Lubimyczytać.pl Sp. z o.o
http://lubimyczytac.pl/aktualnosci/rozmowy/10636/polacy-w-ameryce-lacinskiej---rozmowa-z-tomaszem-pindlem

Polacy w Ameryce Łacińskiej - rozmowa z Tomaszem Pindlem

8 wartościowy tekst

Z Tomaszem Pindlem, autorem książki Za horyzont. Polaków latynoamerykańskie przygody rozmawia... Tomasz Pindel, autor książki  „Za horyzont. Polaków latynoamerykańskie przygody”. Nie tylko o Gombrowiczu czy Mrożku.

A gdyby tak stworzyć nową Polskę? Choćby w odległej Brazylii? Tu głód i nędza, a tam złoto i brylanty w takiej obfitości, że ziemia aż świeci i po zmroku nie trzeba zapalać światła! Tak przynajmniej mówią krążący po wsi agitatorzy. 

Galicyjscy chłopi w Brazylii, legioniści na Haiti, Mrożek w Meksyku, żołnierze Andersa w Argentynie czy młodzi ludzie, którzy przypadkiem trafili do Chile i już tam zostali. Tomasz Pindel rusza na nieznany ląd: przeczesuje archiwa i literaturę, dociera do różnych pokoleń emigrantów i słucha ich niezwykłych historii. Dlaczego uprawa yerba mate stała się w Argentynie polską specjalnością? Na czym polegała polsko-niemiecka rywalizacja w Brazylii? Jak układały się relacje emigrantów z Indianami? Dlaczego mianem polacas określa się prostytutki? Jak pisarz Bobkowski rozwinął biznes modelarski w Gwatemali? 

Losy swoich bohaterów autor przeplata z burzliwą historią kontynentu i obrazami współczesnych dynamicznych zmian. Pokazuje skrajnie odmienne oblicza polskiej emigracji na przestrzeni ostatnich trzystu lat. I choć pisze o ludziach z daleka – zza horyzontu – niepostrzeżenie przystawia czytelnikom migracyjne zwierciadło. Ukazujące się w nim oblicze jest nie mniej zaskakujące.

Żeby w tej dość szczególnej sytuacji oddalić podejrzenia o jakieś schizofreniczne odchyły, zacznę może od bardzo klasycznego pytania: skąd się wziął pomysł na tę książkę?

Cóż… Na początku była kartka…

O nie, nie chcesz chyba zaserwować nam typowej opowieści o pisarzu siedzącym nad białą kartką papieru…!

Nie, nie, w żadnym razie. Chodzi mi o zapisaną kartkę. Spisałem na niej kilka pomysłów na książki o Ameryce Łacińskiej, które powinny zostać napisane, i zabrałem ją na spotkanie z redaktorami ze Znaku – Damianem Strączkiem i Danielem Lisem. Jednym z tych pomysłów była właśnie przekrojowa rzecz o migracjach Polaków do „tej drugiej” Ameryki i to on najbardziej przekonał redaktorów.

A pozostałe?

O tym cicho-sza. Zamierzam je jeszcze kiedyś napisać.

W przedmowie stawiasz tezę, że mamy w Polsce bardzo małą świadomość istnienia latynoamerykańskich Polonii…

Chyba się zgodzisz, że tak jest, prawda? Mam silne wrażenie, że nasza uwaga skupia się na Europie i na USA: chyba każdy słyszał o Jackowie czy Greenpoint, każde dziecko wie, że do Wielkiej Brytanii wyjechały za pracą ogromne ilości Polaków… A Ameryka Łacińska nam ucieka, w miarę powszechnie kojarzymy Gombrowicza z Argentyną, może jeszcze Mrożka z Meksykiem, ale już o masowej fali emigracji z końca XIX wieku, czy także sporej grupie powojennych przesiedleńców zwykle zapominamy.

„Za horyzont” ma sześć części i każda poświęcona jest innemu państwu. Dlaczego właśnie te?

W niektórych przypadkach wybór był oczywisty. Bez Brazylii i Argentyny nie ma co takiej książki pisać. To tam trafiły dziesiątki tysięcy chłopskich emigrantów z ziem polskich, którzy osiedlali się w odległych rejonach tych krajów, uprawiali ziemię i zakładali osady. Tam też trafiała większość emigracji powojennej. Tak że to są „najbardziej polskie” kraje, dla niektórych tamtejszych rejonów – jak brazylijski stan Paraná czy argentyńskie Misiones – polskość stanowi istotny element tożsamości.

