Opinie użytkownika

Filtruj:
Wybierz
Sortuj:
Wybierz

Na półkach: , ,

Cóż tu się podziało. Chyba mały wypadek przy pracy...

Cóż tu się podziało. Chyba mały wypadek przy pracy...

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Powieść jest napisana bardzo nierówno. Wciągające momenty są zabijane przez takie, które wyglądają, jakby napisała je inna osoba.

Są błędy techniczne wynikające z nieuwagi lub niewiedzy autora, który chyba nie słyszał o czymś takim, jak wenflon. Wiem, że to drobna rzecz ale drażniło mnie w trakcie lektury tak samo, jak absurdalne zachowanie niektórych osób. Dlaczego ksiądz pozwolił na grzebanie w rzeczach swojego pracownika?

Wydaje mi się, że autor na pewnym etapie za dużo zaczął mieszać. Mam wrażenie, że nie wiedział, co chce zrobić z wykreowanym światem. Przez chwilę wyglądało jakby chciał stworzyć zorganizowaną grupę przestępczą, potem wrócił do komiksu (motyw wyjęty z...), a na końcu i tak było... to, co było...

I czy może mi ktoś wyjaśnić skąd się tam wzięła chora miłość? Totalnie nie pasuje do wcześniejszej kreacji bohatera.

Powieść jest napisana bardzo nierówno. Wciągające momenty są zabijane przez takie, które wyglądają, jakby napisała je inna osoba.

Są błędy techniczne wynikające z nieuwagi lub niewiedzy autora, który chyba nie słyszał o czymś takim, jak wenflon. Wiem, że to drobna rzecz ale drażniło mnie w trakcie lektury tak samo, jak absurdalne zachowanie niektórych osób. Dlaczego ksiądz...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

W trakcie lektury musiałam robić przerwy. Pierwsze 25% książki było jak grzebanie tępą łyżeczką w sercu. Bolało ale był to ból, którego chce się więcej.

Potem już było emocjonalnie lżej. Skończyłam i nie żałuję. Jeżeli ktoś odczuwa potrzebę udania się na terapię, to mam wrażenie, że ta książka potrafi dać ku temu większego motywacyjnego kopa niż dobre rady ludzi wokół. Zwłaszcza, że dobre rady mają to do siebie, że się ich nie słucha.

Oczywiście są takie momenty, w trakcie, których ma się trochę przesyt i ta tryskająca radość wydaje się krzesana na siłę. Umówmy się - czasami są takie chwilę, w trakcie których człowiek nie może się cieszyć, gdy nawet świt wydaje się szary. Jednak to wrażenie absolutnie nie mojego pozytywnego odbiory jej pozycji.

Jeżeli ktoś potrzebuje odrobiny ciepła, to ta autorka na kartach swoich książek daje je czytelnikowi całe mnóstwo. Można usiąść i poczuć się przytulonym.

W trakcie lektury musiałam robić przerwy. Pierwsze 25% książki było jak grzebanie tępą łyżeczką w sercu. Bolało ale był to ból, którego chce się więcej.

Potem już było emocjonalnie lżej. Skończyłam i nie żałuję. Jeżeli ktoś odczuwa potrzebę udania się na terapię, to mam wrażenie, że ta książka potrafi dać ku temu większego motywacyjnego kopa niż dobre rady ludzi wokół....

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Odświeżające zjawisko. Książka napisana w sposób tak... nieoczywisty. Oczywiście doświadczony w gatunku czytelnik pewnych rzeczy potrafi się domyślić jednak nie przeszkadza to w zatopieniu się w lekturze. Zwłaszcza, że elementy "domyślne" wynagradzają te, które zaskakują i trzymają w napięciu.

Cieszę się, że została mi polecona i z pewnością, gdy tylko będzie okazja sięgnę po inne książki tego autora.

Odświeżające zjawisko. Książka napisana w sposób tak... nieoczywisty. Oczywiście doświadczony w gatunku czytelnik pewnych rzeczy potrafi się domyślić jednak nie przeszkadza to w zatopieniu się w lekturze. Zwłaszcza, że elementy "domyślne" wynagradzają te, które zaskakują i trzymają w napięciu.

Cieszę się, że została mi polecona i z pewnością, gdy tylko będzie okazja...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Nie wiem czy to przypadek wypadku przy pracy czy ja miałam kiedyś niskie wymagania w stosunku do książek. Pamiętam, gdy czytałam tego autora z wypiekami na twarzy, a teraz sięgając po jego książkę po latach mam wielkie ze zdumienia oczy.

Jest tu masa powtórzeń. Dan rozpisuje się na jakiś temat, by po kilku stronach raczyć czytelnika ponownym opisem tego samego. Do tego sposób pisania... Zaczęłam się miejscami zastanawiać czy to jeszcze książka czy może zbiór ciekawostek z wiedzy bezużytecznej.

