6 powieści młodzieżowych na Międzynarodowy Dzień Młodzieży
Z okazji Międzynarodowego Dnia Młodzieży redakcja lubimyczytać.pl i Ciekawostek Historycznych życzy młodszym czytelnikom kolejnych stosów do przeczytania i samych dobrych powieści. A dla tych, którzy szukają ciekawych powieści młodzieżowych mamy aż 6 niesamowitych pozycji. Od klasyki Wellsa po słowiańskie demony. A wy jakie powieści młodzieżowe polecacie?

Jak miło powitać czytającą młodzież! Na wstępie, z okazji Waszego Dnia, życzę książek, które zawładną Waszą nieskończoną fantazją, bohaterów, z którymi przeżyjecie mrożące krew w żyłach przygody oraz takich tytułów, które sprawią, że na czas czytania zapomnicie o smartfonach. Z autopsji wiem, że sporo jest dobrych książek, które tak potrafią wciągnąć w swój świat, że każdy inny przestaje istnieć. Niestety dużo też jest literatury, która jest przeciętna i zła, więc szanujcie swój czas i wybierajcie sobie książki, które Was interesują, które po prostu lubicie czytać. Należę do tych osób, które wyznają zasadę 30%. Jak po przeczytaniu około 30% książki, zupełnie mnie do niej nie ciągnie, to zamykam i odkładam na wirtualną półkę „niedoczytane”. Szkoda życia na kiepskie książki, no chyba że są lekturami. Na to już nic nie poradzicie. Trzeba się przemęczyć i poznać kanon, aby wiedzieć co nam się podoba, a czego wolimy unikać. Tak, kanon lektur trzeba znać. Wtedy można o książkach z czystym sumieniem dyskutować. Polecę Wam tytuł, który może już znacie – jak nie z lektury, to z jej ekranizacji. To klasyczna powieść science fiction, która pokazuje nam jak zachowują się ludzie – społeczeństwo i jednostki – w obliczu inwazji z kosmosu, która grozi zagładą ludzkości. Kto wie, może warto przeczytać, co może nas czekać, jak okaże się, że jakieś wrogie jednostki jednak istnieją w kosmicznej przestrzeni… Przeczytajcie „Wojnę światów” H.G.Wellsa i to koniecznie w wydaniu z ilustracjami Henrique Alvima Correi (wydawnictwo Vesper) - przepiękne. Na tę książkę na pewno nie szkoda czasu. Udanego Dnia Młodzieży!

Bardzo lubię książki młodzieżowe – uważam, że to prawdziwa sztuka, trafić do młodego odbiorcy, szczególnie gdy ten odbiorca zmaga się z okresem burzy i naporu. Cenię sobie te tytuły, które nie poprzestają na łatwej rozrywce, lecz oferują coś więcej, a nierzadko też nie stronią od trudnych tematów. Kształtowanie własnej tożsamości, zadawanie sobie pytań o to, kim jesteśmy (i, co ważniejsze, podejmowanie próby odpowiedzi!) jest też ważnym tematem książek Suzanne Collins. Czytałam je jeszcze zanim do kin wszedł hit z Jennifer Lawrence (który w dużej mierze zapewnił jej popularność) i cieszyło mnie, że na rynek trafiła książka z tak charyzmatyczną główną bohaterką, którą jest dziewczyna.
W tych powieściach zawarto oczywiście porządną dawkę rozrywki – w końcu co igrzyska, to igrzyska! Dla mnie jednak najważniejsza jest w nich droga, jaką przebywa główna bohaterka, skonfrontowana z koniecznością stawania w obronie słabszych. Najpierw młodszej siostry, później uczestników krwawych rozgrywek, następnie zaś uciśnionego ludu Panem. Katniss z jednej strony chce podjąć walkę, z drugiej jednak pragnie być po prostu zwyczajną dziewczyną. Fascynujące jest obserwowanie jej stopniowej próby akceptacji sytuacji, której nie może zmienić – czasem przecież okazuje się, że siłę i spełnienie daje nam wybór tej trudniejszej, pełnej wyzwań ścieżki.

