Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Lubimyczytać.pl Sp. z o.o
http://lubimyczytac.pl/aktualnosci/rozmowy/5915/nie-dla-ustawy-o-ksiazce-rozmowa-z-piotrem-podsiedlikiem

NIE dla ustawy o książce – rozmowa z Piotrem Podsiedlikiem

Autor: 
78 wartościowy tekst

Piotr Podsiedlik, członek zarządu Publicat S.A., o kondycji rynku książki, zagrożeniach, które wynikają z wprowadzenia ustawy o jednolitej cenie książki, o księgarniach, sieciach i bibliotekach, o Internautach i czytelnikach, a także o książkowych prognozach.

Izabela Sadowska: - Jak wygląda rynek książki w Polsce oczami doświadczonego wydawcy i równocześnie czytelnika?

Piotr Podsiedlik: - Rynek książki jest naprawdę niezwykle ciekawy i dynamiczny. Żyjemy bowiem w dwóch odmiennych rzeczywistościach. Pierwsza, dobrze nam znana, to tradycyjny rynek książek papierowych, autorów, wydawnictw, księgarń, targów, promocji. Czujemy się w niej bezpiecznie i wygodnie. Druga rzeczywistość to Internet i nowe technologie, a więc: e-booki, audiobooki, czytniki, portale społecznościowe, sklepy internetowe, blogi i tysiące innych zjawisk w Sieci. Ten obszar rozwija się bardzo dynamicznie, wszystko jest nowe, a przez to bywa też niepokojące. Obie rzeczywistości nachodzą na siebie i oddziałują, tworząc swoisty koktajl przeszłości z przyszłością. Czasem walka, czasem przymierze. Biznes muzyczny i filmowy już to przerabiały. Dla mnie finał jest oczywisty: Internet i nowe technologie zdominują rynek, książka papierowa przetrwa, lecz jej rola będzie stopniowo malała. Pojawią się nowe, czasami bardzo zaskakujące rozwiązania, głównie w obszarze handlu i promocji. Najistotniejsze jest jednak to, że rynek książki jest dzisiaj przyjazny najważniejszemu uczestnikowi - czytelnikowi. Może on swobodnie korzystać z tradycyjnej, jak i nowoczesnej formuły aktywności i handlu. Na razie rynek książki jest jeszcze wolny od nadmiernych regulacji ustawowych. Dzięki temu bardzo efektywny. Oby tak pozostało.

Grupa wydawnicza Publicat w tym roku obchodziła jubileusz 25-lecia. Wydajecie rocznie około 600-700 tytułów, w tym bestsellery Jo Nesbø, Stephenie Meyer czy Roberta Galbraitha (J.K. Rowling). Jest zatem oczywiste, że jako jedno z czołowych wydawnictw w Polsce macie realny wpływ na treść ustawy o jednolitej cenie książki. Od Polskiej Izby Książki otrzymałam pokaźną listę wydawnictw, które aktywnie popierają wprowadzenie ustawy oraz miały wpływ na kształt ustawy. Znajdują się na niej m.in.: Wydawnictwo Agora, Muza, SIW Znak, Zysk i Sk-a, Prószyński i Sk-a, Czarna Owca, Świat Książki, Bellona, PWN, Iskry, Wydawnictwo Literackie, Rebis, Media Rodzina, Bosz, Sonia Draga, GW Foksal, Wielka Litera, Wolters Kluwer oraz Publicat. Czy uczestniczyliście w dyskusjach dotyczących kształtu ustawy o książce i jak wspieracie jej wprowadzenie?

Zapaliła się czerwona lampka. Chciałbym jednak wyraźnie zaznaczyć, iż jest to moja opinia. Uważam, że nie pomoże, a wręcz przeszkodzi w realizacji celów, jakimi są ochrona książki, podniesienie poziomu czytelnictwa i uratowanie małych, niezależnych księgarń.

