Logika zbrodni, czyli co zmienia człowieka w zabójcę? „Dzień rozrachunku” Johna Grishama

Marcin Waincetel
19.05.2020

Podobno nie ma zbrodni doskonałej, tak jak nie powinno być winy bez kary. John Grisham, amerykański klasyk specjalizujący się w thrillerach prawniczych, przekonuje jednak, że istnieją bestialstwa, o których milczą wszystkie znane kodeksy. Dowody w sprawie zapisano na kartach „Dnia rozrachunku”, być może najbardziej niejednoznacznej ze wszystkich powieści tego twórcy.

Logika zbrodni, czyli co zmienia człowieka w zabójcę? „Dzień rozrachunku” Johna Grishama

Grisham – mistrz intryg i doświadczony prawnik, który opisuje świat bezprawia

„Dzień rozrachunku” to dokładnie czterdziesty tytuł w dorobku amerykańskiego twórcy, dzięki czemu Grisham od lat uznawany jest za jednego z najbardziej popularnych pisarzy na świecie, którego kryminały i thrillery często przekładane są na język kina. Dość powiedzieć, że jego książki ukazują się w 50 różnych językach, a ich łączny nakład przekroczył w sumie ponad 300 milionów egzemplarzy; publikacje Grishama stały się podstawą scenariuszy do filmów takich, jak „Raport Pelikana” z Julią Roberts i Denzelem Washingtonem czy „Zaklinacz deszczu” Francisa Forda Coppoli. 

Reklama

Wiadomo, że Grisham stara się pisać codziennie, poczynając przynajmniej od 1 stycznia 1991 roku, kiedy to ukazała się debiutancka „Firma” – na początku każdego roku dąży do tego, by ostatnią kropkę postawić z początkiem lipca. Taka organizacja wymaga odpowiedniej samodyscypliny, jednak trzymanie się zasad pozwala osiągnąć sukces. Podstawą warsztatu pracy jest również doświadczenie, które urodzony w Jonesboro w stanie Arkansas autor zdobył jako prawnik.

Studia ukończone w 1981 roku na Uniwersytecie Stanowym Missipi pozwoliły mu, aby prowadzić własną praktykę prawniczą w Southaven. Grisham, doskonale znający literę prawa, wykształcił w sobie szczególny zmysł obserwacji, choć, jak sam przyznaje w posłowiu „Dnia rozrachunku”, charakter dotychczasowej pracy nie był do końca zgodny z tym, co chciałby właściwie robić

Przez wiele lat zasiadałem przez dwie kadencje w zgromadzeniu ustawodawczym stanu Missisipi. Służba publiczna nie przypadła mi zbytnio do gustu i musielibyście zebrać odciski palców na Kapitolu w Jackson, by odnaleźć tam ślady mojej obecności.

Wsłuchując się w sądowe opowieści Grisham trafił jednak na trop sprawy tak mrocznej, tak niejednoznacznej, że w końcu musiała stać się podstawą jego powieści.

Demony amerykańskiego południa – krwawa melancholia w mieście Clanton

„Jest niepodobna do niczego, co napisałem wcześniej” – deklarował jeszcze przed światową premierą „Dnia rozrachunku” Grisham. Bo choć podstawą intrygi jest popełniona z zimną krwią zbrodnia, a następnie sądowy proces, być może jeden z najdziwniejszych w historii literatury, to pozostałe składniki powieści wskazują, że amerykański klasyk, pomimo uznania i dorobku, nie boi się eksperymentować. Tak z formą, treścią, jak i przede wszystkim wymową, która odnosi się do prawa zemsty, ale również krwawej historii narodów biorących udział w II wojnie światowej.

Bo choć zwycięstwo USA w największym konflikcie globalnym w dziejach nie pozostawiało żadnych wątpliwości, to jasne było również to, że największą cenę za końcowy triumf musieli płacić zwykli ludzie. Śmiertelni herosi, poranieni na ciele i duszy weterani wojenni, a razem z nimi ich rodziny. I tak też było w przypadku Pete’a Banninga, kluczowej, choć nie jedynej ważnej postaci do tego, aby zrozumieć zagadkę „Dnia rozrachunku”.