Fabuła jest naciągana i przewidywalna. A już bicie czytelnika szpadlem tolerancji po oczach, aż boli. Czy sprawny autor z doświadczeniem nie mógłby napisać tego subtelniej? Trzeba od razu wbijać gwoździem do głowy "patrz czytelniku tu chodzi o TOLERANCJE, rozumiesz czy mam powtórzyć jeszcze 15 razy?". Tam była scena, która powinna wzruszać. Może nawet wycisnąć kilka łez z mojego zatwardziałego serca. Ale zamiast budzić silne i pozytywne emocje tylko zirytowała.

Oj, chciałabym to dzieło wymazać z pamięci aby móc nadal nosić w sobie wspomnienie, jak bardzo podobał mi się "Kod.." czy też "Anioły...".

Nie wiem czy to przypadek wypadku przy pracy czy ja miałam kiedyś niskie wymagania w stosunku do książek. Pamiętam, gdy czytałam tego autora z wypiekami na twarzy, a teraz sięgając po jego książkę po latach mam wielkie ze zdumienia oczy.

Jest tu masa powtórzeń. Dan rozpisuje się na jakiś temat, by po kilku stronach raczyć czytelnika ponownym opisem tego samego. Do tego...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Bardzo mnie to wymęczyło. Wszystkie te podróże pociągami i przykrywanie liśćmi pochłonęły mnóstwo mojej czytelniczej energii. Do tego skakanie pomiędzy nowymi informacjami, a tym, co już zostało powiedziane - czasami nawet kilkukrotnie. Dziwi mnie brak przypisów przynajmniej w kilku miejscach, a do tego pojawia się tu zjawisko, którego w reportażach bardzo nie lubię – chodzi o moment, gdy autor „wychodzi” przed temat. Tu miałam wrażenie, że Conradi nie lubi osób, które opisuje. Co prawda nie było to aż tak nachalne jak w „Ku Klux Klanie” ale nadal niepotrzebne. Cieszy mnie, że autorowi nie podobają się postępki Czikatiły ale wolałabym aby poświęcił czas na dopracowanie tekstu niż dzielenie się własnymi opiniami. Oczywiście ma do nich prawo ale to nie dla nich sięgałam po lekturę.

Chyba nie powinno się zasypiać czytając historię potwora, prawda?

Bardzo mnie to wymęczyło. Wszystkie te podróże pociągami i przykrywanie liśćmi pochłonęły mnóstwo mojej czytelniczej energii. Do tego skakanie pomiędzy nowymi informacjami, a tym, co już zostało powiedziane - czasami nawet kilkukrotnie. Dziwi mnie brak przypisów przynajmniej w kilku miejscach, a do tego pojawia się tu zjawisko, którego w reportażach bardzo nie lubię –...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Okładka książki Dracula: Nieumarły Ian Holt, Dacre Stoker
Ocena 6,2
Dracula: Nieumarły Ian Holt, Dacre Stoker

Na półkach:

Kiedyś dałabym 8/9 ale czytając to po kilku latach widzę ile w niej głupotek. Zadziwiające, że za pierwszym razem czytałam to z wypiekami na twarzy.
Nadal mi się podoba ale... oprócz głupotek jest też parę rzeczy, na które patrzę już inaczej. I pomimo pozwoleniu na wzięcie mnie do swojego haremu przez Elżbietę nie mogę dać więcej niż 6. Nawet, gdy najlepsza postać w tej książce kusi aby zrobić inaczej ;)

No dobra... gdyby nie ona pewnie już bym lała po książce wodą święconą.

Kiedyś dałabym 8/9 ale czytając to po kilku latach widzę ile w niej głupotek. Zadziwiające, że za pierwszym razem czytałam to z wypiekami na twarzy.
Nadal mi się podoba ale... oprócz głupotek jest też parę rzeczy, na które patrzę już inaczej. I pomimo pozwoleniu na wzięcie mnie do swojego haremu przez Elżbietę nie mogę dać więcej niż 6. Nawet, gdy najlepsza postać w tej...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Napisałam recenzję tej książki. Miała pięć stron. Ale ją skasowałam. Mogłabym ją pisać jeszcze tydzień, i toczyć niekończące się dyskusje na jej temat bo to niesamowite dzieło literackie poruszające wiele wątków i każące zadawać sobie wiele wielkich pytań ale podsumuję ją tak: 

Ze wszystkich potworów w tej książce wampir jest najmniejszym problemem; bo nie ma niczego bardziej przerażającego niż drugi człowiek.  

Napisałam recenzję tej książki. Miała pięć stron. Ale ją skasowałam. Mogłabym ją pisać jeszcze tydzień, i toczyć niekończące się dyskusje na jej temat bo to niesamowite dzieło literackie poruszające wiele wątków i każące zadawać sobie wiele wielkich pytań ale podsumuję ją tak: 

Ze wszystkich potworów w tej książce wampir jest najmniejszym problemem; bo nie ma niczego...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Jak na autorkę "Trzynastej Opowieści"... chcę więcej. Poziom pomiędzy "Trzynastą..." a "Czarnym..."

