-
Artykuły
„Ostatni smrek” Marii Gąsienicy-Zawadzkiej trzyma w napięciu do ostatniej strony
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Nie jesteśmy skazani na powtarzanie błędów, ale jesteśmy na to podatni
LubimyCzytać2 -
Artykuły
Gdy prawdy powiedzieć nie możesz, a kłamać nie chcesz
FioletowaRóża1 -
Artykuły
Sportowa opowieść o sile dziecięcego charakteru – „Akademia Piłkarska. #1 Gra się zaczyna”
LubimyCzytać2
Czytelnik jest najważniejszy. Głos zwolennika ustawy o książce.
Przeczytałem z dużym zainteresowaniem, ale też ze sporym zdziwieniem, wywiad z Piotrem Podsiedlikiem, dotyczący między innymi ustawy o książce. Rzeczywiście rynek książki jest niezwykle ciekawy, dynamiczny i złożony więc rzeczą naturalną jest, że mamy do czynienia z różnymi często diametralnie odmiennymi poglądami i opiniami. Uznałem, że może warto przedstawić punkt widzenia zwolennika ustawy.
Wydawnictwo Prószyński, podobnie jak Publicat działa na tym rynku już 25 lat. Należąc do czołówki wydawców nie najgorzej sobie radzimy z mechanizmami rynku, ale nigdy nie odważyłbym się stwierdzić, że możemy się czuć bezpiecznie i „oby nic się nie zmieniało”. Mamy pewnie do czynienia z dwiema rzeczywistościami i nie chodzi o książkę papierową i elektroniczną. Inaczej postrzega rynek książki czytelnik, a inaczej wydawca czy księgarz.
Jakie są te dwie rzeczywistości o których przed chwilą wspomniałem?
Czytelnik szuka jak najtańszej możliwości zakupu interesującej go książki, rozgląda się za okazjami, promocjami, specjalnymi rabatami i nie ma żadnego obowiązku zastanawiać się, czy cena, za jaką kupuje tytuł, zapewnia dalsze bezpieczne egzystowanie rynkowi książki, czy też może jest efektem bezwzględnej walki pomiędzy dystrybutorami, dumpingu itp. To niezbywalne prawo nabywcy.
Jednak ta druga rzeczywistość, realia wydawców, księgarzy, hurtowni, dystrybutorów wyglądają, według mnie, zupełnie inaczej.
Cudownie jest wydawać same hity, bestsellery. Biją się wtedy o nie duże sieci handlowe, hurtownie, księgarze. Jak dysponuje się pożądanym przez wszystkich tytułem łatwiej windykować należności, uzyskać satysfakcjonujący poziom zatowarowania, jednym słowem, łatwiej poruszać się po rynku. Jednakże hity sporadycznie się zdarzają i trudno je nie tylko zaplanować, ale nawet przewidzieć. Wydawnictwa głównie żyją z tak zwanej średniej oferty, a z wprowadzeniem takich książek do obrotu są już spore kłopoty. Nie zawsze udaje się tego typu pozycje wprowadzić do dużych sieci, a jeżeli nawet, to wiąże się to ze sporymi kosztami promocyjnymi. O przyzwoitej sprzedaży takich tytułów często decydują księgarnia prywatne, czasem w mniejszych miejscowościach, punkty, które przez bezpośredni kontakt z odbiorcą potrafią sprzedać książkę bardziej ambitną o zdecydowanie mniejszej grupie odbiorców. Jaka jest sytuacja indywidualnego księgarza? Też stara się sprzedawać hity, ale nie ma szans konkurować cenowo z wielkimi tego rynku. Potrafi wprawdzie sprzedać właśnie tę średnią ofertę, ale zdajmy sobie sprawę z dysproporcji. Przeciętna książka sprzedaje się w nakładzie 3-4 tysiące, hity nierzadko w ponad 100 tysiącach.
Piotr Podsiedlik powiedział, że ...rynek książki był wolny od wszelkich regulacji. I dlatego jest efektywny. Wszystkie podmioty konkurują ze sobą, ciągle adaptując się do zmieniającej się rzeczywistości. Tworzy się równowaga rynkowa, delikatny stan, który jednak łatwo zaburzyć ingerencją ustawową… Trudno mi się z tym stwierdzeniem zgodzić. O jakim stanie równowagi możemy mówić, jakie szanse ma księgarz konkurujący cenowo z duża siecią? W zasadzie żadne, już na starcie ma inne warunku handlowe, a obroty oraz liczba klientów powodują, że nawet nie jest w stanie się zbliżyć do poziomu możliwości rabatowych dużych sieci.
W ciągu najbliższego roku, dwóch księgarnie będą coraz szybciej znikać z mapy polskiego rynku.
Warto tu zaznaczyć, że również sieci z powodu wysokich rabatów i wyprzedaży często pracują na minimalnej marży niepozwalającej na normalne funkcjonowanie. Aby się utrzymać zaciągają pożyczki lub łatają budżet kredytem kupieckim (nie płacąc za sprzedanie książki). Księgarz nie ma takiej zdolności kredytowej, musi utrzymać się z tego, co sprzedaje, a z tym jest coraz gorzej. W ciągu najbliższego roku, dwóch zniknie zysk ze sprzedaży podręczników, a dalsza wojna rabatowa dużych sieci spowoduje, że udział księgarni prywatnych w sprzedaży bestsellerów będzie coraz bardziej marginalizowany, księgarnie bez pomocy będą coraz szybciej znikać z mapy polskiego rynku. Można powiedzieć - no i co z tego, nie potrafiły sprostać konkurencji więc powinny zniknąć, takie są prawa rynku.
Rynek książki można porównać do ekosystemu, który funkcjonuje tylko dlatego, że jest kompletny i wszystkie jego elementy ze sobą koegzystują.
Można tak powiedzieć, ale należy chyba zadać sobie pytanie, co może oznaczać dla nas wszystkich zniknięcie małych księgarni. Rynek książki można porównać do ekosystemu, który funkcjonuje tylko dlatego, że jest kompletny i wszystkie jego elementy ze sobą koegzystują. Do prawidłowego funkcjonowania rynku potrzebne są sieci dużych księgarń, ale też księgarnie prywatne często zlokalizowane w mniejszych miastach. Księgarnie sieciowe np. Matras czy Empik ze względu na dużą liczbę punktów, generowanie sporych zamówień i obrotów są bardzo ważnym partnerem dla wydawcy szczególnie przy pozycjach o wysokim potencjale sprzedażowym. Jednak książki adresowane do mniej licznych grup czytelników, szczególnie te ambitniejsze, wymagają przygotowanego sprzedawcy, dla którego książka jest taką samą pasją jak dla czytelnika. To księgarnie indywidualne, często z dużymi tradycjami, są niezastąpionymi miejscami sprzedaży właśnie takich tytułów. Pełnią też, szczególnie w mniejszych miejscowościach, rolę ośrodka kultury.
Jeżeli jutro zabraknie księgarń prywatnych to wypadnie bardzo ważny element tego systemu, który potrafi z trudniejszą do sprzedania książką dotrzeć bezpośrednio do czytelnika, potrafi coś o tytule powiedzieć, doradzić, dobrać książkę do oczekiwań klienta. Wydawnictwa nie mając możliwości sprzedaży w tym kanale dystrybucyjnym staną przed koniecznością rezygnacji z wydawania bardziej wartościowych tytułów, bo różnica sprzedaży np. 500 egz. często decyduje o rentowności tytułu tego typu, a ponieważ, jak napisałem wcześniej, o kondycji wydawnictwa decyduje właśnie sprzedaż średniej oferty, sytuacja ekonomiczna wydawców będzie się pogarszać. Naturalnym odruchem obronnym będzie próba osiągnięcia lepszego wyniku finansowego na wydawanych pozycjach, a to właśnie może oznacza wzrost ceny okładkowej.
#####
Nie wolno nam o rynku książki myśleć w kategoriach tu i teraz, bez zastanowienia się co będzie jutro i pojutrze. Nie chcę twierdzić, że ustawa o książce jest uniwersalnym panaceum na wszystkie bolączki rynku. Ma na pewno wiele wad i niedoskonałości. Musimy jednak pamiętać, że jest kompromisem różnych środowisk, przede wszystkim wydawców i księgarzy, a osiągniecie tego konsensusu nie było łatwe.
Konieczne jest przedłużenie żywotności książki.
Mimo niedociągnięć ustawa o książce, jest w stanie pomóc czy wręcz uratować księgarstwo prywatne, które ma szansę być ważną alternatywą dla dużych sieci. Wzrost czytelnictwa, a co za tym idzie wzrost wartości rynku książki spowoduje zmniejszenie się zacięć płatniczych, poprawę możliwości inwestycyjnych podmiotów uczestniczących w rynku książki. Konieczne jest też przedłużenie żywotności książki. Dziś książka praktycznie trzy, cztery miesiące po premierze jest już pozycją starą, często wycofywaną z półek księgarskich, aby zrobić miejsce na nowe tytuły. Tego oczekują duże podmioty, a wydawcy żeby zapewnić sprzedaż na koniecznym poziomie prześcigają się w wydawaniu nowości, stąd wspomniana już nadprodukcja tytułów.
Wokół ustawy narosło wiele mitów i obiegowych opinii. Wśród komentarzy internetowych przeczytałem takie kuriozum jak np. ”… że nie można pozwolić na powrót PRL, aby wszystkie książki miały mieć jedną i tę samą cenę…”. Niejednokrotnie sami wydawcy nie do końca rozumieją proponowane zapisy ustawy np. twierdząc, że ustawa pozbawia ich możliwości kształtowania ceny. Ma rację Piotr twierdząc, że nie wszyscy wydawcy popierają ustawę. To oczywiste, że mamy w środowisku różne spojrzenie na rynek, różne doświadczenia. Zgłoszenie ustawy poprzedził dość długi czas rozmów, spotkań, także z księgarzami, bibliotekarzami. Ucierały się poglądy, opinie. Ale większość, która jak mi się wydaje, tym razem ma rację, poparła obecny kształt ustawy, co więcej uważa, że jej wprowadzenie jest konieczne, aby rynek książki przetrwał właśnie w takim mniej więcej kształcie, jaki mamy teraz. A więc z koegzystowaniem dużych sieci, hurtowni, bibliotek i księgarń prywatnych. Bez niej dojdzie prędzej czy później do monopolizacji rynku, zmniejszenia się oferty tytułowej i wzrostu cen.
Nie dziwią mnie wyniki ankiety na portalu lubimyczytać.pl gdzie większość czytelników opowiedziała się przeciw ustawie rozumiejąc, że jej wprowadzenie doprowadzi do wzrostu cen książek. Nie znając zasad, jakim rządzi się rynek, takie myślenie jest logiczne i uprawnione. Zresztą powinniśmy się uderzyć w piersi i przyznać, że nie potrafiliśmy klarownie wytłumaczyć, dlaczego jest zupełnie odwrotnie. To brak ustawy może
Brak ustawy może doprowadzić do wzrostu ceny książki.
doprowadzić już w niedalekiej przyszłości do wzrostu ceny książki, czy to z powodu tego, że sieci uzyskawszy pozycje dominującą będą chciały polepszyć swoje wyniki finansowe, czy też z tej przyczyny, że zmniejszanie się liczby kanałów dystrybucji spowoduje mniejszy popyt a co za tym idzie podniesienie ceny. Jeżeli do tego dojdzie spadek liczby wydawanych tytułów, szczególnie tych bardziej ambitnych, których nikt nie będzie chciał dystrybuować to otrzymamy koło zamachowe kręcące się w wstecz, mogące doprowadzić do załamania się rynku.
Prawdą jest, że wydawnictwa, a szczególnie te większe, radzą sobie nie najgorzej na trudnym rynku, ale prawdą jest też, że nawet wspominanie przez Piotra wydawnictwa poznańskie (Rebis, Zysk i Media Rodzina), dane jako przykład znakomitych wydawców, z czym się całkowicie zgadzam, popierają z jakichś powodów Ustawę także finansowo, wpłacając spore sumy na kampanię „Ocal książkę”.
Nie widzę też szans, aby w przewidywalnym czasie książka elektroniczna mogła stać się alternatywą dla książki papierowej. Prawda, że jej wydawanie generuje mniejsze koszty, nie ma druku, logistyki, magazynowania, ale e-booki i audiobooki to zaledwie 3% rynku książki i wcale nie rozwijają się tak dynamicznie, jak było to przewidywane. Prawda jest jeszcze gorsza - w zasadzie, poza nielicznymi wyjątkami, nie ma możliwości wydania książki spełniającej jakościowe kryteria redakcji, korekty, tłumaczenia tylko w postaci elektronicznej. Jest to po prostu nieopłacalne, zbyt mała jest ich sprzedaż w stosunku do kosztów praw autorskich, tłumaczenia, korekty i redakcji.
Czy ujednolicenie ceny okładkowej obowiązujące przez na przykład sześć miesięcy musi doprowadzić do jej wzrostu? Moim zdaniem na pewno NIE. Wystarczy spojrzeć na rynek czasopism. Czy ktoś widział, aby poszczególne kioski prześcigały się w oferowaniu Polityki czy Newsweeka w niższej cenie? Czy konkurują ze sobą o sprzedaż kusząc klientów rabatami na prasę? Odpowiedz jest oczywista - NIE. We wszystkich punktach tygodniki i gazety mają tę samą, okładkową cenę, a jednak nie doprowadziło to do faktu, że wydawcy prasy, mając tak komfortową sytuację, windują ceny. Jest wręcz odwrotnie, mając świadomość, że konkurencja jest spora starają się, aby ich wydawnictwa kosztowały najmniej. Ten kto twierdzi, że wprowadzenie ustawy spowoduje niepohamowany wzrost cen okładkowych dyktowany przez pazernych wydawców zapomina chyba, że żaden z wydawców nie ma monopolu, nie żyje w próżni. Zmaga się nie tylko z niskim poziomem czytelnictwa, ale też konkuruje z innymi wydającymi, chce trafić do tej samej, niezbyt zasobnej, kieszeni czytelnika. Ten kto potrafi wydać dobrą książkę w najbardziej atrakcyjnej cenie okładkowej wygra. Nie ma nic do tego brak możliwości przez parę miesięcy zmiany ceny okładkowej, skoro na starcie będzie ona już atrakcyjna.
Rynek potrzebuje równowagi bez znaczącej przewagi któregokolwiek z podmiotów.
Rynek potrzebuje równowagi bez znaczącej przewagi któregokolwiek z podmiotów. Utrzymywanie zdrowej konkurencji pomiędzy dystrybutorami powinno zaowocować polepszeniem oferty, ekspozycji, jakości obsługi. Zdrowa konkurencja to konkurencja na jakość, bogactwo oferty, umiejętność doradzenia klientowi, co do wyboru tytułu, a nie tylko kto potrafi sprzedać tytuł taniej często z fatalnym skutkiem ekonomii sieci czy księgarni, która takie promocje cenowe wprowadza. Czy w innych branżach na porządku dziennym jest sytuacja, że nowość wprowadzana do dystrybucji już na starcie jest przeceniana o 25-30% tylko po to, aby ubiec konkurenta i sprzedać książkę z minimalnym lub zerowym zyskiem?
Ustawa, która leży w sejmie jest przede wszystkim wzorowana na francuskiej i doświadczenia z tamtego rynku wskazują, że tam średnia cena książki po wprowadzeniu ustawy spadła, rynek stał się bardziej stabilny i odporny czynniki zewnętrzne takie jak wejście dużego gracza np. Amazona. Wystarczy to porównać z Anglią, gdzie ustawa przestała obowiązywać.
