-
Artykuły
Czytamy w weekend. 17 kwietnia 2026
LubimyCzytać313 -
Artykuły
"Malarz" Piotra Chomczyńskiego - mamy dla Was 30 egzemplarzy książki
LubimyCzytać4 -
Artykuły
Wiosenne porządki w księgarni Matras. Setki hitów już od 5 złotych!
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Jak dobrze znasz Katarzynę Bondę? Alfabet pisarki.
LubimyCzytać12
Biblioteczka
Jak można było wypuścić tak skandaliczne tłumaczenie? Tego nie da się czytać.
Ocena dotyczy WYŁĄCZNIE tłumaczenia, a raczej "tłumaczenia".
Jak można było wypuścić tak skandaliczne tłumaczenie? Tego nie da się czytać.
Ocena dotyczy WYŁĄCZNIE tłumaczenia, a raczej "tłumaczenia".
Ok, jestem na str 676 i już wiem, że nie przebrnę do końca. Dla pełni informacji dodam, że nie do przejścia jest dla mnie scena spontanicznej, żenująco naiwnej pogadanki ideologicznej, którą toczą na tej stronicy wychowankowie Paziny. Stopień perswazji i naiwnego debilizmu, który tu jest zaprezentowany wywraca mi bebechy.
Ogólnie książka jest straszliwym rozczarowaniem. Dużo się dzieje, w dodatku dzieje się na ostro - strzelaniny, pościgi, wojny gangów - ale kluczowe zwroty akcji są kompletnie bez sensu. Cała historia Jacusia to jest miotanie się od ściany do sciany. Nie będę spojlerowal, ale chłop po prostu przechodzi całe spektrum skrajnych postaw, jak nie przymierzając postać z komiksu.
Dodatkowo, w którymś momencie nieznośny staje się styl narracji - monotonnie pesymistyczny, ale to jest pesymizm w stylu 17-latka, który odkrył, że w życiu nie jest tak jak na filmie z happy endem. Opisy w pewnym momencie zaczynają drażnić swoją pretensjonalnością: jeśli akurat niebo jest pochmurne, to Żulczyk sadzi: "niebo miało kolor niespełnionych marzeń", czy coś w tym stylu.
No i na koniec perswazja ideologiczna - pisarz grzeszy naiwnością polityczno-poglądową. Dośc powiedzieć, że pandemia, będąca tłem całej opowieści jest malowana niczym apokalipsa (rozdzierająca serce scena na podjeździe do pogotowia, gdzie w kolejce czeka rząd karetek, ktoś tam leży na trawniku i rzęzi i nikt nie zwraca na to uwagi itp.), w duchu rozpaczliwych raportów telewizyjnych o procencie zajętości respiratorów. Na serio mam wrażenie, że Żulczyk traktuje śmiertelnie poważnie przekazy mainstreamowych mediów, typu TVN.
Ok, jestem na str 676 i już wiem, że nie przebrnę do końca. Dla pełni informacji dodam, że nie do przejścia jest dla mnie scena spontanicznej, żenująco naiwnej pogadanki ideologicznej, którą toczą na tej stronicy wychowankowie Paziny. Stopień perswazji i naiwnego debilizmu, który tu jest zaprezentowany wywraca mi bebechy.
Ogólnie książka jest straszliwym rozczarowaniem....
Kupiłem, zachęcony lekturą "Książeczki wojskowej", ale spotkało mnie przykre rozczarowanie.
Pierwszy zgrzyt: książkę na tylniej stronie okładki polecają Zbigniew Hołdys i Andrzej Saromonowicz, dwaj ultra-Fajnopolacy.
Drugi zgrzyt: motto. "Był to człowiek tak nieszczęśliwy, iż znajomi zaczęli go podejrzewać, że jest Polakiem" - Victor Henri Rochefor. Ciężko by mi było wymyślić bardziej warszawkowo-newsweekowe motto.
Trzeci i ostatni zgrzyt: zawartość książki. Tak naprawdę to jest prezent dla kumpli, ponieważ zebrane anegdoty są w większości miałkie, błahe i straszliwie wysilone, jakby te "błyskotliwe" riposty były obmyślane długo podczas bezsennej nocy, z zamiarem popisania się przed kolegami, tak żeby im zapadło w pamięć i wrzucili to do książki z anegdotami. Ale, jak pisał Raymond Chandler: nawet najcięższy wysiłek nie zastąpi talentu.
