Lubimyczytać.pl Sp. z o.o
http://lubimyczytac.pl/aktualnosci/11968/zdziwienie-i-niesmak-glos-w-sprawie-artykulu-z-newsweeka-o-pyrkonie

Zdziwienie i niesmak. Głos w sprawie artykułu z „Newsweeka” o Pyrkonie

43 wartościowy tekst

Jest taka książeczka, która nazywa się „Ćwiczenia stylistyczne” – napisał ją Raymond Queneau, znany francuski figlarz literacki. W dziewięćdziesięciu dziewięciu rozdziałach opisuje on tę samą, nader banalną scenę, tyle że na dziewięćdziesiąt dziewięć różnych sposobów. To poniekąd celny przykład tego, że dwie osoby mogą patrzeć na to samo i widzieć coś zupełnie innego. I to właśnie monsieur Queneau przyszedł mi do głowy, kiedy przeczytałem artykuł Elżbiety Turlej „Miłość w czasach fantasy”, który ukazał się w najnowszym „Newsweeku”.

Dla tych, którzy przeoczyli sprawę: wspomniany tekst jest relacją z tegorocznego Festiwalu Fantastyki Pyrkon, który odbył się w Poznaniu w ostatni kwietniowy weekend, i wzbudził on – tekst, nie Pyrkon – wielkie poruszenie i oburzenie w środowisku fanów fantastyki, czyli w fandomie. Nie wchodząc w szczegóły (w sieci można znaleźć liczne polemiki i mnóstwo wypowiedzi), rzecz można streścić tak: w oczach dziennikarki Pyrkon to coś w rodzaju zjazdu sfrustrowanych, głównie na tle seksualnym, dziwolągów w młodym bądź już nie tak młodym wieku.

Fani poczuli się dotknięci – nie dziwię się. Mnie to osobiście nie dotknęło, bo nie jestem członkiem fandomu, ale, powiem szczerze, bardzo, baaardzo mnie ten tekst zdziwił. Bo ja też byłem na Pyrkonie. To była moja druga edycja, w zeszłym roku zjawiłem się na tej imprezie po raz pierwszy i uważnie wszystkiemu się przyglądałem, bo pracowałem nad książką o polskim fandomie fantastycznym (ukaże się w lipcu nakładem wydawnictwa Czarne pod tytułem „Historie fandomowe”). Nie jestem więc członkiem fandomu, ale się fandomowi przez dłuższy czas uważnie przypatrywałem, przeprowadziłem wiele rozmów, przeczytałem sporo tekstów, tu i ówdzie pojechałem – i wyciągnąłem swoje wnioski. Tylko że zobaczyłem coś zgoła innego niż rzeczona dziennikarka.

Fandom, acz dziś pewnie trafniej używać liczby mnogiej: fandomy, jak mu się przyglądam z zewnątrz, jawi mi się jako środowisko zbierające ludzi, którzy mają jakąś pasję – coś czytają, oglądają, grają, przebierają się, szyją stroje, kolekcjonują – i do tej pasji podchodzą z dużym zaangażowaniem. To wielce niejednorodna społeczność, dla której wybrane aspekty kultury stanowią bardzo ważną część życia, na tyle ważną, że poświęcają jej czas i pieniądze, a także identyfikują się i rozpoznają na podstawie tychże pasji. Fan anime/fantasy/serialu/komiksu rozpoznaje drugiego fana anime/fantasy/serialu/komiksu i mają od razu o czym pogadać, co jest szczególnie ważne dla ludzi bardzo młodych. I takie namierzanie się po zainteresowaniach wydaje mi się jednak sympatyczniejsze niż budowanie wspólnot opartych na poglądach politycznych albo miejscu zamieszkania, albo, powiedzmy, przynależności etnicznej.