Dziękuję za ciepła słowa o Publicacie, staramy się jak możemy (śmiech). Przystąpiliśmy do grupy wydawnictw popierających ustawę, jak większość wydawnictw „z marszu”, bez głębszej dyskusji, starając się odpowiedzieć pozytywnie na starania Polskiej Izby Książki. Później jednak, przyglądając się bliżej proponowanym zapisom oraz dotychczasowym praktykom, nasza opinia przestała być jednoznaczna. Zapaliła się czerwona lampka. Osobiście jestem bardzo krytyczny. Chciałbym jednak wyraźnie zaznaczyć, iż jest to moja opinia. Wracając do propozycji nowej ustawy, uważam, że nie pomoże, a wręcz przeszkodzi w realizacji celów, jakimi są ochrona książki, podniesienie poziomu czytelnictwa i uratowanie małych, niezależnych księgarń. Rozumiem jej zwolenników, z pewnością mają dobre intencje, jednak proponowane rozwiązania mogą odnieść wręcz przeciwny skutek. Krótko mówiąc, idziemy w złą stronę.

Sporadycznie słychać głosy wydawców, którzy są zdecydowanie przeciwni wprowadzeniu ustawy o książce (jak np. zdanie Pani Renaty Kuryłowicz z Wydawnictwa Albatros podczas wywiadu w radiowej Trójce), natomiast Prezes Polskiej Izby Książki na pytanie czytelników lubimyczytać.pl "Czy są wydawcy lub księgarze, którzy są przeciwni tej ustawie?" odpowiada: Oczywiście, ale to zdecydowana mniejszość. Niestety, nie słyszę racjonalnych argumentów i nie widzę u nich wyliczeń. Większość z nich mówi, że „się nie uda”, jest „za późno” albo że „Polacy nie dostosują się do tego”. Z czego wynika opór przeciwników ustawy w wyrażaniu własnych opinii? Czy jest to "branżowa" mniejszość?

Miło mi usłyszeć, że jestem w mniejszości razem z Panią Renatą Kuryłowicz. Mniejszość ma przeważnie rację, na giełdzie, w biznesie, w polityce, także w kulturze. Zapewne jednak przegramy i zostaniemy wybuczeni. Może nawet nie wpuszczą nas na Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie (śmiech). Z czego wynika opór przeciwników ustawy w wyrażaniu własnych opinii? Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Może część wydawców nie chce się narazić księgarzom i sieciom handlowym, wychodząc z założenia „musimy to przeżyć”? Jeśli chodzi o mnie, musiałem głęboko „zanurzyć się” w problemie, dokładnie przeczytać proponowany tekst ustawy, porozmawiać z moimi wspólnikami, ludźmi z branży, handlowcami, autorami, prawnikami. Przeczytać także wszystkie argumenty „za” publikowane w wywiadach prasowych. To

Faktem jest, że do niedawna rynek książki był wolny od wszelkich regulacji. I dlatego jest efektywny.

zajmuje czas i energię, ale pozwala na wyrobienie własnej opinii. Rzeczywiście, trudno usłyszeć wspólny głos oporu, i to jest złe, gdyż brakuje rzeczowej dyskusji. Bardzo ciekawą ankietę zamieściliście na swoim portalu. Czytelnicy czują, że proponowana regulacja nie obniży cen książki i nie wpłynie na poprawę czytelnictwa. Zgadzam się z tą oceną. Faktem jest, że do niedawna rynek książki był wolny od wszelkich regulacji. I dlatego jest efektywny. Wszystkie podmioty konkurują ze sobą, ciągle adaptując się do zmieniającej się rzeczywistości. Tworzy się równowaga rynkowa, delikatny stan, który jednak łatwo zaburzyć ingerencją ustawową. Jest taki słynny cytat Ronalda Reagana: Jak brzmi najbardziej przerażające zdanie w języku angielskim? Jestem członkiem rządu i przybywam tu, by wam pomóc. Dokładnie tego doświadczyliśmy przy ustawie o tzw. bezpłatnym podręczniku. Posłowie, uchwalając ustawę, postawili kilka wydawnictw, wielu autorów i setki księgarń pod ścianą. Z pewnością domyśla się Pani, że nad podręcznikami pracuje się latami. Samo zbudowanie strategii dla wydawnictwa podręcznikowego to nie lada wyzwanie. I nagle wprowadzone zostaje nowe prawo, przekreślając wieloletni wysiłek wielu ludzi oraz wydając wyrok na małe księgarnie.

