Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
oczarowanaona 
kobieta, status: Czytelniczka, dodała: 1 cytat, ostatnio widziana 6 dni temu
Teraz czytam
  • Tysiąc pocałunków
    Tysiąc pocałunków
    Autor:
    Wyobraź sobie, że otrzymujesz tysiąc małych karteczek i masz wypełnić je najpiękniejszymi momentami swojego życia… Jeden pocałunek trwa chwilę. Tysiąc pocałunków może wypełnić całe życie. Chłopak i...
    czytelników: 3011 | opinie: 206 | ocena: 7,99 (963 głosy) | inne wydania: 1

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-04-10 17:35:19
Ma nowego znajomego: Iwona
 
2018-04-05 22:35:12
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2018, Posiadam
Cykl: Kolekcjoner (tom 1)

Tę książkę chciałam przeczytać już dawno temu, ale z braku czasu zwyczajnie nie było kiedy. Przyciągnęła mnie wspaniała okładka, bardzo prosta, lecz piękna i kryjąca pewną tajemnicę. Lubię thrillery, a ten wydał mi się, po opisie, bardzo interesujący.

Fabuła
Akcja "Kolekcjonera motyli" dzieje w teraźniejszości, gdzie na komisariacie agenci FBI przesłuchują jedną z ofiar "Ogrodnika". Po tym,...
Tę książkę chciałam przeczytać już dawno temu, ale z braku czasu zwyczajnie nie było kiedy. Przyciągnęła mnie wspaniała okładka, bardzo prosta, lecz piękna i kryjąca pewną tajemnicę. Lubię thrillery, a ten wydał mi się, po opisie, bardzo interesujący.

Fabuła
Akcja "Kolekcjonera motyli" dzieje w teraźniejszości, gdzie na komisariacie agenci FBI przesłuchują jedną z ofiar "Ogrodnika". Po tym, jak doszło do eksplozji w szklarni i Ogrodzie, w którym mężczyzna przetrzymywał dziewczyny w wieku miedzy 16-21 lat, Maya jest jedyną osobą, która jest w stanie opowiedzieć, co tak naprawdę się tam działo. Okazuje się, że dziewczyna skrywa więcej sekretów, niż wydaje się na początku. Ogrodnik, starszy mężczyzna, na pozór kochający mąż, w tajemniczym miejscu w swojej posiadłości, stworzył Ogród dla motyli, które okazywały się młodymi kobietami. Na plecach każdej z nich tatuował skrzydła różnych odmian motyli, a kiedy skończyła się "data spożycia", czyli kobieta kończyła określony wiek, lądowały one w szklanej gablocie na ścianie, aby Ogrodnik mógł podziwiać swoje okazy.

Dzięki narracji, która poprowadzona została dwutorowo, możemy bliżej przyjrzeć się szczegółom. Z jednej strony mamy Mayę opowiadającą historie życia w Ogrodzie, z drugiej strony momenty przesłuchania w czasie rzeczywistym. Dziewczyna opowiada wszystko ze szczegółami, lecz nie od razu to robi. Agent Victor Hanoverian bardzo ostrożnie podchodzi do tematu i nie naciska na dziewczynę, mając nadzieję, że dzięki temu dziewczyna się otworzy. No i w sumie ma rację, bo stopniowo posuwają się dalej, a informacje które zdobywają agenci FBI, szokują i przerażają.

Kilka słów ode mnie
Szczerze powiedziawszy spodziewałam się czegoś więcej po tej książce. Nie była najgorszym thrillerem jaki przeczytałam, ale po wielkim szumie wokół niej i rekomendacjach w sieci, spodziewałam się, że powali mnie na łopatki. Niestety tak się nie stało, ale nie oznacza to, że całkowicie przekreślam tę książkę bądź samą autorkę. Wręcz przeciwnie, bardzo, ale to bardzo podobał mi się pomysł na fabułę, mimo kilku minusów. Sama fabuła i pomysł na pociągniecie tematu porwań oraz przetrzymywania dziewcząt w Ogrodzie - świetny, ale w trakcie czytania niektórych momentów w opowieści Mayi, troszkę zrobiło się nudno. Były chwile, że kompletnie nic się działo, opisywane były rzeczy i sytuacje, których tak naprawdę mogłoby nie być, a książka i tak nadal byłaby taka sama.

Zabrakło mi jednak tego dreszczyku emocji, który powinien towarzyszyć temu gatunkowi.

Obraz psychopatycznego Ogrodnika bardzo dobrze wyszedł autorce, ponieważ chwilami naprawdę myślałam, że on zamiast krzywdzić te młode kobiety, troszczy się o nie. Nie mogłam do końca rozgryźć tego gościa, zwłaszcza kiedy Maya w swojej historii nie zawsze mówiła o nim jako o potworze. Do końca nie wiedziałam, czy dziewczyna jest po jego stronie, czy przeciwko niemu. Dawała bardzo mylące sygnały.

