O niezwykłej sile i determinacji w trudnych czasach. „Wyspa kobiet morza” Lisy See

LubimyCzytać
02.12.2020

Odziane w cienki bawełniany kostium niczym boginie zanurzają się w zimnym morzu, by czerpać z jego darów. Woda na głębokości dziesięciu metrów nie sprzyja beztroskim eksploracjom, a mimo to właśnie tam czują się najlepiej. Nurkując bez butli z powietrzem, wzbudzają jednocześnie zachwyt i konsternację wśród naukowców badających możliwości ludzkiego ciała. Mowa o haenyeo – odważnych kobietach morza, z których perspektywy poznajemy kulturę i społeczeństwo XX wieku, charakterystyczne dla południowokoreańskiej wyspy Jeju. Ich historię opowiada Lisa See w Wyspie kobiet morza”.

O niezwykłej sile i determinacji w trudnych czasach. „Wyspa kobiet morza” Lisy See

Wyspa Trzech Obfitości

Świat, który otwiera przed nami Lisa See, autorka „Wyspy kobiet morza”, bardzo różni się od tego, w którym żyjemy. Organizacja społeczeństwa na wyspie Jeju słynącej z wiatru, kamieni i kobiet, odkrywa przed nami wyjątkowy porządek. Zgodnie z nim, to panie biorą na siebie odpowiedzialność za utrzymanie rodziny, wykonują ciężką i zarazem niebezpieczną pracę fizyczną, zostawiając mężczyznom opiekę nad dziećmi i domem. Brzmi jak fikcja? Nic bardziej mylnego.

Prawdziwa społeczność zorientowana na kobiety jest kołem napędowym historii, jaką chce nam opowiedzieć Lisa See. Zanurzając się w codzienne życie morskich syren, spotykamy się z niezwykłą siłą charakteru, determinacją i odwagą, jaka cechowała te kobiety zarówno w morzu, jak i na lądzie. Dziś, w wyniku przemian gospodarczych, poławiaczki owoców morza stanowią już tylko jedną z głównych atrakcji turystycznych Korei Południowej. Czasy się zmieniły, kobiety mogąc pracować na lądzie, wybierają lepiej płatne i bezpieczniejsze profesje. Szacuje się, że z niemal 30 tysięcy kobiet nurków, dziś tradycję kultywuje już jedynie 4,5 tysiąca haenyeo. Władze poczynają starania, aby ocalić kulturę haenyeo przed wymarciem, niestety młode pokolenie kobiet od strojów do nurkowania woli eleganckie żakiety.

Reklama

Wróćmy jednak do „Wyspy kobiet morza” Lisy See. W powieści kluczem do poznania tej wyjątkowej społeczności są dwie bohaterki – Young-sook i Mi-ja. Ich losy możemy śledzić już od wczesnej młodości, kiedy to przypadek splótł ze sobą losy dziewczynek i dał początek silnej znajomości na lata, wystawionej jednak na ciężką próbę. Przyjaźń pomiędzy Young-sook i Mi-ji nie była czymś oczywistym. Pochodziły z zupełnie różnych środowisk – Young-sook urodziła się w rodzinie o silnie zakorzenionych tradycjach haenyeo, a Mi-ja była osieroconą córką japońskiego kolaboranta i to piętno miało ciążyć na niej także w dorosłym życiu. Pod skrzydłami matki Young-sook, która przewodziła grupie haenyeo z Hado, nastolatki przyłączyły się do pływaczek, aby wśród kobiet morza zdobyć doświadczenie w poławianiu owoców morza. Każdego dnia trenowały pod okiem doświadczonych poławiaczek, aby wspierać finansowo swoją rodzinę i w przyszłości dorównać tym najlepszym. Haenyeo darzyły ogromnym szacunkiem morskie głębiny, a za główny obowiązek ustanowiły ochronę morza i umiejętne gospodarowanie jego zasobami. Wiedziały, że jeśli będą dbać o wodne pola, nie przestaną one ich żywić. Dzięki wiedzy i zdobytym umiejętnościom z ogromnym respektem podchodziły do kwestii nurkowania i połowów, o czym często przypominała Matka Young-sook, przywódczyni grupy:

„Każda z wchodzących do morza kobiet dźwiga na własnych plecach trumnę – ostrzegła zgromadzone. W tej krainie, w tym podmorskim świecie, ciągniemy ze sobą trudy istnienia. Codziennie przemykamy pomiędzy życiem i śmiercią”.

Morze zapewniało byt wielu rodzinom z Hado, ale z drugiej strony potrafiło zażądać za to najwyższej zapłaty – ludzkiego życia.

Reklama

Kultura skupiona na kobietach?

Może zadziwiać i pozostawić w czytelniku poczucie niesprawiedliwości fakt, iż pomimo ogromnej roli kobiet w społeczności wyspy Jeju, zasadniczo wciąż w wielu aspektach dotykał je problem nierówności. Haenyeo ciężko pracowały, aby za zarobione pieniądze zapewnić wykształcenie swoim braciom i synom, kiedy – o ironio – same nie potrafiły nawet pisać i czytać, nie mając dostępu do edukacji. Co za tym idzie, pozbawiono je również prawa głosu w wielu publicznych sprawach dotyczących całej społeczności. Nie mogły dziedziczyć majątku, a w przypadku śmierci męża przechodziły pod opiekę syna. Kobiety nie miały również za wiele do powiedzenia w przypadku małżeństw – zgodnie z tradycją, to seniorki rodu decydowały, za kogo wyjdą nastoletnie córki. Wzajemne ustalenia pomiędzy rodzinami bardzo często skutkowały nieudanymi związkami, czego szczególnie doświadczyła Mi-ja. Podsumowując, pomimo tego, że to kobiety z Jeju były głównym napędem ekonomicznym wyspy i ponosiły najwyższe koszty, w praktyce były jednak zależne od męskiej części społeczności czy kulturowych tradycji.

