-
Artykuły
Czytamy w święta. 3 kwietnia 2026
LubimyCzytać327 -
Artykuły
Weź udział w konkursie i wygraj pakiet książek Callie Hart!
LubimyCzytać24 -
Artykuły
„Odpowiedź kryje się w tobie” – Katarzyna Wolwowicz zdradza, jak ją odnaleźć
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Nowa karkonoska powieść Sławka Gortycha! „ŚWIĘTO KARKONOSZY”- już wkrótce! KONKURS
LubimyCzytać131
Biblioteczka
2026-04-03
2026-03-31
Przyznam szczerze, że sięgałam po "Kroniki Jakuba Wędrowycza" z dość dużą rezerwą. Wydawało mi się, że to kompletnie nie mój klimat, że ten typ humoru i taka forma opowieści raczej do mnie nie trafią. Tym większym zaskoczeniem było dla mnie to, jak dobrze bawiłam się podczas czytania tej książki.
To zdecydowanie jedna z tych lektur, które miło zaskakują już od pierwszych stron. Jest tu dużo absurdu, specyficznego humoru i mocno przerysowany bohater, a jednak wszystko to w jakiś sposób działa. Jakub Wędrowycz to postać tak charakterystyczna i tak osobliwa, że po prostu nie da się przejść obok niego obojętnie. I nawet jeśli momentami jest to wszystko kompletnie szalone, to właśnie w tym tkwi urok tej książki.
Bardzo podobało mi się też to, że autor nie sili się na przesadną powagę. Ta historia doskonale wie, czym chce być, i właśnie dzięki temu czyta się ją z taką lekkością. To książka, która bawi się konwencją, sięga po swojskość, ludowość, fantastykę i groteskę, a przy tym wcale nie wypada sztucznie. Wręcz przeciwnie — ma swój bardzo wyraźny klimat i styl.
Myślę, że właśnie ta „inność” była dla mnie tutaj największym atutem. To nie jest książka, którą czyta się dla wielkich emocji czy głębokich wzruszeń, tylko raczej dla czystej przyjemności z obcowania z czymś nietypowym, barwnym i po prostu zabawnym. I chyba dlatego odbiór był u mnie tak pozytywny, bo niczego wielkiego się nie spodziewałam, a dostałam naprawdę przyjemną i oryginalną lekturę.
To może nie jest książka idealna i na pewno nie będzie to literatura dla każdego, ale ja naprawdę dobrze spędziłam z nią czas. I właśnie takie zaskoczenia lubię najbardziej — kiedy sięgam po coś bez większych oczekiwań, a kończę lekturę z myślą, że to było naprawdę fajne.
Przyznam szczerze, że sięgałam po "Kroniki Jakuba Wędrowycza" z dość dużą rezerwą. Wydawało mi się, że to kompletnie nie mój klimat, że ten typ humoru i taka forma opowieści raczej do mnie nie trafią. Tym większym zaskoczeniem było dla mnie to, jak dobrze bawiłam się podczas czytania tej książki.
To zdecydowanie jedna z tych lektur, które miło zaskakują już od pierwszych...
2026-03-30
„Ocaleni dla miłości” to historia, która przenosi nas do czasów II wojny światowej, gdzie młoda Henia podejmuje decyzję, na którą niewielu by się zdobyło – ratuje ukochanego Moszka z getta i razem z nim ukrywa się, walcząc o każdy kolejny dzień. Ich życie to ciągły strach, niepewność i próba przetrwania w świecie, który nie ma dla nich litości. Równolegle poznajemy historię Agaty – prawnuczki Heni, która po latach odkrywa przeszłość swojej rodziny i próbuje zrozumieć, czym tak naprawdę była miłość jej przodków.
To jest jedna z tych książek, które niekoniecznie „czyta się przyjemnie", ale czyta się je z ogromnym zaangażowaniem. I chyba właśnie o to tutaj chodzi.
Bo ja po tej historii miałam w sobie mnóstwo emocji – nie zawsze dobrych. Był smutek, była złość, było takie wewnętrzne „dlaczego to wszystko musiało tak wyglądać?”. Ale to tylko pokazuje, jak dobrze ta książka jest napisana. Ona nie zostawia czytelnika obojętnym.
Bardzo podoba mi się to, jak autorka łączy prawdę historyczną z fikcją. To nie jest tylko tło – to jest coś, co realnie wpływa na bohaterów, na ich decyzje, na ich życie. Czuć, że to wszystko mogło wydarzyć się naprawdę. I to robi ogromne wrażenie.
Historia Heni jest trudna, ale jednocześnie piękna. Bo pokazuje, do czego człowiek jest zdolny w imię miłości. Ile może poświęcić, ile znieść, jak bardzo może walczyć. I to nie jest taka „łatwa” miłość – to nie są słodkie sceny i wielkie słowa. To jest miłość, która musi przetrwać strach, głód, niepewność i ciągłe zagrożenie życia.
Z kolei historia Agaty daje trochę innej perspektywy. Spokojniejszej, bardziej współczesnej, ale nadal bardzo emocjonalnej. I fajnie pokazuje, jak przeszłość wpływa na kolejne pokolenia. Jak bardzo jesteśmy związani z historią naszych rodzin, nawet jeśli na co dzień o tym nie myślimy.
I po tej książce naprawdę zaczęłam się zastanawiać, czy taka miłość „do grobowej deski” w ogóle istnieje. Bo z jednej strony trudno mi to sobie wyobrazić w dzisiejszych czasach. A z drugiej – takie historie sprawiają, że chce się wierzyć, że jednak tak.
Bo to jest coś niezwykle wzruszającego. I jednocześnie trochę bolesnego.
Dla mnie to była bardzo emocjonalna lektura. Niełatwa, momentami przytłaczająca, ale jednocześnie bardzo wartościowa. I zdecydowanie taka, która zostaje w głowie na dłużej.
„Ocaleni dla miłości” to historia, która przenosi nas do czasów II wojny światowej, gdzie młoda Henia podejmuje decyzję, na którą niewielu by się zdobyło – ratuje ukochanego Moszka z getta i razem z nim ukrywa się, walcząc o każdy kolejny dzień. Ich życie to ciągły strach, niepewność i próba przetrwania w świecie, który nie ma dla nich litości. Równolegle poznajemy historię...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2026-03-28
Kiedy dowiedziałam się, że autorka uwielbianej przeze mnie "Sagi ułańskiej" wydaje nową książkę, nie mogłam doczekać się kiedy będę mogła ją przeczytać.