Podsumowanie
Jak bym określiła historię w tej książce? Jest dosyć ciężka, mroczna i nieprzewidywalna. Nie poleciłabym jej każdemu, zwłaszcza jeśli nie lubisz thrillerów (co w mojej opinii nie było bardzo ciężkie czy przerażające). Co mnie bardzo zaskoczyło, to to, że nie mogłam przewidzieć, co tak naprawdę się wydarzy za chwilę. Ta otoczka tajemniczości jeszcze bardziej mnie pociągała.

http://oczarowanaczytaniem.pl/kolekcjoner-motyli-dot-hutchison/

pokaż więcej

 
2018-03-05 12:19:33
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2018, Od wydawnictwa

„Córki smoka” nie jest książką, z którą usiądziesz przy kominku i będziesz delektować się ciepłą i przyjemną lekturą. Ta książka to bolesny obraz życia kobiet, wziętych do niewoli podczas drugiej wojny światowej. Jest tak wspaniała, tak trudna do przebrnięcia, tak gorzka, tak przerażająca, że nigdy nie spodziewałabym się tego, co otrzymałam w tej historii. Premiera już 7 Marca.

Fabuła
Młoda...
„Córki smoka” nie jest książką, z którą usiądziesz przy kominku i będziesz delektować się ciepłą i przyjemną lekturą. Ta książka to bolesny obraz życia kobiet, wziętych do niewoli podczas drugiej wojny światowej. Jest tak wspaniała, tak trudna do przebrnięcia, tak gorzka, tak przerażająca, że nigdy nie spodziewałabym się tego, co otrzymałam w tej historii. Premiera już 7 Marca.

Fabuła
Młoda amerykanka koreańskiego pochodzenia, Anna, po stracie matki adopcyjnej, postanawia wyjechać z ojcem do Korei, by poznać matkę biologiczną. Zamiast kobiety, którą miała nadzieję spotkać, do Anny przed ośrodkiem adopcyjnym podchodzi staruszka, wręczając jej zawinięty w materiał grzebień i mówi jej, żeby przyszła pod wskazany adres, by poznać całą historię. Po dotarciu na miejsce okazuje się, że kobieta jest babcią Anny, ma na imię Hong Jae-hee. Dziewczyna dowiaduje się, że jej koreańskie imię to Ja-young. Staruszka chce opowiedzieć Annie, jak ważny dla jej całej rodziny jest ten grzebień z dwugłowym smokiem. Im dalej kobieta zagłębia się w opowieść, tym bardziej Anna przeżywa to wszystko, co dotknęło jej rodzinę. Dowiaduje się, że jej babka, Jae-hee, była ianfu, czyli kobietą do towarzystwa.

Kilka słów o książce
Sięgając po „Córki smoka” Williama Andrews’a nie spodziewałam się, że wyleję tyle łez. Ta książka opowiada o kobietach, które były bezradne w stosunku do swojego losu. Obraz II wojny światowej, kiedy to Japończycy położyli swoje łapy na Korei, przeraża. Wiem, w czasie wojny każdy kraj przeżywał swoje dramaty, wszędzie były szkody, śmierć, płacz dzieci i kobiet, ale czytając tę książkę, mimo że historia w książce Andrews’a jest fikcją, zdarzenia opisane w niej, czyli gwałty na kobietach, stacje komfortu, traktowanie ludzi przedmiotowo, to wszystko zdarzyło się naprawdę.

Klęczałam w błocie z twarzą zwróconą ku niebu Mandżurii. Słyszały mnie tylko gwiazdy. Opłakiwałam swoją niewinność i wyrzucałam wściekłość każdej z chwil, w której nazwano mnie dziwką.

Andrews zastosował narrację pierwszoosobową, która wspaniale się sprawdziła w tej książce. W momentach, kiedy Jae-hee opowiada historie swojego życia, czytelnik czuje wraz z nią każde potknięcie, każdy uśmiech, każdą chwilę szczęścia oraz smutku. Autor doskonale zagrał na emocjach. Ta historia złamała mi serce; po skończeniu książki miałam kaca, ale były też chwile, kiedy się uśmiechałam podczas lektury.

Powieść jest dosyć długa, bo ma aż 400 stron, lecz czyta się błyskawicznie. Wciąga czytelnika niesamowicie, aż nie jest w stanie jej odłożyć. Przeczytanie jej zajęło mi kilka dni, ale to tylko dlatego, że musiałam ochłonąć po wydarzeniach w niektórych momentach opisanych w książce.

