Nieoczywiste niebezpieczeństwa. Wywiad z Agnieszką Bednarską, autorką thrillera „Piętno Katriny”

LubimyCzytać
10.03.2021

Miewam czasami wrażenie, że mój mózg jest jak butelka szampana – kiedy pojawi się pomysł to tak, jakby ktoś wstrząsnął jego zawartością, a eksplozji nie da się powstrzymać - mówi Agnieszka Bednarska. W „Piętnie Katriny” autorka miesza ze sobą fakty i fikcję, tworząc wybuchową mieszankę thrillera, który skłania do refleksji. Rozmawiamy z nią o inspiracjach do pracy, fascynującej psychice człowieka i poznaniu drugiego człowieka poprzez literaturę. 

Nieoczywiste niebezpieczeństwa. Wywiad z Agnieszką Bednarską, autorką thrillera „Piętno Katriny”

[Opis wydawcy] „Wszystko to, co w historii, którą właśnie zamierzasz przeczytać, jest najbardziej mroczne, przerażające i nieprawdopodobne, to fakty” – tymi słowami autorka wprowadza czytelnika w klimat swojej mrocznej, fascynującej powieści z pogranicza jawy i snu.

Huragan Katrina spustoszył stany Luizjana i Missisipi w sierpniu 2005 roku, pozostawiając po sobie nie tylko straty materialne, zrujnowane domostwa i wypłukane przez wielką wodę cmentarze, lecz także traumę w psychice ludzi, którzy go przeżyli. Do miejscowości doświadczonej huraganem przyjeżdża dziewczyna z Polski. Ucieka przed trudnymi przeżyciami, ale w Norco Valley nie czeka na nią sielanka, podobnie jak na pewną rodzinę, która osiedla się w tajemniczym domostwie.

Ewa Guzek: W pani książkach widać ewolucję. Pierwsze powieści, czyli „Emigracja uczuć” i „Wszystko przed nami” to historie par, które przeżywają rozłąkę wynikającą z emigracji. Przedstawione w nich historie są w jakimś stopniu inspirowane pani doświadczeniami. Wszak sama przez pewien czas była pani żoną emigranta. Trzecia powieść - „Płaczący chłopiec” – to odejście od tej konwencji. Stanowi połączenie grozy i obyczaju. Zaczyna się to, z czym kojarzy się pani twórczość, czyli połączenie metafizyki z faktami, literatura na pograniczu obyczajowości i lekkiej grozy. Czy za tą zmianą coś się kryje?

Agnieszka Bednarska: Naturalnie, że tak. Za tą zmianą kryje się doświadczenie, mijający czas i rozwój jaki nastąpił we mnie pod wpływem jednego i drugiego. Mój debiut miał miejsce dziewięć lat temu, byłam wtedy inna niż jestem dziś, śmiało mogę powiedzieć, że byłam mniej wyrazista, emocjonalnie płytsza i mniej dojrzała. Wiele książek temu, wiele przeżyć i przemyśleń temu byłam zaledwie źdźbłem, dziś jestem drzewem o silnym układzie korzeniowym.

Reklama

Pani twórczość porusza poważne tematy (np. „Zanim się obudzę” koncentruje się wokół śmierci mózgu i dawstwa narządów). Czy chce pani wywołać zadumę i poruszenie u czytelnika? A może wzbudzić dyskusję wokół ważnych problemów społecznych?

Chciałabym, aby osoby czytające moje książki, prócz przyjemności płynącej z czytania fajnej historii, jednocześnie dotykały jakiś prawd, dlatego zawsze łączę fikcję z faktami. Na naukę nigdy nie jest za późno, codziennie dowiadujemy się czegoś o sobie i świecie, dlaczego by więc nie wykorzystać czasu spędzonego z powieścią na edukację i uwrażliwianie czytelnika. A uwrażliwianie odbywa się za pośrednictwem emocji. Jest idealnie, gdy podczas czytania zadajemy sobie pytanie, jak ja bym się zachowała czy zachował na miejscu bohatera i co tak naprawdę myślę o sytuacji w jakiej on się znalazł? Dlaczego na przykład kibicuję tej postaci, chociaż właśnie dokonała czynu, którego nie popieram? To takie spojrzenie na samego siebie z innej perspektywy. I nauka tolerancji dla poglądów inne, niż własne. Powyższe doświadczenia podczas lektury są doskonałym początkiem do dyskusji, dyskusje natomiast zbliżają ludzi i pozwalają im się poznać. Podsumowując, pragnę aby człowiek coś z książką przeżył, czegoś się z niej nauczył oraz dzięki niej, zbliżył do drugiego człowieka.

