rozwińzwiń

Szpieg, który mnie kochał

Okładka książki Szpieg, który mnie kochał Ian Fleming
Okładka książki Szpieg, który mnie kochał
Ian Fleming Wydawnictwo: Przedsiębiorstwo Wydawnicze „Rzeczpospolita” S.A. Cykl: James Bond (tom 10) Ekranizacje: Szpieg, który mnie kochał (1977) kryminał, sensacja, thriller
174 str. 2 godz. 54 min.
Kategoria:
kryminał, sensacja, thriller
Cykl:
James Bond (tom 10)
Tytuł oryginału:
The Spy Who Loved Me
Wydawnictwo:
Przedsiębiorstwo Wydawnicze „Rzeczpospolita” S.A.
Data wydania:
2008-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2003-06-01
Liczba stron:
174
Czas czytania
2 godz. 54 min.
Język:
polski
ISBN:
9788361565123
Ekranizacje:
Szpieg, który mnie kochał (1977)
Tagi:
Bond śmierć niebezpieczeństwo
Średnia ocen

5,9 5,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Ładowanie Szukamy ofert...

Patronaty LC

Książki autora

Okładka książki The James Bond Omnibus 004 Ian Fleming, Yaroslav Horak, Jim Lawrence
Ocena 6,0
The James Bond... Ian Fleming, Yarosl...
Okładka książki The James Bond Omnibus 003 Ian Fleming, Yaroslav Horak, Jim Lawrence
Ocena 0,0
The James Bond... Ian Fleming, Yarosl...

Mogą Cię zainteresować

Oceny

Średnia ocen
5,9 / 10
180 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
41
39

Na półkach:

Szkoda drzew, które w skali świata ścięto na wydanie tej książki. Książka wydana w 1962 roku i w tym samym roku wyszedł pierwszy film z Bondem Dr No. Na okładce powinno być oznaczenie "Książka napisana dla pieniędzy, czytasz na własną odpowiedzialność. Grzegorz C.".

Szkoda drzew, które w skali świata ścięto na wydanie tej książki. Książka wydana w 1962 roku i w tym samym roku wyszedł pierwszy film z Bondem Dr No. Na okładce powinno być oznaczenie "Książka napisana dla pieniędzy, czytasz na własną odpowiedzialność. Grzegorz C.".

Pokaż mimo to

avatar
119
26

Na półkach: ,

Tak jak pisali już inni użytkownicy jest to eksperymentalna książka Fleminga o przygodach agenta 007. Książka zaskakuje, gdyż jest prowadzona w narracji pierwszej osoby, która jest kobietą, opisującą swoje życie i tragiczną i niebezpieczną sytuację, w której znalazła się. Mija 2/3 książki i wtedy pojawia się On "cały na biało", no może nie dosłownie, ale zjawia się przypadkowo Bond, który postanawia ją uratować z opresji. Tak sobie myślę, że Tarantino mógłby z tego zrobić w sumie ciekawy film...

Tak jak pisali już inni użytkownicy jest to eksperymentalna książka Fleminga o przygodach agenta 007. Książka zaskakuje, gdyż jest prowadzona w narracji pierwszej osoby, która jest kobietą, opisującą swoje życie i tragiczną i niebezpieczną sytuację, w której znalazła się. Mija 2/3 książki i wtedy pojawia się On "cały na biało", no może nie dosłownie, ale zjawia się...

więcej Pokaż mimo to

avatar
479
474

Na półkach:

