-
Artykuły
Wielkanocna chwila odpoczynku z literaturą – okazje na ebooki do -95% i ranking top tytułów
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Nie żyje Wiesław Myśliwski. Autor „Kamienia na kamieniu” i „Traktatu o łuskaniu fasoli” miał 94 lata
LubimyCzytać43 -
Artykuły
Zaczęłam od tajemnicy. Reszta przyszła sama - rozmowa z Małgorzatą Rogalą
LubimyCzytać2 -
Artykuły
Czytamy w weekend. 27 marca 2026
LubimyCzytać444
Biblioteczka
2017-09-08
2016-10-03
2017-06-16
2017-07-08
Cieżko było mi uwierzyć, że ta książka nie ma jeszcze żadnej opinii ani opisu.
Jest to dzieło wybitnej południowoafrykańskiej noblistki, która z wielkim kunsztem oprowadza nas po skomlikowanym społeczeństwie swojego kraju z czasów apartheidu. Biali zamożni z Towarzystwa, proszone kolacje i podróże międzykontynentalne istnieją obok świata czarnych pomocników rolnych żyjących w blaszakach, hinduskich właścicieli wiejskich sklepików, burów oraz miejskiej biedoty i afrykanerskich buntowników.
Główny bohater powieści Mehring, bogaty potentat zajmujący się surówką żelaza, kupuję farmę nieopodal miasta - co ostatnio bywa modne w Towarzystwie jako wtórny sentymentalizm, powrót do natury, czy jeden ze sposobów weekendowej ucieczki za miasto. Jest rozwodnikiem; jego była żona mieszka w Stanach Zjednoczonych, a on dostał pełne prawa opieki nad ich nastolenim zbuntowanym synem, który spędza cały rok w szkole z dala od domu. Wspomina ciągle swoją kochankę, żonę profesora uniwersyteckiego, przedstawicielkę białej lewicowej inteligencji, która siedzi w jego głowie i cały czas wypowiada "swoje" kwestie na temat różnych jego zachowań. Zakupioną farmą zajmuje się Jakobus, który, mimo, iż traktowany jako gorsza rasa, okazuje się nad wyraz sprytny, zaradny i znający nie tylko swój farmerski fach, ale też ludzi; z czasem wydaje się, że jest jedynym przyjacielem Mehringa. Jest również rodzina hinduska, która gnieździ w przysklepowym domu, również zatrudniająca czarnych. Hindusi wydają się żyć obok, są sprytni, wiedzą, jak się zachować, kogo przekupić; nie są ani czarni, ani biali, nie mają wrogów ani w jednych, ani w drugich, chociaż, wydaje się, że są pogardzani zarówno przez jednych jak i drugich.
I jest też trup. Znaleziony na początku powieści nad rzeką przy jednym z pól przewija się aż do jej zakończenia, razem z lękiem przed śmiercią, zapomnieniem, poczuciem pokonania, niepewnością słuszności wybieranych decyzji.
Podsumowując - książka JEST warta uwagi. Polecam. Zapraszam.
Zobacz więcej na:
https://wloczybooka.blogspot.com/2017/07/zachowac-swoja-afryke.html
Cieżko było mi uwierzyć, że ta książka nie ma jeszcze żadnej opinii ani opisu.
Jest to dzieło wybitnej południowoafrykańskiej noblistki, która z wielkim kunsztem oprowadza nas po skomlikowanym społeczeństwie swojego kraju z czasów apartheidu. Biali zamożni z Towarzystwa, proszone kolacje i podróże międzykontynentalne istnieją obok świata czarnych pomocników rolnych...
2017-07-11
Od pierwszej strony "Dobrego leakrza" Damona Galguta wiedziałam, byłam tego pewna, że młody lekarz nie skończy dobrze swojej praktyki w zapomnianym, sztucznie utworzonym miasteczku w dżungli; było widać jak na dłoni, że wszystko do tego prowadzi - nie wydarzenia, ale sposób narracji i sama postać głównego bohatera. Mimo wszystko miałam nadzieję, że coś się wydarzy, coś mu się uda i że wbrew wszystkiemu będzie miało zakończenie, które tylko z pozoru, z perspektywy naszej - żyjących beztroskich ludzi, którzy wieżą, że życie jest wieczne i że każda śmierć jest tragedią - wydaje się być okrutne. Niestety - jest inaczej.