I od razu na usta ciśnie się kolejne pytanie, jak tworzenie tak trudnych emocjonalnie obrazów wpływa na panią – jako autorkę i jako człowieka?

Przyznam, że i ja uczę się od moich bohaterów. Nie zawsze się przecież z nimi zgadzam, często różni nas od siebie więcej niż łączy. Przygotowując się do obdarzenia postaci pewnymi poglądami, przekonaniami musze poznać różne punkty widzenia i niejednokrotnie pod wpływem tego poznania moje poglądy ulegają modyfikacji. Poszerzam horyzonty, przechodzę metamorfozy. Każda książka wniosła w moje wnętrze coś nowego, wyczuliła mnie na coś, albo coś mi wyjaśniła. Wiele się dzięki pisaniu dowiedziałam o ludziach i świecie. Pisanie tak jak czytanie, również jest przygodą. To jest świat, w którym się przepada.

Najnowsza powieść „Piętno Katriny” porusza całą gamę trudnych i – niestety – aktualnych tematów, jak niszczenie środowiska naturalnego, używki, pedofilia, socjopatyczne jednostki. Czy ta książka była dla pani szczególnie trudna?

Przygotowując się do napisania „Piętna Katriny” szczegółowo analizowałam osobowość psychopatyczną, okazało się, że ten typ ludzi nie jest niczym wyjątkowym. Każdy z nas, prędzej, czy później kogoś takiego spotka i oby nie uległ jego czarowi, oby nie dał się zmanipulować. Niestety często pozostajemy bezbronni wobec przebiegłości psychopaty czy socjopaty, można uważać go za przyjaciela, a nawet zamieszkiwać z nim pod jednym dachem i nie zorientować się z kim ma się do czynienia. Również niełatwo było zgłębiać temat huraganu, i nawet nie tyle skutków, które są przecież straszne, co przyczyn. Bardzo się denerwuję na każdą wiadomość o tym, jak bezmyślni jesteśmy jako ludzie, jak pełni ignorancji. To wycinka i przekopywanie kanałów, zmienianie biegu koryta rzek i dewastacja środowiska naturalnego doprowadziły do zniszczenia naturalnej zapory osłabiającej siłę wiatru i zatrzymującej wodę w korytach. Wielu tragedii można było uniknąć, gdyby człowiek w swojej zachłanności nie posunął się tak daleko. A najgorsze jest to, że to nie sprawcy tych tragedii płacą za nie, lecz ludzie, których o zdanie nie pytano.

Reklama

„Piętno Katriny” jest zakwalifikowane jako thriller. Podchodziłam do niej z pewną rezerwą – bo przyznam, że nie lubię się bać. Ale całkiem niesłusznie! Tu groza kryje się zupełnie nie tam, gdzie czytelnik się jej spodziewa, zło nie czai się w ciemności. Tu strach budowany jest na poziomie psychologicznym. Skąd pomysły na takie przesunięcie ciężaru?

Jestem pasjonatką ludzkiej psychiki i jedna myśl przyświeca mi zawsze: wszyscy jesteśmy Bazyliszkami. Bardziej od ogarniętego szałem wariata z nożem biegnącego za mną po ulicy przeraża mnie pani siedząca za kasą, która uśmiecha się uprzejmie i życzy mi miłego dnia, choć przed chwilą wykręciła rękę swojej sześcioletniej córce, bo ta zjadła o jednego cukierka za dużo, a później spokojnie jej wytłumaczyła, że zrobiła to z miłości, bo nie chce, aby dziewczynka była tłustą świnką (przykład z życia). Mniej straszny jest przeciwnik, co do którego zamiarów możemy choćby snuć przypuszczenia. Natomiast naprawdę niebezpieczny ten, kto knuje, manipuluje i doprowadza innego człowieka do zguby zachowując przy tym anielski spokój, a nawet ofiarę obarczając winą. Patrząc ludziom w oczy, zwłaszcza wiecznie uśmiechniętym przyjaciołom wszystkich, lubię się zastanawiać, co ukrywają? Jak by się zachowali, gdyby walka szła o ich dobre imię, majątek czy życie? Mózg jako organ to kopalnia inspiracji, fascynuje mnie. Jego niewielkie uszkodzenie potrafi diametralnie zmienić osobowość. Trauma, albo zatrucie, uszkodzenie mechaniczne czy deficyt powstały w życiu płodowym potrafią zdeterminować sposób, w jaki człowiek patrzy na świat. Zagrożenia wynikające z jasnych przesłanek są raczej znane, idziesz nocą pustą ulicą – możesz zostać napadnięty, dlatego niekoniecznie mnie to kręci. Lecz niebezpieczeństwo wynikające, jak by się mogło wydawać, z niczego, kradnie moją uwagę i pobudza wyobraźnię.