Fandom od samych swoich początków – w Polsce to połowa lat siedemdziesiątych – był ruchem alternatywnego przeżywania kultury. Zbierał ludzi, których łączyły zainteresowania – kiedyś głównie czytanie SF i oglądanie filmów, potem pole znacząco się poszerzało – którzy szukali możliwości rozmowy, wymiany, twórczego przepracowywania swoich pasji. I bardzo wiele się od tego czasu zmieniło, no bo czasy mamy kompletnie inne, ale sedno sprawy pozostaje to samo.

Dla kogoś takiego jak ja – i pomyślałbym, że dla dziennikarza opiniotwórczego tygodnika tak samo, ale, jak widać, niekoniecznie – a więc dla osoby z zewnątrz, acz zainteresowanej kulturą i społeczeństwem, fandom jawić się może jako – excusez le mot – ta fajniejsza część populacji. Jakoś wolę ludzi żywo zainteresowanych kulturą i przeżywających ją na swój sposób, niż takich, którzy przez kulturę rozumieją leżenie na kanapie i przelatywanie przez kanały TV.

Do tego w fandomie bardzo płynna okazuje się granica między twórcą a odbiorcą, a na dobitkę jest to jeszcze środowisko bardzo samoświadome, o silnych odruchach autoregulacyjnych.

Analogicznie Pyrkon z pewnością nie jest spędem przebierańców szukających seksualnych spełnień. To znaczy na pewno są tacy, co ich szukają, to jednak parędziesiąt tysięcy ludzi, wszystko można znaleźć. To jest wielki festiwal, bardzo rozbudowany programowo i – bardzo przepraszam, ale nie mogę sobie darować wycieczki pod adresem newsweekowego tekstu – naprawdę sporo trzeba tupetu, żeby z tych dziesiątek albo i setek prelekcji, jakich można wysłuchać na imprezie, wspomnieć tylko o tej poświęconej erotyce w RPG. No hej, blok programowy oferuje masę najróżniejszych spotkań, debat, wykładów z udziałem znanych i nieznanych twórców, fachowców i amatorów, a większość z tych wydarzeń ma spektakularną frekwencję. Pisanie w ten sposób o takiej imprezie to mniej więcej coś takiego, jakby w relacji z przedwczorajszego czy wczorajszego meczu ograniczyć się do uwag na temat tego, że facet siedzący obok miał niedopasowane skarpetki do butów, a przelatujący w piętnastej minucie meczu gołąb o mało nie narobił nam na głowę.

Czytałem więc ten artykuł z „Newsweeka” i myślałem sobie o Queneau, ale to, co w literaturze pięknej celne i pożądane, w literaturze faktu i dziennikarstwie nie uchodzi. Takie artykuły krojone pod tezę budzą niesmak. Nabijanie się z fanów, że tacy dziwni i śmieszni, jest już od dawna passé, zwłaszcza w czasach, kiedy to nieco podrośnięci fani rządzą branżą informatyczną i show-businessem, a zachowania i gatunki niegdyś niszowe, dziś przejmowane są przez szerokie rzesze konsumentów kultury. A już w ogóle nie rozumiem takiej postawy w dobie, kiedy miażdżąca większość ludzi w naszym (i pewnie wszelkich innych) kraju pozostaje kompletnie bierna, obojętna: zero zainteresowań, zero fascynacji, wszystko mają gdzieś. I to ma być normalne?

Powiązane treści:
Fani to ludzie z pasją Relacja z Pyrkonu 2018

Najpierw istotne wyjaśnienie: to był mój pierwszy Pyrkon. Bywałem w życiu na różnych festiwalach, także na (nielicznych) konwentach, ale nie jestem kimś, o kim można by powiedzieć „fan” czy „członek fandomu”. Przyjechałem na Pyrkon zwabiony sławą tej imprezy, ale nade wszystko by dokonać – przepraszam za wyrażenie – „obserwacji uczestniczącej”. Byłem więc jak „prawie-obcy w zasadniczo-jednak-obcym kraju”.



więcej
Zakończył się Pyrkon. Ogłoszono na nim nominacje do Nagrody im. Janusza Zajdla