Podsumowanie
Jeśli nie boicie się tego, co tam znajdziecie i lubicie książki historyczne, to ta pozycja zdecydowanie jest dla Was. Nie jest lekka, ale chyba właśnie to ją wyróżnia od innych, nie nudzi czytelnika, wręcz przeciwnie, ciężko ją odłożyć. Miejscami wartka akcja, smutek, cierpienie, potem chwile szczęścia. Ta książka to wspaniały dowód na to, że upór i dążenie do celu, potrafi zdziałać wiele, mimo wszystkich przeciwności losu. Szczerze polecam!

http://oczarowanaczytaniem.pl/recenzja-corki-smoka-william-andrews/

pokaż więcej

 
2018-03-04 16:30:52
Ma nowego znajomego: Gosia
 
2018-03-03 17:17:11
Dodała cytat z książki: Córki smoka
Klęczałam w błocie z twarzą zwróconą ku niebu Mandżurii. Słyszały mnie tylko gwiazdy. Opłakiwałam swoją niewinność i wyrzucałam wściekłość każdej z chwil, w której nazwano mnie dziwką.
 
2018-02-25 13:26:25
Ma nowego znajomego: Książko_miłości_moja
 
2018-02-24 17:42:18
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2018, Ulubione
Autor:
Cykl: The King (tom 2)

„Tyran” T.M. Frazier jest drugim tomem historii o Kingu i Doe. Recenzję poprzedniej części możecie przeczytać tutaj.

Po skończeniu tomu pierwszego z niecierpliwością oczekiwałam kontynuacji tej wspaniałej książki. „King” podobał mi się bardzo, ale „Tyran” jest jeszcze lepszy. Zaraz Wam o nim opowiem.

Powrót do przeszłości
Historia zaczyna się tam, gdzie zakończyła się poprzednia część, czyli...
„Tyran” T.M. Frazier jest drugim tomem historii o Kingu i Doe. Recenzję poprzedniej części możecie przeczytać tutaj.

Po skończeniu tomu pierwszego z niecierpliwością oczekiwałam kontynuacji tej wspaniałej książki. „King” podobał mi się bardzo, ale „Tyran” jest jeszcze lepszy. Zaraz Wam o nim opowiem.

Powrót do przeszłości
Historia zaczyna się tam, gdzie zakończyła się poprzednia część, czyli King uwalnia się z samochodu, który rzekomo miał go zawieść do aresztu.

Szybko jednak się połapał, że gość za kierownicą nie ma nic wspólnego z policjantem. King domyśla się, kto mógł go wynająć. Chce zemsty. Doe czuje się oszołomiona całą sytuacją, nie czuje żadnej więzi ani ze swoim chłopakiem z przeszłości, Tannerem, ani z ojcem, który na jej widok nawet się nie uśmiechnął. Jedyną osobą, do której czuje cokolwiek jest mały Sammy, o tak samo niebieskich wielkich oczkach, jak jej same. Jej syn. Doe czuje się zagubiona, nie odzyskała pamięci i nie wie, co ze sobą zrobić. Tęskni za Kingiem, lecz jednocześnie ma do niego wielki żal za to, co zrobił.



Po niesamowitym zwrocie akcji i manipulacjach, jakie miały miejsce na końcu tomu pierwszego, Doe wraca do domu, do rodziny. King nie

może sobie wybaczyć, że pozwolił jej odejść, ale zrobił to z jednej strony dla jej dobra, by ja chronić, a z drugiej, bo miał nadzieję, że uda mu się zrealizować plan, jaki miał na samym początku, kiedy ją poznał, czyli odzyskanie Max – swojej córki.



Tanner i mały Sammy są przy dziewczynie przez większość czasu, by pomóc jej przypomnieć sobie swoją przeszłość. Dowiaduje się ona, że ma na imię Ramie. Po pewnym czasie dziewczyna zaczyna sobie przypominać urywki ze swojego dawnego życia. Nie jest zachwycona tym, co teraz wie. Na jaw wychodzą wszystkie brudy, na niektóre pytania znajduje odpowiedzi, lecz nie może uwierzyć w to, co widziała w obrazach z przeszłości. Fakty są przerażające.

King toczy własną walkę z przeciwnościami losu i ludźmi, którzy chcą skrzywdzić nie tylko jego, ale także wszystkich, których kocha. Dojdzie do prawdziwej jatki, w której życie Kinga oraz jego towarzysza, będzie stało pod znakiem zapytania. Będzie się działo!

Nie wiem co napisać, czyli moje przemyślenia
Śmiesznie brzmi nagłówek, wiem, ale serio, nie wiem jak opisać słowami, co tam się stało. Nie często się zdarza, że drugi tom powieści jest lepszy od pierwszego, lecz w tym przypadku tak właśnie było. Tyle emocji naraz, bomby spadają z każdej strony. Nie jest tak, jak w tomie pierwszym, że większość akcji dzieje się w domu Kinga i przeważnie oboje spędzają na igraszkach. Owszem, seksu nie brakuje, ale czytelnik bardziej skupia się na tym, co dzieje się poza scenami erotycznymi. Jest bardzo dużo akcji, bardzo dużo się dzieje. Jestem zachwycona tym tomem. Doe jest świetna, jak polubiłam ją w poprzedniej części, tak teraz lubię ją jeszcze bardziej. Stała się twardsza, silniejsza, bardziej pyskata i stawiała na swoim. Pomimo młodego wieku, była bardzo dojrzała.

