-
Artykuły
Wielkanocna chwila odpoczynku z literaturą – okazje na ebooki do -95% i ranking top tytułów
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Nie żyje Wiesław Myśliwski. Autor „Kamienia na kamieniu” i „Traktatu o łuskaniu fasoli” miał 94 lata
LubimyCzytać38 -
Artykuły
Zaczęłam od tajemnicy. Reszta przyszła sama - rozmowa z Małgorzatą Rogalą
LubimyCzytać2 -
Artykuły
Czytamy w weekend. 27 marca 2026
LubimyCzytać442
Biblioteczka
2017-09-04
2019-01-06
2018-07-23
2018-05-16
2017-06-26
https://wloczybooka.blogspot.com/2017/07/niewolnicy-z-bangladeszu.html
https://wloczybooka.blogspot.com/2017/07/niewolnicy-z-bangladeszu.html
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2016-10-03
2017-08-12
Apartheid, jego upadek oraz czasy nowego porządku oczami zwykłych i niezwykłych ludzi z róznych stron barykad, połączonych jedynie, wydawałoby się, miejscem zamieszkania - miasteczkiem Ventersdorp.
Książkowo i myślami znów powracam do Afryki, do kontynentu początku. I znów - z Wojciechem Jagielskim. Czytałam już "Trębacza z Tembisy (...)", więc z tym większym entuzjazmem zabrałam się za "Wypalanie traw" wiedząc, że mogę spodziewać się reportażu o pięknej narracyjnej opowieści. I się nie zawiodłam.
Historia toczy się wokół Vendersdorpu, położonego na równinach Tranwalu, idealnie odzwierciedlającego duszę przemian zachodzących w kraju ostatnimi laty. Miasteczko zasłynęło (raczej złą sławą) dzięki postaci Eugène Terre’Blanche'a, skrajnie prawicowego przywódcy Burów, białego plemienia Afryki, jak się sami nazywają. Polityk stał na czele Afrykanerskiego Ruchu Oporu, wywołał niemalże wojnę domową, chcąc utworzyć autonomiczne państwo, gdzie jego ludzie nadal mogliby żyć na swój sposób, w protestanckim duchu, zdala od czarnych.
Po upadku apartheidu wycofał się z polityki i żył zamknięty na swojej farmie, korzystając szeroko ze swoich wspływów, traktując czarnych jak niewolników i wykorzystując starch, jaki wzbudzał.
Zginął od ciosów noża swoich robotników, którym zalegał z zapłatą za pracę.
Autor przedstawia historię kraju oczyma różnych postaci - burów z miasteczka i z farm, białej biedoty, tswanów z przedmieść, czarnych pracowników rolnych, partyjnych aktywistów, ludzi wykształconych, potomków Anglików, potentatów, którzy wrócili na farmę w rodzinne strony czując, że jest coś dłużny tej ziemi i tym ludziom. Opowiada ich osobiste historie, często się przeplatające, pokazuje sytuację sprzed i po apartheidu, objaśnia ich poglądy i punkty widzenia.
Pokazuje również, na przykładzie Zimbabwe, czego w dużej mierze udało się uniknąć w RPA - masowego mordowania białych właścicieli ziemskich.
W odczytaniu wymowy książki może pomóc tytuł. Wypalanie traw jest sezonową czynnością na farmach, która posiada również znaczenie syboliczne - jest to pożegnanie z minionym czasem, oczyszczenie ziemi, niepozwala na wzrastanie chwastów, zapobiega pożarom i przygotowuje grunt na nowy sezon rolny. Starych drzew eukaliptusowych w ten sposób spalić się nie da, ogień ich nie dosięga; gdyby chciało się ich pozbyć trzeba albo poczekać, albo je ściąć.
Moja wersja okładki:
https://wloczybooka.blogspot.com/2017/08/wypalanie-traw.html
Apartheid, jego upadek oraz czasy nowego porządku oczami zwykłych i niezwykłych ludzi z róznych stron barykad, połączonych jedynie, wydawałoby się, miejscem zamieszkania - miasteczkiem Ventersdorp.
