywoodzki amant, wojenny bohater czy punkowy anarchista. Przemysław Bociąga w swojej książce nie tylko pokazuje, jak stosować się do zasad klasycznej męskiej elegancji, ale przede wszystkim – jak ją rozumieć.

Marta Matysiak: Jaki jest absolutny must have garderoby współczesnego mężczyzny?

Przemysław Bociąga: „Nienaganny” to książka, która powstała między innymi z rezerwy do poradników i ich – nieznośnej chwilami – pewności siebie co do tego, jak trzeba, a jak nie można wyglądać, co nosić, co trzymać zapięte, a co rozpinać. Dlatego niechętnie będę dziś mówił o tym, co must, a co can not have w naszej szafie. Z drugiej strony jednak napisałem ją po części w obronie pewnego konkretnego męskiego wizerunku: mężczyzny ubranego trzeźwo, racjonalnie, z poszanowaniem dla własnego miejsca w świecie i przeszłości, która mu to miejsce zapewnia.

Dlatego zawsze proponuję polubić się z co najmniej dwiema, trzema marynarkami, które dobrze wyglądają w zestawie niegarniturowym, z dżinsami albo dowolnymi spodniami leżącymi w miarę blisko ciała i nieudającymi wojskowych. Jeśli ktoś uważa, że nie ma czasu codziennie prasować sobie koszuli, niech pamięta, że opcją wobec niej jest golf czy polo, a jeszcze lepiej koszulka rugby, czyli polo z długim rękawem, dzięki czemu obowiązkowa krawędź przy rękawie marynarki będzie widoczna. No i nie da się przeinwestować w buty: sneakersy są cudowne na co dzień, bo lekkie i wygodne, ale dobre szyte buty z cielęcej skóry zmieniają zestaw dżinsów i polo w coś naprawdę ekstra.

Przede wszystkim trzeba pamiętać, że dziś słowo must znaczy coś innego niż w czasach, kiedy za niewłaściwy ubiór można było zostać towarzysko wykluczonym. W nowoczesnym świecie każdy ma swoją drogę i swoją narrację – po prostu należy lepiej ją rozumieć. I temu ma służyć „Nienaganny”.

„Nienaganny” nie jest typowym poradnikiem, w tekście spotykamy się z wieloma antropologicznymi i historycznymi zjawiskami społecznymi, które dotyczą mody męskiej. Co według pana wywarło w historii największy wpływ na to, jak wyglądają dzisiejsi mężczyźni?

Musielibyśmy najpierw odpowiedzieć, jak rzeczywiście wyglądają. Czy patrzymy na tych, którzy zakładają na siebie byle co – a byle co może oznaczać dziś koszulki-reklamówki i strach-myśleć-jakie spodnie – czy patrzymy na tych, którzy wyglądają jak ożywione manekiny z witryn sieciówek. Jeśli to pierwsze, to oznaczałoby, że zdecydowanie w złym kierunku poszło Wielkie Męskie Wyrzeczenie, którego prostacka interpretacja wmówiła facetom, że jakiekolwiek myślenie o tym, jak wyglądają, im nie przystoi.

W tej drugiej sytuacji największy wpływ miały pewnie tzw. narodziny nowoczesności, cały ten – głównie XIX-wieczny – proces, w którym wyłaniał się współczesny świat z jego stylami życia i instytucjami. Ale bardzo ważne dla dzisiejszych mężczyzn jest też upowszechnienie się pomysłu na „spędzanie wolnego czasu” oraz jeszcze jeden rzadko doceniany wynalazek – zaistnienie młodzieży. W pewnym momencie pojawiła się koncepcja stanu zawieszenia między dzieciństwem a dorosłością i dziś nawet sześćdziesięciolatkowie, którzy chcą powiedzieć, że „jeszcze mogą”, właśnie do tego stylu ubierania nawiązują, by przekazać ten komunikat.

W książce opisuje pan zjawisko „antymody” na przykładzie różnych subkultur, w tym punkowej. Czy również w pana życiu pojawił się epizod eksperymentów z wyglądem?

