Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
6,19 (16 ocen i 5 opinii) Zobacz oceny
10
1
9
1
8
2
7
0
6
4
5
8
4
0
3
0
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788375080605
liczba stron
168
kategoria
horror
język
polski
dodał
Ropuszella

Siedmiu histerycznych autorów, siedem opowiadań, siedem grzechów głównych.

 

źródło opisu: http://magazynhisteria.pl/

źródło okładki: http://magazynhisteria.pl/

Brak materiałów.
książek: 66
PaniUpiorowa | 2015-12-20
Na półkach: Przeczytane

Opublikowanie „grzesznej antologii” kompletnie mnie zaskoczyło. Najpierw na stronie Magazynu Histeria pojawiła się enigmatyczna zapowiedź, a po raptem kilku dniach można już było „I odpuść nam nasze winy...” pobierać. W tej e – publikacji brak jest jakiegoś wstępu, czy posłowia czy jakiegokolwiek innego tekstu „od redakcji” który by wyjaśniał czym jest antologia, dlaczego ten temat, i dlaczego ci, a nie inni autorzy.

Zapewne taki był zamysł redakcji. Książka ma motyw przewodni, są nią właśnie grzechy główne – tyle, i tylko tyle czytelnik miał widocznie wiedzieć, zaczynając lekturę. Resztę niech mu powiedzą same teksty.

P. Cieliczko „Królewski grzech” - gdy przeczytałam pół roku temu VIII numer Histerii, zastawiałam się, czemu tak słabe opowiadanie jak „Noblowski cyrograf” zostało docenione przez redakcje? I czemu za kiepski tekst autor ten został wyróżniony tytułem Histeryka Miesiąca? Również „Królewski grzech” jest po prostu słaby. Opowiadanie jest napisane źle, roi się w nim od niezgrabnych zdań. Do szału mnie doprowadzał szkolny błąd, jakim jest nadużywanie czasownika osobowego „być”. W jednym tylko akapicie (s. 9) powtarza się ten wyraz pięć razy (sic!). Dialogi poprowadzone są fatalnie: „zapytała”, „rzekł”, „zapytała”, „rzucił”... i tak przez pół strony (s. 11). Po za tym, jako historyk z wykształcenia, zawodu i powołania wiem, że postacie nie mogły posługiwać się taką polszczyzną, jaką im wkłada w usta Cieliczko. Jednak największą wadą opowiadania jest toporne potraktowanie tematu. Czytelnik nie jest idiotą! Wie, że główny bohater zgrzeszył pychą. Nie trzeba mu tego powtarzać aż kilkukrotnie! Opowiadanie, chociaż wcale nie jest najdłuższym tekstem antologii, dłużyło mi się niemiłosiernie. Mam nadzieję, że autorowi pisanie sprawiło przyjemność – bo mnie lektura „Królewskiego grzechu” żadnej. Bardzo słabe otwarcie :( - 3/10.

P. Karbowski „Traktat Getano Enzoli” - Karbowski to mój faworyt. Znam jego wszystkie poprzednie teksty z Histerii. Gdyby nie fakt, że jestem mężatką, odnalazłbym faceta i złożyła propozycję matrymonialną – tak mi się jego proza podoba ;) Już pierwsze zdania „Traktatu...” są miłą odtrutką po męczącym pierwszym opowiadaniu. Tak jak poprzedni autor, Karbowski używa sztafażu historycznego, tylko że robi to wprawnie, z wdziękiem, i z wyczuciem. Nawet makabryczne opisy kolejnych zborni napisane są przepięknie. Jedną rzecz zauważyłam: Pan Karbowski dosyć schematycznie portretuje funkcjonariuszy służb wszelakich. Dialogi średniowiecznych członków mediolańskiej milicji z „Traktatu...” do złudzenia przypominają rozmowy funkcjonariuszy służb bezpieki z „Naprawiacza lalek”. A może to nie błąd? Być może nie zależnie od miejsca i czasu zachowania i mentalność żołdaków są niezmienne? I ostatnia uwaga: kompletnie nie zgadzam się z tezą dotyczącą tytułowego grzechu, jaka zawarta została w opowiadaniu (s. 47). Jednak została ona wyłożona w sposób co najmniej intrygujący :) Tak czy inaczej tekst świetny – 8/10.