Książkowo i myślami znów powracam do Afryki, do kontynentu początku. I znów - z Wojciechem Jagielskim. Czytałam już "Trębacza z Tembisy (...)", więc z tym większym entuzjazmem...
2017-08-23
Jestem świeżo po zakończeniu lektury "Ducha króla Leopolda" i przez zaciśnięte gardło mogę teraz jedynie wyksztusić dwa słowa komentarza: Horror... horror...
Minęło już kilka dni i nabrałam dystansu na tyle, żeby podzielić się skrawkami myśli na tematy poruszane w książce. A jest ich wiele.
Po pierwsze: król Belgów Leopold II. Jeden człowiek, wyniesiony na tron dopiero co powstałego niewielkiego państewka europejskiego, mający kompletnie nie udane życie rodzinne, postanowił posiąść kolonię. Na własność. Mistrz public relation przez dekady utrzymywał, że stworzył wolne państwo w Środkowej Afryce niosąc kaganek cywilizacji, oświaty i wolny handel w te dzikie rejony, walcząc zaciekle z złymi arabskimi handlarzami niewolników, a wszystko to pro bono publico. Rzeczywistość jednak ukazuje jeden z najbardziej krwawych systemów niewolniczych, który pochłoną, jak się szacuje, około 10 milionów ludzi (tutaj można przeczytać skrót historycznych wydarzeń opisywanych w książce).
Po drugie: jego przeciwnicy. Zadziwiające jest, jak łatwo autor potrafił wytłumaczyć, czy też zrozumieć uwarunkowania, podłoże psychologiczne i sytuację materialną ludzi, którzy wprowadzili lub kontynuowali wyzysk i okrucieństwa w Kongu, podczas gdy zupełnie nie mógł pojąć motywów Edmunda Dene Morela, który, zrozumiawszy co tam się naprawdę dzieje, nie dość, że zrezygnował z pracy na parowcu mającym transportować w jedną stornę - broń i wojsko, a w drugą - zrabowane dobra z rzekomo Wolnego Państwa, to jeszcze poświęcił resztę swojego życia na walce z tym zbrodniczym systemem. Skąd wzięło się w nim wysokie poczucie moralności, pozwalające na walkę zwykłego chłopca ze średniej warstwy społecznej ze śwatową potęgą? U jego boku stanął także Irlandczyk Roger Casement, który w końcu próbował walczyć z kolonializmem w ogóle. Nie zapominajmy rónież i pierwszych, którzy sprzeciwili się traktowaniu tubylców Kondu - amerykańskim podróżniku George’u Washingtonie Williamsie, jego rodaku, czarnoskórym misjonarzu Williamie Sheppardzie oraz nigeryskim współpracowniku Morela - Hezekiahu Andrew Shanu.
Po trzecie (choć może powinno być na pierwszym miejscu): sam region Środkowej Afryki, okolice rzeki Kongo. Nie posiadamy zbyt dużej wiedzy o tym, co zniszczył Leopold, ale, jak podaje Hochschild, na terenie najętym przez króla Belgów istniało kilka królestw o skomplikowanej strukturze administracyjnej i etykiecie dworskiej. Dzięki misjonarzowi Sheppardowi wiemy nieco więcej o ludzie Kubo, którego sztuka zainspirowała powstanie w Europie jej naśladownictwa - kubizmu.
Po czwarte: historia myśli, poglądów i stereotypów. Autor zaznacza wielokrotnie, że sam rasizm, czy idea kolonializmu nie były uważane za coś nagannego, a krzywdy dziejące się tysiące kilometrów dalej niewiele mieszczan obchodziły. Instytucja założona przez Morela i Casementa walczyła o to, aby oddać Kongo pod rządy Belgii, aby nie była własnością jednego człowieka, a nie o to, by oddać tubylcom im ziemie, ponieważ taka idea była zbyt wywrotowa i nie zdobyłaby nigdzie poparcia. Belgowie nie mieli najwięcej pretensji do swojego króla z powodu jego bogadzenia się na wyzysku i okrutnych warunków pracy Kongijczyków, ale bardziej mieli mu za złe związek z młodą kurtyzaną.