Na pewno nie jestem jedynym, którego życie jest ciągłym eksperymentem. Jestem trochę tym gościem z poprzedniego pytania: zbliżam się do czterdziestki i ubieram się teraz wyraźnie bardziej młodzieżowo niż kilka lat temu. Znacznie chętniej noszę dżinsy, eksperymentuję zresztą z przykazaniami, które dają nam miłośnicy tej garderoby: surowy denim, nosić często, prać najrzadziej jak się da. To też trochę dlatego, że jako dziennikarz lifestyle’owy chętnie eksperymentuję z różnymi stylami życia, nawet jeśli czuję, że do mnie nie pasują. Ale jest taka młodość, do której dorastam: od niedawna noszę bransoletki – mało klasyczny element męskiej garderoby, nawiązujący w męskim wydaniu raczej do atrybutów plemiennych wojowników niż salonowców. Nie sądzę zaś, żeby istniały zdjęcia, na których mam glany z czerwonymi sznurówkami i włosy na cukier oraz taplam się w błocie Jarocina. Za młodu bardzo chciałem jedynie być grunge’em, ale wyglądało to trochę tak, jakby to ciuchy nosiły mnie, a nie na odwrót.

Czytając książkę, często spotykamy się z nawiązaniem mody do zdrowia psychicznego, chociażby w wątku o nowej kategorii ubrań DGAF (don’t-give-a-fuck-wear). Czy strój faktycznie może tak bardzo wpłynąć na naszą psychikę?

Jako dziennikarz mam trochę doświadczenia z pracą freelancera. Kiedy jesteś sam w domu i masz wykonać w ciągu dnia jakąś pracę, to najważniejsza zasada: wstać, wziąć prysznic i się ubrać. Dziewczyny do tego doradzają sobie, żeby się umalować. Kiedy siedzę – choćby i na łóżku – ale w spodniach i tiszercie, czuję się zupełnie inaczej, niż gdybym został w piżamie. Czuję się w pracy. To pierwszy z brzegu przykład.

Ale niech każdy w duchu odpowie sobie sam: czy nigdy nie czuł, że założenie jakiegoś konkretnego elementu garderoby wpłynęło na jego samopoczucie? Wyobraźmy sobie młodego człowieka, np. studenta, który z pomocą rodziców kupuje mieszkanie. W zasadzie na co dzień nie czuje w sobie tej powagi swojego ja, ale kiedy założy garnitur na wizytę u notariusza, od razu czuje się jakoś inaczej, jakby zobowiązany do dorosłości. Takich przykładów można wymieniać w nieskończoność.

Zafascynowało mnie w ubiegłym roku zdjęcie prezydenta Dudy na obchodach wyzwolenia Auschwitz, kiedy obejmował byłego więźnia, który na tę okazję założył więzienny pasiak. Było to z jednej strony fascynujące zestawienie garnituru – było nie było uniformu, bliższego mundurom strażników – ze strojem więziennym. Ale z drugiej strony do tej pory czasem zastanawiam się, co czuje człowiek, który w 2018 roku zakłada uniform, w którym spędził najkoszmarniejsze lata swojego życia, lata głodu, cierpienia, chorób i codziennego lęku przed fizyczną zagładą.

Wiem, że kontrowersyjne zestawienia tez są kontrowersyjne, ale dorzućmy do tego – dla kontrapunktu – obraz kogoś, kto przebiera się specjalnie do sypialni. Myślimy zazwyczaj, że seksowna bielizna damska to coś, co kupuje się dla faceta – ale wszystko, co na ten temat słyszałem lub czytałem, przeczy tej tezie. Kiedy taka dziewczyna – faceci przebierają się do seksu chyba rzadziej, co jest zresztą samo w sobie ciekawe – założy 12-centymetrowe szpilki, pończochy i gorset, sama czuje się inaczej. Pewnie dlatego, że czuje, jak cudze spojrzenia transformują jej ciało w obiekt pożądania, co wpływa na jej własne pożądanie i dalej się nakręca.

Paradoksalnie wojna pozostawiła po sobie wiele udoskonaleń w kontekście garderoby – i jest to kolejny fascynujący fragment „Nienagannego”. Dzisiaj tak bardzo do nich przywykliśmy, że stały się oczywistymi elementami w poszczególnych ubraniach, a ich brak łączy się z dyskomfortem. Jaki „wynalazek” ubraniowy z tamtych czasów jest według pana absolutnie przełomowy?