Okrutny zawód, odradzam osobom zachęconym wspomnianą "Książeczką wojskową".
Kupiłem, zachęcony lekturą "Książeczki wojskowej", ale spotkało mnie przykre rozczarowanie.
Pierwszy zgrzyt: książkę na tylniej stronie okładki polecają Zbigniew Hołdys i Andrzej Saromonowicz, dwaj ultra-Fajnopolacy.
Drugi zgrzyt: motto. "Był to człowiek tak nieszczęśliwy, iż znajomi zaczęli go podejrzewać, że jest Polakiem" - Victor Henri Rochefor. Ciężko by mi było...
Nie przeczytałem do końca i nie wiem czy tego dokonam.
Zatrzymałem się zanim doszedłem do omówienia tytułowego zagadnienia, ponieważ autor na początku postanawia dać tło dla przyszłych rozważań, co sprowadza się do jechania po Jankesach i Zachodzie. Dowiemy się więc, że przeciętny Amerykanin to gamoń, a Stany to dziki, straszny kraj (nie to co Rusland). I ok, facet mógł na tym poprzestać, ale z radości, że mu tak dobrze idzie pisanie i żeby przypodobać się swojemu oficerowi prowadzącemu, postanowił dokręcić śrubę i postawić kropkę nad i, a posługując się poetyką tego miłującego kraju - strzelić czytelnikowi w potylicę argumentami ostatecznymi.
Powołuje się na znajomego profesora paryskiej politechniki, który donosi, że studenci, absolwenci, a nawet doktoranci (sic!), nie potrafią dodawać ułamków, nie wiedzą ile to 7*8 i myślą, że 3/6 = 1/3.
Są to brednie wyssane z brudnego palucha, który kisił się cały dzień zawinięty w onucę.
No ale czego się nie robi (pisze) żeby tylko nic nie zobaczyć na nieruchomej twarzy cara.
Nie przeczytałem do końca i nie wiem czy tego dokonam.
Zatrzymałem się zanim doszedłem do omówienia tytułowego zagadnienia, ponieważ autor na początku postanawia dać tło dla przyszłych rozważań, co sprowadza się do jechania po Jankesach i Zachodzie. Dowiemy się więc, że przeciętny Amerykanin to gamoń, a Stany to dziki, straszny kraj (nie to co Rusland). I ok, facet mógł na...
Science-fiction dla naiwnych. Łzawa, czułostkowa, zmyślona historia o dobrym esesmanie o duszy 19-wiecznego romantyka (co chwilę płacze i przeżywa silne wzruszenia, wszystko w realiach obozów zagłady). Niewiarygodne są realia (co chwila wspomina się chociażby o Polsce - tak jakby istniała sobie ona jak gdyby nigdy nic) ani, przede wszystkim, opisany model mentalny i moralny przedstawionych postaci. Są to bowiem figury z serialu obyczajowego dla gospodyń domowych, przetransportowane w rzeczywistość Zagłady, z lekka tylko przyfastrygowane, aby mniej-wiecej pasować do rekwizytów reprezentujących epokę.
Czyta się szybko, ale wartość merytoryczna jest żadna. Gwiazdki tylko za poprawność literacka i łatwość lektury.
Science-fiction dla naiwnych. Łzawa, czułostkowa, zmyślona historia o dobrym esesmanie o duszy 19-wiecznego romantyka (co chwilę płacze i przeżywa silne wzruszenia, wszystko w realiach obozów zagłady). Niewiarygodne są realia (co chwila wspomina się chociażby o Polsce - tak jakby istniała sobie ona jak gdyby nigdy nic) ani, przede wszystkim, opisany model mentalny i moralny...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWakacyjny odmóżdżacz do przeczytania na plaży. Rapsy z głośników ani wrzaski dzieci nie spowodują utraty wątku, bo fabuła jest prosta jak recepty gospodarcze socjalistów. Język i styl poprawne, wyrafinowania literackiego nie stwierdzono, realia historyczne to cienki sztafaż, w dodatku wybujały w iście komiksowe fantasmagorie (partyzant-robocop, honorowi komuniści itp.). Autor zamiast katować się maratonami vhs-owych slasherów powinien poczytać coś z literatury i opracowań historycznych, najlepiej różnorodnych, a nie tylko fajnopolackich.
