-
Artykuły
Czytamy w weekend. 1 maja 2026
LubimyCzytać488 -
Artykuły
Literacki fenomen z Zurychu. „Lázár” hitem roku i międzynarodowym sukcesem!
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Najpierw książka, później film - nadchodzące ekranizacje (30.04)
LubimyCzytać3 -
Artykuły
Przeczytaj fragment nowej powieści szpiegowskiej Roberta Michniewicza!
LubimyCzytać3
Biblioteczka
2026-03-27
2026-02-01
2026-01-01
2025-12-17
2025-11-22
Nudna, przekombinowana, naszpikowana pseudo-intelektualnymi wynurzeniami, z zakończeniem, które ma szokować i nadrobić ślamazarną fabułę. Nie nadrabia.
Nudna, przekombinowana, naszpikowana pseudo-intelektualnymi wynurzeniami, z zakończeniem, które ma szokować i nadrobić ślamazarną fabułę. Nie nadrabia.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025-09-15
Bardzo rozczarowująca.
Wiedziona falą zachwytu po przytulnej "Czereśnie...", postanowiłam zapoznać sie szerzej z dorobkiem pani Magdaleny.
W tej powieści panuje chaos a dowodzi mu wyjątkowo antypatyczna grupa bohaterów. Nie polubiłam nikogo, może z wyjątkiem Ani.
Miałam nieodparte wrażenie, że czytam szkic książki, który ktoś przypadkowo wydał przed korektą i nadaniem jej kształtu oraz - przede wszystkim - sensu.
Przemęczyłam z dużym niesmakiem.
Bardzo rozczarowująca.
Wiedziona falą zachwytu po przytulnej "Czereśnie...", postanowiłam zapoznać sie szerzej z dorobkiem pani Magdaleny.
W tej powieści panuje chaos a dowodzi mu wyjątkowo antypatyczna grupa bohaterów. Nie polubiłam nikogo, może z wyjątkiem Ani.
Miałam nieodparte wrażenie, że czytam szkic książki, który ktoś przypadkowo wydał przed korektą i nadaniem...
2025-09-13
2025-08-05
2025-06-26
2025-03-04
Lektura szybka, łatwa i przyjemna.
Duży plus za propagowanie zwiększenia ilości warzyw w diecie i zachęcanie do aktywności fizycznej.
Niemniej, porcja merytorycznych bubli i „cherry picking” przytaczanych badań naukowych oraz przytłaczająca ilość dowodów stricte anegdotycznych sprawia, że nie dołączę do fanklubu Glukozowej Bogini.
Czerwona lampka powinna zapalić się nam już na wstępie książki - gdzie mamy zrzeczenie się odpowiedzialności zarówno przez wydawcę, jak i autorkę oraz brak redakcji merytorycznej.
Lektura szybka, łatwa i przyjemna.
Duży plus za propagowanie zwiększenia ilości warzyw w diecie i zachęcanie do aktywności fizycznej.
Niemniej, porcja merytorycznych bubli i „cherry picking” przytaczanych badań naukowych oraz przytłaczająca ilość dowodów stricte anegdotycznych sprawia, że nie dołączę do fanklubu Glukozowej Bogini.
Czerwona lampka powinna zapalić się...
2024-05-26
2023-12-28
Zawiodłam się na tej książce. Początek może zmylić ale im dalej w las tym więcej drzew.
Dla mnie ta pozycja ma wydźwięk pseudo-naukowego bełkotu, który ma na celu przekonać czytelnika, że Twoje niepowodzenia nie są efektem podejmowania złych decyzji ale traumy pokoleniowej.
Nie chodzi o to, że całkowicie neguję koncepcję dziedziczonej traumy – jednak historyjki o tym, jak dziecko specjalnie urażało się w głowę w tym samym wieku jak jego mama była świadkiem pęknięcia tętniaka babci można włożyć między bajki. Czy to, że skaczesz z kwiatka na kwiatem jest spowodowane brakiem bliskiej relacji Twojego ojca z dziadkiem.
Takie rozumowanie nie tylko zdejmuje z nas ciężar odpowiedzialności ale też ujmuje naszej sprawczości. Nie to jest jednak najgorsze.
