-
Artykuły
Crime Story: pierwsze takie wydarzenie autorskie w Polsce
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Wielkanoc z książką i nie tylko – czytelnicze oraz kreatywne pomysły na prezent
LubimyCzytać3 -
Artykuły
Wielka Wiosenna Wyprzedaż w Matras.pl: tysiące książek nawet 80% taniej
LubimyCzytać2 -
Artykuły
Jon Frederickson i jego książka „Kłamstwa, którymi żyjemy”, czyli o poznaniu samych siebie oczami psychoterapeuty
LubimyCzytać2
Biblioteczka
2022-02-26
2022-07-14
Początek zapowiadał się naprawdę dobrze - opisy dzieciństwa u dziadków są po prostu przeurocze. Jednak potem zamienia się to w festiwal wymieniania, jak wiele Magda zawdzięcza komunistom, co dodatkowo nasączone jest opisami jaka to ona piękna, zniewalająca, ARYSTOKRACJA i KSIĘŻNICZKA. Komuniści wiedzieli co robią, rezerwując luksusy dla pracowników blisko partii, bo jak widać szybko wdrukowują się w tożsamość osoby - do tego stopnia, że zupełnie zwykła dziewczyna uważa się za księżniczkę. I bynajmniej nie ze względu na królewskie maniery (bo ich brak pozostał do dziś), lecz na stan posiadania, na wysoką pozycję w hierarchii (spróbuj podskoczyć córeczce PRL-owskiego korespondenta), czy możliwość realizacji kaprysów, gdy inni tyrają jak woły i nic z tego nie mają. Ręce opadają, jak w tym wszystkim Magda próbuje się jeszcze kreować na antysystemowca. Czasem milczenie jest złotem.
Potem już praktycznie 2/3 książki to opisy miłości, jakich nie widział świat. Chciałby człowiek trochę poczytać o aspektach kulinarnych, za to ma kolejne opisy, jak to Magda jeszcze w latach 70 czy 80 podróżowała samolotami tak jakby to były autobusy miejskie, kupowała domy jakby co najmniej był wolny rynek. Wszystko zawdzięcza osobowości i blond loczkom. Opisuje kolejne zdrady czy traktowanie bliskich jak śmieci jako część barwnej osobowości. Na koniec nawet w Polsce z lat 90 przydatne okazały się kontakty do dobrze ustawionych ludzi.
Tak jak wcześniej postać Magdy budziła we mnie sympatię (myślałam, że to całkiem dobra restauratorka, którą wykreował TVN), tak teraz rozumiem czemu niektórzy mówili, że to resortowe dziecko, które byłoby nikim bez układów. No i spoko, niby nikt nie wybiera w jakiej rodzinie się rodzi, ale potem paplać na prawo i lewo o "arystokracji" i "księżniczce" by cię jeszcze za to podziwiali jest po prostu niesmaczne. Można było napisać to samo bez tej potężnej dawki megalomanii, można było skupić się na części kulinarnej, można było w ogóle nic nie pisać.
Początek zapowiadał się naprawdę dobrze - opisy dzieciństwa u dziadków są po prostu przeurocze. Jednak potem zamienia się to w festiwal wymieniania, jak wiele Magda zawdzięcza komunistom, co dodatkowo nasączone jest opisami jaka to ona piękna, zniewalająca, ARYSTOKRACJA i KSIĘŻNICZKA. Komuniści wiedzieli co robią, rezerwując luksusy dla pracowników blisko partii, bo jak...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2022-08-19
2022-09-02
Ta książka jest tak dobra, że mogłaby być fitnessowym klasykiem przetłumaczonym z angielskiego i bym w to uwierzyła. Aż dziwne, że można u nas wydać tak aktualną, rzetelną i dopracowaną książkę.
"Facefitness" jest niesamowity pod względem merytorycznym. Autorka wprowadza nas w tematy, które nawet w środowiskach trenerskich wciąż uchodzą za nowinki i głębszy poziom wtajemniczenia - mam na myśli taśmy anatomiczne, trening powięziowy i wiele innych. Stąd też większość książki to tłumaczenie różnych składowych, które na koniec stają się widoczne na twarzy. Tematy te są rozległe, skomplikowane i dla wielu osób trudne do zrozumienia, jednak autorce udało się je wytłumaczyć "jak dla 5-letniego dziecka", co dodatkowo potwierdza jej ekspercką wiedzę.