Jak na autorkę "Trzynastej Opowieści"... chcę więcej. Poziom pomiędzy "Trzynastą..." a "Czarnym..."

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Powracając z czytelniczego grobu sięgnęłam po tę pozycję z wielkimi nadziejami na poszerzenie swoich horyzontów. I pomimo okładki, która prezentuje dość wątpliwy poziom estetyczny niezrażona zasiadłam do lektury.

Niestety książka, która miała przybliżyć pojęcie śmierci, jej wyobrażenie i pojmowanie przez pryzmat różnych kultur okazała się tworem słabym, a miejscami wręcz irytującym. Ani to pamiętnik, ani przewodnik. Pomimo podziału na rozdziały chaotycznie skaczemy z tematu na temat podążając za autorem, który co chwilę popełnia standardowe błędy rodem z gimnazjalnych wypracowań (tak, pamiętam gimnazjum już nie ma) wtrącając nikogo nieinteresujące komentarze. Oczywiście wszystko okraszone ciągłym narzekaniem jakie to „fejsbuki” i operacje cycków są złe. Tak, takim językiem operuje autor.

Nie mogę polecić, a jedynie zapłakać nad zmarnowanym potencjałem.

Powracając z czytelniczego grobu sięgnęłam po tę pozycję z wielkimi nadziejami na poszerzenie swoich horyzontów. I pomimo okładki, która prezentuje dość wątpliwy poziom estetyczny niezrażona zasiadłam do lektury.

Niestety książka, która miała przybliżyć pojęcie śmierci, jej wyobrażenie i pojmowanie przez pryzmat różnych kultur okazała się tworem słabym, a miejscami wręcz...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Nudy chociaż pomysł dobry i dialogi nie ranią poziomem głupoty. Troszkę naiwne czytadło, dobre do odpoczynku.

Nudy chociaż pomysł dobry i dialogi nie ranią poziomem głupoty. Troszkę naiwne czytadło, dobre do odpoczynku.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

„To miała być dobra zabawa…” – tak zaczyna się opis z tyłu książki i tak zaczyna się moja recenzja. Jak łatwo się domyślić nie będzie ona zbyt pochlebna. Niestety…

Oceniając horror należy zadać sobie jedno podstawowe pytanie: czy to straszy? I nawet uwzględniając fakt, że każdy boi się czegoś innego odpowiedź tu jest jedna: nie. A dlaczego? Albo autor sięga po oryginalny pomysł i bierze czytelnika z zaskoczenia, albo pomysł bierze oklepany, ale pisze książkę tak, że czytelnik ma wrażenie, jakby poznawał tę historię po raz pierwszy. Tutaj autor sięgnął po motyw stary i znany już wszystkim, przerabiany na tysiąc sposobów i niestety nie dał od siebie niczego, co sprawiłoby, że siedziałabym skulona ze strachu zastanawiając się wieczorem czy dojście do łazienki przechodząc przez ciemny pokój nie jest zbyt wielkim wyzwaniem.

Niestety brak lęku nie jest jedyną wadą tej książki. Zachowanie Nayi – najlepszej przyjaciółki głównej bohaterki jest tak irytująco absurdalne… Dziewczynie grozi śmierć, a ona nic sobie z tego nie robi. I nawet nie chodzi tu o efekt wyparcia. Po prostu jest tak głupio napisana. Nie dziwi mnie mnie to. Już na początku książki zrobiłam sobie notatkę na marginesie z pytaniem czy bohaterki mają pięć lat. Mogą mieć jeśli się spojrzy na plakaty, które mają na ścianach. Swoją drogą są też dobrze wyposażone skoro mają śpiwór w pokoju.

A im dalej, tym gorzej. Zakończenie nie jest godne horrorów klasy B z lat 90. Które pod wieloma względami przewyższają tę książkę poziomem fabuły, pomysłowością oraz logiką. Dyrektorka szkoły to hit. Gratuluję autorowi…

Pogratulować należy również korekcie tej pozycji, która wypluła z siebie takie kwiatki, jak „dzień dzisiejszy”. Czytając książkę zazwyczaj mam dużą tolerancję na takie rzeczy, bo skupiam się na fabule. Możecie sobie zatem wyobrazić poziom fabuły skoro raziły mnie takie kwiatki.

Podsumowując – nie polecam.