#####
Książka niestety nie jest artykułem pierwszej potrzeby i często zbyt łatwo wykreśla się ją z domowych budżetów, ale nie można mówić, że cena książki jest głównym winowajcą stanu czytelnictwa, jakie mamy w Polsce. Jeżeli spojrzymy na statystyki to przeciętnie wydajemy wiele więcej na lody, kino, telewizję i inne przyjemności. Zwiększenie czytelnictwa to według mojej opinii, przede wszystkim wytworzenie mody na czytanie, wpojenie dzieciom przekonania, że książka jest ważnym elementem życia, edukacji. Co więcej, jestem pewien, że gdyby teraz przy pomocy magicznej różdżki wszystkie ceny książek w Polsce spadły o połowę to czytelnictwo wzrosłoby nieznacznie.
Wojna rabatowa oczywiście daje pozornie możliwość kupienia książki taniej, bo kuszą obniżki cen o 25 czy 30%, ale wszyscy wiemy, że taka polityka jest zabójcza nawet dla dużych sieci, które będą musiały przerzucić koszty tej walki konkurencyjnej na wydawców, a po osiągnięciu przewagi nad konkurentami także na czytelników.
Zwiększenie czytelnictwa to wpojenie dzieciom przekonania, że książka jest ważnym elementem życia, edukacji.
Zgadzam się z Piotrem, ze CZYTELNIK jest NAJWAŻNIEJSZY, ale właśnie z tego powodu powinniśmy mu zapewnić, nie tylko dziś, ale i w przyszłości bogactwo i różnorodność oferty, książki o wysokim poziomie literackim, a nie tylko papkę. A właśnie te lepsze, czytaj o mniejszym potencjalne sprzedażowym pozycje, pierwsze znikną z rynku, bo trudno kazać konkurować dobrej sztuce teatralnej z tasiemcowym serialem telewizyjnym. Dobrze abyśmy także w przyszłości mieli wybór. Powinniśmy walczyć nie tylko o wprowadzenie ustawy o książce, ale także stale postulować zrównanie stawek VAT na książkę papierową i elektroniczną, a tak naprawdę żądać przywrócenia zerowej stawki na obie postacie książki. Myślę, że więcej tracimy na możliwościach rozwoju, poszerzania horyzontów myślowych niż zyskujemy na wpłatach do budżetu z tytułu VAT-u na książki.
Maciej Makowski, Prezes Zarządu Prószyński Media Sp. z o.o.
Zobacz więcej informacji na temat: Ustawa o książce
Tagi i tematy
Powiązane artykuły
komentarze [109]
Już widzę tych księgarzy zatrudnionych w Empiku. Zwykle w księgarniach sieciowych pracują sprzedawcy a nie "księgarze". Taka osoba nic nie pomoże w wyborze książki, nic nie poleci, bo zwykle siedzi ze wzrokiem wlepionym w smartfona
Już widzę tych księgarzy zatrudnionych w Empiku. Zwykle w księgarniach sieciowych pracują sprzedawcy a nie "księgarze". Taka osoba nic nie pomoże w wyborze książki, nic nie poleci, bo zwykle siedzi ze wzrokiem wlepionym w smartfona
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Chyba TVP kazało Pani napisać te wypowiedzi.
Tylko odnosząc się do punktu nr4.
Pisze tam, że wydawca nie ma pieniędzy na wydawanie wartościowych tytułów.
1.Zatem skąd wydawca ma pieniądze na nie wartościowe tytuły ?
2.Kto nadaje etykietkę "wartościowe" i "nie wartościowe" ?
3.Z Pani opinii wynika jednoznacznie , że Polski czytelnik jest "głupi" i kupuje nie wartościowe pozycje !
4.Bez regulacji rynek sobie nie poradzi, więc jak miał prawo istnieć do tej pory bez regulacji?
Mało tego, jak się mógł rozwinąć bez regulacji ?
Czy nie powinni tego zbadać naukowcy i okrzyknąć jakimś naukowym tytułem ?
Chyba TVP kazało Pani napisać te wypowiedzi.
Tylko odnosząc się do punktu nr4.
Pisze tam, że wydawca nie ma pieniędzy na wydawanie wartościowych tytułów.
1.Zatem skąd wydawca ma pieniądze na nie wartościowe tytuły ?
2.Kto nadaje etykietkę "wartościowe" i "nie wartościowe" ?
3.Z Pani opinii wynika jednoznacznie , że Polski czytelnik jest "głupi" i kupuje nie wartościowe...
Ad. 1. Meksyk, Japonia i Korea Południowa jako przykłady? No cóż, nie znam tych krajów w ogóle, nie wiem, czy tam się czyta i ile kosztuje książka w stosunku do np. minimalnego wynagrodzenia, wiec trudno mi przyjąć argument, że jak gdzie indziej są takie ustawy to u nas też.
Ad. 2. Podobnie z Francją. Jaki tam jest poziom czytelnictwa i cena książki w stosunku do minimalnego/przeciętnego wynagrodzenia? Po drugie, wiadomo, że każde rozwiązanie zostanie w końcu zaakceptowane, bo się ludzie przyzwyczaja. Chybiony argument.
Ad. 3 i 4. Łatwiej promować książkę/autora w Internecie niż w witrynie księgarni. Przy dzisiejszej inwigilacji internetowych ciasteczek jest to prościzna. Nie raz kupiłam (i podobała mi się) książkę, która mi wyskoczyła jako reklama, a o które wcześniej nie miałam pojęcia. I nie uważam przecenionej książki za gorszą. Poza tym, skoro można sprzedawać 30% taniej, to kto bierze ten wyższy zysk z ceny okładkowej? Księgarnia, hurtownia, wydawnictwo?
Ad. 5. Księgarnia ma obowiązek mi sprowadzić książkę? A co to za korzyść, ze muszę dwa razy lecieć? Wolę zadzwonić lub sprawdzić w Internecie i kupić tam, gdzie książka jest dostępna od ręki, obojętnie, czy stacjonarnie czy w necie.
Ad. 6. A konkrety? jakie są inne przewagi niż cena?
Ad. 7. W jakiej branży okres ochronny na ceny trwa aż rok?
Ad. 8. Nie widzę pewności dla autorów i wydawców. Regulowana cena książki nie spowoduje, że będzie można łatwiej przewidzieć, ile egzemplarzy się sprzeda. Będzie można przewidzieć, że w pierwszym roku mało.
Ad. 9. Oczywiście, że książka zasługuje na inne traktowanie. Ale nie za pomocą regulacji cen, raczej za pomocą promocji czytelnictwa. stypendiów dla młodych autorów (i nie tylko, również np. rysowników).
Ad. 10. Jak w każdej branży. Pomagać księgarzom - jak najbardziej. Ale nie metodami regulacji ceny.
PS. Wiem, ze to stary tekst, ale nie mogłam się powtrzymać.
Ad. 1. Meksyk, Japonia i Korea Południowa jako przykłady? No cóż, nie znam tych krajów w ogóle, nie wiem, czy tam się czyta i ile kosztuje książka w stosunku do np. minimalnego wynagrodzenia, wiec trudno mi przyjąć argument, że jak gdzie indziej są takie ustawy to u nas też.
Ad. 2. Podobnie z Francją. Jaki tam jest poziom czytelnictwa i cena książki w stosunku do...
Kupujac nowo wydana ksiazke ktora jest w promocji -25% nie uwazam by byla nie pelnowartosciowa.Ciezko jest mi uwierzyc ze jeszcze wydawnictwo doklada do takiej pozycji.Co najwyzej mniej na niej zarabia.
Co do tego ze ludzie nie kupuja lub coraz mniej ksiazek ambitnych.No coz.Przeciez mamay coraz glupsze spoleczewnstwo.To widac na codzien na ulicy.Media i politycy sie o to bardzo staraja.
Dziwi mnie ze ustawa trzeba nakazywac sprowadzenie ksiazki ktora klient sobie za zyczy.To nie jest w interesie sprzedajacego?
Inna sprawa ze we Francji tam ludzie sa bogadsi i jednolita cena moze obowiazywac dluzej(24miesiace).
Przyklad kina nie jest na miejscu bo akurat do niego bilety u nas sa drogie.Dla czteroosobowej rodziny wyjscie do kina to majatek.A przeciez i tam ambitne filmy maja slaba ogladalnosc.
Kupujac nowo wydana ksiazke ktora jest w promocji -25% nie uwazam by byla nie pelnowartosciowa.Ciezko jest mi uwierzyc ze jeszcze wydawnictwo doklada do takiej pozycji.Co najwyzej mniej na niej zarabia.
Co do tego ze ludzie nie kupuja lub coraz mniej ksiazek ambitnych.No coz.Przeciez mamay coraz glupsze spoleczewnstwo.To widac na codzien na ulicy.Media i politycy sie o to...
Proponuję Pani analizę tego co stało się w Izraelu. Praktycznie identyczna ustawa. Jak to się skonczyło? Totalną katastrofą. Sprzedaż spadła, wzrosły ceny, zwiększyła się ilość nielegalnych pobrań. Tego chcecie? Proszę bardzo :)
Proponuję Pani analizę tego co stało się w Izraelu. Praktycznie identyczna ustawa. Jak to się skonczyło? Totalną katastrofą. Sprzedaż spadła, wzrosły ceny, zwiększyła się ilość nielegalnych pobrań. Tego chcecie? Proszę bardzo :)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamPiąty argument jest debilny - jeśli mam własną działalność, chcę sama decydować o moim towarze. Może wreszcie skończyć z tym myśleniem niewolniczym, pani Soniu?
Piąty argument jest debilny - jeśli mam własną działalność, chcę sama decydować o moim towarze. Może wreszcie skończyć z tym myśleniem niewolniczym, pani Soniu?
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamPilipiuk umieścił Prószyńskiego na czarnej liście wydawnictw.
Pilipiuk umieścił Prószyńskiego na czarnej liście wydawnictw.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamOdnoszę czasem wrażenie, że co niektórzy "ważni ludzie" uważają czytelników czy pasjonatów czytania (albo prościej mole książkowe) za głupiutkie pelikany, które łykną wszystko co im się poda bez chwili zastanowienia. Ale, ale jest przecież wprost inaczej, bo ludzie, którzy czytają nie są przygłupami, które na wszystko się będą zgadzać bez słowa sprzeciwu i niejednokrotnie są to osoby mądre i wykształcone. Mnie osobiście ręce już opadają, kiedy widzę kolejny artykuł nt. tej ustawy. W naszym kraju mało kto się z kim liczy (szczególnie z tymi maluczkimi) więc wiadomo jaki będzie efekt końcowy również i w tym przypadku zwykle odwrotny do zamierzonego :(
Odnoszę czasem wrażenie, że co niektórzy "ważni ludzie" uważają czytelników czy pasjonatów czytania (albo prościej mole książkowe) za głupiutkie pelikany, które łykną wszystko co im się poda bez chwili zastanowienia. Ale, ale jest przecież wprost inaczej, bo ludzie, którzy czytają nie są przygłupami, które na wszystko się będą zgadzać bez słowa sprzeciwu i niejednokrotnie...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Już pomijając kwestie merytoryczne tej ustawy, bo już chyba wszystko zostało napisane, pytanie brzmi, jakie są realne szanse na wprowadzenie tej ustawy. Kto ją popiera w sejmie (poza PSL), na jakim etapie są prace legislacyjne, czy posłowie są wystarczająco zdeterminowani, żeby do końca kadencji przepchnąć tę ustawę?
Zostały 2 miesiące tej kadencji, ta ustawa nie jest czymś, czym można się chwalić w kampanii wyborczej, poza tym dotyczy, z punktu widzenia wielkiej polityki, dosyć marginalnych kwestii. Moim zdaniem, jest spora szansa na to, że ustawa przepadnie, a po wyborach przyjdzie nowy rząd, który będzie miał swoje priorytety i odłoży tę ustawę na wieczne nigdy.
Dlatego, z jednej strony już trochę triumfalny ton lobbystów, wydaje się przedwczesny, podobnie jak minorowe nastroje czytelników. Nic według mnie jeszcze nie jest przesądzone.
Już pomijając kwestie merytoryczne tej ustawy, bo już chyba wszystko zostało napisane, pytanie brzmi, jakie są realne szanse na wprowadzenie tej ustawy. Kto ją popiera w sejmie (poza PSL), na jakim etapie są prace legislacyjne, czy posłowie są wystarczająco zdeterminowani, żeby do końca kadencji przepchnąć tę ustawę?
Zostały 2 miesiące tej kadencji, ta ustawa nie jest...
8 września posłowie chcą już głosować nad zmianami i chyba też nad całą ustawą. I kilka razy na tych posiedzeniach mówiono, że: "trzeba się śpieszyć, bo to ważna ustawa".
PO chyba też popiera tę ustawę (a na pewno Ewa Czeszejko-Sochacka z PO).
http://wyborcza.biz/biznes/1,100896,18605669,ustawa-o-ksiazce-jeszcze-w-tej-kadencji-sejmu.html
8 września posłowie chcą już głosować nad zmianami i chyba też nad całą ustawą. I kilka razy na tych posiedzeniach mówiono, że: "trzeba się śpieszyć, bo to ważna ustawa".
PO chyba też popiera tę ustawę (a na pewno Ewa Czeszejko-Sochacka z PO).
http://wyborcza.biz/biznes/1,100896,18605669,ustawa-o-ksiazce-jeszcze-w-tej-kadencji-sejmu.html
To, że ktoś tak gada, wcale nie znaczy, że rzeczywiście będzie się spieszył, ale oczywiście jest niebezpieczeństwo, że się w tej sprawie nienaturalnie sprężą.
To, że ktoś tak gada, wcale nie znaczy, że rzeczywiście będzie się spieszył, ale oczywiście jest niebezpieczeństwo, że się w tej sprawie nienaturalnie sprężą.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Szefowa podkomisji d/s tej ustawy zadeklarowała na swoim fanpage'u poselskim na fb, że projekt ma być przegłosowany jeszcze w tej kadencji. 22 września kolejne posiedzenie podkomisji i wprowadzenie zmian w projekcie. Informacje na bieżąco pojawiają się na profilu szefowej podkomisji:
https://www.facebook.com/EwaCzeszejkoSochacka
Jest możliwość komentowania.
Szefowa podkomisji d/s tej ustawy zadeklarowała na swoim fanpage'u poselskim na fb, że projekt ma być przegłosowany jeszcze w tej kadencji. 22 września kolejne posiedzenie podkomisji i wprowadzenie zmian w projekcie. Informacje na bieżąco pojawiają się na profilu szefowej podkomisji:
https://www.facebook.com/EwaCzeszejkoSochacka
Jest możliwość komentowania.
Teraz najważniejsi czytelnicy mogą zareagować: http://lubimyczytac.pl/aktualnosci/5950/wyslij-petycje-do-poslow-akcja-klub...
Ciekawe jakie będą mieli nasze poparcie w wyrażaniu NIE dla ustawy. Ja już napisałam do tych posłów co myślę o takim wprowadzaniu badziewnych ustaw "po cichaczu".
Teraz najważniejsi czytelnicy mogą zareagować: http://lubimyczytac.pl/aktualnosci/5950/wyslij-petycje-do-poslow-akcja-klub...
Ciekawe jakie będą mieli nasze poparcie w wyrażaniu NIE dla ustawy. Ja już napisałam do tych posłów co myślę o takim wprowadzaniu badziewnych ustaw "po cichaczu".
