Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Wędrówka do źródeł

Seria: Eseje o Sztuce
Wydawnictwo: słowo/obraz terytoria
7 (4 ocen i 2 opinie) Zobacz oceny
10
0
9
0
8
1
7
2
6
1
5
0
4
0
3
0
2
0
1
0
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788374538107
liczba stron
616
kategoria
sztuka
język
polski
dodał
Snoopy

Na niniejszy tom złożyły się szkice powstałe mniej więcej w ciągu ostatniego półwiecza: najwcześniejszy z nich pochodzi z 1963 roku, najpóźniejszy z przełomu lat 2005–2006. Teksty zawarte w tej swoistej antologii można podzielić na trzy części. Pierwsza zawiera między innymi studium o „wyobraźni historycznej” i koncepcji procesu historycznego u Blake’a. Część druga jest poświęcona sztuce...

Na niniejszy tom złożyły się szkice powstałe mniej więcej w ciągu ostatniego półwiecza: najwcześniejszy z nich pochodzi z 1963 roku, najpóźniejszy z przełomu lat 2005–2006.

Teksty zawarte w tej swoistej antologii można podzielić na trzy części. Pierwsza zawiera między innymi studium o „wyobraźni historycznej” i koncepcji procesu historycznego u Blake’a.

Część druga jest poświęcona sztuce paleolitu i starożytności, a na ostatnią składają się interpretacje różnych form sztuki – od grafik Piranesiego po film Godziny Daldry’ego. Tematyka zawartych w tym tomie tekstów zaciera granice między krytyką, historią i teorią sztuki, pozwalając spojrzeć na sztuki wizualne z nowej, szerokiej perspektywy.

 

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 3269
Snoopy | 2010-02-18
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: marzec 2010

Nie będzie przesadą, jeśli napiszę, że "Wędrówka do źródeł" Wiesława Juszczaka była jedną z najbardziej wymagających książek, jakie czytałem. Ten ponad 600-stronicowy tom zawiera niemal 40 esejów, studiów i szkiców powstałych na przestrzeni blisko pięćdziesięciu lat. Ich tematyka jest nadzwyczaj szeroka, a olbrzymia erudycja autora i dogłębna znajomość rozległej problematyki naprawdę onieśmiela. W książce znajdziemy trudne teksty zahaczające o takie dziedziny, jak filozofia, literaturoznawstwo, filologia, religioznawstwo, wreszcie (najliczniejsze) z dziedziny najbliższej autorowi, jaką jest historia sztuki. Spektrum poruszanych zagadnień jest niezwykle szerokie: od paleolitycznych malowideł naskalnych, przez twórczość Homera i Williama Blake'a, poezję Słowackiego i dramaty Wyspiańskiego, skończywszy na Virginii Woolf i Tolkienie. Do tego teksty na temat filmów: "Wesele" Wajdy, "Uczta Babette" Axela, "Wszystkie poranki świata" Corneau, "Godziny" Daldry’ego.

A swoją drogą to zadziwiające jak bardzo człowiek może odnaleźć siebie u innego autora. Raz po raz, brnąc przez niełatwe, acz fascynujące artykuły Juszczaka, zadziwiony pytałem sam siebie: Jak to możliwe, że ten uczony porusza tematykę tak mi bliską i drogą. Wciąż odnajdywałem tu swoich ulubionych autorów i ważne dla mnie dzieła. Skąd takie współodczuwanie i wspólnota zainteresowań?

Teksty Juszczaka są wymagające także z tego powodu, iż wiele kwestii nie jest przez niego wyjaśnianych, gdyż zapewne sądzi on (skądinąd słusznie!), że powinny być one oczywiste dla wykształconego humanisty. Niestety moje pokolenie nie ma już tak gruntownej wiedzy. Taki drobny przykład: autor nieustannie przytacza cytaty i sentencje w wielu językach i zwykle nie raczy ich tłumaczyć na polski. O ile radziłem sobie z cytatami angielskimi, ewentualnie niemieckimi, włoskimi, czy łaciną, to już z francuskimi miałem kłopoty. Dobrze, że moja znajomość greki pozwala przynajmniej odczytać poprawnie słowa napisane greckim alfabetem, ale ze zrozumieniem niektórych rozważań filologicznych miewałem kłopoty. Tym bardziej jednak po tę książkę należy sięgnąć - uczy ona pokory, a jednocześnie motywuje do ciągłego pogłębiania wiedzy oraz inspiruje do dalszych poszukiwań i lektur.

Jedną z kwestii, które mnie wyjątkowo zainteresowały było to, w jaki sposób autor rozumie i definiuje sztukę. Otóż Wiesław Juszczak jest w tym względzie maksymalistą. Dane dzieło albo jest Sztuką przez duże S, albo nie jest nią w ogóle. Wydaje się, że stanów pośrednich nie ma - tylko arcydzieła. Nic więc dziwnego, że "wśród dzisiejszego zalewu ludzkiej wytwórczości sztuka jest rzadsza, jest jej relatywnie mniej" (s. 170). Przyznam, że te stwierdzenia profesora dały mi wiele do myślenia. Jeszcze na dzień dzisiejszy nie jestem w stanie zgodzić się z nimi całkowicie. Bliższa jest mi konstatacja Cynthii Freeland, która w swojej książce "Czy to jest sztuka?" napisała: "Stwierdzenie, że coś jest sztuką, to nie to samo, co stwierdzenie, że jest to dobra sztuka".

