Nauczyciel z Auschwitz

- Kategoria:
- powieść historyczna
- Format:
- papier
- Tytuł oryginału:
- The Teacher of Auschwitz
- Data wydania:
- 2025-03-26
- Data 1. wyd. pol.:
- 2025-03-26
- Liczba stron:
- 416
- Czas czytania
- 6 godz. 56 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 9788382309188
- Tłumacz:
- Urszula Ruzik-Kulińska
Powieść inspirowana niezwykłą historią mężczyzny, który ryzykował wszystko, aby chronić dzieci w Auschwitz.
Pośród brutalizmu Holokaustu, w nazistowskim obozie zagłady Auschwitz, jedno miejsce wyróżnia się swym blaskiem. W cieniu kominów stoi drewniana chatka, w której czas spędzają najmłodsi więźniowie. Śpiewają, występują w przedstawieniach, piszą wierszyki i starają się nieco poznać świat. Tu nie nęka ich robactwo, tu otrzymują lepsze posiłki, tu próbują wyobrazić sobie, że wcale się nie boją. Tym, który wlewa w ich serca nadzieję, jest młody żydowski więzień, Fredy Hirsch.
Pełnienie roli nauczyciela w niezwykle brutalnym obozie koncentracyjnym jest nie lada wyzwaniem. Zmuszony do błagania oficerów SS o lepsze zaopatrzenie, Fredy każdego dnia ryzykuje życie, aby chronić dzieci przed grożącym im śmiertelnym niebezpieczeństwem, i buduje im kawałek nieba w piekle.
Czas Fredy’ego i setek dzieci, którymi się opiekuje, nieubłaganie mija. Czy ten miły, współczujący i odważny człowiek znajdzie sposób, żeby nauczyć podopiecznych jedynej lekcji, której naprawdę potrzebują – jak przetrwać?
Nauczyciel z Auschwitz kieruje uwagę na niezwykłego człowieka i opowiada jego historię – historię mężczyzny, który walczy, aby chronić niewinność i nadzieję w świecie przesiąkniętym demoralizacją i rozpaczą.
Kup Nauczyciel z Auschwitz w ulubionej księgarni
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Oceny książki Nauczyciel z Auschwitz
Poznaj innych czytelników
83 użytkowników ma tytuł Nauczyciel z Auschwitz na półkach głównych- Przeczytane 41
- Chcę przeczytać 41
- Teraz czytam 1
- Posiadam 6
- 2025 2
- Przeczytane 2025 2
- Posiadam 2025 1
- Literatura angielska 1
- Historia 1
- Ebook 1
Czytelnicy tej książki przeczytali również
Cytaty z książki Nauczyciel z Auschwitz
Osoba nie jest zapomniana, dopóki nie zostanie zapomniane jej imię.


































OPINIE i DYSKUSJE o książce Nauczyciel z Auschwitz
„Nauczyciel z Auschwitz” to solidnie udokumentowana opowieść, która w interesujący sposób przybliża realia obozowego życia i walkę o zachowanie godności. Choć lektura wciąga i trzyma w napięciu, zabrakło mi w niej odrobinę mocniejszych zwrotów akcji, które mogłyby autentycznie zdumieć czytelnika. Jest to jednak pozycja godna polecenia dla osób szukających rzetelnego, literackiego świadectwa historycznego.
„Nauczyciel z Auschwitz” to solidnie udokumentowana opowieść, która w interesujący sposób przybliża realia obozowego życia i walkę o zachowanie godności. Choć lektura wciąga i trzyma w napięciu, zabrakło mi w niej odrobinę mocniejszych zwrotów akcji, które mogłyby autentycznie zdumieć czytelnika. Jest to jednak pozycja godna polecenia dla osób szukających rzetelnego,...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toStraszna ale napisana nie moim stylem.
Straszna ale napisana nie moim stylem.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo, co rzuciło mi się już w pierwszym akapicie, to użycie słowa naziści zamiast Niemcy. Później też było konsekwentnie: naziści to..., esesmani tamto... Niemców jakoś mało było wśród oprawców.... Po przeczytaniu wielu książek osadzonych w niemieckich obozach koncentracyjnych czy gettach ta wydaje się miejscami wręcz cukierkowa... Tak jak ta historia, gdy bohater przepędził oddział niemieckich żołnierzy w getcie a na oficera wręcz nakrzyczał...
To, co rzuciło mi się już w pierwszym akapicie, to użycie słowa naziści zamiast Niemcy. Później też było konsekwentnie: naziści to..., esesmani tamto... Niemców jakoś mało było wśród oprawców.... Po przeczytaniu wielu książek osadzonych w niemieckich obozach koncentracyjnych czy gettach ta wydaje się miejscami wręcz cukierkowa... Tak jak ta historia, gdy bohater przepędził...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka smutna, przerażająca, obrazująca bestialstwo nazistów i chorego systemu, a jednocześnie pokazująca człowieczeństwo, nadzieję i pozorną walkę o normalne dzieciństwo podopiecznych Frediego Hirscha oraz jego przyjaciół, którzy uczyli, chronili i próbowali zapewnić ochronę tym najbardziej maluczkimi i bezbronnym. Nie każdy bohater nosi pelerynę, ale na pewno pozostanie w sercach uratowanych ofiar nazizmu.
