Ludzkie zło, czyli „Za nami wszystkimi”. Wywiad z Marcinem Dudzińskim, autorem „Trylogii Profanum”

LubimyCzytać
10.03.2021

Zbrodnia i kara. Seksualne nadużycia, toksyczne wychowanie. Kontrowersje związane z kościołem i władzą. Trylogia Profanum Marcina Dudzińskiego to przejmujący obraz świata naznaczonego grzechami. Wykorzystując formułę powieści sensacyjnej i thrillera, autor stworzył zaskakującą, wieloznaczną historię. Przy okazji premiery książki „Za nami wszystkimi”, ostatniej części trylogii, porozmawialiśmy z twórcą.

Ludzkie zło, czyli „Za nami wszystkimi”. Wywiad z Marcinem Dudzińskim, autorem „Trylogii Profanum”

[OPIS WYDAWCY] Kontynuacja Trylogii Profanum, w której rozwiązują się losy bohaterów powieści „Przeciwko bratu” oraz „Z moich kości”.

Reklama

Częstochowie wciąż nie dane jest zaznać spokoju. Mimo skandalu i wcześniejszych zarzutów biskup Stanisław Walter wciąż pociąga za sznurki. Jego brat, komendant miejski policji Jerzy Walter, zniknął bez śladu, a wraz z nim brutalna tajemnica jego przeszłości. Na wolności wciąż pozostaje również seryjny morderca, który terroryzował miasto w upalne lato.

W targanej żywiołami Częstochowie krzyżują się losy osób, które próbują powstrzymać panoszące się tam zło. Marek Marczuk chce za wszelką cenę odnaleźć Jerzego i powstrzymać zabójcę. Prokurator Edyta Lichota stara się prowadzić śledztwo w atmosferze coraz większych politycznych nacisków. Alicja Drylska na przekór wszystkiemu wraca do rodzinnego miasta, by ostatecznie rozprawić się z biskupem Walterem.

Żadne z nich nie wie, co ich czeka. Dni są coraz krótsze, ciemność ogarnia wszystko. Czy Częstochowa odrodzi się na nowo?

Marcin Dudziński

Marcin Waincetel: Trylogia Profanum odnosi się do codzienności, która bywa naznaczona grzechem – na przykład korupcji, ale również sacrum. Zastanawiam się, w co wierzy Marcin Dudziński? Jakie wartości wyznajesz w życiu? I choć pytanie może wydawać się prowokacyjne, to nie pytam o religię. Czy, według ciebie, twoje książki można rozpatrywać w kategorii moralitetu?

Marcin Dudziński: Nigdy nie miałem ambicji, żeby moralizować. Ani w rozmowie, ani tym bardziej w książkach. Jeśli jednak ktoś odnajdzie w mojej prozie jakieś uniwersalne prawdy, albo choćby jedno zdanie, które pomoże mu w zrozumieniu czegoś, to świetnie. Marcin Dudziński wierzy w uśmiech, naturalność, w to że małe przyjemności w efekcie dają nam dużo więcej niż wielkie przedsięwzięcia i w to, że te wielkie cele możemy zrealizować, jeśli mamy w sobie zdrowy upór i cierpliwość. Miłość i siła też są w nas samych. Nie trzeba ich szukać nigdzie indziej.

Już na kartach pierwszej książki, czyli „Przeciwko bratu”, określiłeś bardzo szczególny charakter fikcyjnej rzeczywistości. Oto w mieście Częstochowa rządzą dwaj bracia – biskup Stanisław Walter oraz Jerzy Walter – komendant policji. Można powiedzieć, że ten dualizm jest nieco westernowy – dobry szeryf i bandyta. Choć, co trzeba podkreślić, nie ma w twoim świecie miejsca na moralną jednoznaczność. Czy pamiętasz, gdzie i kiedy pojawił się pierwszy impuls do napisania Trylogii Profanum?