Niemniej jednak to "idealistyczne" postrzeganie sztuki, jakie prezentuje Wiesław Juszczak, jest naprawdę pociągające i ma w sobie wiele prawdy. Sztuka w rozważaniach Juszczaka jawi się jako rzeczywistość większa niż to, co widzialne. Sztuka jest "intensyfikacją rzeczywistości" - i to rzeczywistości "totalnej", nie tylko widzialnej, fizycznej. Jak ujmuje to sam autor:

"Sztuka nie może być intensywniejsza od rzeczywistości, ponieważ nieustannie i tylko do niej się zbliża. A zbliża się do niej jako do celu, który n i g d y nie zostanie osiągnięty. Zbliża się do niej po to właśnie - jeśli jest prawdziwie sztuką - by ukazać ten dystans i tę nieosiągalność. By ujawnić to, że tajemnicą rzeczywistości jest życie, że życie jest niezniszczalne i niepojęte. By nas postawić przed rzeczywistością jako przez "epistemologicznie" nie dającym się zbadać fenomenem". (s. 163)

W takiej perspektywie sztuka nie jest li tylko sferą kultury, ale ją przerasta - nie da się do niej włączyć. Oczywiście autor nie neguje tutaj wzajemnych powiązań sztuki i kultury, zaznacza jednak, że sztukę należy wyraźnie oddzielić od kultury, by uratować ją od degradacji sensu, od poddaniu jej prawom techniki, użytkowości, konsumpcji, życia społecznego. Pisze Juszczak:

"W kulturze nie ma miejsca na tajemnicę, w sztuce zaś sfera tajemnicy jest głównym celem wszelkiego dążenia. Celem sztuki jest taki rodzaj poznania, który dotyka granic poznawalnego i stawia nas wobec tego, co niepoznawalne". (s. 169)

Sztuka zgłębiając sferę tajemnicy, jako "nieustannie ponawiany proces odsłaniania tego, co niepoznawalne", wykracza rzecz jasna także i poza sferę natury.

W autentycznym dziele zawsze otwiera się - w sposób widzialny - perspektywa na to, co "niewidzialne", lub - jeśli wolimy - na wyczuwalny kres widzialności. Prawdziwa sztuka zawsze pokazuje granice, wędruje po granicach. Po granicach tego, co ludzkie, i tego, co "rzeczowe" - ukazuje to, co od nas samych nie zależy, także i to więc, co "jest w nas", a zarazem "poza nami". (s. 179)

Odnoszę wrażenie, że sztuka dla Juszczaka jest czymś na wzór idei platońskich: jakimś "nadrzeczywistym" ideałem, do którego próbujemy zbliżyć się poprzez formę naszymi dziełami sztuki. Mottem tych rozważań Juszczaka o sztuce mógłby być, przytaczany zresztą przez niego, paradoks Wilde'a: "Rzeczywistość naśladuje sztukę. I naśladuje ją niezbyt udolnie".

Słyszalny w tych tekstach głos autora jest jak głos wołającego na puszczy. Przeciwstawia się m.in. nazywaniu sztuką tego, co nią nie jest. Sprzeciwia się uleganiu coraz to nowym modom, podejściu konsumpcyjnemu wobec dzieł sztuki. Spotkanie ze sztuką wymaga innej postawy.

"Presja wartości dziedziczonych, ciągłe wymykanie się kryteriów, bezbronność albo oportunizm wobec zmian i mody, absurdalnie kurczowe trzymanie się współczesności, teraźniejszego czasu, z którego wypadnięcie lub ucieczka są trudniejsze niż można to sobie wyobrazić, i na co stać tylko niewielu, tylko wybranych - to wszystko sprawia, że wysokie drogi ducha, zawsze niełatwo dostępne, zarastają chwastami i giną nam z oczu. Że więc i dzieła, zawsze mieniące się w naszej obecności, nigdy takie same, wymagają stanu umysłu, na jaki coraz rzadziej potrafimy się zdobyć" (s. 490).

Wiesław Juszczak przez półwiecze pisania, którego obfite owoce zbiera ten pokaźny tom, chciałby "odsłonić widnokrąg szerszy i wędrować do celu, nawet bez nadziei na jego osiągnięcie, a raczej po to tylko, by ukazać go w ogólniejszym zarysie" (s. 355). Jest to wędrówka do źródeł. Źródeł kultury, cywilizacji, sztuki - źródeł samego bytu.

P.S. Książka ukazała się nakładem znakomitego i zasłużonego wydawnictwa słowo/obraz terytoria, które przyzwyczaiło nas do najwyższego poziomu wydawanych przez siebie publikacji. I tym razem pod względem redaktorskim książka jest bez zarzutu. Po raz pierwszy jednak dwie rzeczy mnie rozczarowały: niska jakość zamieszczonych reprodukcji (co w serii "Eseje o sztuce" jeszcze się chyba nie zdarzyło), a także brak informacji gdzie zebrane tu teksty ukazały się po raz pierwszy.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Medaliony

Czytałem, już kilka książek o tematyce obozowej, ale podczas lektury Medalionów kolejny raz zwątpiłem w człowieczeństwo, nie dowierzając że ludzie mog...

zgłoś błąd zgłoś błąd