W pozostałych przypadkach nie mamy do czynienia z tak masową emigracją.

Właśnie. W przypadku Chile mówimy o jednostkach, to zwykle ludzie wykształceni, którzy trafiają tam z konkretnego powodu – acz czasem też przypadkiem – i coś ich w tym specyficznym na tle całego kontynentu kraju pociąga. Ciekawe jest to, że dzisiejsi emigranci (którzy zresztą zwykle tak o sobie nie mówią) bardzo przypominają pioniera chilijskiej Polonii – Ignacego Domeykę, tego, którego kojarzymy dzięki Mickiewiczowi. On też pojechał do Chile na kontrakt – i został już na zawsze, przy okazji stając się jedną z wielkich postaci życia publicznego i naukowego nowego kraju.

W przypadku Meksyku to też raczej jednostki…

Meksyk szczególnie mocno przyciągał artystów, toteż historię polsko-meksykańskich kontaktów pokazuję głównie przez ludzi pióra. Rzecz w tym, że oni w bardzo różny sposób wchodzili z tym krajem w interakcje. Stachura wpadł w zachwyt, Mrożek żył trochę obok, a Parnicki właściwie zamknął się w swojej intelektualnej bańce – cała gama możliwych reakcji na obcość…

No i jest jeszcze Bobkowski w sąsiedniej Gwatemali. On był tym krajem zachwycony…

…ale już o jego mieszkańcach pisał w listach rzeczy niezbyt przyjemne. Bobkowski to bardzo interesująca postać, udało mi się porozmawiać z ostatnimi żyjącymi członkami jego klubu aeromodelarskimi, braćmi Quevedo. Oni mają świadomość, że Bobkowski jest w Polsce wielką osobistością, byli tu nawet, śmiali się, że rozdawali autografy, jakby to oni pisali te wszystkie teksty, ale dla nich „Andrés” jest po prostu ważną postacią z młodości, nie znają jego dzieł – nie są przetłumaczone na hiszpański – ale pasją zaraził ich skutecznie. Jeden z braci powiedział mi w pewnym momencie: „Chodź, pokażę ci moją kolekcję samochodów wyścigowych”. Myślałem, że idziemy do jakiegoś pokoju z gablotką, czy czegoś takiego, a on mnie zaprowadził do garażu, w którym stało kilka starych aut rajdowych…

I jest jeszcze Haiti – tylko czy w przypadku tego kraju można mówić o Polonii?

Cóż za trafna obserwacja! Rzeczywiście, w różnych tekstach o polskich śladach na Haiti można spotkać słowo „Polonia”, choć przecież mówimy o potomkach napoleońskich legionistów sprzed dwustu lat! Legenda o Polakach, którzy przybyli na wyspę zwalczać zbuntowanych Haitańczyków, ale z czasem przeszli na ich stronę widząc, że walczą o wolność, jest – jak to legenda – niezbyt ścisła i nie do końca weryfikowalna, ale wciąż żywa. Zarówno w Polsce, jak na Haiti. I wychodzi z tego bardzo ciekawa opowieść o pamięci, o tym, do czego może być ona przydatna i nam, i im.

A gdybyś miał gatunkowo scharakteryzować „Za horyzont”, to co to właściwie jest za książka?

Noo… reportaż. Reportaż częściowo historyczny – bo pisząc o dawnych dziejach opierałem się na materiałach z epoki i pracach badaczy – a częściowo współczesny. Pisząc miałem zasadniczo trzy cele: po pierwsze, pokazać jak było – to ten aspekt historyczny – bo to są tak poza wszystkim bardzo ciekawe historie. Po drugie, pokazać, co z tego zostało teraz. Tak więc skoro piszę o chłopskiej emigracji do Brazylii, to wybrałem się w głąb tego kraju do polskiego miasteczka, w którym mieszkają potomkowie rolników, wciąż zresztą zajmujący się uprawą ziemi.

Dogadywałeś się po polsku?