"Tamtego dnia zgasło niebo" to historia Meli, która tuż przed setnymi urodzinami prababci zjawia się w rodzinnym Klonowie i odkrywa na strychu stare listy miłosne, które adresowane są do siostry jej prababci - Amelii. A ich autorem jest Niemiec z sąsiedztwa - Lucas. A wszystko to zbiega się w czasie ze znalezieniem w lesie nieopodal zwłok sprzed 80 lat. Mela, która już dawno odkryła w sobie żyłkę detektywa, zaczyna interesować się tą sprawą. Los stawia na jej drodze przystojnego Niemca - Thomasa. Czy to przypadek, że akurat teraz przyjechał do Klonowa? Co odkryją Mela i Thomas? I czy Mela przezwycięży w końcu swoją ogromną niechęć do Niemców, która tkwi w niej od zawsze? Ta książka to... Nawet nie wiem jakich słów mogę tutaj użyć. Jestem pod naprawdę wielkim wrażeniem. I muszę przyznać, że takiego zakończenia zupełnie się nie spodziewałam. Ale po kolei... Postać Meli jest naprawdę interesująca i świetnie napisana. Widziałam opinie, w których zarzuca się jej wielokrotne podkreślanie niechęci do Niemców, ale tutaj akurat jestem w stanie ją zrozumieć. Sama mam zwyczaj podkreślania wielokrotnie, że czegoś nie lubię, więc dla mnie to całkiem normalne. Ciekawa jest też relacja Meli i Thomasa, którego poznaje zupełnie przypadkiem. A potem umawia się z nim mimo swojej niechęci do narodu, jaki on reprezentuje. I już to pokazuje, że życie jest nieprzewidywalne i czasami to, co teoretycznie nas odrzuca, zaczyna bardzo pociągać. Tutaj jest to zasługa konkretnej osoby. Ale moim zdaniem najciekawsza część książki to miłość Amelii i Lucasa. Możemy dowiedzieć się z listów jak piękne to było uczucie. Przynajmniej przed wojną. Dopóki Lucas nie wyjechał na studia do Berlina i nie nabił sobie głowy ideologiami nazistów, a potem stał się żołnierzem Wermachtu i stanęli z Amelią po dwóch stronach barykady. Ta książka opowiada o wielkiej miłości, o nienawiści, o przemianie, o rodzinnych sekretach, o przyjaźni... Jest idealna dla miłośników zagadek i historii z II wojną światową w tle. Oraz dla miłośników historii miłosnych. Czy wszystko skończyło się dobrze? Żeby się dowiedzieć, trzeba koniecznie sięgnąć po książkę i zatopić się w historii Meli, Thomasa, Amelii i Lucasa. A ja gorąco polecam!
Kiedy dowiedziałam się, że autorka uwielbianej przeze mnie "Sagi ułańskiej" wydaje nową książkę, nie mogłam doczekać się kiedy będę mogła ją przeczytać.
"Tamtego dnia zgasło niebo" to historia Meli, która tuż przed setnymi urodzinami prababci zjawia się w rodzinnym Klonowie i odkrywa na strychu stare listy miłosne, które adresowane są do siostry jej prababci - Amelii. A...
2026-03-24
Do sięgnięcia po "Jestem twoim domem" zabierałam się naprawdę długo. Po pierwszym tomie cyklu "Szeptucha" nie czułam jakiegoś wielkiego zachwytu, więc nie miałam też szczególnej potrzeby, żeby od razu kontynuować tę serię. Ostatecznie jednak postanowiłam dać tej historii szansę i sprawdzić, czy drugi tom bardziej do mnie przemówi.
I muszę przyznać, że było trochę lepiej niż poprzednio. Ta część wypadła w moich oczach nieco korzystniej, czytało mi się ją całkiem dobrze i miałam wrażenie, że momentami historia potrafiła bardziej przyciągnąć uwagę. Nadal jednak nie było tego czegoś, co sprawiłoby, że naprawdę mocno weszłabym w tę opowieść i nie mogła się od niej oderwać.
Największy problem mam chyba z tym, że mimo ciekawego pomysłu i intrygującego klimatu, całość po prostu nie porwała mnie tak, jak liczyłam. To nie jest zła książka, absolutnie nie. Ma swoje mocniejsze momenty, ma atmosferę, ma też kilka interesujących motywów, ale w moim odczuciu zabrakło większych emocji i takiego prawdziwego zaangażowania w historię. Czytałam ją z zainteresowaniem, ale bez większych zachwytów.
To właśnie jedna z tych książek, które oceniam całkiem dobrze, a jednocześnie wiem, że raczej nie zostaną ze mną na długo. Nie mam po lekturze poczucia, że wydarzyło się tu coś wyjątkowego albo że będę jeszcze długo wracać myślami do bohaterów czy konkretnych scen. Przeczytałam, doceniłam pewne elementy, ale chyba jednak nie znalazłam w tej historii czegoś, co naprawdę mocno by mnie poruszyło.
Być może po prostu nie do końca jestem odbiorczynią tego cyklu, bo choć widzę jego potencjał i rozumiem, co może się w nim podobać, to u mnie nie wywołał większych emocji. Ten tom był minimalnie lepszy od pierwszego, ale nadal nie na tyle, żebym mogła powiedzieć, że jestem zachwycona.
Ostatecznie to dla mnie po prostu dobra, całkiem przyzwoita lektura. Taka, którą czyta się w porządku, lecz bez efektu wow.
Do sięgnięcia po "Jestem twoim domem" zabierałam się naprawdę długo. Po pierwszym tomie cyklu "Szeptucha" nie czułam jakiegoś wielkiego zachwytu, więc nie miałam też szczególnej potrzeby, żeby od razu kontynuować tę serię. Ostatecznie jednak postanowiłam dać tej historii szansę i sprawdzić, czy drugi tom bardziej do mnie przemówi.
I muszę przyznać, że było trochę lepiej...
2026-03-22
Po książki Anny Rybakiewicz sięgam już trochę w ciemno, bo wiem, że dostanę historię pełną emocji. I "Miłość z krwi i kości" tylko mnie w tym utwierdziła — to kolejna opowieść, która naprawdę mnie poruszyła.
Uwielbiam w takich książkach to przenikanie się dwóch czasów — przeszłości i teraźniejszości. Tutaj wszystko ze sobą idealnie współgra. II wojna światowa, trudne wybory, młodzi ludzie wrzuceni w rzeczywistość, której nikt nie powinien doświadczać, a obok tego współczesność, która powoli odkrywa to, co przez lata było ukryte. I to wszystko spina jedna historia — pełna bólu, ale też nadziei.
Bardzo podobało mi się, jak autorka pokazuje emocje. To nie jest sucha opowieść o wydarzeniach, tylko historia, którą się naprawdę czuje. Relacje między bohaterami są intensywne, momentami trudne, pełne niedopowiedzeń i żalu, ale też miłości i tęsknoty. I właśnie to sprawia, że ta książka zostaje gdzieś głębiej.
