-
Artykuły
Czytamy w święta. 3 kwietnia 2026
LubimyCzytać327 -
Artykuły
Weź udział w konkursie i wygraj pakiet książek Callie Hart!
LubimyCzytać24 -
Artykuły
„Odpowiedź kryje się w tobie” – Katarzyna Wolwowicz zdradza, jak ją odnaleźć
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Nowa karkonoska powieść Sławka Gortycha! „ŚWIĘTO KARKONOSZY”- już wkrótce! KONKURS
LubimyCzytać131
Biblioteczka
2026-03-30
2026-03-28
Kiedy dowiedziałam się, że autorka uwielbianej przeze mnie "Sagi ułańskiej" wydaje nową książkę, nie mogłam doczekać się kiedy będę mogła ją przeczytać.
"Tamtego dnia zgasło niebo" to historia Meli, która tuż przed setnymi urodzinami prababci zjawia się w rodzinnym Klonowie i odkrywa na strychu stare listy miłosne, które adresowane są do siostry jej prababci - Amelii. A ich autorem jest Niemiec z sąsiedztwa - Lucas. A wszystko to zbiega się w czasie ze znalezieniem w lesie nieopodal zwłok sprzed 80 lat. Mela, która już dawno odkryła w sobie żyłkę detektywa, zaczyna interesować się tą sprawą. Los stawia na jej drodze przystojnego Niemca - Thomasa. Czy to przypadek, że akurat teraz przyjechał do Klonowa? Co odkryją Mela i Thomas? I czy Mela przezwycięży w końcu swoją ogromną niechęć do Niemców, która tkwi w niej od zawsze? Ta książka to... Nawet nie wiem jakich słów mogę tutaj użyć. Jestem pod naprawdę wielkim wrażeniem. I muszę przyznać, że takiego zakończenia zupełnie się nie spodziewałam. Ale po kolei... Postać Meli jest naprawdę interesująca i świetnie napisana. Widziałam opinie, w których zarzuca się jej wielokrotne podkreślanie niechęci do Niemców, ale tutaj akurat jestem w stanie ją zrozumieć. Sama mam zwyczaj podkreślania wielokrotnie, że czegoś nie lubię, więc dla mnie to całkiem normalne. Ciekawa jest też relacja Meli i Thomasa, którego poznaje zupełnie przypadkiem. A potem umawia się z nim mimo swojej niechęci do narodu, jaki on reprezentuje. I już to pokazuje, że życie jest nieprzewidywalne i czasami to, co teoretycznie nas odrzuca, zaczyna bardzo pociągać. Tutaj jest to zasługa konkretnej osoby. Ale moim zdaniem najciekawsza część książki to miłość Amelii i Lucasa. Możemy dowiedzieć się z listów jak piękne to było uczucie. Przynajmniej przed wojną. Dopóki Lucas nie wyjechał na studia do Berlina i nie nabił sobie głowy ideologiami nazistów, a potem stał się żołnierzem Wermachtu i stanęli z Amelią po dwóch stronach barykady. Ta książka opowiada o wielkiej miłości, o nienawiści, o przemianie, o rodzinnych sekretach, o przyjaźni... Jest idealna dla miłośników zagadek i historii z II wojną światową w tle. Oraz dla miłośników historii miłosnych. Czy wszystko skończyło się dobrze? Żeby się dowiedzieć, trzeba koniecznie sięgnąć po książkę i zatopić się w historii Meli, Thomasa, Amelii i Lucasa. A ja gorąco polecam!
Kiedy dowiedziałam się, że autorka uwielbianej przeze mnie "Sagi ułańskiej" wydaje nową książkę, nie mogłam doczekać się kiedy będę mogła ją przeczytać.
"Tamtego dnia zgasło niebo" to historia Meli, która tuż przed setnymi urodzinami prababci zjawia się w rodzinnym Klonowie i odkrywa na strychu stare listy miłosne, które adresowane są do siostry jej prababci - Amelii. A...
2026-03-22
Po książki Anny Rybakiewicz sięgam już trochę w ciemno, bo wiem, że dostanę historię pełną emocji. I "Miłość z krwi i kości" tylko mnie w tym utwierdziła — to kolejna opowieść, która naprawdę mnie poruszyła.
Uwielbiam w takich książkach to przenikanie się dwóch czasów — przeszłości i teraźniejszości. Tutaj wszystko ze sobą idealnie współgra. II wojna światowa, trudne wybory, młodzi ludzie wrzuceni w rzeczywistość, której nikt nie powinien doświadczać, a obok tego współczesność, która powoli odkrywa to, co przez lata było ukryte. I to wszystko spina jedna historia — pełna bólu, ale też nadziei.
Bardzo podobało mi się, jak autorka pokazuje emocje. To nie jest sucha opowieść o wydarzeniach, tylko historia, którą się naprawdę czuje. Relacje między bohaterami są intensywne, momentami trudne, pełne niedopowiedzeń i żalu, ale też miłości i tęsknoty. I właśnie to sprawia, że ta książka zostaje gdzieś głębiej.
Motyw dwóch zwaśnionych rodzin i odkrywania prawdy po latach wypadł tutaj świetnie. Lubię takie historie, gdzie przeszłość ma realny wpływ na teraźniejszość i gdzie nic nie jest czarno-białe. Do tego ta nutka tajemnicy i delikatnie zaznaczony wątek „czegoś więcej” — bardzo dobrze to zagrało.
No i nie ukrywam - były momenty, kiedy naprawdę ściskało w gardle. To jedna z tych książek, przy których łatwo się wzruszyć, bo emocje są po prostu autentyczne.
Dla mnie to piękna, poruszająca historia o miłości, która nie zawsze jest prosta, o pamięci i o tym, że przeszłości nie da się tak po prostu zamknąć.
Po książki Anny Rybakiewicz sięgam już trochę w ciemno, bo wiem, że dostanę historię pełną emocji. I "Miłość z krwi i kości" tylko mnie w tym utwierdziła — to kolejna opowieść, która naprawdę mnie poruszyła.
Uwielbiam w takich książkach to przenikanie się dwóch czasów — przeszłości i teraźniejszości. Tutaj wszystko ze sobą idealnie współgra. II wojna światowa, trudne...