„To miała być dobra zabawa…” – tak zaczyna się opis z tyłu książki i tak zaczyna się moja recenzja. Jak łatwo się domyślić nie będzie ona zbyt pochlebna. Niestety…

Oceniając horror należy zadać sobie jedno podstawowe pytanie: czy to straszy? I nawet uwzględniając fakt, że każdy boi się czegoś innego odpowiedź tu jest jedna: nie. A dlaczego? Albo autor sięga po oryginalny...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to video - opinia


Na półkach: , ,

„Margo” to jedna z tych książek, która bardzo długo wisiała na mojej liście powieści, które chciałabym kiedyś przeczytać. Wisiała, wisiała… jak wyrzut sumienia, aż w końcu doczekała się swojej chwili…

Historia wydawała mi się interesująca. Samotna dziewczyna mieszkająca w domu, który nazywa Pożeraczem, w miasteczku pełnym zepsucia, nędzy i rozpaczy próbuje rozwikłać zagadkę zaginięcia pewnej dziewczynki. Powieść psychologiczna? Thriller? Biorę bez większych pytań. Biorę, otwieram, czytam i … im jestem dalej, tym bardziej nie wiem, co sądzić o tekście, który mam przed oczyma.

Zaczyna się naprawdę dobrze. Od pierwszych stron w oczy rzuca się niesamowity klimat opisanego miasteczka, Pożeracza oraz specyficzna sytuacja głównej bohaterki. Charakterystyczny język dodaje uroku i pozwolił mojemu maleńkiemu ołóweczkowi pozaznaczać masę cytatów. Początek książki jest bardzo dobry i dał mi powód aby poznać zakończenie tej historii.

Jednak już w trakcie czytania kolejnych stron oraz po przeczytaniu ostatniej kropki dochodzę do wniosku, ze słowem kluczem, które najlepiej opisuje tę powieść jest „dziwna”. Dlaczego? Dziwni bohaterowie robią w niej dziwne rzeczy. Niektóre zachowania są wręcz absurdalne. Zaczynając od handlarza narkotyków, który zdaje się nie zauważył, że ktoś mu coś zrobił z towarem, po terapeutkę, która ma dość oryginalny sposób rozmowy z pacjentami o depresji.

Czasami dochodzi do dziwnych, niespójnych dialogów, innym razem Margo zachowuje się jakby miała sklerozę… i nie, nie jest to wynik przemyślanie prowadzonej fabuły ale zwyczajnych błędów. Możliwe, że przyczynił się do tego nadmiar poruszonych wątków. Jest ich bardzo dużo ale żaden nie jest opisany z należytą starannością i uwagą. W opisie książki możecie przeczytać, że bohaterka posiada „desperackie pragnienie, aby wytropić morderców” ale nie miejcie złudzeń. W „Margo” śledztwa nie ma. Są znikające z piekarnika pojemniki, banknoty z serduszkami, miś, i… czyjś wzrok. Na prawdę. Tam bohaterka lokalizuje seryjnego gwałciciela po jego wzroku.

Powinnam napisać, że jest niesamowicie spostrzegawcza i miała rację, jednak problem polega na tym, że to już ten etap w książce, że jestem zdania, iż ten mężczyzna… nie istnieje. Tak dochodzimy do takiego momentu, gdzie już nic niczego się nie trzyma i następuje zwrot akcji, którego spodziewałam się od dawna, więc za dużym zwrotem nie jest. A zakończenie…

Mam taką teorię, ze wszystko, co się wydarzyło w książce odkąd… może odkąd Margo zaprzyjaźniła się ze swoim sąsiadem wydarzyło się… w jej głowie. To by tłumaczyło bezsensowność pewnych rzeczy.

To wszystko prowadzi do podsumowania i pytania czy warto „Margo” polecić. Odnoszę wrażenie, że nie. W tej książce jest zbyt duży kipisz. Pomysł był dobry ale wykonanie już średnie. Gdyby całość była poprowadzona tak, jak początek byłabym zachwycona, a tak pozostało tylko rozczarowanie.

„Margo” to jedna z tych książek, która bardzo długo wisiała na mojej liście powieści, które chciałabym kiedyś przeczytać. Wisiała, wisiała… jak wyrzut sumienia, aż w końcu doczekała się swojej chwili…

Historia wydawała mi się interesująca. Samotna dziewczyna mieszkająca w domu, który nazywa Pożeraczem, w miasteczku pełnym zepsucia, nędzy i rozpaczy próbuje rozwikłać...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to video - opinia


Na półkach: ,

Picoult to autorka, która trafia do serca czytelników. Pisze świetne książki o ważnych tematach w lekki sposób. Pisze dobrze i tym razem po raz kolejny podarowała mi książkę, która trafiła w moją wrażliwość. O zgrozo, gdyby nie nazwisko autorki pewnie bym po samą książkę nie sięgnęła. Kolejny przykład na to, że tytuł i okładka nie są wyznacznikiem.

Ale o czym, to właściwie jest? Młody mężczyzna z zespołem Aspergera z zacięciem do kryminalistyki zostaje oskarżony o morderstwo swojej nauczycielki umiejętności społecznych. Nerwowe tiki, brak kontaktu wzrokowego, dziwne odpowiedzi i nietypowe zainteresowania sprawiają wrażenie, że to oskarżony idealny. Dodajmy do tego niedoświadczonego adwokata i mamy przepis na prostą drogę do więzienia. Oraz na zrozpaczoną matkę, która przez lata walczyła o syna, a teraz może go stracić.