A. Kwiatkowska „Tańczące nimfy”- Kwiatkowska wybrała chyba ulubiony grzech ludzkości. Bardzo byłam ciekawa, jak też autorka fenomenalnych „Małych powstańców” i znakomitego „Czarnego powozu” poradzi sobie z tematem. Pół pornograficzne gore z odważnymi opisami? A może coś subtelniejszego, gdzie problem zostanie potraktowany metaforycznie? Pisarka zdecydowała się na to drugie rozwiązanie. I dobrze. Tekst bardziej koncentruje się na relacjach ojca z synem, niż na eksploatowaniu tematu rozwiązłości, czy popędu nie do opanowania. Cieszę się, że autorka nie poszła na łatwiznę, napisała opowiadanie stonowane i wieloznaczne. Kwiatkowska świetnie prowadzi dialogi, rozmowa bohatera z modelką o niebywałej urodzie i lekkich obyczajach (s. 59) należy do moich ulubionych fragmentów antologii. Mocne 8/10.

P. Borowiec „Modernista” - u Kwiatkowskiej mieliśmy obraz włoskich malarzy, zapewne z przełomu wieku XIX i XX, u Borowca nawiązania do lwowskiej bohemy fin de sieclu. Z tym że podane w bardzo współczesnej historii. Mamy więc ghost – story (jak to u Borowca bywa), studium małżeńskiej psychozy, opis targu staroci, wizyt w bibliotekach, pracy w korporacji, obraz prowincjonalniej uczelni wyższej, brutalny finał, i kilka rożnych form, jakie może przybrać grzech zazdrości. Dużo tego. Dla mnie „Modernista” sprawia wrażenie szkicu do powieści. Nie jest to z mojej strony zarzut, chociaż wiem, że nie wszystkim taka obfitość tematów i motywów może przypaść do gustu. Zresztą, wiele opowiadań tego autora, chociażby z jego debiutanckiego zbioru, ma podobną wadę... lub zaletę. Momentami kuleje język, wyłapałam kilka błędów i źle napisanych zdań. Znakomicie oddana natomiast jest psychologia postaci. I po raz kolejny odnoszę wrażenie, że Borowiec świetnie przygotował się merytorycznie do pisania. W „Moderniście” można odnaleźć nawiązania do faktów i postaci prawdziwych, znakomicie wplecione w literacką fikcje. Warsztatowo dobre odpowiadanie (byłoby znakomite, gdyby nie kilka błędów), pozostawiające jednak pewien niedosyt. Dlatego też nieco naciągane 7/10. Jako zaliczka na przyszłą powieść :)


D. Adwentowska „W malinowym chruśniaku” – po nawiązaniu do młodopolskich poetów dostałam nawiązanie do... epigona Młodej Polski! Czy autorzy antologii konsultowali pomysły przed napisaniem tekstów, czy też polska poezja pisarzom grozy jakoś tak automatycznie kojarzy się z grzechem? Wiersz Leśmiana od którego zapożyczono tytuł jest erotykiem, opowiadanie Adwentowskiej natomiast dotyczy obżarstwa... hm :) Opowiadanie napisane brawurowo, lekko i wdzięcznie, na niezbyt chyba wdzięczny temat :) W jednym miejscu autorka przeszarżowała, pisząc o „mentalnych portkach w małżeństwie (...) dziadków” (s. 105). „W malinowym chruśniaku” to tekst prawdziwie wiejski, można by powiedzieć, że to horror folkowy. Groza wchodzi w nim powolutku, wciska się jakoś tak naturalnie w sielankową atmosferę tekstu. Pewnym zarzutem może być prostota opowiadanej historii – tak jak u Borowca jej przekombinowanie. Mnie ta prostota nie przeszkadza, świetnie współgra z tematem i pomysłem. Poza tym Adwentowska pisze lepiej, niż autor „Wszystkich białych dam”. Jej opowiadanie urzeka nastrojem, postaciami, językiem, i zakończeniem. Mocne, szczere i zasłużone 9/10. Najlepszy tekst zbioru!!!!