2026-02-24
Apolonia Dobkowska, nazywana przez wszystkich Polą, jest dziedziczką wielkiego majątku. Wszystko zaczyna się w przededniu wybuchu II wojny światowej, kiedy to dziewczyna świętuje swoje dziewiętnaste urodziny. Pola zakochana jest w ich ogrodniku, Jerzym. Ale rodzice oczywiście mają wobec niej inne plany. Chcą dobrze wydać ją za mąż. Wtedy wybucha wojna. Majątek Dobkowskich zostaje im odebrany. Matka Amelii jest przy nadziei, a Pola obiecuje zakochanemu w niej Jurkowi, że kiedy tylko urodzi się jej brat lub siostra, powie matce o nich. Powie, że postanowiła go poślubić. Jednak na początku lutego 1940 roku rodzina Apolonii zostaje zabrana do pociągu zmierzającego wprost na Syberię. Ktoś „życzliwy” doniósł na nich. Pola i Jerzy zostają rozdzieleni. I nagle miejscem do życia dla rodziny Dobkowskich stała się złoworoga kraina pokryta śniegiem, gdzie temperatura wynosiła -40 stopni, a oni zmuszeni byli do ciężkiej pracy. Dużym oparciem dla Poli stał się jeden z pilnujących ich ludzi – Andriej. I widać było, że Pola nie jest mu obojętna…
Historia Apolonii i jej rodziny pokazuje okrucieństwo wojenne – majątek, kiedyś należący do nich, został rozkradziony, zwierzęta zabrane, nie zostało nic. Wywózka do nieznanego mroźnego kraju, do nieludzkich warunków… Stamtąd nie było ucieczki. Otaczały ich śnieg, góry, rzeka, dzikie zwierzęta. Nikt nie trzymał ich w zamknięciu, bo każda próba ucieczki i tak zakończyłaby się dla nich śmiercią… W takich warunkach w niektórych rodzi się determinacja, stają się silniejsi, obiecują sobie przetrwać. Taka właśnie była Pola. Potrafiła przeciwstawić się komendantowi czuwającemu nad więźniami, potrafiła zorganizować więcej żywności dla rodziny i przyjaciół. Chciała przeżyć. Wrócić do ukochanego Jerzego po wojnie. Bo cały czas miała nadzieję, że wojna kiedyś się skończy i zobaczy jeszcze polską ziemię oraz swoją miłość. Ale z czasem Andriej też stał się dla niej kimś więcej niż przyjacielem. Czy można kochać dwóch mężczyzn jednocześnie? W tej kwestii jednak nic nie będę zdradzać.
Powieść Anny Rybakiewicz pokazuje nam, że w każdych czasach i w każdych warunkach można odnaleźć miłość. Takie jest życie. A uczucia nie pytają o pozwolenie. Tylko pojawiają się, czasami można powiedzieć – znikąd. Życie Poli jest tego przykładem. A dla kontrastu ukazanie warunków panujących w głębi kazaskich stepów, często bezradność, nieumiejętność części zesłańców do przystosowania się do takiego życia, a w końcu praca, która była ciężka i wyczerpująca, a w końcu także ciężkie choroby, na które zapadali zesłańcy i w wyniku których nierzadko umierali.
Była to szósta przeczytana przeze mnie książka pani Anny. Podczas czytania każdej z nich łza kręciła się w oku. Uwielbiam ten styl i te historie. Bo choć smutne – poruszają do głębi i pokazują nam ludzi, którzy robili wszystko, żeby przetrwać. Aby ich rodziny mogły żyć. Aby wszystko dla nich skończyło się dobrze. A „Do końca moich dni” to historia, która wzrusza i którą chłonie się całym sobą. Godna polecenia i uwagi.
Apolonia Dobkowska, nazywana przez wszystkich Polą, jest dziedziczką wielkiego majątku. Wszystko zaczyna się w przededniu wybuchu II wojny światowej, kiedy to dziewczyna świętuje swoje dziewiętnaste urodziny. Pola zakochana jest w ich ogrodniku, Jerzym. Ale rodzice oczywiście mają wobec niej inne plany. Chcą dobrze wydać ją za mąż. Wtedy wybucha wojna. Majątek Dobkowskich...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2026-02-08
Po rozpoczęciu II wojny światowej siedemnastoletnia wówczas Anastazja Zielińska wraz z rodziną zostaje zesłana na Sybir. Razem z nimi trafiają tam też inni, w tym znienawidzony przez nią Leon Białowąs, którego Anastazja uważa za największego łobuza na świecie i którego rodzina złożyła donos na Zielińskich… O tym jednak dowiadujemy się z dziennika Anastazji, a ją samą poznajemy w chwili, kiedy w 1990 roku doznaje rozległego udaru. Traci niemal wszystkie wspomnienia. A wsparcie oferuje jej nie kto inny tylko Leon Białowąs, który czyta jej pisany przez nią podczas pobytu w Kazachstanie stary dziennik. Wspomnienia powoli wracają. Ale czy na wszystkie z nich Anastazja była gotowa?
Z bardzo dużymi oczekiwaniami zabrałam się za czytanie najnowszej książki Anny Rybakiewicz. I nie rozczarowałam się. II wojna światowa, zesłanie, Sybir, nienawiść, rodzina, przyjaźń, miłość, śmierć, głód, walka o przetrwanie… A w środku tego wszystkiego nasza bohaterka. Anastazja. Która musiała szybko zostawić dzieciństwo za sobą, szybko wydorośleć, stać się odpowiedzialną młodą kobietą zmuszaną niejednokrotnie do podejmowania ciężkich decyzji. Poznajemy także ojca dziewczyny, jej matkę, siostrę, brata. Jej losy splatają się z losami Leona i jego brata. Postacie są mocnym punktem powieści. Mamy tutaj ich cały przegląd. Wszystkich łączy jedno – muszą przetrwać w nieprzyjaznym klimacie wśród nieprzychylnych Sowietów. Z różnym skutkiem. I od razu wiadomo, że nie wszyscy przetrwają, że nie wszyscy będą wystarczająco silni, że nie wszystkim wystarczy odwagi.
W powieści powtarza się wiele razy łacińska sentencja „Per aspera ad astra”, od której to wziął się tytuł powieści. Życie przynosi cierpienie, przez które czasami trzeba przejść, aby dosięgnąć szczęścia, którego nawet się nie spodziewamy w życiu zaznać. Anastazja i jej rodzina trafili do piekła i musieli sobie w nim poradzić. Czy wtedy dziewczyna mogła myśleć o tym, że w życiu spotka ją coś dobrego? Na pewno nie. A jednak przypominała sobie te właśnie słowa i były one dla niej ukojeniem.
I ja się muszę teraz do czegoś przyznać – podczas czytania książek zazwyczaj nie płaczę, a tutaj zaczęłam już niemal na samym początku. Chyba żadna książka nigdy nie podziała na mnie w taki sposób. Choć przeczytałam ich naprawdę wiele w swoim życiu. A „Przez trudy do gwiazd” to książka wyjątkowa. Taka, która zostaje. Taka, której się nie zapomina. Taka, którą analizuje się jeszcze długo po przeczytaniu. Taka, którą można polecić każdemu.
Po rozpoczęciu II wojny światowej siedemnastoletnia wówczas Anastazja Zielińska wraz z rodziną zostaje zesłana na Sybir. Razem z nimi trafiają tam też inni, w tym znienawidzony przez nią Leon Białowąs, którego Anastazja uważa za największego łobuza na świecie i którego rodzina złożyła donos na Zielińskich… O tym jednak dowiadujemy się z dziennika Anastazji, a ją samą...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2026-01-05
Drugi tom sagi ułańskiej nie tylko spełnił moje oczekiwania – on je kompletnie zmiażdżył. „W duszy ułana” to jedna z najmocniejszych, najbardziej poruszających beletryzowanych książek o II wojnie światowej, jakie czytałam. I mówię to bez cienia przesady.
Ja naprawdę nie płaczę przy książkach. Mogę się wzruszyć, mogę zamknąć ją z ciężkim sercem, ale łzy? Rzadko. Tutaj? Przepłakałam spokojnie połowę powieści. I to nie były pojedyncze momenty – to był ciągły emocjonalny rollercoaster, który autorka zafundowała czytelnikowi bez żadnej taryfy ulgowej.
W tym tomie ciężar historii wyraźnie przesuwa się na Ignacego Tęczyńskiego – brata Agaty – oraz jego przyjaciół, Janka i Michała. I to, co przeżywają ci młodzi mężczyźni, jest absolutnie rozdzierające. Wojna zabiera im wszystko po kolei: młodość, beztroskę, marzenia, poczucie bezpieczeństwa. Zostawia strach, poczucie winy, stratę i nieustanną walkę – nie tylko z wrogiem, ale też z samymi sobą.