"Czytelnik jest najważniejszy" - to brzmi dumnie. A w praktyce co mamy? Jak nie kijem go, to pałką.
My swoje, oni swoje. Dzień Świra się zaczyna robić, czekam aż zaczną nam wciskać: "nawet jak jest twoja [racja], to moja jest mojsza niż twojsza".
Tyle już osób na tym forum podało wiele rzetelnych argumentów przeciw, a co dostaną w zamian? Za chwilę znów ktoś "mądrzejszy" z branży napisze, że czytelnik się nie zna, że trzeba ustawę siłą przeforsować, bo ciemny lud i tak się przyzwyczai. Mam wrażenie, że traktują nas jak stado baranów i tylko patrzą, jak nas skuteczniej ogolić.
Bo jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze.
Zastawili się murem wzniosłych argumentów o ratowaniu małych księgarni, ambitnej literatury czy tym podobnych i myślą, że nikt nic nie zauważy. Nas, którzy podnoszą głosy sprzeciwu, traktują jak margines błędu. Dyskusja przypomina rzucanie grochem o ścianę.
Trzeba zacząć tworzyć ruch oporu na czasy "po wprowadzeniu ustawy". Ja na pewno nie poddam się bez walki :D
"Czytelnik jest najważniejszy" - to brzmi dumnie. A w praktyce co mamy? Jak nie kijem go, to pałką.
My swoje, oni swoje. Dzień Świra się zaczyna robić, czekam aż zaczną nam wciskać: "nawet jak jest twoja [racja], to moja jest mojsza niż twojsza".
Tyle już osób na tym forum podało wiele rzetelnych argumentów przeciw, a co dostaną w zamian? Za chwilę znów ktoś...
Zastanawiam się jak sklasyfikować ów dekalog pani prezes - tragedia to czy też raczej komedia?
Zacznijmy od argumentów przemawiających za ustawą, które są niestety płytkie i pozbawione podstaw. Przykład? Proszę bardzo: "(...)dążymy do wprowadzenia regulacji, która funkcjonuje w większości (na pewno pod względem terytorialnym) państw Europy (...)". Jakoś trzeba było udowodnić, że większość Europy jest za, więc czemu nie posłużyć się absurdalnym kryterium zajmowanego terytorium, prawda? Minimalna rzetelność nakazywałaby wymienienie państw (albo chociaż ich liczby), w których tego typu regulacje obowiązują, albo mają zostać wprowadzone. Przejdźmy dalej: "Nie mówimy zatem o ustawie, która mogłaby mieć coś wspólnego z centralizmem gospodarczym, znamiennym dla ustroju socjalistycznego, co zarzucają przeciwnicy". O tym, że ustawa nie ma nic wspólnego z centralizmem gospodarczym ma przesądzać fakt, że niektóre kraje "zachodu" również regulują cenę książki? Bzdura, sam fakt, że jakieś rozwiązanie jest stosowane w państwie, które nie miało "przyjemności" doświadczyć gospodarki socjalistycznej nie znaczy, że nie może ono wprowadzać rozwiązań wywodzących się z niej. Następne zdanie...
Mógłbym tak zdanie po zdaniu wytykać błędy logiczne, nieścisłości, manipulacje faktami, półprawdy i gdybania na temat zachowań rynku niepoparte żadnymi badaniami. Mógłbym, ale nie dość, że żal mi czasu na przekonywanie tych, którzy nie chcą słuchać, to również nie widzę sensu by na siłę powstrzymać wydawców przed zrobieniem sobie krzywdy. Bo jestem przekonany, że ustawa o książce wpłynie negatywnie na sprzedaż nowych tytułów.
By nie pozostawać gołosłownym przedstawię swoje rozumowanie: Polacy są społeczeństwem na dorobku, niezbyt zamożnym, w którym książki plasują się na szarym końcu listy zakupów. Skoro kupując towary o wyższym priorytecie poszukują najlepszych ofert i potrafią wyczekiwać na promocje, to naiwnością jest zakładanie, że w przypadku książek będzie inaczej i tak czy siak ją kupi, bez względu na cenę. Niestety (a może "stety") Polacy liczą się z każdą wydaną złotówką, toteż śmiem twierdzić, że jeśli dana pozycja nie będzie światowym bestsellerem (a takie zbyt często się nie zdążają) czy książką, na podstawie której nakręcono Hollywoodzki hit, to gros czytelników poczeka sobie rok, w międzyczasie ciesząc się starszymi utworami. Skutek będzie taki, że książki i tak będą kupowane w promocyjnych cenach, tyle że po dłuższym czasie od wydania - a to raczej średnio korzystne dla wydawców. Prawdopodobnie wzrośnie też ruch w bibliotekach co będzie jeszcze bardziej uderzy w kieszeń ludzi żyjących ze sprzedaży książek.
Oczywiście nie jestem jasnowidzem ani wróżbitą Maciejem i mogę się mylić, niemniej jak dotąd widzę więcej logiki w powyższym rozumowaniu, niż w gołosłownych tezach o zbawiennym wpływie jednolitej ceny książki na wzrost czytelnictwa. Jeśli wydawcy i księgarze chcą sobie strzelić w stopę to wolna droga, byle tylko potem zbyt głośno nie płakali, że im się nie wiedzie. Bo co do tego, że polscy czytelnicy sobie z tym poradzą jestem pewien - skoro dali sobie radę z komunizmem, to i tego potworka rodem z epoki przetrwają.
Zastanawiam się jak sklasyfikować ów dekalog pani prezes - tragedia to czy też raczej komedia?
Zacznijmy od argumentów przemawiających za ustawą, które są niestety płytkie i pozbawione podstaw. Przykład? Proszę bardzo: "(...)dążymy do wprowadzenia regulacji, która funkcjonuje w większości (na pewno pod względem terytorialnym) państw Europy (...)". Jakoś trzeba było...
" O tym, że ustawa nie ma nic wspólnego z centralizmem gospodarczym ma przesądzać fakt, że niektóre kraje "zachodu" również regulują cenę książki?"
Na przedwczorajszym posiedzeniu jeden ze zwolenników ustawy wypowiedział takie zdanie: "To nie jest ustawa z PRL, bo Niemcy nie mieli PRL, a mają tę ustawę." :D
" O tym, że ustawa nie ma nic wspólnego z centralizmem gospodarczym ma przesądzać fakt, że niektóre kraje "zachodu" również regulują cenę książki?"
Na przedwczorajszym posiedzeniu jeden ze zwolenników ustawy wypowiedział takie zdanie: "To nie jest ustawa z PRL, bo Niemcy nie mieli PRL, a mają tę ustawę." :D
Ja nie rozumiem jednej rzeczy. Wprowadzenie stałej ceny, to jest ni mniej ni więcej tylko monopol. Po prostu. I jeśli ktoś mówi, że monopolista (no dobra - sztuczny oligopol) obniży cenę, to mi się śmiać chcę.
"jeśli mamy stałą cenę to dajmy maksa - sprawdzimy ile ludzie są w stanie zapłacić. W końcu w Polsce nie zarabia się na obrocie, tylko na marży".
ALe oczywiście, będzie jak z ustawą śmieciową. Mimo tego, na co zwracali uwagę krytycy przed jej wprowadzeniem, to gdy się okazało, że jest gorzej (tak - zlikwidowano de facto wolny rynek), wszyscy dotychczasowi zwolennicy drapią się w głowy i pytają "no jak to się mogło stać, kurcze. Ale myśmy myśleli...."
Ja nie rozumiem jednej rzeczy. Wprowadzenie stałej ceny, to jest ni mniej ni więcej tylko monopol. Po prostu. I jeśli ktoś mówi, że monopolista (no dobra - sztuczny oligopol) obniży cenę, to mi się śmiać chcę.
"jeśli mamy stałą cenę to dajmy maksa - sprawdzimy ile ludzie są w stanie zapłacić. W końcu w Polsce nie zarabia się na obrocie, tylko na marży".
ALe oczywiście,...
"Prawdopodobnie wzrośnie też ruch w bibliotekach co będzie jeszcze bardziej uderzy w kieszeń ludzi żyjących ze sprzedaży książek."
Pracuję w bibliotece naukowej i ten wzrost ruchu w bibliotekach to byłoby nasze pobożne życzenie. Z uporem maniaka będę powtarzać, że rząd pozornie chce uzdrowić czytelnictwo i rynek książki, a robi coś dokładnie odwrotnego. Zarówno ustawa o jednolitej cenie książki, jak i ustawa o egzemplarzu obowiązkowym (czyli kasacji 1 (!) darmowego egzemplarza dla kilkunastu bibliotek naukowych w PL) nie wpłynie dobrze ani na czytelnictwo, ani na frekwencję w bibliotekach, ani na sprzedaż książek. Niestety nie jesteśmy Skandynawią, gdzie podobno rynek książki dobrze się ma. Instytucje budżetowe oraz czytelnik indywidualny po prostu są na to jeszcze za biedni.
"Prawdopodobnie wzrośnie też ruch w bibliotekach co będzie jeszcze bardziej uderzy w kieszeń ludzi żyjących ze sprzedaży książek."
Pracuję w bibliotece naukowej i ten wzrost ruchu w bibliotekach to byłoby nasze pobożne życzenie. Z uporem maniaka będę powtarzać, że rząd pozornie chce uzdrowić czytelnictwo i rynek książki, a robi coś dokładnie odwrotnego. Zarówno ustawa o...
Skutek będzie taki, że książki i tak będą kupowane w promocyjnych cenach, tyle że po dłuższym czasie od wydania - a to raczej średnio korzystne dla wydawców. Prawdopodobnie wzrośnie też ruch w bibliotekach co będzie jeszcze bardziej uderzy w kieszeń ludzi żyjących ze sprzedaży książek.
Ja czegoś nie rozumiem. Dlaczego tak wielu z Was analizuje przyszłe skutki ustawy tylko do tego punktu? Nie będzie promocji, czytelnicy nie będą kupować nowości natychmiast, poczekają sobie, więc dla wydawnictw to wielki cios, nie będzie sprzedaży, a jeszcze na dodatek niesprzedane książki będą zawalać magazyny. I już, kończycie analizę, będzie gorzej, wydawnictwa padną.
A może zastanówmy się, co zrobi wydawnictwo, jak ludzie nie będą kupowali jego drogich nowych książek? Może, żeby jednak je sprzedać, obniży cenę okładkową (wiem, nie można obniżać ceny już na książce wydrukowanej - ale może jak jeden tytuł się nie sprzeda, to następny wypuścić trochę taniej?), może o tyle np. ile wcześniej wynosiły te głupawe, fikcyjne rabaty? Nie bierzecie tego pod uwagę? Bo chyba na tym ma polegać to hipotetyczne obniżenie cen po wprowadzeniu ustawy - towar drogi się nie sprzedaje, to żeby się sprzedał, producent musi obniżyć cenę. Tylko tym razem uczciwie, dla wszystkich jednakowo i bez absurdalnego zawyżania cen tylko po to, by potem sprzedawać po cenie realnej krzycząc przy tym głośno o wielkich rabatach. Dostańmy raz wreszcie tę cenę realną bez "rabatu".
A przy okazji jak rabatów i innych promocji nie będzie, to mniej ludzi będzie kupować impulsywnie, "bo TAAAAKAA okazja!", mniej będzie zakupów nieprzemyślanych, część czytelników będzie czekać ten ustawowy rok w nadziei na promocje - i to też powinno nam wyjść na dobre! To tu właśnie należy upatrywać zapowiadanego przez lobbystów ustawy ratunku dla literatury lepszej. Nie napiszę ambitnej, bo nie wiem jaka to, nie spodziewałabym się też wzrostu czytelnictwa jakiejś literatury prawdziwie WIELKIEJ, jakakolwiek by to nie miała być. Ale jak książka sobie trochę poczeka, nie wszyscy rzucą się na nią zwabieni "rabatem", obrażeni na ceny okładkowe będą czekać cały rok, to co się stanie? Bo moim zdaniem wielu przed kupieniem książki zdąży przeczytać czy usłyszeć opinie czytelników, nie tylko wspieranych przez wydawnictwo polecaczy zwanych na wyrost "recenzentami". A jak już przeczyta, to może zrezygnuje z książki kiepskiej, a tylko nieźle reklamowanej, na korzyść lepszej, której w pierwszej chwili, jeszcze jako nowości, nie zauważyli, ale która po czasie ma lepsze opinie od zapowiadanego przez wydawnictwo bestsellera?
Nie powiem, że ustawa na pewno zrobi nam dobrze - tego się nie da przewidzieć, a i zależeć to będzie od naszych własnych, czytelników kupujących, zachowań w pierwszym okresie jej obowiązywania. Namawiam: nie kupujmy książek drogich, w dzisiejszych cenach okładkowych, czekajmy rok, korzystajmy z bibliotek i domowych zapasów, czekajmy na pierwsze wydawnictwa, które zdecydują się obniżyć ceny i o nich mówmy, piszmy, dawajmy je za przykład - niech reszta pójdzie tą samą drogą! Nie wiem, jak to się skończy w polskim wydaniu, ale przynajmniej widzę nadzieję. Może nie tak zupełnie bezpodstawnie?
Skutek będzie taki, że książki i tak będą kupowane w promocyjnych cenach, tyle że po dłuższym czasie od wydania - a to raczej średnio korzystne dla wydawców. Prawdopodobnie wzrośnie też ruch w bibliotekach co będzie jeszcze bardziej uderzy w kieszeń ludzi żyjących ze sprzedaży książek.
Ja czegoś nie rozumiem. Dlaczego tak wielu z Was analizuje przyszłe skutki ustawy tylko...
Na przedwczorajszym posiedzeniu jeden ze zwolenników ustawy wypowiedział takie zdanie: "To nie jest ustawa z PRL, bo Niemcy nie mieli PRL, a mają tę ustawę."
Niemcy mają ustawę z NRD. ;)
Na przedwczorajszym posiedzeniu jeden ze zwolenników ustawy wypowiedział takie zdanie: "To nie jest ustawa z PRL, bo Niemcy nie mieli PRL, a mają tę ustawę."
Niemcy mają ustawę z NRD. ;)
"Po pierwsze, dążymy do wprowadzenia regulacji, która funkcjonuje w większości (na pewno pod względem terytorialnym) państw Europy, a też i poza nią (np. w Japonii, Korei Południowej czy Meksyku)" Och, a o Izraelu nie chcesz wspomnieć?
"Po drugie, historia dowodzi, że początkowy opór wobec ustawy zawsze przeradza się w poparcie dla niej." Z pewnością nie będę jej nigdy popierać.
" a początkowi przeciwnicy w postaci sieci hipermarketów zaczęli z czasem również ją popierać " Na pewno, bo to ustawa dla sklepów właśnie i oni będą się z niej cieszyć (o ile sprzedaż drastycznie nie spadnie)
" akt anty-amazonowy" Och Amazonie, czekam ja na ciebie, zniszcz wszystkich zwolenników ustawy, ślicznie proszę!
"Powoduje to sugerowanie konsumentom, że książki są albo niepełnowartościowe, albo ich ceny zawyżone." Przecież zwolennicy ustawy mówią, że ceny są zawyżone. Ale nie dlatego, że sklepy żądają ogromnych rabatów dla siebie i tego ustawa nie zmieni, tylko dlatego, że sprzedają taniej niż cena okładkowa, a po ustawie będą sprzedawać drożej i wszystkie te zyski pójdą w ręce sklepów, a wydawcy i tak tych pieniędzy nawet nie powąchają.