Książka zaskoczyła mnie także jakością ilustracji i wydania. Nawet w atlasach anatomicznych nikomu się nie chce tworzyć czytelnych ilustracji, tu zaś mamy uproszczone rysunki z zaznaczeniem kolorami, dzięki czemu zlokalizowanie omawianych mięśni staje się dziecinnie proste. Również skład tekstu jest tu na najwyższym poziomie.
Na kolejną pochwałę zasługuje omówienie dostępnych zabiegów medycyny estetycznej w ujęciu biomechaniki i procesów metabolicznych, co pozwala nam przewidzieć, co będzie za kilka lat.
Obszerna bibliografia, bogata w dobrane z akademicką precyzją źródła, stanowi zwieńczenie świadczące o poziomie tej publikacji.
Książkę Kateryny Atamanovej polecam każdej osobie zainteresowanej fitnessem, w szczególności trenerom jako idealny materiał do "połączenia kropek", jak różne procesy wpływają na siebie wzajemnie, gdyż na koniec to wszystko wychodzi na twarzy.
Na zakończenie dodam, że ta książka to nie tylko kopalnia wiedzy, to też kopalnia doskonale ujętych myśli - cyt. jedną z nich:
"Wydaje nam się, że źródłem stresu mogą być tylko praca i obowiązki finansowe. (...) Każdemu, niezależnie od wieku i rodzaju zajęć, należy się odpoczynek. Nie warto czekać na moment, kiedy stresu będzie mniej, bo taki moment nigdy nie nastąpi. Stres rodzi się w ciele i musi być z niego świadomie wyprowadzany".
Ta książka jest tak dobra, że mogłaby być fitnessowym klasykiem przetłumaczonym z angielskiego i bym w to uwierzyła. Aż dziwne, że można u nas wydać tak aktualną, rzetelną i dopracowaną książkę.
"Facefitness" jest niesamowity pod względem merytorycznym. Autorka wprowadza nas w tematy, które nawet w środowiskach trenerskich wciąż uchodzą za nowinki i głębszy poziom...
2022-10-25
Kreatywność, elastyczność, hiperskupienie, supermoce… Może mam ADHD?
Niee, jednak nie mogę mieć.
O, mam tak samo.
Ale nie spełniam kryteriów diagnostycznych…
Ale nie trzeba mieć wszystkich…
Ale może kiedyś miałam więcej a teraz nie…
Wiem więcej, ale nie na tyle, by móc coś stwierdzić. Za to czuję się bogatsza o lepsze zrozumienie czym jest zaburzenie psychiczne, oraz co jest faktem a mitem jeśli chodzi o ADHD.
Kreatywność, elastyczność, hiperskupienie, supermoce… Może mam ADHD?
Niee, jednak nie mogę mieć.
O, mam tak samo.
Ale nie spełniam kryteriów diagnostycznych…
Ale nie trzeba mieć wszystkich…
Ale może kiedyś miałam więcej a teraz nie…
Wiem więcej, ale nie na tyle, by móc coś stwierdzić. Za to czuję się bogatsza o lepsze zrozumienie czym jest zaburzenie psychiczne, oraz co...
2023-01-06
Ciekawy wstęp, a reszta to jak dla mnie wypychacz - mnożenie przykładów, porad w stylu "zrób listę rzeczy", a także typowo amerykańskich wstawek typu "marnuj jedzenie żeby schudnąć".
Ciekawy wstęp, a reszta to jak dla mnie wypychacz - mnożenie przykładów, porad w stylu "zrób listę rzeczy", a także typowo amerykańskich wstawek typu "marnuj jedzenie żeby schudnąć".
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2022-10-18
Mam mieszane uczucia, jedne fragmenty są naprawdę dobre, a inne po prostu złe. Zacznę od tych złych, bo to zawsze jest ciekawsze. Tak jak ktoś to wspomniał, Tracy promuje "kulturę zapierdolu". Jego świetne rady jak osiągnąć sukces w firmie, to przychodź godzinę wcześniej, wychodź godzinę później i pracuj w przerwie na obiad - w ten sposób uzyskasz aż 3 darmowe nadgodziny na ściganie się z innymi szczurami! Wiadomo, kultura amerykańska. Ale w ich kulturze jest równie powszechne branie psychotropów tak jakby to były cukierki, szkoda że Tracy nie udzielił od razu rad, które tabletki będą najlepsze na objawy wypalenia zawodowego i depresji.
Jeśli potraktować tego typu wstawki za zabawne różnice międzykulturowe, to cała reszta książki jest naprawdę niezła. W pierwszej części mamy morze argumentów aby przezwyciężyć prokrastynację. Zaś ostatnich kilka rozdziałów to piękne streszczenie różnych książek psychologicznych; wiele tematów to często cała osobna książka, po przeczytaniu której myślisz, że zmieściłaby się w jednym rozdziale - takich właśnie jest kilka ostatnich rozdziałów tej książki!
