Spowiedź

michal3
11.01.2020
Okładka książki Południe wieku Flora Bieńkowska
Średnia ocen:
6,0 / 10
2 ocen
Czytelnicy: 21 Opinie: 2

Może to prawda, a może tylko legenda, ale Józef Stalin miał kiedyś powiedzieć, że „komunizm pasuje Polsce jak siodło krowie”. I chociaż można poddawać wnikliwej analizie, jak to się stało, że ustrój ten jednak w naszym kraju powstał i się rozwinął, to jednak istotne jest coś innego. Przez te niemal pół wieku podporządkowywania i niszczenia antykomunistycznej opozycji – co nie było takie trudne, przecież w czasie II wojny światowej nazistowskie Niemcy zamordowały prawie całą inteligencję – ludzie wykształcili wiele odmiennych postaw wobec Związku Sowieckiego.

Nie chcę wszystkich ludzkich podejść wymieniać, ale jako przykład zawsze nasuwa mi się opisana przez Artura Domosławskiego w „Kapuściński non-fiction” postawa Ryszarda Kapuścińskiego, który nie kalkulował, tylko zwyczajnie wierzył w zastany po wojnie ustrój. Bohater „Południa wieku” Flory Bieńkowskiej tak bezgranicznego zaufania nie przejawia. Wręcz przeciwnie. Na własnych oczach, a i pewnie trochę na własnej skórze, przekonał się, że pierwsze lata Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej to tylko piękna okładka o bardzo nieprzyjemnej treści.

Przed rozpoczęciem lektury niezwykle ważne jest dokładne poznanie wszystkich zarysowanych w przedmowie kontekstów (zarówno tych dotyczących powstawania dzieła, jak i ówczesnych realiów). Ja, jako osoba ledwo po trzydziestce, nawet pomimo wsparcia córki autorki, nie mam szans, aby w tej książce odnaleźć wszystkie postaci oraz uwarunkowanie historyczne. Nie chcę przez to powiedzieć, że nie warto czytać. Lektura po prostu jest trudna oraz wymagająca. Podejrzewam, że gdyby udało się autorce wygrać walkę z cenzorem, to „Południe wieku” ukazałoby się ponad czterdzieści lat temu. Wtedy powstałoby mnóstwo opracowań oraz analiz, które pomogłyby młodszemu pokoleniu zrozumieć to, co stanowi sedno tej książki. Na tę chwilę mogę tylko gdybać.

„Południe wieku” jak dla mnie jest pozycją mocno nietypową. Z jednej strony przez swą oszczędność treściową wymaga czytania między wierszami, a z drugiej główny bohater Piotr Jedliński spowiada się przed… nami? O jego rozczarowaniu ustrojem dowiadujemy się dosyć szybko. W swych rozmowach i chłodnej relacji o znajomych i przyjaciołach przemyca wiele moralnych rozterek i dylematów. W końcu kim jesteśmy wobec historii? Mamy na nią jakikolwiek wpływ? Czy wszyscy byliśmy „umoczeni” w nieme pozwolenie na szykanowanie, a nawet i torturowanie ludzi, którzy mieli odwagę głośno wyrazić swój sprzeciw? I chociaż historia u Bieńkowskiej jawi się jako walec, byt prący bezlitośnie do przodu, to jednak pewien jeszcze słabo rozwinięty nihilizm działaczy partyjnych sugeruje, że walka nie ma sensu. Bierność i apatia to postawy oczekiwane przez rządzących.

Książka stanowi rozliczenie autorki z pierwszymi latami komunizmu. Jest to proste i oczywiste stwierdzenie. Rozumiem również, że można tę powieść odebrać jako formę buntu, ale wtedy dzieło traci bardzo dużo. Buntować się można na tysiące sposobów, ale jak sami dobrze wiecie, pióro jest ostrzejsze od miecza. Autorka przemyca wiele bezlitosnych spostrzeżeń, co donos uniemożliwiający wydanie tej książki nie wprost wskazuje, a także stawia kilka pytań. I te pytania tak naprawdę nie do końca adresowane są do współczesnego czytelnika. No, chyba że do tych w okolicach pięćdziesiątki i starszych. Bieńkowska rozliczała ludzi, których znała, i tych, o których słyszała.

„Południe wieku” to książka trudna. Wymaga nie tylko przygotowania historycznego, ale i powolnego oraz wnikliwego czytania. Tak więc nie rekomenduję lektury w autobusie czy w pociągu. Lepiej siąść wieczorem w fotelu i razem z Piotrem Jedlińskim zrobić szczery rachunek sumienia. Wtedy na pewno okaże się, że nikt z nas bez winy nie jest. Przecież Piłatowi za obojętność również się oberwało.

Michał Wnuk

Kup książkę

Pozostałe księgarnie

Informacja

Reklama
zgłoś błąd