Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Wydawnictwa jednak przeciw ustawie o książce?

Wydawnictwa jednak przeciw ustawie o książce?
48 wartościowy tekst

Projekt ustawy o książce coraz bardziej dzieli rynek książki. Na adres redakcji otrzymaliśmy list kierowany do Ministra Piotra Glińskiego, który prezentuje stanowisko niewielkich wydawnictw w sprawie ustawy o książce. Podpisali go przedstawiciele 13 wydawnictw, którzy wyrazili swój kategoryczny sprzeciw przeciw wprowadzeniu ustawy w jej zaproponowanej formie. W liście wydawcy poruszyli m.in. temat wysokości marż dystrybutorów, rozwoju nowych technologii, ebooków i terminów płatności.

Minister Piotr Gliński za pośrednictwem twittera poinformował, że nie zapadła decyzja w związku z ustawą i prosi o konsultacje.

List, za zgodą autorów, przytaczamy w całości.

------------------------------

Wrocław, 15.03.2017 

Pan
Minister prof. dr hab. Piotr Gliński
Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego
ul. Krakowskie Przedmieście 15/17
00-071 Warszawa

 

Szanowny Panie Ministrze,

w nawiązaniu do prośby o przekazanie do resortu przez przedstawicieli środowisk związanych z polskim rynkiem książki i czytelnictwem uwag w sprawie ustawy o jednolitej cenie książki my, właściciele niewielkich wydawnictw, przedstawiamy swoje stanowisko.

Wyrażamy swój sprzeciw wobec ustawy o jednolitej cenie książki, gdyż uważamy, że ustawa ta pogorszy wyjątkowo trudną sytuację małych wydawców literatury niszowej, specjalistycznej i popularnonaukowej, spowoduje spadek czytelnictwa, a być może także spowoduje wzrost cen książek.

Podstawowym argumentem jest brak zapisów w ustawie dotyczących poszczególnych ogniw dystrybucji. To sprawi, że dysproporcje pomiędzy ceną zakupu przez hurtownie/sieci a ceną okładkową pozostaną bez zmian. Na takiej sytuacji zyskają dystrybutorzy książek – przeważnie wielkie sieci, w tym ta oparta o zagraniczny kapitał. Wydawcy oraz polscy księgarze stracą na wprowadzeniu stałej ceny książki. Docelowo stracą więc także czytelnicy: ograniczona zostanie oferta małych i średnich wydawców, wiele tytułów nigdy nie zostanie wydanych, a czytelnicy stracą możliwość zakupu w promocyjnych cenach stosunkowo drogich książek niszowych, specjalistycznych lub popularyzujących wiedzę i wspierających proces długotrwałego uczenia się, a także twórczego rozwoju. Jeszcze bardziej widoczna i dostępna stanie się oferta „książkopodobna” – czytadeł i poradników kodowanych na podstawowym poziomie kompetencji językowej, a czasem nawet pisanych wbrew zasadom poprawnej polszczyzny i wydawanych z pominięciem prawideł sztuki edycyjnej. Aby zobrazować powyższy argument, posłużmy się przykładem: książka w cenie okładkowej 40,00 zł jest dostarczana do hurtowni w cenie 20,00 zł. W tych 20,00 zł zawiera się koszt praw autorskich, tłumaczeń, druku, redakcji, korekty, grafiki i niewielki zysk wydawcy (ok. 4 zł). Obniżenie ceny okładkowej o 20% (z 40,00 do 32,00 zł) spowoduje, że hurtownia będzie kupować tę książkę za 16,00 zł, a więc zysk wydawnictwa wyniesie 0,00 zł. Żaden zapis ustawy nie ogranicza marż dystrybutorów, więc nie będzie żadnego powodu do obniżenia ceny okładkowej. Zaznaczamy, że dystrybutorzy/sieci/ hurtownie (bazujące na rabatach 50%-60%, które ze względu na ustawę wcale nie ulegną zmianie) generują dla wydawcy większą część zysku ze sprzedaży tytułu. Zysk płynący ze sprzedaży w niewielkich księgarniach stacjonarnych jest w porównaniu do sprzedaży przez sieci marginalny. Odnosimy wrażenie, że zwolennicy ustawy nie zdają sobie sprawy z tego, że między czytelnikiem a wydawcą stoi dystrybutor, który i tak zachowa swoje 50%-60% rabatu od wydawcy.

