Zemsta wyobraźni Jerzy Franczak 7,8

ocenił(a) na 829 tyg. temu „Żeglując pomiędzy nieistniejącymi lądami, imaginauci i onironauci wypowiadają wojnę mocom, które ich zniewalają”.
Im więcej zasad do przestrzegania, praw narzuconych z zewnątrz i organów z nich rozliczających, tym większa tęsknota za wolnością i niczym nieskrępowaną wyobraźnią. Kreacja kontra rozum. Sen w opozycji do jawy. Te dwa bieguny od zawsze zderzały się i wypierały, niekiedy tylko ustanawiając chwilowy rozejm. Tymczasem największą nadzieję budzi nic innego, jak ich wzajemne przenikanie się, koegzystencja w skomplikowanej materii rzeczywistości. Rozum i rozwaga porządkują życie, fantazja czyni je piękniejszym, pozwala gonić marzenia, zanurzać się w świecie niemożliwym, badać granice nieprzewidywalnego i je przekraczać.
Rozpoczynając swoją podróż przez labirynt surrealizmu, Jerzy Franczak otwiera „Słownik miejsc wyobrażonych” Alberto Manguela i Gianniego Guadalupiego, czyli jedyny taki przewodnik po krainach stworzonych przez ludzką wyobraźnię i ucieleśnionych w literackich wizjach. To miejsca, które odwiedzaliśmy jako dzieci, prowadzone przez Alicję i Piotrusia Pana, a także te, o które poszerzamy nasz świat chłonąc Marqueza, kręcąc się po ulicy Krokodyli czy szukając wyjścia z Zamku Kafki. Ten leksykon to pozycja numer jeden w mojej biblioteczce, zawsze pod ręką, a nuż zaraz zechcę wybrać się na krajoznawczą wycieczkę w rejony zamglonych fantazji.
Jerzy Franczak surrealizm nie tylko rozumie i zna, ale czuje się w nim znakomicie, jest emocjonalnie związany z jego niespożytymi możliwościami, rewolucyjną siłą twórczą. Nie tyle nawet z artystycznym ruchem sprzed dziesięcioleci, co z jego współczesnym wyewoluowaniem, nie zawsze dostrzeganym przez innych w substancji prozy, poezji, obrazu. Tę pasję autora, zafascynowanie, wyczuwamy w tekście, który, choć dalej pozostaje naukową analizą zjawiska, to staje się przez to przystępniejszy, momentami nawet gawędziarski, anegdotyczny, autor sięga też do osobistych wspomnień i zauroczeń.
„Wyobraźnia wyzwolona okazuje się raz za razem wyobraźnią wyzwalającą”. Taką właśnie rolę może pełnić choćby utopia, jeśli nie potraktujemy jej dosłownie, jako gotowy model do wcielenia w życie, a jako bodziec do zmian, zapłon, wyrzut energii dla zainicjowania przyszłych rewolucji i przekształceń. Gdy mowa jest o utopii od razu nasuwa mi się historia Auroville, miasta stworzonego z ideałów i marzeń na południu Indii prawie 60 lat temu. Z początku zdawało się, iż obali ono mit o nierealizacji utopii. Zjeżdżali doń pełni pasji wolontariusze z całego świata, by tu pracować i żyć choćby przez jakiś czas, uczestniczyć w wielkim dziele ziszczania się ideału. Jednak kolejny raz udowodniliśmy, że nikt tak jak człowiek nie potrafi zniszczyć dzieła nad którym pracował całe życie. Do Auroville dotarło to, o czym pisze też Jerzy Franczak, a co wraz z rozgłosem i napływem świeżej ludności przyjść musiało, czyli rywalizacja o wpływy, żądza wzbogacenia się, komercjalizacja i ludzka zawiść. O to właśnie rozbijają się zwykle wcielane w życie idee.