To jaki procent przychodów stanowi dla małej księgarni w niewielkim polskim miasteczku sprzedaż podręczników?

Około 30-40 procent w skali roku! Spieszę w wyjaśnieniem. Sprzedaż ta nie czyni księgarzy krezusami, tylko pozwala przeżyć. Tego przychodu już nie będzie. Do 2017 roku podstawowe podręczniki na poziomie szkoły podstawowej i gimnazjum będą bezpłatne. Wyrok jest właśnie wykonywany. Małe księgarnie, jak Polska długa i szeroka, nie będą mogły zastąpić wpływów z podręczników inną literaturą. Nie wygenerują obrotu pozwalającego przetrwać ze sprzedaży książek Nabokova czy Pilcha. Na marginesie ustawy o bezpłatnym podręczniku warto dostrzec pewien absurd (proszę uważnie posłuchać). Dzieci z ubogich, jak i zamożnych rodzin zostaną potraktowane jednakowo – dostaną za darmo podręcznik państwowy. A może rozsądniej byłoby wspierać tylko najuboższych, tak jak dopłacamy do obiadów w szkolnej stołówce? Po prostu pomagać najbardziej potrzebującym poprzez dotacje realizowane przez szkoły lub gminy. Efekt? I księgarnie dalej miałyby swoje „małe żniwa”, wydawnictwa mogłyby konkurować, nauczyciele zachowaliby możliwość wyboru, a dzieciaki uczyłyby się z nowoczesnych podręczników. I co najważniejsze - budżety najuboższych nie zostałyby obciążone kosztami ich zakupu. Jakoś jednak nie czytamy wniosków z Polskiej Izby Książki o zlikwidowanie ustawy, nie słychać też głosów ludzi kultury w obronie małych księgarń, niezależnych wydawców i autorów w związku z ustawą podręcznikową. Dziwne, prawda?

Bardzo niepokojące, a jakieś inne regulacje, które uważa Pan za chybione?

Proszę bardzo. Podatek VAT na książki wynosi 5%, na e-booki 23%. A na audiobooki? Wie Pani? Nie ma tak łatwo (śmiech). Audiobook na płytce CD obłożony jest 5-procentową stawką, a taki do ściągnięcia od elektronicznego dystrybutora 23-procentową. Ta sama opowieść Jo Nesbø, ten sam dzielny komisarz Harry Hole, a w zależności od nośnika jest inaczej opodatkowany. Żelazna logika (uśmiech).

Polska Izba Książki prowadzi na rzecz ustawy o książce kampanię "Ocal książki", którą finansowo wsparły 23 wydawnictwa. Biorą w niej udział znani pisarze, m.in. Olga Tokarczuk, Sylwia Chutnik, Zygmunt Miłoszewski czy Vincent V. Severski. Jak skorzystają autorzy i czy ta kampania przekona opinię publiczną?

Myślę, że każdy z nas poprze hasła w stylu: „Ratujmy balet klasyczny” lub „Ocalmy teatr”. To naturalne. Większość z nas pragnie, aby wyższa kultura przetrwała. Od razu pojawia się problem i pole do dyskusji: jak to zrobić? Jak podnieść poziom czytelnictwa w Polsce? Co uczynić, aby książka była bardziej dostępna? Jak wspierać młodych, debiutujących pisarzy? Jak pomagać małym, niezależnym księgarniom? Nie wiem, czy kampania przekona opinię publiczną, natomiast nic nie wskazuje na to, że ustawa polepszy sytuację pisarzy. Przede wszystkim spadnie sprzedaż książek, a więc i wpływy dla autorów przez brak możliwości promocji cenowej. Wszyscy przecież lubimy kupować taniej. W związku z tym nie spadną ceny książek, ponieważ wydawcy też potrafią liczyć i mniejszy popyt zrekompensują poprzez utrzymanie lub podniesienie ceny. Ceny papieru i druku przecież nie spadną, za to koszty promocji handlowej w sieciach z pewnością wzrosną. Sieci od razu wykorzystają możliwość dodatkowego zarobku.

