Pakt dla czytelnictwa czy kolejna ściema?

Mariusz Zielke
28.10.2013

(Fot. Piotr Waniorek  - Żelazna Studio)

Rząd się obudził i zamierza zainwestować 1 mld zł w rozwój czytelnictwa. Mam nadzieję, że te pieniądze nie zostaną przejedzone. Niestety dla mediów ważniejsze od tej informacji jest to, czy Grzegorz Schetyna przegra regionalne wybory lub kto został nowym trenerem reprezentacji piłkarskiej.

Nie ma o czym dyskutować? Nie warto? A może jednak tak, bo wyrzucić pieniądze w błoto nie jest trudno, za to zagospodarować je z pomysłem i perspektywicznie już dużo gorzej. Grzegorz Gauden, szef Instytutu Książki, powiedział przy tej okazji, że warto walczyć o każdy punkt procentowy wzrostu, słusznie zauważając, że jeśli nie będziemy czytać, to skończymy na montowaniu lodówek do końca istnienia Polski. Pełna zgoda. Ale czy tę walkę widać? Czy ktoś „na górze” protestuje na zachowania telewizji publicznej, na działania mediów coraz rzadziej piszących/mówiących o literaturze, niepublikujących już prawie jej próbek, niestarających się edukować, informować i tworzyć dobrej atmosfery dla rynku książki? Czy ktoś zwraca uwagę na beznadziejny poziom naszego szkolnictwa i ogromne braki w promocji literatury i czytelnictwa w szkołach?

Zakupy praw do ważnych książek, by je publikować w sieci, i zwiększenie nakładów na biblioteki z pewnością się przydadzą, ale – do licha – może eksperci wymyślą coś naprawdę kreatywnego, coś, co rzeczywiście powstrzyma postępujący upadek całego rynku książki.

Oto trzy moje proste pomysły dla decydentów:

Zmuście tzw. publiczną telewizję, żeby w porze największej oglądalności emitowała nowoczesny, dobrze zrobiony w atrakcyjnej oprawie program o nowościach książkowych. Nie o literaturze XIX wieku, nie o wieszczach i mistykach, tylko o literaturze współczesnej, także popularnej. Nie nudne gadanie, deklamowanie i narzekanie, tylko program dostosowany formułą do obecnych standardów (nawet jeśli ich nie lubimy). Nie możecie „zmusić”? To co możecie? Do kogo należy telewizja publiczna, jeśli nie do was? Co to za telewizja publiczna, której wartość edukacyjna jest obecnie żadna albo co najwyżej marna, a misja pozostaje jedynie słowem wytrychem dla uzasadnienia ograbiania ludzi płacących abonament?

Zorganizujcie duży, poważny konkurs literacki dla nowych, wartościowych pisarzy, debiutantów. Konkurs, w którym można będzie nadsyłać także maszynopisy niewydane. Dajcie nadzieję i szansę dziesiątkom, a może tysiącom ludzi, którzy nie mają gdzie wysyłać swoich tekstów, a kochają pisać (choć nie zawsze potrafią), ale wśród których może być nowy... no właśnie, kto? Zmuście publiczną telewizję, żeby była patronem takiego WYDARZENIA i je nagłaśniała. Szukajcie w nim talentów, mogących zaistnieć nie tylko w Polsce, ale i za granicą, a zwycięzcę wydajcie porządnie, w dużym nakładzie, z odpowiednią promocją. Pokażcie, że warto pisać (a zarazem czytać, bo kto nie czyta, prawie na pewno nie potrafi pisać), bo tak też można osiągnąć sukces, za którym tak współcześnie gonimy. Taka inwestycja szybko się zwróci. Nie można? Za trudne? Kto to będzie oceniał i kto decydował? Pewnie, że pytań i wątpliwości jest dużo, ale jak się nie chce, to nie można. Z tego miliarda wystarczy wyciągnąć ułamek procenta na taką rzecz i się da. Zrozumcie wreszcie, że we współczesnej chorej rzeczywistości liczą się działania z pompą, dobrze zorganizowane i nagłośnione wydarzenia, a nie – za przeproszeniem - puszczenie bąka o miliardziku dla bibliotek i znajomych królika. Przecież ta wiadomość o tym miliardzie powinna być na pierwszych stronach gazet i czołówkach telewizyjnych wiadomości. I byłaby, gdybyście umieli ją zaprezentować.

Zmieńcie gruntownie ten chory system edukacji, który jest absolutnie niekreatywny, nudny, nieciekawy i kompletnie odrzucający dla młodych ludzi - młodzieży oczekującej na lekcjach traktowania po partnersku, a nie wciskania programowego kitu. Wprowadźcie do tego programu (skoro wszystko musi być programowe) języka polskiego obowiązek dla nauczycieli omawiania na lekcjach współczesnych książek, a nie tylko lektur. Niech choć jedna lekcja w miesiącu będzie poświęcona nowościom wydawniczym, głośnym książkom, nawet literackim kontrowersjom, powieściom zakazanym, innym niż te, o których przeczytają w podręcznikach. Ciekaw jestem, ilu polonistów przy okazji przyznania Nobla dla Alice Munro czy Nike dla Joanny Bator poświęciło im jedną lekcję? No ilu? Jeśli wszyscy, to przepraszam. Niech dzieciaki poczują, że ktoś chce wysłuchać ich zdania, porozmawiać po partnersku, dać im szansę wymyślenia czegoś, a nie tylko odtwarzania w kółko tego samego. Niech poczują, że obcują z czymś wyjątkowym i intrygującym. Może wtedy uznają, że warto też samemu coś przeczytać, a nie tylko to, co nakazane i co im obrzydza literaturę.

