Between Worlds. Opowiadanie 8. „Burza”

LubimyCzytać
14.10.2020

Wśród bohaterów cyklu Between Worlds pojawia się nowa postać. To Konfesa, zbieraczka, która trzyma na sznurku zjadarkę  chodzącą na czterech koślawych nogach zmutowaną poczwarę. Z jej pomocą, Konfesa będzie przeszukiwała Lamię... „Burza” otwiera drugi cykl opowiadań z serii „Between Worlds”.

Between Worlds. Opowiadanie 8. „Burza”

Opowiadania 8. „Burza”

W opustoszałej części Lamii zaczęła pojawiać się woda. W szczelinach dotąd wysuszonej skalnej nawierzchni tworzyły się drobne źródła. Nadchodziła burza piaskowa. Zbieraczka musiała się spieszyć. Tsunami piasku za chwilę zaleje równinę. Konfesa wytrwale sprawdzała, czy zjadarka rozumie swoją sytuację. Złapała ją na starej Ziemi. Planowała sprzedać stworzenie do instytutu w Kolonii, ale najpierw chciała jeszcze wykorzystać jej zdolności, by przeszukać Lamię.

Reklama

Tresowanie zjadarki było żmudne i wyczerpujące, ale warunkowanie działa na każdy żywy organizm, który musi jeść, więc w końcu, po kilku tygodniach, stwór zaczął się łamać. Mentalne przekazy i odrobina ścierwa zniewoliły kreaturę do tego stopnia, że Konfesa nie musiała już używać łańcuchów. Drobny sznurek, na którym prowadziła szkaradę, stał się symbolem dominacji. Zbieraczka dzierżyła go dumnie, ciesząc się przy tym, że nie musi już używać sztywnego, ciężkiego pręta, który wcześniej gwarantował jej bezpieczeństwo. Zjadarka, zapewniona, że o swój byt nie musi się już martwić, zaczęła przejawiać nawet pewne drobne oznaki inteligencji. Widocznie w jej ciasnym rozumku pojawiła się teraz nowa przestrzeń, wcześniej zajmowana jedynie przez przetrwanie. Popędy – to wszystko, czym była do tej pory, ale ludzki gen, tak dawno zatracony, zaczął ożywać w dość groteskowy sposób, w najmniej oczekiwanych okolicznościach. Konfesa z rozbawieniem obserwowała, gdy zjadarka nieporęcznie próbowała przyczepić sobie do pasa sznurek ze znalezioną w rozbitej kapsule zabawką. Makabryczny urok upiora z infantylną duszą. Stworzenie poruszało się koślawo na czterech nogach, wyposażonych przez Konfesę w dodatkowe wzmocnienia i osłonki. Przy prawej przedniej łapie zamontowała jej chwytak, trochę z litości. Kiedy znalazła na wpół żywą, wychudzoną poczwarę, była pewna, że stworzenie zdechnie. Na widok Konfesy zaczęła nieporadnie kłapać pyskiem, chcąc uszczknąć choć kawałek mięsa, dlatego pierwszym udoskonaleniem, które zbieraczka „zainstalowała” u stworzenia, była twarda żeliwna maska, ukrywająca ostre zęby, paskudny pysk i szczęśliwie także odór zgnilizny, który się z niego wydobywał. Teraz zjadarka była niemal sympatyczna. Splątane, twarde poroże, wijące się wokół głowy przypominało koronę. Zjadarka królewska, zakpiła w myślach Konfesa, przypominając sobie sposób, w jaki na Ziemi dobierano nazwy różnym gatunkom zwierząt.

Burza zaczynała przedzierać się przez filtry, a do portalu było jeszcze przynajmniej 5000 kroków.

ROZPOZNANIE TERENU: KLEPSYDRA ZA 300 KROKÓW NA WSCHÓD

Konfesa skręciła i pociągnęła lekko za sznurek, by wskazać zjadarce kierunek, stworzenie ryknęło upiornie ze skargą i poczłapało, ciągnąc za sobą pluszowe coś.

Doszły do schronienia resztką sił. W ostatniej chwili, nim piach całkiem zajął powietrze.

Klepsydra zawirowała, obróciła się, przesypała piach i wpuściła je do środka. Gdy wykończone opadły na podłogę, Konfesa uniosła głowę i dostrzegła, że nie są same.

Gaj Dixi rozrósł się już na niemal całą planetę. Oczyszczona atmosfera pozwalała godzinami oddychać bez filtrów. Tłumy osiedleńców zgromadziły się na dziedzińcu, by świętować narodziny. Las zaszumiał. Spomiędzy koron wyłonił się różowy stwór. Fala szeptu przepłynęła po zgromadzeniu.