Motyw dwóch zwaśnionych rodzin i odkrywania prawdy po latach wypadł tutaj świetnie. Lubię takie historie, gdzie przeszłość ma realny wpływ na teraźniejszość i gdzie nic nie jest czarno-białe. Do tego ta nutka tajemnicy i delikatnie zaznaczony wątek „czegoś więcej” — bardzo dobrze to zagrało.
No i nie ukrywam - były momenty, kiedy naprawdę ściskało w gardle. To jedna z tych książek, przy których łatwo się wzruszyć, bo emocje są po prostu autentyczne.
Dla mnie to piękna, poruszająca historia o miłości, która nie zawsze jest prosta, o pamięci i o tym, że przeszłości nie da się tak po prostu zamknąć.
Po książki Anny Rybakiewicz sięgam już trochę w ciemno, bo wiem, że dostanę historię pełną emocji. I "Miłość z krwi i kości" tylko mnie w tym utwierdziła — to kolejna opowieść, która naprawdę mnie poruszyła.
Uwielbiam w takich książkach to przenikanie się dwóch czasów — przeszłości i teraźniejszości. Tutaj wszystko ze sobą idealnie współgra. II wojna światowa, trudne...
2026-03-20
Do "Poduszki w różowe słonie" podchodziłam raczej na spokojnie, bez większych oczekiwań i chyba dobrze, bo to jedna z tych książek, które po prostu się czyta. I tyle. Nie jest zła, nie męczy, ale też nie daje niczego, co jakoś mocniej zapadłoby w pamięć.
Historia sama w sobie ma potencjał, bo porusza tematy relacji, emocji, trudnych doświadczeń z przeszłości i tego, jak bardzo wpływają one na dorosłe życie. Momentami naprawdę czuć, że można było z tego wyciągnąć coś więcej, wejść głębiej w bohaterów i ich przeżycia. Niestety mam wrażenie, że wszystko zostało potraktowane trochę po powierzchni.
Nie do końca poczułam też bohaterów. Hanka momentami wydawała mi się trudna do zrozumienia, a jej decyzje nie zawsze były dla mnie przekonujące. Przez to ciężko było mi się bardziej zaangażować w tę historię emocjonalnie. Niby coś się dzieje, niby są ważne tematy, ale jednak zabrakło mi tego „czegoś”, co sprawia, że naprawdę się przejmuje losami postaci.
To taka książka, którą czyta się w porządku, nie męczy, można przy niej spędzić całkiem przyjemny czas, ale po zamknięciu raczej szybko o niej zapominam. Nie zostawiła po sobie większych emocji ani refleksji, które zostałyby ze mną na dłużej.
Dla mnie to po prostu przeciętna, poprawna lektura — ani szczególnie dobra, ani szczególnie słaba.
Do "Poduszki w różowe słonie" podchodziłam raczej na spokojnie, bez większych oczekiwań i chyba dobrze, bo to jedna z tych książek, które po prostu się czyta. I tyle. Nie jest zła, nie męczy, ale też nie daje niczego, co jakoś mocniej zapadłoby w pamięć.
Historia sama w sobie ma potencjał, bo porusza tematy relacji, emocji, trudnych doświadczeń z przeszłości i tego, jak...
2026-03-18
Małe miasteczko w okolicach Zielonej Góry, las skrywający więcej tajemnic, niż mogłoby się wydawać, i zbrodnia, która wyciąga na światło dzienne wydarzenia sprzed lat. Zamordowany zostaje Konrad – na pierwszy rzut oka przykładny mąż i ojciec. Szybko okazuje się jednak, że jego przeszłość nie była tak nieskazitelna, jak mogłoby się wydawać. Trop prowadzi do dawnych wydarzeń i tragicznej śmierci młodej dziewczyny, której sprawa nigdy nie została do końca wyjaśniona.
Do gry wchodzi Lena Osowska, znana jako „Osa” – youtuberka prowadząca kanał o sprawach kryminalnych. Z ciekawością i determinacją zaczyna przyglądać się temu, co wydarzyło się w miasteczku przed laty i dlaczego historia zdaje się zataczać koło.
To już kolejne spotkanie z Leną „Osą” i muszę przyznać, że z zainteresowaniem ponownie śledziłam jej losy. Lubię tę bohaterkę — jest dociekliwa, momentami uparta, ale też bardzo ludzka w swoich reakcjach. Dzięki temu łatwo wejść w tę historię razem z nią i próbować samemu poukładać wszystkie elementy układanki.
Podobał mi się też klimat tej książki. Małe miasteczko, stare tajemnice, ludzie, którzy pamiętają więcej, niż chcą powiedzieć — to zawsze daje dobre tło dla kryminału. Autorka stopniowo odsłania kolejne fragmenty przeszłości, budując napięcie i pozwalając czytelnikowi powoli odkrywać, jak bardzo skomplikowana potrafi być ludzka historia.
To kawał całkiem porządnej książki. Czyta się ją dobrze, historia wciąga, a sama zagadka jest na tyle interesująca, że chce się poznać jej rozwiązanie. Dla mnie to była naprawdę przyjemna lektura i chętnie sięgnę po kolejne części z Leną „Osą” Osowską.
Małe miasteczko w okolicach Zielonej Góry, las skrywający więcej tajemnic, niż mogłoby się wydawać, i zbrodnia, która wyciąga na światło dzienne wydarzenia sprzed lat. Zamordowany zostaje Konrad – na pierwszy rzut oka przykładny mąż i ojciec. Szybko okazuje się jednak, że jego przeszłość nie była tak nieskazitelna, jak mogłoby się wydawać. Trop prowadzi do dawnych wydarzeń...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2026-03-08
Piąty tom uwielbianej przeze mnie Sagi Wileńskiej i po raz kolejny przekonałam się, jak bardzo lubię wracać do tego świata. To jedna z tych serii, przy których od pierwszych stron ma się poczucie powrotu do dobrze znanej historii, a jednocześnie wciąż odkrywa się coś nowego.
Autorka ponownie prowadzi nas przez kilka płaszczyzn czasowych i kilka kobiecych historii. Losy Franciszki, Cecylii i Ksmeny splatają się w opowieść o miłości, zdradzie, ambicji i błędach, które potrafią odbijać się echem przez pokolenia. Każda z tych kobiet musi zmierzyć się z własnymi wyborami i konsekwencjami decyzji podejmowanych często pod wpływem emocji, presji otoczenia czy rodzinnych oczekiwań.
To, co w tej sadze lubię najbardziej, to właśnie sposób prowadzenia historii. Kilka epok, kilka perspektyw i powoli odkrywane tajemnice przeszłości sprawiają, że całość czyta się z ogromnym zainteresowaniem. Autorka bardzo umiejętnie buduje napięcie, stopniowo odsłaniając kolejne sekrety rodzinne. W takich momentach naprawdę trudno odłożyć książkę.