Jeśli mam być szczera to jest to najsłabsza książka tej autorki jaką czytałam. Ale paradoksalnie najsłabsza książka tej autorki nadal pozostaje książką dobrą. To taki przykład powieścią która ma duże błędy ale nadal pozostaje pozycja wartościową i godną uwagi. Tematyka, lekkie pióro i spojrzenie na omawiany problem z wielu perspektyw daje pełniejszy obraz.

Jednak jest coś co psuje całokształt. Masa zupełnie niepotrzebnych powtórzeń. Oczywiście to, że bohaterowie poboczni muszą się dowiedzieć o specyfice zachowania głównego bohatera nie dziwi, ale podane jest to w zły sposób. Można by przybliżyć to stopniowo dzieląc pomiędzy wszystkich bohaterów informacje, zamiast wszystkie dawać każdemu w rezultacie czego, co x stron zmuszona byłam czytać to samo. Niemalże kalki poprzednich fragmentów. Wobec czego niewątpliwa zaleta tej książki staje się również jej wadą.

Akcja przez to bardzo traciła na tempie, a książka zyskiwała na objętości. Prawie 700 stron. 700… wydaje mi się, że spokojnie można by wyciąć nawet do 200. Ewentualnie 100 ale dać w zamian… dochodzę do kolejnej rzeczy, która mi ssie w tej powieści. Zakończenie. Jednym z głównych motywów jest tu walka w sądzie, której zakończenia czytelnik nie dostaje. A przynajmniej nie w takiej formie w jakiej by wypadało. Po długiej lekturze zostałam z niezakończonymi wątkami. Zostały pourywane, główny zakończony nijak… Budzi to mój sprzeciw i sprawia, że jestem strasznie rozczarowana.

Co do samego Jacoba. Nie jestem w stanie stwierdzić na ile wiarygodnie wykreowana jest jego postać, gdy widzimy świat z jego perspektywy, jednak sama próba jej ukazania, jest ciekawym zabiegiem poszerzającym spojrzenie na świat. Najbardziej jednak podobała mi się kreacja jego brata. W trakcie fragmentów pisanych z jego perspektywy autorka przemyciła kilka niewygodnych rzeczy, takich, które uwierają czytelnika i dzięki temu nadała powieści więcej mocy.

To powieść, którą warto przeczytać, a jednocześnie jest irytująca swoimi niedoskonałościami.

Picoult to autorka, która trafia do serca czytelników. Pisze świetne książki o ważnych tematach w lekki sposób. Pisze dobrze i tym razem po raz kolejny podarowała mi książkę, która trafiła w moją wrażliwość. O zgrozo, gdyby nie nazwisko autorki pewnie bym po samą książkę nie sięgnęła. Kolejny przykład na to, że tytuł i okładka nie są wyznacznikiem.

Ale o czym, to właściwie...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to video - opinia


Na półkach: , ,

„To, co zostało” to książka, na którą długo czekałam. Nareszcie coś mnie wciągnęło, przykuło moją uwagę na dłużej i sprawiło, że choć na moment oderwałam się od rzeczywistości. I choć tematyka drugiej WŚ nie jest mi zbyt bliska tutaj mogłam poczuć się swobodnie, jakkolwiek dziwnie takie stwierdzenie może zabrzmieć.

Autorka zabiera nas w niezwykłą podróż wypełnioną zapachem świeżego pieczywa, odgłosem jaki skrywają w sobie chrupiące skórki oraz atmosferą baśni czytanych na dobranoc. Niekoniecznie dzieciom.

Historia sama w sobie urzekła mnie swoja pomysłowością. Gdy stary nazista prosi żydówkę o zabicie go nie sposób nie zatrzymać swojej uwagi. Nie można odłożyć tej książki na bok i przejść obojętnie. Jodi ma tu tak samo lekkie pióro, jak w „Bez mojej zgody”. Choć opisuje straszne wydarzenia i wielkie dylematy czyta się to z przyjemnością. Oczy pochłaniają każde kolejne zdanie dostarczając wyobraźni prawdziwą ucztę.

Oczywiście jest kilka rzeczy, co do których mam obiekcje. Wspominanie w książce jakoby Polacy się cieszyli na widok katowanych żydów, a jedynymi osobami przejawiającymi ludzkie uczucia są Niemcy… budzi to mój sprzeciw. Ale trzeba zaznaczyć, że narracja prowadzona przez nazistę może mieć całkowicie skrzywiony obraz rzeczywistości.

Do tego wątek romantyczny… autorka mogła go sobie darować. Wiem, że niektórym czytelnikom może osłodzić nieco gorzką fabułę, jednak mnie nie przekonał i sądzę, że jest zbędny. Relację głównej bohaterki z agentem można było poprowadzić inaczej, nie koniecznie w stronę cukierkowego rozwiązania. Z drugiej strony… balans pomiędzy bólem, a radością powinien być. Inaczej mogłoby być to danie zbyt gorzkie dla wielu odbiorców.