Moim zdaniem warto było to przeczytać, przy czym nie można brać zbyt serio środkowych rozdziałów o wyścigu szczurów, bo to są wynurzenia kolesia bez liceum, któremu swego czasu nie zostało nic poza pracowaniem ciężej i dłużej, i myśli że tak wszyscy ;)
Mam mieszane uczucia, jedne fragmenty są naprawdę dobre, a inne po prostu złe. Zacznę od tych złych, bo to zawsze jest ciekawsze. Tak jak ktoś to wspomniał, Tracy promuje "kulturę zapierdolu". Jego świetne rady jak osiągnąć sukces w firmie, to przychodź godzinę wcześniej, wychodź godzinę później i pracuj w przerwie na obiad - w ten sposób uzyskasz aż 3 darmowe nadgodziny na...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2022-12-10
Jak film "Nietykalni", tylko wszystko 1000x bardziej. Nie tyle jest to opowieść o księdzu, co o jego pozytywnym wpływie na - wydawać by się mogło - beznadziejny przypadek osoby rozpaczliwie potrzebującej resocjalizacji i jednocześnie całkowicie na nią odpornej. Z książki bije niesamowita szczerość, tak że nawet jeśli miejscami przytłacza idealizowaniem postaci księdza, to jest to pisane po prostu od serca. Pomiędzy co rusz wplatanymi heheszkami, dzięki którym książkę lekko się czyta, zostaje poruszonych wiele poważnych tematów skłaniających do refleksji.
Jak film "Nietykalni", tylko wszystko 1000x bardziej. Nie tyle jest to opowieść o księdzu, co o jego pozytywnym wpływie na - wydawać by się mogło - beznadziejny przypadek osoby rozpaczliwie potrzebującej resocjalizacji i jednocześnie całkowicie na nią odpornej. Z książki bije niesamowita szczerość, tak że nawet jeśli miejscami przytłacza idealizowaniem postaci księdza, to...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2022-04-16
Filozofia wg socjopaty - tak odebrałam tę książkę. Jak to filozofia, pewne aspekty rozkłada na czynniki pierwsze, a inne dziwnym trafem omija. Szczególnie ciekawiło mnie, czy ta książka odpowie mi na pytanie: jak socjopata postrzega ludzi, którzy go przejrzeli i grają we własną grę?
Odp 1: nie postrzega ich. Koncentruje się na osobach, które dają mu poczucie władzy, więc wszystko co nie utwierdzi tego przekonania woli po prostu puścić drugim uchem.
Odp 2: „to było zbyt nudne”. Historie, które nie kończą się na bohaterskim „zniszczeniu kogoś” czy „złamaniem prawa tak że nikt tego nie udowodni” nie są warte opowiadania.
Odp 3: „mam to w dupie”, czyli oh ah mam taką odporność psychiczną bom tak wyjątkowy, że przecież nie przejmuję się jak stracę wszystkie pieniądze czy narażę życie, to tylko potwierdzenie że jestem lepszy od innych xD
Lektura uświadamia jak wielka panuje różnorodność wśród ludzi (i że nie zawsze jest czymś pięknym). Niektóre cechy wcale nie muszą występować powszechnie, za to są pożądane w polityce czy w korporacjach. Uważam, że jak czyta się o polityce mając w pamięci ten drobny fakt, wszystko zyskuje drugie dno. „Wyznania socjopatki” pod tym względem stanowią wyjątkową lekturę, gdyż opisują jedynie pewien sposób myślenia o świecie, jedyny komentarz do tekstu tworzymy sobie sami.
Filozofia wg socjopaty - tak odebrałam tę książkę. Jak to filozofia, pewne aspekty rozkłada na czynniki pierwsze, a inne dziwnym trafem omija. Szczególnie ciekawiło mnie, czy ta książka odpowie mi na pytanie: jak socjopata postrzega ludzi, którzy go przejrzeli i grają we własną grę?
Odp 1: nie postrzega ich. Koncentruje się na osobach, które dają mu poczucie władzy, więc...