" Gdzie tu jest zatem korzyść dla czytelnika? " Czytelnik dostaje teraz książki z 20-30% rabatami, a po ustawie będzie dostałam je po cenie okładkowej, która nie spadnie. Gdzie tu korzyść dla czytelnika?
" I gdzie tu jest korzyść dla czytelnika?" Eee, skoro literatura "ambitna" się nie sprzedaje, to znaczy, że ludzie nie chcą jej kupować i czytać, proste.
", wydawcy doszli do momentu, w którym są zmuszani z przyczyn ekonomicznych do rezygnowania z wydawania ambitnej, wymagającej literatury. " A ustawa o książce to zmieni.
" Tego typu książki sprzedają się przede wszystkim w księgarniach niezależnych – gdy więc te dalej będą znikać z naszego rynku, nie mogąc podołać wojnom cenowych, zabraknie miejsc do sprzedaży książek ambitnych." Hahaha, z pewnością przez tę ustawę zniknie wiele miejsc, w których sprzedają "ambitne" książki - czyli księgarni internetowe. A nie, przepraszam, to nie są księgarnie internetowe, tylko pośrednicy. Tak przynajmniej powiedział prezes PIK-u.
"Zaczną jednocześnie znikać małe wydawnictwa, których egzystencja opiera się na wydawaniu literatury ambitnej." A ustawa to zmieni. W ustawie jest napisane, że każdy Polak ma kupować przynajmniej jedną ambitną książkę rocznie.
"Po piąte, projekt ustawy narzuca księgarniom konieczność sprowadzenia dla nabywcy każdej pozycji książkowej, znajdującej się w danym momencie na rynku w ofercie wydawniczej. I tu jest wyraźna korzyść dla czytelnika! "
Hahaha i tu widać, jak bardzo twórcy ustawy kochają małe księgarnie (Empik nie będzie ściągał książek na życzenie, bo to sklep, który sprzedaje nie tylko książki, więc jego ten punkt nie dotyczy)! Wiecie, że teraz też można ściągnąć sobie książki samemu? No ale fakt, lepiej pójść do księgarni i księgarza obarczyć kosztami przesyłki tejże książki i jeszcze ostatecznie jej nie kupić i księgarz zostanie z niczym.
"Po szóste, przeciwnicy ustawy zarzucają, że godzi ona w dobro przedsiębiorców, zwłaszcza tych prowadzących małe sklepy internetowe." Sklepów internetowych w Polsce jest tylko kilka (a przynajmniej tak twierdzi prezes PIK-u) i to o nich teraz mowa, prawda?
"Jeśli mamy się martwić o los wielu przedsiębiorców, którzy nie zainwestowali większych środków w swój biznes, bo wykorzystują swój i tak już posiadany komputer, nie utrzymują magazynów i nie dają zatrudnienia innym, to pragnę zwrócić uwagę tylko na fakt, że takie działania są bardzo krótkowzroczne." A MAŁE KSIĘGARNIE STACJONARNE TO BOGOWIE. Też nie inwestują dużo w swoje biznesy, skoro mają upaść.
"Nie bez powodu Szwecja wciąż wzbrania się przed wpuszczeniem na swój rynek sieci Amazon." Omójboże znowu ten szatan w sklepu skórze, czyli Amazon.
"Nie można zatem mówić, że ograniczamy swobodę konsumenta " Nie no, to tylko rok obsuwy w kupowaniu swoich ulubionych książek, co to jest. No co to jest ja się pytam? Dla wydawcy nie ma żadnej różnicy, czy klient kupi ich książki od razu po premierze, czy po roku. Albo wcale nie kupi, bo się zdążył w międzyczasie rozmyślić.
"pisarze w Polsce, poza nieliczną grupą bestsellerowych autorów, skazani są na niepewne wpływy ze swojej twórczości. " A USTAWA TO ZMIENI. W ustawie jest punkt, w którym nakazuje Polakom kupno przynajmniej jednej książki niszowego polskiego autora rocznie.
"Po dziewiąte, mówimy cały czas o książce, której należy się trochę inne traktowanie, z uwagi na jej szczególny wkład w rozwój intelektualny społeczeństwa." Bez komentarza. Dlaczego nie ma w tej ustawie także filmów, gier i biletów do kina i teatru? Im też należy się specjalne traktowanie.
"Po dziesiąte, bez wprowadzenia ustawy grozi nam wcale nieodległa wizja, w której nie będą istnieć już księgarnie niezależne, duże sieci doprowadzają się wojnami cenowymi do wzajemnego wyniszczenia, a sprzedaż odbywa się głównie przez Internet. To jest apokaliptyczna, ale bardzo realna wizja, która będzie efektem fali bankructw." TO PRZERAŻAJĄCE. Sprzedaż odbywać się będzie głównie przez internet, co z nami będzie, co z nami będzie. NIEEE!! Weźcie wyciągnijcie tę wizję z mojej głowy, bo nie będę mogła spać po nocach!
"Po pierwsze, dążymy do wprowadzenia regulacji, która funkcjonuje w większości (na pewno pod względem terytorialnym) państw Europy, a też i poza nią (np. w Japonii, Korei Południowej czy Meksyku)" Och, a o Izraelu nie chcesz wspomnieć?
"Po drugie, historia dowodzi, że początkowy opór wobec ustawy zawsze przeradza się w poparcie dla niej." Z pewnością nie będę jej nigdy...
Nie wiem czy to tylko ja, ale szczerze mówiąc nie obchodzi mnie gdzie kupuję książkę. Cieszę się, że autorka tego tekstu ma swoje zaufane księgarnie. W księgarniach do których ja trafiłem dotychczas mam raczej wrażenie, że przeszkadzam w poobiedniej kawie, a na pytania o "poważniejszych autorów" (cudzysłów z racji tego, że czytelnictwo jest jedno) zawsze odpowiadano mi zdziwieniem i zapewnieniem, że ten tytuł można zamówić. Więc dlaczego mam go zamawiać w księgarni za cenę niekiedy absurdalnie wyższą niż w sieci, zamiast w księgarni internetowej z dostawą do domu ?
Nie rozumiem też do końca tej roli promowania książek w księgarni. W większych eksponowane są nowości poczytnych autorów, a w mniejszych książki kucharskie i różnego rodzaju ezoteryka. O interesujących mnie tytułach dowiaduję się właśnie w sieci. To serwisy typu Lubimy Czytać wskazują mi interesujące tytuły. Jeszcze nigdy nikt nie polecał mi czegoś w księgarni. Dlatego nie rozumiem dlaczego miałbym płacić za ten brak obsługi i wystawianie tytułów które mnie i tak nie interesują w miejscach, do których muszę najpierw dotrzeć, zamiast za ceny niższe o nawet dziesiątki złotych zamawiać książki w internecie.
Autorka tej wypowiedzi sugeruje, że osoby korzystające z internetu to stadko owiec, które wpisuje w Google "Co mam teraz przeczytać?". Moim zdaniem jest dokładnie na odwrót. W małych księgarniach główny dochód to podręczniki, a poza tym kupują tam książki ludzie którzy szukają na szybko jakiegoś prezentu. Człowiek który jest naprawdę zapalonym czytelnikiem prędzej przerzuci się do sieci gdzie może w spokoju przeglądać zasoby, porównywać ceny i zamówić interesujący go produkt.
Bawią mnie te wszystkie kampanie promujące czytelnictwo, bo widzieliście kiedyś kogoś znajomego kto po obejrzeniu spotu reklamowego stwierdził: "Od dzisiaj będę regularnie czytał książki" i co najważniejsze potem rzeczywiście to robi ? Bo ja nie. Spójrzmy prawdzie w oczy. Książki są zbyt drogie. Przeciętnemu Polakowi szkoda pieniędzy na bilet do kina, co dopiero na jeszcze droższą książkę, która wymaga w dodatku większego nakładu czasu. A co polityka na to ?
Zamiast ustawami dążyć do obniżenia ceny książek (np. z jakiej racji e-booki są opodatkowane jako usługa 23% ?) albo dofinansować biblioteki publiczne to wprowadzają rozwiązania dla problemów, których nie było. No bo czy ktoś z tutaj obecnych kiedykolwiek pomyślał sobie: "Te obniżki nowości wydawniczych to skandal ! Chcę płacić więcej i ratować małe niezależne księgarnie !" Cóż, ja też nie...
Nie wiem czy to tylko ja, ale szczerze mówiąc nie obchodzi mnie gdzie kupuję książkę. Cieszę się, że autorka tego tekstu ma swoje zaufane księgarnie. W księgarniach do których ja trafiłem dotychczas mam raczej wrażenie, że przeszkadzam w poobiedniej kawie, a na pytania o "poważniejszych autorów" (cudzysłów z racji tego, że czytelnictwo jest jedno) zawsze odpowiadano mi...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Mnie obchodzi JAK kupuję: komfortowo i wygodnie. Największy komfort i przyjemność zapewniają mi księgarnie internetowe - wysyłkowe. Na drugim miejscu: zamawianie przez internet, bezpłatny odbiór w księgarni.
Dzięki internetowi moje zakupy są planowane i przemyślane (i duże).
Zdarza się, że kupuję gdzieś na miejscu spontanicznie.
W małych księgarniach nie robię zakupów i robić nie będę, ze stałą ceną czy bez.
Żałuję, że lobby wspierające ustawę zniszczy mi te przyjemności, ale cóż. Wiem, owca i egoistka ze mnie. Najważniejsze, że cała branża książek wreszcie zacznie ze sobą rozmawiać, a "spekulantom" powiemy stanowcze nie.
I jeszcze o regulacjach stałej ceny książek w podlinkowanym wcześniej raporcie BAS:
"Bez względu na stosowanie (lub niestosowanie) regulacji, żaden z rynków nie oparł się zmianom (np. wzrostowi zainteresowania zakupami przez Internet), żaden też nie zdołał zapewnić dostępu do księgarń stacjonarnych wszystkim lub prawie wszystkim mieszkańcom, co jest zwykle jednym z argumentów za wprowadzeniem regulacji. Problemy z dostępem do księgarń pokazuje chociażby przypadek Hiszpanii (państwo, w którym obowiązują regulacje dotyczące stałej ceny książki), w której księgarnie koncentrują się w dużych aglomeracjach miejskich, a równocześnie ponad
11,5 mln mieszkańców małych ośrodków pozbawionych jest dostępu do księgarń stacjonarnych. "
Mnie obchodzi JAK kupuję: komfortowo i wygodnie. Największy komfort i przyjemność zapewniają mi księgarnie internetowe - wysyłkowe. Na drugim miejscu: zamawianie przez internet, bezpłatny odbiór w księgarni.
Dzięki internetowi moje zakupy są planowane i przemyślane (i duże).
Zdarza się, że kupuję gdzieś na miejscu spontanicznie.
W małych księgarniach nie robię zakupów i...
Dzisiaj w telewizji usłyszałam jak Rumunia pragnie promować u siebie czytelnictwo. Każdy w kimunikacji miejskiej, kto wsiada z książką i ją czyta wtrakcie jazdy nie płaci za bilet. Czytana książka stanowi bilet. Myślę,że w ten sposób wielu sięgnie po książkę zamiast płacić za bilet. Pomysł kapitalny.
Czy widzicie te zaczytane autobusy i tranwaje w naszych miastach?
Może ktoś podsunie ten pomysł Ministerstwu Kultury.
Dzisiaj w telewizji usłyszałam jak Rumunia pragnie promować u siebie czytelnictwo. Każdy w kimunikacji miejskiej, kto wsiada z książką i ją czyta wtrakcie jazdy nie płaci za bilet. Czytana książka stanowi bilet. Myślę,że w ten sposób wielu sięgnie po książkę zamiast płacić za bilet. Pomysł kapitalny.
Czy widzicie te zaczytane autobusy i tranwaje w naszych miastach?
Może...
W takim wypadku jeździłabym za darmo, bo zawsze jeżdżę z nosem w książce ;) Chyba muszę przeprowadzić się do Rumunii, bo nie sądzę, że to się u nas zaszczepi. Przecież to powodowałoby takie "straty", już widzę te wszystkie głosy odgórnego sprzeciwu. "Promocja czytelnictwa" może jednak przynosić zyski, nawet jest taka jedna pomysłowa ustawa... :)
W takim wypadku jeździłabym za darmo, bo zawsze jeżdżę z nosem w książce ;) Chyba muszę przeprowadzić się do Rumunii, bo nie sądzę, że to się u nas zaszczepi. Przecież to powodowałoby takie "straty", już widzę te wszystkie głosy odgórnego sprzeciwu. "Promocja czytelnictwa" może jednak przynosić zyski, nawet jest taka jedna pomysłowa ustawa... :)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamA kanar, zamiast sprawdzać bilet, będzie przepytywał z ostatnich przeczytanych stron...
A kanar, zamiast sprawdzać bilet, będzie przepytywał z ostatnich przeczytanych stron...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Obawiam się, że "książki" sporej części naszego społeczeństwa, posiadają kapselek z naklejoną banderolą Ministerstwa Finansów.
Pomysł zacny ale jak znam naszych decydentów, umieszczą go na półce z napisem "science fiction". ;)
Obawiam się, że "książki" sporej części naszego społeczeństwa, posiadają kapselek z naklejoną banderolą Ministerstwa Finansów.
Pomysł zacny ale jak znam naszych decydentów, umieszczą go na półce z napisem "science fiction". ;)
Nic ta pani sensownego nie powiedziała, a ja w którymś momencie się pogubiłam. Ciekawa jestem tylko co autorka tekstu rozumie przez "ambitną literaturę", bo teoria o pomocy dla powyższej raczej nie wyjdzie w praktyce. Jak ktoś chce czytać dobre książki, to je będzie czytać. Ja książki szukam na własną rękę i staram się szukać takie, które zaspokoją moje potrzeby, a nie będą odpowiadać gustom innych.
Nic ta pani sensownego nie powiedziała, a ja w którymś momencie się pogubiłam. Ciekawa jestem tylko co autorka tekstu rozumie przez "ambitną literaturę", bo teoria o pomocy dla powyższej raczej nie wyjdzie w praktyce. Jak ktoś chce czytać dobre książki, to je będzie czytać. Ja książki szukam na własną rękę i staram się szukać takie, które zaspokoją moje potrzeby, a nie...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejWłaśnie z tą ambitną literaturą też mam problem, może wkrótce powstanie specjalna komisja, która będzie kategoryzowała książki na ambitne lub nie. Hasło ustawy "ocal książki" chyba nie odnosi się do pogardzanych przez dziennikarzy, krytyków jak również niektórych autorów - czytadeł.
Właśnie z tą ambitną literaturą też mam problem, może wkrótce powstanie specjalna komisja, która będzie kategoryzowała książki na ambitne lub nie. Hasło ustawy "ocal książki" chyba nie odnosi się do pogardzanych przez dziennikarzy, krytyków jak również niektórych autorów - czytadeł.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamKomisja to świetny pomysł! Na przewodniczącą proponuje autorkę powyższego tekstu, ona zdaje się mieć o tym spore pojęcie.
Komisja to świetny pomysł! Na przewodniczącą proponuje autorkę powyższego tekstu, ona zdaje się mieć o tym spore pojęcie.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamJak dobrze że jest Allegro, Olx i inne sposoby na zakup książek w drugim obiegu.
Jak dobrze że jest Allegro, Olx i inne sposoby na zakup książek w drugim obiegu.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Po pierwsze, porównywanie się do tych krajów, to śmiech na sali, bo daleko nam do nich, a to co u innych wychodzi na zdrowie, u nas niekoniecznie musi.