Książka smutna, przerażająca, obrazująca bestialstwo nazistów i chorego systemu, a jednocześnie pokazująca człowieczeństwo, nadzieję i pozorną walkę o normalne dzieciństwo podopiecznych Frediego Hirscha oraz jego przyjaciół, którzy uczyli, chronili i próbowali zapewnić ochronę tym najbardziej maluczkimi i bezbronnym. Nie każdy bohater nosi pelerynę, ale na pewno pozostanie...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrzedstawiam Wam dziś książkę poruszającą niezwykle trudny i bolesny temat. 🥺 Opowieść o niewyobrażalnym ciɛrpiɛniu i chęci przetrwania najgorszego piɛkła, jakie mógł zgotować człowiekowi drugi człowiek. 😖 Przedstawiam Wam historię meżczyzny, który w najczarniejszym momencie w dziejach ludzkości potrafił wznieść się ponad własne bezpieczeństwo, by chronić najsłabszych. 😔 "Nauczyciel z Auschwitz" autorstwa Wendy Holden to właśnie taka opowieść – poruszająca historia prawdziwego człowieka, Frediego Hirscha, który w piɛklɛ obozu koncɛntr@cyjnɛgo dawał opiekę i nadzieję ❤️🩹 najmłodszym ofiarom n@zistơwskiɛgo tɛrrơru.
Obozowa rzeczywistość widziana przez pryzmat dzieci wstrząsa w tej książce najbardziej. 😫 Młodzi więźniơwiɛ, pozbawieni podstawowych praw, bezpieczeństwa, a często i rodziny, przeżywali w tych niɛludzkich warunkach prawdziwy kơszm@r. 😭 Na szczęście, dzięki Frediemu i podejmowanym przez niego heroicznym wysiłkom, mogły liczyć na namiastkę normalności. ❤️ Mężczyzna organizował dla nich różne lekcje i zabawy, zachęcał do wspólnego śpiewania czy uczestniczenia w przedstawieniach teatralnych, a te krótkie chwile pozwalały im na zapomnienie o otaczającym je hơrrơrzɛ. 👍 Hirsch robił to wszystko ze świadomością, że każda jego interwencja u oficerów SS, każda prośba o lepsze warunki dla dzieci, mogła zakończyć się dla niego śmïɛrcïą. 😧 Uważam, że postawa Frediego, który w każdej sytuacji stawiał dobro najmłodszych ponad własne, a także jego odwaga i determinacja, zasługują na największy podziw i uznanie. 🙂↕️
"Nauczyciel z Auschwitz" to niezwykle poruszająca książka, która przypomina, że nawet w najbardziej niɛludzkich warunkach możliwe jest zachowanie człowieczeństwa. Jest to lektura bolesna, ale bardzo potrzebna, 👍 która uświadamia, że nawet w najciemniejszych momentach historii pojedyncze akty odwagi mogą rozświetlić mrok, a każdy, nawet najmniejszy gest dobroci, ma ogromne znaczenie. ❤️ Gorąco polecam❗️☺️
Przedstawiam Wam dziś książkę poruszającą niezwykle trudny i bolesny temat. 🥺 Opowieść o niewyobrażalnym ciɛrpiɛniu i chęci przetrwania najgorszego piɛkła, jakie mógł zgotować człowiekowi drugi człowiek. 😖 Przedstawiam Wam historię meżczyzny, który w najczarniejszym momencie w dziejach ludzkości potrafił wznieść się ponad własne bezpieczeństwo, by chronić najsłabszych. 😔...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toLos dzieci w Auschwitz jest jednym z najbardziej wstrząsających aspektów historii obozu… Były one bowiem ofiarami tej samej tragedii co dorośli. Bezbronne, nierozumiejące tego, że bez żadnego powodu można tak straszliwie krzywdzić drugiego człowieka. Często mordowane od razu po przybyciu do obozu.
W mojej opinii, tytuł tej książki jest jednak mylący, ponieważ w powieści odtworzone jest całe życie Fredy’ego Hirscha (uwielbianego żydowskiego wychowawcy młodzieży działającego najpierw w getcie Theresienstadt, a później w Auschwitz II –Birkenau). Natomiast sama historia obejmująca jego pobyt w Auschwitz zawiera jedynie około 1/3 książki.
Rozumiem taki zabieg Autorki - chciała nam przedstawić tę niezwykłą postać całościowo. Zgadzam się, że jest to bardzo wartościowe rozwiązanie. Jednak w tej sytuacji tytuł nie był do końca kompatybilny z treścią książki, co jednak trochę przeszkadzało mi w odbiorze.
