Konkursy LubimyCzytać.pl
Oficjalna grupa serwisu LubimyCzytać.pl. W grupie tej przeprowadzamy rozmaite książkowe konkursy z bardzo ciekawymi nagrodami. Aby uczestniczyć w konkursach LubimyCzytać.pl trzeba być zapisanym do tej grupy.
922491 czytelników
2155 dyskusji
131389 wypowiedziPokaż ostatnią
[Zakończony] Rodzinne konflikty – wygraj książkę „Gliniany most”.

Rodzinne konflikty – wygraj książkę „Gliniany most”.

Pięciu braci Dunbar mieszka w pogrążonym w chaosie domu bez dorosłych. Pewnego dnia nagle pojawia się ojciec, który porzucił ich po śmierci matki chłopców. Teraz chce, żeby jeden z nich wybudował z nim most. Niespodziewaną propozycję przyjmuje Clay, dręczony skrywaną od dawna tajemnicą. Dlaczego jest tak zdruzgotany? I dlaczego musi podjąć się tego niezwykłego wyzwania?

Konfliktów w rodzicie nie da się uniknąć. Coroczne grille, urodziny, święta – każda impreza rodzinna to moment, gdy członkowie wymieniają się różnymi poglądami, a czasami zdaje się, że spięcia to nieunikniony punkt w harmonogramie. A jeśli kłótni nie da się uniknąć, to spory trzeba jakoś rozwiązać. Opiszcie jeden z konfliktów w waszej rodzinie i sposób, w jaki udało się go rozstrzygnąć.

Nagrody

Autorzy pięciu najciekawszych tekstów otrzymają egzemplarz książki.

Gliniany most - Jacek Skowroński

Gliniany most

Autor: Markus Zusak

Długo wyczekiwana nowa powieść Markusa Zusaka, autora światowego fenomenu – "Złodziejki książek". Pięciu braci Dunbar mieszka w pogrążonym w chaosie domu bez dorosłych. Pewnego dnia nagle pojawia się ojciec, który porzucił ich po śmierci matki chłopców. Teraz chce, żeby jeden z nich wybudował z nim most. Niespodziewaną propozycję przyjmuje Clay, dręczony skrywaną od dawna tajemnicą. Dlaczego jest tak zdruzgotany? I dlaczego musi podjąć się tego niezwykłego wyzwania? Ta poetycka, wielowarstwowa, pełna zwrotów akcji i retrospekcji saga rodzinna to popis charakterystycznego dla Markusa Zusaka stylu.

