Opinie użytkownika

Filtruj:
Wybierz
Sortuj:
Wybierz

Na półkach: ,

Dworska tancerka była dla mnie pozycją zaskakującą pod każdym względem. Przyznam szczerze, że chyba nie miałam w swym czytelniczym życiu okazji zmierzyć się z żadnym utworem z Dalekiego Wschodu, a już na pewno nie koreańskim. Kolejną niewiadomą była dla mnie po prostu… treść. Nie zapoznając się z żadnym opisem, po prostu wzięłam książkę do ręki i zaczęłam czytać. Nie miałam pojęcia co mnie czeka…

Utwór opowiada historię Ri Jin, tancerki na dworze królewskim Korei, pierwszej Koreanki, która przemierzy ocean i zamieszka w Paryżu. W tle zaś trudna historia Korei końca XIX wieku, targanej wewnętrznymi konfliktami i próbującej zachować niepodległość, mimo nieustannie czyhających na nią Chin i Japonii.

Przyznam, że dość długo męczyłam się z tą pozycją. Największym wyzwaniem był dla mnie język, choć wcale nie czytałam jej po koreańsku. Nie wiem czy jest tak napisana, czy to wina tłumaczenia, ale miałam momentami poczucie chaosu i zupełnie nie umiałam odnaleźć się wśród bohaterów. A później przyszło kolejne zaskoczenie i… dziś wciąż nie mogę przestać o niej myśleć, mimo iż skończyłam czytać jakieś dwa tygodnie temu. Tym zaskoczeniem był rozwój akcji i zakończenie, jakiego zupełnie się nie spodziewałam.

Dostajemy zdecydowanie coś więcej niż klasyczną historię miłosną. Będziemy mierzyć się również z tematem pochodzenia i tożsamości narodowej, emigracji, różnic kulturowych, władzy i jej surowych zasad… Będziemy mierzyć się z europocentryzmem i zupełnie innym spojrzeniem na świat.

Dlatego nawet jeśli nie od początku jest czytelniczym piorunem, zdecydowanie warto dać jej szansę. I dać szansę sobie, by choć na chwilę zobaczyć świat innymi niż europejskie oczami. Długo myślałam, że ta książka nie może mi się podobać. Biję się w piersi.

Na niektórych książkach powinno pisać się ostrzeżenia.

Uwaga! Może zaboleć. Może wruszyć. Może zachwycić.

Dworska tancerka była dla mnie pozycją zaskakującą pod każdym względem. Przyznam szczerze, że chyba nie miałam w swym czytelniczym życiu okazji zmierzyć się z żadnym utworem z Dalekiego Wschodu, a już na pewno nie koreańskim. Kolejną niewiadomą była dla mnie po prostu… treść. Nie zapoznając się z żadnym opisem, po prostu wzięłam książkę do ręki i zaczęłam czytać. Nie miałam...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Kim byli Will i Tristan zanim zostali żołnierzami? Dlaczego dwudziestoletnie życie na zawsze musi zostać naznaczone przez okrucieństwo wojny? Czy miłość moze być silniejsza niż śmierć? Co jest najważniejsze: zachować człowieczeństwo czy... życie?

Wojna i miłość to tematy, ktore rozpalały wyobraźnię twórców od zarania dziejów. Problem miłości zakazanej wydaje sie być zatem przepisem na sukces. Kiedy dołożymy do tego wyśmienite pioro Johna Boyna, powstaną "Spóźnione wyznania", książka, która może odcisnąć trwałe piętno w duszy czytelnika, tak jak stało się to w moim przypadku.

Powściągliwy, minimalistyczny wręcz styl Irlandczyka, w mistrzowski sposób ukazuje psychologię postaci. Bez zbędnego patosu opowiada o najtrudniejszych emocjach, pozwalając dotknąć czytelnikowi skrajności i rozumieć, że przeciwieństwem miłości nie zawsze jest nienawiść a obojętność.

Polski tytuł, choć skupia się na wydarzeniu będącym osią napędową opowieści, nie ma takiej mocy znaczeniowej. Jest to jedyna rzecz, do której mogę się przyczepić. "Absolutysta" dużo mocniej podkreśla tragizm wyborów głównych bohaterów.

W tej historii bowiem dobrych wyborów nie ma. Za każdy trzeba będzie zapłacić wysoką cenę.

Kim byli Will i Tristan zanim zostali żołnierzami? Dlaczego dwudziestoletnie życie na zawsze musi zostać naznaczone przez okrucieństwo wojny? Czy miłość moze być silniejsza niż śmierć? Co jest najważniejsze: zachować człowieczeństwo czy... życie?

Wojna i miłość to tematy, ktore rozpalały wyobraźnię twórców od zarania dziejów. Problem miłości zakazanej wydaje sie być zatem...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , ,

Ci, którzy mnie znają wiedzą, że reportaż nie był nigdy moim ulubionym gatunkiem literackim. Jednak "Wojownicy o szklanych oczach" Agnieszki Rostkowskiej skradli moje serce. Autorka jest korespondentką polskich mediów w Turcji i laureatką konkursu reporterskiego Wydawnictwa Poznanskiego.

Turcja, to temat, który zagościł w mojej głowie w połowie roku 2020 i póki co nie chce jej opuścić. Jednym z powodów są książki takie jak ta.