Fredy spędził w Theresienstadt prawie 2 lata. We wrześniu 1943 r. deportowano go do obozu Auschwitz. Wraz z 5 tysiącami innych osób ulokowano go w tzw. obozie rodzinnym dla Żydów. Pomimo tragicznych warunków, surowej kontroli, częstych rewizji i wbrew wszelkim regułom udało mu się w tym miejscu zorganizować blok przeznaczony dla dzieci i młodzieży, oznaczony nr 31. Fredy nieustannie próbował polepszać warunki życia swoich podopiecznych. Był niezwykle zaangażowany w swoją misję. Nalegał na ścisłą higienę wśród dzieci, aby zachować ich życie i zdrowie. Bardzo ważna była dla niego też edukacja. Stał się on niejako synonimem anioła w tamtym brutalnym świecie. Robił wszystko, aby chociaż w małej części odwracać uwagę dzieci od bestialskiego świata, w którym przyszło im żyć.
Fredy jest nie tylko ofiarą Holokaustu, ale również symbolem dumy i odwagi. Książki takie jak te są potrzebne. Ocalmy od zapomnienia jego dziedzictwo, niech żyje nadal nie tylko w pamięci każdego dziecka, które ocalił, ale również w pamięci każdego z nas.
Los dzieci w Auschwitz jest jednym z najbardziej wstrząsających aspektów historii obozu… Były one bowiem ofiarami tej samej tragedii co dorośli. Bezbronne, nierozumiejące tego, że bez żadnego powodu można tak straszliwie krzywdzić drugiego człowieka. Często mordowane od razu po przybyciu do obozu.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toW mojej opinii, tytuł tej książki jest jednak mylący, ponieważ w powieści...
Wizytowałam Auschwitz jako dwunastolatka. Choć była to część większej, szkolnej wycieczki, piszę o “wizycie”, bo brakiem szacunku byłoby stwierdzenie: “wycieczka do obozu śmierci”. Terenu masowej zagłady ludzi wielu narodowości i w każdym wieku – przede wszystkim rodaków. Drżących ze strachu staruszków, którzy nawet nie mieli świadomości, gdzie są ani w jakim celu się tam znaleźli. Rozparowanych ojców w sile wieku i zrozpaczonych matek. Kilkumiesięcznych, kilkuletnich i nastoletnich dzieci, które nie miały jeszcze czasu, by zrozumieć życie, posmakować go ni jakkolwiek poznać. To właśnie im, za sprawą niezwykłej sylwetki Fredy’ego Hirscha, tytułowego “Nauczyciela z Auschwitz” Wendy Holden oddaje głos w opartej na faktach powieści - głos, który nigdy nie opuścił ich gardeł. Uleciał w szare od ludzkiego pyłu, milczące niebo, niesłyszany - jednym z przerażających kominów...
Czytając tę książkę, cały czas miałam w głowie fakt, że przecież przekroczyłam drwiącą z człowieczeństwa bramę, głoszącą, iż praca czyni wolnym, również będąc zaledwie dziewczynką. Pewnie dojrzalszą niż reszta, bo już wtedy, w pogardzie mając harmidry na dużych przerwach, wolałam, za zgodą cenionej polonistki i wychowawczyni zarazem, pozostać w klasie, z dumą obwieszczając, że piszę swoją pierwszą powieść. Dalej jednak - tylko dzieckiem, z jakich samomianowani “nadludzie”; zwierzęta w istocie, zwierzętom nie ujmując, postanowili kilkadziesiąt lat temu właśnie w tym miejscu oczyścić świat, dążąc do stworzenia czystej rasy.
Odłączyłam się wówczas od grupy, zniesmaczona tym, że niektórzy - choć lubiani przeze mnie – koledzy nie potrafili zachować należytej powagi. Z perspektywy czasu myślę, że może to nie był odpowiedni wiek na wizytę. Temu miejscu bowiem należy się cisza. Temu miejscu należy się spokój. Temu miejscu należy się pamięć. I światła refleksja...
To zwiedzanie okazało się miażdżące dla kogoś, kto dzięki bogatej i wciąż ćwiczonej twórczością oraz literaturą wyobraźni zawsze widział więcej. Pewnie wtedy jeszcze tyle też czuł. Dlatego, pomimo upływu dziewiętnastu lat, wciąż doskonale pamiętam tamtą wizytę. Fakt, że gdzieś z tyłu, podczas samotnej wędrówki, dalej słyszałam echo: “proszę pani, on się we mnie zaczyna”, a przewodnik miał irytująco głośny głos i zbyt krzykliwą, czerwoną koszulkę. Temu miejscu wystarczą jego szarość i tablice zamiast dudniącej narracji pracownika. Przeszłam wówczas wzdłuż torów - tych samych, którymi do obozów dojeżdżały w bydlęcych wagonach transporty ludzi. Pamiętam, że zdziwił mnie fakt, iż gdzieś pośrodku znajdował się za żółty, pojedynczy mlecz, bo tutaj nic nie powinno rosnąć. Poza wieczną nienawiścią względem wiadomej nacji. Płot nie był już pod napięciem, ale mimo tego nie odważyłam się do niego zbliżyć. Trzymałam przy nim dłoń, zastanawiając się, ile dziesiątek tysięcy (?) kobiet i mężczyzn zrobiło to przede mną, rozważając czy taka śmierć nie będzie wybawieniem. Jak wiele osób zdążyło zdecydować samodzielnie, zanim zabiły je strzały w głowę albo dźgnięcia ostrymi narzędziami. Długo później smutniałam, korzystając z toalety – bo nie wiem, ile czasu spędziłam w gargantuicznym baraku, który służył za nią więźniom. Nie potrafię oszacować, jaką miał powierzchnię; matematyka nigdy nie była moją mocną stroną. Wysoki, długi, drewniany, nieocieplony niczym, ubita wówczas ziemia. Przecinały go rzędy również drewnianych skrzyni, w których z obu stron co około kilkanaście centymetrów były wycięte dziury. Barakowe WC – siadasz nad otworem, inni przed Tobą, obok, z tyłu. Niemieckie pojęcie humanitaryzmu i godności. Bez wody czy skrawka papieru. Wszyscy korzystający o tej samej porze a przy tym poganiani batem, jeżeli przekroczyli czas pięciu minut. Długo tkwiłam także przy Czarnej Ścianie czy Ścianie Śmierci. Ścianie Straceń. Wiedziałam, że to replika, a jednak, jeśliby odpowiednio przymknąć powieki, można by z łatwością dostrzec, jak spływa krwią podczas masowych rozstrzeliwań więźniów z bloku 11. Nagich skazańców, rozbierających się przed obcymi, często wśród szykan “pańskiej” rasy, którzy ten ostatni przemarsz wstydu czynili w pełni świadomie tego, dokąd i po co idą. W centrum macierzystego obozu, żeby jeszcze pozostali przy życiu nie pomyśleli czasem o choć iskrze nadziei.
