Star Wars: W cieniu Yavina

Okładka książki Star Wars: W cieniu Yavina
Carlos D'AndaBrian Wood Wydawnictwo: Egmont Polska Cykl: Star Wars Legendy (tom 4) komiksy
152 str. 2 godz. 32 min.
Kategoria:
komiksy
Cykl:
Star Wars Legendy (tom 4)
Wydawnictwo:
Egmont Polska
Data wydania:
2015-11-01
Data 1. wyd. pol.:
2015-11-01
Liczba stron:
152
Czas czytania
2 godz. 32 min.
Język:
polski
ISBN:
9788328110557
Tłumacz:
Jacek Drewnowski
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu
Średnia ocen
6,7 6,7 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Reklama
Reklama

Książki autora

Okładka książki Conan Wydanie Zbiorcze Tom 5 - Groza w podziemiach Becky Cloonan, James Harren, Mike Hawthorne, Dan Panosian, Roy Thomas, Brian Wood
Ocena 7,6
Conan Wydanie ... Becky Cloonan, Jame...
Okładka książki DMZ- Strefa Zdemilitaryzowana. Tom 5 Riccardo Burchielli, Brian Wood
Ocena 7,4
DMZ- Strefa Zd... Riccardo Burchielli...
Okładka książki DMZ- Strefa Zdemilitaryzowana. Tom 4 Riccardo Burchielli, Brian Wood
Ocena 7,2
DMZ- Strefa Zd... Riccardo Burchielli...
Okładka książki DMZ- Strefa Zdemilitaryzowana. Tom 3 Riccardo Burchielli, Brian Wood
Ocena 7,2
DMZ- Strefa Zd... Riccardo Burchielli...

Podobne książki

Okładka książki Star Wars. Mara Jade: Ręka Imperatora Carlos Ezquerra, Michael A. Stackpole, Timothy Zahn
Ocena 6,6
Star Wars. Mar... Carlos Ezquerra, Mi...
Okładka książki Star Wars: Cienie Imperium John Nadeau, Steve Perry, Kilian Plunkett, John Wagner
Ocena 6,3
Star Wars: Cie... John Nadeau, Steve ...
Okładka książki Star Wars: Mroczne Imperium Cam Kennedy, Tom Veitch
Ocena 6,0
Star Wars: Mro... Cam Kennedy, Tom Ve...
Okładka książki Star Wars. Czystka Michael Atiyeh, Haden Blackman, Marco Castiello, Andrea Chella, Alexander Freed, Jim Hall, John Ostrander, Chris Scalf, Douglas Wheatley
Ocena 6,5
Star Wars. Czy... Michael Atiyeh, Had...
Reklama

Oceny

Średnia ocen
6,7 / 10
33 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
455
451

Na półkach:

W Uniwersum Gwiezdnych Wojen – tematycznie dość rozległym, ale niepotrzebnie według wielu fanów i krytyków podzielonym na Nowy i Stary Kanon, tzw. „Legendy” – niepodzielnie króluje treść audiowizualna: film, serial animowany i aktorski, oraz treść pisana: głównie powieść. Bez względu na to, czy we Wszechświecie gdzie króluje Galaktyka tworzona i spajana przez Moc, gdzie mamy dualistyczną koncepcję dobra i zła w postaci Ciemnej i Jasnej Strony Mocy doświadczamy oddzielonych w 2014 roku od obecnego Kanonu Legend, czy smakujemy samej esencji nowokanonicznych treści Uniwersum, które w rzeczywistości zaczęły ,,budować” go wokół kinowego "Epizodu VII", "Star Wars: The Force Awakens", przeważnie skupiamy się albo na filmie, albo na książce. Rzadziej są to seriale animowane i komiksy. I na komiksach należy się na dłużej w niniejszych deliberacjach zatrzymać, gdyż sekwencyjne historie obrazkowe, to również istotny nośnik informacji, który nie tylko według mnie, ale również zdaniem innych miłośników fenomenu marki "Star Wars", w takim samym stopniu wpływa na naszą wiedzę o gwiezdnowojennym Uniwersum, co najbardziej rozchwytywane filmy z Klasycznej Trylogii, z trylogii Prequeli, czy, o iście nieskończonym zasobie wiedzy, słynne powieści z Legend.