Najbardziej boli to, jak prawdziwie są ci bohaterowie napisani. To nie są pomnikowi żołnierze, nie są bohaterowie z legendy. To chłopcy, którzy jeszcze niedawno śmiali się, żartowali, snuli plany. Teraz uczą się żyć z myślą, że każdy kolejny dzień może być ostatnim. I że czasem największą odwagą nie jest walka, ale samo przetrwanie. Przyjaźń Ignacego, Janka i Michała dopełnia tę historię i w tych czasach staje się prawdziwym punktem oparcia. Ich relacja jest piękna, ale też boleśnie krucha, bo wojna nie szanuje żadnych więzi.
Agata oczywiście pojawia się w tle – i choć nie jest już w centrum wydarzeń, jej obecność wciąż ma znaczenie. Jest symbolem świata „sprzed”, normalności, uczuć, które próbują przetrwać w rzeczywistości, gdzie miłość i nadzieja są luksusem.
To, co najbardziej mnie poruszyło, to świadomość czasu, w jakim przyszło tym bohaterom żyć. Autorka nie oszczędza czytelnika – pokazuje brutalność wojny, ale też jej cichą, codzienną okrutność: ciągłe czekanie, strach o bliskich, bezsilność wobec losu. Każda decyzja ma swoją cenę, a żadna nie jest dobra.
„W duszy ułana” to książka, która rozrywa serce, ale jednocześnie jest piękna w swojej szczerości. Pokazuje, jak wielką siłę mają ludzie nawet wtedy, gdy są kompletnie złamani. Jak bardzo wojna potrafi zniszczyć, ale też jak potrafi obnażyć najgłębsze emocje – miłość, przyjaźń, lojalność.
Po skończeniu tej części siedziałam chwilę w ciszy, kompletnie pusta emocjonalnie. I jedyne, co wiedziałam na pewno, to to, że muszę sięgnąć po ostatni tom. Bo ta historia już nie jest tylko historią – ona stała się doświadczeniem.
To książka, którą się przeżywa, a nie tylko czyta.
I tak – bohaterowie naprawdę mieli niełatwo żyć w takich czasach. A my, czytelnicy, dostajemy od autorki brutalną, ale potrzebną lekcję empatii i pamięci.
Drugi tom sagi ułańskiej nie tylko spełnił moje oczekiwania – on je kompletnie zmiażdżył. „W duszy ułana” to jedna z najmocniejszych, najbardziej poruszających beletryzowanych książek o II wojnie światowej, jakie czytałam. I mówię to bez cienia przesady.
Ja naprawdę nie płaczę przy książkach. Mogę się wzruszyć, mogę zamknąć ją z ciężkim sercem, ale łzy? Rzadko. Tutaj?...
2025-10-23
„Ścieżka ku ocaleniu” to znakomite, poruszające zakończenie cyklu "Krakowska kołysanka". Joanna Nowak po raz kolejny udowadnia, że potrafi w niezwykle wiarygodny i emocjonalny sposób połączyć historię jednostki z dramatem całego pokolenia. Choć to fikcja literacka, autorka bardzo umiejętnie osadza losy bohaterów w realiach okupowanej Polski, ukazując z jednej strony ogrom cierpienia i niesprawiedliwości, a z drugiej – siłę, odwagę i pragnienie życia, które nie daje się zniszczyć nawet w najbardziej mrocznych czasach.
To książka, która nie tylko domyka pewne wątki, ale też pozostawia przestrzeń na refleksję – o granicach człowieczeństwa, o tym, czym naprawdę jest bohaterstwo, i jak cienka bywa linia między ocaleniem a poświęceniem.
Autorka z wielkim wyczuciem pokazuje emocje bohaterów – ich lęk, nadzieję, tęsknotę, a także nieustającą walkę o zachowanie resztek normalności w świecie, który dawno przestał być normalny.
Styl Nowak jest jak zawsze przemyślany, subtelny, ale jednocześnie bardzo plastyczny. Czuć, że każda scena ma znaczenie, a każde słowo niesie emocjonalny ciężar. To opowieść, która zostaje z czytelnikiem na długo – nie tylko jako historia o wojnie, ale też o miłości, lojalności i wyborach, które definiują człowieka.
Świetne, dojrzałe zwieńczenie cyklu – pełne emocji, goryczy, ale i promyka nadziei.
„Ścieżka ku ocaleniu” to znakomite, poruszające zakończenie cyklu "Krakowska kołysanka". Joanna Nowak po raz kolejny udowadnia, że potrafi w niezwykle wiarygodny i emocjonalny sposób połączyć historię jednostki z dramatem całego pokolenia. Choć to fikcja literacka, autorka bardzo umiejętnie osadza losy bohaterów w realiach okupowanej Polski, ukazując z jednej strony ogrom...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025-08-20
„Czy miłość i piękno przetrwają czas okupacji?” – to pytanie, które otwiera „Dziewczynę z Paryża” Kristy Cambron i które w gruncie rzeczy towarzyszy czytelnikowi aż do ostatnich stron.
Powieść przenosi nas do Paryża roku 1939, gdzie miasto – dotąd pełne światła i sztuki – powoli zanurza się w mrok wojny. Główna bohaterka, Sandrine Paquet, to kobieta, której życie uległo dramatycznej zmianie. Strata męża na froncie sprawia, że z dnia na dzień musi odnaleźć się w nowej, bolesnej rzeczywistości. Jej codzienność zyskuje jednak zupełnie inny wymiar, kiedy zostaje zmuszona do katalogowania dzieł sztuki dla nazistów. Ten zabieg fabularny sprawia, że historia nabiera głębi – pokazuje, jak wojna wkracza nawet w przestrzenie sztuki i piękna, które z pozoru powinny być wolne od polityki i przemocy.
Sandrine to postać pełna wewnętrznych sprzeczności. Z jednej strony jest pogrążona w żałobie, z drugiej – krok po kroku odnajduje w sobie siłę, by walczyć, choćby w ukryty sposób. Jej postać przypomina, że bohaterstwo w czasach wojny nie zawsze przybiera formę wielkich gestów – czasem to ciche akty odwagi, decyzje podejmowane w samotności, stawianie czoła codziennym dylematom moralnym.
Na uwagę zasługują także postacie drugoplanowe, które dopełniają obraz okupowanego Paryża – jedni stają się narzędziem w rękach wroga, inni podejmują ryzyko i płacą wysoką cenę za wierność swoim wartościom. Autorka pokazuje, że okupacja nie tylko odbiera wolność, ale i wystawia ludzkie serca na ciężką próbę.
Książka ma swoje mocne strony – przede wszystkim w klimacie. Paryż w opisie Cambron nie jest już romantycznym miastem zakochanych, lecz miejscem, gdzie piękno miesza się z grozą, a sztuka staje się zarówno narzędziem propagandy, jak i ostatnią przestrzenią wolności. Jednocześnie styl autorki bywa momentami zbyt gładki i przewidywalny – pewne wątki mogłyby zostać rozwinięte głębiej, a emocje bohaterów nie zawsze wybrzmiewają z pełną mocą.