Po piąte: kolonializm. Ówczesna sytuacja w innych regionach niewiele tak naprawdę się różniła od tego, który stworzył Leopold. W siąsiednim Kongu francuskim skala uciśnienia było co najmniej podobna - wiele ludzi uciekając przed reżimem Leopolda na drugą stronę rzeki na terytorium Frnacji, po krótkim czasie wracała z powrotem. Niemcy w Aryce Południowo-Zachodniej (dzisiejszej Namibii) wybili jedną grupę etniczną nie siląc się nawet na pozory dobrej woli. Casement, kiedy wylądował na placówce w Brazylii był zdruzgotany, że wszędzie dzieje się ten sam koszmar.
Po szóste: zacieranie "brudnych kart historii". W Belgijskim muzeum kolonializmu wiele jest informacji na temat dzielnych zdobywców Afryki i ich trofeach, jednak nic nie mówi odwiedzającym jak wiele ludzi oddało życie za ten triumf "małych ludzi". Belgowie nie znają tej części historii ich kraju. Co więcej, jeden z ambasadorów Belgii, Jules Marchal, natrafił na wzmiankę o ofiarach kongijskich za czasów panowania tam król Leopolda II próbował zwrócić się bezpośrednio do archiwów państwowych i nie pozwolono mu się dostać do dokumentów w tych lat istnienia państwa, jeśli by nie przysiągł, że nie wykorzysta nigdzie tych informacji.
Niewiele zbrodni jest tak naprawdę upamiętnionych. Holocaust Żydów został udokumentowany i upamiętniony najprawdopodobniej dzięki temu, ze zdarzył się na terenie biurokratycznej Europy, ale nawet w Niemczech nie ma nigdzie upamiętnienia ofiar z ludu Herero z Afryki Południowo-Zachodniej.
Jak wiele nie wiemy o ludobójstwach i innych zbodniach przeciwko ludzkości popełnianych za naszymi plecami, albo, co gorsza, w naszym imieniu? Względem tych, co już się wydarzyły, najlepsze, co możemy zrobić - to pamiętać; żeby oddać cześć ofiarom i mogłby zaznać spokoju, oraz żeby nie dopuścić, aby coś podobnego wydarzyło się ponownie na naszych oczach.
Też na: https://wloczybooka.blogspot.com/2017/08/duch-krola-leopolda.html
Jestem świeżo po zakończeniu lektury "Ducha króla Leopolda" i przez zaciśnięte gardło mogę teraz jedynie wyksztusić dwa słowa komentarza: Horror... horror...
Minęło już kilka dni i nabrałam dystansu na tyle, żeby podzielić się skrawkami myśli na tematy poruszane w książce. A jest ich wiele.
Po pierwsze: król Belgów Leopold II. Jeden człowiek, wyniesiony na tron dopiero co...
2017-07-21
Piłsudski snuł niegdyś koncepcję Międzymorza - federacji państw Europy Środkowo-Wschodniej (pomiędzy morzami "ABC" - Adriatykiem, Bałtykiem i Morzem Czarnym), która stanowiłaby odrębną siłę na kontynencie, a nie byłaby tylko "ziemiami pomiędzy". W ostatnim czasie politycy również zaczęli snuć tę romantyczną wizję i niejako Ziemowit Szczerek odpowiada, dlaczego pozostanie ona w sferze mrzonek. "Międzymorze. Podróże przez prawdziwą i wyobrażoną Europę Środkową" to książka, jak sam autor na początku zaczana, podróżnicza.
