Between Worlds. Opowiadanie 4. „Las”

LubimyCzytać
16.09.2020

Oto czwarta odsłona świata Between Worlds. W opowiadaniu „Las” powraca znana już czytelnikom Iro, która uda się w pewne tajemnicze miejsce wraz z nową postacią - Gają. Jak zawsze tekstowi towarzyszą również wyjątkowe zdjęcia, na których uchwycono w kadry piękno bohaterów w fantastycznych kostiumach, zaprojektowanych specjalnie do tego wyjątkowego projektu.

Between Worlds. Opowiadanie 4. „Las”

Uwaga - poniżej znajdują się treści, które mogą być nieodpowiednie dla dzieci.  

Opowiadanie 4. „Las"*

Na niebie nad Gramon o tej porze dwa księżyce spierały się o mrok. Gaja siedziała w sercu moczarowego lasu, na niewielkiej wyspie obrośniętej mchem. Drzewa rozmawiały. Wciąż uczyła się ich języka, ale wiele już mogła pojąć. W skupieniu przetwarzała świat, który wyłaniał się z ich splątanych, mentalnych wyznań.

Ostatniej nocy odkupiła na targu w Kolonii kilka nowych skanów. Ptaki zadomowiły się szybko. Jej kolekcja tworzyła już całkiem sprawny ekosystem.

– To prawdziwe dzieło – usłyszała niedawno od jednego z drzew.

Wcześniej była pewna, że nie starczy jej ziół, by odrobić straty. Przepadł cały majątek. Bez kubitów nie było mowy o kolejnych okazach. Ale te wyjątkowo hojne stworzenia nie tylko chętnie dzieliły się wiedzą, ale i dostarczały wielu nieznanych jej dotąd składników. Na szczęście dla Gai nie wszystko można było sobie „naprawić”, wciąż brakowało skanów, a jeśli ktoś posiadał jakieś wyjątkowo rzadkie, to nie omieszkał na tym skorzystać. Dlatego nadal starożytne nalewki, maści i napary miały wzięcie. Wywar podwajający z pewnością zarobi sporą sumkę. Uśmiechnęła się na tę myśl, wiedziała już nawet, do której dzielnicy w Kolonii uda się z pierwszym zapasem.

Zamknęła oczy, palce wędrowały powoli po mchu. W jej głowie zaczęło pracować wspomnienie, którego niepokojące obrazy lubiła odtwarzać przed snem. Stały się nową wieczorną modlitwą, mantrą neuronów.

Pamiętała, że tego dnia portal wyrzucił ją na Ziemię wyjątkowo podle. Miała już za sobą kilka takich upadków, ale za każdym razem pojawiała się nadzieja, że to ostatni. Ufała swojemu SI i sądziła, że jego drobne szaleństwa stanowią raczej tę, nieodzowną dla sympatii, drobną nieprzewidywalność. Od tak dawna korzystała z jego pomocy, że już nawet z sentymentu nie byłaby w stanie go wymienić. Inna rzecz, że tam, skąd pochodziła, ceniono SI, a nieufność uczono okazywać przede wszystkim istotom biologicznym. Chociaż mentalność Gai była zanieczyszczona licznymi podróżami, wciąż mocno trzymała się zasady: „przyszłość zna tylko ten, kto umie ją obliczyć”.

Ludzi nie lubiła i nie była jakimś kosmicznym wyjątkiem. Ziemianie byli podobni do Gramonów. Jednak ludzkie istnienie opierało się na ciągłym konflikcie, który spalał ich cywilizację od wewnątrz. Był jak zakażenie, powoli wdzierająca się do organizmu gangrena. Właściwie trudno się połapać w tych paradoksach. Gdyby mogli tylko spojrzeć na swój świat teraz, z mojej perspektywy, może spostrzegliby ten absurd. Dążenie do nieśmiertelności materii było całkowitą mrzonką. Nie rozumiała, dlaczego tak przywiązywali się do swoich ciał. To takie naiwne. Gdyby tylko zerknęli w odpowiednim kierunku…