Mimo to „Dziewczyna z Paryża” to lektura, która potrafi wzruszyć i skłania do refleksji – przede wszystkim nad tym, jak łatwo wojna może odebrać ludziom nie tylko życie, ale też poczucie sensu, piękna i nadziei. A jednocześnie przypomina, że nawet w najmroczniejszych czasach można znaleźć światło – w sztuce, w odwadze, w miłości.
Dla mnie to książka na 7/10 – solidna, nastrojowa, z ważnym przesłaniem, choć niepozbawiona schematów i momentów, w których chciałoby się więcej intensywności.
„Czy miłość i piękno przetrwają czas okupacji?” – to pytanie, które otwiera „Dziewczynę z Paryża” Kristy Cambron i które w gruncie rzeczy towarzyszy czytelnikowi aż do ostatnich stron.
Powieść przenosi nas do Paryża roku 1939, gdzie miasto – dotąd pełne światła i sztuki – powoli zanurza się w mrok wojny. Główna bohaterka, Sandrine Paquet, to kobieta, której życie uległo...
2025-06-08
„Kochanie kogoś z przymusu albo przyzwyczajenia jest najgorszym rodzajem uczucia.”
Wojna trwa, a w krakowskim getcie dochodzi do pierwszych wysiedleń. Wiktora z pomocą Martina Aignera ratuje życie żydowskiej dziewczynce, Ryfce. Dowiaduje się też, że nie jest obojętna Niemcowi. Sytuacja komplikuje się, kiedy do Krakowa wraca Bruno, jej dawny narzeczony. Wojna nie sprzyja uczuciom, ale przecież serce nie sługa… Co zrobi Wiktoria?
Kolejna część cyklu Krakowska kołysanka jest tak samo dobra jak poprzednia. Wiele się dzieje, także jest mnóstwo zwrotów akcji i nieprzewidzianych wydarzeń. Wiktoria nadal pomaga mamie w ochronce oraz w akcjach ratowania żydowskich dzieci z getta. Martin bardzo jej pomaga uważając, aby nie wpaść i nie narazić na niebezpieczeństwo nie tylko siebie, ale także Wiktorii i całej jej rodziny. I tutaj także mamy wiele dowodów na to, że nic nie jest czarno-białe, a wojna bardzo zmienia ludzi. Niektórych w bohaterów, innych wręcz przeciwnie…
Nie mogę doczekać się kolejnej części cyklu, a ta ukaże się już całkiem niedługo. Jestem ciekawa dalszych losów bohaterów, bo ta część nie skończyła się za bardzo optymistycznie, a jestem pewna, że autorka nie raz nas jeszcze zaskoczy. Bo przecież niczego nie da się przewidzieć. Tak to już jest w życiu.
„Kochanie kogoś z przymusu albo przyzwyczajenia jest najgorszym rodzajem uczucia.”
Wojna trwa, a w krakowskim getcie dochodzi do pierwszych wysiedleń. Wiktora z pomocą Martina Aignera ratuje życie żydowskiej dziewczynce, Ryfce. Dowiaduje się też, że nie jest obojętna Niemcowi. Sytuacja komplikuje się, kiedy do Krakowa wraca Bruno, jej dawny narzeczony. Wojna nie sprzyja...
2025-06-08
„W życiu nic nie jest czarne albo białe. Odcieni szarości bywa znacznie więcej, niż się wydaje.”
Państwo Gajewscy wraz z dziećmi – Wiktorią i Aleksandrem – mieszkają w Krakowie i prowadzą ochronkę dla sierot. Po wybuchu wojny ojciec rodziny Tadeusz wraz z synem i narzeczonym córki wstępują do wojska, aby bronić ojczyzny przed najeźdźcami. Wiktoria i jej matka Antonina zmuszone są same prowadzić ochronkę i walczyć o przetrwanie w Krakowie. Ale muszą też mieć się na baczności, gdyż jedna z ich pracownic, Brygida, zostaje kochanką gestapowca. W 1941 roku w mieście powstaje getto, do którego muszą przenieść się wszyscy krakowscy Żydzi. Wiktoria i Antonina podejmują decyzję o ratowaniu żydowskich dzieci z getta. Niespodziewanie ich sojusznikiem staje się Martin Aigner – wysoko postawiony oficer gestapo.
Bardzo, ale to bardzo podobała mi się ta książka. Tematyka wojenna zawsze jest dla mnie bardzo ciekawym tematem, a opis wydawał mi się na tyle interesujący, że postanowiłam sięgnąć po „Nadzieję pośród ruin”. I nie żałuję! Bo to jedna z lepszych książek jakie czytałam w tym roku. Bohaterowie są wyraziści, charyzmatyczni, każda z postaci ma coś do zaoferowania. Oczywiście niektórzy bohaterowie są bardzo, ale to bardzo irytujący (i naprawdę nietrudno domyślić się, o które chodzi), to jednak dla książki jest to jedynie plusem. Bo przecież nie wszyscy Polacy podczas wojny byli dobrzy, tak samo jak nie wszyscy Niemcy byli tylko i wyłącznie tymi złymi. Tak jak i w dzisiejszych czasach – dla własnych korzyści ludzie są w stanie zrobić naprawdę dużo i nie liczą się z konsekwencjami, jakie ponoszą inni. Ważne, żeby i było dobrze. Akurat to się nie zmienia…
Wiktoria Gajewska jest jedną z takich postaci, które momentami bywają irytujące, ale całość wypada bardzo przekonująco. Rodzice jej narzeczonego są przeciwni ich związkowi. To takie typowe powiecie… Wszystko przerywa wybuch wojny i wydaje się, że Wiktoria będzie czekać na Bruna. Ale czy na pewno? Choć dla niej ważniejsze niż miłość jest dobro podopiecznych ochronki. Ona i jej matka zrobią wszystko dla tych dzieci, które zostały porzucone przez własne matki.
Historia bardzo wciągająca, a książka należy do tych nieodkładalnych. Warta uwagi!
„W życiu nic nie jest czarne albo białe. Odcieni szarości bywa znacznie więcej, niż się wydaje.”
Państwo Gajewscy wraz z dziećmi – Wiktorią i Aleksandrem – mieszkają w Krakowie i prowadzą ochronkę dla sierot. Po wybuchu wojny ojciec rodziny Tadeusz wraz z synem i narzeczonym córki wstępują do wojska, aby bronić ojczyzny przed najeźdźcami. Wiktoria i jej matka Antonina...
2025-05-31
„Świat jest naprawdę piękny. Szkoda że są w nim ludzie.”
Rok 1920. Niemiecka Żydówka, Frieda Stengel, jest w ciąży z bliźniakami. Rodzi dwóch chłopców. Niestety – jeden z nich nie żyje. Kobieta bez wahania adoptuje dziecko innej kobiety, która zmarła podczas porodu i jej potomkiem nie miałby kto się zająć. W ten sposób nadal ma dwóch chłopców. Jednak nie mówi im o tym fakcie. Dorastają w przeświadczeniu, że dla obu jest ona rodzoną matką. Jeden z nich trafia do szkoły kadr Wehrmachtu i SS. Drugi wraz z rodzicami wiodą życie pełne upokorzeń, jakie Żydom zafundował Hitler i jego fanatyczni wyznawcy…
Bardzo przypadła mi do gustu ta książka. Nawet się nie spodziewałam. Losy rodziny Stengelów i ich przyjaciół śledziłam z zapartym tchem i czekałam tylko co wydarzy się dalej. A mamy tutaj dosłownie wszystko – jest miłość pod każdą postacią: romantyczna, braterska, rodzicielska, przyjacielska, jest zbrodnia, jest niesprawiedliwość, jest porządny kawał historii Niemiec, jest wielka polityka, są szpiedzy, jest wojna, morderstwa. I czyta się świetnie. Nie ma dłużyzn, wszystko układa się w logiczną całość.
