Idolki

krosciucha
11.01.2020
Okładka książki Genialne dziewczyny Vichi de March, Roberta Fulci
Średnia ocen:
7,0 / 10
16 ocen
Czytelnicy: 56 Opinie: 4

Kolejna na rynku książka o tematyce female power, prezentująca zbiór opowiadań o 15 niezwykłych kobietach naukowczyniach. „Genialne dziewczyny” to dodająca skrzydeł pozycja dla dzieci, prezentująca odmienne herstorie (z happy endem) przeróżnych bohaterek. I jest to zbiór, w którym… nie ma sztampowej, zawsze wymienianej postaci, tj. kultowej już Marii Curie-Skłodowskiej (ale spokojnie, jest o niej wzmianka).

Włoskie autorki prezentują różne rodzaje opowieści, które łączy kilka punktów wspólnych: narracja zawsze jest pierwszoosobowa, co gwarantuje bliższe, bardziej osobiste odczytanie herstorii; bohaterką jest zawsze kobieta o zainteresowaniach naukowych, nawet jeżeli para się także innym zawodem – czy to aktorki czy działaczki politycznej. Zaprezentowane opowiadania są jednakie pod względem stylu – prostego i pełnego zwrotów do czytelnika. Autorki nie zagłębiają się nadmiernie w życie danej postaci, prezentując najważniejsze fakty, przy czym raczej nie umykają im te najciekawsze: z Jane Goodall do afrykańskiej głuszy pojechała mama, Rosalind Franklin rzucała w innych badaczy skórkami pomarańczy, a Vera Rubin otworzyła kobietom wstęp do teleskopu Palomar, zmieniając za pomocą jednej karteczki ubikację męską w koedukacyjną. Poszczególne opowieści różnią się czy to pochodzeniem bohaterki, czy jej kolorem skóry, wyznaniem, statusem majątkowym – mamy kobiety z Chin, z Afryki, z XX i z XVIII wieku, biedne i bogate, zamężne i samotne. Tak samo różnią się, choć nieznacznie, opowiadania – jedno ma charakter dziennika, inne urywa się w momencie tragicznej śmierci badaczki. Szeroki jest także zakres przedstawianych zawodów, choć lekko dominuje matematyka.

Jednocześnie trudno wyzbyć się wrażenia, że w przypadku niektórych bohaterek nie ma o czym opowiadać, bo wymagałoby to o wiele dokładniejszego zagłębienia się w specyficzne dziedziny wiedzy, a to znacznie skomplikowałoby książkę, czyniąc ją mało czytelną dla dzieci. Tak jest na przykład jeśli idzie o Laurę Conti czy Margaret Mead. Obie panie dokonały wspaniałych rzeczy, co jednak o wiele łatwiej byłoby udowodnić przez suche podanie faktów niż rozciągnięte niepotrzebnie bajanie o niczym.

Trudno powiedzieć, czy „Genialne dziewczyny” jakoś wyróżniają się na tle innych pozycji o podobnej tematyce. Na pewno są bardziej dokładne niż „Opowieści na dobranoc dla młodych buntowniczek” Favilli i Cavallo, ale jednocześnie zawierają o wiele mniej bohaterek. Jest to podyktowane skupieniem się autorek na przybliżeniu kobiet nauki – choć dosyć szeroko pojmowanej, a więc znalazło się tu miejsce np. dla malarki Marii Sybilli Merian czy działaczki politycznej Wangari Maathai. Z kolei blisko im do „Dam, dziewuch, dziewczyn” Dziewit-Meller, która prezentując tylko niezwykłe Polki, ma przy tym podobnie osobisty, gawędziarski styl. Komu się spodobała Dziewit-Meller, na pewno polubi „Genialne dziewczyny”.

Mamy na rynku inną, bardzo podobną pozycję, zatytułowaną „Kobiety i nauka” autorstwa Rachel Ignotofsky. Przedstawia ona 50 kobiet, z czego na każdą z nich przypadają dwie strony A4 – dużo mniej niż w „Genialnych dziewczynach”. Część bohaterek występuje w obu książkach (np. Vera Rubin, Katia Krafft czy Walentina Tierieszkowa), ale większość się nie powtarza. Pozycje różnią się także stylem – kto szuka pełnowymiarowych opowieści, a nie notatek encyklopedycznych, ten powinien wybrać książkę Włoszek. „Kobiety i nauka” jednak biją je na głowę pod względem nie tylko ilości wiadomości (bo w gruncie rzeczy „Genialne dziewczyny” stawiają na opowiadanie, a nie przesyt faktami), ale także zachwycającej warstwy graficznej. Ja osobiście wybrałabym dla siebie „Kobiety i naukę”, gdybym miała nabyć tylko jedną pozycję tego typu.

A byłoby szkoda, bo podobnych tematycznie jest naprawdę mnóstwo. Intrygująca wydaje się „Jej historia” Halligan i Walsh. Jest wiele pozycji o podróżniczkach, tj. np. przeznaczona dla dzieci druga część „Dam, dziewuch…” Dziewit-Meller czy choćby dojrzalsze „Podróżniczki” Molendy (o Polkach). Są też „Kosmiczne dziewczyny” Libby Jackson o podbojach kosmosu. Spośród wymienionych pozycji najbardziej wyróżniają się genialne, komiksowe „Tupeciary” Bagieu, ale są one przeznaczone dla starszych czytelników. Wychodzę osobiście z założenia, że takich lektur nigdy za wiele i choć czytałam ich i czytam nadal sporo, to wciąż znajduję takie postacie, o których nic nie słyszałam albo wiem bardzo niewiele. I o to w tym wszystkim chodzi.

Książka jest starannie wydana, pełna cartoonowych, prostych ilustracji, w których dominują trzy soczyste kolory: czerwień, granat i biel. Dodają one sporo uroku opowieściom, choć mają charakter wyłącznie zdobniczy. Z pewnością jest na rynku wiele książek o niebo od tej ładniejszych, ale przecież nie tylko o wygląd chodzi.

„Genialne dziewczyny” nie są nowatorskie w swoim temacie, ale dla (zwłaszcza młodych) fanek (i fanów) herstorii powinny być lekturą obowiązkową. Opowiadają o tych bardzo, mniej i prawie wcale nieznanych postaciach, stawiając przede wszystkim na przystępność i przyjemność – nie znajdziemy tu wyczerpujących informacji z życia badaczek ani wielu suchych faktów. Książka w sam raz sprawdzi się zarówno jako pozycja do samodzielnej lektury, jak i do poczytania dziecku na dobranoc. W żadnym razie nie wyczerpuje tematu – bo nie ma i nigdy nie będzie takowej pozycji – ale jest świetnym kąskiem zarówno na początek przygody z herstoriami, jak i na uzupełnienie biblioteczki.

Agata Majchrowicz

Kup książkę

Pozostałe księgarnie

Informacja

Reklama
zgłoś błąd