Ale czego się spodziewać po istotach wiecznie rozdartych między ciałem a świadomością? Było kilku, którzy dostrzegli ten rys, ale żyli zbyt krótko, by mieć jakiś wpływ na przyszłość. Platon pisał, że świat czystych idei zostaje wynaturzony, zniekształcony i zaiste słabo skopiowany w formie materialnej; średniowieczny Augustyn mówił o doskonałej duszy, dążącej do świętości i ciele, przyciąganym grawitacją grzechu; Descartes wypowiedział słynne „myślę, więc jestem”, sugerując tym samym to, co wiele ras w sąsiednich galaktykach dawno wiedziało: przekonywał do istnienia jedynego wyznacznika prawdziwego bytu – świadomości, tymi słowami nakazywał poddać w wątpliwość wszystko inne, co nie jest pewne; było ich jeszcze wielu. Freud, zauważający, że popędy rozchodzą się na rozstaju z wyższymi funkcjami społecznymi, Witkacy – szukający czystej formy, sztuki uwolnionej z „ciała”. Zawsze ta opozycja, ten tragizm, mdły i cuchnący katastrofą. Zamiast pokonać materię, taplali się przez stulecia w bólu. Rozsmakowani masochiści. I szli z tym grymasem w złą stronę. Każda technologia w rękach takiego gatunku stanie się narzędziem ich zguby. Pokaż im piłę, to podetną gałąź, która daje tlen.

Irytacja zniszczyła błogostan. Serce zaczęło bić szybciej, przygryzła mocno policzek od środka, by poczuć…

Z drugiej strony było w tym jakieś upiorne piękno. Szastanie życiem, marnotrawstwo szans, ostateczne umieranie, bez zapisu, przeniesienia, bez nadziei. O przepraszam, tu byłabym niesprawiedliwa. Nadzieję dawał bóg – jakaś istota, która bez twojego udziału decyduje, gdzie uda się świadomość po tym, gdy ciało zacznie się rozkładać. W pewnym sensie można by przyznać im rację…

W ustach poczuła smak krwi, rozluźniła zagryzione szczęki, przesunęła się niespokojnie. Prawda była taka, że nie mogła przestać śledzić ich losów.

Może potrzebowałam, jak to nazywali… jakiegoś katharsis?

Gdy rozpoczął się Rozpad, a Ziemia wydawała się jedyną planetą, na której jeszcze tliło się życie, poczuła się oszukana.

To tam zdobywano skany. Gaja miała swoich ulubionych odkrywców. Chętnie kupowała od odważnej Iro, ona zawsze przynosiła coś nowego. To właśnie ta przedziwna hybryda znała Ziemię jak własną kieszeń. Dzięki niej miała swoje drzewa. Może nie powinnam tak myśleć? Nic tutaj tak naprawdę nie należy do mnie.

Iro rozumiała jej ciekawość, nie osądzała i nie żądała zbyt wiele kubitów za każdy ze skanów, co więcej: zawsze przychodziła do niej jako pierwszej ze swoją ofertą. Długo prosiła dziewczynę, żeby ta zgodziła się zabrać ją ze sobą.

Tamtego dnia spotkały się przy skalnym wzgórzu. Iro prowadziła ją pewnie pod górę, choć Gaja miała mieszane uczucia z powodu kruszącej się pod nogami ścieżki.

– Zapewniam cię, że warto – Iro krzyknęła do Gai z wyższej partii góry, gdy zobaczyła, że wiedźma się waha.

– Idę! Oby był tam biały niedźwiedź tańczący z wielorybem, bo inaczej nie dostaniesz już ode mnie ani kosteczki!

Wiedźma sięgnęła do jednej z zamocowanych przy pasie fiolek i opróżniła jej zawartość. Siły natychmiast wypełniły jej zmęczone wspinaczką ciało.