"Szpieg, który mnie kochał" to powieść w każdym calu eksperymentalna: nie dlatego, że dzieje się w niej coś niesłychanego pod względem treściowym czy formalnym, a dlatego, że pisanie narracji pierwszoosobowej z perspektywy kobiety to ostatnie, czego bym się po Flemingu spodziewał. Natomiast to, że książka nie jest kompletną katastrofą, to już w ogóle ciężki szok dla systemu. Naprawdę kiepsko zaczyna się robić dopiero w ostatnim akcie, kiedy pojawia się Bond (tak, dobrze zrozumieliście, Bond wkracza do akcji dopiero w 2/3 fabuły); wtedy Fleming z typową dla siebie gracją usiłuje przedstawić swojego bohatera jako rycerza na białym koniu i bożyszcze kobiet, a wychodzi mu - jak zwykle - partacz i łajza. Na domiar wszystkiego w miarę przyzwoicie - podkreślam, JAK NA FLEMINGA - nakreślona osobowość narratorki zostaje niemal natychmiast nadpisana: od tej pory chce już tylko obsługiwać erotycznie i kulinarnie swego wybawcę, i zapewne będzie marzyć o nim po kres swoich dni. Ukoronowaniem tej przemiany jest zdanie "Każda kobiety lubi być na wpół zgwałcona", pomyślane przez osobę, która nie tak dawno o mało nie została zgwałcona w całości, i do tego jeszcze zamordowana. Byłbym się wkurzył, gdyby w porę nie dotarło do mnie, że to zdanie napisano sześćdziesiąt lat temu, jego autor od dawna nie żyje, filmy o Bondzie od lat skutecznie dopasowują tę postać do zmieniających się czasów, a oryginalne książki nigdy nie trafią już na listy bestsellerów, bo zestarzały się tak paskudnie, że nie doceni ich prawie nikt poza takimi literackimi archeologami jak ja. Nazwijmy to niską szkodliwością społeczną. Polecam tę powieść każdemu, kto ma ochotę przeczytać najdziwniejszą historię o Bondzie, jaka kiedykolwiek powstała.

"Szpieg, który mnie kochał" to powieść w każdym calu eksperymentalna: nie dlatego, że dzieje się w niej coś niesłychanego pod względem treściowym czy formalnym, a dlatego, że pisanie narracji pierwszoosobowej z perspektywy kobiety to ostatnie, czego bym się po Flemingu spodziewał. Natomiast to, że książka nie jest kompletną katastrofą, to już w ogóle ciężki szok dla...

więcej Pokaż mimo to

avatar
762
762

Na półkach: , , ,

130/150/2020
Wyzwanie LC wrzesień 2020 - Kieruj się tłumaczem
Wyczytałam, że tłumacz Robert Stiller jest jednym z lepszych w swojej branży (chociaż jako przykład podano "Alicję w Krainie Czarów"),więc tego niby-Bonda zaliczam do wyzwania. Dlaczego "niby-Bonda" to już chyba wiecie z wcześniejszych opinii. Książeczka ma 166 stron, a Bond pojawia się na setnej. I kilka (może nawet -naście) stron przed końcem znika (jak to Bond). No, ale jak już się pojawia, to szaleje na całego. Oczywiście, z filmem (o ile pamiętam film) nie ma to nic wspólnego, więc dziś sobie odpalę film i porównam. A raczej poszukam punktów wspólnych, innych niż tytuł.
PS. Jako ciekawostkę powiem Wam, że Ian Fleming występuje w jednej z ekranizacji "Karaibskiej tajemnicy" Agathy Christie. Panna Marple wypoczywa na Karaibach (na koszt swojego bogatego bratanka, który zresztą jest pisarzem),jednym z gości hotelowych jest niejaki pan Fleming, który pracuje nad powieścią, ale ma okropny problem z nazwiskiem dla swojego bohatera. Żadne mu nie odpowiada, więc bohater wciąż jest bezimienny. Pewnego dnia, w ramach atrakcji dla gości, do hotelu przybywa ornitolog z odczytem na temat ptaków. Słuchacze usadowieni, mówca wchodzi, typowy naukowiec - jąka się, przekłada papiery, okularki poprawia... wiecie, taki zagubiony uczony - i w końcu zaczyna odczyt. I mówi tak: "Good afternoon, eeee, eeee, my name is Bond. Eeee, James Bond. I wtedy kamera pokazuje autora Fleminga, który gorączkowo notuje coś w małym kajeciku. :-)
Ci Angole to się umieją pośmiać sami z siebie.
PS. Film obejrzałam. Faktycznie, powieść i film łączy tylko tytuł i Bond. James Bond.

130/150/2020
Wyzwanie LC wrzesień 2020 - Kieruj się tłumaczem
Wyczytałam, że tłumacz Robert Stiller jest jednym z lepszych w swojej branży (chociaż jako przykład podano "Alicję w Krainie Czarów"),więc tego niby-Bonda zaliczam do wyzwania. Dlaczego "niby-Bonda" to już chyba wiecie z wcześniejszych opinii. Książeczka ma 166 stron, a Bond pojawia się na setnej. I kilka (może...

więcej Pokaż mimo to

avatar
144
70

Na półkach:

Czytając książkę kilka razy sprawdzałam czy oby się nie pomylłam i to napewno Bond. Główną bohaterką jest Vivienne. Kanadyjka, której losy poznajemy cofając się aż do dzieciństwa.
Bond wkracza gdzieś pod koniec ni stąd ni zowąd.
Szczerze to miałam wrażenie, że czytam jakiś taki harlekin.
Słabo....

Czytając książkę kilka razy sprawdzałam czy oby się nie pomylłam i to napewno Bond. Główną bohaterką jest Vivienne. Kanadyjka, której losy poznajemy cofając się aż do dzieciństwa.
Bond wkracza gdzieś pod koniec ni stąd ni zowąd.
Szczerze to miałam wrażenie, że czytam jakiś taki harlekin.
Słabo....

Pokaż mimo to

avatar
307
130

Na półkach:

Książkę- z braku możliwości trzymania jej stale w ręku- odsłuchałam z brytyjską narratorką w wersji audio.
Po którymś rozdziale sprawdziłam, czy oby się nie pomyliłam. Bowiem ciągle bohaterką była Vivienne, a Bonda jak nie było tak nie ma.
Ale tak, to kanadyjka jest tu głowną postacią.
Towarzyszymy jej kiedy pierwszy raz się zakochuje,rozczarowuje, rozwija karierę, znowu przeżywa zawód miłosny. W końcu porzuca swoje dotychczasowe życie,kupuję Vespę i wyrusza w świat. Po drodze zatrzymuje się w przydrożnym motelu, gdzie właściciele proponują jej pracę. I pewnego burzowego wieczoru,kiedy jest sama, odwiedzają ją dwaj podejrzani mężczyźni.
Nooo dobrze. Długo się zastanawiałam nad powodem powstania tej części. Czekała i czekałam na Bonda, pojawił się na mdłym końcu i to na chwilę. Vivienne i jej życie jest tu pierwszoplanowe. Co do samej bohaterki- jest osobą, która próbuję znaleźć rycerza a ciągle trafia na pospolitych wieśniaków ;o) Mężczyźni ciągle ją zawodzą. Na samym końcu przypadkowo trafia na Bonda. I on jest takim rycerzem, mimo tego,że nie zna go wcale. Pojawia się, ratuje ją z opresji i znika.
Myslę, po co był ten tom. Taki łącznik między poprzenią a kolejną częścią;Bond siedzi i opowiada Vivienne o sprawach zdaje się ściśle tajnych, o SPECTRE, o byciu agentem, mówi jej gdzie może go odnaleźć. Ta smaży mu jajecznicę, a obok siędzi dwóch gangsterów nie wiadomo skąd. Bardzo chaotyczna i niedporacowana fabuła. Na koniec wykład szeryfa o tym , że taki agent to beznadziejny kandydat na cokolwiek, że jest tylko maszyną do zabijania.
Zdecydowanie można pominąć ten tom, niczego nie wnosi,jest smętny i nijaki. Jak ktos chce się poużalać wraz z bohaterką to ok.

Książkę- z braku możliwości trzymania jej stale w ręku- odsłuchałam z brytyjską narratorką w wersji audio.
Po którymś rozdziale sprawdziłam, czy oby się nie pomyliłam. Bowiem ciągle bohaterką była Vivienne, a Bonda jak nie było tak nie ma.
Ale tak, to kanadyjka jest tu głowną postacią.
Towarzyszymy jej kiedy pierwszy raz się zakochuje,rozczarowuje, rozwija karierę, znowu...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
732
330

Na półkach:

Fleming zaskoczył. Można powiedzieć, że Bond jest w tej powieści postacią drugoplanową, pierwsze skrzypce gra tutaj 'dziewczyna Bonda' Vivienne Michel. Poznajemy jej całe burzliwe życie do momentu przypadkowego spotkania z agentem 007. Spotkania w najbardziej odpowiednim momencie z odpowiednich.
Fabułę można streścić tak, że przyjeżdża książę na białym koniu w postaci Bonda i ratuje z opresji Vivienne. Koniec.
Dla mnie ta książka jest czymś w rodzaju spin offu, który ma za zadanie pokazać Bonda z perspektywy kobiet, które przewijają się przez jego życie. Wybitna to ona nie jest, umówmy się, ale lubię zaskoczenia, więc nie będę się znęcał i nawet będę wspominał z przyjemnością.

Fleming zaskoczył. Można powiedzieć, że Bond jest w tej powieści postacią drugoplanową, pierwsze skrzypce gra tutaj 'dziewczyna Bonda' Vivienne Michel. Poznajemy jej całe burzliwe życie do momentu przypadkowego spotkania z agentem 007. Spotkania w najbardziej odpowiednim momencie z odpowiednich.
Fabułę można streścić tak, że przyjeżdża książę na białym koniu w postaci...

więcej Pokaż mimo to

avatar
1012
735

Na półkach:

A wydawało mi się,że rekord padł w "Pozdrowieniach z Moskwy", jeśli chodzi o to, kiedy Bond pojawia się w książce. Wtedy to była 1/3 powieści,a tym razem agent 007 pojawia się dokładnie w 57% książki. Czytając początek, niejeden czytelnik jeszcze raz rzuci okiem na okładkę tytułową, by upewnić się,że nie pomylił książek. Historia będąca główną osią fabularną dotyczy pewnej młodej dziewczyny i sposób jej przedstawienia przypomina początek jakiegoś kryminału przeznaczonego dla żeńskiego odbiorcy. Pomimo tego faktu, ten początek właściwie jest dobrze napisany i jest niezwykle interesujący. Takie nieco dłuższe preludium do historii Bonda. Całość odbieram bardzo pozytywnie, ale dostrzegam tutaj pewną hipokryzję autora lub niewinną ignorancję. Autor przedstawia historię dwukrotnie zranionej przez facetów dziewczyny (emocjonalnie i seksualnie),a jej serce i psychika zostają ostatecznie uleczone przez wiecznego kobieciarza, który ostatecznie i tak bohaterkę opuści, jak wszystkie swoje kochanki (no z wyjątkiem dwóch).Trochę dziwne podejście, ale pamiętajmy,że mamy do czynienia z książkami szpiegowskimi pisanymi raczej dla męskiej populacji i pewne rzeczy można im zwyczajnie wybaczyć :)

A wydawało mi się,że rekord padł w "Pozdrowieniach z Moskwy", jeśli chodzi o to, kiedy Bond pojawia się w książce. Wtedy to była 1/3 powieści,a tym razem agent 007 pojawia się dokładnie w 57% książki. Czytając początek, niejeden czytelnik jeszcze raz rzuci okiem na okładkę tytułową, by upewnić się,że nie pomylił książek. Historia będąca główną osią fabularną dotyczy pewnej...

więcej Pokaż mimo to

avatar
679
4

Na półkach:

"Samotność zmienia się w kochanka, osamotnienie w ulubiony grzech" - takim mottem kieruje się Vivienne Michel. Młoda kobieta, dziewczyna niemal, wielokrotnie ciężko doświadczana przez życie.
W dzieciństwie jeszcze straciła rodziców, po której to tragedii jej opieką zajęła się ciotka. Mimo różnicy wyznaniowej, tak popularnej w ówczesnej Kanadzie; młoda Vivienne była katoliczką, a jej ciotka - baptystką, dogadywały się świetnie. W końcu jednak uznała, że Quebec to nie jest miejsce dla niej, więc ciocia wysłała ją do Anglii, do szkoły dla młodych dam. Małomiasteczkowa i naiwna, jak sama siebie określała, nie miała większych szans w starciu z tzw. "wielkim światem". Bardzo szybko młoda dziewczyna o głowie pełnej marzeń została uwiedziona przez młodzieńca z wyższych sfer, który po osiągnięciu swego celu szybko się jej pozbył ze swego życia. Życia, które powoli składała do kupy, zostając dziennikarką, a które runęło w gruzy, gdy wykorzystał ją kolejny mężczyzna. To przelało czarę goryczy. Postanowiła wrócić do cioci, do domu.