Regulamin
  • Konkurs trwa 13 - 19 sierpnia włącznie. W konkursie mogą wziąć udział jedynie osoby posiadające adres korespondencyjny w Polsce i posiadające konto na portalu lubimyczytać.pl.
  • Prace zamieszczane na serwerze portalu powinny spełniać następujące wymagania: Maksymalna waga ilustracji - 100 KB. Maksymalna szerokość - 300 px. Format pliku graficznego: .jpeg. Wymagania nie dotyczą grafik pochodzących z serwerów zewnętrznych
  • Odpowiedzi muszą być napisane samodzielnie. Kopiowanie części lub fragmentów tekstów, recenzji innych osób jest zabronione. Teksty nie mogą przekraczać 1500 znaków ze spacjami.
  • Każdy użytkownik może zgłosić tylko jedną pracę.
  • Zwycięzców wybiera administracja serwisu lubimyczytać.pl. Decyzja jest nieodwołalna.
  • Dane osobowe uczestnika (imię, nazwisko, adres korespondencyjny i numer telefonu) przetwarzane będą przez administratora serwisu lubimyczytać.pl w celu przeprowadzania konkursu, wysyłki nagród oraz analizy i statystyki . Dane osobowe zwycięzcy mogą zostać przekazane w celu wysyłki nagrody partnerowi konkursu - Wydawnictwu Nasza Księgarnia. Więcej informacji o przetwarzaniu Twoich danych osobowych znajdziesz w naszej Polityce prywatności.
  • Adres i numer telefonu zwycięzcy powinien zostać nadesłany do dwóch tygodniu od daty ogłoszenia wyników konkursu. Po tym terminie administracja lubimyczytać.pl dopuszcza wybór kolejnego laureata lub nieprzyznanie nagrody.
liczba postów na stronie: 
książek: 6
Skipper
14-08-2019 16:34
Moi rodzice zakochali się w sobie kilkanaście lat temu, później urodziłem się ja i odkąd pamiętam tylko to ich razem łączyło, czyli wychowanie własnego syna. Oni różnią się poglądami i nieco charakterami. Krótko mówiąc nie dopasowali się, nie nadają na tych samych falach i nigdy nie znajdą wspólnego języka, różni ich mentalność. Nie wiem po co, ale kilka lat temu zorganizowali swój jubileusz (chyba tylko dla fałszywego impulsu skierowanego w stronę rodziny, że już wszystko gra), ale coś nie wyszło. Jaki był początek? Przed spożyciem posiłków moi rodzice wstali by się pomodlić. Samo to dało taki skutek, że padły niemiłe komentarze przy stole ze strony ateistów. Potrawy przygotowała mama wraz z moją babcią, więc przyglądały się one grymasom twarzy drugiej rodziny - atmosfera się podburzyła. Rodzinka się najadła, ktoś wziął pilot do ręki i włączył disco polo, połowa zamarła, cisza przed burzą. Takich wulgaryzmów jakie tam padły jeszcze nigdy nie słyszałem! Rozpętała się wojna: katolicy przeciwko ateistom, fani muzyki disco kontra koneserzy muzyki klasycznej itd... Próbowałem ich uspokoić, ale to nic nie dało. Chociaż znalazłem sposób, specjalnie przypaliłem ciasto w piekarniku, włączył się alarm, zobaczyli dym i zaczęli uciekać. Tym sposobem pozbyłem się wszystkich z domu. Moi rodzice są już lata po rozwodzie, była to niezdrowa i bardzo toksyczna relacja między nimi jak i rodzinami. Cieszę się, że tak wyszło.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 159
Zaczytanamama
14-08-2019 22:38
O konflikt w rodzinie nie jest trudno, szczególnie jak to często bywa- między teściową a synową. U nas to było tak jak w większości małżeństw. Na początku sielanka i te sprawy kochana mamusia itd. Niestety wraz z pojawieniem się dzieci, pojawiły się również problemy z teściową. Najpierw była próba wychowania dzieci tak jak ona chce, pouczenia na każdym kroku, "dobre rady". Następnie doszły poważniejsze sprawy. Ja psychicznie już nie wytrzymywałam. Postanowiłam rozwiązać ten narastający konflikt, póki nie będzie za późno. Postawiłam na szczerą rozmowę chyba pierwszy raz w życiu. Powiedziałam co sprawia mi przykrość, przypomniałam wcześniejsze dobre momenty. Pierwszy raz po dziesięciu latach tak szczerze ze sobą rozmawiałyśmy. Były łzy, lecz to było nam potrzebne. Od tamtej pory obie się bardziej staramy aby nasze relacje były dobre. Teraz jesteśmy prawie jak przyjaciółki. Wystarczyła jedna szczera rozmowa
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 39
Ewelina
15-08-2019 11:55
Podnoszenie głosu, żywa gestykulacja, czasami krzyk i złość. Brakuje tylko rzucania naczyniami o ściany. Różne poglądy, spojrzenie na pewne sprawy, różnica pokoleń - przechodzę przez to od kilku lat, ale dopiero niedawno nauczyłam się, co tak właściwie robić w takich sytuacjach.
