-
Artykuły
Czytamy w weekend. 10 kwietnia 2026
LubimyCzytać435 -
Artykuły
Nadciąga Gwiazdozbiór Kryminalny!
LubimyCzytać8 -
Artykuły
Wiosna z książką – kwietniowe premiery, które warto poznać
LubimyCzytać16 -
Artykuły
"Dom bestii" - jak ofiara zamienia się w kata. Akcja recenzencka do nowej książki Katarzyny Bondy!
LubimyCzytać13
Biblioteczka
Powieść jest napisana bardzo nierówno. Wciągające momenty są zabijane przez takie, które wyglądają, jakby napisała je inna osoba.
Są błędy techniczne wynikające z nieuwagi lub niewiedzy autora, który chyba nie słyszał o czymś takim, jak wenflon. Wiem, że to drobna rzecz ale drażniło mnie w trakcie lektury tak samo, jak absurdalne zachowanie niektórych osób. Dlaczego ksiądz pozwolił na grzebanie w rzeczach swojego pracownika?
Wydaje mi się, że autor na pewnym etapie za dużo zaczął mieszać. Mam wrażenie, że nie wiedział, co chce zrobić z wykreowanym światem. Przez chwilę wyglądało jakby chciał stworzyć zorganizowaną grupę przestępczą, potem wrócił do komiksu (motyw wyjęty z...), a na końcu i tak było... to, co było...
I czy może mi ktoś wyjaśnić skąd się tam wzięła chora miłość? Totalnie nie pasuje do wcześniejszej kreacji bohatera.
Powieść jest napisana bardzo nierówno. Wciągające momenty są zabijane przez takie, które wyglądają, jakby napisała je inna osoba.
Są błędy techniczne wynikające z nieuwagi lub niewiedzy autora, który chyba nie słyszał o czymś takim, jak wenflon. Wiem, że to drobna rzecz ale drażniło mnie w trakcie lektury tak samo, jak absurdalne zachowanie niektórych osób. Dlaczego ksiądz...
W trakcie lektury musiałam robić przerwy. Pierwsze 25% książki było jak grzebanie tępą łyżeczką w sercu. Bolało ale był to ból, którego chce się więcej.
Potem już było emocjonalnie lżej. Skończyłam i nie żałuję. Jeżeli ktoś odczuwa potrzebę udania się na terapię, to mam wrażenie, że ta książka potrafi dać ku temu większego motywacyjnego kopa niż dobre rady ludzi wokół. Zwłaszcza, że dobre rady mają to do siebie, że się ich nie słucha.
Oczywiście są takie momenty, w trakcie, których ma się trochę przesyt i ta tryskająca radość wydaje się krzesana na siłę. Umówmy się - czasami są takie chwilę, w trakcie których człowiek nie może się cieszyć, gdy nawet świt wydaje się szary. Jednak to wrażenie absolutnie nie mojego pozytywnego odbiory jej pozycji.
Jeżeli ktoś potrzebuje odrobiny ciepła, to ta autorka na kartach swoich książek daje je czytelnikowi całe mnóstwo. Można usiąść i poczuć się przytulonym.
W trakcie lektury musiałam robić przerwy. Pierwsze 25% książki było jak grzebanie tępą łyżeczką w sercu. Bolało ale był to ból, którego chce się więcej.
Potem już było emocjonalnie lżej. Skończyłam i nie żałuję. Jeżeli ktoś odczuwa potrzebę udania się na terapię, to mam wrażenie, że ta książka potrafi dać ku temu większego motywacyjnego kopa niż dobre rady ludzi wokół....
Odświeżające zjawisko. Książka napisana w sposób tak... nieoczywisty. Oczywiście doświadczony w gatunku czytelnik pewnych rzeczy potrafi się domyślić jednak nie przeszkadza to w zatopieniu się w lekturze. Zwłaszcza, że elementy "domyślne" wynagradzają te, które zaskakują i trzymają w napięciu.
Cieszę się, że została mi polecona i z pewnością, gdy tylko będzie okazja sięgnę po inne książki tego autora.
