Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
7,76 (12538 ocen i 772 opinie) Zobacz oceny
10
2 242
9
2 921
8
2 298
7
2 596
6
1 077
5
676
4
248
3
321
2
76
1
83
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Cien años de soledad
data wydania
ISBN
8372000123
liczba stron
440
słowa kluczowe
Macondo, czas, realizm magiczny
język
polski

Inne wydania

Miała to być pierwsza powieść Gabriela Garcii Marqueza. Dzięki swym dziadkom znał od dziecka historię Macondo i dzieje rodziny Buendía, prześladowanej fatum kazirodztwa. Świat, w którym rzeczy nadzwyczajne miały wymiar szarej codzienności, zwyczajność zaś przyjmowana była jak zjawisko nadprzyrodzone, świat bez czasu, gdzie wiele rzeczy nie miało jeszcze nazw, był też jego światem. Potrzebował...

Miała to być pierwsza powieść Gabriela Garcii Marqueza. Dzięki swym dziadkom znał od dziecka historię Macondo i dzieje rodziny Buendía, prześladowanej fatum kazirodztwa. Świat, w którym rzeczy nadzwyczajne miały wymiar szarej codzienności, zwyczajność zaś przyjmowana była jak zjawisko nadprzyrodzone, świat bez czasu, gdzie wiele rzeczy nie miało jeszcze nazw, był też jego światem. Potrzebował aż dwudziestu lat, by wreszcie spisać te rodzinne opowieści z całym dobrodziejstwem i przekleństwem odniesień biblijnych, baśniowych, literackich, politycznych; uświadomił nam, że „plemiona skazane na sto lat samotności nie mają już drugiej szansy na ziemi”.

 

źródło opisu: Wyd. Muza, 1997

źródło okładki: zdjęcie autorskie

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 98
Karolina | 2012-08-08
Na półkach: Przeczytane, Ulubione

Nie powinno się tak zdarzać, że ktoś pisze recenzję przed przeczytaniem do końca książki. Nie chwal powieści przed jej ostatnim słowem, można by powiedzieć, parafrazując znane przysłowie. Nie martwcie się, to nie będzie recenzja, to tylko myśli szybko ulatują, podczas gdy Márquez buduje, tworzy, a może raczej: r e k o n s t r u u j e postaci i wydarzenia.


Delikatna, nieśmiała n i e p r a w d o p o d o b n o ś ć przypomina mi Schulza, ale to może błędne wrażenie, szczególnie, że znam tylko fragmenty jego prozy. Z pewnością wpisuje się w nurt prozy iberoamerykańskiej, lecz moja ignorancja nie pozwala mi porównać dzieła z żadnym innym utworem wywodzącym się z Ameryki Łacińskiej. Zaczynam przypuszczać, że nie znam takowego, lecz choćby powieść ta była tylko niedoścignionym arcydziełem pisarzy Kolumbii, stawia literaturę kolumbijską naprawdę wysoko.


"Sto lat samotności" nie należy do kanonu lektur, czemu się nie dziwię. Jeszcze w gimnazjum z taką trudnością czytałam Kafkę, nie rozumiejąc ni w ząb zamysłu powieści. W poprzednim roku szkolnym "Proces" stał się dla mnie może nie całkiem zrozumiały, ale oniryczny i sensowny. Sadzę, że tak samo jest z dziełem kolumbijskiego pisarza. Może dwa lata temu, może rok, cześć scen odebrałabym z odrazą, a mama mogłaby obawiać się złego wpływu książek. Teraz czytam o wiele spokojniej, wdychając latynoamerykańskie powietrze i rozkoszując się pachnącym dziką przyrodą Macondo i jego oderwanymi od wielkiego świata mieszkańcami. Słyszę cygańskie pokrzykiwania, drżę przed dyskretną ni to magią, ni nauką. Zastanawiam się nad realnością wydarzeń, ale nie wątpię w prawdomówność narratora. Márquez jest mistrzem w snuciu opowieści, powoli rozplatanej niczym sieć tajemnicy rodu Buendia.


Przez każdy rozdział przewija się tak wiele obrazów, każdy inny, każdy zmienia akcję o sto osiemdziesiąt stopni. Bohaterowie są ż y w i, oryginalni, wyjątkowi. Narrator kreśli akcję w taki sposób, iż każda z postaci zostaje zauważona i na swój sposób polubiona, nawet gdy potępiamy jej decyzje i działania. Poznajemy motywacje- wielkie miłości, wielkie i drobne nienawiści. Dotykamy wyrzutów sumienia targających wnętrza (chyba niemal każdego bohatera) od chwili popełnienia niemoralnych postępków. Zaczynam już powoli martwić się własną pobłażliwością i jednocześnie zaciekłością, z jaką chciałabym bronić postaci snujących się, gubiących i walczących.


Największym atutem powieści są jednak nie bohaterowie, ale ten nieokreślony czas i miejsce, wymykający się prostym określeniom klimat, którego się nie zapomni. Nie, nie przeczytam szybko tej książki, chcę ją mieć jak najdłużej n i e p r z e c z y t a n ą. Chcę wiedzieć, że na mnie czeka każdego wieczoru, gotowa zabrać mnie w tamten świat. Jednocześnie wiem- paradoksalnie wiem- iż postępowanie takie jest niemal absurdalne. "Sto lat samotności" nie należy do raz czytanych książek. Mogę, muszę i będę do niej powracać i na nowo zatapiać się w historii, już nie w celu odkrycia, lecz ponownego przeżycia niczym koneser opery słuchający po raz setny- wciąż tych samych- niepokojów Violetty i Alfreda ze słynnej opery Verdiego.

Recenzja także tutaj:
za-wiatrem.blogspot.com/2012/08/sto-lat-samotnosci.html

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Easy Melody

Trzeci już tom naprawdę lubianej przeze mnie serii Boudreaux. Tym razem bohaterem głównym jest nasz muzyk - Declan oraz właścicielka Odysei, gdzie gry...

zgłoś błąd zgłoś błąd