– To nowy pleśniak… – zachwycał się Slogi, popularny w Kolonii szewc.

– Potomek Dixi – dodał ktoś z tłumu.

Stworzenie poruszało swoją koroną, schylając zamszowe gałęzie i muskając w akcie błogosławieństwa czoła stojących najbliżej. Różowy, fluorescencyjny blask pozostawał na chwilę na ich czołach. Pleśniak przeszedł przez tłum, wspiął się na kawałek skały i przemówił.

Reklama

– Dzisiaj jest wielkie święto dla was, gajników, i dla nas, potomków Veridian. Spójrzcie na cud ponownych narodzin świata. 

Spomiędzy plątaniny gałęzi i macek wyłoniło się małe jajko, stworzenie ułożyło je delikatnie na swoich dłoniach, nastąpiła cisza, jakiej nikt nie spodziewa się w tłumie. Oddechy jakby ustały, niektóre istoty pochyliły głowy. W tej nadnaturalnej atmosferze rozległ się wątły dźwięk pękającej skorupki, którą powoli począł rozdziobywać od wewnątrz zdeterminowany pisklak. Pomiędzy zebranymi przemknął dziwny stwór, ale nikt nawet nie zwrócił na niego uwagi. Rozdziawione gęby przeżuwały własny zachwyt,  szukały słów, szeptały „niemożliwe”.

Konfesa siedziała, wciskając obolałe plecy w chłodną ścianę klepsydry. Zjadarka leżała u jej stóp i obgryzała nogę swojego upiornego pluszaka. Zbieraczka chwilę wcześniej zdjęła jej maskę, tak na wszelki wypadek, by pokazać współtowarzyszowi pełne możliwości jej „broni”.  Obserwowali siebie w milczeniu, a czujność gęstniała w powietrzu. Spora głowa Konfesy otoczona była wianuszkiem jadowitych kolców, a dodatkowa świadomość SI, noszona w wielkiej metalowej czaszce, wspierała wszelkie funkcje poznawcze i przechowywała masę informacji. 

– Niezły sprzęt tam masz! – pochwalił ją towarzysz. Pomarańczowy stwór miał głęboki, przyjemny głos. Wyglądał całkiem jak Veridianie. Jedyne, co się nie zgadzało, to kolor. Drzewa, które znała, nigdy nie przybierały takiej barwy. Przez chwilę jej mózg przerabiał zebrane informacje. Próbowała znaleźć jakąś neutralną odpowiedź, ale w tym samym momencie rozszalałe SI poinformowało ją niemal histerycznie:

POCHODZENIE: VERIDIA

PIERWSZE POKOLENIE

SYN PIERWORODNY

STATUS MIĘDZYGALAKTYCZNY PO ROZPADZIE: ZAGINIONY

ZESKANOWANO

CHMURA UZUPEŁNIONA

OKAZ WZMOCNIONY

UZBROJONY, UWAGA, NIEBEZPIECZEŃSTWO! WYKRYTO BROŃ!   

Zaniepokojona Konfesa przeniosła wzrok na swoją towarzyszkę. Zjadarka spoglądała nieufnie w stronę pleśniaka. Choć płaszcz zasłaniał większość pomarańczowego ciała, kreatura czuła jego zapach. W oczach błysnęło rozważanie drapieżnika. Poczwara odebrała ganiący przekaz mentalny swojej pani i odwróciła się niemal obrażona od nieznajomego. 

– Co tu robisz? – zapytała w końcu zniecierpliwiona już zbieraczka.

– To, co ty. Szukam. Szedłem za tobą do rozbitej kapsuły, później dostałem ostrzeżenie pogodowe i wycofałem się do klepsydry… – zawahał się przez chwilę, ale w końcu dodał jeszcze. – Masz coś, co należy do mnie.

– I sądzisz, że oddam ci to, bo tak powiedziałeś? – roześmiała się szyderczo Konfesa.

– Liczę na uczciwą wymianę.

– Co możesz zaoferować?

– Coś, za co w Kolonii dostaniesz fortunę: kilka zapisów stworzeń z odległej galaktyki. Łatwych w adaptacji, wpisujących się w nowy ekosystem.

– To faktycznie sporo, aż strach pomyśleć, czego chcesz.

– Tego! – Veridianin skinął głową w stronę pluszaka oślinionego przez zjadarkę.

Konfesa zerknęła podejrzliwie.

