Lubimyczytać.pl Sp. z o.o
http://lubimyczytac.pl/aktualnosci/publicystyka/10382/argentyna-w-slabym-swietle

Argentyna w słabym świetle

10 wartościowy tekst

Powiedzmy to sobie na samym początku. Betibu argentyńskiej pisarki Claudii Piñeiro to nie jest udany kryminał. Ale pomimo tego mam nadzieję, że nawet o słabej powieści da się napisać ciekawy felieton.

Nie jest to jakaś specjalnie przemyślana klasyfikacja. Nie aspiruje też do bycia kompletną, ale załóżmy robocze, że autorów kryminałów możemy podzielić z grubsza na trzy kategorie. Pierwsi piszą książki lekkie, łatwe i przyjemne. Takie, które bierzemy latem na plażę i po skończeniu na tej plaży zostawiamy. I wbrew pozorom, to nie jest żaden zarzut. Pisze tak chociażby Lee Child, którego uwielbiam. Przeczytałem też dwie książki Janet Evanovich. I chociaż, zabijcie mnie, nie pamiętam, o czym były, to pamiętam, że doskonale się przy nich bawiłem. Druga kategoria, to pisarze, który uznali, że kryminał to najlepszy sposób, żeby opowiedzieć o jakieś poważnej kwestii. Pozwala postawić pewną diagnozę w atrakcyjny dla czytelnika sposób. Pisał tak Henning Mankell. W Polsce robił to Zygmunt Miłoszewski. W obu podejściach, tym lżejszym i tym poważnym, dostrzegam jedną cechę wspólną. Szacunek i pokorę do uprawianego gatunku. W książkach wymienionych autorów widzę po prostu włożoną w nie pracę. Ale jest jeszcze trzecia kategoria. Autorzy, którym z jakiegoś powodu wydaje się, że napisanie kryminału jest łatwe. To go piszą. I wychodzi potem z tego taka książka jak „Betibu”.

Głównym problemem tej powieści jest intryga. Schematyczna, nudna, przewidywalna i wtórna. Z pamięci potrafię wymienić co najmniej dwie powieści oparte na identycznym schemacie. A jakbym się skupił, to pewnie dorzuciłby do tego jeszcze kilka kolejnych. Claudia Piñeiro poszła tutaj po linii najmniejszego oporu. Mam wrażenie, że ani niespecjalnie popracowała nad swoją intrygą, ani nie sprawdziła, co w tym gatunku zostało już na podobny temat napisane. Przelała na papier po prostu pierwszy pomysł, który wpadł jej do głowy. W warstwie kryminalnej „Betibu” po prostu poległo. Nie wiem,czy to była arogancja, czy po prostu terminy goniły. Dziwi mnie to tym bardziej, że Piñeiro nie jest autorką przypadkową, ale uznaną w swoim kraju twórczynią kryminałów. Co się stało? Oto tajemnica godna powieści.

Broni się ta powieść natomiast na kilku innych polach. Przede wszystkim prezentuje interesujący portret Argentyny. Jest ona przedstawiona, w bardzo subtelny sposób, jako kraj gigantycznego rozwarstwienia majątkowego. Najciekawsze jest to, że jego ofiarami padają i osoby najbiedniejsze, i te bogate. Oczywiście, każda z tych grup na inny sposób. Widać to idealnie podczas scen na bramie prowadzącej do zamkniętego osiedla strzeżonego, gdzie ochroniarze poddają pracujące na osiedlu osoby coraz bardziej upokarzającym procedurom bezpieczeństwa. Ale widzimy, że bogaczy również zaczyna to dotykać. Osiedle, może jest i luksusowe, ale przypomina prawdziwe więzienie. Zaproszenie byle gościa to coraz większy kłopot, bo ochrona może odmówić jego wpuszczenia z tak błahego powodu jak brak dowodu ubezpieczenia pojazdu! Przy czym nikomu nie przeszkadza, że obok mieszka człowiek, który prawdopodobnie zamordował własną żonę. No, ale on ma wypchany banknotami portfel. Widać zasada, że bogatemu wolno więcej obowiązuje na całym świecie.