Spadnie sprzedaż książek, a więc i wpływy dla autorów przez brak możliwości promocji cenowej. Wszyscy przecież lubimy kupować taniej. 

I tutaj rzeczywiście mogą skorzystać autorzy bestsellerów, czyli bardzo wąska grupa twórców. Będą oni jeszcze intensywniej promowani kosztem innych autorów. Debiutant lub mniej znany pisarz, a takich jest zdecydowana większość, znajdzie się w gorszej sytuacji. Autor będzie musiał czekać rok aż wydawca będzie mógł uwolnić cenę. To prawda, że ustawa dopuszcza taką operację po 6 miesiącach od wprowadzenia do obrotu. Trzeba jednak wycofać książki z obiegu, ustalić nową cenę i ponownie dać książce szansę na rynku. Sami ograniczamy sobie pole manewru i zwiększamy koszty. Nie rozumiem, dlaczego autorzy nie biorą tego pod uwagę. Poza tym honoraria autorskie nie muszą być ściśle skorelowane z polityką handlową wydawnictwa, lecz liczone np. jako procent przychodu od ceny okładkowej. Autor nie ma przecież wpływu na politykę cenowo-rabatową wydawcy i nie musi z tego powodu cierpieć finansowo. Czasami mam wrażenie, że pisarze nie wiedzą o istnieniu wielu rodzajów umów autorskich, takich, które pomagają uniknąć pułapek w rozliczeniach.





Komentarze
Autor:  Iska |  wypowiedzi: 83  [pokaż ostatnią] Odpowiedź
książek: 98
Dominik
17-08-2015 13:56
Oczywiście, że to bez sensu. Nie pamiętam kiedy ostatnio kupiłem książkę w tradycyjnej księgarni typu empik, a codziennie idąc do pracy przechodzę obok galerii w której się znajduje. O malutkiej księgarni w mieście w którym mieszkam nawet nie wspominając. Wszystkie książki kupuję w sieci (dokładnie na www.nieprzeczytane.pl  i nie - to nie jest reklama, a stronę zasugerowało mi właśnie na... Oczywiście, że to bez sensu. Nie pamiętam kiedy ostatnio kupiłem książkę w tradycyjnej księgarni typu empik, a codziennie idąc do pracy przechodzę obok galerii w której się znajduje. O malutkiej księgarni w mieście w którym mieszkam nawet nie wspominając. Wszystkie książki kupuję w sieci (dokładnie na www.nieprzeczytane.pl  i nie - to nie jest reklama, a stronę zasugerowało mi właśnie na lubimyczytać.pl) bo jest 10-20% taniej niż w normalnych księgarniach i to po doliczeniu kosztów przesyłki. Dlaczego? Bo uważam, że 50 zł za jeden czy dwa wieczory frajdy z książką to trochę za dużo, a po drugie, bo mogę sobie usiąść wygodnie w domu, przejrzeć oferty, poczytać recenzje i w 15 minut zamówić książkę. Poza tym, cena 20 zł z niewielkim haczykiem jest do zaakceptowania i kupienie 2 -3 książek miesięcznie za powiedzmy 70 zł nie boli aż tak bardzo, jak miałoby to kosztować powiedzmy 150 zł miesięcznie + czas który trzeba przeznaczyć na bieganie po księgarniach za czymś ciekawym.
pokaż więcej
książek: 677
Korobek
17-08-2015 16:08
Ciekawa jestem jak się ma ta ustawa do gospodarki wolnorynkowej a co za tym idzie do Konstytucji.
Art. 22 Konstytucji RP: „ograniczenie wolności działalności gospodarczej jest dopuszczalne tylko w drodze ustawy i tylko ze względu na ważny interes publiczny”.
Art. 31 ust. 3: „ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i TYLKO...
Ciekawa jestem jak się ma ta ustawa do gospodarki wolnorynkowej a co za tym idzie do Konstytucji.
Art. 22 Konstytucji RP: „ograniczenie wolności działalności gospodarczej jest dopuszczalne tylko w drodze ustawy i tylko ze względu na ważny interes publiczny”.
Art. 31 ust. 3: „ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i TYLKO WTEDY, GDY SĄ KONIECZNE W DEMOKRATYCZNYM PAŃSTWIE DLA JEGO BEZPIECZEŃSTWA LUB PORZĄDKU PUBLICZNEGO, BĄDŹ DLA OCHRONY ŚRODOWISKA, ZDROWIA I MORALNOŚCI PUBLICZNEJ, ALBO WOLNOŚCI I PRAW INNYCH OSÓB. Ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw”.