2022-12-31
OKROPNE polskie wydanie. Tłumaczenie było chyba w Google Translate, a korektor dostał 2 dni na dokończenie pracy, więc nawet jej nie zaczął, ew. wyzłośliwił się dorzucając błędy ortograficzne (np. “przenica”). Po prostu wstyd. Jak ktoś może, to niech lepiej czyta to w oryginale 😠
Książka napisana jest przez wybitnego amerykańskiego fizjoterapeutę, człowieka stojącego za sukcesami sportowców olimpijskich w lekkoatletyce. W swoim poradniku dobitnie skupia się na aspektach praktycznych, gdzie najważniejszym “badaniem naukowym” jest doświadczenie z gabinetu. Od lat wykorzystuje rzeczy, które dopiero od niedawna zaczynają przenikać do mainstreamu. Nie patrzy przy tym na poprawność, np. zaleca ograniczanie węglowodanów mimo wciąż mającej się dobrze propagandy spożywania produktów pełnoziarnistych. Często dzieli się swoimi prywatnymi spostrzeżeniami nt. zachowań biegaczy, przez które nie osiągają najlepszej formy.
W książce znajdziemy:
- omówienie jak powinien wyglądać periodyzowany trening lekkoatletyczny,
- narzędzia do diagnostyki funkcjonalnej,
- bezpieczne ćwiczenia rozciągające,
- ćwiczenia wzmacniające “słabe ogniwa”,
- omówienie najważniejszych typów kontuzji wraz z określeniem stadia zaawansowania.
OKROPNE polskie wydanie. Tłumaczenie było chyba w Google Translate, a korektor dostał 2 dni na dokończenie pracy, więc nawet jej nie zaczął, ew. wyzłośliwił się dorzucając błędy ortograficzne (np. “przenica”). Po prostu wstyd. Jak ktoś może, to niech lepiej czyta to w oryginale 😠
Książka napisana jest przez wybitnego amerykańskiego fizjoterapeutę, człowieka stojącego za...
2022-12-13
Kupiłam to czasopismo przed wyjazdem do Grecji. Pomyślałam, że jak jadę na Santorini, to dobrze się składa, że na okładce jest Santorini. Jest nawet rozdział o Santorini! W nim 3 wielkie, piękne zdjęcia z tej wyspy. Czytam artykuł i nie rozumiem - co on ma wspólnego z tą wyspą??? Jedyny fragment jej dotyczący jest tak krótki, że mogę go spokojnie tu cały zacytować:
„Wystarczy omijać najbardziej zatłoczone wyspy - Santoryn i Mykonos - lub skierować się ku mniejszym wioskom, by trafić do świata, który niewiele zmienił się od dziesięcioleci.”
Jak zrobić dobrą fotkę, to Santorini jest ok, ale poza tym należy ją omijać. Genialne. Jakby co - jedźcie w listopadzie to zapewniam, że dalej będzie 20 stopni, a problemy autora artykułu nie będą miały miejsca.
Jeśli chodzi o resztę - tak, zadałam sobie trud, przeczytałam całe. Praktycznie wszystko opisane jest w tonie słodkiego pierdzenia. Tam, gdzie przewodnik z Michelin (który oceniłam wysoko) wprost potrafił nakreślić, że Ateny to bardzo zaniedbane miasto, tak tutaj mamy poetyckie wstawki „trzeba to miasto pokochać albo znienawidzić”, „prawo budowlane w Atenach jakoś się nie przyjęło”, „Stolica wyspy wymaga nieco czasu i uporu, by ją polubić”. Jak gdzieś jest zwykły burdel, to tu przeczytamy o „greckiej nonszalancji” czy „duchu miasta”. Niewiele konkretów, za to wiele wstawek o Greku, który kogoś poczęstował winem. Praktycznie każda plaża na każdej wyspie „uchodzi za jedną z najpiękniejszych plaż w Grecji”. Autorzy artykułów licytują się, komu uda znaleźć się „mniej utarty szlak” i „opierający się masowej turystyce”.
Po własnej wizycie w Grecji patrzę na to z dużym dystansem. Widziałam na własne oczy, jak słabo to państwo funkcjonuje. Wszystko, co było jako tako zadbane i na poziomie, było tak naprawdę robione pod turystów. Dają głównie to, co mają za free - czyli ruiny po przodkach, przyrodę oraz legendy do każdego miejsca. Podobny wniosek wynika z artykułów z tego wydania. Gdyby wyciąć wstawki typu „piłam pyszne wino”, „jadłam pyszne oliwki”, „uwielbiam w Grekach tę spontaniczność”, „legenda głosi, że jeśli przybyłemu na wyspę zaoferowano wodę w pierwszej studni, oznaczało to, że mieszkańcy go polubili” (sic!), to zostaje tego naprawdę niewiele.
Wystawiam niską ocenę za: lanie wody, przekłamywanie rzeczywistości, narzucanie swojego stylu zwiedzania (pchanie się latem, by narzekać, że tam gdzie jest fajnie, jest dużo ludzi).