Absolutnie nie pojmuję jak autor może tak bezczelnie trywializować wpływ traum dzieciństwa, wymagając aby dzieci za wszelką cenę pogodziły się ze swoimi rodzicami. Twierdząc, że niezależnie od zadanych krzywd czy nadużyć, „rodzice (…) nie mieli takiego zamiaru” a gdy już nadejdzie moment naprawienia relacji z rodzicami (z inicjatywy jakżeby inaczej – dzieci), wszyscy będą żyli długo i szczęśliwie. Boże, widzisz i nie grzmisz. Jak można prawić dyrdymały o leczeniu ludzi z traumy mając takie podejście do tematu?
Ta książka jest szkodliwa i krzywdząca. Naprawdę nie warto czytać tych przesiąkniętych szamaństwem i mistycyzmem wynurzeń.
Zawiodłam się na tej książce. Początek może zmylić ale im dalej w las tym więcej drzew.
Dla mnie ta pozycja ma wydźwięk pseudo-naukowego bełkotu, który ma na celu przekonać czytelnika, że Twoje niepowodzenia nie są efektem podejmowania złych decyzji ale traumy pokoleniowej.
Nie chodzi o to, że całkowicie neguję koncepcję dziedziczonej traumy – jednak historyjki o tym,...
2023-11-04
Ta lektura wymagała ode mnie zbyt wiele wysiłku, by dobrnąć do końca.
Jak na powieść psychologiczną, wyjątkowo nużąca.
Jak na powieść erotyczną, zadziwiająco pozbawiona namiętności.
Przeszłam obok niej zupełnie obojętnie.
Ta lektura wymagała ode mnie zbyt wiele wysiłku, by dobrnąć do końca.
Jak na powieść psychologiczną, wyjątkowo nużąca.
Jak na powieść erotyczną, zadziwiająco pozbawiona namiętności.
Przeszłam obok niej zupełnie obojętnie.
Nie podoba mi się ogólny wydźwięk książki i ukazany w niej obraz martyrologii polskiej pielęgniarki.
Oglądałam wywiad z Weroniką w "Siedem metrów pod ziemią", więc wiedziałam jakiej narracji mogę się spodziewać. Jednak ten reportaż przeszedł moje najśmielsze oczekiwania.
Pielęgniarstwo to zawód. To praca, jak każda inna. Nie musisz czuć do niej „powołania”, nie musisz się w niej poświęcać w imię wyższych celów. Pielęgniarstwo to nie sposób na życie, sens istnienia. To PRACA, w której masz wykonywać swoje obowiązki profesjonalnie, zgodnie z aktualnymi wytycznymi, z należytą dbałością i szacunkiem wobec drugiego człowieka. I tyle.
I uwaga! Spieszę zrewolucjonizować światopogląd autorki – zdrowie i bezpieczeństwo personelu jest najważniejsze. W ratownictwie medycznym podstawową zasadą jest bezpieczeństwo ratownika w myśl maksymy „dobry ratownik to żywy ratownik”. Jeśli będąc na dyżurze ignorujesz własne potrzeby fizjologiczne, nie jesz, nie pijesz to nie pomagasz nikomu. Gdy Ty zasłabniesz, kto zaopiekuje się pacjentami? Kto udzieli pomocy Tobie? Rozumiem stan wyższej konieczności, gdy stan pacjenta nagle się pogarsza lub trwa reanimacja. Ale jeśli masz okazję zasiąść do posiłku, do którego masz PRAWO ponieważ nawet w pielęgniarstwie obowiązują podstawowe zasady BHP, zrób to. Pacjent/rodzina/ lekarz wzywa Cię do sprawy, która może poczekać 10 minut i nikomu nie stanie się krzywda? Zjedz swój posiłek, wypij kubek herbaty. Nie jesteś robotem. Nie rób z siebie męczennicy pańskiej. Upadł pacjent ważący 100kg a jesteście na dyżurze we dwie? Dzwoń po lekarza dyżurnego, po pomoc z innego oddziału. Szanuj swoje zdrowie w równej mierze jak dbasz i zabiegasz o zdrowie pacjentów.
Jeśli po wyjściu z oddziału, po przegadaniu emocjonującego zdarzenia z dyżuru nie jesteś w stanie przestać myśleć o pacjentach – zmień zawód. W ten sposób rodzi się wypalenie zawodowe. W ten sposób sabotujesz samą siebie, swój związek, swoje życie. Zgadzam się z tym, że pomoc psychologiczna dla medyków to fikcja. Jeśli mąż Cię nie rozumie, pogadaj z koleżanką. Udzielaj się na forach internetowych. Idź do psychologa prywatnie.