Z tej perspektywy społeczność haenyeo była azylem, w którym bezapelacyjnie rządziły kobiety. Kiedy spotykały się w należącym do grupy bulteoku, służącym m.in. za miejsce przygotowań do nurkowania, mogły swobodnie wyrażać swoje opinie, głosować w przypadku ważnych decyzji dotyczących grupy. To tutaj modliły się, zwierzały się z trosk czy żartowały z mężczyzn. Pomiędzy przywódczyniami a resztą kobiet morza tworzyła się wyjątkowa więź, bardzo często silniejsza niż związki rodzinne. Siła wzajemnego zaufania na morzu przenosiła się na grunt relacji na lądzie, co świetnie widać na przykładzie przyjaźni bohaterek powieści Lisy See. W kulturze skupionej na kobietach, mężczyźni bardzo często byli postrzegani przez swoje kobiety jako słabsze ogniwo. To one musiały zajmować się prawdziwym życiem, myśleć praktycznie i planować na zapas, przejmując odpowiedzialność za całą rodzinę:

„ – Mężczyzną zawsze ktoś się zaopiekuje – dorzuciła inna haenyeo. – Zastanówcie się, czy znacie jakiegoś samotnego mężczyznę. Żadna z nas nie mogła sobie przypomnieć ani jednego. Wszyscy mężczyźni z Hado mieszkali z matkami, małżonkami, małymi żonami lub dziećmi. Niewielu mężczyzn da sobie radę bez żony, każda kobieta zaś poradzi sobie bez męża”.

Lisa See, portret autorki

Czas wielkich przemian

Książka Lisy See to nie tylko opowieść o tradycjach i kulturze wyspy Jeju. Losy haenyeo stają się również przyczynkiem do poznania burzliwej historii Korei, jej podziału i konfrontacji z dramatycznymi wydarzeniami XX wieku, jakie miały miejsce w tym kraju. Autorka umiejętnie wprowadza do fabuły elementy historyczne, dzięki czemu możemy literacką fikcję osadzić w czasie i miejscu konkretnych wydarzeń. Wyspa przez lata była okupowana przez Japończyków, a po wojnie, kiedy pojawiła się nadzieja na niepodległość, wkroczyli na nią okupanci amerykańscy. Śledząc losy bohaterów, jesteśmy niemal naocznymi świadkami dramatu, który rozegrał się w Bukchonie podczas Incydentu Trzeciego Kwietnia i już na zawsze zmienił życie mieszkańców wyspy Jeju. W 1948 roku władze Korei z udziałem członków prawicowych straży obywatelskich i amerykańskich żołnierzy krwawo stłumiły ludowe powstanie, mordując około 30 tysięcy miejscowych. Okrucieństwo i bezwzględność władzy wobec mieszkańców wyspy przeraża i powoduje, że czytając, niejednokrotnie trzeba się zatrzymać, by złapać oddech.

Starannie odmalowany portret silnych i odważnych kobiet charakteryzuje styl Lisy See. Mało kto potrafi tak głęboko eksplorować temat kobiecych przyjaźni i przebaczenia. Powieść potrafi zadziwić, zmusić do refleksji, a w wielu momentach wzruszyć. Fabuła pełna zwrotów akcji to bez wątpienia mocny punkt tej historii, jednak to, co przede wszystkim wybrzmiewa z książki, to ogromna potrzeba wolności i niezależności, jakiej przez długie lata nie mogli zaznać Koreańczycy. Zrozumieć ich pragnienia to dać głos ofiarom i nadzieję ocalałym, którzy dopiero po latach mogli otwarcie opowiedzieć o krzywdach, które ich dotknęły.

Przeczytaj fragment książki „Wyspa kobiet morza”

Wyspa kobiet morza, Lisa See

Wyspa kobiet morza, fragment


Książka „Wyspa kobiet morza” jest już do kupienia w księgarniach online.

Artykuł na podstawie książki „Wyspa kobiet morza” we współpracy z wydawnictwem Świat Książki

Reklama

komentarze [4]

Sortuj:
682
298
06.12.2020 00:19

W sumie jestem bardzo ciekaw. Strasznie chcieliśmy zobaczyć wyspę Jeju (polska wymowa "Czedżu") i zobaczyć kobiety-nurków (nie wiem, czy jest żeńska forma słowa nurek). Dodatkowo o masakrze z 1948 roku czytałem w tej książce Korea Południowa. Republika żywiołów. Nie czytałem jeszcze nic Lisy See, ale mam y w...

więcej

1829
154
05.12.2020 23:33

Dużo dobrego słyszałam o Lisie See, ale moja przygoda z jej twórczością dopiero się zaczyna. Artykuł brzmi zachęcajaco, kto wie może to będzie pierwszy tytuł Lisy See, który przeczytam. Choć na mojej półce stoją i czekają na swój czas dwie pozycje autorki:  Dziewczęta z Szanghaju Dziewczęta z Szanghaju

więcej

330
34
02.12.2020 11:47

Myślałam, że już się nie doczekam w tym roku na tą książkę po polsku, ale już jest i już ją mam na półce! :))


2868
4
02.12.2020 08:51

Zapraszamy do dyskusji.


zgłoś błąd