Po drugie: „historia dowodzi, że początkowy opór wobec ustawy zawsze przeradza się w poparcie dla niej”, zamierzacie wziąć czytelników siłą? Bo znowu, to że we Francji wszystko pięknie, nie znaczy, że w Polsce wszystko pięknie.
Po trzecie, porównywanie książek do „innych branż” (Czyli co? Szmat na wieszakach? Bo nie rozumiem.) to raczej nietrafiony pomysł. I z tego, co mi wiadomo, to w internecie - który wcale nie jest, jak wg pani zacofanym miejscem, gdzie ludzie zombie „googlują” tylko to, co modne – można dostać dokładnie te same książki, co w księgarniach. Czytelnicy to nie owieczki na rzeź, nie idą tylko za tym, co im się wskażę, ci co kupują z internetu, kupują to, co lubią (również debiuty, o zgrozo!).
Po czwarte: patrz punkt trzeci. Czytelnicy zazwyczaj nie są idiotami, na tym polega cały widz. To, że Empik rzuci „książkę ambitną” (czyli komercyjna nie może być ambitna?) w kąt, bo ma mniejszą sprzedaż, wcale nie musi wpłynąć na jej sprzedaż. Zamiast wprowadzać ułomne ustawy, można by rzucić groszem na promowanie ambitnych książek (i czytania w ogóle) i nie byłoby takiego problemu.
Po piąte: co za terror! Niezwłocznie!
Po szóste: tutaj w ogóle nie ma korzyści dla czytelnika, jest tylko strach przed amazonem.
Po siódme: książki to nie ubrania, magazyny czy bilety do kina. Nie i już.
Po ósme: w Polsce bycie pisarzem, to może być hobby, a nie zawód i z pewnością ustawa o książce tego nie zmieni.
Po dziewiąte: No teraz jest dobrem kultury! Ale we wcześniejszych punktach to była szmatami na wieszakach i biletem do kina!
Po dziesiąte: tylko księgarnie boją się upadku księgarń, czytelnicy boją się upadku czytelnictwa. Ustawa o książce, powinna się nazywać Ustawą, która zapewni Empikowi i spółce niepodzielną władzę nad cenami książek.
Po jedenaste: amazon, amazon, AMAZON. Książka to wartość intelektualna, a pani to wszystko sprowadza do forsy. Prawda jest taka, że cena książek wpływa na to, ile książek czytelnicy polscy posiadają na własność, a nie na to CO CZYTAJĄ (co próbuje Pani nam dać do zrozumienia). Nam jest bez różnicy, gdzie kupimy (chyba, że ma ktoś ulubioną księgarnię), ale po pierwsze: KIEDY (to ważna kwestia, bo chcemy nasze książki jak najszybciej, zwłaszcza, gdy czekamy na jakiś tytuł, po drugie: za ile, ale jesteśmy polakami, zawsze znajdziemy dobrą promocję ;) I nie, nikt nie mówi, że na rynku książki się dobrze dzieje, ale ta ustawa z pewnością tego nie poprawi. Poprawi zawartość portfela grubym rybom z polskich księgarnianych molochów (małe księgarnie, pewnie...), ale śmiertelnicy na tym nie zyskają. Więc gdzie? Gdzie jest korzyść dla czytelnika?
Po pierwsze, porównywanie się do tych krajów, to śmiech na sali, bo daleko nam do nich, a to co u innych wychodzi na zdrowie, u nas niekoniecznie musi.
Po drugie: „historia dowodzi, że początkowy opór wobec ustawy zawsze przeradza się w poparcie dla niej”, zamierzacie wziąć czytelników siłą? Bo znowu, to że we Francji wszystko pięknie, nie znaczy, że w Polsce wszystko...
Odnosząc się do wypowiedzi Pani Prezes, no nie jest dobrze gdy tego typu tekst nosi tytuł "Gdzie jest korzyść dla czytelnika".
Po pierwsze, akapit ten odnosi się ewidentnie do strachu przed silną konkurencją. Tak samo jak książka papierowa otrzymała opozyję w postaci e-booka, tak samo księgarnie stacjonarne otrzymały internetową sprzedaż - proste prawo nowej ekonomii. A pod tym względem konserwatywne poglądy nie zatrzymają tego - skądinąnd - progresu.
Po drugie, przytoczenie dobrze prosperującej ustawy to chwytliwy zabieg, acz merytorycznie rozwlekły, tuszujący fakt, iż w owym akapicie przedstawiona jest miażdżąca korzyść dla wydawców - o ile dojdzie do ustawy. Praktycznie żadna korzyść dla czytelnika.
Po trzecie, jeżeli mowa o rabatach to doskonale zoobrazowują zdanie Pani Prezes - bo książki są w zawyżonych cenach, to tajemnica poliszynela. Tu można się równie trafnie odnieść do wypowiedzi jednego z ambitnych - jak najbardziej, choć to fantasta (co wielu uważa od razu na z góry wyłącznie rozrywkowego, rubasznego. PS. powiedzcie tak o Lovecrafcie albo Tolkienie) - że kiedy alternatywą dla książki jest butelka wódki - to kwestia zastanowienia, jeżeli są już to dwie butelki... nie ma się nad czym zastanawiać. Niestety, takie jest społeczeństwo, przekłada jedne dobra nad drugimi, i nie chodzi tu o jakieś społeczności alkoholików czy pijaków. Książka musi być tańsza, nikogo nie zmusi się do kupna.
Odnośnie debiutów... debiuty będą miały zawsze ciężko, bez względu na cenę. To prawo, którym rządzi się rynek czytelniczy, wydawcy raczej tego nie zmienią.
Po czwarte, mowa o ambitnej literaturze to jeszcze jeden doskonały powód żeby ustawę wprowadzić. Ale od tego nie jest czytelnik i jego portfel, a wydawca, względnie Minister Kultury - jeżeli Sonia Draga (czy inne ambitne wydawnictwo) pragnie wydać książkę o głębokich wartościach, warto się zwrócić do organu Ministerstwa. Podobno mają deficyt ambitnych dzieł do dofinansowania i zmuszeni są wydawać pieniądze na czysto komercyjne, nie wartościowe tytuły.
I sam ubolewam, że Wydawnictwo Literackie nie wydało np. trzeciej części pewnej trylogii pt. "Tytus sam", a wcześniejsze wydali. Ale ustawa o książce tego nie zmieni. Od tego jest wydawca - powinien zachęcić i zareklamować. Podnosząc cenę książki, większość ludzi i tak będzie sięgać po rozrywkowe tytuł, no i może Tolkiena itp., ale z tego, co wiem jeżeli tytuł jest naprawdę ambitny poradzi sobie na rynku. Ustawa zaś nie będzie promować za wydawcę jego książek.
Po piąte, to jedyna słuszna korzyść dla czytelnika. Ale co na to księgarnie niezależne, których tak zażarcie broni Pani Prezes?
Po szóste, w dobie freelancingu to niekorzystny argument. Globalizacja i wyzysk aż się ciśnie na usta, i być może w Pani przedsiębiorstwie wszyscy chodzą zadowoleni i zachwyceni z pracy, ale jednostka nie zmieni większych statystyk. Tu Pani Prezes proponuje zniszczenie kolejnej konkurencji i odebranie wielu - nomen omen - niezależnym przedsiębiorcom areny walki.
Po siódme, dwanaście miesięcy to dość długo żeby czekać na tytuł w rabacie, a w większości przypadków tak będę robić. Nie dam zarobić wielu wydawcom tylko dlatego, że skrywają prawdziwe powody przychylności do owej ustawy.
Po ósme, pisarze zawsze mieli ciężko, i zawsze mieć będą, a ustawa pogłębi ten proces. Jak już wcześniej wspomniałem, Pani Prezes nie zdaje sobie chyba sprawy z tego, że jednolita cena książki - czyli okładkowa - przyczyni się nie do większej popularności literatury ambitnej, czy szerszego wyboru, czy sięgania po różne tytuły, tylko do spadku popytu na nowe, pozbawione rabatu pozycje. Na czym ów literat straci...
Po dziewiąte, książka to wartość niezwykła - ale rzadko jest wartością dla wydawcy inną niż stricte zyskową. Dla autora i czytelnika ma wielką wartość. Jednak Pani Prezes - sama podkreśliła - jest przedsiębiorcom, a przedsiębiorcy zależy na popycie na swój produkt czy usługę. Dlatego zdanie traktuję - i proponuję traktować - jako przejaw "naciągania" ze strony zwolenników ustawy wśród przedsiębiorców.
Po dziesiąte, ustawa o książce zepsuje rynek jeszcze bardziej. Nie wierzy Pani? Przykłady z Państw Zachodu odnośnie dobra płynącego z ustawy, to marne argumenty na naszym rynku. Tu zmiany potrzebne są w prawie tworzonym przez rząd. Tak ustawa o jednolitej cenie książki to także prawo - ale mi chodzi o zmianie wielu aspektów, a owa ustawa w danej sytuacji państwowej... zmieni ją na gorsze.
Reasumując, widać że owa wypowiedź absolutnie nie kierowana jest w stronę odpowiedzi na to "Gdzie jest korzyść dla czytelnika?", bo odpowiedzieć pozytywnie się nie dało. A wypowiedź wielokrotnie - choć skrycie - objawiła, że w ustawie chodzi o zysk dla wydawnictw. Ale ten zysk może przynieść im zgubę.
Odnosząc się do wypowiedzi Pani Prezes, no nie jest dobrze gdy tego typu tekst nosi tytuł "Gdzie jest korzyść dla czytelnika".
Po pierwsze, akapit ten odnosi się ewidentnie do strachu przed silną konkurencją. Tak samo jak książka papierowa otrzymała opozyję w postaci e-booka, tak samo księgarnie stacjonarne otrzymały internetową sprzedaż - proste prawo nowej ekonomii. A...
Istnieje coś takiego jak konkurencja. Rzeczywiście księgarnie internetowe w lwiej części ponoszą mniejsze koszty utrzymania swojej firmy (wynajem lokalu itp), niż ich konkurenci w postaci księgarni stacjonarnych. Prawda jest taka, że wolny rynek sam ureguluje pewne kwestie. Śmiesznym jest twierdzenie, że przez zaniżanie cen (które tak bolą pewną grupę wydawców) pojawia się mniej tytułów pełnowartościowych, ambitnych. Osobiście nie narzekam na wybór dobrej literatury, a jeśli moge zakupić ją po konkurencyjnej cenie to czemu ktoś ma mi tego zabraniac, wprowadzając jakieś regulacje. Poprzez wprowadzenie tej ustawy spadnie sprzedaż tytułów i gdzie tu logika. Lepiej sprzedać więcej sztuk po niższej cenie od razu, niż zapychać magazyny książkami, które nie są warte swojej ceny. MOŻE OD RAZU PRZEJDZIEMY DO NAJWAŻNIEJSZEJ KWESTII!! KWESTII ZAROBKÓW PISARZY! Oni otrzymują najniższe wynagrodzenie ze sprzedaży książek, wiadomo że największa kasa idzie dla wydawnictw, drukarni... Dlatego tak boją się o swoje dochody, bo konkurencja jet dla nich zła. Może od razu cofnijmy się w czasie i zniszczmy całą konkurencję internetową, bo chyba o to tu tak naprawdę chodzi... Wierzycie w to, że księgarnie, które zniknęły z rynku nagle dzięki tej ustawie (która ma na celu w pewnym stopniu nas ogłupić, bo książki będą droższe i przez to dla większości społeczeństwa, ze względu na cenę poza zasięgiem) pojawią się z powrotem jak grzyby po deszczu? Precz z ustawami regulującymi naturalne prawa wolnego rynku!
Istnieje coś takiego jak konkurencja. Rzeczywiście księgarnie internetowe w lwiej części ponoszą mniejsze koszty utrzymania swojej firmy (wynajem lokalu itp), niż ich konkurenci w postaci księgarni stacjonarnych. Prawda jest taka, że wolny rynek sam ureguluje pewne kwestie. Śmiesznym jest twierdzenie, że przez zaniżanie cen (które tak bolą pewną grupę wydawców) pojawia się...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Och, rzeczywiście jakież to kuriozum, że są wydawcy, którzy mówią, iż by można zrobić ustawę lepiej, nie tak, by tylko większym było lepiej.
Po pierwsze : większość nie zawsze ma rację! Mnie tylko dziwi, że zwolennicy, wręcz wyznawcy "niewidzialnej, samoregulującej ręki rynku" widzą naraz potrzebę ręcznej jego regulacji. Szkoda może, że tylko w odniesieniu do książki, ale banki i cały sektor produkcyjny jest przecież mniej ważny niż kultura.
Po drugie: nie przeczę, że ustawa o książce może mieć pozytywny wpływ na rynek książki - może opóźnić proces upadania księgarń i proces przestawiania się rynku na sprzedaż internetową, mogłaby wpłynąć na stabilizację ceny, ograniczyć nieco praktyki monopolistyczne, ale to tylko wtedy, gdy będzie dobra. A gdyby uwzględniała dobro wszystkich podmiotów zaangażowanych w jej produkcję i sprzedaż, a nie jakichś arbitralnie wybranych (nawet jeśli te wybrane będą stanowić większość), wtedy nie byłoby oporu przed jej wprowadzeniem.
Po trzecie: owszem, rabatowanie nowości to nonsens. A w czym zmieni to ustawa? To aż ustawą trzeba zakazywać bzdurnej praktyki sieciówek, zamiast porozumieniem wydawców? I cóż z tego, że obowiązywać będzie cena okładkowa? Sieci i tak wezmą swój rabat od wydawcy, tylko klient tego nie zobaczy - marża pośrednika będzie zawarta w cenie okładkowej. Sieciówki dyktują warunki, bowiem w tej chwili praktycznie nie ma dla nich alternatywy w sprzedaży. Wyjątkiem są księgarnie internetowe, które ustawa chce właśnie upośledzić. Wydawcy też, zamiast ograniczyć rolę pośredników, nie są zainteresowani porozumieniem się, by uzyskać wpływ na dystrybucję. Każdy z nich pewnie myśli, że indywidualnie wynegocjuje lepsze warunki... Dlaczego są tak naiwni jak plantatorzy truskawek wobec jedynej przetwórni w okolicy? Podobno to wykształceni ludzie. Wierzą, że państwo im pomoże, bo handlują "szczególnymi dobrami kultury"?
Konsument, wbrew Pani przekonaniu, bardzo dobrze sobie zdaje sprawę, że Matras czy Empik nie sprzedają wszystkiego co jest na rynku, bo nieraz o coś pytał, słysząc w odpowiedzi: "nasza hurtownia tego nie ma", aż wreszcie zamówił w księgarni internetowej lub w wydawnictwie (jednak wiele małych wydawnictw nie jest w stanie prowadzić sprzedaży wysyłkowej). Świadomy czytelnik nie chodzi po Matrasach i Empikach, tylko zamawia w internecie, wcześniej czytając recenzje i zapowiedzi wydawnicze. Klientami księgarni sieciowych jest raczej czytelnik przypadkowy, który zwraca uwagę na kolor i obrazek na okładce tkwiącej na wystawie. A googlujemy, proszę Pani, gdy chcemy już kupić - w poszukiwaniu dobrej ceny - ponieważ o samej książce dowiadujemy się dużo wcześniej - czytając w sieci, a nie oglądając wystawy sklepowe czy rozmawiając z mitycznym księgarzem "małej księgarni". Tych księgarni, na które się tak wszyscy powołują już nie ma! Proszę mi wskazać choć 10 takich w całej Polsce. Albo 2 w dużym mieście. To są przecież jakieś bajki.