Jeśli chodzi o sceny miłosne w książce, to nie brakuje ich, więc się nie martwcie, nadal będzie naprawdę gorąco. Chyba nie wybaczyłabym Frazier, gdyby nam to odebrała! Autorka jednak skupiła się w tej części na innego rodzaju emocje. Poznajemy dawne życie Doe, widzimy, z czym musiała się zmagać i w pewnym sensie zaczynamy rozumieć jej poniekąd ucieczkę z domu. Co do tej ucieczki, jest taki moment w książce, gdzie na wszystkie pytania w sprawie zniknięcia dziewczyny, otrzymacie odpowiedzi. Wiele wątków z części pierwszej zostanie wyjaśnionych i bardzo podobało mi się to, w jaki sposób autorka nam je ukazała.

Widzimy, jak Doe ma przebłyski pamięci, widzi w danym momencie to, co działo się w przeszłości. Wątkiem, którym będziecie zszokowani, będą informacje, a raczej wspomnienia Doe, które przyczyniły się do zaniku pamięci. Poniekąd podejrzewałam, że tak mogło być, ale autorka umiejętnie nasuwała mi inne zakończenie i tym samym, kiedy wszystko ujrzało światło dzienne, uśmiechnęłam się do siebie, mówiąc w myślach, że Frazier zwyczajnie zrobiła mnie w bambuko.

Podobało mi się, kiedy okazało się, że osoba, która była z pozoru nieczuła (nie napiszę Wam kto to taki, bo to spoiler), pod koniec powieści pokazała, jak wielkie ma serducho. Okazało się, że nie warto zbyt szybko oceniać ludzi po ich zachowaniu w niektórych sytuacjach. W sumie King na początku też był okrutny, władczy i przerażający, ale jak się potem okazało, pod tatuażami, mięśniami i całą otoczką złego gościa, posiadał wielkie, miękkie i szybko bijące serce. Jest tylko człowiekiem.

Podsumowanie
W książce „King. Tyran”, T.M. Frazier stworzyła historię ludzi, którzy borykają się z własnymi demonami. Nie jest to tylko książka, gdzie przeczytacie o seksownym mężczyźnie, gorących scenach i będzie Wam przyspieszał puls na każdej stronie. Owszem, tego wszystkiego nie brakuje i uwierzcie mi, jest moc, która wspaniale elektryzuje, ale tutaj znajdziecie także coś więcej. Brudna prawda, manipulacje, kłamstwa, ból i strach przeważają w całej tej historii. Nic nie jest takie, jakie się wydaje. Spytacie, czy polecam tę książkę? Oczywiście, że tak. Bez dwóch zdań ta seria jest jedną z lepszych, jakie do tej pory przeczytałam z tego gatunku. Skupia w sobie wiele rzeczy, które uwielbiam i niesamowicie wciąga. Koniecznie jednak musicie przeczytać tom pierwszy, zanim sięgniecie po Tyrana.

http://oczarowanaczytaniem.pl/king-tyran-t-m-frazier/

pokaż więcej

 
2018-02-18 17:59:55
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2018
Autor:
Cykl: The King (tom 1)

Jeśli lubicie samców alfa, bogów nad bogami, wytatuowanych, super przystojnych i seksownych mężczyzn, nie boicie się tego, że możecie przeczytać o brutalności ludzi i świata oraz wulgaryzmach i przemocy, to ta książka koniecznie musi się znaleźć na waszej półce. Jedno ostrzeżenie! Jeśli choć trochę myślicie, że ta historia ma cudowne zakończenie lub jest słodziutka jak cukierek, możecie sobie... Jeśli lubicie samców alfa, bogów nad bogami, wytatuowanych, super przystojnych i seksownych mężczyzn, nie boicie się tego, że możecie przeczytać o brutalności ludzi i świata oraz wulgaryzmach i przemocy, to ta książka koniecznie musi się znaleźć na waszej półce. Jedno ostrzeżenie! Jeśli choć trochę myślicie, że ta historia ma cudowne zakończenie lub jest słodziutka jak cukierek, możecie sobie ją odpuścić już teraz. To jest jazda bez trzymanki, tu nie ma hamulców, pięknych słówek i latających wróżek.

Kim jestem?
Doe "Pup"*, znaleziona na ulicy przez prostytutkę Nikki, nie wie, kim jest, skąd pochodzi, nie zna nawet swojego prawdziwego imienia. W wypadku straciła pamięć i nie wiedziała, dokąd ma się udać, gdzie jest jej dom, i jak się też okazało, nikt nie wysilił się specjalnie do tego, żeby ją znaleźć. Nikki okazała się jej jedyną przyjaciółką. Jedyne, o czym marzyła Doe to dach nad głową, jedzenie i bezpieczeństwo. Te trzy rzeczy były dla niej najważniejsze. Zrobiłaby wszystko, byle je dostać.