Gwiezdne Wojny, to naprawdę coś bardzo specyficznego, coś inaczej popkulturowo kategoryzowanego. Spowodowały one, że każdy zagłębiający się w ich jestestwo fan – najliczniejsze produkty, formy przekazu, i idee, które prezentuje – odnosi wrażenie, a przynajmniej tak jest w większości, że franczyza zapoczątkowana przez George'a Lucasa stworzyła nowy wspaniały wymiar, w którym popkultura jest ważnym elementem życia Cywilizacji, którą tworzymy, ba, życia każdego z nas. Choć ciężko to jednoznacznie rozstrzygnąć, dzięki fenomenowi Gwiezdnych Wojen w coraz większym stopniu miłość i szacunek do popkultury staje się tak samo wysoki i dojrzały, co uznanie, podziw i ,,zasmakowanie” w kierunku kultury pięknej. I tak, kontynuując myśl z powyższego ustępu, komiks w szczególności powinien być uznawany jako dzieło pośrednie tj. pomost pomiędzy kulturą masową a kulturą piękną. Zapewne jest to kontrowersyjny pogląd, ot dziwaczny trop refleksyjny, ale sama budowa komiksu: sekwencyjne, układane na planszach obrazy, jeden po drugim, w różnych proporcjach, gdzie kadry mają różny rozmiar, kształt, właściwość i wydźwięk, a narracja wpisywana w dymki na kadrach, dorysowane do postaci, lub w ,,kwadraty” odpowiednie dla narratora, wskazywałaby na taką możliwość. Obraz od zawsze jest uważany za bardzo ekspresyjną formę przelania treści artysty, jego założeń, czy emocji, co kieruje nas ku sztuce i kulturze pięknej. Dodajmy do tego narrację, wynikającą z wcześniej przygotowanego scenariusza, a otrzymamy czytany od lewej do prawej, od góry do dołu... komiks. Sęk w tym, że właśnie sam komiks może być sztuką, i wyrzucajmy tego tropu myślowego do kosza. Poruszająca, inteligentna, z odpowiednią do fabuły emocjonalnością, grafika, może sprawić, że przez komiks będzie przezierał artyzm, coś kluczowego, innego, jedynego w swoim rodzaju. Historie obrazkowe z Uniwersum Gwiezdnych Wojen, które nie są aż tak popularne, jak gwiezdnowojenna powieść czy film - ten trend z racji dostępności komiksów zdaje się zmieniać na lepsze - może i nie są ,,artystyczną duszą” i chwytającą za serce formą wyrazu kultury, ale są za to cennym nabytkiem informacyjnym, na które to każdy doświadczony fan Uniwersum Mocy i Skywalkerów powinien zwrócić uwagę. Obraz ożywiony narracją, odpowiednio dynamicznie się prezentujący, jako komiks, dla słynnych galaktycznych historii, na punkcie których od 1977 roku szaleje świat, pozwoli być najbliżej filmowi - pierwowzorowi, od którego prawie każdy późniejszy miłośnik Uniwersum rozpoczął swą niezapomnianą wędrówkę z Mocą, świszczącymi mieczami świetlnymi i batalią statków w przestrzeni kosmicznej, mającą rozstrzygnąć przyszłość Galaktyki.