M. Zychla „Mulo” - Szczerze się przyznam, że o tym, kim jest Marek Zychla dowiedziałam się z notek o autorach. Tekst, który ten autor napisał dla „grzesznej antologii” jest sprawnie napisanym, chociaż dla mnie trochę nie przekonującym opowiadaniem. Zychla umiejętnie stosuje dwie płaszczyzny czasowe: wydarzenia współczesne opisane są w czasie teraźniejszym, retrospekcje w przeszłym. I właśnie wspomnienia z przeszłości narratora podobają mi się bardziej. W opowiadaniu mamy wykorzystany motyw nienawiści rasowej, nieco sentymentalny obraz dzieciństwa w prowincjalnym miasteczku i sztampowy opis nawiedzonej piwnicy obskurnego bloku. Grzech, który miał być przecież tematem przewodnim, schodzi gdzieś na plan dalszy. „Mulo” jest dobry, lecz tylko dobry, a więc o wiele gorszy niż opowiadania Kwiatkowskiej i Adwentowskiej. Tak czy inaczej mocne 6/10.

O. Rot „Między innymi lenistwo” - Autorka od pierwszych stron swojego utworu robi wszystko, aby jego czytelnik nie zapałał zbytnią sympatią do głównego bohatera. Ryzykowny to zabieg, wszak przedstawienie czytelnikowi sympatycznej postaci jest najłatwiejszym sposobem, aby przykuć jego uwagę do tekstu. Pan Ephraim Noel Hope to indywiduum wybitnie antypatyczne. Olga Rot moim zdaniem trochę przesadza, gdy po całej stronnicy niezbyt pochlebnego portretu protagonisty pisze, iż człowiek ten był „patologicznie bierny” (s. 148). Nie ma potrzeby tłumaczyć czytelnikowi oczywistości, naprawdę. Przyznam się szczerze, że ta ekspozycja głównego bohatera wydała mi się przydługawa, a przez to męcząca. Opowiadanie rozkręca się powoli, lecz konsekwentnie. Im dalej, tym ciekawiej, chociaż zakończenie nie zrobiło na mnie większego wrażenia – 5/10.

Jak więc prezentuje się „I odpuść nam nasze winy....” jako całość? Dobrze, w porywach nawet bardzo dobrze. Mamy jedno opowiadanie fatalne (Cieliczko), dwa średnie (Rot, Zychla), trzy dobre (Borowiec, Kwiatkowska, Karbowski) i jedno świetne (Adwentowska). Pisząc o tekstach „średnich” miałam na myśli taką przyzwoitą, rzetelną „średniość”. Mnie te opowiadania nie porwały, aczkolwiek doceniam ich rzetelne wykonanie. Wobec tekstu Borowca mam sporo zarzutów, jednak więcej pochwał. Pozostałe trzy teksty były prawie bez wad, jednak na czoło wysuwa się „W malinowym chruśniaku”. Kilka rzeczy trzeba podkreślić:

PO PIERWSZE -z wyjątkiem pierwszego opowiadania, wybrany przez autora motyw przewodni został potraktowany kreatywnie i nie nachalnie. Trochę też łopatologii widziałam w ostatnim tekście, stąd nieco niska ocena.
PO DRUGIE – cechą charakterystyczną tych opowiadań jest olbrzymia ilość nawiązań aluzji, zabawy motywami nie kojarzonymi ze sztampową literaturą grozy. Momentami było to nawet dość frustrujące. Czytając opowiadania Borowca i Karbowskiego musiałam co chwilę sprawdzać fakty, aby wyłapać wszystkie aluzje.
PO TRZECIE – w żadnym z opowiadań horror nie wydawał się być najważniejszy. Najczęstszej autorzy w sposób oszczędny dozowali makabrę i wątki nadprzyrodzone.
PO CZWARTE – w każdym z autorów, z wyjątkiem Pawła Cieliczko, widzę spory potencjał. To że tekst Zychli czy Rot mnie nie zachwycił, nie znaczy że inne ich teksty mnie nie urzekną. Nawet te dwa opowiadania prezentują wysoki poziom warsztatowy.
PO PIĄTE – oprawa graficzna jest fenomenalna!!!

Z „grzeszną antologią” spędziłam pół soboty i całą noc z soboty na niedzielę. I chociaż weekendy po zapadnięciu zmroku zazwyczaj rezerwuję na inne grzechy niż nieumiarkowanie w czytaniu horrorów, nie żałuję.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Blask wolności

Całość na: http://www.ksiazkowewyliczanki.pl/2018/01/bardzo-wyrazny-blask-wolnosci-kathleen.html Autorce udało poruszyć się wiele trudnych tematów, k...

zgłoś błąd zgłoś błąd