Kupiłam to czasopismo przed wyjazdem do Grecji. Pomyślałam, że jak jadę na Santorini, to dobrze się składa, że na okładce jest Santorini. Jest nawet rozdział o Santorini! W nim 3 wielkie, piękne zdjęcia z tej wyspy. Czytam artykuł i nie rozumiem - co on ma wspólnego z tą wyspą??? Jedyny fragment jej dotyczący jest tak krótki, że mogę go spokojnie tu cały...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2022-12-11
Omówienie wpływu naszego dzieciństwa na przebieg kariery zawodowej. Przy czym nie chodzi o jakieś banały, tylko np. co blokuje rozwój danej osoby po awansie na stanowisko kierownicze?
Okazuje się, że wiele zachowań przejawianych w pracy, to tak naprawdę próby wypełnienia deficytów emocjonalnych. Dlatego mówimy tu o "bagażu emocjonalnym" błędnie przenoszonym na pracę. Nie chodzi o to, by w pracy być robotem bez uczuć, tylko aby je właściwie lokować, gdyż szef to nie ojciec, koleżanka z biura to nie przyjaciółka, zespół to nie dzieciaki z podwórka, wypłata to nie dowód na bycie wartościowym człowiekiem, itp. Próby zastąpienia miłości pracą są po prostu skazane na porażkę, a mimo to wiele osób odnoszących sukces potrafi wpadać w takie pułapki.
Najbardziej podobało mi się w tej książce pochylenie się nad problemami osób, które JUŻ COŚ OSIĄGNĘŁY. Nie wiem jak Wy, ale ja jestem przyzwyczajona, że każdy ma świetne rady "jak zacząć" i snuje wizje jak jego algorytmem wspiąć się na szczyt. Tu mamy bardziej np. dlaczego ktoś jako gracz zespołowy świetnie sobie radzi na niższych szczeblach, ale nie jest w stanie przebić się ze swoimi pomysłami na wyższy poziom. Dlaczego? Bo w swojej rodzinie musiał opiekować się wszystkimi, tylko nie sobą i stąd wryła mu się koncentracja na innych i problem ze słuchaniem wewnętrznego głosu.
Autorka nie tylko analizuje ciekawe mechanizmy, ale też podpowiada, jak je dostrzec u siebie. Do każdego rozdziału jest lista kontrolna pytań, które można sobie zadać.
Na szczególną uwagę zasługują rozdziały nakreślające, że świat nie jest taki czarno-biały. To że wiele przywar charakteru ma korzenie w dzieciństwie, jeszcze nie znaczy, że trzeba mieć pretensje do rodziców. Co więcej, bagaż negatywnych przeżyć często potrafi potem pomóc w karierze. Autorka omówiła także zagadnienie osobowości narcystycznej, faktów i mitów krążących wokół ich obecności w pracy - bardzo ciekawe.
Podczas lektury nie miałam wrażenia, że wszystko już gdzieś czytałam. Moim zdaniem tej książki dotychczas brakowało, jest czymś zupełnie nowym oraz szanuje inteligencję czytelnika - nie rzuca wyrokami, tylko tłumaczy pewne zależności, z których nie zawsze wynika 0 lub 1.
Omówienie wpływu naszego dzieciństwa na przebieg kariery zawodowej. Przy czym nie chodzi o jakieś banały, tylko np. co blokuje rozwój danej osoby po awansie na stanowisko kierownicze?
Okazuje się, że wiele zachowań przejawianych w pracy, to tak naprawdę próby wypełnienia deficytów emocjonalnych. Dlatego mówimy tu o "bagażu emocjonalnym" błędnie przenoszonym na pracę. Nie...
2022-11-18
Świetny przewodnik. Michelin przeszedł samego siebie. Cienka książeczka zawierająca ni mniej ni więcej niż tyle, co trzeba wiedzieć. Nawet było przypomnienie mitologii greckiej czy podstawowych zagadnień z architektury.
Jestem wdzięczna, że autorzy postanowili nie owijać w bawełnę. Na wstępie stwierdzili, że na Ateny spokojnie wystarczą 3 dni i jak ktoś ma więcej czasu, to niech skoczy sobie na jakąś wyspę. Dlaczego? To też zostało wyjaśnione w rozdziale „ryzyko rozczarowania”, gdzie wprost zostały opisane szare blokowiska sięgające praktycznie pod sam Akropol, bieda, kryzys itp.