Ogromną siłą tej powieści są również bohaterki. Kobiety z krwi i kości – czasem silne, czasem zagubione, czasem podejmujące decyzje, które zmieniają nie tylko ich własne życie, ale i losy kolejnych pokoleń. Dzięki temu historia nabiera emocjonalnej głębi i autentyczności.
Bardzo cenię pióro pani Ewy Sobieniewskiej. Jest w nim coś niezwykle wciągającego – lekkość opowieści połączona z dużą dbałością o szczegóły i atmosferę epoki. Czyta się to naprawdę wyśmienicie.
Dla mnie to książka niemal doskonała i kolejny bardzo mocny tom tej sagi. A ja, jak wiadomo, sagi po prostu kocham.
Piąty tom uwielbianej przeze mnie Sagi Wileńskiej i po raz kolejny przekonałam się, jak bardzo lubię wracać do tego świata. To jedna z tych serii, przy których od pierwszych stron ma się poczucie powrotu do dobrze znanej historii, a jednocześnie wciąż odkrywa się coś nowego.
Autorka ponownie prowadzi nas przez kilka płaszczyzn czasowych i kilka kobiecych historii. Losy...
2026-03-06
Trzech grabarzy. Cmentarz. Papierosy, wódka i rozmowy, które momentami są zabawne, momentami absurdalne, a chwilami zaskakująco trafne. Tak w skrócie można opisać punkt wyjścia tej książki.
Akcja toczy się głównie wokół rozmów prowadzonych przez trzech grabarzy – ludzi, którzy na co dzień obcują ze śmiercią, więc patrzą na świat z nieco innej perspektywy. Do tego dochodzą surrealistyczne elementy, dziwni goście pojawiający się na cmentarzu, a nawet sama Śmierć. Całość tworzy dość osobliwy klimat, w którym humor miesza się z refleksją.
Najciekawsze w tej książce są właśnie rozmowy. Czasem ironiczne, czasem kąśliwe, często bardzo bezpośrednie. Autor sporo miejsca poświęca komentowaniu rzeczywistości – religii, patriotyzmu, ludzkich przywar, hipokryzji czy zwyczajnej głupoty. Niektóre z tych uwag są naprawdę celne i potrafią skłonić do zastanowienia.
Z drugiej strony momentami miałam wrażenie, że ta forma trochę się rozmywa. Dialogi bywają długie, a nie wszystkie przemyślenia wybrzmiewają równie mocno. Są fragmenty naprawdę ciekawe, ale są też takie, które nie zostają w głowie na dłużej.
Mimo to jest w tej książce coś interesującego. Ten specyficzny, trochę groteskowy klimat, połączenie humoru z tematami ostatecznymi i spojrzenie na świat z perspektywy ludzi, którzy na co dzień kopią groby. To daje pewien dystans do rzeczywistości i pozwala spojrzeć na wiele spraw z innej strony.
Nie była to dla mnie książka wybitna, ale zdecydowanie miała swoje momenty. Taka lektura, która potrafi czasem rozbawić, czasem skłonić do refleksji — choć niekoniecznie zostaje w pamięci na bardzo długo.
Trzech grabarzy. Cmentarz. Papierosy, wódka i rozmowy, które momentami są zabawne, momentami absurdalne, a chwilami zaskakująco trafne. Tak w skrócie można opisać punkt wyjścia tej książki.
Akcja toczy się głównie wokół rozmów prowadzonych przez trzech grabarzy – ludzi, którzy na co dzień obcują ze śmiercią, więc patrzą na świat z nieco innej perspektywy. Do tego dochodzą...
2026-02-26
Piąty tom "Sagi rodu Tyszkowskich" i… Wciąż ten sam poziom. Wciągający. Bardzo wciągający. Taki, który sprawia, że mówi się „jeszcze jeden rozdział”, a potem orientuje się, że minęło pół nocy.
Tym razem znów wracamy do Katji i jej niełatwego świata — pełnego zależności, napięć, niedopowiedzeń i brutalnej rzeczywistości, w której kobieta wciąż ma niewiele do powiedzenia. Dobroczynny bal w Birczy, receptariusz będący przedmiotem pożądania i Antoni, który nie przestaje walczyć o to, co — jego zdaniem — mu się należy. Miłość? Ambicja? Zraniona duma? Trudno tu o jednoznaczne odpowiedzi.
Postać Antoniego w tym tomie wydała mi się jakby odrobinę mniej irytująca. Odrobinę. Nadal potrafi działać na nerwy, nadal podejmuje decyzje, które budzą sprzeciw, ale może właśnie to czyni go tak prawdziwym. Nie jest czarno-biały. Jest pełen sprzeczności, a przez to ludzki.
To, co najmocniej wybrzmiewa w tej części, to realizm. Taki, który naprawdę boli. Przemoc — fizyczna, psychiczna, społeczna — jest tu obecna niemal na każdym kroku. I nie ma w tym przesady ani taniego dramatyzmu. Jest surowość epoki, twarde zasady i konsekwencje, które spadają na bohaterów bez litości. Dzięki temu historia nabiera ciężaru i przeżywa się ją intensywniej.
Ta saga od początku nie była lekką opowieścią i ten tom tylko to potwierdza. Skrajne emocje, trudne wybory, miłość splątana z dumą i tęsknotą. A przy tym wciąż ogromna dbałość o klimat i detale, które sprawiają, że łatwo zanurzyć się w ten świat.
Piąty tom "Sagi rodu Tyszkowskich" i… Wciąż ten sam poziom. Wciągający. Bardzo wciągający. Taki, który sprawia, że mówi się „jeszcze jeden rozdział”, a potem orientuje się, że minęło pół nocy.
Tym razem znów wracamy do Katji i jej niełatwego świata — pełnego zależności, napięć, niedopowiedzeń i brutalnej rzeczywistości, w której kobieta wciąż ma niewiele do powiedzenia....
2026-02-25
Mały chłopiec znaleziony nocą przy drodze. Brak rodziców, brak odpowiedzi, tylko cisza i pytania, które latami nie dają o sobie zapomnieć. Po latach poznajemy Kornela — cenionego autora reportaży, który wraz z rodziną przyjeżdża w Bieszczady. Oficjalnie, by zadbać o zdrowie żony i odpocząć. Nieoficjalnie — by zamknąć sprawę z przeszłości. Bo są rany, które nigdy się nie zabliźniły, i są rachunki, które ktoś w końcu musi wyrównać.
To była moja pierwsza książka Marcela Mossa i zupełnie nie wiedziałam, czego się spodziewać — zwłaszcza że opinie są bardzo podzielone. U mnie skończyło się na mocnym 7/10.