Dodatkowo trudno oprzeć się wrażeniu, że autorzy ustawy próbują za wszelką cenę uregulować zjawiska związane ze zmianą paradygmatu komunikacji społecznej będące następstwem rewolucji technologicznej. Wiara w to, że ustawa o stałej cenie książki „przeniesie” klientów sklepów internetowych do księgarń stacjonarnych jest wyjątkowo naiwna. Rynek e-commerce i m-commerce rozwija się niezwykle intensywnie na całym świecie, także w Europie. W naszym kraju rośnie o kilkanaście procent rocznie. W samym 2016 roku osiągnął wartość ponad 36 mld zł. Klienci kupują w internecie nie tylko ze względu na rabaty, ale też z wielu innych przyczyn, których nie zmieni ani ustawa o cenie minimalnej książki, ani inna regulacja. Co więcej, księgarnie internetowe są dobrodziejami małych i średnich wydawców – dzięki elastyczności i sprawności w docieraniu do grup docelowych szybko przyciągają klientów, a pieniądze z tytułu sprzedanych książek błyskawicznie odprowadzają do wydawców. To niebagatelny argument za wspieraniem rozwoju księgarni internetowych. Podczas gdy dystrybutorzy książkowi pracują z wydawcami w oparciu o terminy płatności 140-180 dni i średnio spóźniają się z płatnością o dodatkowych 30-60 dni, mali księgarze internetowi rozliczają się z wydawcami w terminach do 30 dni. Dziś to oni głównie zapewniają małym oficynom płynność finansową. Wielkie sieci dystrybutorskie prowadzą natomiast groźne działania księgowe mające charakter żonglowania należnościami – dokonują u wydawców dużych zamówień (unikanie opodatkowania), by następnie, kilka miesięcy później, dokonywać znacznych zwrotów (unikanie rozliczenia z wydawcą).

Jesteśmy przekonani, że ustawa będzie skutkować znacznym spadkiem sprzedaży nowości wydawniczych i ograniczy liczbę premier, zwłaszcza tytułów wartościowych, wymagających dużych nakładów pracy i nakładów finansowych. Czytelnicy, zniechęceni wysoką ceną, nie będą chętnie sięgać po nowości, po roku od premiery natomiast nie będą już o nich pamiętać. Ponieważ w mediach promuje się właściwie tylko nowości (tytuł przestaje funkcjonować jako „nowość” po około 6 miesiącach od daty wydania), promocja danej książki, której nikt ze względu na wysoką (w domyśle: pozbawioną rabatu) cenę nie kupi od razu, traci sens.

Ograniczenie możliwości sprzedaży nowości spowoduje konieczność zmniejszenia nakładów poszczególnych tytułów, co oznacza wzrost kosztów produkcji książki i – w konsekwencji – wzrost jej ceny okładkowej.

Zapisy w ustawie ograniczające rabat dla bibliotek spowodują, że biblioteki, dysponując takimi samymi środkami jak dotąd, kupią znacznie mniej książek, co przełoży się na spadek czytelnictwa. Obecnie biblioteki kupują książki w przetargach, a rabaty dla nich sięgają 40%. Wprowadzenie ustawy spowoduje, że biblioteki zrezygnują z zakupu dzieł ambitnych czy niszowych na rzecz popularnej literatury publikowanej przez wydawniczych gigantów, co w konsekwencji znacznie uszczupli i zuboży ofertę wydawniczą w Polsce w ogóle.

Niebagatelne znaczenie mają również w projektowanej ustawie zapisy ograniczające rabaty podczas targów i imprez: spowoduje to zmniejszenie zainteresowania takimi imprezami ze strony odwiedzających, co jednoznacznie przełoży się na spadek czytelnictwa. Obecnie takie imprezy są świętami książek i należy je wspierać, a nie tworzyć przepisy, które w nie uderzają.