Reklama

W literaturze najbardziej interesują mnie portrety postaci. Według mnie to właśnie one – odpowiednio zarysowane, pogłębione, podparte wiarygodnymi uzasadnieniami motywów działania – świadczą o jakości powieści i sprawiają, że czytamy z zainteresowaniem. Czym bowiem jest najlepsza nawet historia oparta o płaski, nijaki, niewiarygodny profil bohatera? To trochę jak najpiękniejsze solo gitarowe, zagrane przez kogoś, kto pierwszy raz ma gitarę w rękach. Jeśli chodzi o moich bohaterów, to od początku wiedziałem, że większość z nich musi być po prostu jednymi z nas. Niezależnie od tego, czy są policjantami, księżmi, prawnikami, czy biznesmenami. Przede wszystkim muszą być ludźmi, mieć ludzkie emocje, jak najwięcej tych emocji i przemyśleń. I tychże normalnych ludzi postanowiłem wrzucić w sytuacje konfliktowe, czasem skrajne. Wówczas zaczyna się prawdziwe pisanie, bo nie tylko zadajesz sobie pytania – co dalej, ale przede wszystkim – dlaczego dalej będzie tak, a nie inaczej? I szukanie odpowiedzi na to drugie pytanie zmusza do podążania ścieżką bohatera, tak jakby to była twoja własna ścieżka. W moim pisaniu tak właśnie powstaje ten zmyślony świat. A sam pomysł na trylogię pojawił się w 2014 roku. Pamiętam, że był to ekscytujący i kreatywny wieczór.

Rodzeństwo Walterów zostało ukształtowane przez piekielne doświadczenia, emocjonalne tortury, jakim poddawani byli w dzieciństwie. Pytanie zatem, co determinuje nasz los? Czy możemy być panami swojego losu? Czy jednak jesteśmy z góry skazani na odgrywanie określonych ról w naszym życiowym scenariuszu?

Nie jestem psychologiem, a portrety bohaterów trylogii budowałem w oparciu o rozmowy i konsultacje z bardziej doświadczonymi osobami oraz o wiele życiowych scenariuszy i historii, o których czytałem bądź słyszałem. Żadna z postaci nie ma jednak swojego pierwowzoru w realnym świecie. Każda z nich ma natomiast cząstki wielu żyć. Mimo że z pewnością w historii świata i psychologii można znaleźć mnóstwo dowodów na przeciwne wnioski, to ja jednak chciałem pokazać, że wszystko, czego doświadczymy w życiu, czy to za młodu, czy później, zostaje w nas i wpływa na to, jacy jesteśmy. Krząta się gdzieś w podświadomości i kształtuje wiele naszych cech. Im silniejsze te przeżycia, tym silniejsze oddziaływanie. Nie od wszystkiego możemy uciec. Pytanie tylko, jak dobrze umiemy się kontrolować. W Trylogii Profanum nie wszystkim to wychodzi. I nie myślę tutaj jedynie o biskupie Stanisławie Walterze. Słabość to także naiwność czy ślepa wiara.

Stanisław i Jerzy są ukazywani z różnych perspektyw. Mamy szansę, żeby zrozumieć, co prowokuje ich do przekraczania granic. Udało ci się sprawić, że wspomniana granica przebiega nie tylko w sercach bohaterów, ale jest również wyznaczana przez mury aresztu, o czym dowiadujemy się „Z moich kości”. Zastanawiam się, jak mógłbyś zdefiniować pojęcie sprawiedliwości, biorąc pod uwagę zachowanie jednego, jak i drugiego brata.

Karma wraca. Tylko tyle i aż tyle. Sprawiedliwość w tym wypadku to nie przepisy, sądy, areszty. W świecie wszystko się wyrównuje. To trochę tak, jak z dobrą zmianą – w życiu musi być trochę dobrze, a trochę niedobrze, bo jak jest tylko dobrze, to… jest niedobrze.

Stworzyłeś panoramiczny i realistyczny obraz miasta. Odtworzyłeś namacalną historię, określiłeś charaktery postaci – niektórych naznaczyłeś prawdziwymi bliznami. Czy mógłbyś powiedzieć, co było dla ciebie największą trudnością, a co dało ci największą satysfakcję w czasie kreacji świata przedstawionego?

Dla mnie pisanie jest przygodą, ekscytującym dodatkiem do pracy, rozwoju zawodowego czy życia rodzinnego. Każda, nawet największa trudność, była więc de facto przyjemnością. Ale jeśli miałbym wskazać na coś, z czym borykałem się najdłużej, to były to wszelkie wątki prawne. Mimo wykształcenia prawniczego od lat nie mam już kontaktu z kodeksami. Dlatego tym mocniej zachęcam do czytania podziękowań, które znajdują się na końcu każdego z tomów, bo tam pojawiają się nazwiska wielu osób, które bardzo mi pomogły. Największą satysfakcję sprawił mi powrót do rodzinnego miasta – nawet jeśli tylko literacki. Poznałem Częstochowę na nowo i lepiej, niż kiedykolwiek wcześniej. Powstała trylogia, która dzieje się w Częstochowie i może dzięki niej ktoś spojrzy na to miasto inaczej niż tylko przez pryzmat Jasnej Góry, może zainteresuje się jakimś innym miejscem. Takiej serii jak moja nie ma nikt i to mnie cieszy.