Przede wszystkim bardzo dobrze mi się to czytało. Fabuła wciąga, rozdziały są krótkie, napięcie budowane konsekwentnie. Najbardziej podobały mi się retrospekcje. To one nadają tej historii głębi i pozwalają zrozumieć, dlaczego Kornel jest taki, jaki jest. Nie jest bohaterem jednoznacznym. Jest w nim gniew, żal, poczucie niesprawiedliwości, ale też ogrom bólu. I choć nie zawsze zgadzałam się z jego wyborami, to rozumiałam, skąd się biorą.
Motyw zemsty został tu pokazany w sposób dość brutalny, momentami niewygodny. Autor zadaje pytanie, czy przeszłość rzeczywiście można zamknąć, czy raczej ona zawsze znajdzie sposób, by do nas wrócić. I czy wymierzona „sprawiedliwość” faktycznie daje ukojenie. To nie jest lekka lektura, ale też nie epatuje przesadnie — raczej trzyma w napięciu i stopniowo odkrywa kolejne elementy układanki.
Czy było wielkie „wow”? Nie. Nie jest to thriller, który przewrócił mój czytelniczy świat do góry nogami. Ale to nadal kawał porządnej literatury. Dobrze skonstruowana historia, wyraźnie zarysowany bohater i emocje, które — choć może nie nokautują — to jednak są wyczuwalne.
I co najważniejsze: zakończenie zostawia przestrzeń na więcej. A ja chętnie sprawdzę, w którą stronę to wszystko pójdzie dalej.
Mały chłopiec znaleziony nocą przy drodze. Brak rodziców, brak odpowiedzi, tylko cisza i pytania, które latami nie dają o sobie zapomnieć. Po latach poznajemy Kornela — cenionego autora reportaży, który wraz z rodziną przyjeżdża w Bieszczady. Oficjalnie, by zadbać o zdrowie żony i odpocząć. Nieoficjalnie — by zamknąć sprawę z przeszłości. Bo są rany, które nigdy się nie...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2026-02-24
Apolonia Dobkowska, nazywana przez wszystkich Polą, jest dziedziczką wielkiego majątku. Wszystko zaczyna się w przededniu wybuchu II wojny światowej, kiedy to dziewczyna świętuje swoje dziewiętnaste urodziny. Pola zakochana jest w ich ogrodniku, Jerzym. Ale rodzice oczywiście mają wobec niej inne plany. Chcą dobrze wydać ją za mąż. Wtedy wybucha wojna. Majątek Dobkowskich zostaje im odebrany. Matka Amelii jest przy nadziei, a Pola obiecuje zakochanemu w niej Jurkowi, że kiedy tylko urodzi się jej brat lub siostra, powie matce o nich. Powie, że postanowiła go poślubić. Jednak na początku lutego 1940 roku rodzina Apolonii zostaje zabrana do pociągu zmierzającego wprost na Syberię. Ktoś „życzliwy” doniósł na nich. Pola i Jerzy zostają rozdzieleni. I nagle miejscem do życia dla rodziny Dobkowskich stała się złoworoga kraina pokryta śniegiem, gdzie temperatura wynosiła -40 stopni, a oni zmuszeni byli do ciężkiej pracy. Dużym oparciem dla Poli stał się jeden z pilnujących ich ludzi – Andriej. I widać było, że Pola nie jest mu obojętna…
Historia Apolonii i jej rodziny pokazuje okrucieństwo wojenne – majątek, kiedyś należący do nich, został rozkradziony, zwierzęta zabrane, nie zostało nic. Wywózka do nieznanego mroźnego kraju, do nieludzkich warunków… Stamtąd nie było ucieczki. Otaczały ich śnieg, góry, rzeka, dzikie zwierzęta. Nikt nie trzymał ich w zamknięciu, bo każda próba ucieczki i tak zakończyłaby się dla nich śmiercią… W takich warunkach w niektórych rodzi się determinacja, stają się silniejsi, obiecują sobie przetrwać. Taka właśnie była Pola. Potrafiła przeciwstawić się komendantowi czuwającemu nad więźniami, potrafiła zorganizować więcej żywności dla rodziny i przyjaciół. Chciała przeżyć. Wrócić do ukochanego Jerzego po wojnie. Bo cały czas miała nadzieję, że wojna kiedyś się skończy i zobaczy jeszcze polską ziemię oraz swoją miłość. Ale z czasem Andriej też stał się dla niej kimś więcej niż przyjacielem. Czy można kochać dwóch mężczyzn jednocześnie? W tej kwestii jednak nic nie będę zdradzać.
Powieść Anny Rybakiewicz pokazuje nam, że w każdych czasach i w każdych warunkach można odnaleźć miłość. Takie jest życie. A uczucia nie pytają o pozwolenie. Tylko pojawiają się, czasami można powiedzieć – znikąd. Życie Poli jest tego przykładem. A dla kontrastu ukazanie warunków panujących w głębi kazaskich stepów, często bezradność, nieumiejętność części zesłańców do przystosowania się do takiego życia, a w końcu praca, która była ciężka i wyczerpująca, a w końcu także ciężkie choroby, na które zapadali zesłańcy i w wyniku których nierzadko umierali.
Była to szósta przeczytana przeze mnie książka pani Anny. Podczas czytania każdej z nich łza kręciła się w oku. Uwielbiam ten styl i te historie. Bo choć smutne – poruszają do głębi i pokazują nam ludzi, którzy robili wszystko, żeby przetrwać. Aby ich rodziny mogły żyć. Aby wszystko dla nich skończyło się dobrze. A „Do końca moich dni” to historia, która wzrusza i którą chłonie się całym sobą. Godna polecenia i uwagi.
Apolonia Dobkowska, nazywana przez wszystkich Polą, jest dziedziczką wielkiego majątku. Wszystko zaczyna się w przededniu wybuchu II wojny światowej, kiedy to dziewczyna świętuje swoje dziewiętnaste urodziny. Pola zakochana jest w ich ogrodniku, Jerzym. Ale rodzice oczywiście mają wobec niej inne plany. Chcą dobrze wydać ją za mąż. Wtedy wybucha wojna. Majątek Dobkowskich...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2026-02-22
To powieść, która od początku uderza emocjami, ale robi to w sposób bardzo wyważony. Autorka splata tu dwie perspektywy czasowe i dwa światy — Polskę ogarniętą wojną oraz Afrykę, która staje się dla bohaterki przestrzenią pozornego ukojenia. Amelia to postać niezwykle poruszająca. Artystka, kobieta zmuszona do podejmowania decyzji, których nie da się jednoznacznie ocenić. Jej talent staje się jednocześnie ratunkiem i przekleństwem, a sztuka — jedynym sposobem, by nie rozsypać się całkowicie.