Sprzedaż internetowa opiera się przede wszystkim na cenie wolnorynkowej - jeśli wprowadzi się ręczne sterowanie cenami książek, wszystkie księgarnie internetowe (z wyjątkiem molochów, które prowadzą również sprzedaż stacjonarną) upadną. To przecież pomysł nie z tej epoki. Dla mnie to już z daleka śmierdzi jakimś "szwindlem" - ciekawe kto i ile weźmie w łapę za przepchnięcie takiej ustawy.

Czytelnicy nie mają czym się martwić... jak to gucio przejdzie, szybko znajdą się "koreańscy" przedsiębiorcy, którzy będą nam sprzedawać (na koreańskich serwerach) nasze książki w normalnych cenach.
pokaż więcej
książek: 389
Paweł
17-08-2015 23:21
Konstytucja w naszej Ojczyźnie swoją drogą, a ,,przepychanie ustaw" swoją drogą. Dlatego tyle tych wszystkiech papierów, kruczków, znaczków, punktów, odniesień, itp. Rąsia rosię całuje i prawo staje się ponad prawem, a zwykły obywatel ,,dojną i niemądrą krową", a jeżeli bardzo szarą to mocno sterowaną.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 1530
denudatio_pulpae
18-08-2015 16:48
Jeszcze jeden argument, którego nie ogarniam:
„Książki to nie towar . To kultura . Taka drobna, w małym miasteczku często jedyna. Ustawa pomoże w dostępie do literatury , zostanie trochę księgarń. Fetyszyści i fanatycy internetu są w mniejszości , chociaż w sieci bardzo widoczni. Prosimy o pomoc w uchwaleniu ustawy.”

Przepraszam bardzo, to po co są BIBLIOTEKI?! Wychowałam się na wsi...
Jeszcze jeden argument, którego nie ogarniam:
„Książki to nie towar . To kultura . Taka drobna, w małym miasteczku często jedyna. Ustawa pomoże w dostępie do literatury , zostanie trochę księgarń. Fetyszyści i fanatycy internetu są w mniejszości , chociaż w sieci bardzo widoczni. Prosimy o pomoc w uchwaleniu ustawy.”

Przepraszam bardzo, to po co są BIBLIOTEKI?! Wychowałam się na wsi głębokiej, księgarni jako dzieciak na oczy nie widziałam, bo nowych książek rodzice mi nie kupowali, ale jakoś pasji czytania nikt mi nie musiał pasem zaszczepiać. Czytałam dużo i odkąd pamiętam. Jak przeczytałam wszystkie książki w domu po piętnaście razy (z „Poradnikiem weterynaryjnym” dziadka na czele), mama zabrała mnie do biblioteki. Nie do księgarni, DO BIBLIOTEKI.