I jeszcze jedno miejsce, choć wizyta w Auschwitz wypala w człowieku ślad na zawsze, które z najmniejszymi detalami zachowałam w pamięci. Tak, jak się zresztą powinno. Duże i wysokie pomieszczenie, obecnie część Muzeum. Cała ściana za szkłem. Za nim przedmioty osobiste, tak wzgardzone, że nawet “nadludzie” nie zainteresowali się tym, by je ukraść, wykorzystać lub sprzedać. Uwagę zwracają niewysłane listy, okrągłe okulary w cienkich drucianych oprawkach z jednym wybitym szkłem, których nikt już nie włoży czy stare walizki, z jakich wysypują się zdjęcia uśmiechniętych w chwili robienia, nieżyjących przecież ludzi. Serce łamią jednak przede wszystkim najczęściej pojedyncze, poobdzierane, rozpadające się buty. Męskie pantofle, damskie czółenka i tycie dziecięce sandałki... Wyrwane z kontekstu fragmenty odzieży, którą kiedyś, do wtóru szwabskich komend, zrzucali więźniowie. Spiesząc do gazu... Gdzieś obok rodowe srebra, bo część zmierzających do Auschwitz osób sądziła, że jedzie do wakacyjnego ośrodka, perfidnie oszukana, a przecież herbata zamieszana ulubioną łyżką zawsze smakuje lepiej. Nie wiadomo, czy podawane w obozie jako napój pomyje też – bo takie przedmioty były odbierane jeszcze przed przemianowaniem przybyłych w numery. Wytatuowane na rękach, wpisane w papierach. W tym drugim przypadku, jeśli stał przed nim kod SB6, człowiek zostawał przeznaczony do eksterminacji po upływie dokładnie sześciu miesięcy, o czym dowiadywał się dopiero chwilę przed zaczerpnięciem ostatniego oddechu. O ile wcześniej nie został zabity dla rozrywki, zadręczony na śmierć lub nie padł z głodu po kawałku zgniłej brukwi i czerstwego chleba, codziennej racji żywnościowej czy podczas pracy - kopania tunelu łyżeczką. Taki kod otrzymał Fredy Hirsch.
Tak, byłam wtedy zaledwie dwunastoletnią dziewczynką. Ale tak prosto wyobrazić sobie, że historia się powtarza. Że kilkadziesiąt lat temu jakieś spośród moich alter ego spotkał najstraszniejszy los. Dlatego trzeba pamiętać. Zawsze pamiętać. A więc tak długo, jak nie będą romantyzować wojny, będę cenić takie powieści jak “Nauczyciel z Auschwitz”. Bo umierają ostatni świadkowie, a poparte odpowiednimi badaniami słowo pisane przetrwa wiecznie. Zaś osób takich jak Fredy nie należy zapomnieć. Minuta ciszy.
To nie będzie typowa mnie recenzja, bo nie myślałabym dobrze o sobie, gdybym próbowała zgadnąć, co czuł czy myślał Fredy Hirsch. Nie uczynię Cię dziś bohaterem narracji, bo nim jest w tym przypadku jedna osoba. Motyl z Auschwitz. Nauczyciel od początku do końca. Ktoś, kto uśmiechał, gdy nie było powodu do otworzenia oczu. Potrafił zorganizować coś z niczego. Dbał o kondycję psychiczną i fizyczną, budował, inspirował i był stróżem. Odwracał uwagę, kiedy matki nie wiedziały, jak wyjaśnić dzieciom, dlaczego z tych kominów ciągle wydobywa się dym. Bawił się w teatr cieni, gdy stanowiło je widmo wszechobecnej śmierci. Śpiewał pośród krzyków mordowanych ludzi. Przewodził, próbując stworzyć cokolwiek na kształt domów i szkół w miejscu, o którym zapomniał nawet Szatan - zbyt zafrasowany stopniem (nie)ludzkiego zła. Fredy Hirsch. Na wskroś, do imentu dobra i życzliwa osoba, czyniąca piekło choć nieco znośniejszym. Zawsze na szarym końcu, stawiająca wszystkich przed sobą, otaczająca szczególną estymą dzieci. Pamiętaj, Fredy Hirsch. Musisz o nim pamiętać. Musisz pamiętać.