Miłość opisana w tej książce wymyka się wszelkim ramom. Przekracza narodowość, przynależność, granice moralne i społeczne. To uczucie trudne, niewygodne, takie, które boli i zmusza do stawiania sobie pytań: gdzie kończy się zdrada, a zaczyna walka o przetrwanie? Jak wiele można wybaczyć — i czy w ogóle wolno? Autorka nie daje prostych odpowiedzi i właśnie za to najbardziej ją cenię.
Ogromnym atutem jest klimat — ciężki, momentami duszny, a jednocześnie bardzo intymny. Wojna nie jest tu tylko tłem, ale realną siłą niszczącą ludzi, relacje i poczucie bezpieczeństwa. A mimo to w tej historii jest też czułość, tęsknota i nadzieja — krucha, ale niezbędna.
To książka, która zostaje w głowie na długo po przeczytaniu ostatniej strony. Skłania do refleksji nad tym, jak cienka bywa granica między dobrem a złem i jak łatwo oceniać cudze wybory z bezpiecznej perspektywy.
9/10 — za emocje, za odwagę w opowiadaniu o miłości „niemożliwej” i za styl, który po raz kolejny mnie nie zawiódł.
To powieść, która od początku uderza emocjami, ale robi to w sposób bardzo wyważony. Autorka splata tu dwie perspektywy czasowe i dwa światy — Polskę ogarniętą wojną oraz Afrykę, która staje się dla bohaterki przestrzenią pozornego ukojenia. Amelia to postać niezwykle poruszająca. Artystka, kobieta zmuszona do podejmowania decyzji, których nie da się jednoznacznie ocenić....
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2026-02-13
Sięgałam po tę książkę z nastawieniem na lekki, dość banalny romans — taki do czytania na chwilę, bez większych oczekiwań. I w sumie dokładnie to dostałam. Ale nie tylko to.
Historia Karoliny to klasyczne „rzucam wszystko i wyjeżdżam w Bieszczady”, które już samo w sobie brzmi jak obietnica oddechu i spokoju. Jest pensjonat, jest surowy, nieco gburowaty bohater, jest zmiana tempa życia i próba odnalezienia siebie. Brzmi znajomo? Pewnie tak. Ale ta opowieść ma w sobie coś więcej niż tylko schemat.
Najbardziej podobało mi się to, że Karolina nie jest jedynie dziewczyną uciekającą od korporacyjnej codzienności. Skrywa tajemnicę, która stopniowo wychodzi na światło dzienne i nadaje tej historii głębi. To właśnie ten element sprawia, że książka przestaje być wyłącznie lekkim romansem, a zaczyna opowieścią o mierzeniu się z przeszłością i o dawaniu sobie prawa do szczęścia.
Relacja między bohaterami rozwija się spokojnie, bez przesadnego dramatyzmu. Jest naturalnie, momentami zabawnie, momentami ciepło. To taka historia, która nie męczy emocjonalnie, a raczej daje chwilę wytchnienia. Idealna jako oderwanie od codzienności, po cięższych lekturach albo po prostu wtedy, gdy ma się ochotę na coś lżejszego, ale nie zupełnie pustego.
8/10 — bo to przyjemna, ciepła książka, która mimo pozornej banalności potrafi czymś zaskoczyć i zostawić po sobie dobre wrażenie. Idealna na reset głowy.
Sięgałam po tę książkę z nastawieniem na lekki, dość banalny romans — taki do czytania na chwilę, bez większych oczekiwań. I w sumie dokładnie to dostałam. Ale nie tylko to.
Historia Karoliny to klasyczne „rzucam wszystko i wyjeżdżam w Bieszczady”, które już samo w sobie brzmi jak obietnica oddechu i spokoju. Jest pensjonat, jest surowy, nieco gburowaty bohater, jest...
2026-02-10
Sięgnęłam po tę książkę z dużą ciekawością, bo bardzo lubię cykl o Lipowie pani Puzyńskiej i miałam wobec „Nic takiego” całkiem spore oczekiwania. No i… Było dobrze. Po prostu dobrze. Ale jednak nie aż tak, jak się po cichu spodziewałam.
Fabuła jest solidna, przemyślana, a zagadka kryminalna skonstruowana w taki sposób, że chce się ją rozwiązywać razem z bohaterami. Są anonimowe listy, jest morderstwo, są tajemnice z przeszłości i wyraźnie zaznaczony wątek psychologiczny. To wszystko działa i trzyma w napięciu, choć momentami miałam wrażenie, że tempo mogłoby być nieco lepsze, a niektóre fragmenty — odrobinę krótsze.
Podobała mi się konstrukcja postaci, szczególnie to, że nie są jednoznaczne. Każdy coś ukrywa, każdy ma swoje demony i własne motywacje. Relacje między bohaterami są ciekawie zarysowane, choć… zabrakło mi tego „czegoś”, co tak bardzo kochałam w Lipowie. Tam czułam więź z miejscem i ludźmi niemal od pierwszych stron. Tutaj było bardziej poprawnie niż emocjonalnie.
Nie jest to zła książka — wręcz przeciwnie. To dobry, rzetelny kryminał, który czyta się z zainteresowaniem i bez poczucia straconego czasu. Po prostu, znając możliwości autorki i pamiętając, jak bardzo wciągnął mnie wcześniejszy cykl, liczyłam na mocniejsze uderzenie.
7/10 — bo historia jest wciągająca i dobrze napisana, ale do ukochanego Lipowa jednak trochę jej brakuje. Mimo wszystko chętnie sprawdzę, w jakim kierunku ta seria będzie się dalej rozwijać.
Sięgnęłam po tę książkę z dużą ciekawością, bo bardzo lubię cykl o Lipowie pani Puzyńskiej i miałam wobec „Nic takiego” całkiem spore oczekiwania. No i… Było dobrze. Po prostu dobrze. Ale jednak nie aż tak, jak się po cichu spodziewałam.
Fabuła jest solidna, przemyślana, a zagadka kryminalna skonstruowana w taki sposób, że chce się ją rozwiązywać razem z bohaterami. Są...
2026-02-08
Po rozpoczęciu II wojny światowej siedemnastoletnia wówczas Anastazja Zielińska wraz z rodziną zostaje zesłana na Sybir. Razem z nimi trafiają tam też inni, w tym znienawidzony przez nią Leon Białowąs, którego Anastazja uważa za największego łobuza na świecie i którego rodzina złożyła donos na Zielińskich… O tym jednak dowiadujemy się z dziennika Anastazji, a ją samą poznajemy w chwili, kiedy w 1990 roku doznaje rozległego udaru. Traci niemal wszystkie wspomnienia. A wsparcie oferuje jej nie kto inny tylko Leon Białowąs, który czyta jej pisany przez nią podczas pobytu w Kazachstanie stary dziennik. Wspomnienia powoli wracają. Ale czy na wszystkie z nich Anastazja była gotowa?