Historia jest opowiadana z perspektywy Franka, człowieka złamanego już u progu swojego życie, na początku kariery lekarskiej, kiedy odbywał praktykę lekarską służąc w wojsku . Kolejne lata swojego życia spędza na dobrym odgrywaniu roli nieudacznika, jak człowiek, który poznał prawdę o sobie i ta prawda wcale mu się nie spodobała. Żona ucieka z najlepszym przyjacielem, a on ląduje w mieście po środku niczego, w miejscu, którego nikt nie chce, w szpitalu, którego nikt nie potrzebuje. Miał zostać jego dyrektorem, jednak obecna rządząca wyczekuje na nowe stanowisko nieco dłużej, niż to było w planie - parę lat dłużej. Czas umila sobie sporadycznymi wyjazdami za miasto do chaty, gdzie mieszka i pracuje sprzedając pamiątki pewna biedna kobieta. Z czasem zaczyna płacić za swoje wizyty i emocjonalnie zupełnie się od tego odcina. Żyje z dnia na dzień, nie zaprzyjaźniając się z nikim z pustawego miasteczka, ani współpracownikami szpitala. Wydaje się, że sam siebie skazuje na samotność w ramach wyimaginowanego zadość uczynienia.
Oczywiście wszystko się zmienia, nasz główny bohater jest postacią dynamiczną; mimo, iż wydaje się zdawać sprawę z tego, że w swoim życiu nie odgrywa głównej roli. Pojawia się młody, ambitny, z misją. Nie pamięta zbytnio czasów apartheidu, przymusowej służby wojskowej, czy bantustanów. Nie interesuje się polityką, jak mawia. Ale praca jest dla niego najważniejsza. Sam zgłosił się do najmniejszej, najbardziej zapyziałej dziury, jaką tylko mógł znaleźć, by nieść kaganek edukacji i służyć maluczkim. Zamieszkuje z Frankiem w pokoju i szybko określa go swoim najlepszym przyjacielem, z czasem, niezauważalnie, zmieniając cały jego światopogląd.
Cały czas (z początku gdzieś w tle) przewija się postać Tehogo - czarnoskórego pielęgniarza, który w zasadzie nie jest wykwalifikowany, ale pełni również rolę salowego. Wydaje się być uprzywilejowany przez Ngemę, również czaroskórą, dyrektorkę szpitala - nie do końca wiadomo, czy chodzi właśnie o kolor skóry, czy też o pogłoski, mówiące o tragicznej śmierci całej jego rodziny w gangsterskich porachunkach. Ngema na każde jego przewinienie - błahe, czy nie - powtarza, że chłopak ma w życiu ciężko i przechodzi trudny okres i trzeba wziąć to pod uwagę. Nie przyjmuje do wiadomości przypuszczeń o szemranych powiązaniach Tehogo i do końca jest dla niego wyrozumiała i opiekuńcza niemal jak matka.
Kolejną tragiczną (bo chyba tylko takie w tej książce występują) postacią jest Maria, której prawdziwego imienia nie poznajemy, chociaż odgrywa (co ze zdziwieniem odkrywa po fakcie) dużą rolę w życiu Franka. Nie chcąc zdradzać zbyt wiele, przejdę do pary kubańskich lekarzy pracujących w szpitalu. Mając niegyś nadzieję na lepszy byt w RPA najpierw trafili do Soweto w najgorętszym okresie walk ulicznych, a następnie właśnie tam - na skraj świata. Na przeżycia reagują zupełnie odmiennie - jedno z nich chce wracać do kraju, drugie absolutnie nie ma takiego zamiaru mówiąc, że Kuba jest złym miejscem do życia i upierając się, że właśnie tu są potrzebni. Przez ścianę ciągle słychać kłótnie po hiszpańsku. Wydawałoby się, że ten stan już pozostanie, że nic się nie zmieni, jednak i w ich relacji oraz w nich samych, zachodzi zmiana za sprawą młodego przybysza.