Pragniemy jeszcze raz podkreślić, że zapisy ustawy uderzą przede wszystkim w małych wydawców, dla których sprzedaż nowości jest niezwykle istotna z biznesowego punktu widzenia. Warto przypomnieć, że to niewielkie wydawnictwa wprowadzają na rynek niszowe książki, które wzbogacają ofertę wydawniczą. To głównie dzięki małym wydawcom w Polsce dostępna jest literatura czeska, słowacka, rumuńska, grecka. Ustawa wpłynie także negatywnie na wydawanie polskiej literatury – nie należy zapominać, że gros wydawców specjalizuje się w rodzimej twórczości: w tej sytuacji spadnie liczba debiutów prozatorskich, a i tak fatalna sytuacja, w jakiej znajduje się polska poezja, nie tylko nie ulegnie poprawie, ale dotrze do katastrofalnego poziomu. Ucierpi nie tylko twórczość młodych stażem literatów, pogorszeniu ulegnie sytuacja nawet autorów o ustabilizowanej pozycji na rynku – czytelnik nie wyda więcej na zakup nowości wydawniczych, więc liczba zakupionych pozycji ulegnie zmniejszeniu. Bardzo dolegliwe z punktu widzenia rozwoju polskiej gospodarki może okazać się ograniczenie działalności wydawców funkcjonujących w obszarze literatury faktu, w tym literatury popularnonaukowej. Książki popularyzujące największe odkrycia naukowców czy dokonania zespołów badawczych w dziedzinach takich jak: ekonomia, energetyka, astronomia, medycyna i inne – już dziś stanowią wyjątki na polskim rynku książki. Warto zwrócić uwagę, że literatura ekonomiczno-biznesowa to w Polsce przede wszystkim mało wartościowe poradniki typu „jak osiągnąć sukces”. W Polsce nie tłumaczy się albo tłumaczy bardzo mało książek laureatów ekonomicznej Nagrody Nobla, laureatów Medalu im. Johna Batesa Clarka, nie sprzedaje się monografii polskich naukowców itd. Wydawanie książek, które dostarczają wiedzę, wymaga wiedzy i zasobów finansowych, a także stabilnego, sprzyjającego takim przedsięwzięciom otoczenia rynkowego, którego w Polsce od zawsze brakowało.

Z podanych wyżej powodów uważamy, że aby uzdrowić polski rynek książki, należy przede wszystkim przemyśleć uregulowanie maksymalnych pułapów marż dystrybutorskich. Można ewentualnie także przemyśleć wyłączenie spod ustawy o jednolitej cenie książki wydawców o niewielkim obrocie (na przykład poniżej 3 mln zł rocznie).

Dobrym przykładem na to, jak podobna ustawa bardziej szkodzi niż pomaga rynkowi czytelniczemu i wydawniczemu jest Izrael – tam po roku obowiązywania ustawy o stałej cenie książki (ustawa, która tak jak przygotowywany polski projekt miała w założeniu chronić autorów, wydawców i księgarzy) sprzedaż nowych tytułów spadła o 35%, zaś ogólna sprzedaż o 15%. Powodem był fakt, że klienci wybierali starsze tytuły, których ustawa nie obejmowała. Ustawa w Izraelu została zniesiona po 2 latach obowiązywania, wbrew obowiązującemu w tym kraju zwyczajowi niezmieniania prawa przez 4 lata od uchwalenia. Stało się tak, ponieważ dewastacja rynku książki okazała się tak duża, że niezbędna była natychmiastowa reakcja. Warto więc pochylić się nad tym przykładem i uczyć się na doświadczeniach innych, a nie niszczyć. Analiza sytuacji udowodniła, że ustawa najmocniej dotknęła młodych i mniej popularnych autorów, ponieważ wydawcy w takiej sytuacji nie chcieli ryzykować wydania książek w ogóle. W tym miejscu warto także zwrócić uwagę, że powoływanie się przez zwolenników ustawy o jednolitej cenie książki na przykłady innych krajów, takich jak Francja, jest kontrproduktywne. Legislacje te wprowadzone zostały przed wieloma laty, jeszcze zanim upowszechnił się internet i zaczął rozwijać – także książkowy – rynek e-commerce oraz rynek książek elektronicznych.