Jeśli chodzi o wynalazki w sensie dosłownym, jako coś materialnego, to być może należałoby wskazać na rozwój w dziedzinie tkanin. Jeszcze Hillary zdobywał Everest w wełnianych swetrach, dziś nikt nie ruszy nawet na Morskie Oko bez kurtki z „technologicznej” tkaniny z oddychającą wodoodporną membraną. Te patenty powstają niemal wyłącznie na zamówienie wojskowe i za pieniądze dostarczane przez wyścig zbrojeń. Nawet dżins pojawił się w garderobie z wojskowych nadwyżek – był brezentem na namioty i plandeki, tak jak dziś jest modnie uszyć torbę z zużytego żagla.

Jeśli zaś potraktować słowo „wynalazek” bardziej ogólnie, stawiałbym pewnie na… globalizację. Przecież XIX- i XX-wieczne wojny były przedłużeniem nie polityki, ale gospodarki innymi środkami; były wsparciem eksportu stylu życia i wynikającego z niego popytu na produkty. Na pewien model spodni mówimy dziś chinos, czyli „chinole”, bo amerykańscy żołnierze przywieźli je z Dalekiego Wschodu. Ale przecież nie jest to tradycyjny strój chiński ani japoński, tylko europejski. Tamten „import” chinosów do Stanów był w pewnym sensie zamknięciem obiegu gospodarczego. A te obiegi są wymuszane przez wojny.

Poruszanie kwestii mody przez mężczyzn jest nadal niecodziennym zjawiskiem. „Nienaganny” stanowi pewien rodzaj manifestu, aby zerwać z przykrymi stereotypami. Czy taki też był pana pierwotny zamysł przy tworzeniu książki?

Zdecydowanie. Obiektywnie nie ma nic niemęskiego w widoku dwóch mężczyzn rozmawiających o męskim ubraniu. Dlaczego niektórzy boją się zostać przyłapani na myśleniu o tym, co na siebie zakładają? Aż tak brak im pewności siebie? Jeśli tak, to proszę swobodnie korzystać z mojej książki jako rodzaju terapii: „Yes, we’re still men. Men is what we are” – jak zapewniają się nawzajem mężczyźni po usunięciu jąder w filmie „Podziemny krąg”. Żadna rzecz, którą robisz, nie pozbawi cię statusu mężczyzny, jeśli sam się go nie zdecydujesz pozbyć. Jeśli zdecydujesz się kolekcjonować Barbie, nie przestaniesz być od tego mężczyzną – staniesz się po prostu mężczyzną, który kolekcjonuje Barbie. Tym bardziej jeśli zaczniesz myśleć o ubraniach.

Jakich projektantów mody najbardziej pan ceni i dlaczego?

Mam problem z dzisiejszymi projektantami mody nie dlatego, że gardzę tym, co robią, albo tego nie rozumiem – chociaż wiem, że nie rozumiem do końca. Mam problem z odpowiedzią na to pytanie, bo uważam, że dzisiejsi projektanci mody tylko częściowo wypowiadają się na temat tego, „co powinniśmy dziś nosić” – w ich działaniach jest też element manifestu artystycznego czy wypowiedzi społecznej. Nie można więc traktować pokazu projektanta 1:1 jako czegoś do noszenia. Gdybym miał na kogoś wskazać, wskazałbym pewnie Toma Forda. Kiedy patrzę na jego kolekcje czy filmy, mam wrażenie, że gdyby podobali mi się faceci, podobaliby mi się tacy sami, jak podobają się jemu. Jego male gaze na mężczyzn jest jakoś zgodny z moim wyobrażeniem o męskiej seksualności wyrażanej w ubiorze. Ale to pewnie dlatego, że mam po prostu bardzo dużo szacunku dla klasyki. Pisząc książkę, starałem się trochę do tego szacunku zdystansować i pisać raczej dobrze albo wcale o współczesnej modzie, z którą mi nie do końca po drodze, a którą w świecie projektantów najlepiej reprezentuje pewnie Demna Gvasalia. To, co zrobił dla trendu normcore, to był świetny pokaz tego, jak moda dalej jest ważna w naszym życiu, chociaż jej śmierć nieraz już obwieszczono.

W dzisiejszych trendach zrywa się z klasycznymi formami. Coraz częściej widzimy na wybiegach za duże marynarki i niedopasowane skarpetki. Dlaczego tak chętnie zrywamy dzisiaj z tą klasyczną elegancją, która przecież uchodzi za ponadczasową?