Brantley King nie miał łatwego dzieciństwa. Tak naprawdę to wcale go nie miał. Matka alkoholiczka, która sprowadzała do domu co rusz to nowych facetów, nie interesowała się synem. Nawet nie zauważyła, kiedy chłopak zniknął. Poznał Samuela "Preppy'ego" Clearwatera i wspólnie zdecydowali, że podbiją świat. Byli najlepszymi przyjaciółmi. Ciągle pakowali się w kłopoty, przebywali w poprawczaku i więzieniu, które zmieniło ich postrzeganie świata. Jedno się jednak nie zmieniło. Ich przyjaźń. Stała się mocna, silna, nierozerwalna. Każdy z nich skoczyłby za sobą w ogień bez mrugnięcia okiem.

Walka o przetrwanie
Pewnego dnia Nikki powiedziała do Doe, że aby przetrwać na ulicy, musi mieć ochronę, a żeby mieć ochronę, musi się sprzedać. Prostytutka wpadła na pomysł, żeby pojawić się na imprezie w domu faceta, który dopiero co wyszedł z więzienia i z tej okazji lokalny gang motocyklowy wyprawia balangę na jego cześć. Nikki mówiła Doe, że jedynym rozwiązaniem jej problemów z głodowaniem i mieszkaniem na ulicy, jest oddanie siebie jednemu z członków gangu, który oznaczy ją jako swoją i tym samym zapewni dach nad głową, pożywienie i ochronę przed napalonymi facetami, którzy mają ochotę na młodziutką dziewczynę. Czy dziewczyna miała jakieś wyjście? Nie pamiętała, kim jest, nie miała żadnych wspomnień, nikt jej nie szukał, nikt jej nie chciał, mogła więc zacząć od nowa. Ale czy to było takie łatwe?

Przypadkiem, zamiast uwieść motocyklistę, dotarła do pokoju, w którym gospodarz imprezy zabawiał się z panienką. Kiedy zobaczył te wielkie, śliczne oczy, pomyślał, że musi je posiadać. Po nieoczekiwanym zwrocie akcji, jaka miała miejsce, kiedy Nikki chciała okraść Kinga i uciec, Doe została jego zakładnikiem. Od tej pory była jego własnością. Była jego! W każdym znaczeniu!

Bohaterowie
Poznajemy kilka osób, które w mniejszym lub większym stopniu wpływają na fabułę, dodają całej historii tej realistyczności, która jest tak ważna. Głównymi bohaterami są oczywiście Doe i King, zaraz obok nich drugie skrzypce, a zarazem ważne dla całej książki, odgrywają Prep i Bear. Naprawdę polubiłam całą czwórkę. Autorka świetnie wykreowała te postaci, były strasznie realne. Całej pikanterii dodawał także fakt, że męska część załogi była niesamowicie seksowna i czytając, wiele razy wpadałam w trans, nie mogąc oderwać się od lektury. Gorrrrrąco uderzało znienacka, było czuć wszystko, dosłownie wszystko.

King był męski, seksowny, władczy, przerażający, był wcieleniem diabła w ludzkiej skórze, ale posiadał też tę drugą stronę, łagodniejszą, wrażliwszą, słabą. Obie jego wersje na mnie działały.

Doe była z początku zagubioną owieczką, nie potrafiła się postawić Kingowi, więc tylko ulegała. Z czasem, kiedy oboje spędzali coraz więcej czasu razem, ich relacje się zacieśniały. Bardzo polubiłam tę dziewczynę. Pokazywała pazurki i swój charakterek, co było świetne.

Preppy był najlepszym przyjacielem Kinga, po poznaniu Doe, także  został i jej przyjacielem. Miał popieprzone dzieciństwo, przepełnione agresją, alkoholem i Bóg wie czym jeszcze, co potem wpłynęło na jego zachowanie jako dorosłego. Bójki, kobiety, imprezy, alkohol, narkotyki — wszystko to było jego codziennością. Miał jednak w sobie taki pstryczek, po którego naciśnięciu zmieniał się w słodkiego dzieciaka i wspaniałego przyjaciela.

Kilka słów ode mnie
Nie znałam tej autorki wcześniej i nie czytałam żadnej z jej książek. Kilka razy przewinęła mi się na Goodreads, jako "bestseller writer", ale ile takich ostatnio jest? pomyślałam i zignorowałam. Kiedy usłyszałam, że Wydawnictwo Kobiece ma w planach wydać tę serię w Polsce, pomyślałam, że chyba jednak coś musi być na rzeczy. Ależ byłam głupia, że nie przeczytałam tej serii jeszcze zanim weszła na Polski rynek.