2 gwiazdki odejmuję głównie za brak nowego wydania - od 2016 roku jednak trochę się zmieniło. Ceny są już inne, a „dzielnice wpierdolu” zmieniły miejsce. Kazali mi omijać okolice placu Omonia i Narodowego Muzeum Archeologicznego, i wcale nie było tam źle, za to taka prawdziwa patologia była pod ich biblioteką narodową, zaledwie 700 m od ich głównego placu w mieście! W biały dzień dawali sobie coś w żyłę! Idziesz sobie zwiedzić 3-gwiazdkową Górę Likawitos, jest taki deptak wzdłuż budynku uniwersytetu, środkiem idą turyści, a po lewej i prawej całą drogę wzdłuż narkomani, jedni sobie coś wstrzykują, inni coś wciągają, a większość na haju. Obok o dziwo policja, ale zajęta czymś innym. Wieczorem wyobraźmy sobie scenerię oświetlonego budynku uniwersytetu, z kolumnami jak na Partenonie, a przy samym wejściu kobieta ze strzykawką. W ogrodzie przed jakiś facet przeszukuje żywopłot w poszukiwaniu swoich halucynacji. Niestety takimi obrazkami powitały mnie Ateny. Albo ten menel na placu Monastiraki w samym centrum (obok Agory Greckiej i 0,5 km od samego Akropolu), z całym wydrapanym do krwi przedramieniem od dłoni do łokcia.
Jeśli chodzi o „ryzyko rozczarowania”, to przydałaby się jeszcze Mapka Ulic, Po Których Opłaca Się Chodzić. Można iść nawet tą samą ulicą (w centrum!!!), gdzie w jednym momencie jest sympatyczna knajpka, a 20 m dalej wszędzie graffiti, ciemno i w tle jacyś dziwni ludzie.
W każdym razie przewodnik pomógł mi dobrze zaplanować wyjazd (np. ograniczyłam Ateny do 3 dni), trasy spacerów, a opisy rzeczy do zwiedzania były całkowicie wystarczające - na tyle krótkie, by móc sobie szybko przeczytać fragment podczas zwiedzania, widzieć o co chodzi i więcej czasu poświęcić na kontemplację. To właśnie lubię w przewodnikach Michelin.
Świetny przewodnik. Michelin przeszedł samego siebie. Cienka książeczka zawierająca ni mniej ni więcej niż tyle, co trzeba wiedzieć. Nawet było przypomnienie mitologii greckiej czy podstawowych zagadnień z architektury.
Jestem wdzięczna, że autorzy postanowili nie owijać w bawełnę. Na wstępie stwierdzili, że na Ateny spokojnie wystarczą 3 dni i jak ktoś ma więcej czasu,...
2022-10-06
Książka bez owijania w bawełnę tłumaczy, skąd się wziął alkohol i jego powszechne użycie - wraz ze wszystkimi faktami, które 10-letnim dzieciom mogłyby zbyt mocno zamieszać w głowie. Nie mamy tu jednostronnej narracji, że po alkoholu się tylko i wyłącznie umiera i nie ma żadnych pozytywnych stron, a głupi ludzie z niewiadomych powodów po niego sięgają. Wręcz przeciwnie, książka uświadamia, że w naszej kulturze każda głupia okazja jest "dobra", a wręcz wskazana, a gdy ktoś zacznie mieć problem to zostanie zauważony dopiero gdy dana osoba znajdzie się blisko dna. Książka obrazowo wyjaśnia, dlaczego osoby, które zabrnęły tak daleko, potrzebują nauczyć się abstynencji i nie mogą jej odpuścić nawet na chwilę. Wyjaśnia także jak później jest im ciężko, gdy dalej żyją w tej naszej kulturze i muszą na każdą praktycznie sytuację wypracować własną odpowiedź, zachować się inaczej niż 90% ludzi.
Ciekawe było także poruszenie tematu papierosów i porównanie nałogu nikotynowego z alkoholem oraz... heroiną. Wiemy, jak w naszej kulturze demonizowana jest heroina - i słusznie. Wiele osób bałoby się wziąć jeden raz w obawie przed natychmiastowym uzależnieniem. Jeśli jednak prawdopodobieństwo, że osoba, która raz spróbowała, uzależni się od nikotyny lub heroiny jest praktycznie takie samo? Jak to tego dodamy, że dochody z akcyzy za nikotynę nie są w stanie pokryć kosztów leczenia skutków wyrządzanych w organizmie, bowiem nikotyna jest powodem co 5 śmierci, i jest 3x bardziej szkodliwa od alkoholu... Mi z tego wychodzi jasny przykład, jak media kształtują nasze myślenie, choć na co dzień sądzimy, że opieramy nasze poglądy głównie na nauce. Zgodnie z tym bój się wirusa celebryty czy innych pneumokoków, ale papieroska już nie, a jak masz problem to pij, pij.