Ale ta recenzja nie ma oceniać działań bohatera. Kim i jaki był, każdy powinien wiedzieć. Opinii podlega tylko treść powieści. W krótkich więc słowach o samej książce Wendy Holden, bo na więcej nie pozwala mi powaga tematu. A potem dodatkowa grafika zasługujących na wyróżnienie cytatów.
Z 400 stron “Nauczyciela z Auschwitz” zaledwie 140 jest poświęconych pobytowi i budzącej podziw działalności na rzecz dzieci Fredy’ego w obozie, co początkowo uznałam za dość osobliwą proporcję. Doszłam jednak do wniosku, że pisząc o wojnie, tworzy się przecież przede wszystkim o ludziach. A ci, jeśli są jak Hirsch, zasłużyli na każde postawione słowo. Autorka pokusiła się o przedstawienie jego młodości, początków nauczycielstwa w getcie Terezin oraz późniejszej opowieści, której finałem jest trafienie do Auschwitz. Choć nie jestem zwolenniczką wczuwania się w “postaci historyczne” i wkładania w ich usta słów, których nie wypowiedzieli czy wymyślania dialogów, jakie rzekomo prowadzili, uważam, że “Nauczyciel z Auschwitz” to potrzebna książka, bo o Fredy’m wciąż zapominają dziejowe pomroki. O tym, jak wiele istnień ocalił - nawet, jeśli tylko na krótką chwilę. Nie przeszkadza mi nawet szczególnie nieco patetyczny ton, którego Autorka nadała rzeczywistej Postaci czy płynący z lektury dydaktyzm oraz obliczenie treści na wzruszenia, choć i za tym nie przepadam. Holden rehabilituje się bowiem mrożącą krew w żyłach, detalistycznie i realistycznie oddaną ostatnią częścią narracji z Birkenau. Tą o zniszczonych tam, najbardziej bezbronnych, ich nieodnajdywaniu się w nowej rzeczywistości i pewnym nauczycielu. Dwudziestoośmioletnim mężczyźnie, który z nieodłącznym uśmiechem próbuje zatrzymać czas i zaczarować straszny świat, żeby dzieci choć chwilę się nie bały. I w tym przypadku, jeśli się dobrze skupić, można sobie wyobrazić jak Fredy Hirsch, pośród tej całej obskurności, siedzi na gołej ziemi w baraku i namawia na zabawę, zawsze mającą coś praktycznego na celu. Może mówi, żeby trzymać głowę prosto i nigdy nie okazać strachu. Może udaje, że cień “nadczłowieka” za nim to kolejna postać z teatrzyku i nie zrobi im krzywdy. Może opowiada, że mama na pewno jest bezpieczna w innym bloku. A ten dym wiedzie do nieba, w jakim jest tak pięknie, bo rodzina znowu jest razem. Albo tym razem tylko szepcze: proszę, zapamiętaj moje imię, jestem Fredy Hirsch. Nauczyciel z Auschwitz. Czarodziej w obozowej rzeczywistości, królestwie śmierci. 7/10
instagram.com/thrillerly
WARTE UWAGI CYTATY:
“Nazywam się Fredy Hirsch i walczyłem o zachowanie w tym piekielnym świecie resztek normalności i przyzwoitości. Kochałem, śmiałem się, płakałem i umarłem prawie tysiąc razy. Nazywam się Fredy Hirsch. Jestem dobrym człowiekiem.”
“-Gdzie jesteśmy? (...)
-W Auschwitz, w miejscu, w którym wszyscy umrzemy.”
“(...) wszyscy na różnych etapach życia mierzymy się z uprzedzeniami. Jedyne, co do nas należy, to podjąć decyzję, jak na te uprzedzenia odpowiedzieć.”
“Pokaż im, że ich słowa ani działania Cię nie ranią. To odbiera im moc.”
“Może tylko te rysunki po nich pozostaną, więc zawsze się upieram, by podpisywały swoje prace (...). Chciałabym, aby zapamiętały, że nie są tylko numerami.”
“(...) całkiem sprawnie umierają (...). Dławiąc się cyklonem B w ostatnim tchnieniu, wbijając paznokcie w ściany komór gazowych. Ty też tak skończysz pewnego dnia, chłopaku. I my wszyscy.”
“Naszym celem jest zorganizowanie dzieciom zajęć, żeby nie miały czasu na myślenie, gdzie się znajdują ani co może się z nimi stać (...).”
“-Co oznacza celowe, Fredy? (...)