Komiksy, tak jak powieści i inne treści kreujące każdą, nawet najmniejszą mikrocząstkę gwiezdnowojennego Uniwersum, podzielone są na te należące do ,,Legend”, i te będące częścią „Nowego Kanonu”. Najmocniej, choć to z lekka sugestywne założenie, oddziałuje na fanów marki Star Wars komiks, a może i cała ich seria, ze ,,Starego Kanonu”, będącego najwierniejszym pod względem śledzenia i odwzorowywania treści Kanonem w ogóle, do kinowych Epizodów Sagi: od I do VI. Z mojej geekowskiej perspektywy, zacząłem coraz bardziej doceniać narracje obrazkowe Legend. Wywarły one na mnie chyba solidniejsze, dużo głębsze wrażenie, niżeli duża część beletrystyki, czy to ze Starego, czy z Nowego Kanonu. Żywiej i intensywniej, jak wspomniałem wyżej, kreują one wydarzenia, różne wątki, kształtują postacie, niżeli powieści z identycznego Kanonu, zwłaszcza, gdy taki komiks przedstawia odpowiednio dobrą historię z okresu przed rokiem zerowym w chronologii wydarzeń na osi czasu Legend, którym była ,,Bitwa o Yavin” z kinowego "Epizodu IV" Star Wars, najsłynniejszego filmu z całej Sagi, bądź opowiada cały cykl wydarzeń pomiędzy Epizodami IV – VI, tworzącymi "Klasyczną Trylogię" filmów Uniwersum. To właśnie "W cieniu Yavina" od Briana Wooda jest jednym z tych najbardziej oldschoolowych, archetypowych w stosunku do treści filmów Star Wars z lat 1977-1983, komiksów, z którym w Kanonie Legend można się zetknąć. I co istotne, niesamowite jest to, że jako entuzjasta tejże Sagi mogę doświadczyć tak ważnej dla niej narracji graficznej, dopisującej wiele istotnych kwestii do całego jestestwa Wszechświata Gwiezdnych Wojen. Jednym słowem mamy tu klimat ,,Klasycznej Trylogii”, zamkniętej w formie komiksu. No cóż, piękno 42 lat historii franczyzy na pewno wciska się w dzieło Briana Wooda, poruszając nostalgię fana Gwiezdnych Wojen, w odważny, szczery i cudowny sposób. Komiks rozpoczyna się z hukiem, niczym w rytm otwierającej każdy filmowy Epizod Sagi, dźwięcznej, pięknej kanonady orkiestry symfonicznej Johna Williamsa. W około 2 miesięcy ,,czasu galaktycznego”, który odpowiada naszemu czasu, po zniszczeniu pierwszej Gwiazdy Śmierci, Luke i Leia, jako ważne w Sojuszu Rebeliantów osobistości i bohaterowie gaszący zapał apodyktycznego Imperium, wlatują w przestrzeń jakiegoś odległego Układu Planetarnego zlokalizowanego na Zewnętrznych Rubieżach – a wszystko to na kartach komiksu, i to jeszcze w momencie jego otwarcia, co samo w sobie jest rzeczą niezwykłą. Fani nie są przyzwyczajeni do widoku Lei Organy zasiadającej za sterami X-winga, ani do momentu, w którym wiedząc, że Hoth będzie Bazą Rebelii w kinowym "Epizodzie V" Star Wars, nagle stają się świadkami poszukiwania planety dostatecznie wystarczającej dla potrzeb Sojuszu. I tu się zaczyna dynamika komiksu, podkreślona przez solidną, dokładną, dającą monstrualną ilość, jak na gwiezdnowojenny komiks, szczegółów rzeczy martwych, przedmiotów, statków floty Rebelii, i Niszczycieli czy myśliwców TiE Imperium. Graficznie - w określeniu rozkładu koloru wypełniającego postacie komiksu, od najbardziej klasycznych, jak Luke Skywalker, Han Solo, Chewbacca, Wedge Antilles i inni, można by rzec, że "W cieniu Yavina" wypadło w neutralnie zadowalający sposób. Barwa postaci, głównie kolory przesunięte w kierunku jasnych tonów, była aż nadto ,,pastelowa”, zbyt pełna, nierozmazana, nawet nieostra. Natomiast czerń stanowiła dominantę, wyznacznik i główny atut kolorystów, którzy wykonali w tym wydaniu wyjątkowo dobrą robotę: Darth Vader nosił nie czarny skafander, hełm i resztę odzienia, lecz hebanowy, smolisty ciężki opalizujący kolor agresywnej ropy, zatrważający i wdrażający chłód do umysłów czytelników – takiego mrocznego Lorda chce się w komiksach „Legend” oglądać. Taki rozkład ostrości ,,kreski” – przy szczegółowości w budowie mega struktur, czy fizjonomii różnych istot, plus kolor i tusz (kreślenie cienia i kontrastu światła) ciągnie się przez całą historię, zawartą w tejże narracji obrazkowej Briana Wooda.

