Swawolne prababki – prawdziwy „Czas zmian”

LubimyCzytać
10.08.2020

Morderstwo z zazdrości, młoda wdowa i namiętny romans wbrew wszystkim… Z czym jeszcze będą musiały zmierzyć się wyzwolone bohaterki "Czasu zmian"? Daj się porwać książkowej magii i spędź te wakacje w Krakowie! Wiktoria Gische powraca z nową powieścią historyczno-obyczajową. Będzie się działo!

Swawolne prababki – prawdziwy „Czas zmian”

„- A więc wszystkie robimy albo będziemy robiły rzeczy, które z różnych powodów wymagają pewnej odwagi i determinacji. – Eleonora uśmiechnęła się tajemniczo. – Spotkałaś mnie na Batorego, Rozalio, ponieważ od jakiegoś czasu pracuję u doktora Kurkiewicza, który…

- Nie tak głośno – syknęła Stefania, przerywając siostrze.

- Nie bądź niemądra – ofuknęła ją Eleonora. – Nie zamierzam chować głowy w piasek. Może i doktor Kurkiewicz wzbudza niezdrowe emocje, a raczej jego badania je wzbudzają, ale ja pracuję uczciwie, przepisując jego notatki. Na razie.

- Czy mówimy o tym Kurkiewiczu? – zapytała Rozalia. Eleonora skinęła głową.

- Tak, mówimy o doktorze Kurkiewiczu. Proszę, nie wypytujcie mnie o jego sposoby leczenia i praktykę. (…) Pomagam doktorowi przepisywać jego odręczne zapiski. Doktor Kurkiewicz pracuje nad wspomnieniami.

- Nie pojmuję, jak do niego trafiłaś! (...) Mówi się o nim, że jest zawodowym podglądaczem. A to i tak najłagodniejsze z krążących określeń.

- A ja słyszałam… – Stefania włączyła się do rozmowy – (...) że Kurkiewicz zachęca kilkunastoletnie dziewczęta, żeby przychodziły do niego i bez skrępowania opowiadały o swoich marzeniach. (...) – Stefania ściszyła głos do szeptu. – Zachęcał kobiety, aby pokusiły się o poznanie duszy płciowej u mężczyzny. (...) Doktora strasznie interesują najróżniejsze grzechy płciowe, ich częstość, a także podstępność w ich popełnianiu. (…)”.

Powyższe fragmenty, pochodzące z książki „Czas zmian”, pokazują, że współczesne postrzeganie życia z początku XX stulecia może wcale nie jest takie zgodne z ówczesną rzeczywistością, jak zakładaliśmy do tej pory. Uważamy bowiem, że po Wielkiej Wojnie wciąż obowiązywały stare konwenanse, a nasze prababki były albo pięknymi ozdobami salonów, albo harującymi od zmierzchu do świtu wyrobnicami. Ówczesne kobiety zaś, jak dzieci i ryby, głosu nie miały.

Założenie to powielane było, jest i będzie przez kino, telewizję i literaturę. Dzięki temu utrwalił się obraz bezbronnej kobietki, uzależnionej od mężczyzny. Najpierw ojca, potem brata lub męża.

Oczywiście w obrazie tym jest sporo prawdy, ale… Właśnie. Zawsze jest jakieś „ale”.

Tymczasem, jak pokazuje przykład Eleonory, bohaterki mojej najnowszej powieści, która na swojej drodze spotyka znanego i kontrowersyjnego, nie boję się powiedzieć, że nawet dziś za takiego by uchodził, doktora Kurkiewicza, kobiety międzywojnia z wolna zaczynały zmieniać swoje poglądy na życie. Na wszystkie jego aspekty, także te związane z seksem i własną seksualnością.

Reklama

Przecież to dzięki naszym prababkom, my kobiety XXI wieku, możemy cieszyć się równouprawnieniem. To one stały za rewolucjami, które zmieniły krajobraz polityczny, społeczny, obyczajowy. Walczyły nie tylko o prawo głosu. Walczyły także o równe prawa w alkowie, o czym nie mówi się prawie wcale, jakby temat ten był zakazanym tabu, nieprzystającym do obrazu ówczesnego damsko-męskiego pożycia erotycznego.