Zakończenia oceniać nie będę. Każda z wersji, o której myślałam pasuje tak samo, jak ta, którą autorka wykorzystała. Nie jest dobra, ani zła. Pasuje do całości.

Oczywiście polecam z całego serducha, jak rzadko ostatnio. Autorka ma w sobie iskrę do snucia trudnych historii w przystępny sposób.

„To, co zostało” to książka, na którą długo czekałam. Nareszcie coś mnie wciągnęło, przykuło moją uwagę na dłużej i sprawiło, że choć na moment oderwałam się od rzeczywistości. I choć tematyka drugiej WŚ nie jest mi zbyt bliska tutaj mogłam poczuć się swobodnie, jakkolwiek dziwnie takie stwierdzenie może zabrzmieć.

Autorka zabiera nas w niezwykłą podróż wypełnioną zapachem...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to video - opinia


Na półkach: , ,

Znowu trafiłam na dziwną książkę. Niby opartą na faktach, ale… No właśnie, ale…

Książka przeplatana jest losami Dżuli, która została sprzedana przez swojego chłopaka do domu publicznego z fragmentami bardziej już pasującymi do reportażu.

O ile te drugie są napisane w sposób ciekawy i wciągający, tak te pierwsze są dość średnie pod względem walorów artystycznych. Powiedziałabym, że nijakie, jednak w pewnym momencie zamieniają się we mdłe i przesłodzone. Bardziej przypominające telenowele niż opis życia. I nie kwestionuje tu historii jako takiej, tylko sposób jej opisania.

Albo jest nijak, albo jest zbyt dużo cukru. Temat jest poważny i zasługuje na poważne podejście do niego. Tu mam wrażenie, że tego zabrakło. Nawet jeżeli autorka chciała być w pełni poważna, to zbyt mało posiada umiejętności, aby dobrze oddać emocje, jakie targały bohaterką. A przynajmniej jestem optymistką i zakładam, że chodzi o umiejętności, a nie chęci same w sobie.

Raczej nie polecę tej książki dalej. Za kilka dni zapomnę wręcz o jej istnieniu. Jestem przekonana, że na rynku istnieją o wiele lepsze pozycję poruszające tego typu tematykę.

Znowu trafiłam na dziwną książkę. Niby opartą na faktach, ale… No właśnie, ale…

Książka przeplatana jest losami Dżuli, która została sprzedana przez swojego chłopaka do domu publicznego z fragmentami bardziej już pasującymi do reportażu.

O ile te drugie są napisane w sposób ciekawy i wciągający, tak te pierwsze są dość średnie pod względem walorów artystycznych....

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

O jaki ja mam ostatnio kryzys czytelniczy… Jest długi i straszny. Za którąkolwiek książkę bym się nie zabrała, to nie mogę jej skończyć. Otwieram, czytam i albo okazuje się oceanem nudy, albo nie mogę się skupić. Nawet mój ukochany Mowat nie jest w stanie mnie przytrzymać na dłużej w swoich objęciach.

Zrobiłam więc reset i udało mi się dokończyć w końcu książkę. Książkę problematyczną w pewnym sensie. Powieść, w której główny bohater poszukuje odpowiedzi na pytania dotyczące przeszłości i przy okazji pakuje się w coraz większe tarapaty. Powieść, w której dużo rzeczy jest innych niż początkowo się prezentują.

Głównym bohaterem jest Kacper. Mężczyzna ma guza mózgu przez który cierpi na padaczkę oraz omamy. Jedynym ratunkiem przed rychłą śmiercią jest bardzo drogi zabieg, na którego opłacenie go nie stać. Dlatego uruchamia kontakty z przeszłości i podejmuje się zadania, które okaże się kostką z wielkiej układanki domina.

„W czarnej zimnej wodzie” jest książką nierówną na kilku płaszczyznach. Po pierwsze styl jakim jest napisana dzieli się na ten przeciętny, zupełnie niczym się nie wyróżniający oraz fragmenty, które potrafią zachwycić. Wstęp napisany kursywą robi piorunujący efekt. Czytając go miałam olbrzymią nadzieję, że to właśnie tak książka wyciągnie mnie z czytelniczego zastoju. Ale po wstępie pojawia się zwykły tekst, a kursywa staje się miłym przerywnikiem.

Nierówność zachodzi tu również w stosunku objętości powieści i jej zawartości. Jan Godlewski wpakował do niej mnóstwo wątków, które się ze sobą zazębiają. Niestety jest ich tak dużo, że w końcowej fazie książki robi się chaos. Jeżeli autor bierze na warsztat „Króla Edypa” i czerpiąc z niego tyle ile tylko się da; dokłada nowe elementy, to musi myśleć o objętości. Jeżeli nawpycha się zbyt dużo na zbyt małej ilości stron to wyjdzie prasowanka. I tu mam wrażenie, trochę wyszła.