T.M. Frazier zaskoczyła mnie tą książką. Kompletnie nie spodziewałam się takich emocji i tego wszystkiego, co zastałam w tej powieści. Jest ona mroczna, smutna, przepełniona bólem i strachem, a jednocześnie człowiek zakochuje się w niej do szaleństwa. Bo tak się właśnie stało ze mną. Uwielbiam tę historię. Mimo że nie jest to kolorowa, usłana różami historia, nie latają tutaj jednorożce ani księżniczki i książęta na białych koniach, nie jest słodko i przyjemnie, to ta historia jest tak piękna, że z trudem potrafię ubrać ją w słowa. Jest tak nieziemsko realistyczna, tak prawdziwa, że wydawać by się mogło, jakby to się stało naprawdę. Nie znajdziecie tutaj szczęśliwego zakończenia i serduszek na końcu, bo to nie ten typ historii. Tutaj jest ciemność, ból i tęsknota. Chemia pomiędzy Kingiem i Doe jest niesamowita. To czuć z każdą stroną, to napięcie aż elektryzuje. Autorka wspaniale potrafi przekazać te emocje, które czytelnik musi poznać. 

W książce narrator pierwszoosobowy spisał się rewelacyjnie, przeplatając na przemian punk widzenia Kinga, a następnie Doe. W ten sposób wiedziałam, co w danej chwili myślą — a uwierzcie mi, to naprawdę było ważne. Styl autorki wpasował się w mój gust idealnie. Z największą przyjemnością poznam kolejne części, gdzie bliżej poznamy także Bear'a oraz Preppy'ego.

À propos Preppy'ego, chciałam zamordować autorkę za to, co zrobiła z tym chłopakiem. Nie napiszę Wam, co się stało, bo musicie koniecznie dowiedzieć się tego sami, czytając tę książkę. Jestem zła na siebie, że podczas czytania nie zapisałam ani jednego cytatu! A wszystko dlatego, że nie mogłam odłożyć tej książki. Pochłonęła mnie doszczętnie.


*Pup - z ang. zwierzaczek, maskotka

http://oczarowanaczytaniem.pl/king-t-m-frazier/

pokaż więcej

 
2018-02-12 15:12:19
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2018
Cykl: Bracia Slater (tom 1.5)

Kolejną częścią historii „Dominica” jest „Bronagh”. Jest niby dopełnieniem „Dominica”, ale wcale nie ukazuje niczego konkretnego. Narratorką nadal jest Bronagh. Cała książka opiera się na jednym dniu – 21 urodzinach Bronagh, na które Dominic – jej chłopak, zaplanował wiele atrakcji. Jak dla mnie, ta część nic nie wniosła do historii tych dwojga. Jedynym pozytywnym aspektem było to, że odrobinę... Kolejną częścią historii „Dominica” jest „Bronagh”. Jest niby dopełnieniem „Dominica”, ale wcale nie ukazuje niczego konkretnego. Narratorką nadal jest Bronagh. Cała książka opiera się na jednym dniu – 21 urodzinach Bronagh, na które Dominic – jej chłopak, zaplanował wiele atrakcji. Jak dla mnie, ta część nic nie wniosła do historii tych dwojga. Jedynym pozytywnym aspektem było to, że odrobinę spoważnieli.

Dominic stał się mężczyzną, który wiedział czego chce, co czuje i nie bał się o tym mówić na głos. Bronagh jest nadal irytująca i nadal jej nie lubię, ale trochę się zmieniła na lepsze. Nie było żadnego sensu pisać osobnej recenzji o tej książce, bo jest tak krótka i nic szczególnego się w niej nie dzieje. Miało być to dopełnienie, z którym czytelnik Dominca musi się koniecznie zapoznać, ale na Boga! Nie napiszę już nic więcej, bo brak mi słów.

http://oczarowanaczytaniem.pl/dominic-bronagh-bracia-slater-l-a-casey/

pokaż więcej

 
2018-02-12 15:01:28
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2018
Cykl: Bracia Slater (tom 1)

Nie byłabym sobą, gdybym nie sprawdziła, czy „Dominic. Bracia Slater" L.A. Casey, zasługuje na wszystkie OHY i AHY. Lubię książki z gatunku YA z wątkami erotycznymi, więc postanowiłam jej dać szansę, tym bardziej, że było bardzo głośno o tych książkach wśród blogerów i prawie wszystkie opinie były pozytywne. Czy i mnie przypadła do gustu? Hmmh... no nie do końca.

Dominic
Kilka słów o fabule
...
Nie byłabym sobą, gdybym nie sprawdziła, czy „Dominic. Bracia Slater" L.A. Casey, zasługuje na wszystkie OHY i AHY. Lubię książki z gatunku YA z wątkami erotycznymi, więc postanowiłam jej dać szansę, tym bardziej, że było bardzo głośno o tych książkach wśród blogerów i prawie wszystkie opinie były pozytywne. Czy i mnie przypadła do gustu? Hmmh... no nie do końca.