-Oznacza, że cieszysz się na każdy kolejny dzień, ponieważ masz powody, żeby wstać. Ja się tak czuję każdego ranka, gdy rozbrzmiewa gong. Nie mogę się doczekać, kiedy Was zobaczę i będę wam pomagał szukać celu.”
“Jeszcze niczego się nie nauczyłeś o naz*ist*ach? Wiją się jak węgorze, niemal dwukrotnie bardziej oślizgli. Nawet, jeśli nie kłamał, to przecież obiecał tylko, że ich nie odeśle. Nie wspomniał ani słowem, że nie zagazuje Was wszystkich na śmierć.”
“To był mój uśmiech: uśmiech buntu, przyklejony do twarzy od 1939 roku. Mężczyzna machał do dzieciaków.”
“Nazywałem się Fredy Hirsch. Miliony imion zapomniano, więc, proszę, bądź tak miły i moje zapamiętaj.”
Wizytowałam Auschwitz jako dwunastolatka. Choć była to część większej, szkolnej wycieczki, piszę o “wizycie”, bo brakiem szacunku byłoby stwierdzenie: “wycieczka do obozu śmierci”. Terenu masowej zagłady ludzi wielu narodowości i w każdym wieku – przede wszystkim rodaków. Drżących ze strachu staruszków, którzy nawet nie mieli świadomości, gdzie są ani w jakim celu się tam...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOkładka książki jest trafna. Widzimy drut kolczasty, na samym środku dłonie, a w nich żółty motyl. Motyl, który może mieć wiele znaczeń akurat w tym kontekście. Posiada skrzydełka, które stanowią dodatkową ochronę przed uszkodzeniami mechanicznymi. Na jednym z nich przeczytamy kilka słów o autorce. Stronice są kremowe, czcionka wystarczająca dla oka, literówek brak, odstępy między wersami i marginesy zostały zachowane. Dodatkowo mamy wpis od autorki, listę bohaterów tych prawdziwych, fikcyjnych, kolejność wydarzeń chronologicznie.
Zaczynając od autorki, muszę przyznać, że to moje pierwsze spotkanie, które... Rozłożyło mnie na łopatki. Mamy trudny temat, nie każdy sobie z nim poradzi. Zarówno pisarz jak i czytelnik. Już od pierwszych stron dosłownie przepadłam. Mimo iż wiele scen było tu smutnych, to nie potrafiłam przestać o niej myśleć i czytałam po nocach, kiedy mogłam spać. W taki sposób bardzo szybko zapoznałam się z całością. Czyta się dobrze, bez przeszkód. Nie mam zarzutów w stronę pisarki. Jak i do całej książki.
Jednak miejcie na uwadze fakt, że jest to książka inspirowana kimś, kto istniał naprawdę. Żył w czasach, kiedy życie nie wyglądało jak teraz, a każdy dzień był darem od losu, w kiepskiej oprawie... Auschwitz, Holokaust, cierpienie, głód, śmierć... Niewinni ludzie... A wśród nich wszystkich był Fredy Hirsch. Człowiek, który znalazł swoją drogę w nauczaniu dzieci, miał do nich podejście jak nikt inny, i to jeszcze w takich, a nie innych warunkach. Czytając o nim, podziwiałam go nieustannie. Za to, że zawsze wesprze dzieci, naklei uśmiech i wleje w nich nadzieję i radość. Gdy czytałam o tym, co się działo między innymi w Oświęcimiu, pomijając dreszcze na ciele... Przypomniałam sobie wycieczkę do tego miejsca. To było w trzeciej gimnazjum. Pamiętam, że czułam strach, cierpienie i ogromną przykrość... A po powrocie do domu byłam tak otępiała jak nigdy w życiu. Nie mogłam się pozbierać. Widziałam rzeczy, jakie ostały się po ofiarach... Ubrania... Buty... Jestem wrażliwym człowiekiem a to mnie dobiło. I gdy czytałam książkę Wendy wszystko to wróciło... Niemniej cieszę się ogromnie, że poruszyła ten temat w tak świetnie poprowadzonej powieści, której nie brakuje niczego. Uważam, że to jedna z lektur obowiązkowych dla każdego, by zrozumieć co działo się w obozach koncentracyjnych, jak patrzyli na to dorośli i dzieci.
Nie jest to łatwa historia, gdyż Fredy był człowiekiem naprawdę dobrym. Każdy ma wady, co jest oczywistą sprawą. Nie był czysty od skaz, wad czy grzechu, ale nie miał lekko już od samego początku. Poznajemy go jako młodego chłopca i towarzyszymy do ostatnich chwil, które przyszły tak niespodziewanie... A może jednak celowo... Nie wiadomo. Od razu zapałałam do niego sympatią, a jeszcze mocniej do tych wszystkich dzieci, z którymi miał styczność. Naprawdę podziwiam go za to, jak zachowywał się w stosunku do młodszych i jaki miał na nich wpływ.
Niejednokrotnie serce mnie aż bolało od tego, co czytałam. Łzy dusiłam w sobie na tyle, na ile potrafiłam. Emocjonalnie jest to naprawdę trudna książka i nie dla każdego. Może nie mamy tutaj scen katowania, ale widzimy obraz nędzy, biedy, głodu, cierpienia - to również nie jest przyjemny widok... Ja czuję się jak przejechana przez coś ciężkiego. Wciąż nie mogę się podnieść.