Po czwarte: wydawca to dziś przedsiębiorca, nie filantrop, wydający literaturę, której nikt nie chce czytać. Świadczą o tym także tytuły wydawnictwa Sonia Draga. Skąd powszechne u naszych wydawców założenie, że dobra literatura się nie sprzeda? A jeśli w Polsce to prawda, to ustawa tego nie naprawi, tylko edukacja. I gdzie są te niezależne księgarnie? Niezależne od czego? Od hurtowni? Nie ma takich. Jeśli tylko one mogą sprzedać ambitną książkę, to JUŻ Państwo nie macie gdzie jej sprzedać. Wydawcy, jeśli chcą coś zmienić, powinni: 1. porozumieć się 2. stworzyć katalog dostępnych na rynku książek, do którego dostęp będzie miała każda księgarnia i biblioteka (jak Katalog lieferbarer Bücher w Niemczech) 3. zadbać o to, by każda księgarnia (włącznie z internetową) mogła taką pozycję zamówić w jednakowej cenie.
Po piąte: czy może się okazać, że koszty sprowadzenia książki, co sugeruje użyte przez Panią sformułowanie: "księgarnia musi sprowadzić", zostaną przerzucone na księgarnie, zamiast na wydawców? W związku z czym, zamiast na tym zyskać, będą one wręcz zniechęcać klientów do zamawiania? A skąd te księgarnie będą czerpać informacje o dostępności książek na rynku? Dalej ze swojej hurtowni?
Po szóste: jak ustawa chce zaszczepić wśród Polaków przekonanie, że nie cena jest decydującym czynnikiem zakupu, jeśli większości po prostu na książki nie stać? W Polsce niemal w każdej branży (może poza drogimi dobrami) konkuruje się od 20 lat praktycznie wyłącznie ceną. A firmy które, jak Pani z pobłażaniem stwierdza, że "zainwestowały tylko w komputer" dały prócz niższej ceny (co wypracowały lepszą logistyką oraz innymi oszczędnościami i usprawnieniami) także swój wkład w wygodne dla czytelnika rozwiązania sprzedaży, których nie chciały mu zapewnić podmioty utrzymujące magazyny. Zrozumiałe więc, że czytelnicy bronią księgarni internetowych, ponieważ wydawcy nie umieli im dotąd nic zaproponować.
Po siódme: jak Pani chce ustawą zmusić małe księgarnie, by trzymały książkę przez rok w ofercie? Ale fakt, zawsze mogą zamówić 2 egz. jako nowość, a po roku kolejne 3 w niższej cenie. I nie będą jej magazynować... Czyli tak samo, jak księgarnie internetowe?
Po ósme: czy dzięki rozwiązaniom ustawy wydawca (a zwłaszcza autor) rzeczywiście będą wiedzieć, jakie uzyskają wpływy? Kto lub co im zapewni tę wiedzę? A co do rabatów: przecież wcześniej wydawnictwo też nie musiało się zgadzać na nie przed upływem roku. Nie jestem zresztą pewien, czy rok karencji jest w stanie cokolwiek ustabilizować, ale życzę powodzenia.
Po dziewiąte: gdyby komuś zależało na innym traktowaniu książki i jej walorze edukacyjnym, publikacje elektroniczne - czyli najłatwiej dostępne - nie byłyby obłożone 23% podatkiem VAT.
Po dziesiąte: to nie apokalipsa, lecz brak działania wydawców wydaje ich na żer pośrednikom i monopolistom. Boją się słusznie, ponieważ jest już późno i budzą się właśnie już trochę z ręką w nocniku. Monopolizacja rynku wydawniczego nie jest korzystna także dla czytelników, ponieważ monopolista dyktuje i zawyża ceny. Ale nie rozumiem w imię czego walczy się z księgarniami internetowymi, które po prostu zróżnicowały rynek hurtowy: są czymś w rodzaju kolejnej sieci hurtowni i sprzedaży. Realny wpływ na ceny ma tylko wydawnictwo, które ograniczone jest jednak dostępem do rynku. Niech wydawcy łączą się w stowarzyszenia, informują w sposób zorganizowany o swej ofercie i wspierają niezależne sieci sprzedaży, a nie, jak dotąd, idą na łatwiznę oddając swój towar największym hurtownikom, narzekając przy tym jak mało im zostaje.
Och, rzeczywiście jakież to kuriozum, że są wydawcy, którzy mówią, iż by można zrobić ustawę lepiej, nie tak, by tylko większym było lepiej.
Po pierwsze : większość nie zawsze ma rację! Mnie tylko dziwi, że zwolennicy, wręcz wyznawcy "niewidzialnej, samoregulującej ręki rynku" widzą naraz potrzebę ręcznej jego regulacji. Szkoda może, że tylko w odniesieniu do książki, ale...
Regulowanie cen to cecha ustrojów socjalistycznych.
Na szczęście ustawa nie obejmie ebooków więc polecam zakupić czytnik. Bardzo często kupuję nowości w promocjach za ok 15 zł.
Regulowanie cen to cecha ustrojów socjalistycznych.
Na szczęście ustawa nie obejmie ebooków więc polecam zakupić czytnik. Bardzo często kupuję nowości w promocjach za ok 15 zł.
Bo ustawa wpływa bezpośrednio na rynek książki papierowej i jej głównym celem jest walka z wojną rabatową, niemniej pośrednio wpłynie na rynek e-booków. Jeżeli wydawcy tak jak deklarują zmienią ceny okładkowe na niższe, to cześć e-booków posiadających ograniczenia w umowach np. "e-book nie może być sprzedawany poniżej 50% ceny wydania papierowego", będą mogli obniżyć ceny e-booków.
Bo ustawa wpływa bezpośrednio na rynek książki papierowej i jej głównym celem jest walka z wojną rabatową, niemniej pośrednio wpłynie na rynek e-booków. Jeżeli wydawcy tak jak deklarują zmienią ceny okładkowe na niższe, to cześć e-booków posiadających ograniczenia w umowach np. "e-book nie może być sprzedawany poniżej 50% ceny wydania papierowego", będą mogli obniżyć ceny...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejWszystko pięknie ale dalej nie widzę tu korzyści dla czytelnika, tylko dla wydawcy, autora i szeregu innych osób, którzy pracują nad daną pozycją.
Wszystko pięknie ale dalej nie widzę tu korzyści dla czytelnika, tylko dla wydawcy, autora i szeregu innych osób, którzy pracują nad daną pozycją.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
"Internet nie jest w stanie wypromować ambitnej, wartościowej literatury, a zwłaszcza debiutów, co więcej napisanych przez rodzimych autorów. W sieci szuka się książek znanych, googlujemy przecież według nazwisk autorów czy tytułów książek."
Zupełnie się z Panią nie zgadzam, księgarnie internetowe jak wszystkie inne księgarnie codziennie publikują nowości jakie danego dnia pojawiają się w sprzedaży i są tam książki naprawdę rożne miedzy innymi te "ambitne"-cokolwiek to obecnie znaczy, oraz książki polskich autorów włącznie z debiutantami.W obecnych czasach internet jest w stanie wypromować każdy rodzaj literatury i ma z całą pewnością większą siłę przekazu niż małe księgarnie. Z moich doświadczeń wynika, że to właśnie małe księgarnie posiadają w sprzedaży wyłącznie książki popularne, szybko i dobrze się sprzedające książek "ambitnych " lub specjalistycznych próżno tam szukać
"Internet nie jest w stanie wypromować ambitnej, wartościowej literatury, a zwłaszcza debiutów, co więcej napisanych przez rodzimych autorów. W sieci szuka się książek znanych, googlujemy przecież według nazwisk autorów czy tytułów książek."
Zupełnie się z Panią nie zgadzam, księgarnie internetowe jak wszystkie inne księgarnie codziennie publikują nowości jakie danego dnia...
Moje wrażenia z przytoczonych argumentów Pani Sonii sa takie, że ta cała ustawa jest swoistym firewallem i zabezpieczeniem swojego podwórka przed wejściem Amazonu. Z każdego argumentu praktycznie można wyczytać (nieraz dosłownie) strach przed spodziewanym wejściem giganta na rynek polskiej książki. Wydawcy boją się o cyfry na kontach stąd ta ustawa, a czytelnika mają głeboko i daleko i instrumentalnie z premedytacją używają frazesów o wzmocnieniu czytelnictwa. Żenada
Moje wrażenia z przytoczonych argumentów Pani Sonii sa takie, że ta cała ustawa jest swoistym firewallem i zabezpieczeniem swojego podwórka przed wejściem Amazonu. Z każdego argumentu praktycznie można wyczytać (nieraz dosłownie) strach przed spodziewanym wejściem giganta na rynek polskiej książki. Wydawcy boją się o cyfry na kontach stąd ta ustawa, a czytelnika mają...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Ach, ten straszny Amazon, który spustoszył kulturę Wielkiej Brytanii...
Nie wiem, czy ten link był już podawany:
http://orka.sejm.gov.pl/WydBAS.nsf/0/CACF2DACE51E60F8C1257DE2003FC42F/$file/Analiza_BAS_2014_121.pdf
Dotyczy rynku książki w wybranych krajach.
Dowiedziałam się z niego m.in.:
- Rynkowy udział Amazonu w UK w sprzedaży książek papierowych (tych, o których się toczy dyskusja) w pierwszej połowie 2014 to 27%
- ilość nowych tytułów liczonych na milion mieszkańców w 2013 r. największy jest w Wielkiej Brytanii: 2875, podczas gdy w Niemczech mniej niż tego połowę: 1156, a we Francji, na której wzoruje się Sonia Draga, jeszcze mniej: 1008.
(PS: dla porównania w Polsce: 353, w Brazylii: 104 według analizy BAS.
Dodaję opinię prezesa PIK: http://www.polskieradio.pl/24/289/Artykul/1428049,Spisek-ksiegarzy-Co-zmieni-nowa-ustawa-o-ksiazce )
Ach, ten straszny Amazon, który spustoszył kulturę Wielkiej Brytanii...
Nie wiem, czy ten link był już podawany:
http://orka.sejm.gov.pl/WydBAS.nsf/0/CACF2DACE51E60F8C1257DE2003FC42F/$file/Analiza_BAS_2014_121.pdf
Dotyczy rynku książki w wybranych krajach.
Dowiedziałam się z niego m.in.:
- Rynkowy udział Amazonu w UK w sprzedaży książek papierowych (tych, o których się...
@8_oclock
27% udziału w rynku dla jednego gracza to chyba dużo? Jeśli to "zły" gracz, to może poważnie szkodzić? A ten udział przecież chyba się jeszcze nie zatrzymał? Będzie rósł, a wraz z nim wpływy dążącego do monopolu giganta.
A jeśli chodzi o liczbę nowych tytułów na jakąś liczbę mieszkańców, to Wielka Brytania nie jest dobrym przykładem do porównywania i nie ma to związku z ustawą o stałej cenie czy wszelkimi innymi regulacjami na lokalnym rynku. Bo cholernie dużo jest na świecie czytelników i pisarzy anglojęzycznych, więc i literatury oryginalnej i tłumaczeń na ten język mnóstwo. Gdyby liczyć nie książki wydane w jakimś kraju w stosunku do liczby jego obywateli, a książki wydane w jakimś języku w stosunku do liczby nim mówiących, to byłoby sprawiedliwiej. Tak jak jest, porównujmy się z krajami, których języki nie są tak na świecie rozpowszechnione.
@8_oclock
27% udziału w rynku dla jednego gracza to chyba dużo? Jeśli to "zły" gracz, to może poważnie szkodzić? A ten udział przecież chyba się jeszcze nie zatrzymał? Będzie rósł, a wraz z nim wpływy dążącego do monopolu giganta.
A jeśli chodzi o liczbę nowych tytułów na jakąś liczbę mieszkańców, to Wielka Brytania nie jest dobrym przykładem do porównywania i nie ma to...
27% to dużo, ale wytłumacz mi zdanie pani Dragi o Wielkiej Brytanii: "rynek jest zdominowany przez firmę Amazon, posiadającą ponad 60% udział w rynku (85% w rynku książek elektronicznych)".
Na świecie jest dużo literatury anglojęzycznej, ale dane dotyczą tytułów w UK, jak najsłuszniej moim zdaniem, bo mówimy o kraju/krajach. (Hiszpańskim mówi pół kontynentu, o chińskim nie wspominając). ALE, jak się dowiesz z linku poniżej: "Prezes rady Polskiej Izby Książki opowiada, że w Polsce wydaje się zbyt wiele książek - ponad 30 tysięcy tytułów rocznie." Także naszym ideałem mogłaby być np. Brazylia i jej rynek książki.
Ja jestem tylko czytelnikiem. W branży - laikiem. Dlatego jak czytam takie wypowiedzi rozmaitych tuzów branży (a wiele ich jest!) czuję się traktowana przez drugą stronę ze złą wolą.
A na rynku jest taki niemierzalny składnik pod nazwą "zaufanie", tak zupełnie na marginesie mówiąc.
27% to dużo, ale wytłumacz mi zdanie pani Dragi o Wielkiej Brytanii: "rynek jest zdominowany przez firmę Amazon, posiadającą ponad 60% udział w rynku (85% w rynku książek elektronicznych)".
Na świecie jest dużo literatury anglojęzycznej, ale dane dotyczą tytułów w UK, jak najsłuszniej moim zdaniem, bo mówimy o kraju/krajach. (Hiszpańskim mówi pół kontynentu, o chińskim...
Nie będę komentowała kompetencji pani Dragi w kwestii obliczania procentów udziału w rynku czy też wyboru wiarygodnych źródeł - nie znam tej pani, a i bronić nie zamierzam.
Dane dotyczą tytułów w UK - ale drukowanych w UK, czy oryginalnych dzieł autorów mieszkających czy pochodzących z UK? Bo jeśli mówimy o utworach rodzimych twórców, to w zasadzie dowolne kraje można jakoś porównywać. Nadal książki napisane językiem bardziej popularnym będą miały większe szanse, bo rynek zbytu nie jest ograniczony do obywateli jednego państwa, ale jest to już mniejsza dysproporcja, bo przynajmniej liczba potencjalnych autorów jest (może być) jakoś podobna w przeliczeniu na tę samą liczbę ludności.
Natomiast w przypadku druku w jakimś kraju wszystkich książek na ten rynek wypuszczanych sprawa nie jest już taka prosta. Bo książka napisana przez naszego autora i sprzedawana tylko w naszym kraju musi się rozejść w takim nakładzie, by kasy starczyło dla wszystkich zaangażowanych w proces wydawniczy (redakcja, korekta, skład, ilustracje, okładka, ew. tłumaczenie w przypadku dzieł obcojęzycznych, ...) i dopiero po zwrocie tych kosztów można myśleć o zysku, czy po prostu braku straty. Natomiast jeśli książka została już gdzieś na świecie wydana w tym samym języku, w którym chcemy ją wydrukować u nas, to jeśli dogadamy się z oryginalnym wydawnictwem lub jesteśmy jego lokalną filią, możemy drukować książkę bez powtarzania znacznej części tej pracy, tylko jeśli chcemy zmienić format trzeba będzie ponownie zapłacić za skład i łamanie, w przeciwnym wypadku nawet za to nie, drukujemy nowe kopie tego, co już ktoś wytworzył - koszty, które trzeba pokryć ze sprzedaży, to druk i opłata za licencję, czyli przy znacznie mniejszym nakładzie już można wypracować zysk; koszty produkcji rozkładają się na wszystkich wydawców w krajach, w których książka jest drukowana w niezmienionym stanie. Z tego wynika, że na rynku krajowym w państwie, którego język jest na świecie popularny, opłacalne mogą być znacznie mniejsze nakłady niż w państwie, którego język praktycznie poza granicami kraju nie występuje. A jeśli czytelnictwo jest porównywalne, to przy mniejszych nakładach możliwe jest wydawanie (i zarabianie na tym) większej liczby tytułów. Których zresztą dostępnych jest więcej, bo autorów lub tłumaczy na dany język też więcej, niż tylko tych rekrutowanych wśród obywateli danego kraju.