Jeżeli Panu Ministrowi leży na sercu stan polskiego czytelnictwa, kondycja polskiego rynku książki, a także przyszłość intelektualna i potencjał twórczy Polaków proponujemy, by rozpocząć działania na następujących polach:

Po pierwsze – ustalenie maksymalnego pułapu marży, jakie od wydawcy może pobierać dystrybutor. Dziś poziomy te wahają się między 50 a 60% (czasem więcej). Jeszcze w latach 90. było to 9%. Nic dziwnego, że kondycja czytelnictwa była lepsza.

Po drugie – uleczenie patologicznej sytuacji, jaką są 140-180 dniowe terminy płatności. W księgarniach stacjonarnych a także internetowych klient musi zapłacić za książkę natychmiast (gotówką, kartą, w internecie – przedpłata). Od lat mali wydawcy próbują zrozumieć, co dzieje się przez ponad 180 dni z kwotą, którą czytelnik uiszcza za ich książkę w sklepie. Smutna rynkowa prawda jest taka, że mali wydawcy wciąż udzielają olbrzymich, wielomiesięcznych (często większych niż roczne), nieoprocentowanych kredytów kupieckich wielkim sieciom dystrybutorskim.

Po trzecie – wprowadzenie zasad antymonopolowych na rynku, na którym głównymi ruchami są konsolidacje pionowe. Zakazanie skupiania w ramach jednej grupy kapitałowej firm dystrybutorskich, wydawnictw i drukarń. Sytuacja, z którą dziś mamy do czynienia, powoduje, że wielkie grupy kapitałowe finansują wydawanie swoich książek z pieniędzy, które w ich sklepach/ sieciach/ hurtowniach zostawiają klienci lub mali księgarze, płacąc za towar małych wydawców. 

Po czwarte – obniżenie stawki VAT dla e-booków do maksymalnie 5%.

Kamila Buchalska i Tomasz Zaród, Książkowe Klimaty
Julia Różewicz, Wydawnictwo Afera
Szymon Holcman, Kultura Gniewu
Paweł Timofiejuk, Timof i Cisi Wspólnicy
Hanna Mirska-Grudzińska, Marginesy
Grzegorz Zalewski, Wydawnictwo Linia
Katarzyna Kozłowska, Kurhaus Publishing
Katarzyna Kamieniarz, OMG! Wytwórnia Słowobrazu
Iwona i Maciej Pietrasikowie, Taurus Media
Jakub Syty, Kubusse
Igor Zalewski, wydawnictwo The Facto
Anna Zdrojewska-Żywiecka, Wydawnictwo Mamania, Grupa Wydawnicza Relacja
Mirosław Śmigielski, Wydawnictwo Stara Szkoła

------------------------------

Przegląd artykułów o ustawie o jednolitej cenie książki znajdziecie tutaj.

Powiązane treści:
List w sprawie Ustawy o książce

Projekt ustawy o książce został przygotowany przez Polską Izbę Książki i 2 marca trafił do MKiDN. Jak podkreśla Ministerstwo jest on podstawą do szerszych konsultacji ze środowiskiem książki w Polsce, a w jego oparciu ma powstać ostateczna propozycja ww. ustawy. Lubimyczytać.pl, jako serwis skupiający czytelników, zostało poproszone przez MKiDN o konsultacje w sprawie ustawy o książce.