Zakończył się poznański Festiwal Fantastyki Pyrkon. Ogłoszono na nim nominacje do Nagrody Fandomu Polskiego im. Janusza A. Zajdla za rok 2018 – wyróżniono siedem powieści i sześć opowiadań. Po trzy nominacje zdobyły Marta Kisiel i Krystyna Chodorowska!



więcej

Pokaż wszystkie aktualności
Komentarze
Autor:  Tomasz |  wypowiedzi: 71  [pokaż ostatnią] Odpowiedź
książek: 804
Airain
10-05-2019 13:29
Bo normalni ludzie to się interesujom grilowaniem, serialami i piłkom nożnom, a nie jakimiś figlimiglami i przebierankami. Facet kucyki hce obmacywać - zara widać, ze zboczeniec. I czeba zdrowom czenść narodu pszed takimi oszczec.
książek: 306
Maciek
10-05-2019 13:43
No właśnie, lewaki ... A nie, czekaj :D
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 3475
czytamcałyczas
10-05-2019 14:40
Można połączyć, oglądać mecz w pr
zebraniu elfa.
książek: 1789
Renax
11-05-2019 08:07
Nie znam imprezy, wiec o jej jakości nie chcę się wypowiadać, ale zastanawia mnie po czym widać, że ktoś jest 'sfrustrowany' i 'szuka seksu'? Jeśli nie mówimy o ekshibicjoniście w czarnym płaszczu w parku, ale o przeciętnym Kowalskim. Bo mnie się wydaje, że tego nie widać.
książek: 3475
czytamcałyczas
11-05-2019 09:09
Sex można znaleść nie tylko na Pyrkonie.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 67
Anachronist
11-05-2019 16:27
Nie dziwcie się ludeczkowie młodzi i starzy, jak się chce przypiąć 'mordę' do jakiegoś 'eventu' to się przypnie. Ja tam na Pyrkonie nigdy nie byłam ale nie przeszkadza mi to w docenianiu konkretnych zainteresowań które mobilizują ludzi w różnym wieku do czytania fantasy, szycia kostiumów, jechania na zloty po kilkaset kilometrów, uczestnictwa w prelekcjach z własnej woli czy nawet sprzedawania... Nie dziwcie się ludeczkowie młodzi i starzy, jak się chce przypiąć 'mordę' do jakiegoś 'eventu' to się przypnie. Ja tam na Pyrkonie nigdy nie byłam ale nie przeszkadza mi to w docenianiu konkretnych zainteresowań które mobilizują ludzi w różnym wieku do czytania fantasy, szycia kostiumów, jechania na zloty po kilkaset kilometrów, uczestnictwa w prelekcjach z własnej woli czy nawet sprzedawania tych szklanych paciorków i perkaliku na stoiskach. Przykro trochę że Newsweek bawi się teraz w takie tanie gierki jak opluwanie fandomu ale trudno, co cię nie dobije to cię wzmocni. A przynajmniej trzeba mieć taką nadzieję. Letnia Noc Simmonsa? No warto było odwiedzić ten wątek choćby dla tej jednej informacji - chcę przeczytać!
pokaż więcej
książek: 3475
czytamcałyczas
11-05-2019 18:30
Ale ja już się gubię,fajny ten Pyrkon w końcu czy nie :-)
książek: 156
Izabella
11-05-2019 20:37
O ile tylko lubisz szeroko rozumianą fantastykę to fajny. Wielkość i mnogość opcji przerażają, ale gdy się wszystko ogarnie można pójść na wiele fajnych prelekcji, spotkać autorów czy po prostu podyskutować z ludźmi zainteresowanymi tym samym tematem.
Aa... I oczywiście zdobyć autografy, kupić nowości (czasem przedpremierowe jak w przypadku Dzikiego Dziecka Miłości Jadowskiej).
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany. Logowanie

Opinie czytelników


O książce:
W poszukiwaniu szczęścia

Historia Anki od samego początku bardzo przypadła mi do gustu. Już od pierwszego zdania wiadomo, że z pewnością będzie to książka zabawna i pociesza...

zgłoś błąd zgłoś błąd