Czytając pierwszych kilkadziesiąt stron, miałam różne skojarzenia z powieściami Stephena Kinga – dom na odludziu, rodzina, która ma rozpocząć nowe życie i szczególnie wrażliwe dziecko przywiodły mi na myśl „Lśnienie”, a zdolności plastyczne jednego z bohaterów, który maluje niewidzialne dla innych nasunęły skojarzenie z „Ręką mistrza”. Jednak przedstawione w pani powieści historie zupełnie gdzie indziej kładą akcent, co innego jest w nich przerażające. Nie trzeba bać się zaświatów, sami siebie powinniśmy się bać… Skąd jednak czerpie pani inspiracje? Czy są jacyś twórcy, których pani podziwia?

Czytałam „Lśnienie”, ale „Ręki mistrza” już nie, lecz oczywiście jest prawdopodobne, że motyw się powtarza, ponieważ jak wiadomo w literaturze każdy temat został już poruszony. Inspiracje do książek czerpię z wnętrza siebie, czasami ze snów, czasami ze skojarzeń, bywa, że z literatury faktu, najczęściej z rozmyślań. Możliwe jest, że tym o czym piszę oswajam własne lęki, a przy okazji lęki większości ludzi. Bo któż nie boi się dylematu, jaki pojawia się w książce „Zanim się obudzę”? Odłączyć od respiratora czy łudzić się, że ten idealny dawca organów, jak od pewnego momentu nazywani są pacjenci, jeszcze ożyje? Albo zagadka śmierci – czy wszystko kończy się wraz z zatrzaśnięciem wieka trumny? A jeśli nie, to jaka jest alternatywa? Co znaczą relacje z zaświatami, do jakich rzekomo dochodzi? Tysiące ludzi będący świadkami nawiedzeń czy obcowania z duchami to oszuści? Już jako dziecko zastanawiałam się nad rzeczami, o jakich dzieci raczej nie myślą. Jestem osobą empatyczną, dlatego mam łatwość wchodzenia w skórę swoich bohaterów. A kiedy nakreślę w umyślę choćby jedną scenę, maleńki fragment czyjegoś życia, i na własnej skórze poczuję emocje tego, początkowo zupełnie dla mnie obcego bohatera, później to się po prostu dzieje. Miewam czasami wrażenie, że mój mózg jest jak butelka szampana – kiedy pojawi się pomysł to tak, jakby ktoś wstrząsnął jego zawartością. Eksplozji nie da się powstrzymać. Jeśli inspiruję się twórczością innych autorów, to zupełnie nieświadomie, chociażby dlatego, że większość przeczytanych książek bardzo szybko zapominam. Są oczywiście twórcy, których podziwiam, np. Orianę Fallaci, za inteligencję, odwagę, niezłomność. Joannę Bator za absolutną władzę nad słowami, za umiejętność komponowania powieści jak symfonii. Podziwiam twórców powieści historycznych, które uważam za gatunek najtrudniejszy do napisania. Na mój najwyższy szacunek zasługują ludzie z pasją, nieważne jaką. Jeśli ktoś tak bardzo kocha coś robić, że jest w stanie poświęcić niemalże wszystko, cierpieć niewygody, często upokorzenia, to ten ktoś jest dla mnie źródłem siły. Dlatego uwielbiam biografie.

W pani książkach dużo jest podświadomego strachu, tematów związanych z życiem pozagrobowym i sferą duchową człowieka. Czy to tematy, które na co dzień zaprzątają pani umysł?

Owszem, jestem świetna w rozmyślaniu i snuciu rozwiązań alternatywnych. Co by było, gdyby? Dlaczego jednemu się udaje, a innemu nie? Czym jest sprawiedliwość, czym śmierć i dusza albo telepatia? Dokąd zmierzamy i jaki to wszystko ma sens? Przyznam, że na większość pytań nie znalazłam odpowiedzi, niemniej wcale mnie to nie zniechęca do ich zadawania. Dodając do mojej nieco filozoficznej natury i mrocznych podniet sporą wyobraźnię oraz łatwość posługiwania się słowem, można powiedzieć, że urodziłam się właśnie po to, by pisać i straszyć ludzi ludźmi.