Odświeżające zjawisko. Książka napisana w sposób tak... nieoczywisty. Oczywiście doświadczony w gatunku czytelnik pewnych rzeczy potrafi się domyślić jednak nie przeszkadza to w zatopieniu się w lekturze. Zwłaszcza, że elementy "domyślne" wynagradzają te, które zaskakują i trzymają w napięciu.
Cieszę się, że została mi polecona i z pewnością, gdy tylko będzie okazja...
Nie wiem czy to przypadek wypadku przy pracy czy ja miałam kiedyś niskie wymagania w stosunku do książek. Pamiętam, gdy czytałam tego autora z wypiekami na twarzy, a teraz sięgając po jego książkę po latach mam wielkie ze zdumienia oczy.
Jest tu masa powtórzeń. Dan rozpisuje się na jakiś temat, by po kilku stronach raczyć czytelnika ponownym opisem tego samego. Do tego sposób pisania... Zaczęłam się miejscami zastanawiać czy to jeszcze książka czy może zbiór ciekawostek z wiedzy bezużytecznej.
Fabuła jest naciągana i przewidywalna. A już bicie czytelnika szpadlem tolerancji po oczach, aż boli. Czy sprawny autor z doświadczeniem nie mógłby napisać tego subtelniej? Trzeba od razu wbijać gwoździem do głowy "patrz czytelniku tu chodzi o TOLERANCJE, rozumiesz czy mam powtórzyć jeszcze 15 razy?". Tam była scena, która powinna wzruszać. Może nawet wycisnąć kilka łez z mojego zatwardziałego serca. Ale zamiast budzić silne i pozytywne emocje tylko zirytowała.
Oj, chciałabym to dzieło wymazać z pamięci aby móc nadal nosić w sobie wspomnienie, jak bardzo podobał mi się "Kod.." czy też "Anioły...".
Nie wiem czy to przypadek wypadku przy pracy czy ja miałam kiedyś niskie wymagania w stosunku do książek. Pamiętam, gdy czytałam tego autora z wypiekami na twarzy, a teraz sięgając po jego książkę po latach mam wielkie ze zdumienia oczy.
Jest tu masa powtórzeń. Dan rozpisuje się na jakiś temat, by po kilku stronach raczyć czytelnika ponownym opisem tego samego. Do tego...
Bardzo mnie to wymęczyło. Wszystkie te podróże pociągami i przykrywanie liśćmi pochłonęły mnóstwo mojej czytelniczej energii. Do tego skakanie pomiędzy nowymi informacjami, a tym, co już zostało powiedziane - czasami nawet kilkukrotnie. Dziwi mnie brak przypisów przynajmniej w kilku miejscach, a do tego pojawia się tu zjawisko, którego w reportażach bardzo nie lubię – chodzi o moment, gdy autor „wychodzi” przed temat. Tu miałam wrażenie, że Conradi nie lubi osób, które opisuje. Co prawda nie było to aż tak nachalne jak w „Ku Klux Klanie” ale nadal niepotrzebne. Cieszy mnie, że autorowi nie podobają się postępki Czikatiły ale wolałabym aby poświęcił czas na dopracowanie tekstu niż dzielenie się własnymi opiniami. Oczywiście ma do nich prawo ale to nie dla nich sięgałam po lekturę.
Chyba nie powinno się zasypiać czytając historię potwora, prawda?
Bardzo mnie to wymęczyło. Wszystkie te podróże pociągami i przykrywanie liśćmi pochłonęły mnóstwo mojej czytelniczej energii. Do tego skakanie pomiędzy nowymi informacjami, a tym, co już zostało powiedziane - czasami nawet kilkukrotnie. Dziwi mnie brak przypisów przynajmniej w kilku miejscach, a do tego pojawia się tu zjawisko, którego w reportażach bardzo nie lubię –...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Cóż tu się podziało. Chyba mały wypadek przy pracy...
Cóż tu się podziało. Chyba mały wypadek przy pracy...
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to