Jest również sporo o argentyńskiej prasie. Równie rozpolitykowanej jak ta w Polsce. Ustawiającej się w kontrze do rządzącego prezydenta lub go popierającej. I przede wszystkim, tkwiącej w ciągnącym się boleśnie kryzysie. Co skutkuje zwolnieniami. Oczywiście, wypowiedzenia dostają ci, którzy, jak to się brzydko korporacyjnie mówi, generują największe koszty. Zazwyczaj są to najbardziej doświadczeni dziennikarze. W rezultacie działem kryminalnym kieruje młody chłopak, ledwo po studiach, nigdy nie prowadzący samodzielnie żadnego dziennikarskiego śledztwa. Efekty byłyby opłakane, gdyby nie pomoc starego wygi. Wygi, który zdaje sobie sprawę, że jego czas w zawodzie się kończy. Bardzo przykry jest to obraz. Bardzo prawdziwy. I na tyle, na ile się orientuję, zbliżony do tego, co dzieje się w Polsce.

Wreszcie warstwa obyczajowa i portret głównej bohaterki. Tytułowej Betibu. Kobiety bliżej pięćdziesiątki niż czterdziestki. Matki dwójki dorosłych już dzieci. Autorki kryminałów w permanentnym twórczym kryzysie, która zarabia teraz jako ghostwriterka pisząc kiepskie książki dla innych ludzi. Jej rozmowy z przyjaciółkami, opis łączących je relacji, tej dobrej, kobiecej więzi, to najlepsze partie książki. Tak dobre, że aż chciałby się, żeby Piñeiro zamiast silić się na kryminał, napisała po prostu solidną powieść obyczajową. W sumie szkoda, że właśnie tego nie zrobiła.

Podsumowując, „Betibu” to całkiem przyzwoita książka i bardzo słaby kryminał. Pozostaje mieć nadzieję, że to nie jest najlepsza rzecz, jaką Argentyna może się pochwalić w tym gatunku.

Wojciech Chmielarz

Powiązane treści:
Namibijski krajobraz

Przez długi czas wahałem się, czy te książki powinny znaleźć się w cyklu. Autor, Bernhard Jaumann jest w końcu Niemcem. Uznałem jednak, że warto jednak o nich napisać. Ile w końcu mamy w Polsce kryminałów, których akcja dzieje się w Afryce?



więcej
Japonia oczami cesarza

Tetsuya Hondę przedstawiano w Polsce jako „cesarza japońskiego kryminału”. To mnie już na początku trochę do niego zniechęciło, ponieważ jestem głęboko sceptyczny co do tych wszystkich monarchistycznych tytułów: królów, królowych i księżniczek. Szczerze mówiąc, gdybym kiedyś zobaczył na półce książkę kogoś, kto się reklamuje jako „majster kryminału” lub „uznany rzemieślnik sensacji” natychmiast bym ją kupił.



więcej

Pokaż wszystkie teksty publicystyczne.
Komentarze
Autor:  Wojciech_Chmielarz |  wypowiedzi: 4  [pokaż ostatnią] Odpowiedź
książek: 27
Wojciech_Chmielarz
15-05-2018 10:49
Zapraszam do dyskusji.
książek: 8
Pomysłowy
19-05-2018 18:27
Ta recenzja "Betibu" Claudii Pineiro jest niebanalna, życiowa i daje do myślenia, np. "Oczywiście, wypowiedzenia dostają ci, którzy, jak to się brzydko korporacyjnie mówi, generują największe koszty. Zazwyczaj są to najbardziej doświadczeni dziennikarze. W rezultacie działem kryminalnym kieruje młody chłopak, ledwo po studiach, nigdy nie prowadzący samodzielnie żadnego dziennikarskiego... Ta recenzja "Betibu" Claudii Pineiro jest niebanalna, życiowa i daje do myślenia, np. "Oczywiście, wypowiedzenia dostają ci, którzy, jak to się brzydko korporacyjnie mówi, generują największe koszty. Zazwyczaj są to najbardziej doświadczeni dziennikarze. W rezultacie działem kryminalnym kieruje młody chłopak, ledwo po studiach, nigdy nie prowadzący samodzielnie żadnego dziennikarskiego śledztwa. Efekty byłyby opłakane, gdyby nie pomoc starego wygi."

Dlatego z sympatii dla autora recenzji warto podpowiedzieć, że w streszczeniu jest mała literówka, ale taka, że wyrzuca czytelnika "w maliny":
"W warstwie kryminalnej „Betibu” po prostu polegało. Nie wiem,czy to była arogancja, czy po prostu terminy goniły."