Dominic
Kilka słów o fabule
Akcja dzieje w Dublinie, w Irlandii. Bronagh po utracie obojga rodziców będąc dzieckiem, zostaje pod opieką swojej starszej siostry, Branny. Bronagh zamyka się w sobie, nie dopuszcza do siebie ludzi, ponieważ nie chce zostać skrzywdzona w przyszłości. Nie rozmawia z nikim, unika kontaktu ze wszystkimi dookoła, stała się szkolnym outsiderem, byleby tylko ludzie zostawili ją w spokoju. I to jej jak najbardziej odpowiada.

Kiedy Dominic Slater pojawia się w jej życiu, zaczyna go ignorować, co w rezultacie przybiera odwrotne skutki, bo tylko go tym zachęca. Dominic, seksowny, przystojny, wysportowany, umięśniony chłopak, przyzwyczajony do tego, że każdy na niego zwraca uwagę i nigdy nie odrzuca, przeprowadzając się z Nowego Jorku do Dublina, tym bardziej przykuwa uwagę wszystkich wokół. Wszystkich, oprócz jednej, niezwykle pięknej, lecz nieśmiałej dziewczyny z ciętym jerzykiem. Podejmuje wyzwanie pt. "złapać króliczka".

Dominic obrał sobie cel - Bronagh Murphy. Dosyć dużym utrudnieniem może się wydawać to, że ona z nikim nie rozmawia, z nikim nie przyjaźni, lecz dla Dominica Slatera nie ma rzeczy niemożliwych. Kiedy Dominic czegoś pragnie, to to dostaje. A w tym momencie pragnie własnie jej i zrobi wszystko, żeby swój cel osiągnąć, nawet.... jeśli będzie musiał zmusić ją do tego.

Styl autorki
Bardzo mi przykro, ale ta książka nie zaliczy się do moich ulubionych. Niestety, czytając miałam wrażenie jakby L.A. Casey zrobiła z tej historii irlandzką wersję „Pięknej katastrofy" Jamie McGuire. Jedyną różnicą jest to, że książki McGuire pokochałam od początku, a tutaj...no cóż. „Dominic" jest opowiedziany z perspektywy Bronagh. Wszystko co dzieje się w jej głowie, kiedy jest przy Nico, opisane jest dosyć szczegółowo, co pomaga zrozumieć jej zachowanie, jednak jest tak dziecinna, tak irytująca, że nie potrafiłam jej znieść. Nie mam problemu z wulgaryzmami w książkach, nie przeszkadzają mi wcale, ale te odzywki do innych, lub później do swojego ukochanego... Boże broń. Czułam się jak w szkole podstawowej.

Miałam wrażenie, że nie czytam o dziewczynie która ma 18 lat, a o 10 letnim dziecku. Była głupia, irytująca, wszystko rozumiała na opak. Nie wytrzymałabym z nią ani minuty. Z drugiej strony ON - Dominic. Traktował ją jak pewnego rodzaju zwierzaka, którego musi mieć, zachowując się przy tym jak skończony dupek. Obrażał ją, a ona nie była mu wcale dłużna, ubliżał jej i posyłał sprośne komentarze na temat jej wielkiego tyłka, zupełnie jak dzieci w przedszkolu. Ewidentnie zadziałał schemat "kto się czubi, ten się lubi", ale nie do końca wyszło to autorce, bo zamiast rozbawić mnie, zniesmaczyło.

Czytałam wiele książek, w których on próbował ją do siebie przekonać na tej samej zasadzie, robił to bardzo dojrzale i aż chciało się to czytać, ale to, co zafundowała nam L.A. Casey, przebiło wszystkie inne na głowę. I to w złym znaczeniu tego słowa. Były momenty, kiedy się śmiałam, bo jakaś sytuacja mnie rozbawiła, ale większość książki przeleciała jakoś tak obojętnie. Nie zaskoczyła mnie ani trochę. Wszędzie widzimy lub słyszymy o "pieprzeniu się" jak króliki, a z tego co czytałam opinie innych osób, nie miał to być erotyk, a romans YA z erotykiem w tle. Wyszło trochę nieporadnie.

Bohaterowie
Jak już wspomniałam, Bronagh była irytującym, pyskatym, głupim dzieciakiem. Pod koniec książki, trochę zmieniłam o niej zdanie, bo była mniej irytująca, ale nadal nie mogłam jej znieść. Była zamknięta w sobie, po śmierci rodziców. Unikała ludzi i była raczej cicha, ale w momencie, kiedy ktoś stanął jej na drodze, potrafiła się odezwać. Próbowała być twarda i uchodzić za niedostępną, ale tak naprawdę robiła z siebie idiotkę prawie za każdym razem.