Wraz z nią odbyłam skokową podróż po Erupie Środkowej, będą pod urokiem wnikliwych obserwacji i trafnych określeń autora. Demaskuje on róznice pomiędzy mieszczańskimi Czechami, górskimi Słowakami i równinną Polską; prawosławnymi Serbami, muzułmańskimi Bośniakami i katolicką Chorwacją; opowiada o "wschodzie zachodu" - byłych terenach NRD, "barbarzyńskich" Węgrach, o "wschodniości" Rumunii i o "zachodnim wschodzie" Turków; pisze o problemach Ukrainy i o swojskości Litwy; o skandynawskości Łotwy i Estonii, inności Finlandii oraz o nastrojach panujących w europejskiej części Rosji. Autor posiada dość szeroką wiedzę, poza tym w odwiedzanych krajach spotyka się z lokalnymi dziennikarzami, politykami i geopolitykami, którzy prezentują, bądź reprezentują, panujące u nich poglądy, kierunki, czy "układy". Mijane jak za szybą pociągu obrazy zestawia z abstrakcyjną ideą "Zachodu" (które to słowo, nie mogę się powstrzymać od wtrącenia, oznacza w języku czeskim toaletę): tego uporządkowanego, dostatniego, demokratycznego.
Co sobie uświadomiłam po tej lekturze? Kilka rzeczy.
Po pierwsze, wyszło na jaw jak niewiele wiedziałam o Słowacji i Łotwie.
Po drugie, jak zróżnicowany, a jednak w jednym mianowniku jest nasz region Europy. Jak to napisał pan Ziemowit:
I właściwie to wszystko, pomyślałem, to całe Międzymorze, tylko się od siebie kiełbasami różni
Po trzecie, że Ziemowit Szczerek pisze sprawnie, lekko i z humorem i z pewnością zajrzę do poprzednich pozycji.
Czego dowiedziałam się o odwiedzonych krajach?
Niemcy: Mimo, iż faktycznej granicy już nie ma, wschód i zachód kraju wciąż bardzo się od siebie różni; to, co dla nas jest Zachodem, dla Niemca z Kolon jest pogardzaną Europą Wschodnią. Dowiedziałam się też więcej o słowiaskich Łużyczanach zamieszkujących ich tereny oraz planasz "reslawizacji" snutych przez Polaków.
Bośnia: W tym kraju najbardziej postępową i otwartą grupą są muzułmanie.
Chorwacja i Słowenia: Są na tyle Zachodnie, że nie mają zbyt wiele związku z pozostałą częścią byłej Jugosławii poza podobieństwami językowymi; nawet uchodźców się nie boją ksenofobiczniej, organizując sprawnie ich przejście przez swoje ziemie.
Macedonia: Myślę, że będzie to kierunek następnych wakacji, gdyż bardzo jestem ciekawa wyglądu Skopje, musi to wyglądać przecudnie.
Węgry: Myślę, że nie było to zupełnie zamierzenie autora, jednak utrwalił mi się obraz tego państwa jeszcze bardziej podobny do Polski - podobne dążenia, podobne kompleksy, podobne wizje wielkości. (O rzekomo rzekomej przyjaźni polsko-węgierskiej, no cóż, ja słyszałam od Węgrów, a powiedzenie "Polak i Węgier dwa bratanki (...) prawie wszyscy, których spotkałam, znali również po polsku). Dowiedziałam się też o istnieniu polskiej wioski w ich granicach.
Rumunia: Jest w książce przedstawiana jako lustrzane odbicie Polski i zapewne autor ma więcej racji, co do podobieństw nacji. Dowiedziałam się też o romantycznym porcie Konstanca, dokąd w kilku historycznych falach docierali zgnębieni Polacy uciekający z kraju, zastanawiając się, co robić dalej.
Turcja: Pomimo swojej ewidentnej wschodniości jest dość zachodnia; chyba tylko na granicy Rumunia-Turcja
Austria: O Austrii i Linzu dowiedziałam się... W zasadzie nie dowiedziałam się niczego nowego. Austriacy są czescy, Czesi austriaccy, a Austriacy traktują Czechów jak swoich młodszych niedorozwiniętych braci.
Ukraina: Tu miałam wrażenie, że wszystko jest chaotyczne, nie dodefiniowane, niewykształcone. Biorąc pod uwagę względy historyczne - trudno się dziwić. Nie jestem pewna, czy mój odbiór Lwowa do końca zgadzał się z autorowym, ale przecież nie zawsze musi.