Fabularnie, rzeczywiście, oprócz uzupełnienia historii multum wydarzeń rozegranych na tkance Galaktyki pomiędzy końcem IV a początkiem V Epizodu kinowego Star Wars, dotyczących multum postaci, wątków itp., "W cieniu Yavina” dało nam zupełnie nowe spojrzenie na najważniejsze sylwetki ,,Klasycznej Trylogii” Sagi Gwiezdnych Wojen. Leia, przykładowo, w ujęciu Briana Wooda, okazała się walczakiem na równi mocnym, co Luke, Han, i najlepsze asy Sojuszu; mało tego, Leia genialnie manewruje X-wingiem, i zaraża pewnością siebie, charyzmą, zdolnościami strategicznymi, i silną osobowością, pozwalającą jej stłumić żal, próbujący rozerwać jej serce po stracie ojczystego Alderaana. Pozycja Luke’a – i jest to lekką wadą w kreacji tej postaci – została w tyle za Organą, nawet za Hanem i Chewbaccą, którzy byli tu ważni, ale epizodyczni, jakby mieli zrobić to, co swoje i na tym koniec. Skoro mamy kogoś z Rebelii, to pora na kogoś z Imperium. Uwydatnienie osobowości Vadera, okraszonej piękną szatą graficzną dla jego fizyczności, było dość konkretne i klasyczne: Lord Sithów wypowiadał się w konkretny, tyraniczny i tytaniczny sposób, z trudnością akceptując zdanie innych, i czując pogardę do niższych rangą w Imperium i wszystkich ,,rebelianckich szumowin”, a z Imperatorem będąc wciąż w napiętej, ale jednak, związanej mocno relacji: Mistrz – lojalny sługa i uczeń. Konstrukt fabuły komiksu był bardzo prosty, lecz rozwinięcie go w ciekawą wielowątkową, dynamiczną historię, narodziło się jako coś godnego ,,Klasycznej Trylogii” Epizodów Star Wars – utrzymanego w jej konwencji. Zadanie Sojuszu polegało na zdobyciu dodatkowego zaopatrzenia militarnego, przydatnego do walki z Imperium, przy nieustannym deptaniu Sojuszowi po piętach przez samą flotę Vadera. Równie istotne było to, aby Rebelia odnalazła stały bądź tymczasowy Azyl czy Bazę zaopatrzeniowo-rozładunkową dla swojej armii i floty.

W wydaniu nie zabrakło również powiewu tajemnicy, związanej z ,,niby-tajemniczym" szpiegiem pracującym dla Imperatora, który miał wpłynąć na wykonanie przez Sojusz złych ruchów, i powiadamiać o wszystkim, co robią jego wojska i najważniejsze organy decyzyjne. Summa summarum, w niniejszej pozycji komiksowej Briana Wooda, solidnie obeznany z franczyzą fan Uniwersum znalazł wszystko to, co uzupełni jego apetyt na informacje z realiów Gwiezdnych Wojen pomiędzy końcem IV a początkiem V Epizodu kinowego. Gdyby nie te niekiedy ,,disneyowskie” barwy, tło i kontur postaci, finalnie byłoby wybornie. W konsekwencji jednak mamy mocne ,,bardzo dobrze” dla całego komiksu.

W Uniwersum Gwiezdnych Wojen – tematycznie dość rozległym, ale niepotrzebnie według wielu fanów i krytyków podzielonym na Nowy i Stary Kanon, tzw. „Legendy” – niepodzielnie króluje treść audiowizualna: film, serial animowany i aktorski, oraz treść pisana: głównie powieść. Bez względu na to, czy we Wszechświecie gdzie króluje Galaktyka tworzona i spajana przez Moc, gdzie...

więcej Pokaż mimo to

avatar
424
348

Na półkach: ,

https://www.facebook.com/KsiazkiIlubCzasopisma

Zaczynam już powoli przyzwyczajać się do smutnego faktu, iż komiksowy świat "Gwiezdnych wojen" usłany jest zarówno bardzo dobrymi i ważnymi dla uniwersum opowieściami, jak i kompletnie chybionymi historiami, które można spokojnie sobie odpuścić. "W cieniu Yavina" to niestety komiks tej drugiej kategorii.