Dwaj bracia – Paulus i Otto – są tak od siebie różni. Zakochują się w jednej dziewczynie, a ta musi dokonać wyboru. Ale czy to w ogóle jest możliwe? Mimo wszystko – dochodzi i do tego. Stan euforii przeradza się w rozpacz, złość, poczucie beznadziejności. Tak łatwo jest kogoś zranić źle dobranymi słowami. I wyrachowaniem… I tak łatwo jest ulec złudzeniu i nabrać się na piękną otoczkę. Możemy obserwować także jak ważne było dla Niemców pochodzenie i rodowód. Historia została oparta na historii rodziny autora, ale bohaterowie powieści są fikcyjni. Możemy sobie zadać jednak pytanie – ile takich historii jeszcze mogło się wydarzyć? Niektóre brzmią tak nieprawdopodobnie, a jedna wydarzyły się naprawdę. I warto się z nimi zapoznać.
„Świat jest naprawdę piękny. Szkoda że są w nim ludzie.”
Rok 1920. Niemiecka Żydówka, Frieda Stengel, jest w ciąży z bliźniakami. Rodzi dwóch chłopców. Niestety – jeden z nich nie żyje. Kobieta bez wahania adoptuje dziecko innej kobiety, która zmarła podczas porodu i jej potomkiem nie miałby kto się zająć. W ten sposób nadal ma dwóch chłopców. Jednak nie mówi im o tym...
2025-05-23
„Tchórzostwo i dostosowywanie się do tyrana jest jak trucizna ukryta w winie. Nie zabija od razu, ale jest śmiertelna.”
W powieści tej poznajemy historię studentki filozofii na Harvardzie – Jane Coulfield. W 1936 roku Jane udaje się do Niemiec, by lepiej zgłębić filozofię Martina Heideggera. Nawiązuje tam też przelotny romans z młodym Niemcem. Kiedy jej sytuacja nieco się komplikuje, wyjeżdża do Francji. Po wybuchu II wojny światowej wskutek splotu różnych okoliczności trafia do jednego z najstraszniejszych na świecie obozów – Jasenovaca, prowadzonego przez chorwackich ustaszy w Jugosławii. Tak staje oko w oko z demonicznym komendantem i ucieleśnieniem największego zła - Miroslavem Filipoviciem-Majstoroviciem. Czy uda jej się przetrwać?
Nie sądziłam, że tak bardzo będę przeżywać tą historię. Zwłaszcza część poświęconą pobytowi głównej bohaterki w obozie. Autor bowiem nie szczędzi nam okrutnych szczegółów. Metody tortur ustaszy były tak makabryczne, że momentami musiałam książkę odkładać, bo musiałam wziąć głęboki oddech. A czytałam już naprawdę wiele na ten temat… Jak widać – wciąż za mało.
Historia Jane splata się także z życiem postaci znanych z historii – pojawiają się tutaj m.in. Josip Broz-Tito, Gertrude Stein, Hannah Arendt. Los rzuca ją także na pokład statku „Andrea Doria”, który uległ katastrofie w 1956 roku. Na tle ważnych wydarzeń historycznych cała powieść wydaje się jeszcze bardziej dramatyczna, a my przeżywamy ją z główną bohaterką i dosłownie nią żyjemy. Autor tak umiejętnie miesza tutaj powieść historyczną, romans, wątek obyczajowy i traktat filozoficzny, że nie mogło być inaczej – wszystko tutaj wydaje się niezwykle realistyczne.
Jest to jedna z lepszych powieści dotyczącej wojny, jaką udało mi się przeczytać i dowiedzieć wielu ciekawych rzeczy, które są zgodne z prawdą historyczną. Warto sięgnąć po „Amerykankę”! Naprawdę warto.
„Tchórzostwo i dostosowywanie się do tyrana jest jak trucizna ukryta w winie. Nie zabija od razu, ale jest śmiertelna.”
W powieści tej poznajemy historię studentki filozofii na Harvardzie – Jane Coulfield. W 1936 roku Jane udaje się do Niemiec, by lepiej zgłębić filozofię Martina Heideggera. Nawiązuje tam też przelotny romans z młodym Niemcem. Kiedy jej sytuacja nieco się...
2025-05-20
„Pomiędzy wielką miłością a nienawiścią istnieje cienka granica.”
A więc tak (choć nie zaczyna się zdania od ‘a więc’, ale tym razem w pełni uzasadnione)… Co ja mogę powiedzieć? Lekkie rozczarowanie? Chyba to będzie najlepsze określenie, bo nie mogę tego nazwać zawodem… Losy bohaterów rozwleczone tak, że nawet ja wymiękam. Zmienione imię jednej z bohaterek – początkowo nawet myślałam, że może ja coś źle przeczytałam w poprzednich częściach, ale jednak wszystko z moim wzrokiem jeszcze w porządku. Postać Wissariona – naprawdę żadna postać literacka mnie tak nie irytowała jak on. Taki miał być – wiem o tym, ale mimo wszystko… Poza tym perypetie bohaterów także mnie irytowały. Taka i taka rozwiodła się z takim i takim, a wiadomo, że kochała innego, ale nie wyszła za niego za mąż, tylko jeszcze za kogoś innego… Zakończenie też z niedosytem. Ale cóż – nie każdemu wszystko musi się podobać.
Najkrótsza opinia od dłuższego czasu, ale po prostu tym razem nie mam nic więcej do dodania.
„Pomiędzy wielką miłością a nienawiścią istnieje cienka granica.”
A więc tak (choć nie zaczyna się zdania od ‘a więc’, ale tym razem w pełni uzasadnione)… Co ja mogę powiedzieć? Lekkie rozczarowanie? Chyba to będzie najlepsze określenie, bo nie mogę tego nazwać zawodem… Losy bohaterów rozwleczone tak, że nawet ja wymiękam. Zmienione imię jednej z bohaterek – początkowo...
2025-05-18
"Mama wpoiła mi, że historia życia zaczyna się pisać właśnie w niedzielę, kiedy jeszcze nic się nie stało, ale za chwilę się wydarzy. Czysta kartka czekająca, aż ktoś wykaligrafuje na niej słowa, zdania i myśli pozszywane grubymi i cienkimi kreskami."
Ella trafia do obozu Auschwitz we wrześniu 1943 roku, a wraz z nią jej narzeczony oraz rodzice. Kobieta od razu staje się ulubienicą Marii Mandel – okrytej złą sławą kierowniczki obozu zwanej Bestią. Jest zdana na jej łaskę, a Bestia często wpada w furię i wyżywa się na Elli, która dostaje pracę w Kanadzie – odcinku obozu, na którym w dużych pomieszczeniach magazynowych gromadzono przedmioty zagrabione więźniom Auschwitz i podobozów. Niejednokrotnie staje też oko w oko z kolejną legendą obozu – doktorem Mengele, zwanym Aniołem Śmierci. Ella zbiera pocztówki i zdjęcia, chowa je przed współwięźniarkami i władzami obozowymi. Zapisuje na nich obozowe historie i imiona osób, które poznała w obozie, aby nikt o nich nie zapomniał.
