Made in Poland. Antologia reporterów Dużego Formatu

Dodaj do pakietu

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Poczekaj, szukamy dla Ciebie najlepszych ofert

Pozostałe księgarnie

Informacja

Reklama
Reklama

Książki autora

Podobne książki

Reklama

Oficjalne recenzje i

Przejrzeć się w reportażu


Link do recenzji

436 9 63

Oceny

Średnia ocen
7,4 / 10
246 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
1539
1538

Na półkach:

Sięgając po jakąkolwiek antologię, najczęściej kieruję się jednym kryterium – nazwiskami autorów. Rzadko kuszę się na tę formę publikacji, gdy nie znam ich twórców. Może robię błąd, ale w bieżącej powodzi książek, które chcę przeczytać i tych, które zechcę przeczytać, muszę stosować jakąś selekcję wyboru literatury. A i tak odejdę z tego świata, żałując jednego – tysięcy nieprzeczytanych pozycji.
W przypadku tej antologii magicznymi magnesami dla mnie okazały się nazwiska moich ulubionych reportażystów, które wyłapałam, przebiegając niecierpliwym wzrokiem wzdłuż ich wykazu umieszczonego na tylnej okładce. Drugi z kolei – Piotr Głuchowski i na samym dole dwa tuzy – Mariusz Szczygieł i Wojciech Tochman. Trafieni – zatopieni i myśl jedna – muszę przeczytać! Chociaż wystarczyłoby już jedno nazwisko z tych trzech, by takie postanowienie padło. Jednak w przypadku tej pozycji, to nie jedyne kryterium, jakie zastosowałam. Drugim były nazwiska dziennikarzy, których dorobek literacki chciałam poznać z powodu wyprzedzających ich dobrych recenzji, książek im poświęconych (mam na myśli "Córeńkę" Wojciecha Tochmana o Beacie Pawlak) lub zachwytów innych blogerów książkowych, a z twórczością, których stale było mi nie po drodze – Jacka Hugo-Badera, Wojciecha Jagielskiego czy Beaty Pawlak. Pozostali nie byli mi znani, nie dlatego, że tacy nie są w ogóle, ale dlatego, że po reportaże sięgam wtedy, gdy autor wyda je w formie książki. Nie było więc okazji, jeśli publikowali tylko na łamach prasy. A tutaj pojawiła się przede mną okazja, by poznać szerzej elitę polskiego dziennikarstwa. Wszak w Dużym Formacie publikują najlepsi.
W tej książce – najlepsi z najlepszych.
O wysokim poziomie zbioru zadecydował również fakt, że współautorami wyboru byli sami autorzy tekstów. A jeśli wybiera się jeden, reprezentatywny tekst z własnej twórczości, kierując się chęcią pokazania i podzielenia się tym, co najbardziej w otaczającej ich rzeczywistości zabolało, zadziwiło, zezłościło, rozbawiło, przestraszyło czy zaciekawiło lub poczuciem emocjonalnej więzi z tekstem powstałym na bazie autopsji (a takie są najlepsze), to uzasadnionym jest ciekawy wstęp szefa magazynu Duży Format, w którym wybrane reportaże miały swoją premierę w latach 1994-2013 oraz hasło umieszczone w dymku na okładce tytułowej.
Po lekturze śmiem twierdzić, że w zderzeniu z ładunkiem emocjonalnym zawartym w treści tekstów – zbyt słabym, zbyt małym, zbyt cichym. Tam powinno być wzmocnienie przekazu określeniem „dużo” i trzema wykrzyknikami!
Skromni ci autorzy.
Niewspółmiernie do przebogatego świata, jaki mi ukazali poprzez swój pryzmat rozumowania, postrzegania i odczuwania. Polskiego, jak mi się wydawało na początku. Jednak jeśli dobrze się wczytać w sens tytułu, to można rozszerzyć zakres jego pojęcia dużo dalej niż polska rzeczywistość. Bo był też i świat poza jej granicami, a także świat cudzoziemców w ramach jej granic. Kombinacja polskości i niepolskości miejsca, czasu, bohaterów (niekoniecznie z krwi i kości), którą do wspólnego mianownika w tej różnorodności sprowadzało jedno – polski autor. Well done! – dodam od siebie, nawiązując do tytułowej angielszczyzny. Stąd tytuł, którego brzmienie i sugestie treści odebrałam bardzo wąsko (ech, ten mój polakocentryzm), przed przeczytaniem całości.