więcej

Pokaż wszystkie aktualności
Komentarze
Autor:  LubimyCzytać |  wypowiedzi: 40  [pokaż ostatnią] Odpowiedź
książek: 167
Marta94
18-03-2017 14:50
Dopiero będą NARZEKAĆ,że ludzie nie czytają książek. STOP !
książek: 91
Agunia
19-03-2017 19:51
Mam nadzieję, że te konsultacje rzeczywiście będą i nie będzie tak jak z nową ustawą o edukacji, gdzie konsultacje były tylko z nazwy. Przecież podobna ustawa była już w Izraelu i, co sprzedaż spadła. Z podobnego pomysłu wycofała się też Szwecja, Irlandia oraz Wielka Brytania. Głupotą jest wprowadzanie ustawy, która już była gdzie indziej i się nie sprawdziła. Moim zdanie ustawa w takiej... Mam nadzieję, że te konsultacje rzeczywiście będą i nie będzie tak jak z nową ustawą o edukacji, gdzie konsultacje były tylko z nazwy. Przecież podobna ustawa była już w Izraelu i, co sprzedaż spadła. Z podobnego pomysłu wycofała się też Szwecja, Irlandia oraz Wielka Brytania. Głupotą jest wprowadzanie ustawy, która już była gdzie indziej i się nie sprawdziła. Moim zdanie ustawa w takiej formie, jak jest obecnie proponowana, może tylko zaszkodzić. Przez część księgarni internetowych może upaść, a co za tym idzie osoby tam pracujące, stracą prace. Poza tym bardzo lubię kupować książki w internecie, lubię konkurencyjne ceny. Ta ustawa jest zagrożeniem dla małych wydawnictw.Oczywiście nie twierdzę, że wszystko jest dobrze. Trzeba coś zmienić, ale nie w taki sposób. Ludzie, którzy teraz nie czytają, nie będą czytać i potem. Takie jest przynajmniej moje zdanie.
pokaż więcej
książek: 3
Staszek
19-03-2017 20:49
Napisałem dłuższy komentarz do listu: https://www.facebook.com/StaszekKrawczyk2016/posts/1868914340049900. Przeklejam niżej, a nuż komuś się przyda?

===

To tekst merytoryczny i wart lektury. Dodaję do niego trzy swoje spostrzeżenia.

1. Autorzy i autorki tekstu proponują m.in. ustawowe uregulowanie maksymalnej marży dystrybutora. Ta marża rzeczywiście potrafi być niezwykle wysoka – na...
Napisałem dłuższy komentarz do listu: https://www.facebook.com/StaszekKrawczyk2016/posts/1868914340049900. Przeklejam niżej, a nuż komuś się przyda?

===

To tekst merytoryczny i wart lektury. Dodaję do niego trzy swoje spostrzeżenia.

1. Autorzy i autorki tekstu proponują m.in. ustawowe uregulowanie maksymalnej marży dystrybutora. Ta marża rzeczywiście potrafi być niezwykle wysoka – na przykład jeśli cena okładkowa książki drukowanej to 39 złotych, czyli ok. 37 zł bez VAT-u, to przy 50-procentowej marży wydawca otrzymuje od pośrednika raptem 18,5 zł za egzemplarz (a nierzadko płaci jeszcze dodatkowe pieniądze np. za wystawienie książki w eksponowanym miejscu). Z tych środków musi pokryć koszt druku, ilustracji, składu, redakcji, korekty, a w przypadku przekładów – również koszt tłumaczenia i praw autorskich.

Ale dystrybutorzy książkowi (zarówno hurtowi, jak i detaliczni, np. EMPiK, Matras, mniejsze księgarnie) także mają swoje koszty. Kilka lat temu Łukasz Gołębiewski, specjalista od spraw rynku książkowego, szacował średnią rentowność dystrybutorów na 1,5–2 proc., czyli mniej, niż wynoszą lokaty bankowe (http://wyborcza.pl/1,76842,8324988,VAT_em_w_czytelnika.html). Była to rentowność przeciętna statystycznie i należałoby ją jeszcze podzielić na grupy w zależności od rodzaju pośrednika, ale i tak nie jest wcale oczywiste, że dystrybutorzy – nawet ci najwięksi – pławią się w pieniądzach z handlu książkami.