W „Piętnie Katriny” wiele jest faktów i inspiracji prawdziwymi historiami. Jak wiele – dowiadujemy się w posłowiu. A naszkicowany obraz sennego miasteczka z południa Stanów Zjednoczonych jest bardzo realistyczny. Jak wygląda pani proces twórczy?

Piszę bardzo wolno, ale nie dlatego, że nie potrafię szybciej uderzać w klawiaturę, lecz dlatego, że zastanawiam się nad każdym zdaniem. Nie lubię lania wody, chcę, aby wszystko co napiszę, było po coś, więc muszę poświecić sporo czasu na myślenie. Dużo kreślę, kiedy czuję, że coś zgrzyta, potrafię siedzieć kilka godzin nad paroma zdaniami i nigdy nie jest idealnie. Kiedy zaczynam pisanie, wiem niewiele o historii, za jaką się zabieram, zaledwie kilka odnośników – jakaś scena, jedna postać, wybrane miejsce. Wokół tego jądra tkam opowieść. Czasami jest z górki, niestety częściej jest pod górkę. Staram się dbać o to, aby wydarzenia miały swoje uzasadnienie, a bohaterowie zachowywali się adekwatnie do okoliczności i cech swoich osobowości, jednocześnie nie można przecież odkryć wszystkich kart. Zachowanie balansu wymaga koncentracji, a ona wymaga czasu. W przypadku „Płaczącego chłopca” inspiracją był portret, o którym dowiedziałam się z internetu. „Zanim się obudzę” powstało w oparciu o wykłady profesora Jana Talara, postać doktora Yao Nakamury posiada wiele cech profesora Talara. W „Piętnie Katriny” zainspirowałam się literaturą faktu. Zawsze staram się wczuć w miejsce i uczucia ludzi, to dobra metoda aby nadać opowieści wiarygodności.

Reklama

Czy pisanie traktuje pani jako hobby, odskocznię od rzeczywistości, czy jednak jako żmudną pracę?

Wszystko po trosze. Niewątpliwie pisanie jest pracą żmudną, ale jednocześnie pasjonującą. Jest również odskocznią od rzeczywistości – światy, które kreuję, są z wielu powodów wyjątkowe, tylko podczas pisania mam do nich dostęp. Lubię je, chociaż nigdy tak naprawdę nie wiem, co w nich znajdę. Można rzec, że pisanie jest również moim hobby, ale to trochę za mało. Ono jest moim sposobem na życie, na wyrażanie siebie, zastępuje mi spotkania z psychoterapeutą, często spotkania towarzyskie, czasami posiłek i wiele innych rzeczy, które nie wydają się aż tak bardzo atrakcyjne jak wielogodzinne, samotne ślęczenie za zamkniętymi drzwiami maleńkiego pokoiku.

Wygląda na to, że „Piętno Katriny” to początek serii. Zapowiada to pani w dedykacji – przejmującej i łapiącej za serce. Czy kolejna część będzie inna? Czy pani sposób patrzenia na świat zmienił się?

Tak jak pisałam we wstępie, dwie pierwsze części tej serii powstały przed. Trzecia rodzi się w innej rzeczywistości, między tymi samymi, ale innymi ludźmi. Podobnie jest ze mną, jestem ta sama, ale nie taka sama. Kierunek, w którym podąża Amy w ostatniej części trylogii, nadał jej mój Anioł. Przepraszam, jeśli nie wyrażam się zbyt jasno, jestem jednak pewna, że czytelnicy zrozumieją. Bardzo dziękuję za możliwość wzięcia udziału w tej rozmowie, to ogromne wyróżnienie. Po raz kolejny w moim życiu sprawdza się powiedzenie Nelsona Mandeli, że dopóki coś się nie uda, często wydaje się niemożliwe.

Książka „Piętno Katriny” jest już dostępna w księgarniach online

Przeczytaj fragment książki „Piętno Katriny”

Piętno Katriny

Issuu is a digital publishing platform that makes it simple to publish magazines, catalogs, newspapers, books, and more online. Easily share your publications and get them in front of Issuu's millions of monthly readers.

Reklama

komentarze [1]

Sortuj:
3008
4
10.03.2021 11:16

Zapraszamy do dyskusji.


zgłoś błąd