Dominic, wiecznie napalony, mówiący tylko o wielkim tyłku swojej dziewczyny, rzucający sprośne komentarze o seksie i chwalący się przy braciach i znajomych, czego oni to nie będą robić w jego lub jej sypialni. Był nieziemsko przystojny, wysportowany, dobrze zbudowany, miał wszystko to, co płci przeciwnej się podobało. Ale czegoś mi zabrakło. Chyba którejś części jego mózgu. Hmmh, sama nie wiem.

Branna, siostra Bronagh. Niewiele o niej jest napisane, lecz pojawia się w większości scen. Jest pełnoprawnym opiekunem swojej siostry, w przyszłości chce zostać położną. Mam mieszane uczucia co do niej. Ani jej nie polubiłam, ani nie znienawidziłam. Jest mi obojętna. W kolejnych częściach jest też miejsce dla niej -  jako osobna książka.

Bracia Slater, czyli Alec, Damien, Ryder i Kane. Wszyscy to typowi samce alfa. Przyjechali ze Stanów do Irlandii, by zająć się rodziną. Niesamowicie seksowni, uwodzicielscy, przystojni, wysportowani, po prostu chodzący bogowie. Tak szczerze, to chyba tylko dzięki nim doczytałam tę książkę do końca. Uwielbiałam, kiedy rzucili jakimś komentarzem, który powodował, że na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Potrafili rozbawić. Autorka podzieliła losy każdego z braci na osobne książki, ale w mojej głowie toczy się walka, czy po nie sięgnąć. Jeśli okażą się tak słabe, jak ta część, to tylko stracę czas, kiedy mogłabym zając się ciekawsza lektura. Nadal myślę nad tym, co z tym fantem zrobić.

Podsumowanie
Według mnie „Dominic" jest nieudolną wersją historii Travisa i Abby z „Pięknej" i „Chodzącej katastrofy" Jamie McGuire. Nie miałam przyjemności z czytania, co jak widać, przeniosłam do tej recenzji. Były owszem momenty, które mi się podobały, ale zapomniałam o czym były i co w się nich działo. Zwyczajnie chyba chciałam ją po prostu skończyć, nie zwracając większej uwagi na nic konkretnego. Książka ma zwolenników jak i przeciwników. Ja zdecydowanie należę do tych drugich.

Bronagh
Kolejną częścią historii „Dominica" jest „Bronagh". Jest niby dopełnieniem „Dominica", ale wcale nie ukazuje niczego konkretnego. Narratorką nadal jest Bronagh. Cała książka opiera się na jednym dniu - 21 urodzinach Bronagh, na które Dominic - jej chłopak, zaplanował wiele atrakcji. Jak dla mnie, ta część nic nie wniosła do historii tych dwojga. Jedynym pozytywnym aspektem było to, że odrobinę spoważnieli.

Dominic stał się mężczyzną, który wiedział czego chce, co czuje i nie bał się o tym mówić na głos. Bronagh jest nadal irytująca i nadal jej nie lubię, ale trochę się zmieniła na lepsze. Nie było żadnego sensu pisać osobnej recenzji o tej książce, bo jest tak krótka i nic szczególnego się w niej nie dzieje. Miało być to dopełnienie, z którym czytelnik Dominca musi się koniecznie zapoznać, ale na Boga! Nie napiszę już nic więcej, bo brak mi słów.

Wiem, że wiele osób chwali sobie tę serię o braciach i ich dziewczynach. Mnie jednak nie rozłożyli na łopatki, nie pokochałam ich, mimo że sami chłopcy Slater byli bardzo gorący, nie miałam gęsiej skórki czytając, nie wzdychałam do nich, nie śnili mi się po nocy. Możliwe, że w kolejnych częściach, o ile po nie sięgnę, będzie lepiej, kiedy zacznę czytać historie pozostałych braci. Na tę chwilę chyba spasuję i sięgnę po coś innego, żeby szybko zapomnieć o Dominicu i Bronagh.

http://oczarowanaczytaniem.pl/dominic-bronagh-bracia-slater-l-a-casey/

pokaż więcej

 
2018-02-12 09:58:58
Dodała książkę na półkę: Chcę przeczytać
Cykl: Benedetti Brothers (tom 2)
 
2018-02-12 09:58:49
Dodała książkę na półkę: Chcę przeczytać
Cykl: Benedetti Brothers (tom 1)
 
2018-02-09 12:36:19
Dodała książkę na półkę: Chcę przeczytać
 
2018-02-09 12:36:16
Dodała książkę na półkę: Chcę przeczytać
 
2018-02-09 12:36:16
Dodała książkę na półkę: Chcę przeczytać
Autor:
Cykl: All for the Game (tom 1)
 
Moja biblioteczka
410 29 162
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (19)

Ulubieni autorzy (11)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (1)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd