Szpieg, który mnie kochał

Okładka książki Szpieg, który mnie kochał
Ian Fleming Wydawnictwo: Przedsiębiorstwo Wydawnicze „Rzeczpospolita” S.A. Cykl: James Bond (tom 10) kryminał, sensacja, thriller
174 str. 2 godz. 54 min.
Kategoria:
kryminał, sensacja, thriller
Cykl:
James Bond (tom 10)
Tytuł oryginału:
The Spy Who Loved Me
Wydawnictwo:
Przedsiębiorstwo Wydawnicze „Rzeczpospolita” S.A.
Data wydania:
2008-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2003-06-01
Liczba stron:
174
Czas czytania
2 godz. 54 min.
Język:
polski
ISBN:
9788361565123
Tagi:
Bond śmierć niebezpieczeństwo
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Reklama
Reklama

Książki autora

Podobne książki

Reklama

Oceny

Średnia ocen
6,0 / 10
174 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
454
449

Na półkach:

"Szpieg, który mnie kochał" to powieść w każdym calu eksperymentalna: nie dlatego, że dzieje się w niej coś niesłychanego pod względem treściowym czy formalnym, a dlatego, że pisanie narracji pierwszoosobowej z perspektywy kobiety to ostatnie, czego bym się po Flemingu spodziewał. Natomiast to, że książka nie jest kompletną katastrofą, to już w ogóle ciężki szok dla systemu. Naprawdę kiepsko zaczyna się robić dopiero w ostatnim akcie, kiedy pojawia się Bond (tak, dobrze zrozumieliście, Bond wkracza do akcji dopiero w 2/3 fabuły); wtedy Fleming z typową dla siebie gracją usiłuje przedstawić swojego bohatera jako rycerza na białym koniu i bożyszcze kobiet, a wychodzi mu - jak zwykle - partacz i łajza. Na domiar wszystkiego w miarę przyzwoicie - podkreślam, JAK NA FLEMINGA - nakreślona osobowość narratorki zostaje niemal natychmiast nadpisana: od tej pory chce już tylko obsługiwać erotycznie i kulinarnie swego wybawcę, i zapewne będzie marzyć o nim po kres swoich dni. Ukoronowaniem tej przemiany jest zdanie "Każda kobiety lubi być na wpół zgwałcona", pomyślane przez osobę, która nie tak dawno o mało nie została zgwałcona w całości, i do tego jeszcze zamordowana. Byłbym się wkurzył, gdyby w porę nie dotarło do mnie, że to zdanie napisano sześćdziesiąt lat temu, jego autor od dawna nie żyje, filmy o Bondzie od lat skutecznie dopasowują tę postać do zmieniających się czasów, a oryginalne książki nigdy nie trafią już na listy bestsellerów, bo zestarzały się tak paskudnie, że nie doceni ich prawie nikt poza takimi literackimi archeologami jak ja. Nazwijmy to niską szkodliwością społeczną. Polecam tę powieść każdemu, kto ma ochotę przeczytać najdziwniejszą historię o Bondzie, jaka kiedykolwiek powstała.

"Szpieg, który mnie kochał" to powieść w każdym calu eksperymentalna: nie dlatego, że dzieje się w niej coś niesłychanego pod względem treściowym czy formalnym, a dlatego, że pisanie narracji pierwszoosobowej z perspektywy kobiety to ostatnie, czego bym się po Flemingu spodziewał. Natomiast to, że książka nie jest kompletną katastrofą, to już w ogóle ciężki szok dla...

więcej Pokaż mimo to

avatar
546
546

Na półkach: , , ,

130/150/2020
Wyzwanie LC wrzesień 2020 - Kieruj się tłumaczem
Wyczytałam, że tłumacz Robert Stiller jest jednym z lepszych w swojej branży (chociaż jako przykład podano "Alicję w Krainie Czarów"), więc tego niby-Bonda zaliczam do wyzwania. Dlaczego "niby-Bonda" to już chyba wiecie z wcześniejszych opinii. Książeczka ma 166 stron, a Bond pojawia się na setnej. I kilka (może nawet -naście) stron przed końcem znika (jak to Bond). No, ale jak już się pojawia, to szaleje na całego. Oczywiście, z filmem (o ile pamiętam film) nie ma to nic wspólnego, więc dziś sobie odpalę film i porównam. A raczej poszukam punktów wspólnych, innych niż tytuł.
PS. Jako ciekawostkę powiem Wam, że Ian Fleming występuje w jednej z ekranizacji "Karaibskiej tajemnicy" Agathy Christie. Panna Marple wypoczywa na Karaibach (na koszt swojego bogatego bratanka, który zresztą jest pisarzem), jednym z gości hotelowych jest niejaki pan Fleming, który pracuje nad powieścią, ale ma okropny problem z nazwiskiem dla swojego bohatera. Żadne mu nie odpowiada, więc bohater wciąż jest bezimienny. Pewnego dnia, w ramach atrakcji dla gości, do hotelu przybywa ornitolog z odczytem na temat ptaków. Słuchacze usadowieni, mówca wchodzi, typowy naukowiec - jąka się, przekłada papiery, okularki poprawia... wiecie, taki zagubiony uczony - i w końcu zaczyna odczyt. I mówi tak: "Good afternoon, eeee, eeee, my name is Bond. Eeee, James Bond. I wtedy kamera pokazuje autora Fleminga, który gorączkowo notuje coś w małym kajeciku. :-)
Ci Angole to się umieją pośmiać sami z siebie.
PS. Film obejrzałam. Faktycznie, powieść i film łączy tylko tytuł i Bond. James Bond.

130/150/2020
Wyzwanie LC wrzesień 2020 - Kieruj się tłumaczem
Wyczytałam, że tłumacz Robert Stiller jest jednym z lepszych w swojej branży (chociaż jako przykład podano "Alicję w Krainie Czarów"), więc tego niby-Bonda zaliczam do wyzwania. Dlaczego "niby-Bonda" to już chyba wiecie z wcześniejszych opinii. Książeczka ma 166 stron, a Bond pojawia się na setnej. I kilka (może...

więcej Pokaż mimo to

avatar
142
68

Na półkach:

Czytając książkę kilka razy sprawdzałam czy oby się nie pomylłam i to napewno Bond. Główną bohaterką jest Vivienne. Kanadyjka, której losy poznajemy cofając się aż do dzieciństwa.
Bond wkracza gdzieś pod koniec ni stąd ni zowąd.
Szczerze to miałam wrażenie, że czytam jakiś taki harlekin.
Słabo....

Czytając książkę kilka razy sprawdzałam czy oby się nie pomylłam i to napewno Bond. Główną bohaterką jest Vivienne. Kanadyjka, której losy poznajemy cofając się aż do dzieciństwa.
Bond wkracza gdzieś pod koniec ni stąd ni zowąd.
Szczerze to miałam wrażenie, że czytam jakiś taki harlekin.
Słabo....

Pokaż mimo to

Reklama
avatar
307
130

Na półkach:

Książkę- z braku możliwości trzymania jej stale w ręku- odsłuchałam z brytyjską narratorką w wersji audio.
Po którymś rozdziale sprawdziłam, czy oby się nie pomyliłam. Bowiem ciągle bohaterką była Vivienne, a Bonda jak nie było tak nie ma.
Ale tak, to kanadyjka jest tu głowną postacią.
Towarzyszymy jej kiedy pierwszy raz się zakochuje,rozczarowuje, rozwija karierę, znowu przeżywa zawód miłosny. W końcu porzuca swoje dotychczasowe życie,kupuję Vespę i wyrusza w świat. Po drodze zatrzymuje się w przydrożnym motelu, gdzie właściciele proponują jej pracę. I pewnego burzowego wieczoru,kiedy jest sama, odwiedzają ją dwaj podejrzani mężczyźni.
Nooo dobrze. Długo się zastanawiałam nad powodem powstania tej części. Czekała i czekałam na Bonda, pojawił się na mdłym końcu i to na chwilę. Vivienne i jej życie jest tu pierwszoplanowe. Co do samej bohaterki- jest osobą, która próbuję znaleźć rycerza a ciągle trafia na pospolitych wieśniaków ;o) Mężczyźni ciągle ją zawodzą. Na samym końcu przypadkowo trafia na Bonda. I on jest takim rycerzem, mimo tego,że nie zna go wcale. Pojawia się, ratuje ją z opresji i znika.
Myslę, po co był ten tom. Taki łącznik między poprzenią a kolejną częścią;Bond siedzi i opowiada Vivienne o sprawach zdaje się ściśle tajnych, o SPECTRE, o byciu agentem, mówi jej gdzie może go odnaleźć. Ta smaży mu jajecznicę, a obok siędzi dwóch gangsterów nie wiadomo skąd. Bardzo chaotyczna i niedporacowana fabuła. Na koniec wykład szeryfa o tym , że taki agent to beznadziejny kandydat na cokolwiek, że jest tylko maszyną do zabijania.
Zdecydowanie można pominąć ten tom, niczego nie wnosi,jest smętny i nijaki. Jak ktos chce się poużalać wraz z bohaterką to ok.

Książkę- z braku możliwości trzymania jej stale w ręku- odsłuchałam z brytyjską narratorką w wersji audio.
Po którymś rozdziale sprawdziłam, czy oby się nie pomyliłam. Bowiem ciągle bohaterką była Vivienne, a Bonda jak nie było tak nie ma.
Ale tak, to kanadyjka jest tu głowną postacią.
Towarzyszymy jej kiedy pierwszy raz się zakochuje,rozczarowuje, rozwija karierę, znowu...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
667
308

Na półkach:

Fleming zaskoczył. Można powiedzieć, że Bond jest w tej powieści postacią drugoplanową, pierwsze skrzypce gra tutaj 'dziewczyna Bonda' Vivienne Michel. Poznajemy jej całe burzliwe życie do momentu przypadkowego spotkania z agentem 007. Spotkania w najbardziej odpowiednim momencie z odpowiednich.
Fabułę można streścić tak, że przyjeżdża książę na białym koniu w postaci Bonda i ratuje z opresji Vivienne. Koniec.
Dla mnie ta książka jest czymś w rodzaju spin offu, który ma za zadanie pokazać Bonda z perspektywy kobiet, które przewijają się przez jego życie. Wybitna to ona nie jest, umówmy się, ale lubię zaskoczenia, więc nie będę się znęcał i nawet będę wspominał z przyjemnością.

Fleming zaskoczył. Można powiedzieć, że Bond jest w tej powieści postacią drugoplanową, pierwsze skrzypce gra tutaj 'dziewczyna Bonda' Vivienne Michel. Poznajemy jej całe burzliwe życie do momentu przypadkowego spotkania z agentem 007. Spotkania w najbardziej odpowiednim momencie z odpowiednich.
Fabułę można streścić tak, że przyjeżdża książę na białym koniu w postaci...

więcej Pokaż mimo to

avatar
950
673

Na półkach:

A wydawało mi się,że rekord padł w "Pozdrowieniach z Moskwy", jeśli chodzi o to, kiedy Bond pojawia się w książce. Wtedy to była 1/3 powieści,a tym razem agent 007 pojawia się dokładnie w 57% książki. Czytając początek, niejeden czytelnik jeszcze raz rzuci okiem na okładkę tytułową, by upewnić się,że nie pomylił książek. Historia będąca główną osią fabularną dotyczy pewnej młodej dziewczyny i sposób jej przedstawienia przypomina początek jakiegoś kryminału przeznaczonego dla żeńskiego odbiorcy. Pomimo tego faktu, ten początek właściwie jest dobrze napisany i jest niezwykle interesujący. Takie nieco dłuższe preludium do historii Bonda. Całość odbieram bardzo pozytywnie, ale dostrzegam tutaj pewną hipokryzję autora lub niewinną ignorancję. Autor przedstawia historię dwukrotnie zranionej przez facetów dziewczyny (emocjonalnie i seksualnie), a jej serce i psychika zostają ostatecznie uleczone przez wiecznego kobieciarza, który ostatecznie i tak bohaterkę opuści, jak wszystkie swoje kochanki (no z wyjątkiem dwóch).Trochę dziwne podejście, ale pamiętajmy,że mamy do czynienia z książkami szpiegowskimi pisanymi raczej dla męskiej populacji i pewne rzeczy można im zwyczajnie wybaczyć :)

A wydawało mi się,że rekord padł w "Pozdrowieniach z Moskwy", jeśli chodzi o to, kiedy Bond pojawia się w książce. Wtedy to była 1/3 powieści,a tym razem agent 007 pojawia się dokładnie w 57% książki. Czytając początek, niejeden czytelnik jeszcze raz rzuci okiem na okładkę tytułową, by upewnić się,że nie pomylił książek. Historia będąca główną osią fabularną dotyczy pewnej...

więcej Pokaż mimo to

avatar
401
4

Na półkach:

"Samotność zmienia się w kochanka, osamotnienie w ulubiony grzech" - takim mottem kieruje się Vivienne Michel. Młoda kobieta, dziewczyna niemal, wielokrotnie ciężko doświadczana przez życie.
W dzieciństwie jeszcze straciła rodziców, po której to tragedii jej opieką zajęła się ciotka. Mimo różnicy wyznaniowej, tak popularnej w ówczesnej Kanadzie; młoda Vivienne była katoliczką, a jej ciotka - baptystką, dogadywały się świetnie. W końcu jednak uznała, że Quebec to nie jest miejsce dla niej, więc ciocia wysłała ją do Anglii, do szkoły dla młodych dam. Małomiasteczkowa i naiwna, jak sama siebie określała, nie miała większych szans w starciu z tzw. "wielkim światem". Bardzo szybko młoda dziewczyna o głowie pełnej marzeń została uwiedziona przez młodzieńca z wyższych sfer, który po osiągnięciu swego celu szybko się jej pozbył ze swego życia. Życia, które powoli składała do kupy, zostając dziennikarką, a które runęło w gruzy, gdy wykorzystał ją kolejny mężczyzna. To przelało czarę goryczy. Postanowiła wrócić do cioci, do domu.

Nie brzmi to jak powieść o Jamesie Bondzie, prawda? Piszę to nie dlatego, by psuć ludziom frajdę z lektury. Powyższa treść nie ma po prostu wpływu na samą historię. Poznajemy ją w formie retrospekcji samej Vivienne, która w tym tomie jest główną bohaterką. Książka, co ciekawe, pisana jest w pierwszej osobie, zupełnie odmiennie od pozostałych tomów sagi. Pozwala to, jak łatwo zauważyć, bardziej zbliżyć się do postaci młodej Kanadyjki, zżyć się z nią i przeżywać jej perypetie.

Dla fanów bondowskich przygód prawdziwa gratka zaczyna się mniej więcej w połowie książki, kiedy na scenie pojawia się śmiertelne niebezpieczeństwo grożące zagubionej dziewczynie, a wraz z owym niebezpieczeństwem - zabójczo przystojny agent 007. Przyznam, że bardzo ciekawą odmianą jest przeżywanie jego przygód z innej perspektywy, w której James Bond jest tylko uczestnikiem wydarzeń. Poznawać agenta oczami zwykłego, bądź co bądź, śmiertelnika, nieuwikłanego w mroczny światek tajnych agentów, wywiadów i kontrwywiadów. Do tego kobiety...

Cóż mogę więcej rzec? Książkę samą w sobie ciężko było ocenić. Jak na Bonda, to Bonda jest w niej stanowczo za mało. Przez to jednak, że nie ma go zbyt wiele, to gdy już się na scenie pojawia, akcja jest szybka, wartka, dzieje się dużo, a trup pada w sposób iście zjawiskowy. James Bond jest bardziej ludzki, popełnia błędy, bywa rozkojarzony. Coś, czego nie uświadczymy w filmach. Powieść na pewno nietypowa, ale warto poświęcić na nią tych kilka chwil. Zdecydowanie warto.

"Samotność zmienia się w kochanka, osamotnienie w ulubiony grzech" - takim mottem kieruje się Vivienne Michel. Młoda kobieta, dziewczyna niemal, wielokrotnie ciężko doświadczana przez życie.
W dzieciństwie jeszcze straciła rodziców, po której to tragedii jej opieką zajęła się ciotka. Mimo różnicy wyznaniowej, tak popularnej w ówczesnej Kanadzie; młoda Vivienne była...

więcej Pokaż mimo to

avatar
398
339

Na półkach: , , ,

No cóż, zupełnie inny Bond.....ale Bond!!
Ciekawy eksperyment ale brak mu elementów, które wszyscy znają i lubią.
A lubią bo znają. Całe szczęście to pojedynczy wyskok Fleminga.

No cóż, zupełnie inny Bond.....ale Bond!!
Ciekawy eksperyment ale brak mu elementów, które wszyscy znają i lubią.
A lubią bo znają. Całe szczęście to pojedynczy wyskok Fleminga.

Pokaż mimo to

avatar
42
27

Na półkach:

Spodziewałem się jakiejś klasycznej szpiegowskiej historii, w stylu poprzednich książek o Bondzie które przeczytałem, czyli nic wielkiego, ale w sam raz na zabicie czasu. Ale to jest coś o wiele ciekawszego, przynajmniej dla mnie. Zaczyna się jako dramat, by następnie przerodzić się w świetny thriller.
Poza tym ma to co uwielbiam, narracje pierwszoosobową, zawsze pomaga lepiej zżyć się z bohaterem, nie ważne, że w tym przypadku jest to młoda, ale doświadczona przez los kobieta, wszystko co przeżywała ona, przeżywałem ja. Druga rzecz, jedna, zamknięta lokacja, świetnie buduje klimat zagrożenia i izolacji.
Czarne charaktery to archetypy typów spod ciemnej gwiazdy, do cna źli, nie specjalnie skomplikowani, nie mają żadnej historii, po prostu są i są źli. Degeneraci bez żadnego kręgosłupa moralnego, potrafiący bez skrupułów pobić kobietę.
Bond za to wykazuje się empatią i wyrozumiałością w stosunku do głównej bohaterki, ale też honorem w stosunku do przeciwników, nie zabijając ich kiedy są nieuzbrojeni.

Całość ogólnie skojarzyła mi się z klasycznym kinem Noir(książek z tego nurtu nie czytałem), osoba trzecia wplątana w intrygę. Wielka szkoda, że ta książka nie doczekała się wierniejszej ekranizacji, film o takim samym tytule powstał, ale to jedyna wspólna cecha z pierwowzorem. Już w czasie czytania wyobrażałem sobie, ją jako klasyczne czarno-białe noir, gra światłocieniem itp.
Wydaję mi się, że to książka do której w przyszłości z przyjemnością mógłbym wrócić.

Spodziewałem się jakiejś klasycznej szpiegowskiej historii, w stylu poprzednich książek o Bondzie które przeczytałem, czyli nic wielkiego, ale w sam raz na zabicie czasu. Ale to jest coś o wiele ciekawszego, przynajmniej dla mnie. Zaczyna się jako dramat, by następnie przerodzić się w świetny thriller.
Poza tym ma to co uwielbiam, narracje pierwszoosobową, zawsze pomaga...

więcej Pokaż mimo to

avatar
79
61

Na półkach:

Wcale nie jest zła.
Czytałem wiele opinii, że Fleming spróbował poprowadzić akcje inaczej niż zwykle a wyszło tak sobie. Nie zgadzam się z tym.
Fakt, biografia głównej bohaterki mogła byc nieco krotsza, ale to nic nie ujmuje.
Tak czy inaczej, tutaj narratorem jest głowna bohaterka, całość dzieli się na trzy części: retrospektywną (o życiu bohaterki) i dwie w czasie rzeczywistym.
Mamy więc kobiecy punkt widzenia (czy Fleming dobrze wczuł się w kobiecą postać to już nalezy spytać raczej kobietę, dla mnie jest to przekonujące) i kobiece spojrzenie na postać Jamesa Bonda.
Nawet jeśli kogoś tak ułożona historia nie ciekawi, to po książkę warto sięgnąć ze względu na nieco filozoficzne rozważania o naturze Bonda zawarte pod koniec.
Ja polecam, choć wiem, że nie każdemu przyzwyczajonemu do stylu Fleminga ta pozycja podejdzie.

Wcale nie jest zła.
Czytałem wiele opinii, że Fleming spróbował poprowadzić akcje inaczej niż zwykle a wyszło tak sobie. Nie zgadzam się z tym.
Fakt, biografia głównej bohaterki mogła byc nieco krotsza, ale to nic nie ujmuje.
Tak czy inaczej, tutaj narratorem jest głowna bohaterka, całość dzieli się na trzy części: retrospektywną (o życiu bohaterki) i dwie w czasie...

więcej Pokaż mimo to


Cytaty

Więcej
Ian Fleming Moja miłość to agent Zobacz więcej
Ian Fleming Szpieg, który mnie kochał Zobacz więcej
Reklama
Więcej
Reklama
zgłoś błąd