Z bardzo dużymi oczekiwaniami zabrałam się za czytanie najnowszej książki Anny Rybakiewicz. I nie rozczarowałam się. II wojna światowa, zesłanie, Sybir, nienawiść, rodzina, przyjaźń, miłość, śmierć, głód, walka o przetrwanie… A w środku tego wszystkiego nasza bohaterka. Anastazja. Która musiała szybko zostawić dzieciństwo za sobą, szybko wydorośleć, stać się odpowiedzialną młodą kobietą zmuszaną niejednokrotnie do podejmowania ciężkich decyzji. Poznajemy także ojca dziewczyny, jej matkę, siostrę, brata. Jej losy splatają się z losami Leona i jego brata. Postacie są mocnym punktem powieści. Mamy tutaj ich cały przegląd. Wszystkich łączy jedno – muszą przetrwać w nieprzyjaznym klimacie wśród nieprzychylnych Sowietów. Z różnym skutkiem. I od razu wiadomo, że nie wszyscy przetrwają, że nie wszyscy będą wystarczająco silni, że nie wszystkim wystarczy odwagi.
W powieści powtarza się wiele razy łacińska sentencja „Per aspera ad astra”, od której to wziął się tytuł powieści. Życie przynosi cierpienie, przez które czasami trzeba przejść, aby dosięgnąć szczęścia, którego nawet się nie spodziewamy w życiu zaznać. Anastazja i jej rodzina trafili do piekła i musieli sobie w nim poradzić. Czy wtedy dziewczyna mogła myśleć o tym, że w życiu spotka ją coś dobrego? Na pewno nie. A jednak przypominała sobie te właśnie słowa i były one dla niej ukojeniem.
I ja się muszę teraz do czegoś przyznać – podczas czytania książek zazwyczaj nie płaczę, a tutaj zaczęłam już niemal na samym początku. Chyba żadna książka nigdy nie podziała na mnie w taki sposób. Choć przeczytałam ich naprawdę wiele w swoim życiu. A „Przez trudy do gwiazd” to książka wyjątkowa. Taka, która zostaje. Taka, której się nie zapomina. Taka, którą analizuje się jeszcze długo po przeczytaniu. Taka, którą można polecić każdemu.
Po rozpoczęciu II wojny światowej siedemnastoletnia wówczas Anastazja Zielińska wraz z rodziną zostaje zesłana na Sybir. Razem z nimi trafiają tam też inni, w tym znienawidzony przez nią Leon Białowąs, którego Anastazja uważa za największego łobuza na świecie i którego rodzina złożyła donos na Zielińskich… O tym jednak dowiadujemy się z dziennika Anastazji, a ją samą...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2026-02-05
To jedna z tych książek, które czyta się po prostu bardzo dobrze – lekko w formie, ale wcale nie lekko w treści. Historia zaczyna się od straty. Ada traci kogoś, kogo kochała, i razem z nim traci też wiarę w to, że jeszcze kiedykolwiek mogłaby być naprawdę szczęśliwa. Ma córkę, wspierającą rodzinę, jakoś układa sobie codzienność… ale emocjonalnie jest w miejscu, w którym serce raczej się chroni, niż żyje.
Kolejne lato przynosi zmiany. W jej życiu pojawiają się dwaj mężczyźni – jeden z przeszłości, drugi zupełnie nowy – i razem z nimi wracają wspomnienia, wątpliwości, lęk przed kolejną stratą, ale też coś, co dawno było uśpione: potrzeba bliskości, ciepła, bycia z kimś naprawdę.
To książka bardzo życiowa. O żałobie, o próbie poukładania się po czymś, co rozsypało wszystko. O tym, że czasem chcemy iść dalej, ale jednocześnie strasznie boimy się zrobić ten krok. Dużo tu emocji, takich zwyczajnych, ludzkich – nieprzerysowanych, niecukierkowych. Są momenty ciepłe, są smutniejsze, są takie, w których człowiek po prostu rozumie bohaterkę.
Czytało mi się ją naprawdę przyjemnie, od początku do końca. To nie jest historia na raz i do zapomnienia, tylko taka, która zostawia po sobie dobre myśli. O tym, że życie pisze najlepsze scenariusze. Że potrafi bardzo zaboleć, ale też potrafi zaskoczyć czymś dobrym dokładnie wtedy, kiedy najmniej się tego spodziewamy. I że po najgorszej burzy naprawdę może wyjść słońce.
Zdecydowanie warto po nią sięgnąć – szczególnie jeśli lubi się powieści obyczajowe, które są ciepłe, ale nie naiwne.
To jedna z tych książek, które czyta się po prostu bardzo dobrze – lekko w formie, ale wcale nie lekko w treści. Historia zaczyna się od straty. Ada traci kogoś, kogo kochała, i razem z nim traci też wiarę w to, że jeszcze kiedykolwiek mogłaby być naprawdę szczęśliwa. Ma córkę, wspierającą rodzinę, jakoś układa sobie codzienność… ale emocjonalnie jest w miejscu, w którym...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2026-02-03
Druga część „Sagi bieszczadzkiej”, której byłam szalenie ciekawa i na całe szczęście nie musiałam długo czekać. Po rewelacyjnej pierwszej części miałam naprawdę spore oczekiwania i… Czy książce udało się im sprostać?
Znani nam z pierwszej części Andrzej Bukowski i Bogdan Poradowski pomimo zakończonej wojny postanawiają zostać w wojsku. Andrzej żeni się z Emilią, a Bogdan zaręczony jest jego siostrą Anną i także niedługo ma odbyć się ich ślub. Ale zachowanie przyszłego pana młodego niepokoi Annę. Zresztą nie tylko ją. Jej brat Andrzej w końcu świetnie zna Poradowskiego i widzi, że coś go trapi. Czy ma jakieś wątpliwości przed ślubem? Anna nawet boi się, że chce zerwać zaręczyny. A Bogdan też ma swoje tajemnice. Niewygodne, bardzo niewygodne…
„Korony bukowych drzew” jak najbardziej znalazły się w gronie moich ulubionych książek. Uwielbiam czytać sagi, a kiedy są tak świetnie napisane, to ich się nie czyta – je się pochłania i pożera! Postacie są świetnie napisane. Tak świetnie, że znienawidziłam postać Bogdana po prostu… A był jedną z moich ulubionych. Choć to tylko pokazuje jak dobrze został poprowadzony. Jego wybory wydawały mi się wątpliwe i jakby sam nie wiedział do końca czego tak naprawdę oczekuje od życia. I tacy ludzie się trafiają w realnym świecie… W tej części moje największe uznanie zdobyła postać Andrzeja, który pokazał się z naprawdę świetnej strony, a jego miłość do Emilii i do dzieci tylko utwierdziła mnie w tym przekonaniu.