Reklama

Wszystko zaczyna się w miasteczku Clanton w stanie Missisipi, które możemy pamiętać również z innych powieści Grishama. Bo to właśnie tam osadzono akcję „Czasu zabijania”, „Ostatniego sprawiedliwego” i „Czasu zapłaty”. Jest rok 1946, jeden z chłodnych poranków na początku października. Banning, szanowany przez lokalną społeczność właściciel plantacji bawełny, przykładny ojciec i bohater wojenny, postanawia uśmiercić wielebnego Dextera Bella, pastora miejscowej parafii. Zarówno jeden, jak i drugi – zatem kat, ale również ofiara – uchodzą za wzory moralnych cnót, żywe przykłady do naśladowania. Zbrodnia jest przez to tym bardziej szokująca.

Bo nikt nie wie, dlaczego doszło do tragedii. Nikt przez bardzo długi czas nie potrafi dostrzec motywu. Rozwiązania sprawy nie ułatwia Banning, który deklaruje, że nie ma nic do powiedzenia, nie godząc się przy okazji na uznanie go za niepoczytalnego. Co sprawia, że przekraczamy moralne granice? Czy to prawda, że nad nami niebo gwiaździste, a prawo moralne w sercu każdego z nas? Czy istnieją wreszcie zbrodnie, które nie ulegają przedawnieniu? Trzeba zresztą wiedzieć, że jeśli Banning zostanie uznany za winnego – a nie ma co do tego większych wątpliwości – to tajemnica zostanie spalona razem z ciałem mordercy, który swój żywot skończy na fotelu elektrycznym.

W którymś momencie mojej krótkiej ustawodawczej kariery usłyszałem opowieść o dwóch szacownych obywatelach, którzy mieszkali w małym miasteczku w Missisipi w latach trzydziestych. Jeden zabił drugiego bez żadnych ewidentnych powodów i nigdy nie zdradził swoich motywów. Skazany na śmierć, odrzucił ofertę gubernatora, który gotów był go ułaskawić, pod warunkiem że je ujawni – tłumaczy Grisham.

Autor zaintrygowany nie tyle, a może raczej nie tylko przedmiotem krwawego sporu, w znaczący sposób pogłębił zapomnianą historię. Określił złożony obraz amerykańskiego społeczeństwa, oddał głos bohaterom – i tym cynicznym, i tym tragicznym – i, co najlepsze, zadbał o to, aby końcowy sekret był utrzymany niemal do samego końca.

Wojenna etyka, czyli losy amerykańskich jeńców

Reklama

Niezwykle satysfakcjonujący sposób prowadzenia intrygi wymaga od nas szczególnego skupienia, empatii, ale również ciekawości. Wszystko dlatego, że do zrozumienia „Dnia rozrachunku” potrzebujemy wszystkich faktów, którymi autor dzieli się stopniowo, nieśpiesznie. Z odpowiednim wyczuciem i inteligencją. Szczególnie istotne jest bowiem historyczne tło, wojenne losy Banninga i towarzyszy jego broni, o czym dowiadujemy się w części opatrzonej upiornym tytułem „Trupiarnia”.

Grisham przeprowadza nas szlakiem tak zwanego bataańskiego marszu śmierci, w którym uczestniczyli amerykańscy i filipińskich jeńcy wojenni. Będąc niewolnikami japońskiej armii, musieli odbyć katorżniczy marsz od Bataana, skalistego półwyspu w zachodniej części Filipin, aż do obozu koncentracyjnego w O’Donnel na wyspie Luzon. Dziś wiemy, że marsz był jedną z największych zbrodni wojennych, jakie miały miejsce podczas wojny na Pacyfiku, o czym możemy dowiedzieć się między innymi poprzez literacką relację Grishama.