I dlatego uważam, że możemy porównywać się z każdym w kwestii wydawania autorów rodzimych (choć i tu znaczenie mieć może wielkość kraju, toteż najlepiej porównywać się z krajami o porównywalnej liczbie ludności), ale jeśli chodzi o wszelkie książki wydawane na naszym terenie, to powinniśmy porównywać się z krajami, których języki są równie jak polski mało na świecie znane - i stąd porównanie do Francji i Niemiec jest lepsze niż do Wielkiej Brytanii, ale naprawdę powinniśmy porównywać się np. z innymi krajami Europy Środkowej.
Nie będę komentowała kompetencji pani Dragi w kwestii obliczania procentów udziału w rynku czy też wyboru wiarygodnych źródeł - nie znam tej pani, a i bronić nie zamierzam.
Dane dotyczą tytułów w UK - ale drukowanych w UK, czy oryginalnych dzieł autorów mieszkających czy pochodzących z UK? Bo jeśli mówimy o utworach rodzimych twórców, to w zasadzie dowolne kraje można...
Interesująco brzmi argument o ratowaniu wysokiej literatury w ustach kobiety, która zalała Polskę trylogią Greya.
Ciekawe, że wśród lobbystów są głównie duzi wydawcy literatury popularnej niższych niestety lotów (Prószyński też głównie wydaje romanse i proste czytadła), a wycierają sobie twarze argumentami ratowania małych wydawców i niezależnej, wysokiej literatury. Przecież to się nie trzyma kupy, na pierwszy rzut oka widać, że coś tu śmierdzi.
Ostatecznie chodzi tylko o kasę, czyż nie? Uważam, że działania lobbystów i PIKu są zwyczajnie podłe, bo pod płaszczykiem ratowania czytelnictwa próbują przepchnąć szkodliwe prawo, na którym zamierzają zrobić pieniądze (choć tutaj chyba popełniają błąd i wpadną we własne sidła - polecam zapoznać się z przykładem Izraela, gdzie rok po wprowadzeniu ustawy ceny książek wzrosły, a zarobki księgarzy i wydawców spadły).
Interesująco brzmi argument o ratowaniu wysokiej literatury w ustach kobiety, która zalała Polskę trylogią Greya.
Ciekawe, że wśród lobbystów są głównie duzi wydawcy literatury popularnej niższych niestety lotów (Prószyński też głównie wydaje romanse i proste czytadła), a wycierają sobie twarze argumentami ratowania małych wydawców i niezależnej, wysokiej literatury....
Zalała też Javierem Mariasem, Jonathanem Franzenem czy Hillary Mantel, ale ty o tym nie słyszałeś.
Podobnie spłycanie oferty Prószyńskiego do romansów to nadużycie.
Zalała też Javierem Mariasem, Jonathanem Franzenem czy Hillary Mantel, ale ty o tym nie słyszałeś.
Podobnie spłycanie oferty Prószyńskiego do romansów to nadużycie.
Słyszałem, chociaż tutaj o zalaniu nie ma za bardzo mowy - nad czym ubolewam, ale to inna kwestia.
Chodzi mi o to, że zrobiła na Greyu kupę kasy (i nie mam z tym problemu, bo wydawnictwo musi zarabiać, to był dobry strzał i pewnie takie strzały pozwalają wydawcom wydawać ambitniejsze tytuły), ale teraz stroi się w piórka obrończyni czytelnictwa, a tak naprawdę zależy jej na zabezpieczeniu i maksymalizacji swoich zysków, ale już niezbyt uczciwą drogą, bo poprzez lobbowanie na rzecz szkodliwego prawa.
Słyszałem, chociaż tutaj o zalaniu nie ma za bardzo mowy - nad czym ubolewam, ale to inna kwestia.
Chodzi mi o to, że zrobiła na Greyu kupę kasy (i nie mam z tym problemu, bo wydawnictwo musi zarabiać, to był dobry strzał i pewnie takie strzały pozwalają wydawcom wydawać ambitniejsze tytuły), ale teraz stroi się w piórka obrończyni czytelnictwa, a tak naprawdę zależy jej...
Co do ustawy to na dwoje babka wróżyła.
Bez Greya pewnie nie było by Franzena i innych, bo to Greya, Harrego Pottera, Zmierzch kupuje szary tłum dając wydawcom szansę zarobić. My powinniśmy się cieszyć.
A Twój zarzut, że Pani Draga stroi się w piórka obrończyni wydaje mi się nietrafiony, bo gdyby jej zależało tylko na robieniu kasy, to nie wydała by owego Franzena, Mantel czy Mariasa, wszak przygotowanie książek kosztuje sporo i wydaje mi się, że to są właśnie ci autorzy do których się dokłada, bo nie sprzedają się w ogromnych nakładach. Skupiła by się na Greyu i szukała innych bestsellerów dla masowego czytelnika.
Co do ustawy to na dwoje babka wróżyła.
Bez Greya pewnie nie było by Franzena i innych, bo to Greya, Harrego Pottera, Zmierzch kupuje szary tłum dając wydawcom szansę zarobić. My powinniśmy się cieszyć.
A Twój zarzut, że Pani Draga stroi się w piórka obrończyni wydaje mi się nietrafiony, bo gdyby jej zależało tylko na robieniu kasy, to nie wydała by owego Franzena,...
Spokojnie, na Franzenie i Mariasie nie zbiedniała ;)
Mimo wszystko są to książki znanych i uznanych, oraz nagradzanych i czytanych autorów.
Pamiętam jak "Wolność" Franzena figurowała na eksponowanych miejscach w Empikach i na top-sprzedaży danego miesiąca (za te miejsca zdaje się tez się Empikowi płaci).
Spokojnie, na Franzenie i Mariasie nie zbiedniała ;)
Mimo wszystko są to książki znanych i uznanych, oraz nagradzanych i czytanych autorów.
Pamiętam jak "Wolność" Franzena figurowała na eksponowanych miejscach w Empikach i na top-sprzedaży danego miesiąca (za te miejsca zdaje się tez się Empikowi płaci).
Im więcej czytam o tej ustawie, tym bardziej ponoszą mnie nerwy. Gdyby wydawnictwa tak dbały o rodzimych autorów, debiutantów, nie kazaliby im na wejściu płacić tak ogromnej kwoty (jako współfinansowania) dla wydania dzieła. Wiele osób na szczęście publikuje w Internecie i można poczytać ich dzieła za darmo. Poza tym, jako klient mam prawo wyboru, gdzie chcę kupić daną pozycję. Jakoś w innych branżach także jest walka z konkurencyjnością, zbijanie cen i to wydaje się normalne, ale w sprawie książki już nie koniecznie? Takie są prawa rynku, a ja - jako klient - wybiorę miejsce, gdzie mam najtaniej. Nie chcę czekać 12 miesięcy, by dostać książkę taniej. Chcę mieć tak, jak mam teraz - kupuje o 25% taniej na przedsprzedaży i mam tą pozycję w dniu premiery (bądź w jej okolicach). zwykłe prawa rynku, moi drodzy.
I nie interesuje mnie, co jest we Francji, Wielkiej Brytanii czy Szwecji od iluś tam lat. Żyję w Polsce i zarabiam polskie grosze, więc niech się wydawcy cieszą, że w ogóle jeszcze stać mnie przy naszych pensjach na kupno tych paru książek miesięcznie. Jeśli porównujemy już inne kraje - to porównajmy cenę książki do zarobków przecietnego Smitha, czy tam Kowalskiego.
Podsumowując moją dłuższą wypowiedź - Wydawnictwa chcą ustawy, bo to im pozwoli przetrwać na rynku i dać możliwość naliczania sporych marż, wszak rabaty będą udzielane dopiero po roku. Ale to, niestety, będzie oznaczać, że poszerzy się piractwo internetowe, a ludzie będą mniej kupować, bo kogo będzie stać na książkę na szarym papierze, z rozmazującą się czcionką i wielokrotnie z błędami za całą dniówkę? Czytelnictwo spadnie. Taki będzie efekt długoterminowy.
Im więcej czytam o tej ustawie, tym bardziej ponoszą mnie nerwy. Gdyby wydawnictwa tak dbały o rodzimych autorów, debiutantów, nie kazaliby im na wejściu płacić tak ogromnej kwoty (jako współfinansowania) dla wydania dzieła. Wiele osób na szczęście publikuje w Internecie i można poczytać ich dzieła za darmo. Poza tym, jako klient mam prawo wyboru, gdzie chcę kupić daną...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejTypowy głos przedstawicielki wydawniczego biznesu i kolejny dowód na to ze im chodzi tylko o kasę. Przepraszam ale skoro wedlug tej osoby przekonywujacy ma być argument typu ze nowe kolekcje ubrań nie są przecenione to i książki nie powinny być to może ta pani powinna wygłaszać te swoje teorie do blogerek modowych a nie do czytelników. Przynajmniej panstwo wydawcy przestancie wygłaszać te idiotyczne frazesy ze to rzekomo dla naszego czytelników dobra. Niedobrze mi się juz od tego robi. Wstyd i żenada. A dominacji internetu nic już nie zatrzyma na chorobę nam małe księgarnie z naburmuszonymi sprzedawcami i cenami 30 procent wyższymi niż w sieci ? Dlaczego wmawia mi się na siłę ze te małe księgarnie to jakiś cud który trzeba chronić za wszelką cenę ? NIE CIERPIĘ TERRORU MAŁYCH KSIĘGARNI I BREDZENIA O TYM JAKIE SĄ POTRZEBNE.
Typowy głos przedstawicielki wydawniczego biznesu i kolejny dowód na to ze im chodzi tylko o kasę. Przepraszam ale skoro wedlug tej osoby przekonywujacy ma być argument typu ze nowe kolekcje ubrań nie są przecenione to i książki nie powinny być to może ta pani powinna wygłaszać te swoje teorie do blogerek modowych a nie do czytelników. Przynajmniej panstwo wydawcy...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejZgadzam się, choć szczerze powiedziawszy szkoda mi tych małych księgarń, które padają. Wolę iść do takiej księgarni "z duszą", niż do molocha, w którym obok książki mam jeszcze gry, muzykę, słoiki na ciasteczka i często ekipę z przypadkowej łapanki (taki przykład jest akurat w moim mieście, że w molochu pracują osoby nieznoszące książek, ale zarabiać trzeba).
Zgadzam się, choć szczerze powiedziawszy szkoda mi tych małych księgarń, które padają. Wolę iść do takiej księgarni "z duszą", niż do molocha, w którym obok książki mam jeszcze gry, muzykę, słoiki na ciasteczka i często ekipę z przypadkowej łapanki (taki przykład jest akurat w moim mieście, że w molochu pracują osoby nieznoszące książek, ale zarabiać trzeba).
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamMnie też szkoda małych zakładów szewskich, w których można było naprawić buty, ale rynek się zmienia i zostało na nim miejsce dla nielicznych szewców (takich, którzy znaleźli sobie niszę). Tak samo jest z małymi księgarniami.
Mnie też szkoda małych zakładów szewskich, w których można było naprawić buty, ale rynek się zmienia i zostało na nim miejsce dla nielicznych szewców (takich, którzy znaleźli sobie niszę). Tak samo jest z małymi księgarniami.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamJa odniosę się tylko do problemu małych księgarni... Myślę, że głównie chodzi o księgarnie w mniejszych miastach, gdzie sieciowych księgarni nie ma. Nie wszyscy lubią kupować przez internet, a czasem koszty wysyłki są zbyt duże, jak zamawia się jedną książkę bez możliwości odbioru w księgarni. Wydaje mi się, że słowo terror przy takich księgarenkach nie jest dobrym określeniem...
Ja odniosę się tylko do problemu małych księgarni... Myślę, że głównie chodzi o księgarnie w mniejszych miastach, gdzie sieciowych księgarni nie ma. Nie wszyscy lubią kupować przez internet, a czasem koszty wysyłki są zbyt duże, jak zamawia się jedną książkę bez możliwości odbioru w księgarni. Wydaje mi się, że słowo terror przy takich księgarenkach nie jest dobrym...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Wracając na chwilę do mojego tekstu. Przyznaję, że napisałam go dosyć nieprecyzyjnie tak, że ktoś mógł uznać, że uważam iż to małe księgarnie nas "terroryzują. Ten brak precyzji językowej (za który proszę o wybaczenie) spowodowany był gwałtownym wzrostem ciśnienia po przeczytaniu wypowiedzi pani Draga. Spieszę więc wyjaśnić co miałam na myśli.
Używając słowa terror miałam na myśli swoisty terror psychologiczny jaki wywierają na nas tacy ludzie jak pani Draga i inni jej podobni. My Czytelnicy co do zasady jesteśmy ludźmi wrażliwymi i argumenty ekonomiczne biznesmenów do nas nie trafiają, ale bazowanie na naszej wrażliwości poprzez przedstawianie nam apolikptycznej wizji ruiny małych księgarenek już tak. Dlatego pani Draga i spółka ciągle gadają o małych księgarniach, a tak naprawdę małe księgarnie mają dokładnie w nosie i podejrzewam, że nawet w żadnej nie byli. Znaleźli argument, który terroryzuje naszą wrażliwość, bo trudno nie pochylić się nad losem małych sklepików z duszą. Czujemy się więc winni, że sprzeciwiamy się tak "doskonałym" pomysłom ratowania tych słodkich i nieporadnych maleństw i o to marketingowcom z wydawnictw chodzi! Ustawa o książce pomoże małym księgarniom mniej więcej tak jak budowa nowej, luksusowej, siedziby ZUS pomaga emerytom, którzy do niej chodzą załatwić swoje sprawy, czyli wcale. Ale przecież to dla dobra emerytów właśnie celem usprawnienia obsługi klienta :-) Podobnie jest z tą ustawą. TO NIE JEST USTAWA DLA CZYTELNIKÓW, ANI TYM BARDZIEJ DLA MAŁYCH KSIĘGARNI. TO JEST USTAWA DLA WYDAWNICTW I ICH WŁAŚCICIELI.
I po raz kolejny proszę panią Draga i jej kolegów o nie obrażanie naszej inteligencji poprzez opowiadanie bredni o tym jak małe księgarnie i debiutanci są dla nich istotni. Prawda jest taka jak ktoś z Czytelników napisał powyżej. Wydawnictwa nic nie obchodzą ani niewielkie księgarnie, na których niewiele się zarabia, ani debiutanci. Wydawnictwo chodzi o to ABY ZABLOKOWAĆ PROMOCJE W INTERNECIE I DOKOPAĆ EPMIK I MATRAS (które nota bene też nie są święte, ale dziś nie o tym).
Świat się zmienia, trendów się nie odwróci. Elektronika wypiera analogię. Internet wypiera tradycyjne sklepy. Eksperymenty na tym nieco odchodzącym już w przeszłość świecie książki - nie przyniosą nic dobrego. Mogą stać się przysłowiowym strzałem w stopę.