Dzielenie się wrażeniami z każdego odrębnego tekstu, zajęłoby mi kilkadziesiąt stron, bo jak ująć w jednym, podsumowującym zdaniu (a reportaży jest 25!) tragedię morderstw honorowych w Kurdystanie, wspomnienia absurdów PRL-u (nie zawsze śmiesznych!), beznadziejność rzeczywistości Polaków wyrzuconych poza margines społeczeństwa czy skomplikowaną osobowość Agnieszki Osieckiej? Przecież każdy z tych tekstów to zaledwie przyczynek do szerszej dyskusji, zasygnalizowanie niebezpiecznego zjawiska społecznego (terroryzm dziecięcy, bezrobocie osób wykształconych, depresyjna bieda, przekręty SMS-owe, wysoka chemizacja najtańszej żywności) czy próba zrozumienia zjawisk ciągle tabu (transwestytyzm, opętanie, nagość). W tym ujęciu wszystkie jednakowo pochłaniały całą moją uwagę.
Jednak jest coś, co te teksty między sobą odróżnia, a jednocześnie spełnia podstawowy warunek dobrego reportażu. I nie mam tutaj na myśli rodzaju tematu (bo i ciekawy pomysł można zaprzepaścić nieumiejętnym sposobem ujęcia), różnorodności bohaterów, charakterystycznego stylu autorów, ale wachlarz emocji i spektrum wrażeń wywołanych we mnie. A dobry reportaż ma rezonować w czytelniku długo, jeszcze długo po jego zakończeniu.
I one w tym wyborze właśnie takie są!
Pełne kipiących emocji, przelewających się na mnie odczuć, zalewających mnie wrażeń. Pisanych z pasją, a nawet wręcz z wściekłości. Śmiałam się, wzruszałam, bałam, dziwiłam, a nawet się popłakałam. I świadomie nie przytaczam tutaj nazwisk i konkretnych tytułów odpowiedzialnych za te moje różne stany świadomości i rozchwianie emocjonalne, bo musiałabym wymienić ich 25. Z kolei ograniczenie ich do kilku byłoby z mojej strony perfidnie krzywdzącą niesprawiedliwością wobec niewymienionych. Napiszę więc w ten sposób, wdając się w polemikę z nieżyjącym Ryszardem Kapuścińskim, ubolewającym w "To nie jest zawód dla cyników" nad zanikiem dobrego dziennikarstwa i reporterów z pasją.
Panie Ryszardzie, jest dobrze! Jest dużo optymistyczniej, niż Pan myślał (nawiązując do hasła w dymku), bo może ilość mierności podyktowanej potrzebą gorącej wiadomości nas zalewa niczym potop, to po jego zmeliorowaniu pozostaje mniejszość, ale idąca w jakość najwyższej próby.
Dowodem tego jest właśnie ta antologia.
Na koniec dwie uwagi techniczne.
Czytanie reportaży zaczynałam nietypowo, bo od końca. Zmusiły mnie do tego wizytówki dziennikarzy, nie rozumiem dlaczego, właśnie tam umieszczone. Równie ciekawe, co tekst główny, bo zawierające między innymi „pozakulisowe” informacje o autorze, jego twórczości czy konteksty z nich wynikające lub nawiązujące do tematyki reportażu. Mając charakter wprowadzający, były idealnym wstępem do rozpoczęcia czytania tekstu głównego. Byłoby mi dużo wygodniej, jeśli nie komfortowo, gdyby umieszczono je w okolicach tytułu. To samo dotyczy dat premier reportaży, które miały dla mnie ogromne znaczenie. W antologii umieszczono je we wspólnym wykazie na końcu książki, a który odkryłam dopiero po przeczytaniu całości. Niepotrzebnie zżymałam się przez cały czas lektury na ich brak. Wiem, wiem, wygląda to na lenistwo i gapiostwo z mojej strony. Jednak tylko wygląda. Po pierwsze, jako czytelnik mam prawo do wygody czytania (w końcu książki są dla czytelnika, a nie odwrotnie), a po drugie uważnie przejrzałam aparat informacyjny książki i, jak na złość, akurat strony z wykazem „skleiły się”.
A na koniec zdradzę prawdziwą przyczynę sięgnięcia po tę antologię. Tuż po jej wzięciu do rąk pierwszym zdjęciem, które zobaczyłam i które otworzyło galerię kolejnych, równie ciekawych, byli panowie. Mają mężczyźni kobiety koło samochodów, mam i ja mężczyzn koło reportaży. Czytelnik też kobieta i popatrzeć lubi.
A potem było dużo ciekawiej, niż myślałam!
naostrzuksiazki.pl