Wakacyjny odmóżdżacz do przeczytania na plaży. Rapsy z głośników ani wrzaski dzieci nie spowodują utraty wątku, bo fabuła jest prosta jak recepty gospodarcze socjalistów. Język i styl poprawne, wyrafinowania literackiego nie stwierdzono, realia historyczne to cienki sztafaż, w dodatku wybujały w iście komiksowe fantasmagorie (partyzant-robocop, honorowi komuniści itp.)....
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toRozdział o Putinie jest prawie dosłownie przepisany z książki "Wowa, Wołodia, Władimir. Tajemnie Rosji Putina" Krystyny Kurczab-Redlich. Za plagiat - jedna gwiazdka.
Rozdział o Putinie jest prawie dosłownie przepisany z książki "Wowa, Wołodia, Władimir. Tajemnie Rosji Putina" Krystyny Kurczab-Redlich. Za plagiat - jedna gwiazdka.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Ta książka to niezły horror wychowawczy. W PRLu nie było mowy o wychowaniu bezstresowym. Tutaj z błahego w gruncie rzeczy powodu rodzice praktycznie odwracają się od własnego dziecka, zostawiają go samego, wskutek czego ten stacza się na samo dno, którym jest - uwaga, to nie żart - sprzedawanie biletów przed kinem jako tzw. konik.
Troszke się podsmiewam, ale w gruncie rzeczy rzecz jest niewesoła. Ci rodzice, urządzający swojemu dziecku horror odrzucenia i braku wsparcia, to prawdopodobnie pokolenie wojenne, dla którego życie nie było świetną zabawą.
Ta książka to niezły horror wychowawczy. W PRLu nie było mowy o wychowaniu bezstresowym. Tutaj z błahego w gruncie rzeczy powodu rodzice praktycznie odwracają się od własnego dziecka, zostawiają go samego, wskutek czego ten stacza się na samo dno, którym jest - uwaga, to nie żart - sprzedawanie biletów przed kinem jako tzw. konik.
Troszke się podsmiewam, ale w gruncie...
2019-08-18
Książka otwierającą oczy. Jeśli znasz "sprawę Komendy" tylko z nagłówków newsów lub z kilkudziesięciusekundowych migawek w Wiadomościach (czyli równie dobrze mogłem napisać: "jeśli należysz do 99% społeczeństwa"), to tak naprawdę nic o tej sprawie nie wiesz. Z tej książki też wszystkiego się nie dowiesz, ale dowiesz się wystarczająco wiele, aby zrozumieć: 1) na jakim świecie żyjemy, 2) w jakim kraju żyjemy, 4) jaki jest stan polskiego wymiaru sprawiedliwości, 4) ile mieliśmy szczęścia, że nie byliśmy na zabawie sylwestrowej 31 grudnia 1996 w dyskotece Alcatraz w Miłoszycach. Osobiście umieściłbym książkę na liście lektur obowiązkowych, z przyczyn jak powyżej, ale także dlatego, że jest świetnie napisana.
Książka otwierającą oczy. Jeśli znasz "sprawę Komendy" tylko z nagłówków newsów lub z kilkudziesięciusekundowych migawek w Wiadomościach (czyli równie dobrze mogłem napisać: "jeśli należysz do 99% społeczeństwa"), to tak naprawdę nic o tej sprawie nie wiesz. Z tej książki też wszystkiego się nie dowiesz, ale dowiesz się wystarczająco wiele, aby zrozumieć: 1) na jakim...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2018-03-13
Kurde, jaka to świetna książka. Zasiadałem do lektury bez większych oczekiwań, a nawet może troszkę oczekiwałem lekkiego zawodu, jako, że wcześniej czytałem Kod Leonarda da Vinci i z lektury tej pozostało mi wrażenie, że Dan Brown to, co prawda, pracowity, ale jednak radosny grafoman.
No cóż, myliłem się. "Anioły i demony" to wspaniała sensacja, w moim przekonaniu jedno ze szczytowych osiągnięć gatunku. Świetna intryga, mnóstwo ciekawostek historycznych, a do tego, jak się człowiek uprze, to znajdzie tutaj inspirację do zadania sobie kilku waznych pytań.