Bo czujemy, że możemy więcej, po prostu. W tej tak zwanej płynnej tożsamości rzadziej jesteśmy uczestnikami grup, na które skazuje nas geografia – wspólna wioska, osiedle, rodzina, parafia, a częściej – grup, które sami sobie wybieramy. W tych drugich grupach, siłą rzeczy, mamy większy wpływ na wyznawane przez grupę wartości, w tym kanony ubioru. Jeśli niedzielny obiad spędzałem zawsze u babci, raczej ubrany byłem tak, żeby babci było miło i mama nie miała za złe. Jeśli spędzam go dzisiaj na piwku nad rzeką, ubieram się tak, żeby po pierwsze – nie zniszczyć delikatnych ubrań, siedząc po turecku na betonie, po drugie zaś – w towarzystwie ludzi, którzy akceptują mnie takim, jakim jestem. Warto zauważyć, że to, co w klasycznej elegancji jest ponadczasowe – jeśli cokolwiek – to nie konkretne elementy garderoby, ale pewien sposób myślenia o tym, jak i dlaczego się ubieramy: dlaczego blisko sylwetki, dlaczego w spodnie, a nie w żupan, dlaczego nie w świecące ubrania, ale w stonowane itp. Jeśli tak spojrzeć na sprawę, okaże się, że większość z nas jest raczej miłośnikami klasyki. A że klasyka częściej wyraża się dziś kurtką ze ściągaczem niż marynarką? No cóż, „wiele musi się zmienić, żeby wszystko zostało po staremu”.

Moda to przede wszystkim wyrażanie własnej osobowości. Jakich porad udzieliłby pan mężczyznom, którzy dopiero rozpoczęli poszukiwanie swojego stylu?

Jeśli styl ma być wyłącznie wyrazem osobowości, to przecież ona sama się wyrazi. Pytanie, czy można pracować nad osobowością. Można próbować, i wtedy „przebieranie się za kogoś, kim chciałoby się być”, może okazać się jednym z najlepszych narzędzi. W ten sposób – przepraszam za wyświechtany slogan coachów – można się przebrać za najlepszą wersję siebie.

W całym dyskursie ubioru nic mnie chyba nie bawi tak mocno, jak wpis na forum: „uszyłem sobie smoking, gdzie mogę w nim chodzić?”. Owszem, można projektować siebie, ale warto umieścić ekran w takim zasięgu, żeby dosięgło go światło projektora.

Zupełnie praktyczna wersja, gdybym miał dawać rady, jest taka: wyjmij wszystkie rzeczy z szafy na widok i wyrzuć te, których nie nosiłeś od lat. Z pozostałych wyrzuć te, które nie są w twoim rozmiarze (to częsty problem). Jeśli coś zostanie, noś i sprawdzaj, czy dobrze ci w nich ze sobą. Ten cykl powtarzaj co najmniej dwa razy do roku. Zadowolenia z efektu oczekuj po kilku latach.

W Polsce większość mężczyzn ma ambiwalentny stosunek do tego, w co się ubierają. Niewielu decyduje się na urozmaicenia i eksperymenty, a społeczna opinia w tym przypadku bywa bezwzględna. Jak poradzić sobie z tymi hamulcami społecznymi? Czy można być zarówno męskim, jak i modnym?

Obawiam się, że odpowiedź na pytanie o radzenie sobie z hamulcami społecznymi nie leży w ubraniu. Ubrania mogą wzmocnić pewność siebie, ale nie mogą jej zastąpić. A wzmocnić mogą ją wbrew pozorom nie wtedy, kiedy człowiek opancerzy się w zbroję garnituru, tylko wtedy, kiedy to, co na siebie wkłada, jest rozszerzeniem czy przedłużeniem jego samego.

Co zaś do tej części pytania, czy można być zarówno męskim, jak i modnym: wszyscy modni mężczyźni, o których słyszałem, są męscy, bo są mężczyznami. To jacy mają być? Nie można być przecież modnym mężczyzną, nie będąc mężczyzną. Zerwijmy wreszcie z mówieniem, że coś jest niemęskie. Mam dwie córki, walczę z nimi na miecze, a kiedy indziej lulam słodziaki. Ani to pierwsze nie zagraża ich kobiecości, ani to drugie – mojej męskości. Polecam zresztą taki eksperyment: wyjść na ulicę w sukience. Jeśli ludzie będą się dziwnie patrzeć, że mężczyzna idzie w sukience, to znaczy, że dalej widzą w tobie mężczyznę. A to znaczy, że sukienka nie odebrała ci męskości: jesteś mężczyzną w sukience. A jeśli boisz się, co powiedzą ludzie na widok ciebie w sukience, to… po prostu w niej nie wychodź.