Sięgając po jakąkolwiek antologię, najczęściej kieruję się jednym kryterium – nazwiskami autorów. Rzadko kuszę się na tę formę publikacji, gdy nie znam ich twórców. Może robię błąd, ale w bieżącej powodzi książek, które chcę przeczytać i tych, które zechcę przeczytać, muszę stosować jakąś selekcję wyboru literatury. A i tak odejdę z tego świata, żałując jednego – tysięcy...

więcej Pokaż mimo to

9
avatar
628
14

Na półkach:

Z przyjemnością się czyta

Z przyjemnością się czyta

Pokaż mimo to

0
avatar

Totalna podstawa dla każdego fana polskiego non-fiction.

Totalna podstawa dla każdego fana polskiego non-fiction.

Pokaż mimo to

3
Reklama
avatar
671
53

Na półkach: ,

Bardzo dobre reportaże, ktoś kto lubi tą forme będzie zachwycony - ja byłam.

Bardzo dobre reportaże, ktoś kto lubi tą forme będzie zachwycony - ja byłam.

Pokaż mimo to

2
avatar
2076
256

Na półkach: , ,

"Plotka pojawia się nagle. Może ją wywołać zwykłe spojrzenie
albo uśmiech, kiedy drogą przechodzi mężczyzna. Ale czasem nie
trzeba powodu. Wystarczy, że ktoś powie słowo, a ktoś inny
dołoży drugie.
Plotka najpierw jest jak sokół: krąży wysoko nad głowami. Z
tej wysokości nie może zaszkodzić. Czasem odlatuje i
niebezpieczeństwo mija.
Ale czasem zniża lot. Szuka siedzib ludzkich. Idzie do nich i
nabiera sił. Żywi się żółcią, żalem, biedą i zazdrością. Źli
ludzie karmią ją, aż nabierze sił, by wejść do wioski.
Wchodzi jak łowca. Ofiara jeszcze nic nie wie, ale wyrok już
zapadł. Plotka, klątwa, sztylet. Zabójca naostrzył nóż.
Nieważne, czy jest prawdziwa. Kto by miał głowę, żeby to
sprawdzać? Ważne, że kala honor.
Plotka jest dużo ważniejsza niż prawda. Prawda nie wyzwala.
Ważne jest tylko to, co mówią."