Autorka informuje nas, że Ella jest postacią fikcyjną, ale większość występujących tutaj postaci istniała naprawdę – choćby znienawidzona przez naszą bohaterkę dwójka: Mandel i Mengele. Niektóre z jej współwięźniarek także faktycznie przebywała w obozie. To wszystko, co przeżyła Ella oraz jej narzeczony i rodzice opisane jest w sposób czasami bardzo teatralny i dramatyczny, a zabieg ten autorka zastosowała specjalnie, aby nadać wydarzeniom jeszcze bardziej wymowny charakter. Przyznam, że udało się to znakomicie. Przeczytałam już wiele książek dotyczących obozów, ale z tej dowiedziałam się kilku istotnych faktów, na które nie natknęłam się nigdzie indziej. A może były opisane, ale nie zwróciłam na nie uwagi? To nie jest najbardziej istotne.
W książce jest opisana także postać Belli – córki Elli, która dopiero w 1980 roku, mając 35 lat, dowiaduje się o przeszłości jej matki. Ciotka wyjaśnia jej, że matka nie chciała opowiadać o przeszłości bojąc się jej reakcji. Tak jak wielu więźniów obozu. I tutaj po raz kolejny widzimy bardzo dobrze, że choć nielicznym udało się opuścić obóz i dożyć sędziwej starości, to jednak obóz nie opuścił ich nigdy. Te wspomnienia zawsze były z nimi i wywarły wpływ na ich dalsze życie.
„Pocztówki ze Wschodu” to jedna z ciekawszych książek o tematyce obozowej, jaką miałam okazję przeczytać. I polecam każdemu, kogo interesuje ten fragment historii.
"Mama wpoiła mi, że historia życia zaczyna się pisać właśnie w niedzielę, kiedy jeszcze nic się nie stało, ale za chwilę się wydarzy. Czysta kartka czekająca, aż ktoś wykaligrafuje na niej słowa, zdania i myśli pozszywane grubymi i cienkimi kreskami."
Ella trafia do obozu Auschwitz we wrześniu 1943 roku, a wraz z nią jej narzeczony oraz rodzice. Kobieta od razu staje się...
2025-05-15
„Teraz jestem jak Dante – pomyślałam. – Idę przez piekło, ale nie płonę.”
Niezwykła historia austriackiej Żydówki Edith Hahn. Kobieta przeżyła sporo i w tej książce dzieli się z nami swoim życiem. Czasami pomagały jej też naprawdę niezwykłe zbiegi okoliczności. Poznajemy ją jako młodą dziewczynę, która chciała skończyć studia prawnicze. Ale do władzy doszedł Hitler i nagle Żydzi zostali pozbawieni wszystkiego, co dotychczas znali. Edith nie chciała się poddać i przypadek sprawił, że przyjaciółka chrześcijanka podarowała jej swoje dokumenty. Dzięki temu Editjh mogła znaleźć pracę w Monachium i poznać członka nazistowskiej partii, w którym się zakochała. Wyznała mu, że jest Żydówką, ale mimo wszystko pobrali się. Kobieta dzieli się z nami wieloma faktami ze swojego życia i możemy dokładnie zobaczyć jakich ludzi spotkała na swojej drodze. A byli oni naprawdę różni. I czego możemy się dowiedzieć? Że nie wszyscy Niemcy byli złymi ludźmi, tak samo jak nie wszyscy Żydzi byli ofiarami, nie wszyscy byli skorzy do pomocy. Większość z nich starała się ugrać dla siebie jak najwięcej, a ich wybory dokładnie pokazują, co było dla nich najważniejsze.
„Żona nazisty” jest bardzo ciekawa i możemy poznać dzięki niej całkiem nowe fakty z historii Austrii i Niemiec. Choć książka napisana jest prostym językiem i sporo jest przemilczane, to jednak działa na wyobraźnię. Dzięki niej możemy zobaczyć historię w nowym świetle, zobaczyć ją oczami zwyczajnych ludzi. A tego nie znajdziemy w podręcznikach historii. Warta przeczytania.
„Teraz jestem jak Dante – pomyślałam. – Idę przez piekło, ale nie płonę.”
Niezwykła historia austriackiej Żydówki Edith Hahn. Kobieta przeżyła sporo i w tej książce dzieli się z nami swoim życiem. Czasami pomagały jej też naprawdę niezwykłe zbiegi okoliczności. Poznajemy ją jako młodą dziewczynę, która chciała skończyć studia prawnicze. Ale do władzy doszedł Hitler i nagle...
2025-05-12
„Zakochanie to jak balansowanie nad przepaścią z zawiązanymi oczami. Uczucie wspaniałe, ale może doprowadzić do zagrażających życiu obrażeń.”
Historia zakazanej miłości pomiędzy Chinką Aiyi i żydowskim uchodźcą europejskiego pochodzenia Ernestem. Poznają się zupełnie przypadkiem w 1940 roku w Szanghaju. Aiyi zatrudnia Ernesta w swoim klubie jako pianistę – wbrew rodzinie i przyjaciołom. Kobieta ma już narzeczonego, a według chińskiej tradycji nie powinna zadawać się z innymi mężczyznami, a tym bardziej z tymi spoza Chin. Jednak los bywa przewrotny i pomiędzy tą dwójką rodzi się uczucie…
Ta książka ma swoje plusy i minusy. Plusów zdecydowanie więcej, ale może zacznę od minusów… A są nim główne postacie. Nie mogłam się do nich przekonać. Do nich obojga. Choć jeżeli mam być szczera jednak bliższy mi był Ernest. Niektóre wątki zostały potraktowane po macoszemu i samo zakończenie także było bardzo przekombinowane. Tak, tak – to tylko fikcja literacka, ale mimo wszystko.
Plusem niewątpliwie jest ukazanie rzeczywistości wojennej oraz uchodźców żydowskich w Szanghaju, bo przyznam się – o historii II wojny światowej poza Europą nie wiem tyle ile bym chciała (a więc czas to zmienić). Także ukazanie stron globalnego konfliktu jest tutaj bardzo ważnym elementem. Szanghaj był pełen Azjatów, Europejczyków, Amerykanów… A nastroje po przystąpieniu do wojny świetnie uchwycono.
Sama historia Aiyi i Ernesta jest dowodem na to, że wszystko na tym świecie jest możliwe, ale też wszystko ma swoje granice. Dawne tradycje były głęboko zakorzenione w sercach Chińczyków i skoro ich zdaniem sprawdzały się, to po co je zmieniać? A jednak nawet to udało się naszej dwójce przeskoczyć. I mimo, że pisałam już o tym, iż nie mogłam się do nich przekonać, to jednak sama historia ich związku jest naprawdę świetna.
Powieść warta przeczytania.
„Zakochanie to jak balansowanie nad przepaścią z zawiązanymi oczami. Uczucie wspaniałe, ale może doprowadzić do zagrażających życiu obrażeń.”
Historia zakazanej miłości pomiędzy Chinką Aiyi i żydowskim uchodźcą europejskiego pochodzenia Ernestem. Poznają się zupełnie przypadkiem w 1940 roku w Szanghaju. Aiyi zatrudnia Ernesta w swoim klubie jako pianistę – wbrew rodzinie i...
2025-05-11
„Nauczył się, że szczęście to nie euforia i ciągła ekscytacja, ale spokój i brak zmartwień.”