Ale nie jest to tylko opowieść o tej czwórce bohaterów. Pojawia się ich szereg. Możemy poznać dorastające dzieci Andrzeja i Emilii, jego nieślubnego syna Wiktora oraz dzieci Anny i Bogdana. A także ludzi, którzy są dookoła nich. I znajdziemy tutaj naprawdę wszystko: pierwsze miłości, zdrady, pierwsze młodzieńcze rozczarowania oraz zbrodnie. Cały szereg postaci – tych twardo stąpających po ziemi, tych nie widzących czego oczekują od życia, tych silnych oraz tych bardzo słabych i kruchych. Jest kilka zwrotów akcji, których się nie spodziewałam – a to tylko pokazuje, że jest to naprawdę wspaniała książka.
Także klimat lat 20. i 30. XX wieku robi swoje. Świat tuż po I wojnie światowej. W tle postacie i wydarzenia historyczne. A w tym wszystkim życie mieszkańców międzywojennej Polski toczące się własnym rytmem. Oraz przepięknie opisany spokój i majestat Bieszczad. I ogromy plus za umieszone na początku streszczenie pierwszego tomu, przypominające najważniejsze wydarzenia.
Zachęcam do zapoznania się z „Sagą bieszczadzką”, bo naprawdę warto!
Druga część „Sagi bieszczadzkiej”, której byłam szalenie ciekawa i na całe szczęście nie musiałam długo czekać. Po rewelacyjnej pierwszej części miałam naprawdę spore oczekiwania i… Czy książce udało się im sprostać?
Znani nam z pierwszej części Andrzej Bukowski i Bogdan Poradowski pomimo zakończonej wojny postanawiają zostać w wojsku. Andrzej żeni się z Emilią, a Bogdan...
2026-01-27
Świetna książka. Taka, która wciąga od pierwszych stron i bardzo długo nie pozwala się odłożyć. Mroczny klimat, zagadka sprzed lat i poczucie, że pod warstwą śniegu, ciszy i pozornego spokoju kryje się coś znacznie gorszego.
Historia oparta jest na tajemnicy zniknięcia, która nigdy nie została wyjaśniona, i na pytaniach, które wracają po dwudziestu pięciu latach. Bardzo podobało mi się to, jak autor buduje atmosferę – Las Ponury jest tu właściwie osobnym bohaterem. Duszny, zimny, niepokojący, pełen niedopowiedzeń. Czuć, że to miejsce ma swoje sekrety i nie odda ich łatwo.
Fabuła jest dobrze poprowadzona, stopniowo odkrywa kolejne warstwy historii, a nowe fakty nie upraszczają sprawy, tylko ją komplikują. Do tego dochodzi wątek rodzinny, emocjonalny ciężar całej sprawy i pytanie o to, kim naprawdę był człowiek, którego wszyscy opłakiwali przez lata.
To nie jest tylko kryminał o zbrodni. To też książka o konsekwencjach, o życiu w cieniu niewyjaśnionej tragedii, o prawdzie, która czasem potrafi być bardziej bolesna niż niewiedza.
Bardzo dobra, wciągająca, z klimatem i napięciem. Zdecydowanie jedna z tych historii, które zostają w głowie po zamknięciu książki.
Świetna książka. Taka, która wciąga od pierwszych stron i bardzo długo nie pozwala się odłożyć. Mroczny klimat, zagadka sprzed lat i poczucie, że pod warstwą śniegu, ciszy i pozornego spokoju kryje się coś znacznie gorszego.
Historia oparta jest na tajemnicy zniknięcia, która nigdy nie została wyjaśniona, i na pytaniach, które wracają po dwudziestu pięciu latach. Bardzo...
„Wiedźma z Sudetów” to historia osadzona w XVII wieku na Morawach, gdzie pozornie niewinny incydent w kościele staje się początkiem lawiny wydarzeń, nad którą nikt nie jest w stanie już zapanować. W małym, spokojnym miasteczku zaczynają się oskarżenia o czary, a strach, plotki i ludzkie ambicje bardzo szybko zamieniają się w coś znacznie groźniejszego. W centrum tych wydarzeń stoją kobiety – niewinne, bezbronne, często zdane na łaskę ludzi, którzy już dawno wydali na nie wyrok. To opowieść o sile, przetrwaniu i o tym, jak cienka bywa granica między prawdą a tym, co ktoś chce za nią uznać.
To jest jedna z tych książek, które od początku wciągają, ale nie w taki „lekki” sposób. Tu od pierwszych stron czuć napięcie. Takie narastające, duszne, momentami wręcz niepokojące.
I chyba najbardziej uderzyło mnie to, jak bardzo bezbronni byli ci ludzie. Bo naprawdę — wystarczyło jedno słowo przeciwko drugiemu. Jedno oskarżenie. Jedna plotka. I nagle wszystko przestawało mieć znaczenie. Nie było dowodów, nie było sprawiedliwości. Był tylko strach i przekonanie, że ktoś musi być winny. I to jest przerażające.
Ale jeszcze bardziej przerażające jest to, co ludzie byli w stanie zrobić, żeby pozbyć się niewygodnych osób. Jak łatwo przychodziło im oskarżanie innych. Jak szybko znajdowali uzasadnienie dla własnych działań. Jak bardzo potrafili zagłuszyć sumienie, żeby osiągnąć swój cel. To boli podczas czytania. Bo człowiek siedzi i myśli: „przecież oni wiedzieli… przecież gdzieś w środku musieli czuć, że to jest złe”. A mimo to brnęli w to dalej.
Bardzo podobało mi się też to, jak autorka pokazuje kobiety w tej historii. Ich siłę, ich strach, ich walkę o przetrwanie. Bo to nie są tylko „ofiary”. To są bohaterki, które mimo wszystkiego próbują zachować godność i człowieczeństwo. I to zostaje w głowie. Cała ta historia zostaje. To nie jest książka, którą się odkłada i zapomina. Ona gdzieś zostaje z tyłu głowy, wraca, każe się zastanowić. I właśnie za to ją tak bardzo doceniam.
Dla mnie — genialna. Mocna, wstrząsająca i bardzo emocjonalna. I zdecydowanie jedna z tych książek, które naprawdę robią wrażenie.
„Wiedźma z Sudetów” to historia osadzona w XVII wieku na Morawach, gdzie pozornie niewinny incydent w kościele staje się początkiem lawiny wydarzeń, nad którą nikt nie jest w stanie już zapanować. W małym, spokojnym miasteczku zaczynają się oskarżenia o czary, a strach, plotki i ludzkie ambicje bardzo szybko zamieniają się w coś znacznie groźniejszego. W centrum tych...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to