Jak zmienimy się w obliczu wojny nuklearnej? Wywiad z Hanną Jameson, autorką „Ostatniego“

Adam Jastrzębowski
15.01.2020

Jak potoczy się życie grupki turystów uwięzionych w hotelu na odludziu w Szwajcarii w obliczu globalnej wojny nuklearnej? Czy koniec świata, jaki znamy, będzie związany z fizyczną zagładą, czy z brakiem stałego dostępu do kanałów komunikacyjnych i mass mediów? Na nasze pytania odpowiada Hanna Jameson, autorka dystopijnego kryminału „Ostatni”.

Jak zmienimy się w obliczu wojny nuklearnej? Wywiad z Hanną Jameson, autorką „Ostatniego“

[OPIS WYDAWCY] Barbarzyńskie morderstwo, jeden hotel i dwudziestu ocalałych. Jak można czuć się bezpiecznie, gdy morderca jest wśród nas?

Amerykański historyk – Jon Keller – jedzie na konferencję naukową do Szwajcarii. W trakcie dowiaduje się, że świat się kończy. W Waszyngtonie i kilku światowych stolicach doszło do ataku nuklearnego. Podczas gdy gasną światła cywilizacji, mężczyzna zastanawia się, czy jego żona Nadia i ich dwie córki wciąż żyją. Jon żałuje też, że zignorował ostatnią wiadomość od Nadii.

Oprócz Jona w hotelu znajduje się dwudziestu ocalałych. Z dala od najbliższego miasta walczą o przetrwanie. Pewnego dnia w zbiorniku na wodę pitną znajdują ciało dziewczynki. Oczywiste jest, że została zamordowana. Ktoś z mieszkańców hotelu jest zabójcą.

Jon zaczyna popadać w paranoję. Na własną rękę stara się prowadzić dochodzenie, aby odnaleźć mordercę. Seria dziwnych samobójstw, tajemnicze zaginięcia i nadprzyrodzone zjawiska nie są sprzyjającymi okolicznościami. Czy powinien zaryzykować wydostanie się z hotelu? Można tylko mieć nadzieję, że apokalipsa będzie mniej przerażająca…

„Ostatni” to zapierający dech w piersi dystopijny thriller – mrożący krew w żyłach swoją wiarygodnością. Przeszywający do szpiku kości nastrój zagrożenia w połączeniu z przemyślaną fabułą sprawia, że od lektury trudno się oderwać.

Adam Jastrzębowski: Czego by pani najbardziej się bała, gdyby udało się pani przeżyć koniec świata?

Hanna Jameson: To zależy od tego, jak zakończyłby się świat. Jednak w większości scenariuszy – przykro mi, że tak szybko docieram do tych najmroczniejszych – mężczyźni (oraz gwałt) pozostają moim największym strachem.

Reklama

Moje poprzednie pytanie wynika z tego, że gdy czytałem „Ostatniego”, to nastąpiło zaostrzenie konfliktu na linii USA – Iran. Wojna nuklearna przestała być czymś niemożliwym, a stała się jednym z możliwych scenariuszy. W pani książce nie jest ważne, kto wystrzelił rakiety, kto z kim toczy wojny. Przedstawia pani świat, w którym chociaż państwa narodowe istnieją – i będący naukowcem Jon wierzy w nie, licząc na oficjalną pomoc i ewakuację – to są kompletnie bezradne wobec kryzysu w kraju i poza jego granicami. To bardzo pesymistyczna wizja.

Cóż, Iran nie posiada broni nuklearnej, więc z tej dwójki to Stany Zjednoczone są jedyną przyczyną niepokoju w związku z wojną nuklearną. Co więcej, są jedynym krajem, który kiedykolwiek zastosował broń nuklearną. Nie postrzegam mojej wizji jako aż tak pesymistycznej, ponieważ w większości moje postaci współpracują w kryzysie, a nawet zaczynają wyobrażać sobie sposób życia w inny i bardziej ludzki sposób. Gdybym chciała być pesymistką, napisałabym o zmianie klimatu.

Pani bohaterowie prowadzą (równolegle) dziennik ostatnich dni po katastrofie nuklearnej. Jednak większość ich współtowarzyszy nie rozumie sensu prowadzenia takich zapisków. Czy było to dla Jona i Tomi odruchowe sięganie po pracę, by nie zwariować?

Tak sądzę. Oboje pracują w zawodach związanych z pisaniem i podejrzewam, że wielu ludzi zwróciłoby się w stronę kompulsywnego prowadzenia rejestrów w podobnej sytuacji. Jestem również wielką fanką opowieści, w których jest opisane prowadzenie takiego dziennika, takich jak „Marsjanin” czy „World War Z”, oraz horrorów zawierających ujęcia z perspektywy pierwszej osoby, kręconych za pomocą małych ręcznych kamer, tak jak w „Blair Witch Project” czy „Projekt: Monster”.