Nic tu nie kończy się dobrze. Nic nie jest tak, jak powinno być. Będąc świeżo po zakończeniu książki popłakałam się i wciąż zastanawiam się, dlaczego żadna znana mi książka z RPA nie jest optymistyczna, dlaczego nie zawiera ani kszty nadziei...? Powieść ukazuje wiele postaw wobec ostatnich przemian, jakie dokonały się w kraju ("gdzie właśnie dokonała się przeszłość"); pokazuje, jak bardzo nie da się z dnia na dzień zmienić społeczeństwa.
https://wloczybooka.blogspot.com/2017/07/dobry-lekarz.html
Od pierwszej strony "Dobrego leakrza" Damona Galguta wiedziałam, byłam tego pewna, że młody lekarz nie skończy dobrze swojej praktyki w zapomnianym, sztucznie utworzonym miasteczku w dżungli; było widać jak na dłoni, że wszystko do tego prowadzi - nie wydarzenia, ale sposób narracji i sama postać głównego bohatera. Mimo wszystko miałam nadzieję, że coś się wydarzy, coś mu...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2017-08-12
Apartheid, jego upadek oraz czasy nowego porządku oczami zwykłych i niezwykłych ludzi z róznych stron barykad, połączonych jedynie, wydawałoby się, miejscem zamieszkania - miasteczkiem Ventersdorp.
Książkowo i myślami znów powracam do Afryki, do kontynentu początku. I znów - z Wojciechem Jagielskim. Czytałam już "Trębacza z Tembisy (...)", więc z tym większym entuzjazmem zabrałam się za "Wypalanie traw" wiedząc, że mogę spodziewać się reportażu o pięknej narracyjnej opowieści. I się nie zawiodłam.
Historia toczy się wokół Vendersdorpu, położonego na równinach Tranwalu, idealnie odzwierciedlającego duszę przemian zachodzących w kraju ostatnimi laty. Miasteczko zasłynęło (raczej złą sławą) dzięki postaci Eugène Terre’Blanche'a, skrajnie prawicowego przywódcy Burów, białego plemienia Afryki, jak się sami nazywają. Polityk stał na czele Afrykanerskiego Ruchu Oporu, wywołał niemalże wojnę domową, chcąc utworzyć autonomiczne państwo, gdzie jego ludzie nadal mogliby żyć na swój sposób, w protestanckim duchu, zdala od czarnych.
Po upadku apartheidu wycofał się z polityki i żył zamknięty na swojej farmie, korzystając szeroko ze swoich wspływów, traktując czarnych jak niewolników i wykorzystując starch, jaki wzbudzał.
Zginął od ciosów noża swoich robotników, którym zalegał z zapłatą za pracę.
Autor przedstawia historię kraju oczyma różnych postaci - burów z miasteczka i z farm, białej biedoty, tswanów z przedmieść, czarnych pracowników rolnych, partyjnych aktywistów, ludzi wykształconych, potomków Anglików, potentatów, którzy wrócili na farmę w rodzinne strony czując, że jest coś dłużny tej ziemi i tym ludziom. Opowiada ich osobiste historie, często się przeplatające, pokazuje sytuację sprzed i po apartheidu, objaśnia ich poglądy i punkty widzenia.
Pokazuje również, na przykładzie Zimbabwe, czego w dużej mierze udało się uniknąć w RPA - masowego mordowania białych właścicieli ziemskich.
W odczytaniu wymowy książki może pomóc tytuł. Wypalanie traw jest sezonową czynnością na farmach, która posiada również znaczenie syboliczne - jest to pożegnanie z minionym czasem, oczyszczenie ziemi, niepozwala na wzrastanie chwastów, zapobiega pożarom i przygotowuje grunt na nowy sezon rolny. Starych drzew eukaliptusowych w ten sposób spalić się nie da, ogień ich nie dosięga; gdyby chciało się ich pozbyć trzeba albo poczekać, albo je ściąć.