Czarnogóra: Rozjaśniło mi się w głowie, dlaczego stolica wygląda tak, jak wygląda.
Serbia: Niedawno jeszcze trochę mnie dziwiło, że jest tak bardzo za Rosją i po lekturze również mi się rozjaśniło.
Kosowo: Idea jednak tutaj przegrała i jest to "wolne" państewko pełne zagranicznych pieniędzy i wewnętrznej samowolki i korupcji.
Czechy: Mimo, iż tu jakiś czas już mieszkam, o przygranicznych centrach rozrywki nie wiedziałam.
Słowacja: Słowacy przez długi czas w historii nie byli mieszczanami, ich miasta były budowane przez inne ludy zajmujące te tereny, głównie Węgry i w zasadzie poza państwem, które tworzyli razem z Czechami - niezbyt wiele ich łączy.
Litwa: O Litwie bardzo ładnie Ziemowit pisze, szczególnie o momencie wyjeżdżania i przekraczania granicy. A czego się dowiedziałam? Że głównym partnerem strategicznym Litwy są Niemcy i że nie tyle (albo nie tylko) historia odstręcza Litwinów od Polski, ile głównie jej anyniemieckość. Dowiedziałam się również o Naisiai, co, przyznam, z początku brzmi jak bajka, tylko już gorzej wygląda jak się temu zajrzy "pod spódnicę".
Łotwa: Tutaj zacytuję: "Łotwa zawsze była zagadką". I wygląda na to, że zagadką na razie pozostanie.
Estonia: Osobiście byłam tylko w Tallinie i mam inne wspomnienia niż opisywany w książce niemiecko-skandynawski ordnung, ale dowiedziałam się, że estończycy są bardzo dumni ze swojego kraju i mają bardzo dziwne dowcipy na temat swoich mieszkańców Łotyszów.
Finlandia: Hmm niewiele w zasadzie jest tutaj o Finlandii, a z tego, czego nie wiedziałam to fakt, że Finowie przypływają do Tallina nie tylko, jak mi się wydawało, po alkohol.
Rosja: Tam w demokrację wierzą tylko frajerzy. Rosja postępuje podobnie do krajów Zachodnich, jednak mówi o tym głośno, a nie, tak jak oni, zataja. Mimo, iż przedstawione nieco ironicznie - być może coś w tym jest. Ciekawostką były też dla mnie pociągi sapsana, oraz reakcje ludzi na ten cud techniki.
Poza tym poznałam kilka wymyślonych krain Europy Środkowo-Wschodniej, które funkcjonują w popkulturze zachodu i świetnie odzwierciedlają stereotypowe o naszym regionie myślenie oraz zgłębiłam swoją wiedzę o Republice Nowogrodzkiej.
A przede wszystkim zaktualizowałam się w obecnej sytuacji polityczno-społecznej Polski. Chociaż muszę polecić Dorotę Masłowską z jej zbiorem felietonów "Jak przejąć kontrolę nad światem nie wychodząc z domu" zamiast przedostatniego rozdziało "Czekając na barbarzyńców, czyli na samych siebie".
https://wloczybooka.blogspot.com/2017/07/szczere-szczerka-miedzymorze.html
Piłsudski snuł niegdyś koncepcję Międzymorza - federacji państw Europy Środkowo-Wschodniej (pomiędzy morzami "ABC" - Adriatykiem, Bałtykiem i Morzem Czarnym), która stanowiłaby odrębną siłę na kontynencie, a nie byłaby tylko "ziemiami pomiędzy". W ostatnim czasie politycy również zaczęli snuć tę romantyczną wizję i niejako Ziemowit Szczerek odpowiada, dlaczego pozostanie...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2017-06-23
Książka jest zbiorem felietonów ukazujących się na łamach www.dwutygodnik.com w przeciągu 3 lat. Tak, jasne, niby można przeczytać je w Internecie, ale cieszę się niezmiernie, że zostały wydane w formie książki - po pierwsze dlatego, że dużo łatwiej skupić mi się na wydrukowanym zbiorze kartek zgrabnie oprawionych, a po drugie... być może wstyd się przyznać, ale dwutygodnika nie znałam wcześniej. Poza tym - felietony są nadal aktualne i myślę, że jeszcze długo, długo będą.