Mrożące w żyłach zbrodnie sprzed lat, zabójstwa i porwania, kradzież bezcennych eksponatów, a przede wszystkim seksualne wykorzystywanie, seria gwałtów – czy Marcin Dudziński lubi prowokować? Czy w trakcie pisania miałeś poczucie, że zgłębiasz tematykę tabu, którą niebezpiecznie jest eksplorować? A może wręcz przeciwnie – chciałeś przy użyciu konwencji rozrywkowej opisać uniwersalne prawdy?

Nie sądzę, żebym poruszał tematy tabu. Takie informacje słyszymy na co dzień, programy informacyjne są nimi przepełnione. Codziennie jesteśmy więc prowokowani. Wykorzystałem więc dobrze znane motywy. Ten krok dalej, który uczyniłem, ma właśnie związek ze wspomnianymi wcześniej rysami postaci. Czytelnik moich książek dostaje nie tylko suchy fakt, mówiący, że ktoś zrobił coś złego, ale przede wszystkim dostaje rys psychologiczny takiego potwora i próbę odpowiedzi na to, dlaczego się nim stał. Poniekąd masz rację – fabuła całej Trylogii oparta jest o uniwersalne prawdy, takie jak: zbrodnia i kara, niepohamowana chęć zemsty, ból po stracie, miłość po kres, czy różne formy zdrady.

Na kartach książki „Za nami wszystkimi”, ostatniej części trylogii, niemal wszystkie pionki są już poustawiane na szachownicy. Marek Marczuk chce za wszelką cenę odnaleźć Jerzego i powstrzymać zabójcę. Prokurator Edyta Lichota stara się prowadzić śledztwo w atmosferze coraz większych politycznych nacisków. Alicja Drylska na przekór wszystkiemu wraca do rodzinnego miasta, by ostatecznie rozprawić się z biskupem Walterem. Czy jest jakiś bohater, którego nie tylko rozumiesz, ale mu współczujesz? Czy zrozumienie jest potrzebne, aby oddać wiarygodną kreację postaci?

Żeby napisać te książki musiałem stać się każdą z tych postaci. Nie wyobrażam sobie, by mogło być inaczej. Dlatego też, w zależności od rozdziału, raz byłem Jerzym, raz Markiem, a raz Alicją, Kariną, czy surową prokurator Lichotą. Kolejne rozdziały to przeskakiwanie na perspektywę innego bohatera. Innymi oczami widzimy często te same sytuacje. Czytelnik ma to na kolejnych stronach, a ja musiałem mieć to w głowie. W moim wypadku nie ma pisania bez wyobrażenia sobie każdej ze scen, każdego dialogu, ruchów, mimiki postaci. Czasem czuję, jakbym opisywał film, który ktoś włączył w moim umyśle. Rozumiem więc każdego ze swoich bohaterów. A co do współczucia – chyba najbardziej żal mi Juliana i Eryka, oni zapłacili najwyższą cenę i to właściwie za nic.

Reklama

Jesteś autorem, który w bardzo świadomy sposób wykorzystuje prawidła rządzące thrillerem i powieścią sensacyjną. Opowiedz, proszę, nieco więcej o swoim warsztacie pracy. Metodyczne i drobiazgowe odtwarzanie scen według konspektu? Czy jednak impulsywne pisanie, spontaniczna realizacja pomysłów, które rezonują w głowie? Jakkolwiek by to nie zabrzmiało – czy zdarza ci się słuchać swoich bohaterów?