Kiedy ostatni raz czytałem powieści młodzieżowe? Oj, no nie ma się co oszukiwać: dłuższą chwilę temu. Pamiętam na szczęście, że na regale w półkotapczanie (pełniącym również rolę biurka i gablotki na modele samolotów mojego brata) mieliśmy książkę „Szkolny lud, Okulla i ja” Edmunda Niziurskiego. Czytałem ją parokrotnie, pierwszy raz na pewno będąc młodszym od książkowych bohaterów: Żaby, Obary, Męckich i Złośliwego Miecia. Oni, tak mi się wydaje, musieli być w 7 czy 8 klasie. Ja byłem dopiero mniej więcej w połowie edukacji w szkole podstawowej, w klasie czwartej. Ich przygody wydawały mi się wówczas strasznie dorosłe, a co za tym idzie: niedostępne dla mnie, jedenastolatka.
Szkolne perypetie są w każdym pokoleniu takie same. Gdy czytałem niedawno z synem książki o przygodach Tomka Łebskiego, to miałem wrażenie, że zmieniło się tylko tło historyczne. Pozmieniały się młodzieżowe ksywki, a zamiast gazetek ściennych, są dzisiaj wyświetlacze multimedialne, smartfony i laptopy. Rozterki, uczucia i przygody młodzieży są niezmienne. Warto sięgnąć po Niziurskiego: trochę młodsi, aby zobaczyć, że historia zatacza koło; a ta starsza młodzież, by odświeżyć sobie stare, dobre czasy.
Przyznam się szczerze, że od dłuższego czasu nie mam już styczności z powieściami młodzieżowymi. Zresztą już w gimnazjum wolałam zakopywać się w różnego rodzaju kryminałach i to właśnie one najbardziej kojarzą się mi z tym okresem. Oczywiście na moich półkach pojawił się Harry Potter, niedokończona przeze mnie seria „Gone”, ale również „Filary ziemi” w starym wydaniu mojego taty, bo po obejrzeniu z nim serialu zwinęłam mu je z półki i czytywałam do późna. Bo choć moja rodzina książkami stoi, to każdy z nas zaczytuje się w zupełnie innym gatunku. I tak moja siostra, która uwielbia powieści młodzieżowe, próbowała mnie już przekonać do: „Darów Anioła” - poległam przy trzeciej części, „Maybe someday” odłożyłam po 20 stronach, a gdy wspomniała o „Szóstce wron”, uciekłam gdzie pieprz rośnie.
W końcu przestała mi polecać kolejne tytuły, a ja zakopałam się w swojej strefie komfortu. Wyszłam z niej w tym roku, dzięki powieściom Katherine Arden. „Niedźwiedź i słowik”, choć nie zachęcał mnie okładką, pojawiał się coraz częściej w książkowych serwisach społecznościowych. Więc gdy w końcu się przełamałam i rozsiadłam na kanapie, to nie wstałam z niej, dopóki nie skończyłam. Historia Wasi wciąga bezgranicznie. Razem z nią podróżowanie po średniowiecznej Rusi jest wręcz magiczne. To historia, która wciąga bez reszty, zresztą podobnie jak drugi tom, czyli „Dziewczyna z wieży”.
Ostatecznie sprezentowałam ją mojej siostrze i choć odgrażała się, że porzuci ją po kilku stronach jak kiedyś ja jej ulubione powieści, to wiem, że nie będzie w stanie. Bo każdy nieco zagubiony nastolatek znajdzie w Wasi wzór do naśladowania, że nie zawsze trzeba się podporządkować czyimś oczekiwaniom, a będąc sobą, na swojej drodze znajdzie się więcej przygód, niż jakbyśmy podążali wyznaczoną przez kogoś trasą.

„Maresi” pokochał niemal cały Instagram, zalewając go niemal wszędzie – trzeba szczerze przyznać – piękną, czerwoną okładką. Przed czytaniem książek, które są „wszędzie”, zazwyczaj wzbraniam się rękoma i nogami, ale ostatni egzemplarz leżący na półce podczas Poznańskich Targów książki zdawał się już przeznaczeniem.
Czerwony Klasztor to miejsce, w którym każdy człowiek o dobrych intencjach znajdzie schronienie i zostanie otoczony opieką przez Pramatkę. Jednak na wyspie uczą się i dorastają wyłącznie dziewczęta, dla których mimo rozłąki z rodziną, to miejsce jest bezpieczną przystanią i szansą na lepsze życie… do czasu aż zjawia się Jai. Ciągnąca się za nią przeszłość sprowadza na mieszkanki wyspy Mens tragedię. Mimo brutalności, jaką w sobie nosi ta historia, to Maresi jest cudowną powieścią o prawdziwym siostrzeństwie.
To jedna z młodzieżówek, która zachwyci nie tylko grupę docelową, ale i starszych czytelników. Cieszę się, że obecnie powstaje wiele międzypokoleniowych książek z serii young adult z mądrym i dającym „coś więcej” więcej zakończeniem – przesłanie, refleksję, siłę do działania i wiarę we własne wartości i przekonania. Tymczasem, mnie czekają jeszcze dwie części Kronik Czerwonego Klasztoru, po które sięgnę w wolnej chwili z wielką przyjemnością.

Jako koordynatorka redakcji Ciekawostek Historycznych chciałam polecić tytuł, który chociaż subtelnie nawiąże do historii. Nic tak bowiem nie „zaraża” miłością do tej dziedziny, jak porządna, fascynująca i wciągająca literatura dla młodszych czytelników. Okazuje się bowiem, że historia to nie tylko nudne daty, ale również wspaniałe mity, pasjonujące wierzenia i ludzie z krwi i kości!
Ostatnio przeżywamy kolejną falę popularności rodzimych wierzeń i tradycji, chętnie więc sięgamy po nawiązania słowiańskie. Cyklem osadzonym w takich właśnie realiach jest „Żniwiarz” Pauliny Hendel. W serii ukazało się 5 niesamowitych opowieści, które powinny usatysfakcjonować młodych czytelników zafascynowanych bestiariuszem rodem z „Wiedźmina”.
Pod pretekstem opowieści młodzieżowej zapoznajemy się z fascynującym światem słowiańskich demonów, który rozbudza ciekawość i wciąga nas w wir przygód już od pierwszych stron. Okraszone humorem przygody bohaterów zachęcają do zgłębienia tajemnic wierzeń naszych przodków.
Jeśli cykl Wam się spodoba i zechcecie uzupełnić swoją wiedzę o religii Słowian, zapraszam również do lektury przygotowanego przeze mnie zestawienia Uwielbiasz „Wiedźmina”? Przeczytaj najlepsze książki związane z wierzeniami i kulturą Słowian.
Przyjemnej lektury!
[kk]
komentarze [20]
Skoro nikt nie polecał nic z naszego kraju to będę zaszczycony móc być tym jedynym orzeszkiem....
Rafał Dębski "Żelazny Kruk" tomy 1-3 Polecam z całego serca! <3






