„Wojna” to jedna z tych książek, które ciężko się czyta. Ale nie ze względu na zły styl, język czy bohaterów. Czyta się ciężko, bo też bardzo ciężkie czasy są tutaj opisane. Lata 1939-1943, a więc cztery pierwsze lata wojny. Polacy i Ukraińcy… Kto choć trochę zna historię wie, do czego doszło pomiędzy nimi. I to jest straszne. Naprawdę straszne. Ale autorce należy się ogromny szacunek, że mimo wszystko tego nie przemilczała, a opisała brutalne wydarzenia i mordowanie najbliższych sąsiadów oraz nierzadko najbliższej rodziny w imię ideałów i przynależności narodowościowej.
Nasi bohaterowie dorastają, zmieniają się. Choć nie sądziłam, że kogoś da się jeszcze bardziej znienawidzić, to jednak… Tak właśnie jest. Ja i Wissarion Zinowjew mamy raczej małe szanse na zaprzyjaźnienie się. Po prostu rzadko kiedy jakaś postać fikcyjna denerwuje mnie tak jak on. Ale może to tylko ja? Nie wiem. W każdym razie dla jego postaci stanowcze i zdecydowane ‘nie’ z mojej strony.
Za to troszkę zabrakło mi tutaj Marcela i Marty. Niby się pojawiali, ale wciąż za mało. No i jeszcze Nadia z Andrzejem – szczerze to naprawdę szkoda mi go było, bo Nadia i jej uczucie do Wissariona… To było dla mnie coś niepojętego. Po tym jak ją traktował, choć podobno ją kochał, nie jestem w stanie pojąć, dlaczego ona pałała do niego takim uczuciem. Ale po tym, co przeszła w czasach Wielkiego Głodu jestem jeszcze w stanie wybaczyć.
Bardzo jestem ciekawa jak zakończą się losy naszych bohaterów i niebawem zapewne sięgnę po „Exodus”.
„Nauczył się, że szczęście to nie euforia i ciągła ekscytacja, ale spokój i brak zmartwień.”
„Wojna” to jedna z tych książek, które ciężko się czyta. Ale nie ze względu na zły styl, język czy bohaterów. Czyta się ciężko, bo też bardzo ciężkie czasy są tutaj opisane. Lata 1939-1943, a więc cztery pierwsze lata wojny. Polacy i Ukraińcy… Kto choć trochę zna historię wie, do...
2025-04-21
Ośrodki reprodukcyjne instytucji Lebensborn były „fabrykami rasy aryjskiej” i istniały podczas II wojny światowej na terenie kilku państw. Jest to z całą pewnością nieco pomijany fakt, a kobiety, które znalazły się w takich instytucjach były traktowane jak inkubatory, jak maszyny do rodzenia. Rodzenia zdrowych niemieckich dzieci, a matki wybierano bardzo starannie.
I do tego nawiązuje książka „Kołyski Rzeszy”. Dostajemy tutaj historie trzech kobiet, które związane były z jednym z takich ośrodków. Są to historie fikcyjne. Mamy tutaj Gundi – młodą Niemkę, która zaszła w ciążę z Żydem i pragnie ukryć ten fakt, jest Hilde – kochanka wysoko postawionego oficera i przyjaciela samego Himmlera, w końcu jest także Irma – pielęgniarka, która sama straciła w przeszłości swoje dziecko i chce pomóc młodym kobietom przetrwać trudne chwile. Oczywiście ich historie w pewnym momencie łączą się w jednym z ośrodków, gdzie nie zawsze przestrzegane są zasady, a młodym kobietom wmawia się, że robią wszystko dla dobra Rzeszy. Dla dobra samego Hitlera.
Przyznam, że lektura tej książki ogromnie mnie zasmuciła i przybiła. Takie praktyki nigdy nie powinny mieć miejsca. Dzieci nie powinno się zabierać matkom. Bo pomimo wszystko te nierzadko bardzo młode dziewczęta bardzo cierpiały i na pewno też nie do końca były zadowolone ze spotkań z niemieckimi oficerami, którzy często byli od nich dwa lub nawet trzy razy starsi. To naprawdę nieludzkie. Tak państwo traktowało własne obywatelki. W głowie się nie mieści! Ale czy w tamtych czasach cokolwiek było logiczne?
Choć nieco też rozczarowała mnie ta książka. Urwała się… No właśnie – po prostu jakby się urwała. Nawet sprawdzałam, czy nie jest planowana jakaś kolejna część, ale chyba autorka tak właśnie postanowiła zakończyć całość. Troszkę szkoda, bo nie wszystko do końca zostało wyjaśnione. Ale może taki był zamysł – czytelnik sam musi się domyślić. I mimo tego książkę warto przeczytać.
Ośrodki reprodukcyjne instytucji Lebensborn były „fabrykami rasy aryjskiej” i istniały podczas II wojny światowej na terenie kilku państw. Jest to z całą pewnością nieco pomijany fakt, a kobiety, które znalazły się w takich instytucjach były traktowane jak inkubatory, jak maszyny do rodzenia. Rodzenia zdrowych niemieckich dzieci, a matki wybierano bardzo starannie.
I do...
2025-04-10
Kiedy tylko zobaczyłam zapowiedź książki „Nauczyciel z Auschwitz” wiedziałam, że muszę ją kupić i przeczytać. Wendy Holden, autorka tej historii napisała także jedną z niewielu książek, podczas czytania których płakałam jak małe dziecko. Chodzi oczywiście o „Ocaleni, by żyć”, która teraz wydana została pod tytułem „My, dzieci z obozów”. Poza tym temat II wojny światowej i samych obozów zawsze mnie interesował, a z racji tego wszystkie książki dotyczące tego okresu pochłaniam bardzo szybko. Czy są one oparte na faktach, czy też nie…
Najnowsza książka Wendy Holden oparta została na faktach. I tak obserwujemy w jaki sposób niemiecki Żyd, Fredy Hirsch, opiekuje się dziećmi w obozie Auschwitz starając się zapewnić im choćby namiastkę prawdziwej szkoły i umilić czas, aby ich wspomnienia dotyczące obozu nie były wyłącznie złe. O ile w ogóle przetrwają… A tego także stara się ich nauczyć – jak przetrwać w tak strasznym miejscu i jak radzić sobie ze wszystkim, co dzieje się dookoła.
Dawno nie czytałam książki o tak silnej psychicznie męskiej postaci. Bo taki niewątpliwie był Alfred Hirsch, którego nazywano Fredy. Jego historia jest niezwykła. Urodził się w Akwizgranie, potem znalazł się w Pradze w Czechosłowacji, trafił do obozu w Terezinie, a następnie do Oświęcimia, gdzie pełnił funkcję nadzorcy bloku dziecięcego w obozie rodzinnym Theresienstadt w Auschwitz II-Birkenau. Był dla dzieci wzorem, choć przez dorosłych postrzegany był zupełnie inaczej. Ale on skupiał się wyłącznie na dzieciach. To właśnie im chciał pomóc najbardziej. Bo wiedział, że same nie poradzą sobie w tak strasznym miejscu rządzącym się swoimi prawami. Ale czy tam w ogóle były jakieś prawa?...
Przed rozpoczęciem lektury zapoznałam się z biografią Hirscha i byłam ciekawa jak zostanie opisana. A to jest po prostu MISTRZOSTWO! Trzeba przyznać, że autorka rzetelnie przygotowała się do napisania tej historii. A ta jest z jednej strony niezwykle przygnębiająca, a z drugiej strony uskrzydla, dodaje otuchy i pokazuje, że na świecie żyli też tacy ludzie jak Fredy, dla których życie innych było niezwykle ważne. Książka warta przeczytania!