Cieszę się, że trylogia jest już napisana, bo mam wrażenie, że w ostatnich latach z nikim nie rozmawiałem częściej niż właśnie z moimi bohaterami. Tak już mam, że większość rzeczy magazynuję w głowie, więc nie powstawały jakieś obszerne konspekty kolejnych części. Raczej krótkie notki, kilka bullet pointów w tej czy w innej sprawie. Reszta to analityczne rozmowy z kilkoma osobami, które były dla mnie ścianą, od której mogłem odbić swoje pomysły i wątpliwości. Po takich seansach zawsze znajdowało się rozwiązanie. Na co dzień zarządzam dużymi projektami i czasem naprawdę łapałem się na tym, że napisanie książki to jest dopiero projekt – tu jest dopiero prawdziwy, przeogromny system naczyń połączonych. I wszystko musi zadziałać, bo firmujesz to swoim nazwiskiem.

Podobno Walterowie już nigdy nie powrócą. Ale Marcin Dudziński na pewno nie powiedział ostatniego słowa. Czy możesz zdradzić, nad czym obecnie pracujesz? I jak odnajdujesz się w pandemicznej rzeczywistości? Czy według ciebie zmiana, która jest związana z koronawirusem, wpłynie na czytelnicze zachowania i przyzwyczajenia? Na przykład w kontekście festiwali, spotkań autorskich. A może próba, którą przechodzimy, tylko nas wzmocni?

Bliżej mi do obyczaju, może thrillera, niż do kryminału. Raczej pójdę w tym kierunku. Mam kilka historii, które wkrótce zacznę pisać. Obecnie robię sobie przerwę i skupiam się na pracy zawodowej. Prowadzę bardzo ciekawe wdrożenia i mocno mnie to pochłania. Odwrócę kota ogonem i powiem, że słowo, nie zając, nie ucieknie. Przyjdzie czas na kolejne książki. Jeśli chodzi o czytelnicze zmiany, spowodowane pandemią, to każdy je chyba widzi i zdążył się przyzwyczaić – spotykamy się zdalnie, jesteśmy jedynie machającą i uśmiechającą się głową w ramce, czytamy więcej e-booków. Ja mam nadzieję, że z racji większej ilości czasu zaczniemy czytać mądrzejsze książki. Czyli nie tylko proste kryminały o policjantach i złodziejach, ale wymagające skupienia kryminały z mocnymi wątkami obyczajowymi o policjantach, księżach, prawniczkach, archeolożkach, i biznesmenach z których każdy ma swoją własną, ważną i obszerną historię do opowiedzenia. Z dobrych źródeł słyszałem, że coś takiego można znaleźć właśnie w „Przeciwko bratu”, „Z moich kości” i „Za nami wszystkimi”. A pandemia kiedyś się skończy i wszystko będzie dobrze. Bo wszystko na końcu będzie przecież za nami wszystkimi.

Marcin Dudziński

Marcin Dudziński - z wykształcenia prawnik, z zawodu manager, z zamiłowania pisarz. Pasjonat sportu, w szczególności koszykówki, żużla i kolarstwa. W swojej karierze pracował w telewizji, wykładał prawo i był odpowiedzialny za organizację międzynarodowych imprez sportowych. Debiutował świetnie przyjętym „Przeciwko bratu”, pierwszą częścią Trylogii Profanum, w której pokazał czytelnikom mroczne oblicze Częstochowy. W chwilach wolnych od pisania zarządza transformacją cyfrową w największym związku sportowym w Polsce.

Książka „Za nami wszystkimi” jest już do nabycia w księgarniach online.

Reklama

komentarze [4]

Sortuj:
22
0
10.03.2021 13:44

Z pewnymi postaciami zła najprzyjemniej obcuje się w łóżku, z daleka od jego sprofanowanego mizerią realności bytu. Zło jest bardzo podniecające dopóki pozostaje w sferze fikcji i nie jest prozaiczne lub paskudne. Przestaje być jednak zabawne gdy zaczai się za ścianą, za rogiem, blisko w zupełnie innym celu niż relaks.


1820
97
10.03.2021 13:42

Temat rzeczywiście jest "modny" ,ale po przeczytaniu pierwszej części tej trylogii zakupiłam następne. Pomysł na książkę pan Marcin miał świetny, mam nadzieję, że kolejne tomy będą na podobnym poziomie.
Zachęcam do lektury.


197
13
10.03.2021 12:36

Autor wybrał temat pewnik. Popularny antykatolicki temat na pewno będzie łatwą drogą do medialnej rozpoznawalności i sprzedaży.


Reklama
3004
4
09.03.2021 15:02

Zapraszamy do dyskusji.


zgłoś błąd