Nie studiuję w rodzinnym mieście, ale na wakacje, które de facto są teraz, wracam do domu. Po zakończeniu obowiązkowych praktyk mój portfel wyglądał jak kadr z westernu - ten piach i biegacze stepowe. Po prostu pustka. Zadecydowałam - resztę wakacji muszę przepracować. Moja rodzicielka od razu się nie zgodziła. Nie jest tajemnicą, że jest dość nadopiekuńcza. Nie wytrzymałam i podniosłam na nią głos, po czym dobitnie starałam się jej to wszystko przedstawić. Złość podziałała, a ona od razu wszystko zrozumiała. Wygląda na to, że czasami głośniejszy ton głosu (nie krzyk) jest potrzebny.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 67
Hekate
15-08-2019 20:38
Myślę, że dużo rodzin ma do czynienia z tym problemem. A mianowicie chodzi o TELEWIZOR. A dokładniej o tego memicznego pilota. Typowa sytuacja: gdy kobieta ogląda serial, mężczyzna chce akurat oglądać mecz. Wcześniej śmiałam się z tego, ale po przeprowadzce przekonałam się, że takie stereotypy mają swoje odzwierciedlenie w prawdziwej rzeczywistości. Początkowo były tylko kłótnie, bijatyki i gonitwy po całym domu za pilotem. Jednak później walka zaostrzyła się: brat dokupił drugiego neutralnego pilota i zmieniał po kryjomu kanały na te które chciał oglądać. Z małej bitwy zrobiła się wojna. A jak się zakończył konflikt? Kupiliśmy drugi telewizor. Czasami warto przechodzić na kompromisy.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 305
juka
15-08-2019 22:11
U mnie w rodziny o kłótnie nie trudno, największa jednak odbyła się w Może Narodzenie. Mam wrażenie, że w każdym polskim domu musi być kłótnia w ten czas, bo inaczej to nie święta. Mianowicie, pamiętam, że tego dnia mój starszy brat ciągle mi dokuczał. A to śmiał się z moich lalek, a to mnie przestraszył, a to powiedział, że jestem głupia. Cały dzień zastanawiałam się jedynie, co tu zrobić, żeby mu się odwdzięczyć pięknym za nadobne. I wymyśliłam.
Gdy był zajęty grami komputerowymi, cichutko zakradłam się do jego pokoju i wzięłam zegarek, który dostał na Mikołajki a za który rodzice sporo musieli zapłacić. Schowałam go w modelu mojej zabawkowej mini-kuchenki i bez najmniejszych wyrzutów sumienia bawiłam się dalej.
Wybiła jednak godzina, kiedy wszyscy stroili się do uroczystej kolacji i nagle dało się usłyszeć wrzask. To był mój brat, który wykłócał się, że ktoś mu ukradł zegarek. Gdy spytał mnie, czy go widziałam- odparłam, ze nie i kłótnia się zaczęła. Moi rodzice obwinili brata o to, że jest nieodpowiedzialny, tato się wściekł. Teraz wiem, że tylko dlatego, że jego praca poszła na marne, chciał sprawić prezent synowi, a ten zgubił go raptem do dwóch tygodniach.
Mama za to z surowym tonem dała szlaban na gry komputerowe. Kiedy sprawa przycichła, powiedziałam mamie, że ukryłam zegarek i z jakich powodów. Na co ta odparła, że bardzo dobrze zrobiłam i, żebym poczekała z oddaniem zegarka do końca kolacji. Uznała, że to bardzo dobra nauczka dla mojego brata.
Koniec końców, zegarek się znalazł i wszyscy wróciliśmy do świętowania.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 493
Piotr
15-08-2019 23:05
Nie nazwałbym tej sytuacji sprzeczką, ale z pewnością miało miejsce pewne napięcie. Mama już od kilku dni była cięta na jedną znajomą, która miała przyjść do nas na grilla. Ciągle mi mówiła jaka to okropna osoba. Jaka wulgarna. ,,Nie da się tej kobiety lubić" - mówiła. Przyjść jednak musiała, ponieważ należała do rodziny ze strony jej męża, a została ówcześnie zaproszona. Nagle odmówić przecież nie wypadało.
Nadszedł dzień grilla. Obie usiadły obok siebie (Keep your friends close, and your enemies closer?). Rozmawiały spokojnie i po koleżeńsku. Pojawiło się jedzenie, piwo, a negatywna aura, którą emanowała mama jeszcze kilka dni wcześniej, przepadła. Atmosfera utrzymała się do końca spotkania. Wygląda na to, że nawet kiedy kogoś się nie lubi przy rodzinnym stole, wystarczy się uśmiechnąć i znieść sytuację. Być może "ta wulgarna kobieta" również to zrozumiała i dostosowała swoje zachowanie do pozostałych uczestników grilla. Nie sądzę, żeby mama ją polubiła, jednak z pewnością pokazała, że można się dobrze bawić bez względu na to kto nas otacza. Czasami jest lepiej unikać konfliktów, aby nie było potrzeby ich rozwiązywać.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 504
Mili
16-08-2019 10:03
U mnie w rodzinie konfliktów się nie rozstrzyga, wymierają śmiercią naturalną, po wszystkim zostaje tylko echo słów, niczym popiół po pożarze.