Moja wersja okładki:
https://wloczybooka.blogspot.com/2017/08/wypalanie-traw.html
Apartheid, jego upadek oraz czasy nowego porządku oczami zwykłych i niezwykłych ludzi z róznych stron barykad, połączonych jedynie, wydawałoby się, miejscem zamieszkania - miasteczkiem Ventersdorp.
Książkowo i myślami znów powracam do Afryki, do kontynentu początku. I znów - z Wojciechem Jagielskim. Czytałam już "Trębacza z Tembisy (...)", więc z tym większym entuzjazmem...
2017-08-26
Opowieść zaczyna się intrygująco. Pisarz popularnych powieści dla kobiet dostaje od swojego dawno niewidzianego przyjaciela "coś na przechowanie", a następnie w niedługim czasie po tym, ginie w wypadku samochodowym w dordze na pocztę, jak informuje notka w gazecie. List, który pośmiertnie przychodzi do rzekomego autora powieści umacnia go w przekonaniu, że musi napisać o sprawie przyjaciela. Zbiera do kupy zapiski z dziennika, wycinki z gazet i zdjęcia, którymi dysponuje i prowadzi narrację godną powieści kryminalnej, opowiadając historię zwykłego człowieka, który nagle poczuł, że musi w swoim życiu zrobić coś, co zrobić należy.
Zwykły człowiek był biały i był nauczycielem w białej szkole w Johanesburgu w czasach apartheidu. Wstawił się za czarnym przyjacielem, który chciał się tylko dowiedzieć co stało się z jego synem. Po wielu tygodniach poczukiwań okazało się, że syna aresztowała policja w trakcie uczniowskich protestów, a po miesiącu pisania wniosków i próśb zezwolenia spotkania, stwierdzono zgon z "przyczyn naturalnych" i odmówiono wydania ciała.
Nie zdradzając dalszych wydarzeń wsponę tylko, że opowieść została oparta na kilku rzeczywistych wydarzeniach, co dodatkowo wzmacnia jej znaczenie. Książka na początku szczęśliwie uniknęła cenzury państwowej dzięki ignorancji cenzorów stwierdzających, że jest kiepska i nikt nie będzie jej czytać. Na nieszczęście dla nich - niedocenili jej, gdyż pozycja zaczęła dostawać nagrody za granicą i zyskała sporą popularność, robiąc "złą prasę" ówczesnemu rządowi RPA. Sam autor w jednej z wypowiedzi przyznał, że napisał ją
By nikt więcej nie mógł powiedzieć "Nie wiedziałem".
Poza lekkością pióra i oczywistym społeczno-politycznym znaczeniem książka posiada również wymiar ogólny, co sprawia, że nadal jest obecna w literaturze, a nie tylko w historii. Mówi o człowieku i jak nim pozostać, mimo, że wszystko w okół, cały system, kultura i społeczna piramida wydają się być kompletnie odczłowieczone; o tym, jak podjąć "słuszą walkę" i stanąć po stronie sprawiedliwości, nawet jeśli miałoby się stać tam samemu.
Sa tylko dwa szaleństwa (...) Pierwsze, to wiara, że można wszystko. drugie, to wiara, że nie można nic.
---
Opublikowana również na:
https://wloczybooka.blogspot.com/2017/10/sucha-biaa-pora.html
Opowieść zaczyna się intrygująco. Pisarz popularnych powieści dla kobiet dostaje od swojego dawno niewidzianego przyjaciela "coś na przechowanie", a następnie w niedługim czasie po tym, ginie w wypadku samochodowym w dordze na pocztę, jak informuje notka w gazecie. List, który pośmiertnie przychodzi do rzekomego autora powieści umacnia go w przekonaniu, że musi napisać o...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to