Takie pomysły można mnożyć, można mówić o podatkach, cenach książek, promocji, wspieraniu twórców i rynku, reklamach, tłumaczeniach i wsparciu dla wydań zagranicznych, setkach innych działań, które można zrobić. Ale zróbcie chociaż to, a efekt będzie widoczny. A Wy co sądzicie? Znów jestem niepoprawnym, utopijnym kretynem?


Mariusz Zielke – dziennikarz śledczy i pisarz. Przez 10 lat pracował w "Pulsie Biznesu", gdzie zajmował się tematyką ekonomiczną. W 2005 r. za ściganie giełdowych zmów i przekrętów dostał nagrodę Grand Press w kategorii "dziennikarstwo śledcze". W 2012 wydał Wyrok, kryminał opisujący powiązania świata biznesu, mediów i polityki. W październiku 2013 miała miejsce premiera jego książki Formacja trójkąta wydanej pod patronatem LC.

Reklama

komentarze [19]

Sortuj:
1352
74
29.10.2013 23:30

Ma Pan kilka wartych uwagi pomysłów, nawet wybierając z nich jeden zapewne osiągnęłoby się więcej niż dzięki kilku programom napisanym przez miłościwie nam panujących, których wyobraźnia dawno zabłądziła na pustyni.
Najbardziej chwytliwa wydała mi się idea "medialnie uatrakcyjnionego" konkursu dla debiutantów - jako czegoś, co nie tylko przykuje na chwilę wlepione w ekran...

więcej

1020
78
29.10.2013 17:54

Przede wszystkim: dofinansowanie wydawnictw, aby obniżyć ceny książek w księgarniach. W czasach PRL-u takie dofinansowania były, a nawet nie dofinansowania, to złe określenie, bo przecież wszystko było państwowe. W każdym razie - w byle którym kiosku można było zakupić książkę (na przykład klasykę literatury), choćby format kieszonkowy, za małe pieniądze. Teraz do księgarni...

więcej

1147
49
29.10.2013 15:38

Tak samo było w latach 90-tych z tego co pamiętam.


503
344
29.10.2013 13:48

Jarosław: Mój chrześniak(8 lat), gdy się nudził, na propozycję, żeby coś przeczytał - odpowiedział, że książki są dla dziwaków.

Coraz częściej słyszę podobne głosy, a czytanie jest dla dzieci karą i nudą. Wolą patrzeć w ścianę, niż poczytać.


1638
218
29.10.2013 13:43

Jarosław: Mój chrześniak(8 lat), gdy się nudził, na propozycję, żeby coś przeczytał - odpowiedział, że książki są dla dziwaków.
A ja kiedyś przeczytałem na forum młodzieżowym pytanie czy jest coś takiego jak wypożyczalnia video tylko z książkami....


1114
521
29.10.2013 11:16

Ja bardzo rzadko oglądam tv poza wybranymi programami i przyznam, że tych o książkach też nie. Ale za to czytam. Myślę jednak, że docieranie do osób, które przed tv spędzają po kilka godzin dziennie, w porze największej oglądalności, to dobry pomysł. Coś w stylu "słowa pisanego na niedzielę", które np. mogłoby zawierać rekomendację jakiejś ciekawej książki, dla różnych grup...

więcej

141
102
29.10.2013 10:00

Niestety nie mamy co liczyć na taki cud, bo media schodzą na psy od jakiś dwóch dekad. Telewizja jest tak szmirowata, że dociera tylko do ludzi pustych niezainteresowanych i prostackich. Poziom programów jest coraz niższy, wszędzie pełno bełkotu i wulgaryzmów. Słowo "zaje....." stanęło na poziomie normalnej wypowiedzi. I to jest straszne... To jest postępujące debilowacenie...

więcej

18
1
29.10.2013 09:07

Mój chrześniak(8 lat), gdy się nudził, na propozycję, żeby coś przeczytał - odpowiedział, że książki są dla dziwaków.


0
0
29.10.2013 07:25

Kto, oprócz autora artykułu, był na konferencji prasowej? Czy były media? Programy o książkach znikają, także z mediów papierowych. Specjaliści od wizerunku odradzają kandydatom na ważne funkcje państwowe fotografowania się na tle regału z książkami. Panie premierze, jak żyć?!


925
70
28.10.2013 23:08

Niestety, ten kto czyta staje się mądry. Zmienia się jego postrzeganie świata. Nie daje się "złapać" na wędkę polityczków z pierwszych stron gazet. On myśli. A myslących ludzi zawsze się bano. Bo nimi nie można sterować, im nie mozna wmówić, że białe to czarne i vice versa...Więc z tej perspektywy patrząc. Ani władzy na Wiejskiej, ani Panom/iom w niby publicznej Tv nie...

więcej

zgłoś błąd