Kłócimy się często, bo mamy temperament, czasem sobie myślę, że kłócimy się dla oczyszczenia atmosfery, żeby wyrzucić z siebie to, co boli i uwiera. Jako, że w mojej rodzinie większość członków stanowią kobiety, fajerwerki są nieuniknione.
Zaczyna się z pozoru niewinnie. Półsłówka, retoryczne pytania, wymowna mimika, wszystko to działa jak zapalnik. Potem następuje rozniecanie ognia i dolewanie oliwy, która czeka od tygodni, miesięcy, lat na odpowiedni moment. Następnie wybucha bomba, są płomienie, łzy, wzajemne oskarżanie i udowadnianie czyja to wina. Gdy już się zmeczymy, gdy zabraknie argumentów bywa, że trzasną drzwi i następuje cisza.
Najpierw cisza jest ciężka, nie do zniesienia.
Później w tej ciszy wychwycić można wypowiedziane słowa.
Z czasem cisza przestaje ciążyc i staje się normą.
Po upływie jakiegoś czasu cisza umiera ,a rodzi się nić porozumienia.
Gdy więzi samoistnie, niby od niechcenia, niby z konieczności, bo przecież trzeba się odzywać, zostają odnowione, następuje powrót do normalności.

Po takich naszych, osobistych tsunami oddycha się lżej, nawet jeśli nie usiedlismy razem przy stole, źeby konstryktywnie wyrazić to, co nas gryzie. Może nie potrafimy inaczej, może to jest nasz sposób radzenia sobie z trudnymi sytuacjami, a może po prostu lepiej się nad tym nie zastanawiać i to zostawić takim, jakie jest?
W końcu działa :)
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 56
Pat
16-08-2019 10:34
Hm, pewne spory są tak trudne do rozwiązania, że człowiek nie ma nawet siły, by się za nie ponownie zabrać. Od kilku lat temat najważniejszych dla wielu rodzin świąt był powodem do kłótni, narzekań i wypominań. Każdy chciał, by dzień ten był jedyny w swoim rodzaju, lecz każdy chciał, by odbywało się to na jego warunkach. A tak po prostu fizycznie się nie da. I wszyscy mieli zepsute święta. W końcu, gdy sytuacja okazała się nie do zniesienia, a ustępstwa nie tak wielkie, jak zdaniem niektórych powinny być, jedna z osób w rodzinie zdecydowała się na święta w kraju swego urodzenia i wygląda na to, że to rozwiązało wszelkie problemy, bo inne osoby dały radę się w tym momencie dogadać i zorganizować święta tak, jak to sobie wyobrażały, przynajmniej w dużej ich części. Wygląda więc na to, że jeśli najbardziej uparta w rodzinie osoba zmieni nagle zdanie, to wszystko może odbywać się naprawdę w bardzo pokojowych warunkach i zamiast zarzewia wojny uzyskujemy oazę spokoju. A wystarczy tak niewiele, bo po prostu ustąpić. Niebywałe.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 14875
asiulka19963
16-08-2019 10:52
U nas najśmieszniejsze we wszystkim jest to, że są konflikty ale bez kłótni. Myślę, że wynika to z relacji synowa-teściowa. Przed ślubem wszystko było ok. Teściowa była zadowolona i wszędzie ze mną jeździła.
Teraz, ponad rok po ślubie, ciągle ma o coś fochy. Jeździć nie chce, wyjść razem nie chce, ani telewizji razem obejrzeć, ani pogadać.
Ciągle tylko wisi na telefonie i siedzi na fb. Ewentualnie idzie do swojej córki, która wyprowadziła się 3 lata temu, a mieszka naprzeciwko nas.
Jak sobie z tym radzę?
Nie odzywam się i kompletnie ją ignoruję. Czasami to pomaga, ale nie zawsze.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 58
Nygusia28
16-08-2019 18:24
Prawie na każdym spotkaniu rodzinnym spieram się z bratową. Temat zawsze jest jeden i dotyczy dzieci a konkretnie granicy pomiędzy konstruktywną pomocą ze strony nas rodziców a wykorzystywaniem nas przez dzieci.
Moja granicą jest w innym miejscu niż mojej bratowej.
Opowiadam jakąś historię dotyczaca określonego sposobu postępowania z moją dorosłą córka i zawsze jest kontra i krytyka.
Te historie dotyczą różnych spraw...
Na przykład z uporem maniaka powtarzam corce: idź do pracy a ona przez trzy lata bąki zbija a później nagle okazuje że zostaje bez pieniędzy, nagle mówi do mnie, że nie ma kasy na paliwo, więc odpowiadam żeby przyjechała autobusem.
Bratowa jest oburzona.
Złości się też kiedy mówię iż nie będę córce naprawiać auta bo nie dba o samochód. Poza tym ma faceta i to on powinien pojechać do warsztatu jeśli ona nie jest techniczna.
Według bratowej to nie ma nic do rzeczy. To jest moja córka więc powinnam jej pomóc.
A ja pytam czy moja córka nauczy się kiedykolwiek, że w życiu ponosi się konsekwencje własnych decyzji?
Nie nauczy się jeśli będę za nią załatwiać sprawy.
Ona ma 27 lat a czasem zachowuje się jakby miała 7.
Więc kłócimy się z bratową.
Na szczęście te kłótnie mijają i nikt do nich nie wraca.
Niestety ja o nich pamiętam.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany. Logowanie
Moderatorzy
Książki w tej dyskusji
zgłoś błąd zgłoś błąd