– Mowy nie ma! – Rzuciła się w stronę zabawki równo z towarzyszem. Była szybsza, ale zjadarka ukąsiła ją boleśnie w przedramię, dlatego wypuściła pluszaka, a teraz poczwara warczała groźnie na Veridianina, czekając na zwrot swojego upiornego konika. Pomarańczowy stwór szybkim ruchem wyciągnął coś z wnętrza płaszcza i strzelił: urządzenie wypluło sieć cząstek, które połączyły się w szklaną, mocną zaporę, całkiem oddzielającą od nich zjadarkę. Potworna bestia przywarła wściekłą gębą do szczelnej i mocnej szyby.

Konfesa wypuściła kolce, ale żaden nie trafił ani w pleśniaka, ani w jego macki, które szybko skryły się pod twardym hełmem. Rzuciła się wściekle na niego, ale przeciwnik przytrzymał ręce Zbieraczki i rozłożył je na boki. Była przyciśnięta do szklanego podłoża, wciąż ściskał jej nadgarstki. Próbowała się szarpać, ale usiadł na niej i już nie mogła nawet swobodnie oddychać. Zjadarka uderzyła głucho o szybę, jej krew, cieknąca z pyska, rozmazywała się i przesłaniała widok.

Zbieraczka wyciszyła ciało, przestała walczyć i zanurzyła się w świadomości pleśniaka. Przeczesywała ją bez trudu, miała wrażenie, że jej na to pozwolił. Rozluźnił uścisk. Piersi Konfesy, uwięzione w dość ciasnym skafandrze, falowały teraz w swobodniejszym oddechu. Patrzył na nią swoimi mądrymi oczami. Zbieraczka zamknęła się w mroku wspomnień. W ciszy przemierzała jego dzieciństwo, spoglądała w tę ciemność, która rozchodziła się przez lata po Veridii. Czas rozciągał się na tysiące lat.

Jak wiele może udźwignąć jedna istota? Jak wiele razy musi podnosić się z popiołów? Czy można to przetrwać i nie oszaleć?  

Statek w kształcie piramidy zabierał z planety kilka ostatnich samców: część rodziny królewskiej, Cyprys i jego bracia mieli podążyć sprawdzonym kursem swoich poprzedników. On wsiadł i odwrócił się jeszcze, by zobaczyć, jak drzwi statku zamykają się bez króla na pokładzie. Na Veridii zostało samotne drzewo, skazane na zagładę. Cyprys zmysłami króla poczuł, jak tuż przed uderzeniem ostatniej z komet zapada złowroga cisza. Bezpieczny, na statku otrzymał od króla ostatni przekaz: EKSPANSJA.

Reklama

Z daleka Veridia zdawała się wciąż nienaruszona, ale on czuł, co się z nią dzieje. Cyprys pogrążył się w letargu, długi czas hibernacji zamroził w nim cierpienie… Urwał przekaz. Uwolnił już całkiem Konfesę i złapał zabawkę. Oderwał jej głowę i wyciągnął z niej niewielką przezroczystą kulkę z zatopionym wewnątrz, czarnym, przepastnym punktem, który zdawał się poruszać.

– Co to jest? – zagadnęła niemal przyjaźnie Konfesa, ale wzrok miała badawczy i wciąż czujny. Jednak zdawało się, że samo istnienie tajemnicy przekreślało tę całą bójkę. Czuła, że ma przed sobą coś doniosłego, coś, co każe natychmiast zmienić hierarchię.

– Kopia zapasowa mojej planety – odparł, obracając z fascynacją sferę w długich, szczupłych palcach. Ocknął się z zamyślenia i pieczołowicie ukrył swoją zdobycz w połaciach płaszcza. Przyczepił zabawce głowę i oddał Konfesie.

– Teraz muszę znaleźć kamiennego człowieka na starej Ziemi – rzucił w przestrzeń z westchnieniem, jakby nie spodziewał się już żadnej odpowiedzi. Zbieraczka spojrzała na niego rozumnie.

– Będzie ci potrzebna zjadarka, a tak się szczęśliwie składa, że mamy tu jedną. Nie zapomnij o mojej zapłacie.

Cyprys zastanawiał się przez chwilę, Konfesa zrozumiała, że nic nie pojął.