Amerykański autor w detaliczny sposób odwzorował obraz ziemskiego piekła, którego doświadczył Banning. „W miarę jak kolumny maszerujących pęczniały i zwalniały, panował coraz większy chaos. Porzucone w rowach i na polach trupy rozkładały się w palącym słońcu. Do unoszących się nad nimi czarnych much dołączały głodne świnie i psy. Stada czarnych wron czekały cierpliwie na płotach, a niekiedy podfruwały do kolumny i dziobały jeńców”. Żyjąc – czy raczej umierając – w takich warunkach zachowanie choćby resztek człowieczeństwa nierzadko graniczyło z cudem. Pete Banning zdołał jednak przejść cały marsz, choć do swojego domu wrócił odmieniony. Zmiany dokonały się jednak również w sercach i duszach jego bliskich, którzy uznali go za zmarłego.  

Obraz namiętności, a nad wszystkim duch Faulknera…

Jedną z najważniejszych zasad w twórczości Grishama jest to, aby nie pisać pierwszej sceny, dopóki nie ma się pomysłu na ostatnią. I choć tropy i podsuwane co jakiś czas przez narratora wskazówki mogą nam pomóc w rozwiązaniu sekretu, to nie sposób domyślić się całości. Bo to nie jest prosta historia o zemście, krwawym samosądzie. Ten uznany twórca nie zapomniał, aby cała sprawa została naświetlona z możliwie różnych perspektyw.  

I tak też poznajemy losy nie tylko Banninga, ale również jego dzieci – Joela oraz Stelli, którzy studiując, stojąc de facto u progu dorosłości, będą musieli zmierzyć się z przerażającym dziedzictwem. Nie bez znaczenia jest również to, że matka rodzeństwa od dłuższego czasu znajduje się w zakładzie zamkniętym, skrywając kilka ważnych elementów układanki… Swoją rolę do odegrania ma również Florra, siostra Pete’a, współwłaścicielka dobrze prosperującej plantacji bawełny, oraz Jackie Bell, wdowa po zamordowanym pastorze. Grisham stworzył złożony mikroświat, społeczność, której przedstawiciele wyznają podobne wartości. Z jednej strony Bóg, ojczyzna, rodzina, z drugiej strony segregacja rasowa, obyczajowa pruderia, gorset konwenansów, pod którym skrywają się dzikie namiętności.

John GrishamMożna powiedzieć, że nad „Dniem rozrachunku” unosi się duch twórczości Faulknera, zresztą, amerykański noblista pojawił się również jako jeden z epizodycznych bohaterów. Bo John Grisham – jako żyjący klasyk – z szacunkiem odnosi się do literackiego dziedzictwa USA, znaleźć można między wersami surowe frazy z Cormaca McCarthy’ego, a wymowa całości na pewnym poziomie koresponduje też z prozą Harper Lee, szczególnie „Zabić drozda”. Jednak jest w „Dniu rozrachunku” coś prawdziwie unikatowego. To rekonstrukcja procesu, w wyniku którego dobry człowiek może stać się zabójcą. Świadomym, pewnym swego, który nie wyraża żadnych wątpliwości. Choć moralne odcienie szarości stanowią o sile tej powieści.

Podobno nie ma zbrodni doskonałej, tak jak nie powinno być winy bez kary. John Grisham, amerykański klasyk specjalizujący się w thrillerach prawniczych, przekonuje jednak, że istnieją bestialstwa, o których milczą wszystkie znane kodeksy. „Dzień rozrachunku” to prowokująca, z jednej strony melancholijna, niekiedy nawet romantyczna, z drugiej naznaczona surową przemocą historia. Być może najbardziej niejednoznaczna ze wszystkich powieści tego twórcy.

Reklama

komentarze [3]

Sortuj:
Dodaj wypowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

345
3
19.05.2020 11:38

Zapraszam do dyskusji.


3900
3660
19.05.2020 14:15

Cenie Grishama,za to .Że nawet dla laika potrafi w prosty, sposób.Mowic o prawie.


1049
36
19.05.2020 17:34

Tak Grisham to jest jakość sama w sobie.


Dodaj odpowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

zgłoś błąd