Ten reportaż miał w zamyśle przybliżyć zawód pielęgniarki. Jestem pielęgniarką – młodą, z kilkuletnim doświadczeniem na trzech różnych oddziałach, wykształconą. Wykonuje swoją pracę sumiennie. Po pracy cieszę się życiem. Konfliktów personalnych w pracy nie zamiatam pod dywan. Zgłaszam źle wpisane zlecenia lekarskie. Proponuję badania, leki, sposób postępowania z pacjentem. Przyznaję się do błędów i niewiedzy. Zrezygnowałam z drugiego etatu i nie muszę jeść suchego chleba. Przede wszystkim - mam nadzieję, że nigdy nie stanę się gloryfikowaną przez autorkę służebnicą.
Książka bardzo chaotyczna, pobieżna i szablonowa w ukazywaniu realiów zawodu. Najsłabsza ze wszystkich pozycji ukazujących pracę medyków, z którymi miałam styczność.
Nie podoba mi się ogólny wydźwięk książki i ukazany w niej obraz martyrologii polskiej pielęgniarki.
Oglądałam wywiad z Weroniką w "Siedem metrów pod ziemią", więc wiedziałam jakiej narracji mogę się spodziewać. Jednak ten reportaż przeszedł moje najśmielsze oczekiwania.
Pielęgniarstwo to zawód. To praca, jak każda inna. Nie musisz czuć do niej „powołania”, nie musisz...
2022-02-10
2013-03-25
Po raz pierwszy poddałam się i nie dokończyłam książki.
Do 180str NIC się nie wydarzyło.
Gratuluję wytrwałości wszystkim tym, którzy dobrnęli do 432str. Szacun
Po raz pierwszy poddałam się i nie dokończyłam książki.
Do 180str NIC się nie wydarzyło.
Gratuluję wytrwałości wszystkim tym, którzy dobrnęli do 432str. Szacun
2022-06-12
„Otwiera we mnie spust i strzela lepkimi pociskami, a ja daję się rozstrzelać. Już chyba do cna zalepia mi nasieniem szyjkę macicy”.
Czy czujesz już jak poczucie zażenowania niepostrzeżenie spowija Twój umysł a komórki mózgowe błagają o litość? Oswój się z tym wrażeniem, będzie Twoim wiernym towarzyszem podczas tej lektury.
Anna Przebłysk, wyraźnie zafascynowana dorobkiem artystycznym Rocco Siffredi, postanowiła opisać historię inicjacji seksualnej Tarzana z punktu widzenia polskiej Jane – notabene, swojej imienniczki. Wprowadzanie w arkana sztuki miłosnej odbywa się pod okiem doktora MacDonalda, co jak przypuszczam ma nadać temu przedsięwzięciu znamiona badań naukowych. Niestety, jakichkolwiek przejawów myśli analitycznych, szczątków wiedzy z zakresu antropologii i psychologii czy zdrowego rozsądku ze świecą szukać.
W nadmiarze możemy natomiast znaleźć co następuje:
• Zdrobnienia – bluzeczki, walizeczki, nóżeczki, majteczki w kropeczki
• Radosne nazewnictwo narządów płciowych – penis porównywany jest do obiektów natomiast pochwa bywa brzoskwinką, Małą Mi, cudną muszelką, wyzwalaczką rozkoszy
• Równie radosną twórczość opisującą akty seksualne - „Jego penis odgarnia na boki me różowe firaneczki”
• Niedorzeczną fabułę
• Rymowanie
• Bardzo dziwną składnie zdań
• Wklęsłe łona, falujący biusty, które przynoszą orzeźwiające podmuchy wiatru czy ruchy posuwisto-zwrotne
• Członków rodziny Tarzana, którzy albo otwarcie dopytują Annę czy Tarzan „zrobił jej dobrze, ale tak naprawdę dobrze” lub wręcz są świadkami ich miłosnych uniesień
• Kuriozalne oburzenie Anny, gdy zostaje nazwana prostytutką – wszak przeszłość odchodzi w zapomnienie z chwilą opuszczenia pokładu samolotu ;)
Brak mi słów, aby wyrazić co czułam czytając to bardzo, bardzo, bardzo złe porno. Najbliższe prawdzie będzie CRINGE. Aby podsumować wartość tego wątpliwej jakości erotyka, przytoczę fakt użycia przez Annę majonezu jako lubrykantu podczas stosunku analnego – tak, główna bohaterka wysmarowała sobie odbyt majonezem a następnie uprawiała seks.