Zbliża się okres jesienno-zimowy. Czy mógłby pan udzielić czytelnikom paru wskazówek, jak pogodzić niskie temperatury z byciem stylowym? 

Och, to na pewno zdecydowanie łatwiejsze niż pogodzić styl ze zbyt wysokimi temperaturami – a to dlatego, że dużo łatwiej być mężczyźnie stylowym w ubraniu niż bez niego. Stylista – którym nie jestem – pewnie wykrzyknąłby od razu „warstwy!”. I oczywiście miałby rację. Ja osobiście czuję się najlepiej, kiedy jestem ubrany możliwie blisko figury, ale przede wszystkim tak, by nie kulić się z zimna. Kiedy idę wyprostowany po ulicy wśród ludzi skulonych, chowających głowę w ramiona, od razu wyglądam na wyższego i czuję się od tego lepiej, bo wśród wyprostowanych wzrostem się nie wybijam. Od dawna stawiam głównie na naturalną wełnę jako najlepszy sposób na chłody, a czasem też na upały. Można kupić merynosowy podkoszulek w sklepie turystycznym, na to założyć golf albo koszulę z bawełnianej flaneli, kardigan, bezrękawnik, marynarkę i cienki płaszcz i naprawdę bez puchowej kurtki narciarskiej chodzić po mieście przy minus piętnastu. A także rozbierać się w miarę potrzeby.

Mam też wrażenie, że ciągle istnieją na świecie mężczyźni, którzy wstydzą się założyć kalesony. Chciałbym to jakoś skomentować, ale nie przychodzi mi do głowy nic konstruktywnego do powiedzenia o ludziach, którzy nie wyrośli jeszcze z czasów przebieralni przed WF-em w trzeciej klasie podstawówki, a postanowiłem, że przy promowaniu „Nienagannego” będę się starał nie być złośliwy.

*Marta Matysiak – studentka Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Zafascynowana kulturą współczesną oraz wszelkimi zjawiskami, jakie w niej zachodzą.

Książkę możecie zamówić tutaj.

Powiązane treści:
Nagroda Literacka Nike dla Mariusza Szczygła

W niedzielę wieczorem na gali w Bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego przyznano Nagrodę Literacką Nike. Do finału nominowano siedmioro pisarzy – autorów czterech powieści, dwóch książek reporterskich i biografii. Wielkim zwycięzcą został Mariusz Szczygieł. Uhonorowano go podwójnie – otrzymał nagrodę czytelników oraz nagrodę jury.



więcej
Zadaj pytanie Januszowi L. Wiśniewskiemu

2 października swoją premierę miała długo wyczekiwana kontynuacja „S@motności w sieci”, zatytułowana „Koniec samotności”. Czy jest coś, o co chcielibyście zapytać jej twórcę, Janusza L. Wiśniewskiego? Autorów najciekawszych propozycji pytań nagrodzimy egzemplarzem najnowszej powieści pisarza.



więcej
W las stron – w stronę lasu

W las czytelniczych możliwości prowadzi nas dziś Tomasz Pindel. Wraz z nim udamy się na przechadzkę w puszcze, bory i zagajniki, szukając zarówno zachwytu, jak i grozy, jaką niesie ze sobą majestat przyrody.