Był taki moment, którym musiałam zastanowić się na jakim etapie historii jestem i jakie powiązania łączą bohaterów. Co wynika z faktu x i jak wpłynie na osobę y. I do tej pory nie rozumiem sceny z dwiema kobietami ubranymi na biało w piwnicy. Nie chcę tu dawać spojlerów dla osób, które chcą się zabrać za tę książkę, ale jest to zagadkowa chwila w całej historii. Wydaje się doklejona z „Misery” Kinga. Oczywiście to taka Misery przejechana żelazkiem i rozcięta na pół. Aby było zabawniej sam Kuba ma skojarzenie z Kingiem.

Zagadką jest również dla mnie, jak Kubie udało się przeżyć tak długo. I to nie ze względu na nowotwór, ale biorąc pod uwagę ile razy został pobity, skopany i potrzebował pilnej pomocy lekarskiej dziwi, że co rusz wstawał na nogi i szedł po kolejne ciosy. Bardziej pasuje to do wizji superbohatera z komiksu niż zwykłego, przeciętnego faceta z małej mieściny.

Doceniam pomysł i część wykonania. Widzę tu, że autor ma coś ciekawego do powiedzenia, jednak chciałabym, aby spróbował wyrazić to w bardziej rozbudowany sposób. Książka jest ewidentnie za cienka. Pasowałoby tu dodać dużo stron. Być może nawet kolejną perspektywę. Mam nadzieję, że następna książka Godlewskiego będzie pełniejsza i bardziej wnikliwa w przedstawieniu świata tak, aby uniknąć zgubienia czytelnika gdzieś po drodze. Nie jest źle. Ale widzę, że mogłoby być naprawdę dobrze.

Do sceny usypiania psa już się nie będę czepiać… Nie będę… powstrzymam się… Będę silna…

O jaki ja mam ostatnio kryzys czytelniczy… Jest długi i straszny. Za którąkolwiek książkę bym się nie zabrała, to nie mogę jej skończyć. Otwieram, czytam i albo okazuje się oceanem nudy, albo nie mogę się skupić. Nawet mój ukochany Mowat nie jest w stanie mnie przytrzymać na dłużej w swoich objęciach.

Zrobiłam więc reset i udało mi się dokończyć w końcu książkę. Książkę...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to video - opinia


Na półkach:

Dawno nie miałam w ręce tak bezosobowej książki. To, co się stało z mężczyznami, to co się dzieje z bohaterkami oraz to co je czeka w przyszłości - jak bardzo mnie to nie interesuje...

Dawno nie miałam w ręce tak bezosobowej książki. To, co się stało z mężczyznami, to co się dzieje z bohaterkami oraz to co je czeka w przyszłości - jak bardzo mnie to nie interesuje...

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Samobójstwo morderstwem idealnym. Jak złapać cień, który zakrada się, gdy śpimy i patrzy na nas z mroku? Jak złapać kogoś, kto całe życie jest niewidzialny dla świata?

Jeżeli zadawaliście sobie kiedyś takie i pytania i chcielibyście przeczytać porywający thriller, który na nie odpowie, to… przykro mi, ale źle trafiliście. Wydawać by się mogło, że Izabela Janiszewska napisała książkę z misternie splecioną intrygą, charakterystycznymi bohaterami oraz wielką zagadką do rozwiązania. Jednak w tym wszystkim jest jeden zasadniczy, olbrzymi i rażący w oczy problem. Tak rażący, że, co delikatniejsze osoby mogą oślepnąć z wrażenia.

„Zmierzch” dostał swoje „50 twarzy Grey’a”. „50 twarzy Grey’a” dostało swoje „365 Dni”. A seria „Millenium” dostała „Wrzask”. Już od pierwszej strony czytelnik dostaje fangę w nos, a na następnej stronie zostaje porażony prądem. Nic nie pozostawia wątpliwości, co było inspiracją dla powstania tej książki. Bardziej czerpać już się nie dało, bez posądzania o plagiat. Dziwni bohaterowie mający udawać charakterystycznych, do tego schemat goniący schemat i mamy dziwny literacki gulasz.

I muszę tu wyjaśnić, że sama inspiracja nie jest czymś złym. Schemat sam w sobie również nie – umówmy się wszystko już było i sztuką jest napisać coś tak, żeby czytelnikowi wydawało się, że tej historii jeszcze nie zna. Ale tutaj wszystko jest podciągnięte do granic absurdu – absurdem jest myśl, że fan thrillerów nie zauważy ile rzeczy jest tu nie tak. Ile błędów logicznych, błędów spowodowanych niewiedzą lub brakiem staranności w opisaniu tego, co się dzieje oraz jak się dzieje.