Trudno jest recenzować tak wartościowe powieści. Mamy historię opartą na faktach, na osobie, która żyła naprawdę i niosła w tych złych czasach dobro. Po prostu siegnijcie, a nie będziecie żałować. Ja wiem, że nie zawsze jest odpowiedni czas i tak dalej... Na taką literaturę odnoszę wrażenie nigdy nie ma dobrej pory. Jednak mimo wszystko powinniśmy znać po części swoją historię. Jest tak wiele osób, które nigdy nie było w Auschwitz... A uwierzcie mi, że gdy tam traficie, poczujecie się inaczej... Zdecydowanie polecam. Przepiękna opowieść o niesieniu nadziei nawet w najgorszych momentach życia. I trwaniu w niej, zarażaniu nią innych. O tym, że nie każdy był wtedy zły i chciał mimo wszystko przeżyć, kosztem innych osób. Mamy tutaj bardziej skupienie się na dzieciach i na tym, jak oni się czuli, co myśleli, co mówili i jak się zachowywali. To bardzo delikatna, czuła struna...
Okładka książki jest trafna. Widzimy drut kolczasty, na samym środku dłonie, a w nich żółty motyl. Motyl, który może mieć wiele znaczeń akurat w tym kontekście. Posiada skrzydełka, które stanowią dodatkową ochronę przed uszkodzeniami mechanicznymi. Na jednym z nich przeczytamy kilka słów o autorce. Stronice są kremowe, czcionka wystarczająca dla oka, literówek brak, odstępy...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Nazywam się Fredy Hirsch. Jestem dobrym człowiekiem. Proszę, bądź tak miły i zapamiętaj moje imię…”
Wojna musi minąć. Tyrani nigdy nie wygrywają. Rewolucje i konflikty zawsze mają kres. Ten również przeminie i wkrótce światło sprawiedliwości pokona to mroczne zło. To opowieść inspirowana prawdziwym życiem mężczyzny, który był nauczycielem i zawsze jego priorytetem były dzieci i ch dobro. Gdy trafił do Auschwitz jego podejście się nie zmieniło, ryzykując nie raz swoim życiem przeciwstawiając się esesmanom - bronił i chronił najmłodszych. Dzieci go uwielbiały i mimo dramatu jaki je spotkał potrafiły się bawić i uśmiechać.
„Ten, kto nie potrafi przetrwać złych czasów, nigdy nie dożyje dobrych”.
•
Kiedy wsiedli do wagonu bydlęcego zapewniano ich, że trafią w dobre miejsce, wielu nie udźwignęło ciężaru hańby, że tak ich oszukano. Fredy powtarzał, że tylko humor i nadzieja im pozostały. Jeśli ta wojna czegokolwiek nas uczy to tego że wszyscy jesteśmy tacy sami bez względu na to jak wcześniej definiowaliśmy siebie.
•
Nieraz współwięźniowie mówi do Fredy’ego że byli pewni, że SS poślą go prosto do gazu za ten tupet, z jakim prosił o rzeczy dla dziecięcego bloku. Był zuchwały, nieustępliwy, zdeterminowany i przede wszystkim niezwykle odważny.
•
Autorka ubierając jego życiorys w fikcję literacką oddała idealnie jego podejście, charakter i determinację jaką towarzyszyła mu na przestrzeni całego życia. Jego oddanie dzieciom zapiera dech w piersi. A to jak walczył w obozie zasługuje na pochwałę. Kierował się maksymą: „Kiedy uczysz innych, uczysz siebie”. Szukał ukojenia w obliczu trwającego wokoło horroru.
•
To ważna książka. Autora wykonała ogrom pracy podczas researchu. Jedynie co mi przeszkadzało, to to, że ta historia nie była płynna pod kątem literackim, ma wysoki próg wejścia i momentami zbyt dużo opisów, które owszem nakreślają dokładnie wydarzenia, ale tym samym spowalniają i sprawiają, że całość się dłuży. Niemniej polecam sięgnąć i poznać tę historię. Inspirująca, ukazująca małe światełko, które dzięki dzieciom pojawiało się w obozach.
„Nazywam się Fredy Hirsch. Jestem dobrym człowiekiem. Proszę, bądź tak miły i zapamiętaj moje imię…”
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWojna musi minąć. Tyrani nigdy nie wygrywają. Rewolucje i konflikty zawsze mają kres. Ten również przeminie i wkrótce światło sprawiedliwości pokona to mroczne zło. To opowieść inspirowana prawdziwym życiem mężczyzny, który był nauczycielem i zawsze jego priorytetem były...
„Aż do ostatniego tchu walczyłem, aby rozjaśnić dni tych, którzy zginęli razem ze mną, i ocalić tych, którzy przeżyją. Oni są moim prawdziwym dziedzictwem
Nazywałem się Fredy Hirsch. Miałem dwadzieścia osiem lat.