Naprawdę polecam, zwłaszcza, jeśli na dżwięk "Dan Brown" reagujesz ironicznym uśmieszkiem i poprawiasz okulary na nosie.
Kurde, jaka to świetna książka. Zasiadałem do lektury bez większych oczekiwań, a nawet może troszkę oczekiwałem lekkiego zawodu, jako, że wcześniej czytałem Kod Leonarda da Vinci i z lektury tej pozostało mi wrażenie, że Dan Brown to, co prawda, pracowity, ale jednak radosny grafoman.
No cóż, myliłem się. "Anioły i demony" to wspaniała sensacja, w moim przekonaniu jedno ze...
Ta książka była drukowana pierwotnie w odcinkach w Dużym Formacie - dodatku do Gazety wyborczej. Fakt ten tłumaczy wiele słabości, które dręczą omawianą pozycję. Jednak nawet biorąc poprawkę na to, książka i tak się nie broni.
Jest to taka pozycja, wobec której ręce opadają, która nie ma ani początku, ani środka, ani końca. Nie ma żadnego morału, bo książka w ogóle nie dąży donikąd. W dodatku, nie dość, że fatalna, to jeszcze bardzo pesymistyczna - podwójny kac murowany.
Nie polecam, a wręcz odradzam.
Ta książka była drukowana pierwotnie w odcinkach w Dużym Formacie - dodatku do Gazety wyborczej. Fakt ten tłumaczy wiele słabości, które dręczą omawianą pozycję. Jednak nawet biorąc poprawkę na to, książka i tak się nie broni.
Jest to taka pozycja, wobec której ręce opadają, która nie ma ani początku, ani środka, ani końca. Nie ma żadnego morału, bo książka w ogóle nie dąży...
Zadziwiająco miałka, przeciętna do bólu literatura wagonowa. Zadziwiająco, bo to Psy i Pasikowski, czyli ongiś gwarancja ostrych, kontrowersyjnych treści i tez. Ale to było dawno i nieprawda. Pasikowski po latach okazał się nieledwie epigonem Wajdy - zaczął kręcić patetyczne filmy patriotyczne ("Jack Strony", "Kurier") i okazywać przywiązanie do wartości neoliberalnych. Okazał się jeszcze jednym, nieodrosłym synem transformacji i wczesnego, gazetowo-wyborczego post-komunizmu: dostajemy tu np. zdumiewający obraz Walęsy jako mądrego prezydenta, państwowca, który jak dobry car, albo jak Bierut z czytanek, czuwa i pamięta o skromnych, maluczkich bohaterach, takich jak Morawiec (przysięgam, że nie zmyśliłem tego, tak jest w książce).
Reżyser, scenarzysta i pisarz na starość stracił zęby również w dziedzinie obmyślania fabuły i perypetii - treść książeczki jest prosta, schematyczna, bezbarwna i nużąca. Dość powiedzieć, że jednym z głównych motywów jest tajemnica tożsamości głównego czarnego charakteru - tajemniczej osoby, która dynie na życie i zdrowie Franza i Nowego. Otóż na koniec poznajemy tożsamość tego kogoś i powiedzieć, że to jest mokry kapiszon, to tak jakby nic nie powiedzieć. Miałkość i bezbarwność tej rewelacji to doskonałe podsumowanie i ekstrakt tej prozy.
Jedyną jej wartością jest dopięcie całego cyklu "Psów", bo zgodnie z tytułem jest to pomost między częścią drugą i trzecią, wyjaśniający skąd Franz znalazł się w polskim więzieniu, mimo że w finale części drugiej pożegnaliśmy go na plaży w Nowej Zelandii.
Zadziwiająco miałka, przeciętna do bólu literatura wagonowa. Zadziwiająco, bo to Psy i Pasikowski, czyli ongiś gwarancja ostrych, kontrowersyjnych treści i tez. Ale to było dawno i nieprawda. Pasikowski po latach okazał się nieledwie epigonem Wajdy - zaczął kręcić patetyczne filmy patriotyczne ("Jack Strony", "Kurier") i okazywać przywiązanie do wartości neoliberalnych....
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to