więcej

Pokaż wszystkie rozmowy
Komentarze
Autor:  LubimyCzytać |  wypowiedzi: 26  [pokaż ostatnią] Odpowiedź
książek: 547
Armand_Duval
07-10-2019 18:35
Współczesny męski wizerunek czyli ciotka z kitką na głowie, wypielęgnowanym zarostem na twarzy, w rurkach i bez skarpet. Nie, dziękuję.
książek: 3664
czytamcałyczas
07-10-2019 20:11
Ja od dawna robię wiele,nie męskich rzeczy.Zacznę od ubrań.Nie lubię i nie noszę garniturów.Lubię podkoszulki.Ale musi być coś tam narysowane.Góry,palmy,rak.
Czytam też nie męskie książki.Oraz uwielbiam gotować i chodzić w kucharskim fartuchu.
książek: 416
HypatiazAleksandrii
07-10-2019 22:28
Męski czy niemęski. Co to znaczy "must have"??? Niech nosi co chce. Byle by był autentyczny i spójny w tym co robi i w tym co myśli. Po co udawać drwala jak nie wie się do czego służy siekiera?
Co do łachów i do mody - ludzie od zawsze zbyt mocno przywiązują wagę do stroju. A za mało do tego, co mają w głowach lub w sercach.
Strój jest ważny. Ale nie najważniejszy.
książek: 508
Mili
08-10-2019 10:39
Jak dla mnie moda to przerost formy nad treścią czyli ubrania nad osobowością człowieka.
Ciuchy powinny być:
- szyte na miarę, bo każdy ma inne wymiary czy proporcje
- szyte z materiałów dobrej jakości
- kolorystycznie dobierane do cery czy urody danej osoby
- tworzone dla podkreślenia osobowości, a nie jej stłumienia

Szkoda, że taki zawód jak krawiec został zastąpiony zalewem gotowych...
Jak dla mnie moda to przerost formy nad treścią czyli ubrania nad osobowością człowieka.
Ciuchy powinny być:
- szyte na miarę, bo każdy ma inne wymiary czy proporcje
- szyte z materiałów dobrej jakości
- kolorystycznie dobierane do cery czy urody danej osoby
- tworzone dla podkreślenia osobowości, a nie jej stłumienia

Szkoda, że taki zawód jak krawiec został zastąpiony zalewem gotowych szmatek z sieciówek, bo ludzie zamiast nosić to, co do nich pasuje, zmuszani są kupować to, co jest im wmawiane, że pasuje. Ostatecznie, zupełnie nieświadomie, grają kogoś, na kogo są stylizowani, bo jak wspominał wyżej autor książki, ubranie wpływa na zachowanie.
pokaż więcej
książek: 416
HypatiazAleksandrii
08-10-2019 12:03
Właśnie tak.
Trzeba być świadomym siebie i tego co się robi i po co się coś robi.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 128
jasia_
08-10-2019 22:59
Nie, nie zrywajmy z mówiemniem,że coś jest niemęskie. Różowe t-shirty są niemęskie, obcisłe rurki są niemęskie. Już wolę Sebka w ortalionie niż kolesia w w koszulce całej w kwiatki( widziałam jednego delikwenta z czymś takim). Zaraz faceci będą hasać w sukienkach po ulicy i nie będzie w tym nic dziwnego dla nikogo. Nie tędy droga.
książek: 1375
Monika
09-10-2019 00:09
Dlaczego nie tędy? Jeśli ja mogę hasać po ulicy w spodniach, w męskiej koszuli, a jak mi przyjdzie taki kaprys, to nawet pod krawatem, to dlaczego mężczyzna ma nie móc hasać w sukience? Co jest w sukience takiego strasznego, co uwłacza godności mężczyzny?

I co niemęskiego jest w różu? Obejrzyj parę starych westernów, zobacz ile w nich różowych koszul! Czy taki na przykład John Wayne,...
Dlaczego nie tędy? Jeśli ja mogę hasać po ulicy w spodniach, w męskiej koszuli, a jak mi przyjdzie taki kaprys, to nawet pod krawatem, to dlaczego mężczyzna ma nie móc hasać w sukience? Co jest w sukience takiego strasznego, co uwłacza godności mężczyzny?

I co niemęskiego jest w różu? Obejrzyj parę starych westernów, zobacz ile w nich różowych koszul! Czy taki na przykład John Wayne, kwintesencja maczyzmu, w różowej koszuli staje się mniej męski?

Mężczyzna tak czy inaczej ubrany może się nie podobać kobiecie o określonych oczekiwaniach, ale jej niezadowolone spojrzenie nie sprawia, że facet staje się niemęski.
pokaż więcej
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany. Logowanie

Opinie czytelników


O książce:
Znikająca ziemia

Nie dajcie się zwieźć. Ta książka to nudny obyczaj. Każdy rozdział przedstawia inną kobietę i ich rozterki typu: „po urodzenia dziecka mój mąż przesta...

zgłoś błąd zgłoś błąd