Tymczasem seks przestawał być domeną zarezerwowaną dla mężczyzn, a wibrator, który w XIX stuleciu odciążał obolałe palce lekarzy, przestał służyć tylko i wyłącznie leczeniu histerii.

Praktyki seksualne naszych prababć i pradziadków nie są tak niewinne jak nam się wydaje. Mogłyby zawstydzić niejednego współczesnego swawolnika, wywołując na jego policzkach rumieniec zażenowania i wstydu. Wydaje nam się, że widzieliśmy, zrobiliśmy i skosztowaliśmy wszystkiego. A jednak, to nie my, wymyśliliśmy brak seksualnej powściągliwości.

Faktem jest, że mężczyźni II Rzeczypospolitej mieli pozycję uprzywilejowaną, a równouprawnienie, o które walczyły ówczesne kobiety, było w powijakach. Nie oznacza to jednak, że płeć piękna dawała się zepchnąć na margines życia. Nasze prababki świetnie dawały sobie radę, korzystając z zasady propagowanej między innymi przez Boya-Żeleńskiego, że „jeśli nasza ciotka ma potrzeby seksualne, to mamy obowiązek je zaspokoić.”

Nie wyglądasz na kogoś, kto łatwo się poddaje. Czy jedna nieudana próba tak łatwo cię zniechęci do tego, co jak widziałem, sprawia ci prawdziwą radość?

Rzecz nie do pomyślenia, bowiem zabawy swingersów, zdają się być wymysłem dzikich lat 60-tych ubiegłego wieku, ale już elity II Rzeczypospolitej lubowały się w spotkaniach, podczas których uprawiano seks grupowy, zażywano narkotyki i używano gadżetów erotycznych, które mimo oficjalnego zakazu sprzedaży, cieszyły się bardzo dużym powodzeniem.

Reklama

Sufrażystki i feministki postulowały wprowadzenie swobodnego pożycia intymnego bez narażania się na krytykę za niewierność w małżeństwie. Tajemnicą poliszynela było przyprawianie mężom przysłowiowych rogów. Rzecz naturalna, skoro większość panów miewała kochanki. Ponoć tylko trzynastu na stu mężów dochowywało żonie wierności. Pozostali, za przyzwoleniem i aprobatą społeczeństwa, garściami korzystali z zasady, że mężczyzna z natury jest poligamistą i nie można wymagać od niego pożycia z jedną tylko kobietą, wszak, jak powiadano przy jednej myszy i kot zdechnie. Skoro więc tylu panów miewało kochanki, ich żony, których w swojej naiwności panowie nie podejrzewali o erotyczne sekscesy, bywały kochankami innych.

Rozwiązłość niestety prowadzi do nadużyć. Dawne kodeksy w obronę brały tylko kobiety, gdy tymczasem przedmiotem molestowania padali także mężczyźni, o czym pisał między innymi krakowski seksuolog Stanisław Kurkiewicz, opisując zjawisko, którego ofiarą stał się osobiście w wieku, kiedy nie potrafił mu się przeciwstawić. Kurkiewicz pisał, że kobiety powszechnie mają skłonności do młodzieży męskiej, a nawet chłopców. Czyny tego typu nazywał „chłopczykowaniem”. Zdaniem doktora niektóre służące były zdolne zapłacić za stosunek z chłopczykiem. Przyznawał, że w wieku lat pięciu był molestowany przez jedną z nich, a trzy lata później zaciągnięty do łóżka przez nastoletnią Zosię, która była jego piastunką. Z opowieści Kurkiewicza dowiadujemy się, że jako chłopiec, który nie miał prawa wiedzieć, czym był seks, był kilkakrotnie do niego zmuszany.

Najpewniej osobiste doświadczenia wpłynęły na jego późniejsze poglądy. Sądził bowiem, że każda kobieta, bez wyjątku, przejawia tego typu tendencje. Jego nastawienie może wydawać się wyolbrzymione przez pryzmat własnych, złych doświadczeń, ale jak się okazuje, relacji dotyczących tego zjawiska jest w okresie II Rzeczypospolitej bez liku, a mimo tego kobiet prawie wcale nie skazywano z uwagi na brak twardych dowodów.