Kiedy tylko zobaczyłam zapowiedź książki „Nauczyciel z Auschwitz” wiedziałam, że muszę ją kupić i przeczytać. Wendy Holden, autorka tej historii napisała także jedną z niewielu książek, podczas czytania których płakałam jak małe dziecko. Chodzi oczywiście o „Ocaleni, by żyć”, która teraz wydana została pod tytułem „My, dzieci z obozów”. Poza tym temat II wojny światowej i...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025-04-07
„Pobyt w obozie po raz kolejny utwierdził mnie w przekonaniu, że nikogo nie można oceniać. Nie można potępiać ludzi, nie znając ich na wskroś. Nie wsłuchując się w bieg ich życia. Nikomu nie jest dane prawo do niszczenia człowieka tylko dlatego, że należy do wrogiego narodu. Wszak człowiek to nie naród.”
„Ogrody na popiołach” to wstrząsający opis Obozu na Zgodzie w Świętochłowicach. To historia, która nie może przejść bez echa. I chociaż nawet na Śląsku stanowi do tej pory temat tabu, to jednak nie można pozostać na nią obojętnym. Bo to, co tam się wydarzyło… Nawet nie umiem tego ubrać w słowa. Ale po kolei.
Jest styczeń, rok 1945. Do Katowic lada dzień ma wkroczyć Armia Czerwona i wyzwolić miasto spod okupacji hitlerowskiej. Mieszkańcy oczekują przybycia radzieckich żołnierzy z nadzieją, ale też wielkim niepokojem, bo do ich uszu zaczęły docierać bardzo niepokojące informacje na ich temat. I gdy wydaje się, że najgorsze za nimi do domów zaczynają pukać mężczyźni mający biało-czerwone opaski na ramieniu i bez żadnego konkretnego powodu zabierać mieszkańców Katowic do obozu w Świętochłowicach…
Książka ta zawiera fakty historyczne, jednak główni bohaterowie mają w większości fikcyjne, zmyślone nazwiska. Autorka pozostawiła jednak kilka z nich. Postacią historyczną jest tutaj na przykład okrutny komendant obozu – Salomon Morel. Na końcu książki znajduje się jego notka biograficzna. A ja po raz kolejny zastanawiam się, jak ludzie mogli zrobić coś takiego innym ludziom. Nawet jeżeli uważali mieszkańców Katowic za Niemców, zwolenników Hitlera, spokrewnionych z Niemcami, to jednak zabierali też ludzi bez żadnej przyczyny i ludzie osadzeni w obozie często nawet nie wiedzieli za co tam trafili. Tak właśnie było w przypadku głównego bohatera książki – Karola Plocha (postać fikcyjna). Autorka bardzo dokładnie i ze szczegółami opisała traktowanie więźniów obozu. W tym oprawcy z niczym nie ustępowali zbrodniarzom hitlerowskim zajmującym podobne stanowiska w obozach zagłady. Chęć zemsty była jednak większa. Odwet za zbrodnie hitlerowców dotknął zwykłych ludzi, z których część nawet nie miała nic wspólnego z machiną wojenną, a po prostu znalazła się w nieodpowiednim miejscu i nieodpowiednim czasie.
Tak straszliwa zbrodnia nie powinna zostać zapomniana, bo kilkumiesięczne więzienie wywarło wielki wpływ na osoby, które się tam znalazły, na ich rodziny, na ich potomstwo… Niewyobrażalne, że w ogóle mogło dojść do czegoś takiego. Warto zapoznać się z historią obozu na Zgodzie i przekonać się, że nie ma ludzi tylko dobrych i złych, tak samo jak o tym, że nie wszystko na tym świecie jest czarno-białe.
„Pobyt w obozie po raz kolejny utwierdził mnie w przekonaniu, że nikogo nie można oceniać. Nie można potępiać ludzi, nie znając ich na wskroś. Nie wsłuchując się w bieg ich życia. Nikomu nie jest dane prawo do niszczenia człowieka tylko dlatego, że należy do wrogiego narodu. Wszak człowiek to nie naród.”
„Ogrody na popiołach” to wstrząsający opis Obozu na Zgodzie w...
„Ocaleni dla miłości” to historia, która przenosi nas do czasów II wojny światowej, gdzie młoda Henia podejmuje decyzję, na którą niewielu by się zdobyło – ratuje ukochanego Moszka z getta i razem z nim ukrywa się, walcząc o każdy kolejny dzień. Ich życie to ciągły strach, niepewność i próba przetrwania w świecie, który nie ma dla nich litości. Równolegle poznajemy historię Agaty – prawnuczki Heni, która po latach odkrywa przeszłość swojej rodziny i próbuje zrozumieć, czym tak naprawdę była miłość jej przodków.
To jest jedna z tych książek, które niekoniecznie „czyta się przyjemnie", ale czyta się je z ogromnym zaangażowaniem. I chyba właśnie o to tutaj chodzi.
Bo ja po tej historii miałam w sobie mnóstwo emocji – nie zawsze dobrych. Był smutek, była złość, było takie wewnętrzne „dlaczego to wszystko musiało tak wyglądać?”. Ale to tylko pokazuje, jak dobrze ta książka jest napisana. Ona nie zostawia czytelnika obojętnym.
Bardzo podoba mi się to, jak autorka łączy prawdę historyczną z fikcją. To nie jest tylko tło – to jest coś, co realnie wpływa na bohaterów, na ich decyzje, na ich życie. Czuć, że to wszystko mogło wydarzyć się naprawdę. I to robi ogromne wrażenie.
Historia Heni jest trudna, ale jednocześnie piękna. Bo pokazuje, do czego człowiek jest zdolny w imię miłości. Ile może poświęcić, ile znieść, jak bardzo może walczyć. I to nie jest taka „łatwa” miłość – to nie są słodkie sceny i wielkie słowa. To jest miłość, która musi przetrwać strach, głód, niepewność i ciągłe zagrożenie życia.
Z kolei historia Agaty daje trochę innej perspektywy. Spokojniejszej, bardziej współczesnej, ale nadal bardzo emocjonalnej. I fajnie pokazuje, jak przeszłość wpływa na kolejne pokolenia. Jak bardzo jesteśmy związani z historią naszych rodzin, nawet jeśli na co dzień o tym nie myślimy.
I po tej książce naprawdę zaczęłam się zastanawiać, czy taka miłość „do grobowej deski” w ogóle istnieje. Bo z jednej strony trudno mi to sobie wyobrazić w dzisiejszych czasach. A z drugiej – takie historie sprawiają, że chce się wierzyć, że jednak tak.
Bo to jest coś niezwykle wzruszającego. I jednocześnie trochę bolesnego.
Dla mnie to była bardzo emocjonalna lektura. Niełatwa, momentami przytłaczająca, ale jednocześnie bardzo wartościowa. I zdecydowanie taka, która zostaje w głowie na dłużej.
„Ocaleni dla miłości” to historia, która przenosi nas do czasów II wojny światowej, gdzie młoda Henia podejmuje decyzję, na którą niewielu by się zdobyło – ratuje ukochanego Moszka z getta i razem z nim ukrywa się, walcząc o każdy kolejny dzień. Ich życie to ciągły strach, niepewność i próba przetrwania w świecie, który nie ma dla nich litości. Równolegle poznajemy historię...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to