Bardzo ładna, a wręcz pełna energii, okładka komiksu autorstwa Briana Wooda i Carlosa D'Andy skrywa zupełnie przeciętna, acz nie najgorzej narysowaną, historię. "W cieniu Yavina" rozgrywa się niedługo po zniszczeniu pierwszej Gwiazdy Śmierci. Rozproszony po utracie bazy na Yavinie Sojusz Rebeliantów zmuszony jest szukać nowej, spokojnej przystani. Imperium nie ustaje w wysiłkach zniszczenia wszystkich sprzymierzeńców Lei Organy i Luke'a Skywalkera i jest o krok od ich ujęcia. Wygląda na to, że w szeregach buntowników jest szpieg, od jego ujęcia może zależeć przyszłość Galaktyki. Darth Vader, w ramach pokuty za stratę superbroni Imperatora, zostaje wysłany nad lesisty księżyc Endor, aby doglądać pracy nad drugą, jeszcze potężniejszą Gwiazdą Śmierci. Jakież to wszystko oryginalne.

Z całego komiksu najbardziej podoba mi się właśnie wspomniana okładka. Całość narysowana jest dość sprawnie, choć bohaterowie są do siebie zupełnie niepodobni. To w zasadzie wariacja nad ich wyglądem, nie jest to oczywiście nic złego, ale powoduje chwilami pewne uczucie zagubienia. Z fabuły nie dowiadujemy się absolutnie niczego przełomowego, psychologia postaci nie jest w żadnej mierze pogłębiona, chwilami wieje kompletnym nonsensem. Zastanawiałem się po co w ogóle ta historia powstała, sztampa goni sztampę, a te loty poszukiwawcze Lei i jej ekipy to zupełny absurd. Dużo tu scen walk myśliwców w przestrzeni kosmicznej, walk, sprawiających wrażenie lekko pozbawionych dynamiki. Pisząc kolejne epizody walki rebelii z Imperium autorzy powinni pamiętać, że sztuką jest stworzyć coś nowego, coś co rzeczywiście rozbuduje świat Odległej galaktyki, granie ciągle tymi samymi, zgranymi kartami nigdy nie wychodzi na dobre. Ale to tylko niekanoniczna, zupełnie nie obowiązkowa historyjka.

https://ksiazkiilubczasopisma.blogspot.com/2019/11/w-cieniu-yavina-nic-specjalnego.html

https://www.facebook.com/KsiazkiIlubCzasopisma

Zaczynam już powoli przyzwyczajać się do smutnego faktu, iż komiksowy świat "Gwiezdnych wojen" usłany jest zarówno bardzo dobrymi i ważnymi dla uniwersum opowieściami, jak i kompletnie chybionymi historiami, które można spokojnie sobie odpuścić. "W cieniu Yavina" to niestety komiks tej drugiej kategorii.

Bardzo ładna, a wręcz...

więcej Pokaż mimo to

avatar
1644
1198

Na półkach: ,

Miękki restart poprzedniego kanonu. Akcja dzieje się tuż po wydarzeniach z film „Nowa Nadzieja”. Rebelianci po zwycięstwie nad Imperium poszukuję nowej bazy, Han Solo musi uciekać przed łowcami nagród, a lord Vader postanawia zrobić porządek pośród imperialnych moffów.