Książka bez owijania w bawełnę tłumaczy, skąd się wziął alkohol i jego powszechne użycie - wraz ze wszystkimi faktami, które 10-letnim dzieciom mogłyby zbyt mocno zamieszać w głowie. Nie mamy tu jednostronnej narracji, że po alkoholu się tylko i wyłącznie umiera i nie ma żadnych pozytywnych stron, a głupi ludzie z niewiadomych powodów po niego sięgają. Wręcz przeciwnie,...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTa książka jest niemal idealna. Została napisana aby dzielić się z innymi miłością do smacznego jedzenia, które można stworzyć z prostych, dostępnych składników. Do każdego przepisu jest prawdziwa fotografia, co poświadcza, że żaden nie znalazł się tam przypadkiem. Dla mnie ogromną zaletę książki stanowi wolność od wszelkich diet. Często jak ktoś naczyta się, że trzeba czegoś unikać (np. tłuszczu) a czegoś dawać dużo na siłę (np. błonnika) to kaleczy przepisy tak by były w jego mniemaniu "zdrowe". Tu na szczęście przepisy występują w swojej wyjściowej, smacznej formie, a jak ktoś chce czegoś unikać, to najwyżej sobie zmodyfikuje.
Ta książka jest niemal idealna. Została napisana aby dzielić się z innymi miłością do smacznego jedzenia, które można stworzyć z prostych, dostępnych składników. Do każdego przepisu jest prawdziwa fotografia, co poświadcza, że żaden nie znalazł się tam przypadkiem. Dla mnie ogromną zaletę książki stanowi wolność od wszelkich diet. Często jak ktoś naczyta się, że trzeba...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2022-05-23
2022-08-16
Naiwna książka mająca na celu zachęcić do bycia proaktywnym w pracy, napisana przez profesjonalnego udzielacza bezcennych rad o życiu.
Naiwna książka mająca na celu zachęcić do bycia proaktywnym w pracy, napisana przez profesjonalnego udzielacza bezcennych rad o życiu.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2022-08-15
Dostałam tę książkę do przeczytania jakieś dobrych 5 lat temu i sobie przez ten czas leżała. Wspaniała, tylko jeszcze trzeba ją przeczytać. Jest to w pewnym sensie streszczenie wielu innych książek o rozwoju osobistym. Zamiast rozwodzić się na 100 stron o jakimś np. nawyku, to tutaj mamy to podane w formie lekcji do przeczytania w 5 minut. Każda taka lekcja kończy się drobną sugestią, np. "w tym tygodniu zwróć uwagę na tą rzecz". Fajna, zwięzła forma, idealna dla ludzi ceniących swój czas. Dla mnie taką skrojoną na miarę poradą okazała się "PAMIĘTAJ, ABYŚ W DZIEŃ ŚWIĘTY ŚWIĘCIŁ". W niedzielę staram się nie robić żadnych rzeczy "z listy", co wymagało trochę zmiany podejścia.
Dostałam tę książkę do przeczytania jakieś dobrych 5 lat temu i sobie przez ten czas leżała. Wspaniała, tylko jeszcze trzeba ją przeczytać. Jest to w pewnym sensie streszczenie wielu innych książek o rozwoju osobistym. Zamiast rozwodzić się na 100 stron o jakimś np. nawyku, to tutaj mamy to podane w formie lekcji do przeczytania w 5 minut. Każda taka lekcja kończy się...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Przykro mi to stwierdzać, ale ta książka jest ZŁA.
Pięknie stwarza pozory porządnego opracowania popularnonaukowego. Autor naukowiec i bibliografia na 50 stron.
Co więc tu nie gra? Wyobraź sobie, że czytasz książkę Einsteina o nowoczesnej fizyce. Opisuje w niej teorię względności plus parę swoich przemyśleń. Czy wiesz, że po tym odkryciu Einstein przez resztę życia próbował udowodnić, że mechanika kwantowa nie istnieje? Nie udało mu się. Ale w tej hipotetycznej książce 90% treści dotyczyło miernego sensu istnienia mechaniki kwantowej. Choć gdyby Einstain pisał ją z równą fantazją, co ten gość od jelit, to znalazłby też sporo miejsca na porównywanie mechaniki kwantowej do mechaników samochodowych.