Po prostu polegało w warstwie kryminalnej? Na czym polegało? Aaa. Poległo...

Chyba, że to taki chwyt - właśnie doświadczonego wygi - dla zainteresowania czytelników. Jeśli tak, to owszem, działa - zainteresowałem się. :)

Pozdrawiam
pokaż więcej
książek: 27
Wojciech_Chmielarz
20-05-2018 22:28
Dzięki!
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 135
Wunderfuchs
21-05-2018 14:16
Książki nie czytałam, więc nie będę polemizować ani zgadzać się z recenzją. Ale padło tu kilka ważnych kwestii, które warto podchwycić.
Obserwuję z pewnym zdumieniem zalew kryminałów, których autorzy chyba rzeczywiście uwierzyli, że to jest proste. Że wystarczy, że padnie trup, a potem jakoś to będzie. Że gatunek to głupawy, więc czytelnik łyknie wszystko, bo to przecież rozrywka, nie musi...
Książki nie czytałam, więc nie będę polemizować ani zgadzać się z recenzją. Ale padło tu kilka ważnych kwestii, które warto podchwycić.
Obserwuję z pewnym zdumieniem zalew kryminałów, których autorzy chyba rzeczywiście uwierzyli, że to jest proste. Że wystarczy, że padnie trup, a potem jakoś to będzie. Że gatunek to głupawy, więc czytelnik łyknie wszystko, bo to przecież rozrywka, nie musi się więc trzymać kupy. Wydawcy chyba też w to wierzą, bo mam wrażenie, że wydają wszystko, co tylko powstanie czując, że ta bańka zaraz pęknie, fala się przewali i kryminał się skończy, albo wróci tam, skąd jego miejsce. Czyli pod schody, do pociągów itp. A szkoda, bo w tym zalewie giną rzeczy fajne, pomysłowe i wartościowe, za to wciska nam się do gardła agresywnym marketingiem zblazowaną papkę, wtórny kit, który tylko utwierdza czytelników w przekonaniu, że kryminał to literatura gorszego sortu i nie należy się po nim wiele spodziewać. Chyba tylko tyle, że gładko wejdzie i wyjdzie bez bólu nie powodując niestrawności.
I kolejne ważne pytanie - dlaczego autorka nie napisała powieści obyczajowej, tylko uparła się na kryminał? Mam wrażenie, że "powieść obyczajowa" zupełnie niesłusznie ma zły PR. Trąci "literaturą kobiecą" (już bez dalszego wchodzenia w gender - który szanujący się facet będzie czytał "literaturę kobiecą"?), a więc będą jakieś relacje międzyludzkie, nie daj boże miłość, związki damsko-męskie, wiwisekcja, psychololo, opisy przyrody itp. Jednym słowem: nuda, panie, nuda. W kryminale trup gwarantuje minimum emocji. W powieści obyczajowej trzeba się bardziej wysilić, żeby zbudować napięcie. Ale kiedy autor nie ma na podorędziu drogi na skróty, nie może skorzystać z przetartych szlaków gatunku, w odpowiednim momencie podkręcić atmosfery efektowną (albo efekciarską, w zależności od wykonania) strzelaniną, mordobiciem, kolejnym trupem itp., musi się bardziej wysilić. Co daje często dużo lepsze efekty literackie.
A może to my, czytelnicy, wciąż domagamy się tego ciągłego podgrzewania atmosfery? Czytam kryminały do dziesięcioleci i widzę, jak bardzo się zmieniły. Więcej, mocniej, krwawiej... Te, od których zaczynałam, były w porównaniu z tym, co się dzisiaj pisze, dość niewinne. Więc może to my jesteśmy uzależnieni od adrenaliny, a autorzy tylko dają nam naszą porcję narkotyku, zwiększając dawkę, bo tego się od nich domagamy? Może zalew kiepskich kryminałów to po prostu efekty popytu na "nie ważne co, byle sponiewierało", nawet jeśli potem zostaje tylko ...kac?
pokaż więcej
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany. Logowanie

Opinie czytelników


O książce:
Dwór cierni i róż

Feyra już od blisko 5 lat utrzymuje i wyżywia rodzinę z swoich polowań. Podczas jednego z nich, zapuszcza się w las dalej niż zazwyczaj, mniej więcej...

zgłoś błąd zgłoś błąd