Scenarzysta wrzuca tu bardzo znane i sprawdzone motywy, wielokrotnie już przerabiane przez rozszerzone uniwersum „Gwiezdnych Wojen”. Widać tutaj wątki znane z „Misji lorda Vadera”, serii „X-wing” czy „Cieni Imperium”. Osobiście nie widzę tu nic nowego czy odkrywczego. Fabuła jest dosyć przewidywalna, a skupienie się głównie na bohaterach znanych z filmu sprawia, że ich los jest czytelnikowi obojętny, bo wiadomo, że i tak ich status quo nie może za bardzo się zmienić w stosunku do chociażby „Imperium kontratakuje”. Na dodatek komiks ten nie rozbudowuje świata przedstawionego – wprowadza niewiele nowych postaci, nowe planety są jedynie wspomniane i nie ma żadnej nowej technologii. Jeżeli już o nowych bohaterach mowa, to są to w większości bardzo typowe postacie – twarda najemniczka pomagająca Hanowi Solo, pilotka o egzotycznej urodzie mająca słabość do Luke’a Skywalkera czy twardy imperialny oficer. Wyjątkiem jest tu niepozorna projektantka nawiązująca współpracę z Lordem Vaderem – zapowiada się ciekawie, chociażby mnie osobiście kojarzyła się z doktor Aphrą z nowego kanonu, z tym że występująca tu bohaterka jest o wiele mniej wyrazista. Jest to wprawdzie dopiero początek serii, więc mam nadzieję, że może później postacie zostaną bardziej rozbudowane.

Za rysunki w tej części albumu odpowiada Carlos D’Anda. Używa dosyć grubej kreski przy rysowaniu postaci, ale jednocześnie zachowuje wiele szczegółów i dobrze oddaje dynamikę akcji. Przy okazji bardzo ładnie mu wychodzą kosmiczne bitwy. Zdarza się mu jednak parę baboli – jak chociażby dziwnie wychudzony Bossk.

Na końcu tomu znajduje się również krótka historia „Zamach na lorda Vadera”. Tytuł mówi sam za siebie. Mamy tutaj właściwie samą akcję z narracją lorda Vadera. Bardzo przyjemne i efektowne. Szkoda tylko, że rysunki Ryana Odagawy nie do końca dają radę i czasami aż razi brak szczegółów.

Podsumowując, jest to strasznie odgrzewany kotlety, który głównie ze względu na ładne rysunki mogę polecić fanom „Gwiezdnych Wojen”.

Miękki restart poprzedniego kanonu. Akcja dzieje się tuż po wydarzeniach z film „Nowa Nadzieja”. Rebelianci po zwycięstwie nad Imperium poszukuję nowej bazy, Han Solo musi uciekać przed łowcami nagród, a lord Vader postanawia zrobić porządek pośród imperialnych moffów.

Scenarzysta wrzuca tu bardzo znane i sprawdzone motywy, wielokrotnie już przerabiane przez rozszerzone...

więcej Pokaż mimo to

Reklama
avatar
486
484

Na półkach:

Ten tomik zawiera dwa komiksy. Pierwszy to "W cieniu Yavina", drugi "Zamach na lorda Vadera" (ten drugi jest króciutki i opisuje nieudany zamach na mrocznego lorda na pokładzie niszczyciela Devastator).
"W cieniu Yavina" jest historią skomplikowaną i niedokończoną. Mamy tu kilka wątków, koncentrujących się wokół tułaczki rebeliantów po zniszczeniu 1-szej Gwiazdy Śmierci w poszukiwaniu nowej planety do zamieszkania (po zniszczeniu Alderana). Na zwiady wyruszają myśliwce, a wśród pilotów zasiada także Leia. Trzonem floty dowodzi Mon Mothma--przyjaciółka przybranego ojca Lei, jedna z przywódców Rebelii. Okazuje się, że zwiady myśliwców stale są prześladowane przez flotę imperialną: w szeregach rebeliantów jest szpieg. Niestety nie daje się ustalić kto nim jest.
Równolegle Han Solo zostaje wysłany w celu zamówienia dostaw broni dla Rebelii. Wpada w kłopoty, lecz wyjście z nich nie zostało w tym tomie opisane...
Darth Vader z kolei zostaje zdegradowany przez Imperatora w akcie zemsty za utratę Gwiazdy Śmierci i oddelegowany z głównego niszczyciela floty na Endor by dopilnować budowy nowej stacji bojowej. Ma jego miejsce wchodzi pyszałkowaty zastępca, któremu przychodzi ponieść kompromitującą porażkę z garstką X-Wingów.
Szata graficzna tego komiksu jest zrobiona z pewnym rozmachem, niestety twarze bohaterów są dość dalekie od wyglądu oryginałów. Np. nietypowo rysowany jest Vader, a szczególnie Leia dostała tu wyjątkowo duże oczy:)
Reasumując, komiks ciekawy graficznie, jest sporo złożonych wątków, tylko dlaczego one nie mają zakończenia?