Pochłonięte w dwa dni, w głowie zostanie za wiele dłużej. Poraża błyskotliwością zarówno spostrzeżeń jak i umiejętnością posługiwania się słowem. Dla mnie tym ciekawsza, że jestem odrobinę młodsza oraz od niedawna nie mieszkam w Polsce, więc np. "Dynastię" kojarzę jak przez mgłę, a o "Azja Express" nie słyszałam w ogóle (PUA z resztę też nie, może w te strony jeszcze to nie dotarło).Zachwycił mnie sposób patrzenia na kulturowe behemoty i wyciąganie z nich cech charakteryzujących społeczeństwo.
Nad książką na zmianę śmiałam się i płakałam i podejrzewam, że nie z powodu rozchwiania emocjonalnego.
Podejrzewam, że pan Subrycht [https://szubrycht.wordpress.com/2017/06/24/w-hurghadzie-bez-zmian/] doznał podobnych emocji, więc trochę niezgrabnie podsumowując - zacytuję podsumowanie:
"Trzeba ten wywód jakoś podsumować? No to może tak: czytając „Jak przejąć kontrolę nad światem, nie wychodząc z domu” bawiłem się doskonale, a gdy skończyłem miałem napad paniki, co i Państwu polecam."
Książka jest zbiorem felietonów ukazujących się na łamach www.dwutygodnik.com w przeciągu 3 lat. Tak, jasne, niby można przeczytać je w Internecie, ale cieszę się niezmiernie, że zostały wydane w formie książki - po pierwsze dlatego, że dużo łatwiej skupić mi się na wydrukowanym zbiorze kartek zgrabnie oprawionych, a po drugie... być może wstyd się przyznać, ale...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2017-06-03
2016-01-03
2017-04-25
Ciężko wyobrazić sobie spójne dzieło z jedną myślą wiodącą traktującą o tak odległych zakątkach naszego globu jak Kolumbia, Brazylia, Meksyk, Palestyna, Egipt, Sudan Południowy, Kenia i Tajlandia, przy okacji zahaczając o jeszcze kilka innych miejsc. "Wykluczeni" Artura Domosławskiego, pomimo, iż chaotyczni i poszarpani - są taką książką.
Autor znany z biografii Kapuścińskiego oraz książek i artykułów o Ameryce Południowej i Środkowej próbuje uświadomić nam, czytelnikom z "pierwszego świata", co dzieje się poza naszą enklawą, w jaki sposób to całe bogactwo i dobrobyt Północy jest okupiony skajną nędzą milionów ludzi z Południa. Próbuje nam uświadomić - żebyśmy się nie zdziwili, kiedy w końcu przyjdą po te nasze bogactwa...
Szczerze mówiąc nie wiem co mam napisać o tej książce. Miałam jakąś bladą koncepcje, pozaznaczane fragmenty i powypisywane ołówkiem efemeryczne notatki, ale chyba nic nie przekaże tego ciężaru, uczucia, jakie toważyszy czytelnikowi do samego końca. Trzeba tego doświadczyć na własnej skórze, poczuć wstrząs i zastanowić się jak możemy się odwdzięczyć światu za ten ślepy traf, że urodziliśmy się akurat w Polsce.
Ciężko wyobrazić sobie spójne dzieło z jedną myślą wiodącą traktującą o tak odległych zakątkach naszego globu jak Kolumbia, Brazylia, Meksyk, Palestyna, Egipt, Sudan Południowy, Kenia i Tajlandia, przy okacji zahaczając o jeszcze kilka innych miejsc. "Wykluczeni" Artura Domosławskiego, pomimo, iż chaotyczni i poszarpani - są taką książką.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAutor znany z biografii...