Gdy dotarły do wejścia jaskini, uwieńczonej naturalnym balkonem, Iro spojrzała na Gaję z wyzwaniem w oczach.

– To jest niebywale rzadki okaz! Aż trudno mi uwierzyć, że takie stworzenie dostało się tu, w ten przebrzydły padół. Gdy byłam ostatnio w jaskini, nie miałam skanera, teraz muszę go wziąć, ale cała reszta…. Boję się, że ją obudzimy. Nie chcę tego. Więc musimy się rozebrać, zostawić tu wszystko, co może nas ograniczać. Nie wiem też, co z naszego stroju mogłoby ją przerazić, gdyby się ocknęła z letargu. Musisz zdjąć te wszystkie swoje… błyskotki. Narobią za dużo hałasu, a my chcemy być jak cienie.

To powiedziawszy, Iro wskazała niedbale drobne trofea, które dekorowały strój wiedźmy. Gaja spoglądała przez chwilę badawczo na podróżniczkę, gdy ta rozbierała się do naga. Nie pozostawiła na sobie nic, poza maską z czaszki. Chwyciła tylko do ręki skaner. Czerwonawe światło spływało po jej ciele, zostawiając cienie w miejscach zgięć i zagłębień. Gaja przez chwilę wpatrywała się w ten piękny obraz, zapominając całkiem, po co tu przyszła. Po chwili namysłu, zaczęła powoli zdejmować z siebie ubranie. Dawno już nie stała przed nikim całkiem nago. Jej skórę pokrywały liczne blizny, wspomnienia złych decyzji, nieudanych transakcji. Mogłaby się ich pozbyć, ale była przywiązana do swojej historii. Mocne piersi wiedźmy zareagowały na chłód jakby z pretensją i pokryły się gęsią skórką. Wbiła swoje upiorne, niebieskie oczy w Iro.

– Musisz być bardzo ostrożna. Każdy dźwięk może zdradzić naszą obecność. Będziemy szły powoli. Nie przytrzymuj się ścian, łatwo się kruszą – poinstruowała Gaję dziewczyna.

Gdy tylko znalazły się za pierwszym zakrętem, Gai zaczął doskwierać mrok, bose stopy kaleczyły się łatwo o ostre fragmenty skalnego podłoża. Iro szła przodem, Gaja słyszała jej oddech. Skupienie w ciemności wyostrzyło inne zmysły. Z pewnością ma wzmacniacze, myślała z zazdrością wiedźma.

We wnętrzu jaskini zrobiło się nieco jaśniej. Niebiesko-zielony poblask odbijał się od tafli wody. Gaja zobaczyła małe jeziorko w wielkiej, wysokiej sali, a w nim drzewo, które rozpostarło w przejrzystej wodzie splątane korzenie. Świecące gałęzie rozchodziły się, rozciągnięte po najwyższych partiach jamy. Naokoło leżały fragmenty martwych nietoperzy i puste już muszle, a w wodzie, wśród wciąż żywych ryb, pływały szczątki: szkielety i łuski. Korona drzewa poruszała się w rytm kapiącej gdzieś wody. Pień stanowiło ciało kobiety o okrągłych, pełnych piersiach i szerokich biodrach. Wiedźma stanęła przy postrzępionym brzegu i chłonęła widok. Legendarne stworzenie, o którym trąbiła cała galaktyka, jedyna szansa na rekonstrukcję, klucz do życia… Zachłysnęła się myślą o tym, jak piękny las zbuduje, gdy tylko skan będzie jej. Iro stała ukryta w cieniu kilka metrów od niej i chwytała skanerem rozrośniętą majestatyczną istotę, nie pomijając żywych wciąż ryb i skorupiaków. Drzewo poruszyło korzeniami. Dziewczyna skończyła i podeszła do wiedźmy. Przesłała jej mentalny przekaz.

– Ruszajmy, nie budźmy jej.

