Bez sensu jest siedzieć i zastanawiać się, co mogłoby być, ponieważ to,co mogłoby by być, właśnie jest.
Najnowsze artykuły
ArtykułyCzytamy w weekend. 27 marca 2026
LubimyCzytać381
ArtykułyPrzeczytaj fragment książki „Zbrodnia w rezydencji“
LubimyCzytać1
ArtykułyTylko że życie nie zna słowa „kiedyś”. Życie zna tylko „teraz” - Gabriela Gargaś radzi
LubimyCzytać3
ArtykułyJak czytać Harry’ego Hole? Kolejność książek Jo Nesbø i dlaczego warto zacząć dziś
Iza Sadowska11
Popularne wyszukiwania
Polecamy
Jennifer Coburn

Pisze książki: literatura obyczajowa, romans, literatura piękna
Jennifer Coburn jest wielokrotnie nagradzaną dziennikarką, która pisuje dla czasopism i gazet w USA, Kanadzie i Australii.
Jennifer jest rodowitym nowojorczykiem i absolwentem University of Michigan.
Obecnie mieszka w San Diego wraz z mężem, William'em i ich córką Katie. http://jennifercoburn.com/
Jennifer jest rodowitym nowojorczykiem i absolwentem University of Michigan.
Obecnie mieszka w San Diego wraz z mężem, William'em i ich córką Katie. http://jennifercoburn.com/
6,0/10średnia ocena książek autora
703 przeczytało książki autora
385 chce przeczytać książki autora
4fanów autora
Zostań fanem autoraSprawdź, czy Twoi znajomi też czytają książki autora - dołącz do nas
Książki i czasopisma
- Wszystkie
- Książki
- Czasopisma
Popularne cytaty autora
Cytat dnia
Jennifer Coburn, A teraz będę szczęśliwa
- Jennifer Coburn , A teraz będę szczęśliwa
Nie musi pani bawić się w zawodowego kaskadera, żeby facet się w pani zakochał. Moja żona palcem nie kiwnęła, żeby mnie złapać. I nadal nic ...
Nie musi pani bawić się w zawodowego kaskadera, żeby facet się w pani zakochał. Moja żona palcem nie kiwnęła, żeby mnie złapać. I nadal nic specjalnego nie robi, a ją kocham. Albo się to wydarzy, albo nie, a jeśli nie, to znaczy, że to niewłaściwa osoba.
4 osoby to lubią - Jennifer Coburn , Moja szalona rodzinka
Daj mi siłę, abym zmieniał to co, mogę zmienić, spokój abym pogodził się z tym, czego nie mogę zmienić i mądrość, żebym odróżnił jedno od dr...
Daj mi siłę, abym zmieniał to co, mogę zmienić, spokój abym pogodził się z tym, czego nie mogę zmienić i mądrość, żebym odróżnił jedno od drugiego.
2 osoby to lubią
Najnowsze opinie o książkach autora
Kołyski Rzeszy Jennifer Coburn 
7,1

Arcyciekawa jest geneza powstania tej powieści. Autorka oglądała serial oparty na powieści P.K. Dicka "Człowiek z wysokiego zamku", historia alternatywna, jak wyglądałby świat, gdyby to Trzecia Rzesza wygrała wojnę. Tam pojawia się postać, która mówi, że została "wyhodowana" w specjalnym ośrodku. Jennifer Coburn zaintrygowana sprawdziła - i to wcale nie był tylko wymysł literacki P.K. Dicka. Lebensborn. Takie coś wymyśleć mogli tylko Niemcy. Ośrodki, w których niemieckie kobiety o typowo aryjskiej urodzie były ropłodowymi (takimi "podręcznymi" jak u Margaret Atwood) i przyjmowały u siebie nieznajomych, a spragnionych seksu niemieckich oficerów SS, a potem często rodziły dzieci, które odbierano im, by oddać do adopcji "najlepszym" niemieckim rodzinom. Mało tego, porywano też spełniające warunki urody prawidłowego Niemca noworodki z krajów obleganych, w tym z Polski, skąd porwano około 200 tysięcy dzieci do wychowania przez niemieckie rodziny. Praktyka ta była jednak na tyle kontrowersyjna, nawet jak dla tego mdlejącego z uwielbienia dla partii i fuhrera narodu, że nie mówiło się o tym jawnie.
Kołyski Rzeszy Jennifer Coburn 
7,1

Ośrodki reprodukcyjne instytucji Lebensborn były „fabrykami rasy aryjskiej” i istniały podczas II wojny światowej na terenie kilku państw. Jest to z całą pewnością nieco pomijany fakt, a kobiety, które znalazły się w takich instytucjach były traktowane jak inkubatory, jak maszyny do rodzenia. Rodzenia zdrowych niemieckich dzieci, a matki wybierano bardzo starannie.
I do tego nawiązuje książka „Kołyski Rzeszy”. Dostajemy tutaj historie trzech kobiet, które związane były z jednym z takich ośrodków. Są to historie fikcyjne. Mamy tutaj Gundi – młodą Niemkę, która zaszła w ciążę z Żydem i pragnie ukryć ten fakt, jest Hilde – kochanka wysoko postawionego oficera i przyjaciela samego Himmlera, w końcu jest także Irma – pielęgniarka, która sama straciła w przeszłości swoje dziecko i chce pomóc młodym kobietom przetrwać trudne chwile. Oczywiście ich historie w pewnym momencie łączą się w jednym z ośrodków, gdzie nie zawsze przestrzegane są zasady, a młodym kobietom wmawia się, że robią wszystko dla dobra Rzeszy. Dla dobra samego Hitlera.
Przyznam, że lektura tej książki ogromnie mnie zasmuciła i przybiła. Takie praktyki nigdy nie powinny mieć miejsca. Dzieci nie powinno się zabierać matkom. Bo pomimo wszystko te nierzadko bardzo młode dziewczęta bardzo cierpiały i na pewno też nie do końca były zadowolone ze spotkań z niemieckimi oficerami, którzy często byli od nich dwa lub nawet trzy razy starsi. To naprawdę nieludzkie. Tak państwo traktowało własne obywatelki. W głowie się nie mieści! Ale czy w tamtych czasach cokolwiek było logiczne?
Choć nieco też rozczarowała mnie ta książka. Urwała się… No właśnie – po prostu jakby się urwała. Nawet sprawdzałam, czy nie jest planowana jakaś kolejna część, ale chyba autorka tak właśnie postanowiła zakończyć całość. Troszkę szkoda, bo nie wszystko do końca zostało wyjaśnione. Ale może taki był zamysł – czytelnik sam musi się domyślić. I mimo tego książkę warto przeczytać.

