– Nie znajdziesz kamiennego człowieka ot tak. Wielu próbowało. Znałam dziewczynę, która obsesyjnie wręcz przeczesywała całą planetę wraz z pewną wiedźmą. Nie wiem, co się z nimi stało, ale dawno nie widziałam ich w Kolonii. To od niej właśnie wiem, że on poluje na zjadarki, więc jeśli chcesz mieć choć cień szansy na to, że go znajdziesz, potrzebujesz mojego „pieszczoszka”. Bądź łaskaw zdjąć tę cholerną szybę i oddać jej zabawkę, zanim straci resztę sił. Musimy jeszcze jakoś dotrzeć do portalu, a nieść tej słonicy nie mam zamiaru. Postawiłam go, jak z pewnością doskonale wiesz, z dala od terenów burzowych. Więc bliziutko nie mamy…

Cyprys sięgnął do pasa, wyjął broń i wycelował w szybę. Zjadarka odruchowo skuliła się pod ścianą i zaskamlała, gdy zapora zmieniła się w piasek. Rzucił maskotkę stworowi. Poczwara czule ujęła tę samą nogę, którą ogryzała wcześniej, pogładziła ją szczypcami i wpakowała do zakrwawionej gęby.

– Burza mija. Spotkajmy się na Ziemi, przy Nowym Gaju, powiedzmy, po nadchodzącej zorzy. Muszę jeszcze odwiedzić jedno miejsce.

Konfesa poczuła niemal zasysającą próżnię, gdy wyszedł. Jakby zostawił za sobą ogon grawitacyjny. Czuła, jak wciąga ją ta tajemnica i wiedziała już, że dzisiaj znalazła coś bardzo cennego. Poza obiecanymi zapisami, przesłanymi do jej SI, zyskała nowy kierunek. Założyła zjadarce maskę, sobie filtr i ruszyła w stronę portalu, pozwalając odległemu słońcu gasnąć powoli za horyzontem.

Kiedy Cyprys dotarł do Kolonii, w głównej części przymiejskiego Gaju był koszmarny tłok. Na środku jakaś nowa wersja jego gatunku prezentowała wykluwającego się ptaka. Zapatrzeni gapie nawet nie zauważyli, gdy przemknął wśród nich. W gęstwinie lasu, na mokradłach wypuścił korzenie, by nabrać energii, rozpostarł gałęzie i wpił się we wspólną świadomość.

Mrok zgęstniał nad Gajem Dixi, różowa poświata wzbogaciła się o pomarańczowy ton i jaśniała wokół niego, gdy w środku mokradeł ustawił swój portal.

-----

*Zarówno opowiadanie, jak i zdjęcia objęte są prawami autorskimi, © lubimyczytać.pl.

O Between Worlds

Projekt Between Worlds powstał w wyniku spotkania trzech niezależnych twórców. Marcin Urzędowski tworzy kostiumy i maski recyklingowe. Kasia – Madam Miko – jest fotografką, która od samego początku ujmowała postacie w magiczne kadry. Jagna Żukowska-Olejniczak ożywiła je w swoich opowiadaniach. W ten sposób powstał projekt Between Worlds – interdyscyplinarne połączenie trzech światów, który możecie czytać i oglądać na łamach lubimyczytać.pl.

Przeczytaj Between Worlds opowiadanie 1: „Woda”opowiadanie 2: „Głód”opowiadanie 3: „Pragnienie”opowiadanie 4: „Las”opowiadanie 5: „Prorok”, opowiadanie 6: „Ziarno” i opowiadanie 7: „Początek”.

Reklama

komentarze [5]

Sortuj:
242
46
15.10.2020 19:15

Rewelacja! Niesamowite opowiadanie.
Całość wolniutko kształtuje się w pełnowymiarową powieść. Tu nic nie jest przypadkowe.
Zdjęcia i kostiumy oczywiście zachwycają i w ogóle nie przeszkadzają mojej wyobraźni tworzyć własny obraz.
Nasyciłam się na resztę tygodnia


593
71
15.10.2020 15:04

Z każdym opowiadaniem robi się coraz ciekawiej. Świetna seria.


141
11
14.10.2020 18:47

Już dawno nie dałam komerntarza, ale jestem pod mega wrażeniem rozwoju sytuacji. :) A przy ostatnich dwóch opowiadaniach górę wzieła wizualizacja (kostiumy, efekty zdjęć). Jestem pozytywnie zaskoczona to w jaki sposób z opowiadania na opowiadanie pod względem wizualnym zmieniają się bohaterowie, brawa dla projektanta, jak i fotografki oraz pisarki. :)
Chłonę jak gąbka :)


4040
3800
14.10.2020 18:18

Ten tekst jest cudowny 💞💞💞💞❣️💓💕💝


2783
4
14.10.2020 13:32

Zapraszamy do dyskusji.


zgłoś błąd