Sposób prowadzenia śledztwa opisany jest tak, że gdyby policja faktycznie pracowała w ten sposób, to żaden przestępca nie zostałby schwytany nawet gdyby ukradł cukierka tuż pod nosem policjanta. Bohaterowie to tektury, którym autorka dorysowała kilka rzeczy, tak żeby ich odróżnić od siebie – oczywiście wszystko w kolorach ściągniętych z „Millenium”. Szkoda tylko, że te kolory… wyblakły w trakcie kopiowania.

Jedyną zaletą, jaką jestem w stanie wymienić, to fakt, że „Wrzask” czyta się szybko. Niestety problem jest taki, że to troszkę mało, aby powiedzieć o niej, że jest dobra i dużo za mało, aby ją komuś polecić. Ciężko polecić komuś powieść, którą się czyta lecz, na której nie można się skupić. Wszystko przelatuje przez odbiorcę nie pozostawiając żadnego śladu na czytelniczym sercu.

Samobójstwo morderstwem idealnym. Jak złapać cień, który zakrada się, gdy śpimy i patrzy na nas z mroku? Jak złapać kogoś, kto całe życie jest niewidzialny dla świata?

Jeżeli zadawaliście sobie kiedyś takie i pytania i chcielibyście przeczytać porywający thriller, który na nie odpowie, to… przykro mi, ale źle trafiliście. Wydawać by się mogło, że Izabela Janiszewska...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to video - opinia


Na półkach: , ,

Nareszcie trafiłam na ciekawą książkę, która mnie pochłonęła tak bardzo, że na chwilę straciłam kontakt z rzeczywistością.

Niby thriller ale nie do końca thriller. Niby są wątki paranormalne, ale nie do końca. „Inni ludzie” to książka balansująca na granicy gatunków, cały czas trzymająca czytelnika w niepewności jakiej natury jest rozwiązanie. Ludzie czy siły nadprzyrodzone… Każde rozwiązanie wydaje się być prawdopodobne przez, co cała powieść nie pozwala na utratę czujności.

Autostrada łączy ludzi na wielu poziomach. Jedni przemierzają ją po to by gdzieś dotrzeć. Inni by kogoś znaleźć, a kolejna osoba ucieka nią przed nadciągającym niebezpieczeństwem. I czasami jedna decyzja o zjechaniu z niej może zaważyć o czyimś życiu. Ktoś umrze, kogoś porwą, ktoś przez wiele lat nie będzie mógł zaznać spokoju.

„Inni ludzie” To powieść niepokojąca, zbudowana na niejednoznacznych bohaterach oraz żywej akcji pełnej wzajemnych powiązań z pozoru nieistnych szczegółów. Tu nawet ma znaczenie na jakiej kartce dziecko postanowi wyżyć się artystycznie.

Gdybym miała wskazać na moje ulubione fragmenty, to z pewnością wygrałyby te poświęcone „białej dziewczynce w białym pokoju”. Najkrótsze, ale za razem potrafiące sprawić, że w sercu zagościło mi kilka razy uczucie niepokoju. Kilka razy poczułam się dziwnie i miałam ochotę obejrzeć się przez ramię. Wiedziałam, że coś jest nie tak i z niepokojem czekałam, jak autorka postanowi rozwiązać ten wątek.

Co poniekąd łączy się z największą wadą tej książki. Jestem trochę rozczarowana. Tak troszkę. Ponieważ w całej tej kumulacji wszystkiego, gdy napięcie sięgało zenitu i wszystko mogło się zdarzyć, mój ulubiony wątek został potraktowany… nijak. W pewien sposób został rozwiązany, jednak biorąc pod uwagę, jego znaczenie, to spodziewałam się czegoś więcej. Z resztą nie tylko w stosunku do rozwiązania tego wątku mam obiekcje.

Wydaje mi się, że autorka zbyt szybko chciała zakończyć książkę. Uplotła skomplikowaną pajęczynę powiązań i wpływów i zamiast delikatnie pociągać za pojedyncze nici zerwała ją i zrobiła zlepek wszystkiego. Szkoda.

To nadal jest bardzo dobra powieść, którą polecam, jednak pozostawia mnie z uczuciem niedosytu. Widzę, że coś bardzo mocnego kuleje, więc i oceniam to bardziej surowo, bo wiem, że Tudor stać było na więcej. Mogła mnie zmiażdżyć. Rozjechać emocjonalnie i sprawić, że będę miała czytelniczego kaca. Zamiast tego jednak zjadłam pyszne literackie danie, po którym nadal jestem głodna.

Nareszcie trafiłam na ciekawą książkę, która mnie pochłonęła tak bardzo, że na chwilę straciłam kontakt z rzeczywistością.

Niby thriller ale nie do końca thriller. Niby są wątki paranormalne, ale nie do końca. „Inni ludzie” to książka balansująca na granicy gatunków, cały czas trzymająca czytelnika w niepewności jakiej natury jest rozwiązanie. Ludzie czy siły...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to video - opinia