Miliony imion zapomniano, więc proszę, bądź tak miły i moje zapamiętaj”
Książka inspirowana jest historią Fredy’ego Hirscha niezwykłego człowieka, „którego wewnętrzne światło rozświetlało najmroczniejsze zakątki Holokaustu”
„Osoba nie jest zapomniana, dopóki nie zostanie zapomniane jej imię”
Dlatego pamiętajmy o Albercie.
Niemieckim Żydzie z Akwizgranu
Nauczycielu wychowania fizycznego z Auschwitz
Marzycielu
Nie numerze
Nie identyfikatorze z żółtym trójkątem
Tylko dobrym człowieku
Który „umierał prawie tysiąc razy”, gdy walczył o dzieci powierzone jego opiece.
Który kochał
Odkrywał swoją tożsamość
Śmiał się
I płakał
Smakował szczęście
Doświadczał pustki i nazistowskiego bata!
Najpierw na uchodźstwie w Brnie i Pradze, gdzie był świadkiem całego procesu tworzenia stref wolnych od Żydów, a potem w getcie w Terezinie.
On niemiecki Żyd
( homoseksualista) mówiący językiem okupanta organizował życie przybywającym tu deportowanym tysiącom „podludzi”.
Stara cytadela, stała się teraz ich twierdzą, żelazną kratą, nowym bastionem w drodze do śmierci.
Zmieniając ich krok po kroku w zjawy przypominające ludzkie zwłoki
Pozbawione wszystkiego, nawet człowieczeństwa.
A getto zmieniając w umieralnię.
Fredy uczył wtedy dzieci połykać strach. A one każdego dnia wielkimi garściami zjadały swoje obawy, jak strawę. Bo innej zabrakło.
Jeszcze wtedy nie wiedzieli, że getto w Terezinie, to najlepsze, co im się przydarzyło, że to „poczekalnia piekła”
Podróż do Auschwitz rozpoczęła się w 1943
Klaustrofobiczna
Straceńcza
W bydlęcym wagonie - trumnie.
W martwej ciszy przerywanej szlochem.
A potem nagi pochód, który rozpoczynał nową historię ich życia.
Przeklętą
W nowym „siedlisku” otoczonym kolczastym drutem.
Obóz.
Gryzący, ostry i cuchnący umieraniem. Śmiercią, którą przesiąkło powietrze.
Popiołem, który opadał na nich jak śnieg, zostawiajac ludzki ślad.
Ale Fredy zdołał stworzyć „mały kawałek nieba w Auschwitz”: dzieci mogły w nim uciec od koszmarów wojny, śpiewać, tańczyć , wystawiać przedstawienia, a nawet medytować, aby oszukać głód i uśmierzyć ciągły strach przed śmiercią.
*
Udało mu się zbudować mur chroniący dzieci przed cierpieniem, odwrócić uwagę od tysięcy zagłodzonych więźniów kolumnami maszerujących do komór gazowych, „dać im chwilę słońca pośród mroku dnia w samym środku Królestwa Śmierci”.
*
Podarował im „Arkę” i uczynił żeglarzami w morskiej podróży.
W której pomimo sztormów i burz miały siebie i swojego kapitana,
„zanim drzwi komory zamknęły się za nimi ze złowieszczym hukiem”.
*
W latach 1943-1944 do obozu w Auschwitz przysłano z Terezina ( protektorat Czech i Moraw) łącznie
17, 5 tysiąca mężczyzn, kobiet i dzieci. Przeżyły tylko 1294 osoby. Armia Czerwona wyzwoliła Auschwitz 27 stycznia 1945 roku.
Zamordowano tu łącznie 1,5 miliona ludzi
*
Rok 1996 : w Terezinie zostaje odsłonięta tablica upamiętniająca Fredy’ego, na której można przeczytać:
„FREDY’EMU HIRSCHOWI - WDZIĘCZNE DZIECI Z TEREZINA ORAZ BLOKU BIIb”
*
Rok 2016:
Z okazji 100 rocznicy urodzin Fredy’ego w Akwizgranie zostaje wmurowany kamień pamięci z jego imieniem i nazwiskiem, zaprojektowany przez niemieckiego artystę, aby ludzie, potykając się o niego, przypominali sobie o wymordowanych Żydach.
Opatrzony został napisem:
Tu mieszkał Fredy Hirsch. Urodzony w 1916 roku. Deportowany do Auschwitz 6.9.1943
I wreszcie uciekł w śmierć - 8.3.1944”
*
Luty 2021
W dniu, w którym wypadałyby 105 urodziny Fredy’ego, Google upamiętnił go na stronie głównej poprzez google doodle - tymczasową zmianę logotypu na przedstawiający Fredy’ego w trakcie ćwiczeń.
*
Pamiętaj:
„Gdy uczysz innych, uczysz też siebie. A gdy uczysz siebie, uczysz też innych”
„Aż do ostatniego tchu walczyłem, aby rozjaśnić dni tych, którzy zginęli razem ze mną, i ocalić tych, którzy przeżyją. Oni są moim prawdziwym dziedzictwem
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNazywałem się Fredy Hirsch. Miałem dwadzieścia osiem lat.
Miliony imion zapomniano, więc proszę, bądź tak miły i moje zapamiętaj”
Książka inspirowana jest historią Fredy’ego Hirscha niezwykłego człowieka, „którego...