Ten tomik zawiera dwa komiksy. Pierwszy to "W cieniu Yavina", drugi "Zamach na lorda Vadera" (ten drugi jest króciutki i opisuje nieudany zamach na mrocznego lorda na pokładzie niszczyciela Devastator).
"W cieniu Yavina" jest historią skomplikowaną i niedokończoną. Mamy tu kilka wątków, koncentrujących się wokół tułaczki rebeliantów po zniszczeniu 1-szej Gwiazdy Śmierci w...

więcej Pokaż mimo to

avatar
1101
825

Na półkach:

Wydawana od kilku miesięcy przez Egmont seria Star Wars Legendy to cykl, który zbiera pod jednym szyldem najlepsze komiksowe tytuły gwiezdnowojenne, wydane na przestrzeni lat przez wydawnictwo Dark Horse Comics (obecnie prawa powróciły do Marvela). Do tej pory polski czytelnik (za wyjątkiem Cieni Imperium) otrzymywał tytuły stosunkowo świeże. Tak jest i tym razem, wydanie oryginalne W Cieniu Yavina na sklepowych półkach pojawiło się w 2013 roku, a tematyka, którą podejmuje, przenosi akcję do arcyciekawego okresu krótko po Nowej Nadziei, gdy losy Rebelii wisiały na włosku.

Po zniszczeniu pierwszej Gwiazdy Śmierci, Sojusz Rebeliantów poszukuje dogodnej lokalizacji, by założyć nową bazę. Yavin 4 jest już spalony, a kolejne potencjalne światy są jeden po drugim odrzucane. Sprawy nie ułatwia fakt, że kolejne kroki walczących z Imperium bojowników, mogą być sabotowane przez szpiega działającego wewnątrz Sojuszu, siły imperialne są bowiem zawsze o jeden krok szybsze. Przypadek? W takich, mało dogodnych warunkach, Leia, Luke i reszta znanych bohaterów, muszą wyjątkowo mocno lawirować, by znaleźć odpowiednie rozwiązanie i ocalić życia swoje i innych żołnierzy Rebelii.

Chwile po Nowej Nadziei stanowią dosyć atrakcyjny okres dla twórców poruszających się w ramach Expanded Universe. Wraz z kolejnymi latami jego trwania zakres kolejnych historii wydaje się być mocno ograniczony, a każda luka jest dobra, by wcisnąć w nią kolejną fabułę. Puste przestrzenie między filmami z jednej strony dawały twórcom ciekawe możliwości, z drugiej były jednak ciężkie do wypełnienia – bohaterowie muszą być poprowadzeni w taki sposób, by nie zniekształcić ich legendy, trzeba też uważać, by wydarzenia pasowały do tych najważniejszych. Twórcy W Cieniu Yavina starali się nie wprowadzać zbyt wielu zmian w życie legendarnych postaci. Wszyscy są tacy, jakimi ich znamy – Luke jest dzielny i pełen młodzieńczej brawury, Han wplątuje się w ryzykowne sprawy, a Leia stara się być głosem rozsądku, który czasami daje się jednak porwać emocjom. Klasyka.

W Cieniu Yavina to kilka przeplatających się wątków. Mamy tu np. sceny czysto batalistyczne. W tych fragmentach prym wiodą Leia, Wedge i Luke. Kosmiczne bitwy, ucieczki, strzelaniny w przestrzeni. Wszystko jest na swoim miejscu. Wątek Hana to rzecz początkowo bardziej kameralna. Przemytnik zostaje wysłany z misją na Coruscant, tam jednak, jak to zazwyczaj bywa, nic nie idzie tak, jak miało, a Solo i Chewbacca muszą wywalczyć sobie przetrwanie. Jest też motyw imperialny – śledzić możemy losy sfrustrowanego Vadera, który po klęsce w bitwie pod Yavinem, popadł w lekką niełaskę Imperatora. Obserwowanie, w jaki sposób Sith radzi sobie ze stresem, jest wyjątkowo intrygujące. Splatanie kolejnych wątków wychodzi Brianowi Woodowi naprawdę dobrze, wszystko łączy się w całkiem zgrabną całość, a poszczególne elementy układanki powoli wskakują na swoje miejsce.