Dla mnie księgarnia nigdy nie będzie niczym więcej poza sklepem z książkami, może jestem mało światowa, a już bezguściem na pewno - tak wynika z całej tej dyskusji na fb. Rozumiem, że są ludzie, którzy potrzebują wskazania jakiejś „drogi” czytelniczej, ale ja zazwyczaj wiem czego chcę, więc jak już muszę, to do księgarni wchodzę – zabieram konkret z półki – grzebię w koszu z „tanią książką” – idę do kasy – wychodzę. Dlatego zakupy w Internecie są dla mnie idealne. Mogę sobie usiąść w domu po pracy na spokojnie, w dresie i z kubkiem herbaty, poczytać przy okazji opinie na LC, kupić co trzeba i odebrać w paczkomacie 24/7 lub u mojego ulubionego pana z kiosku, który mam obok pracy.
Może i obecnie jesteśmy tylko fanatykami internetu, ale świat idzie do przodu i za kilka lat będzie to normą. Kto wie czy nasze wnuki będą cokolwiek kupować poza internetem. Pobudzili się teraz wszyscy z ręką w nocniku, że ludzie książki w internecie kupują, bo taniej. Zarzucają nam, że patrzymy tylko na cenę, w końcu: „Lepiej kupić jedną dobrą książkę za 30 zł (i ją przeczytać) niż sześć złych po 5 zł każda.” A kto ma prawo decydować o tym, co dla mnie jest dobrą lub złą literaturą? Jeżeli lubię poczytać sobie na odstresowanie po pracy coś lekkiego, to co komu do tego?
Ludzie strasznie lubią zaglądać innym do portfeli. Niech każdy wydaje na co chce, a ci wszyscy, którzy tak rzewnie bronią ambitnej literatury i chcą ponosić za nią ofiary pieniężne – kto wam tego zabrania? Róbcie sobie nawet składki i wpłacajcie na konto autora/wydawnictwa/księgarni czy Bóg wie kogo wy tam jeszcze bronicie. Ale od moich książkowych zakupów wara.
pokaż więcej
książek: 677
Korobek
18-08-2015 17:40
A co to w zasadzie jest "ambitna" literatura? I kogo rząd chce zachęcić do jej czytania?
Patrząc na statystki, dochodzę do wniosku, że to właśnie te "ambitne dzieła", obowiązkowe w naszym systemie edukacji, przyczyniły się do tak "wysokich" wskaźników (Nie)czytelnictwa.
Ambitna literatura... hehe...
https://www.youtube.com/watch?v=qLeoCTbFHww
POLECAM :D
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 308
TamaraDemowa
20-08-2015 20:02
Rzecz z autopsji.

Nie kupuję książek, które akurat są na promocji, ale te, które mnie jakoś szczególnie zainteresują. Nieważne, czy przeglądam ofertę księgarni internetowej, czy półki w księgarni stacjonarnej, zawsze rozglądam się za czymś konkretnym, bo i dość konkretny mam gust. Sporadycznie zdarza mi się kupić coś spontanicznie - na przykład widząc nazwisko autora po raz pierwszy. Zwykle...
Rzecz z autopsji.

Nie kupuję książek, które akurat są na promocji, ale te, które mnie jakoś szczególnie zainteresują. Nieważne, czy przeglądam ofertę księgarni internetowej, czy półki w księgarni stacjonarnej, zawsze rozglądam się za czymś konkretnym, bo i dość konkretny mam gust. Sporadycznie zdarza mi się kupić coś spontanicznie - na przykład widząc nazwisko autora po raz pierwszy. Zwykle jak już mam wydać na coś pieniądze, to wolę wydać je na coś sprawdzonego - na rzecz wcześniej czytaną w wersji elektronicznej, albo wypożyczoną z biblioteki.
Niemniej, na cenę patrzę na samym końcu. Tak, na samiusieńkim końcu, kiedy już rozważę wszystkie "za" i "przeciw". Jeśli cena mi zbytnio nie ciąży na portfelu, biorę. Jeśli wydaje mi się zbyt wysoka, nie biorę, ale zapisuję sobie tytuł i wypatruję bardziej atrakcyjnej oferty. Proste, logiczne, efektywne.
Jak się sprawa ma do księgarni stacjonarnych? Mają przebiedną ofertę. Mieszkam sobie na wsi, więc pod nosem mam tylko spożywczaka. Do najbliższej księgarni (w małym mieście) mam jakieś 8 kilometrów iii... nie pamiętam, kiedy znalazłam w niej coś, co by mnie zainteresowało. No, poza podręcznikiem, a i to dość dawno temu (i podejrzewam, że faktycznie sklep utrzymywał się głównie ze sprzedaży podręczników). Co prawda zaoferowano mi, że "sprawdzą na magazynach", czy daną pozycję (konkretną zaznaczam) znajdą, ale zawsze kończyło się krótkim "nie ma". I jak tu wspierać rynek lokalny?
Koniec końców, jeśli już chcę sobie kupić nową książkę, siadam przed kompem i szukam konkretów w Internecie - zwykle znajduję to, czego szukam i kupuję o ~10 zł taniej niż w takim na przykład Empiku.