Nie rozumiem, dlaczego ktoś to napisał.
Nie rozumiem, dlaczego ktoś to wydał.
Nie rozumiem, dlaczego na okładce jest zapowiedź tomu drugiego.
Dlaczego?
„Dawid dwa razy odpalił mi atomówkę. Hiroszimę zrobił od tyłu, a Nagasaki od przodu językiem”.
„Otwiera we mnie spust i strzela lepkimi pociskami, a ja daję się rozstrzelać. Już chyba do cna zalepia mi nasieniem szyjkę macicy”.
Czy czujesz już jak poczucie zażenowania niepostrzeżenie spowija Twój umysł a komórki mózgowe błagają o litość? Oswój się z tym wrażeniem, będzie Twoim wiernym towarzyszem podczas tej lektury.
Anna Przebłysk, wyraźnie zafascynowana...
2022-02-21
Najbardziej w serii "Oddychając z trudem" szokuje mnie tak wysoka ocena na LC. Czy ja na pewno czytałam te same książki?
W mojej wersji "Wydechu" bohaterowie pozostają bezbarwni i banalni w swojej stereotypowości. Ona, On i Ten Trzeci uwikłani w zagmatwanie z poplątaniem. Czytając kolejne rozdziały, w których akcja posuwała się jak mucha w smole, miałam nieodparte wrażenie, że sama autorka nie wie dokąd zmierza. Czy ma to być powieść obyczajowa, erotyczna, psychologiczna? Czemu ma służyć przedstawianie dwudziestoparolatków jako bandy zniewolonych własnym libido capów? Dlaczego Mikołajczyk stawia jako sens istnienia posiadanie "drugiej połówki" i gloryfikuje dążenie po trupach do celu, aby ją usidlić? Dlaczego neguje kwestię zdrady i propaguje archaiczne definiowanie "pełnego/prawdziwego" seksu jako penetracji penisem?
Być może jestem za stara i ten rodzaj powieści już do mnie nie trafia? Potrafię czytać lektury o tematyce dojrzewania do pierwszych poważnych związków i nie cierpieć katuszy. Ta seria pozostawia mnie jednak z dużym niesmakiem - głównie przez sposób wykreowania sylwetki Leny.
Wątek rzekomej traumy Leny uważam za siarczysty policzek wymierzony w stronę ofiar napaści na tle seksualnym - autorka wykazuje się fundamentalnym brakiem jakiejkolwiek wiedzy z tej dziedziny. Sposób w jaki kreuje Adama na zbawcę, anioła i uzdrowiciela Leny oraz sugerowanie, że druga osoba/partner/kochanek jest w stanie uleczyć nas swoją miłością po druzgocącym ataku jest oburzający. Dla mnie tak strywializowany obraz PTSD jest potencjalnie krzywdzący - szczególnie, że odbiorcami Mikołajczyk są osoby młode.
Rzadko poddaję się w trakcie czytania serii, jednak w tym przypadku mówię "żegnaj" - już więcej tutaj nie wrócę.
Najbardziej w serii "Oddychając z trudem" szokuje mnie tak wysoka ocena na LC. Czy ja na pewno czytałam te same książki?
W mojej wersji "Wydechu" bohaterowie pozostają bezbarwni i banalni w swojej stereotypowości. Ona, On i Ten Trzeci uwikłani w zagmatwanie z poplątaniem. Czytając kolejne rozdziały, w których akcja posuwała się jak mucha w smole, miałam nieodparte...
2022-02-01
Przemęczyłam 1/3 i wysiadam.
Pomysł na fabułę uroczy ale wykonanie jest bardzo ślamazarne, akcja nawet się nie toczy do przodu a wręcz cofa momentami.
Przemęczyłam 1/3 i wysiadam.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPomysł na fabułę uroczy ale wykonanie jest bardzo ślamazarne, akcja nawet się nie toczy do przodu a wręcz cofa momentami.