Warstwa graficzna W Cieniu Yavina pozostawia po sobie dosyć dobre wrażenie. Rysunki są dynamiczne, zwłaszcza w momentach, gdy pokazana jest akcja w przestrzeni kosmicznej. Bitwy pomiędzy myśliwcami Imperium i Rebelii przedstawione są w efektowny sposób, najczęściej w małych kadrach, od czasu do czasu przeplatając to ilustracjami na całą planszę. Carlos D’Anda zna się na rzeczy, umiejętnie dawkuje napięcie, a do jego pracy, zwłaszcza pod względem układu kadrów, nie można mieć zastrzeżeń. Pewien problem pojawia się jedynie w przypadku rysowania znanych postaci. Bohaterowie, niestety, nie przypominają siebie. Najbardziej to widać na przykładzie Hana Solo. Rekwizyty postaci są odpowiednie, ale wszystko się rozmywa, gdy widzimy twarz. To nie jest Han, a inny, młody mężczyzna. Podobnie rzecz ma się w przypadku pozostałych, są do siebie podobni jedynie dosyć oględnie, lecz gdy widzimy ich w bliższym planie, wrażenie jest już nieco gorsze. Poza tym konkretnym elementem, warstwa graficzna jest jednak mocną stroną W cieniu Yavina.

Jako swego rodzaju dodatek, na końcu albumu możemy znaleźć krótką opowieść, traktującą o próbie zamachu na Dartha Vadera. Klimatem nieco odstaje od dania głównego – to krótka i dynamiczna, pełna akcji fabuła, obrazująca, że nawet idealnie opracowany plan może nie wystarczyć, gdy twoim przeciwnikiem jest lord Sithów. Nie znajdziemy tu niczego skomplikowanego, brak tu miejsca na jakiekolwiek pytania czy głębię charakterów, autorzy stawiają na akcję i, jako taka, fabułka Briana Wooda sprawdza się dobrze.

W Cieniu Yavina jest albumem poprawnym – tyle na pewno można o nim powiedzieć. Jednak czy jest to tytuł zasługujący na upamiętnienie w serii zbierającej najlepsze komiksy spod szyldu Star Wars wydane przez Dark Horse Comics? Co do tego można mieć akurat pewne wątpliwości. Brak tu efektu „wow”, to nie jest klasyka wielkiego kalibru i prawdopodobnie nigdy takową nie zostanie. Jednak jako czytadło, W Cieniu Yavina sprawdza się naprawdę nieźle. Fanom Star Wars to wystarczy, jednak czy innym również?


Recenzja do przeczytania także na moim blogu - http://zlapany.blogspot.com/2015/12/star-wars-legendy-w-cieniu-yavina.html
oraz na łamach serwisu Szortal - http://szortal.com/node/8908

Wydawana od kilku miesięcy przez Egmont seria Star Wars Legendy to cykl, który zbiera pod jednym szyldem najlepsze komiksowe tytuły gwiezdnowojenne, wydane na przestrzeni lat przez wydawnictwo Dark Horse Comics (obecnie prawa powróciły do Marvela). Do tej pory polski czytelnik (za wyjątkiem Cieni Imperium) otrzymywał tytuły stosunkowo świeże. Tak jest i tym razem, wydanie...

więcej Pokaż mimo to

avatar
958
517

Na półkach: , ,

Fajnie, że pokazali trochę wątpliwości Lei, szpieg to dość typowy motyw, ale może się ciekawie rozwinie akcja. Na plus na pewno humorystyczne pokazanie Hana, no i Vader, który musi odpokutować porażkę. A tak to dość skrótowo.

Fajnie, że pokazali trochę wątpliwości Lei, szpieg to dość typowy motyw, ale może się ciekawie rozwinie akcja. Na plus na pewno humorystyczne pokazanie Hana, no i Vader, który musi odpokutować porażkę. A tak to dość skrótowo.

Pokaż mimo to


Cytaty

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Star Wars: W cieniu Yavina


Reklama
zgłoś błąd