"Plotka pojawia się nagle. Może ją wywołać zwykłe spojrzenie
albo uśmiech, kiedy drogą przechodzi mężczyzna. Ale czasem nie
trzeba powodu. Wystarczy, że ktoś powie słowo, a ktoś inny
dołoży drugie.
Plotka najpierw jest jak sokół: krąży wysoko nad głowami. Z
tej wysokości nie może zaszkodzić. Czasem odlatuje i
niebezpieczeństwo mija.
Ale czasem zniża lot. Szuka...

więcej Pokaż mimo to

1
avatar
679
174

Na półkach: ,

Świetne napisane reportaże

Świetne napisane reportaże

Pokaż mimo to

0
avatar
282
77

Na półkach: ,

Problemem tego zbioru jest to, że poziom reportaży jest nierówny. Niektóre to majstersztyk, a inne są nijakie, słabe, nudne. Można przeczytać, ale nie trzeba.

Problemem tego zbioru jest to, że poziom reportaży jest nierówny. Niektóre to majstersztyk, a inne są nijakie, słabe, nudne. Można przeczytać, ale nie trzeba.

Pokaż mimo to

2
avatar
135
105

Na półkach:

Super ksiazka!

Super ksiazka!

Pokaż mimo to

0
avatar
86
31

Na półkach:

Dobra antologia, polecam. Teksty nie są najnowsze, ale czyta się je z przyjemnością. Na kilkanaście tekstów nie dałem rady przeczytać jednego, powierzchownie przerzuciłem około trzech.

Dobra antologia, polecam. Teksty nie są najnowsze, ale czyta się je z przyjemnością. Na kilkanaście tekstów nie dałem rady przeczytać jednego, powierzchownie przerzuciłem około trzech.

Pokaż mimo to

2
avatar
743
353

Na półkach: ,

W tej książce nie ma miejsca na sztywne chronologie, podziały stylów. Każde nazwisko ma swoje strony, na których prezentuje własną manierę pisania. To właśnie ona pokazuje czytelnikowi jak różny jest reportaż. Choć wydawałoby się, że to jeden spójny gatunek... nic bardziej mylnego. Ile osób - tyle sposobów, by go ugryźć i pokazać otaczające problemy codzienności - od braków papieru toaletowego w PRL, przez problematyczne księgi skarg w sklepach 'Społem' po SMSowych współczesnych naciągaczy. To tylko nieliczne, bo tak naprawdę Antologia to pigułka tego, co działo się, dzieje się i będzie prawdopodobnie oddziaływać na naszą przyszłość.
Nawet jeśli nie jest się pasjonatem dziennikarstwa warto sięgnąć po tą pozycję - ze względów społecznych, bądź może nawet sentymentalnych. Moja uwaga chyba już na zawsze będzie skierowana na książki skarg ze 'Społem', których brakuje mi współcześnie w moim osiedlowym 'Społem' (oj, pani Lucynko, musiałaby mi pani odpowiadać na skargi codziennie, wie pani?) oraz reportaż traktujący o rzeczywistości bałuckich osiedli. Najważniejszym jednak po lekturze 'Made in Poland' jest to, że reportaż związany z postacią czeskiego rzeźbiarza Davida Černýego utwierdził mnie mocno w przekonaniu, że jeśli po lekturze książki "Śpiewaj ogrody" Pawła Huelle'go spełniło się moje marzenie o podróży nad Bałtyk to po tej książce w końcu pojadę do Pragi. Pojadę i zobaczę te wszystkie rzeźby, ale zanim mi się uda - przeczytajcie antologię, może dzięki temu pojedziecie tam ze mną?

W tej książce nie ma miejsca na sztywne chronologie, podziały stylów. Każde nazwisko ma swoje strony, na których prezentuje własną manierę pisania. To właśnie ona pokazuje czytelnikowi jak różny jest reportaż. Choć wydawałoby się, że to jeden spójny gatunek... nic bardziej mylnego. Ile osób - tyle sposobów, by go ugryźć i pokazać otaczające problemy codzienności - od braków...

więcej Pokaż mimo to

6

Cytaty

Więcej
Leszek K. Talko Made in Poland. Antologia reporterów Dużego Formatu Zobacz więcej
Leszek K. Talko Made in Poland. Antologia reporterów Dużego Formatu Zobacz więcej
Reklama
Więcej
Reklama
zgłoś błąd