Jak widać nie odmawiam autorowi wiedzy czy dorobku naukowego. Rzecz w tym, że pomiędzy ciekawymi informacjami dotyczącymi stricte jego pracy, płynnie przechodzimy do wstawek:
- "przypuszczam, że niedługo udowodnimy związek..."
- "jest bardzo prawdopodobne, że..."
- "jeśli to wynika z tamtego, to być może oznacza że..."
i to jest wplatane tak zgrabnie, że jak ktoś szczególnie nie wysila się czytać ze zrozumieniem, jak gdyby to było na ocenę w liceum, to weźmie wszystkie te rzeczy jako fakty zaczytane w książce popularnonaukowej.
Niestety to nie koniec. Nieraz gdy ktoś staje się autorytetem w jednej dziedzinie, to zaczyna nabierać przekonania, że to rozszerza się także na inne dziedziny. W "Twoim drugim mózgu" ostatnia 1/3 książki to wskazówki żywieniowe. Jest to tendencyjny wybór faktów i celowe mieszanie pojęć, po to by lansować jedyną-słuszną dietę.
Oczywiście poruszył temat, że "typowa dieta amerykańska" jest szkodliwa. Potem jako synonim używa zwrotu "tłusta dieta", czyli diety o solidnych podstawach naukowych, jak low-carb czy keto wrzuca do jednego wora "to jest fe, bo tak". Następnie wymyślił sobie, że "dieta amerykańska" jest zła przez "tłuszcze zwierzęce", więc dodał je sobie jako kolejny synonim. Ciekawe skąd on wziął te tłuszcze zwierzęce, może w oryginalnym składzie frytek z McDonald's, jak kilkadziesiąt lat temu były smażone na łoju wołowym? Powinien być chyba zadowolony, że w żywności przetworzonej korzysta się z mechanicznie uzyskanych najgorszych olejów roślinnych, np. olej palmowy.
Autor jako podstawę swoich rozważań przyjął lud Janomanów, niecywilizowaną społeczność żyjącą w lasach równikowych. Rozumowanie na zasadzie "skoro oni tak jedzą, to każdy lud pierwotny tak je, tzn. że każdy powinien tak jeść". Jest to tak głupie, że aż żal komentować. Ciekawe czy Eskimosi bądź mieszkańcy Syberii też "unikają tłuszczów zwierzęcych i mięsa, bo tak robią ludy pierwotne". Ciekawe co by powiedział naszym przodkom, którzy zjedli wszystkie mamuty i dzikie bydło. Pewnie dawno umarli z głodu, szukając oliwy z oliwek.
Dieta śródziemnomorska to kolejny nonsens tej książki. Poza wcześniejszymi nawiązaniami o roślinnej diecie podlanej tłuszczem roślinnym, jego argumentacja to że KIEDYŚ BYŁ NA WYCIECZCE i tam byli ludzie co mieli eko żywność ze swojej eko farmy I DO TEGO BYLI BARDZO MILI. Na koniec rozśmieszyło mnie jeszcze zalecenie o jedzeniu kiszonek. Ciekawe, czy autor książki je kapustę kiszoną z sałatą, oliwą z oliwek czy może z pomidorem? Bo kuchnia polska się oczywiście pomyliła, wiadomo że przeciętny cierpiący głód mieszkaniec najpierw idzie dolać ropy do maszyny tłoczącej olej rzepakowy, dopiero potem myśli o zabiciu świniaka i chlebie ze smalcem. A jak w naszym klimacie na zimę nie ma roślin, to po prostu je korę z drzew.
Najgorsze jest w tej książce to, że potem ludzie nie rozróżniają fantazji autora od jego dorobku naukowego i dalej szerzą kłamstwa jako "fakty przeczytane w książce popularnonaukowej". Konsekwencje są takie, że ludzie z powrotem zaczynają bać się tłuszczu, bo naczytali się bzdur, że jest "prozapalny". Jak potem pomyślimy, czego automatycznie nie będziemy jeść, żeby móc unikać tłuszczu, to wychodzi nam dieta uboga w białko, w witaminy B, i zaprzęgająca trzustkę do nieustannej pracy nad produkcją insuliny do zbijania nieustannie dostarczanych węglowodanów. Kto by się przejmował!
Przykro mi to stwierdzać, ale ta książka jest ZŁA.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPięknie stwarza pozory porządnego opracowania popularnonaukowego. Autor naukowiec i bibliografia na 50 stron.
Co więc tu nie gra? Wyobraź sobie, że czytasz książkę Einsteina o nowoczesnej fizyce. Opisuje w niej teorię względności plus parę swoich przemyśleń. Czy wiesz, że po tym odkryciu Einstein przez resztę życia...