Między wierszami poruszyła pani kwestię tego, że koniec świata nie musi oznaczać fizycznej zagłady, ale zniknięcie tradycyjnych mediów i wypracowanych przez lata kanałów komunikacji. Odcięci od nich mieszkańcy hotelu są bezradni i skupiają się tylko na przetrwaniu, nie próbując nawet dotrzeć do najbliższej miejscowości, nie szukając innych rozwiązań. Czy bez internetu nie potrafimy już sobie poradzić?

Biorąc pod uwagę, jak bardzo na tym polegamy, myślę, że byłby to bardzo niedoceniany problem. Odcięcie przepływu informacji jest zdecydowanie formą terroru, o czym świadczy obecny brak komunikacji i internetu narzucony przez Indie okupowanemu Kaszmirowi.

Brak komunikacji to także dla niektórych z bohaterów pani książki szansa na nowe życie. Skoro nie ma możliwości skontaktowania się z rodziną, to została ona wymazana z pamięci. Czy zdrada jest wówczas łatwiejsza i moralnie prostsza do wytłumaczenia przed samym sobą? Jon wspomina o nocy z Tomi w swoich zapiskach, dodając adnotację w formie listu do Nadii, a Nathan informacje o tym, że Sophia ma męża, skwitował krótkim: „No i co?”.

Powodem, dla którego tak bardzo lubię literaturę dystopijną, jest to, że te historie często oferują szansę na wyzwolenie dla swoich postaci. J.G. Ballard zawsze pięknie to przedstawiał, zestawiając zewnętrzną degenerację i wstrząsy z wewnętrzną odnową. Wiele osób pragnie zmian, ale trudno im je zrealizować w codziennym życiu. Wizje dystopijne wyciągają nowe wersje ludzi lub ujawniają, kim zawsze chcieli być.

Mieszkańcy hotelu bardzo szybko przeszli w tryb „przeżyć jeszcze jeden dzień”. Odsuwają się od kolejnych odkrywanych wokół nich zbrodni, jeśli tylko nie dotyczą ich osobiście. Tylko Jonowi zależy na rozwikłaniu kryminalnej zagadki.

Nie sądzę, żeby tak różniło się to od tego, jak ludzie żyją teraz. Wiele osób już dziś żyje w trybie „przeżyj jeszcze jeden dzień”, ignorując okrucieństwa wokół nich.

Chociaż zamknięci na prawie 3 miesiące, mieszkańcy hotelu nie potrafili wytworzyć czegoś, co można by nazwać społecznością. Byli zbiorem jednostek, mieszkających w jednym miejscu i od siebie uzależnionych, ale brak było w nich poczucia przynależności do grupy i wzajemnego zaufania. Jedynymi przejawami wspólnotowości, kultury, wydają się sądzenie winnych i grzebanie zmarłych. Czy ten koniec relacji społecznych nastąpił dopiero w wyniku ataku nuklearnego, czy też uważa pani, że mamy z nim do czynienia i dzisiaj, w realnym świecie?

To interesujące pytanie. Podejrzewam, że to drugie. Globalnie już mamy do czynienia z ekstremalnymi formami atomizacji i niemal całkowitą erozją większości ideałów „społeczności”. Skupienie się na jednej małej grupie w opowiadanej przeze mnie historii było tylko sposobem na powiększenie i zbadanie efektów tego zjawiska. To jest powód, dla którego „Ostatni” kończy się tak, jak się kończy. Grupa zamknięta w hotelu tylko z własnej winy była ofiarami paranoi oraz izolacji.

Reklama

Czytając pani książkę, czytelnik sam zaczyna się zastanawiać nad swoim potencjalnym zachowaniem w takiej ekstremalnej sytuacji. Czy w trakcie pisania książki też pani o tym myślała? Czy potrafiła się pani odciąć od tej historii?

Myślę, że postaci często odzwierciedlają wiele różnych aspektów autora. Ale nie zawsze mamy najlepszą perspektywę! Nie sądziłam, że Tomi była bardzo podobna do mnie, ale kiedy moi przyjaciele przeczytali książkę, stwierdzili, że reakcje Tomi były odzwierciedleniem tego, jaka ja bym postąpiła w jej sytuacji. Tylko nie jestem pewna, czy to jest komplement… Nie sądzę, że mam cierpliwość, aby być jak Dylan, i nie mam w sobie tyle opanowania, co Tania, a oboje są postaciami, które naprawdę podziwiam.

Czy wobec końca świata – wojny nuklearnej, katastrofy klimatycznej – jesteśmy bezradni?

Indywidualnie – tak. Zbiorowo – absolutnie nie.

Fotografia otwierająca: © Ben Grubb Photography

Artykuł sponsorowany

Reklama

komentarze [3]

Sortuj:
Dodaj wypowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

55
15
14.01.2020 11:35

Zapraszam do dyskusji.


975
67
16.01.2020 22:14

Odpowiadając na pytanie zdane w tytule, w obliczu wojny nuklearnej najprawdopodobniej zmienimy się w napromieniowany popiół.


256
21
17.01.2020 08:45

Film "Treads" z 1984 od BBC, daje dobry obraz tego w co i jak się zmienimy, my i Ziemia, po wybuchu nuklearnym.
Dość przerażająca perspektywa.


zgłoś błąd