O ile jednak sprawę należałoby jeszcze przeanalizować dokładniej, o tyle sam pomysł uregulowania marż dystrybutorskich niewątpliwie zasługuje na uwagę. Przypomina on nieco prawo uchwalone w USA w latach 30. XX wieku, zakazujące wydawcom tańszego sprzedawania książek wybranym grupom dystrybutorów, a więc też odbierające wielkim sieciom możliwość wymuszania obniżek na wydawcach (https://en.wikipedia.org/wiki/Robinson%E2%80%93Patman_Act; przepisy te nie dotyczyły wyłącznie książek, lecz także innych wytworów).

2. Z całą pewnością należałoby natomiast szukać sposobów na ukrócenie zjawiska nieoprocentowanych kredytów kupieckich dla wielkich sieci dystrybucyjnych, które „pracują z wydawcami w oparciu o terminy płatności 140-180 dni i średnio spóźniają się z płatnością o dodatkowych 30-60 dni”. Taka działalność narusza umowy i tak już bardzo korzystne dla pośredników, a na dłuższą metę szkodzi całemu rynkowi książki. Powinna zostać ograniczona przez prawo.

3. Postulowane na końcu tekstu obniżenie stawki VAT dla e-booków nie jest proste, bo to kwestia regulacji europejskich (http://www.rp.pl/VAT/303079952-Trybunal-Sprawiedliwosci-UE-wyrok-ws-VAT-na-e-booki.html, http://curia.europa.eu/juris/liste.jsf?td=ALL&language=pl&jur=C,T,F&num=c-390/15).

Podsumowując – powoli skłaniam się do przekonania, że zamiast myśleć o wprowadzeniu stałej ceny książki trzeba raczej przyjrzeć się uważnie systemowi dystrybucji i zaproponować regulacje właśnie w tej sferze.

PS. We wpisie abstrahuję od szczegółowych dyskusji na temat obecnego projektu ustawy o stałej cenie książki. Osoby nimi zainteresowane mogą znaleźć odpowiednie informacje i opinie w następujących miejscach:

http://www.mkidn.gov.pl/pages/posts/spotkanie-ws.-projektu-ustawy-o-jednolitej-cenie-ksiazki-7173.php

http://www.pik.org.pl/upload/files/Ustawa%20o%20jednolitej%20cenie%20ksi%C4%85%C5%BCki_%20Projekt%202017-02-20.pdf

https://www.pik.org.pl/upload/files/Argumenty%20za%20ustaw%C4%85%20o%20jednolitej%20cenie%20ksi%C4%85%C5%BCki.2017-02-20.pdf
http://swiatczytnikow.pl/ustawa-o-stalej-cenie-ksiazki-reaktywacja-i-kilka-opinii-sprzed-dziesieciu-lat/

http://www.speculatio.pl/jednolita-cena-ksiazki/
pokaż więcej
książek: 2065
Renax
20-03-2017 07:16
Jestem przeciwna tej ustawie i popieram ten list. Ale czy ktokolwiek weźmie go pod uwagę?
A tak w ogóle to czy taka ustawa byłaby zgodna z europejskimi zasadami zwalczającymi nieuczciwą konkurencję, czy raczej ustawami w poszczególnych krajach Unii, które są antyrynkowe?
Bo czytelnicy sobie poradzą tak czy siak, ale kruchy rynek książki zostanie wykończony.
książek: 746
Beremis
20-03-2017 10:49
Tylko, że ta branża jest dość specyficzna, ciężko mówić o wolnym rynku, gdy np. Kinga można tylko i wyłącznie kupić od Pruszyńskiego. Nie mogę pójść do innego wydawcy, bo ten będzie miał niższą cenę, ładniejsze wydanie, itp.
Cała moja wolność to wybór innego autora w innym wydawnictwie.
A były już przypadki z innej branży, że taki pozorny wybór był uznawany za praktykę monopolistyczną.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 124
Krzysztof
20-03-2017 19:01
Co widzą i czego nie chcą widzieć autorzy projektu ustawy?
http://prostaekonomia.pl/jednolita-cena-ksiazki-co-widza-i-czego-nie-chca-widziec-autorzy-projektu/
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany. Logowanie
zgłoś błąd zgłoś błąd