To opowieść o Turcji współczesnej, z jej problemami politycznymi, etnicznymi i religijnymi. Jednak żadnego kraju nie da się poznać a tym bardziej zrozumieć bez odniesienia się do jego historii, którą autorka bardzo umiejętnie wplata w swoją narrację. Poznajemy bohaterów z różnych regionów, w różnym wieku, zajmujących się różnymi zawodami. Kobiety i mężczyzn.

Dla mnie, niezwykła siła oddziaływania opowieści Rostkowskiej bierze się z jej uniwersalizmu. "Wojownicy...", to kwintesencja reportażu, w którym narrator staje się neutralny a wręcz niewidzialny. Mówią ludzie i ich historie. I to one dotykają najgłębszych zakamarków duszy czytelnika. Bo kraj to przecież jego mieszkańcy. To ludzie. A ludzie w każdej szerokości geograficznej tak samo chcą kochać i czuć się bezpiecznie. Marzą i realizują swoje pasje. A czasem nienawidzą i niszczą. Są tacy jak my, bez względu czy mieszkają nad Wisłą czy nad Bosforem. Reportaż jest wstrząsający. To przecież w dużej mierze historia o nienawiści i okrucieństwie. Ale nie tylko. To również opowieść o człowieczeństwie, nadziei i wolności, która nie umiera nigdy. Dobre to książki, które budzą w nas wojowników. Wojowników o nasze własne marzenia.

Ci, którzy mnie znają wiedzą, że reportaż nie był nigdy moim ulubionym gatunkiem literackim. Jednak "Wojownicy o szklanych oczach" Agnieszki Rostkowskiej skradli moje serce. Autorka jest korespondentką polskich mediów w Turcji i laureatką konkursu reporterskiego Wydawnictwa Poznanskiego.

Turcja, to temat, który zagościł w mojej głowie w połowie roku 2020 i póki co nie chce...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Literatura zwana latynoamerykańską nie przypada do gustu każdemu. Kiedy przeglądałam portal Lubimy czytać, bardzo trudno było trafić na oceny powyżej siedmiu, a większość plasowała się około piątki i szóstki.
Pośród tych biednych, odrzuconych lub niedocenionych (często zupełnie niesłusznie) dzieł, ukryła się taka cienka książeczka, autorstwa Chilijczyka, Pedro Lemebela. Taka, której ocena poszybowała powyżej ósemki. Perełka. Skarbeczek.
Nieco kiczowate na pierwszy rzut oka zdrobnienia nie są przypadkowe. Trudno inaczej, niż ze wzruszeniem mówić o tej cudownej, jednocześnie wzbudzającej drżenie serca jak i salwy śmiechu opowieści. Jak bez czułości myśleć o Ciotuchnie z Naprzeciwka?
A przecież historia lekka nie jest. Mamy tu Chile 1986 roku, a więc dyktaturę Augusto Pinocheta. Mamy prześladowania i śmierć. Mamy wykluczenie społeczne, pogardę dla mniejszości.
Ale mamy przede wszystkim miłość. Przyjaźń. Czułość. Muzykę. Wolność.
Jedyny utwór prozatorski Lemebela przetlumaczony na jezyk polski to arcydzieło, w którym na pozór zupełnie nieprzystające tematy przeplatają się z niezwykłą lekkością. Wielka to zasługa nie tylko pióra Lemebela, ale również mistrzowskiego tłumaczenia, którego autorem jest Tomasz Pindel.

Literatura zwana latynoamerykańską nie przypada do gustu każdemu. Kiedy przeglądałam portal Lubimy czytać, bardzo trudno było trafić na oceny powyżej siedmiu, a większość plasowała się około piątki i szóstki.
Pośród tych biednych, odrzuconych lub niedocenionych (często zupełnie niesłusznie) dzieł, ukryła się taka cienka książeczka, autorstwa Chilijczyka, Pedro Lemebela....

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , ,

Kolejna perełka od wydawnictwa Claroscuro , które to ostatnio jest głównym dostawcą emocji i wzruszeń w moim czytelniczym życiu. Kolejne przeżyłam dzięki Rosso Istambul pióra Ferzana Özpeteka.

Chyba każdy naród (a może każdy trochę smutny naród?)ma w swoim języku takie pojęcie. Hüzün, saudade... nostalgia? Ten trudno uchwytny słowami termin, będący duchem Stambułu, udało się poczuć w historii opowiadanej przez Öztepeka.

Reżyser napisał książkę. I ta książka jest jak film. Niezwykle plastyczna i barwna. Pełna kolorów, dźwięków i zapachów. Prawdziwa uczta dla wszystkich zmysłów. Napisana dość prostym językiem, który sprawia, że nawet nie wiadomo kiedy przewraca się kolejne kartki. Jednocześnie z niezwykłą głębią przekazu, dotykająca spraw najważniejszych.

To książka o Stambule i Rzymie, o domu, rodzinie, ojczyźnie, o traceniu i odnajdywaniu... Ale przede wszystkim to książka o miłości. A miłość jest czasem toksyczna, czasem zakazana, czasem ratuje a czasem zabija. Czasem trzeba ją stracić, żeby odnaleźć siebie. Ale ona jest zawsze. Bez miłości nie da się żyć.

Kolejna perełka od wydawnictwa Claroscuro , które to ostatnio jest głównym dostawcą emocji i wzruszeń w moim czytelniczym życiu. Kolejne przeżyłam dzięki Rosso Istambul pióra Ferzana Özpeteka.

Chyba każdy naród (a może każdy trochę smutny naród?)ma w swoim języku takie pojęcie. Hüzün, saudade... nostalgia? Ten trudno uchwytny słowami termin, będący duchem Stambułu, udało...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to