Jerzy Franczak, wspominając o nader łatwej banalizacji i popkulturowej urawniłowce surrealistycznej estetyki, w swoich esejach sięga ponad to powierzchowne rozumienie pojęcia, poszukuje jego śladów głębiej, wydobywając samą istotę. Pamiętając o tym, i przypominając nam, że każdy ruch, oficjalnie przyjęty kierunek, to zarazem niebezpieczeństwo i niemal pewność presji, reguł, założeń i definicji, które uśmiercają spontaniczne i swobodne poszukiwania. „Etyka surrealizmu narzuca odrzucanie etykiet i wpisywanie odmienności w to, co pozornie uniwersalne”. W pierwszej części opracowania autor skupia się na historii surrealizmu, poczynając od słynnego pierwszego manifestu. Dalej prowadzi nas przez znany wszystkim romans surrealizmu z polityką, z ruchem komunistycznym, który nie mógł zakończyć się niczym innym niż porażką i wycofaniem się, wszak to ruch stricte autorytarny, który pod teoretycznymi pozorami wolności i równości realizuje własny plan ucisku. Surrealizm to w ogóle romansowy kierunek, nawiązuje też relacje z ezoteryką, miesza się w szaleństwo, próbuje zajrzeć pod powierzchnię zmysłów, w strefę dla człowieka świadomego niedostępną, idzie pod rękę z ruchem antykolonialnym, wypowiadając się o tym głośno i bez lęku. Jednak największą satysfakcję autor ma wówczas, gdy może przedstawić nam surrealistycznych odszczepieńców, nieposłusznych, krnąbrnych, udowadniających, że można iść dalej, inną drogą, w poprzek i pod prąd, tych, którzy, wyszedłszy od nadrealizmu, potrafią przekuć go w nową jakość, jak Salvador Dali czy Antonin Artaud. Odgrzebuje spod gruzów zapomnienia sylwetki kobiet, muz surrealistów, też przecież samodzielnych, zdolnych artystek. Większość z nich jest nam nieznana. Sporo w tych rozważaniach intrygujących zaskoczeń. Prowokują one do ponownego sięgnięcia po wrzucone na tylną półkę w biblioteczce lektury, by spojrzeć na nie w innym kontekście.
Druga część opracowania, portretująca pojedyncze sylwetki twórców, zwracająca naszą uwagę na najważniejsze aspekty ich artystycznej drogi, daje nam całą listę nazwisk, z których wiele jest dla nas nowych, inne nie były dotychczas kojarzone z surrealizmem, albo wydawały się mało istotne. Teraz, przejęci, rozpoczynamy poszukiwania ich tekstów w sieci, w Legimi, w bibliotekach, niekiedy zaś pozostają już tylko polowania na antykwarycznych półkach. Cóż za ekscytująca pożywka dla duszy i umysłu! Przybliżeni anegdotą, fragmentem tekstu, cytatem – Eugene Ionesco czy Georges Peres, stają się przystępniejsi, zachęcają do kontaktu, prowokują i ciekawią. Czemu Perec oswajał przedmioty, gromadził, opisywał, katalogował? Jak wędrować po starej kamienicy – życiu jej mieszkańców – według autorskiej instrukcji obsługi. Wyznawcy chichozofii i psychodelików, niepokorni, burzący stereotypy i skostniałe pojęcia, wyzwoleni i wyzwalający – to musi pociągać każdego, kto ceni sobie eksperymentowanie z rzeczywistością, odkrywanie nieposkromionego świata przytłoczonego przez ten uporządkowany, przyciężki w swojej pospolitości. Zazdrościmy im umiejętności wykraczania poza dziś, wspinania się na wyżyny wyobraźni i budowania tam nowych światów, utopii i idealnych wzorców lub przeciwnie, wróżąc z już istniejących kart, prorokowania obrazów ciemnych, budzącego dreszcz pejzażu „wojennej mgły”, będących ostrzeżeniem i brutalnie szczerym bilansem.
Świat nie powinien nas więzić i ograniczać, wymykajmy się mu, poszukujmy alternatyw dla wyrażenia siebie. Proza bawiąca się eksperymentem, eksplorująca znane, by wywieść z niego coś więcej, onieśmiela czytelników. Tymczasem wpłynięcie na nieznane wody, wkroczenie w wymyślne fantasmagorium jest niczym świeży powiew i zew przygody. Pozwala też na ujrzenie w nowym świetle tego, co nas otacza.
Za egzemplarz książki dziękuję: https://sztukater.pl/