Gaja skinęła, ale stała jeszcze przez chwilę w zielonym świetle. Iro urzeczona obrazem dwóch nagich istot, z trudem znalazła siłę, by przerwać ten moment. Chwyciła wiedźmę za łokieć i pociągnęła w stronę wyjścia.

Ubierały się w ciszy. Iro nawet nie zauważyła, kiedy Gaja zabrała z jaskini szczątki nietoperza. Teraz przyczepiała z uwagą dwa skrzydła do opaski.

Tego dnia Gaja z Iro odnalazły jeszcze kilka drzew ukrytych w ziemskich zakamarkach, oazach, o które nikt by tej planety nie podejrzewał.

– Skąd wiedziałaś o tych miejscach? – zagadnęła Gaja, gdy ustawiały portal.

– Żyję z tego, mam swoje źródła – odparła Iro, wzruszywszy ramionami.

– Nie mam zamiaru odbierać ci pracy, ani zysku, pytam z czystej ciekawości.

– To nie czas na takie pogawędki, idzie noc. Trzeba się zmywać – to powiedziawszy, Iro przeszła przez swój portal, zostawiając Gaję bez odpowiedzi.

Wiedźma wróciła na Gramon. Jeszcze tego samego dnia zużyła całą resztę kubitów, by odtworzyć te kilka zapisów. Podmokłe tereny stały się doskonałym miejscem dla veridiańskich drzew. Od tego czasu las rozrastał się bez jej udziału, niezwykle szybko.

Teraz Gaja leżała, wtulając się w mech i słuchając melodii słowików, które zupełnie nieprzejęte własnym wyginięciem, układały kołysanki. Wiedźma roztarła między palcami gałązkę rozmarynu, wyszeptała coś jeszcze i zapadła w sen o człowieku w skalnym pancerzu.

-----

*Zarówno opowiadanie, jak i zdjęcia objęte są prawami autorskimi, © lubimyczytać.pl.

O Between Worlds

Projekt Between Worlds powstał w wyniku spotkania trzech niezależnych twórców. Marcin Urzędowski tworzy kostiumy i maski recyklingowe. Kasia – Madam Miko – jest fotografką, która od samego początku ujmowała postacie w magiczne kadry. Jagna Żukowska-Olejniczak ożywiła je w swoich opowiadaniach. W ten sposób powstał projekt Between Worlds – interdyscyplinarne połączenie trzech światów, który możecie czytać i oglądać na łamach lubimyczytać.pl.

Przeczytaj Between Worlds opowiadanie 1: „Woda”opowiadanie 2: „Głód” i opowiadanie 3: „Pragnienie”.

Reklama

komentarze [6]

Sortuj:
127
10
19.09.2020 08:51

Jestem pod wrażeniem tego w jaki sposób rozwija się ten projekt. Przemyślane kostiumy, świetne ujęcia i to w jaki sposób oddziałują na wyobraźnię podczas lektury opowiadania. Szczególnie przypadł mi do gustu cytat : "Zamiast pokonać materię, taplali się przez stulecia w bólu. Rozsmakowani masochiści. I szli z tym grymasem w złą stronę. Każda technologia w rękach takiego...

więcej

242
46
17.09.2020 10:47

Świetne opowiadanie! Zaczyna być widoczny "charakter serii".
Zdjęcia oczywiście rewelacyjne. Kostiumy przemyślane w najdrobniejszych szczegółach. No bajka 😄👏🏻


564
71
16.09.2020 21:50

Świetne! Mam nadzieję, że ta seria będzie długa. :)


98
0
16.09.2020 18:43

Niesamowite zdjęcia 💖 Opowiadania Jagny z odcinka na odcinek splatają się pięknie ze sobą 😊 Kto by pomyślał, że z pustki i chaosu może się zrodzić coś tak niesamowitego jak ten projekt. Czekam na ciąg dalszy 😉


4010
3770
16.09.2020 18:17

Kolejny raz, piękne opowiadanie.I śliczne zdjęcia ❤️


2719
4
15.09.2020 15:34

Zapraszamy do dyskusji.


zgłoś błąd