Tak! I to było jednak zaskoczeniem. Z młodszym pokoleniem już raczej po portugalsku, ale z nieco starszymi wciąż po polsku. I jest to przepiękna polszczyzna: gwarowa – bo przecież ich przodkowie nie mieli wykształcenia i pochodzili z różnych stron – i z oczywistymi naleciałościami z portugalskiego. I nie chodzi tylko o współczesne wpływy, ale także o słowa zapożyczone bezpośrednio po dotarciu do Brazylii. Polski chłop nie znał przecież tutejszych roślin, zwierząt czy narzędzi. Uprawiał więc „fiżon” i „miljo”, a nie fasolę i kukurydzę.

A trzeci cel?

Jaki trzeci cel?

No mówiłeś, że miałeś trzy cele: opisać jak było, jak jest i…?

A, racja. Po trzecie chodzi mi o to, że w tych jakoby egzotycznych historiach o Polakach za oceanem można doszukać się obserwacji bardzo aktualnych i niejednoznacznych. Na przykład nasz stosunek do polsko-haitańskiej legendy tak naprawdę więcej mówi o dzisiejszych nas niż o tamtej epoce. Albo dyskusja, jaka rozpętała się w polskiej prasie, kiedy to chłopi masowo ruszyli do Brazylii: zaskakująco podobne tony pobrzmiewają dziś w debacie o emigracji zarobkowej czy uchodźcach, to samo zderzenie perspektyw: z jednej strony ludzie, którym jest tak źle, że zaryzykują wszystko dla nadziei na lepsze, z drugiej – pisane z pozycji wygodnego fotela komentarze i uwagi.

W tym kontekście chyba istotny jest wątek polskich aspiracji kolonialnych?

Tak, to temat, o którym zaczęło się mówić, pewnie dlatego, że jest atrakcyjny i dla tych, którzy marzą o mocarstwowej Polsce, jak i tych, którzy uważają te marzenia za absurdalne. Pięknie pisał o tym Ziemowit Szczerek w Rzeczpospolitej zwycięskiej. Akurat Brazylia była scenerią jednej z nielicznych prób realizowania polityki tego typu, Liga Morska i Kolonialna – organizacja zresztą pod wieloma względami całkiem pożyteczna – podjęła próbę stworzenia naszej narodowej enklawy. Wyszło to mizernie, popełniono większość możliwych błędów, a najgorszym okazało się to, że takie „parakolonialne” plany – nie tylko polskie, rzecz jasna – stały się wygodnym pretekstem dla brazylijskiego rządu, by wprowadzić represje wobec mniejszości emigranckich, po których te nigdy do końca się już nie podniosły.

Ostatnie pytanie: masz jakieś ulubione miejsce w tej książce?

Hmm… Chyba najbardziej lubię te reporterskie passusy, te, w których opisuję miejsca, ludzi i rozmowy, no bo to są moje osobiste wspomnienia. Rozmowa przy pisco z widokiem na Andy otaczające Santiago de Chile; jazda po ziemnych drogach dookoła Kurytyby, czy poszukiwanie śladów bo Bobkowskim w mieście Gwatemala – to były świetne chwile!

Autor zdjęć: Tomasz Pindel


Pokaż wszystkie rozmowy
Komentarze
Autor:  LubimyCzytać |  wypowiedzi: 5  [pokaż ostatnią] Odpowiedź
książek: 2012
LubimyCzytać
20-07-2018 10:58
Zapraszamy do dyskusji.
książek: 298
Voudini
21-07-2018 14:20
Jestem pod wrażeniem obu rozmówców i sposobu, w jaki jeden próbuje przyskrzynić drugiego, a drugi wciąż się zgrabnie wywija.
książek: 118
Crecutita
21-07-2018 19:32
Z wielką chęcią sięgnę po tę książkę.
książek: 883
Mario
21-07-2018 21:28
Nie wiem, jak Tomasz Pindel pisze, ale tłumaczem jest genialnym. Do tego jest tłumaczem aktywnym, tak zgaduję, czyli sugerującym wydawcom wartościowe tytuły. W efekcie - co on tłumaczył, na pewno jest warte czytania.
książek: 1849
awita
22-07-2018 08:14
Mam nadzieję, że książka będzie równie znakomita jak wywiad :-)
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany. Logowanie

Opinie czytelników


O książce:
Pod niemieckimi łóżkami. Zapiski polskiej sprzątaczki

Czym się różni dziwka od sprzątaczki? Dla nas wszystkim, dla Niemców niekoniecznie. Dziesięć lat pucowania dojczlandowskich chat z polskim paszportem...

zgłoś błąd zgłoś błąd