Czym więc stała cena książki byłaby dla mnie? Podejrzewam, że już nigdy nie zajrzałabym do stacjonarnej księgarni. Bo i po co? W sieci znajdę książkę dużo szybciej, mam większą pewność, że w ogóle ją znajdę... A jeśli ustawa będzie tak dziurawa, jak ją malują, to pewnie znajdę ją też w niższej cenie. Wcale nie będę czytać więcej - bo ilość przeczytanych przeze mnie książek zależy od oferty, a nie od ceny. Wcale nie będę czytać "lepszej literatury" - bo jak zdefiniować "dobrą" książkę, skoro to kwestia gustu?
Dla przykładu, wychowałam się na fantastyce i jak widzę listę lektur szkolnych, to coś mną targa. Sapkowski? Hulick? Ćwiek? Weeks? Chętnie. Klasyka romantyzmu? Poezja? Orzeszkowa? Nope. Nope nope nope.
I jak tu teraz ustalić jednolitą cenę dla książki? To, co dla jednych będzie pozycją fenomenalną, ktoś inny pewnie chętnie wrzuciłby do pieca. Więc może uzależnić cenę od grubości książki? Ktoś już tego próbował (zdaje się na wersjach elektronicznych) i dobrze się to nie skończyło - bo co za problem, pójść w ilość, a nie w jakość?

Szach, panowie urzędasy.
pokaż więcej
książek: 20
privilegio
21-08-2015 16:11
Właściwie to wszystkie wypowiedzi dotyczą sprzedawców wszelkiej maści. Proponuję spojrzeć na projekt od strony autora, pisarza. Może jest w tym sens aby do twórczości, często na wysokim poziomie mieć szacunek. Ostatnio w jednym z dużych, sieciowych sklepów trafiłem na " promocję" W jednym wielkim, brzydkim koszu leżała bez ładu i składu sterta książek. Wszystko pomieszane jak na wysypisku... Właściwie to wszystkie wypowiedzi dotyczą sprzedawców wszelkiej maści. Proponuję spojrzeć na projekt od strony autora, pisarza. Może jest w tym sens aby do twórczości, często na wysokim poziomie mieć szacunek. Ostatnio w jednym z dużych, sieciowych sklepów trafiłem na " promocję" W jednym wielkim, brzydkim koszu leżała bez ładu i składu sterta książek. Wszystko pomieszane jak na wysypisku śmieci. Na samej górze tego czegoś, przygnieciona poradnikiem kulinarnym leżała "Historia Polski" w cenie 2,50zł za KILOGRAM. Proszę to wziąć pod uwagę. Pozdrawiam
pokaż więcej
książek: 823
Fenrir
21-08-2015 16:28
I sądzisz, że po wprowadzeniu ustawy te kosze znikną? Jakoś znani mi autorzy też nie skaczą z radości na myśl o tym prawie, bo dostanie się wszystkim poza tymi najbardziej znanymi, na których skupi się promocja.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany. Logowanie

Opinie czytelników


O książce:
Jezus na prezydenta!

Czytam wszystkie komentarze i ciężko wzdycham. Albo Pan Zbigniew sam je pisał, albo zatrudnił dużo znajomych. Książka jest w istocie nowelą, ale nieudolnie napisaną. To strata czasu. Żeby mieć szerszy obraz twórczości Pana Masternaka warto przeczytać wywiad z nim na końcu tej nowelki, który nasunął...

zgłoś błąd zgłoś błąd