Nie brzmi to jak powieść o Jamesie Bondzie, prawda? Piszę to nie dlatego, by psuć ludziom frajdę z lektury. Powyższa treść nie ma po prostu wpływu na samą historię. Poznajemy ją w formie retrospekcji samej Vivienne, która w tym tomie jest główną bohaterką. Książka, co ciekawe, pisana jest w pierwszej osobie, zupełnie odmiennie od pozostałych tomów sagi. Pozwala to, jak łatwo zauważyć, bardziej zbliżyć się do postaci młodej Kanadyjki, zżyć się z nią i przeżywać jej perypetie.

Dla fanów bondowskich przygód prawdziwa gratka zaczyna się mniej więcej w połowie książki, kiedy na scenie pojawia się śmiertelne niebezpieczeństwo grożące zagubionej dziewczynie, a wraz z owym niebezpieczeństwem - zabójczo przystojny agent 007. Przyznam, że bardzo ciekawą odmianą jest przeżywanie jego przygód z innej perspektywy, w której James Bond jest tylko uczestnikiem wydarzeń. Poznawać agenta oczami zwykłego, bądź co bądź, śmiertelnika, nieuwikłanego w mroczny światek tajnych agentów, wywiadów i kontrwywiadów. Do tego kobiety...

Cóż mogę więcej rzec? Książkę samą w sobie ciężko było ocenić. Jak na Bonda, to Bonda jest w niej stanowczo za mało. Przez to jednak, że nie ma go zbyt wiele, to gdy już się na scenie pojawia, akcja jest szybka, wartka, dzieje się dużo, a trup pada w sposób iście zjawiskowy. James Bond jest bardziej ludzki, popełnia błędy, bywa rozkojarzony. Coś, czego nie uświadczymy w filmach. Powieść na pewno nietypowa, ale warto poświęcić na nią tych kilka chwil. Zdecydowanie warto.

"Samotność zmienia się w kochanka, osamotnienie w ulubiony grzech" - takim mottem kieruje się Vivienne Michel. Młoda kobieta, dziewczyna niemal, wielokrotnie ciężko doświadczana przez życie.
W dzieciństwie jeszcze straciła rodziców, po której to tragedii jej opieką zajęła się ciotka. Mimo różnicy wyznaniowej, tak popularnej w ówczesnej Kanadzie; młoda Vivienne była...

więcej Pokaż mimo to

avatar
474
411

Na półkach: , , ,

No cóż, zupełnie inny Bond.....ale Bond!!
Ciekawy eksperyment ale brak mu elementów, które wszyscy znają i lubią.
A lubią bo znają. Całe szczęście to pojedynczy wyskok Fleminga.

No cóż, zupełnie inny Bond.....ale Bond!!
Ciekawy eksperyment ale brak mu elementów, które wszyscy znają i lubią.
A lubią bo znają. Całe szczęście to pojedynczy wyskok Fleminga.

Pokaż mimo to

Książka na półkach

  • Przeczytane
    259
  • Chcę przeczytać
    223
  • Posiadam
    121
  • Chcę w prezencie
    7
  • Thriller/sensacja/kryminał
    4
  • 2013
    4
  • Ulubione
    4
  • Teraz czytam
    4
  • James Bond
    4
  • 2012
    3

Cytaty

Więcej
Ian Fleming Moja miłość to agent Zobacz więcej
Ian Fleming Szpieg, który mnie kochał Zobacz więcej
Więcej

Podobne książki

Przeczytaj także