Pierwszy raz w życiu słowa wypowiedziane przez kobietę spowodowały, że zawstydził się jak nastoletnia panna.

O gwałtach na mężczyznach można dowiedzieć się z dokumentacji medycznej, sporządzonej między innymi przez Stanisława Higiera, który prowadził przypadek pacjenta „uwiedzionego przez swoją partnerkę”. Należy jednak zaznaczyć, że przed wojną słowo „uwieść” oznaczało „gwałt”.

Reklama

Wspomniany wcześniej doktor Stanisław Kurkiewicz pisał o życiu intymnym Polaków dosadnie i bez ogródek. Nie straszne było mu podglądanie, podsłuchiwanie, czy wypytywanie o najdrobniejsze szczegóły dotyczące tego, co działo się za drzwiami sypialni. Za informacje płacił kobietom, czyniąc z nich podglądaczki. Kurkiewicz chciał wiedzieć, jak Polacy się kochają, jak się masturbują, jakie mają fetysze i fantazje erotyczne. Swoje informatorki nazywał „śledczyniami życia płciowego”.

Na łamach jednej ze swoich publikacji zatytułowanej „Szczegółowe odróżnienie czynności płciowych”, która liczyła aż 700 stron, zgłębił temat kobiecej masturbacji, którą nazwał samieństwem. Sklasyfikował wykonywane w kobiecej alkowie czynności, tworząc swoisty ranking tych, które powtarzały się najczęściej.

Zresztą nie tylko Kurkiewicz prowadził badania dotyczące damskiej seksualności. Warszawski lekarz i antropolog Walenty Miklaszewski w pierwszej dekadzie XX wieku, przeprowadził wśród pacjentek ankietę dotyczącą seksu. W rezultacie okazało się, że zaledwie 19% kobiet uznaje życie płciowe za satysfakcjonujące.

Więc zmądrzej Eleonoro. Uświadom sobie, że trzeba żyć.

Rozpoczęła się zapomniana dziś rewolucja seksualna. Młode dziewczęta powoli, ale świadomie zaczęły eksperymentować z seksem, doświadczając go jeszcze przed wypowiedzeniem sakramentalnego „tak”.

Nasze prababki dały nam więc nie tylko prawo do głosowania, dały nam prawo do zadowolenia z seksu, który przestał być domeną mężczyzn, dla których kobiece zadowolenia było niczym innym, jak histerią, którą trzeba było leczyć.

Wiktoria Gische – autorka książek historyczno-obyczajowych. Z wykształcenia i z zamiłowania jest historykiem. Mieszka na Śląsku. „Niespokojne lata” to pierwszy tom sagi „Kamienica Pod Irysami”.

Tekst napisany w oparciu o artykuły, które ukazały się na łamach portalu Ciekawostki historyczne.

[kk]

Reklama

komentarze [7]

Sortuj:
1060
83
10.08.2020 19:43

Wibrator jako narzędzie leczenia HISTORII? Niby literówka, a jak inspirująco brzmi... XD


352
0
10.08.2020 20:11

Przydałoby się niektórym i dziś... Może te przeszywające ciało wibracje, w rozkoszy i rozanieleniu, wpłynęłyby nie tylko na falowanie owego sekretnego kobiecego kwiatu, ale i mózgu :)


2718
4
11.08.2020 10:06

Dziękujemy za czujność!


4009
3769
10.08.2020 17:01

Ja nie wiem,czy przeczytam.


801
66
10.08.2020 15:21

Nudzą mnie już te kostiumowe książki o wyzwolonych babkach. Może raz napisze ktoś coś a jakiejś niewyzwolonej, biednej i zniewolonej?


352
0
10.08.2020 16:24

Cóż, może kiedyś. To dobry pomysł, chociaż tych o niewyzwolonych, biednych i zniewolonych przez mężczyznę, czy mężczyzn (czasami i w innych konfiguracjach) też już było, jest i będzie pełno. W literaturze wszystko już było :) Ale cenię Pana zdanie i pomysł. Pozdrawiam


2718
4
10.08.2020 14:19

Zapraszamy do dyskusji.


zgłoś błąd