A wydawcom proponuję przestać opowiadać obłudne farmazony, tylko zabrać się za wydawanie ambitnej i wartościowej literatury, a nie chwytliwych i dennych nowości, których zalew niszczy poziom czytelnictwa w Polsce i na świecie.
Wracając na chwilę do mojego tekstu. Przyznaję, że napisałam go dosyć nieprecyzyjnie tak, że ktoś mógł uznać, że uważam iż to małe księgarnie nas "terroryzują. Ten brak precyzji językowej (za który proszę o wybaczenie) spowodowany był gwałtownym wzrostem ciśnienia po przeczytaniu wypowiedzi pani Draga. Spieszę więc wyjaśnić co miałam na myśli.
Używając słowa terror miałam...
@Kamik
Skoro sieciowych księgarni tam nie ma i nie wszyscy lubią kupować przez internet...
To ta mała księgarnia powinna zakwitnąć, a tymczasem ginie (przez sieciówki i internet).
@Kamik
Skoro sieciowych księgarni tam nie ma i nie wszyscy lubią kupować przez internet...
To ta mała księgarnia powinna zakwitnąć, a tymczasem ginie (przez sieciówki i internet).
@8_oclock
Ta mała księgarnia by kwitła, gdyby nie różne akcje sieciówek i częściowo także okazje internetowe.
Bo klientów naprawdę przywiązanych, i nie mówię tu o sentymencie, wyłącznie do lokalnej księgarenki nie jest wielu. To prawdopodobnie mniejszość, co nie znaczy, że nie ma się czym przejmować, że niech się przystosują. Niektórzy nie mają internetu, a dojazd do miasta z sieciówką jest dla nich zbyt kosztowny lub czasochłonny. Tym lokalna księgarnia lub dobrze zaopatrzona biblioteka (te się przecież na zadupiach likwiduje) jest do czytania niezbędna, bez nich będą skazani na wątpliwej jakości pomoc lepiej ustawionych członków rodziny lub przyjaciół (o ile takich właśnie mają) albo na dobre pożegnają się z książką. Ileż będzie nowego lamentu o spadku czytelnictwa!
Pozostali potencjalni klienci lokalnych księgarni, to ludzie, którzy mają wybór, umieją korzystać z internetu (i kupują na tyle dużo, by to się opłacało, bo z kosztami wysyłki zakup pojedynczej książki w necie już taki fajny nie jest) i albo często bywają w miastach (praca, nauka, cotygodniowe zakupy w markecie zamiast lokalnego sklepiku), albo nie jest dla nich wielkim wysiłkiem się tam wybrać.
Gdyby księgarnia za rogiem miała ofertę cenowo równą z tymi bardziej odległymi, to spora część tych ludzi nie zadawała by sobie trudu poszukiwania okazji gdziekolwiek się da - kupowaliby tam, gdzie wygodniej: gdzie bliżej lub po drodze (OK, część z nich nadal w sieciówce w dużym mieście, bo blisko pracy, ale inni w lokalnej księgarni, bo blisko domu), gdzie obsługa milsza i bardziej fachowa, gdzie dają lepszą kawę albo bliżej do placu zabaw, na którym można zostawić dziecko - powody wyboru tej czy innej księgarni można mnożyć, ale gdy nie będzie to już wyłącznie cena, to księgarnie będą mogły konkurować jakością i w miejscu, gdzie jest dość czytelników, by księgarnia mogła się utrzymać, to przynajmniej będzie miała szansę. A jak padnie przez głupotę właściciela, to może pojawi się lepsza. Ale jak spośród możliwych w okolicy klientów znaczący procent ma możliwość korzystać z księgarni odleglejszej, mniej wygodnej, ale tylko tańszej, to oni odejdą, a ci mniej mobilni zginą wraz z lokalną księgarenką.
Znam małą księgarnię, gdzie klienci są, lubią tam kupować, chwalą ją. I rabaty też tam są, nie takie wielkie, jak gdzie indziej, ale za to na wszystko, na to, co ja chcę kupić, a nie na to, co sklep właśnie postanowił tanio sprzedawać.
Ale znam też mieszkańców tej okolicy, którzy wolą pojechać do większego miasta i zapolować na rabat albo zamówić przez internet z odbiorem w małej lokalnej filii wielkiej sieciówki (inaczej niż przez internet w tej sieciówce kupuje się głównie gazety i bzdety, z książką ledwie kilka razy kogoś tam przy kasie widziałam).
Księgarnia żyje w około połowie z podręczników. To znaczy, że na normalnych książkach też ma całkiem przyzwoity zysk.
Ale jak państwo wprowadzi darmowe podręczniki (to już prawdziwie poroniony pomysł!), to połowa zysku zniknie, a z drugiej trudno będzie się utrzymać - niech choć odrobinkę podniosą czynsz, a księgarenka na pewno padnie.
Ale jakby klienci sieciówek nie byli przyciągani nieuczciwymi rabatami, to część z nich przejdzie do księgarni za rogiem. Internetowcy z dostawą do księgarni być może też, bo przynajmniej w "mojej" księgarni już są i nie wiem, czy nie więcej ich niż w lokalnej sieciówce.
@8_oclock
Ta mała księgarnia by kwitła, gdyby nie różne akcje sieciówek i częściowo także okazje internetowe.
Bo klientów naprawdę przywiązanych, i nie mówię tu o sentymencie, wyłącznie do lokalnej księgarenki nie jest wielu. To prawdopodobnie mniejszość, co nie znaczy, że nie ma się czym przejmować, że niech się przystosują. Niektórzy nie mają internetu, a dojazd do...
@Monika
Wiem, że małe i średnie księgarnie upadają, bo w moim - sporym - mieście zniknęła cała masa tradycyjnych, wieloletnich księgarni w długim okresie czasu. Ostatnie zniknięcia były pięć lat temu, ponieważ - o czym właściciele mówią - dobił je VAT i wysokie czynsze od miasta. Nie obronił ich brak rabatów w sieciówkach, bo wcześniej sieciówki z osławionym Empikiem były omijane jako jedne z najdroższych sklepów. Nie stosowały tych rabatów.
Nikt się o to nie martwił i nie ratował kultury, klimatycznych sklepików, księgarzy z doświadczeniem itd.
Tak jak jest dla mnie oczywiste, że nikomu (w związku z ustawą) nie zależy na poprawie czytelnictwa, tak samo nie wierzę, że całe to lobby za ustawą, które wydało na nią niebotyczne kwoty pieniędzy (zapewne te, do których się przyznają, trzeba pomnożyć, nie wiem, przez ile) nagle postanowiło ratować małe księgarnie w małych miasteczkach i "dostęp do książki" tamże. Polikwidowano biblioteki, w planie jest utrudnienie zakupów dla bibliotek (ustawowo ograniczony rabat dla bibliotek) oraz brak tych podręczników dla księgarni.
To, że ten sam towar różni się ceną, to jest normalne (tak samo jak tańsza przedsprzedaż) w każdej branży. Widziałam dzisiaj bilety na koncerty, gdzie cena w przedsprzedaży była niższa (to było wydrukowane na bilecie). Najniższa zniżka, którą dziś oglądałam, była o minus jedną trzecią - z powodu przedsprzedaży. (Zwolennicy ustawy krzyczą, że to wszystko nieprawda).
Nie wiem, jak wygląda sprawa tych rabatów na książki, bo raz czytam, że rabat jest wkalkulowany w cenę, a cena wstępnie zawyżona, a za chwilę, że wręcz odwrotnie, traci na tym rabacie autor itd.
Są przepisy o nieuczciwej konkurencji i cenie dumpingowej. Jeżeli są niewystarczające, można je uściślić - a nie wprowadzać ustawę, która w żadnym miejscu kupy się nie trzyma. A kto jej fantastycznych zaleceń będzie pilnował? Będą walczyć między sobą tą ustawą?
Książek akurat najwięcej kupuję w internecie, ale nie wszystko. Są produkty, które wolę kupować w mniejszym sklepie nie w sieciówce, wiec można ściągnąć klienta i cena nie jest jedynym wyznacznikiem (a usztywniona nie jest).
Rzekomo ta ustawa fantastycznie sprawdziła się w Niemczech i we Francji - dawno temu, w innych warunkach. Jedyne solidne opracowanie, jakie znalazłam na temat rynku książki w innych krajach, to raport Biura Analiz Sejmowych, i to co tam czytam, co nieco różni od tego, co wykrzykują lobbyści, choćby od danych na temat Amazona zaczynając. I w wielu innych rzeczach.
Żeby nie przedłużać: nie wiem, czy tamte rynki zobowiązane ustawą mają się dobrze z powodu ustawy, czy raczej pomimo ustawy lub niezależnie od ustawy.
Życzę, żeby Twoja księgarnia przetrwała to zamieszanie i żeby przynosiła Ci radość.
@Monika
Wiem, że małe i średnie księgarnie upadają, bo w moim - sporym - mieście zniknęła cała masa tradycyjnych, wieloletnich księgarni w długim okresie czasu. Ostatnie zniknięcia były pięć lat temu, ponieważ - o czym właściciele mówią - dobił je VAT i wysokie czynsze od miasta. Nie obronił ich brak rabatów w sieciówkach, bo wcześniej sieciówki z osławionym Empikiem były...
Ja może nie skomentuję ustawy ale coś innego. Jak mnie denerwuje gdy mówią, cytuję: "Jednak książki adresowane do mniej licznych grup czytelników, szczególnie te ambitniejsze, wymagają przygotowanego sprzedawcy, dla którego książka jest taką samą pasją jak dla czytelnika." Konkluzja jest taka, że w sieciowych księgarniach pracują ludzie, którzy po wyjściu z pracy książek nie dotykają a w pracy za regałem podczytują Greya. Natomiast księgarnie prywatne to już inna sprawa, tam czytają już jako noworodki i mają to we krwi. No bez przesady. Pracuję właśnie w księgarni sieciowej, nie jest to Empik ani Matras (ale i tam dwa lata pracowałam) ale czuję się obrażona takimi wypowiedziami. Opowiem o tym jutro koleżankom w pracy i też się obrażą. Pewnie tak czasem jest, że można spotkać takich "przypadkowych" księgarzy ale myślę, że nie w każdej małej prywatnej księgarni mają wszystko od deski do deski przeczytane. Wyraziłam moje oburzenie i już mi lepiej.
Ja może nie skomentuję ustawy ale coś innego. Jak mnie denerwuje gdy mówią, cytuję: "Jednak książki adresowane do mniej licznych grup czytelników, szczególnie te ambitniejsze, wymagają przygotowanego sprzedawcy, dla którego książka jest taką samą pasją jak dla czytelnika." Konkluzja jest taka, że w sieciowych księgarniach pracują ludzie, którzy po wyjściu z pracy książek...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejWitam koleżankę po fachu. Także pracuję jako księgarz w jednej z sieciówek, a wcześniej pracowałam w innej. Kocham małe księgarnie z duszą, jak to nazywam, bo w sieciówkach tego znaleźć nie można niestety. Ale do cholery jasnej, dajmy klientowi wybrać, gdzie chce zrobić zakupy i gdzie je zrobi. Od tego mamy wolny rynek.
Witam koleżankę po fachu. Także pracuję jako księgarz w jednej z sieciówek, a wcześniej pracowałam w innej. Kocham małe księgarnie z duszą, jak to nazywam, bo w sieciówkach tego znaleźć nie można niestety. Ale do cholery jasnej, dajmy klientowi wybrać, gdzie chce zrobić zakupy i gdzie je zrobi. Od tego mamy wolny rynek.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamPoproszę o podanie adresu jakiejś księgarni z duszą. Może być w okolicy Wrocławia (i innej, niż Tajne komplety, bo tę znam - jako jedyną godną tego miana). Pozostałe są już wspomnieniem: Kapitałka, Falanster, ORPAN, Dom Książki, księgarnia Ossolineum...
Poproszę o podanie adresu jakiejś księgarni z duszą. Może być w okolicy Wrocławia (i innej, niż Tajne komplety, bo tę znam - jako jedyną godną tego miana). Pozostałe są już wspomnieniem: Kapitałka, Falanster, ORPAN, Dom Książki, księgarnia Ossolineum...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam@tsantsara - takich księgarni w Twoich okolicach nie znam, znam tylko w swoich :)
@tsantsara - takich księgarni w Twoich okolicach nie znam, znam tylko w swoich :)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamNiestety do Wrocławia mi daleko i nie znam tam żadnej księgarni. Wiem natomiast co czytamy w pracy (a raczej w domu bo w pracy to wiadomo, klientów się obsługuje), wiem że często odkładam coś co chcę przeczytać a skupiam się na książkach o które pytają klienci bo te moje zdążę na emeryturze mam nadzieję pochłonąć i dlatego strasznie mnie zdenerwowały te wypowiedzi.
Niestety do Wrocławia mi daleko i nie znam tam żadnej księgarni. Wiem natomiast co czytamy w pracy (a raczej w domu bo w pracy to wiadomo, klientów się obsługuje), wiem że często odkładam coś co chcę przeczytać a skupiam się na książkach o które pytają klienci bo te moje zdążę na emeryturze mam nadzieję pochłonąć i dlatego strasznie mnie zdenerwowały te wypowiedzi.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Osobiście bardzo cenię sobie fakt, że nowości można kupić taniej - szczególnie jeśli zamawia się je w opcji przedsprzedaży. Przecież już wcześniej płacę za produkt, który jeszcze nie ukazał się na rynku / nie ma jego dużo recenzji = nie ma pewności, że to taki hit jak zapowiadają wydawcy i promocja za oceanem.
Argument, że "w żadnej innej branży artykuły z nowych kolekcji nie są od razu rabatowane", to dla mnie żaden argument - książki są przecież wyjątkowe :) Rabaty na konkrety tytuł, który właśnie znalazł się w sprzedaży, to przecież także część promocji. Ani razu nie zdarzyło mi się także pomyśleć, że skoro ta nowość jest przeceniona... to może jest to egzemplarz uszkodzony.
Jeśli ktoś zdecydował się na kupno książki w jednej w mniejszych księgarni, a potem zajrzał do Empiku / Matrasu i zobaczył, że akurat tam jest na nią rabat - to się przecież zdarza, nawet tym, którzy szukają najniższych cen. O tym, że zamawiając przez empik.com z dostawą do salonu (płatność przy odbiorze) można zakupić ten sam towar taniej - wszyscy już chyba wiedzą. To raczej osoby, które nie odwiedzają strony empik.com, a zakupią coś w salonie by następnie zobaczyć, że empik.com oferował to taniej - one mogą czuć się oszukane, bo to ta sama sieć. Ale małe księgarnie w porównaniu z większymi sieciami? To tak jakby mieć pretensje, że jednego dnia jest promocja na kabaczki w Lidlu, kiedy akurat zaszło się do Tesco, gdzie takiej obniżki nie było.
Moim zdaniem to właśnie te rabaty, szczególnie na nowości, przyczyniają się do wzrostu czytelnictwa. Lata temu szczytem ceny książki było około 20zł, ale obecnie przy cenach w granicach od 34 do ponad 40 dla miękkiej oprawy to nie ma się chyba czemu dziwić, że rabaty stają się tak atrakcyjne.
Osobiście bardzo cenię sobie fakt, że nowości można kupić taniej - szczególnie jeśli zamawia się je w opcji przedsprzedaży. Przecież już wcześniej płacę za produkt, który jeszcze nie ukazał się na rynku / nie ma jego dużo recenzji = nie ma pewności, że to taki hit jak zapowiadają wydawcy i promocja za oceanem.
Argument, że "w żadnej innej branży artykuły z nowych kolekcji...