-
Artykuły
Strata boli - Gabriela Gargaś radzi
LubimyCzytać1 -
Artykuły
"To nie jest rozmowa na telefon" - weź udział w konkursie i wygraj spotkanie z Jakubem Bączykowskim!
LubimyCzytać11 -
Artykuły
WKU
Wojtek0 -
Artykuły
Międzywojenny Poznań, tajemnice zaklęte w wodzie i na karkonoskich szlakach.
LubimyCzytać8
„Ta postać to mogłaby w następnym tomie zaginąć!”, czyli denerwujący bohaterowie literaccy
George Sand twierdziła, że „studiowanie literatury nie jest niczym innym niż studiowaniem człowieka”. A ludzie są różni, więc i ci wykreowani wyłącznie przez wyobraźnię pisarzy nie mogą być wyłącznie dzielni, prawi i mężni. Zdarzają się i tacy, przez których czytelnik ma ochotę wyrzucić książkę przez okno.
Anthony / Pexels
Dlaczego irytują nas bohaterowie książek? Z wielu przyczyn: mogą stanowić prawdziwe utrapienie dla postaci, którą uwielbiamy albo też mieć charakter tak niezdecydowany, że aż uniemożliwiający podjęcie jakiejkolwiek decyzji i wpłynięcie na polepszenie swojego losu. Inne znowu postaci bezustannie marudzą, wiecznie coś im nie pasuje albo wymagają od swoich książkowych bliskich, by nieustannie poświęcać im uwagę, by ich potrzeby stawiać ponad swoimi, ciągle tylko „ja, ja i ja”. Wreszcie są i bohaterowie, których skrótowo można by określić jako „złych” – wybierają pieniądze nad uczucie czy sławę nad przyjaźń. Nie zapominajmy również o postaciach niejednoznacznych, wywołujących w czytelniku jednocześnie uczucie miłości i nienawiści. Oczywiście każdy z moli książkowych ma własne preferencje, jednak niektórzy bohaterowie tak zaleźli wielbicielom literatury za skórę, że irytowanie się nimi, denerwowanie na nich jest doświadczeniem niemal uniwersalnymi
Irytujący bohaterowie „rozmemłani”
W zestawieniu tym nie mogło zabraknąć prawdziwej królowej wśród postaci, których czytelnicy nie lubią, czyli Izabeli Łęckiej. To kobieta rozpieszczona, egoistyczna, głupiutka, niedojrzała. Na dodatek śmiała odrzucić zaloty wielkiego romantyka, samarytanina, wspaniałego biznesmena Wokulskiego! Jakby miała obowiązek zmuszenia się do pokochania tej, a nie innej osoby. A Stanisław to przecież taki dobry człowiek był… choć sam ożenił się dla pieniędzy. W przypadku Izabeli jednak często o tym zapominamy. Jej się po prostu nie lubi i już. Nie ma zmiłuj. Spróbujmy jednak okazać bohaterce „Lalki” Prusa nieco zrozumienia. Może nie potrafiła się na nic zdecydować, bo nigdy nie dano jej na to szansy? Bo została wychowana w świecie, w którym nie tego od niej oczekiwano?
Kolejny bohater wzbudzający podobne uczucia to Jude z „Małego życia” Hanyi Yanagihary. Powiedzieć, że ten człowiek doświadczył wielu przeciwności losu, to nie powiedzieć nic. Ba! Tych negatywnych wydarzeń, według niektórych czytelników i czytelniczek (z piszącą te słowa włącznie) było wręcz niewiarygodnie wiele jak na jedno „małe życie” i jednego człowieka. Nie ma się jednak co dziwić, że trudna przeszłość ukształtowała Jude’a tak, a nie inaczej. Mimo to czasem aż trudno się na niego nie zdenerwować. Przeżył swoje, to prawda, ale w końcu i doczekał pojawienia się w swoim życiu wspierających „rodziców”, kochającego partnera, wspaniałych przyjaciół, jego kariera zapowiadała się obiecująco. A jednak, trzymając się nadal mocno tego, co było kiedyś, nie potrafił docenić teraźniejszości, cieszyć się otaczającym go dobrem.
Z Rachel z „Dziewczyny z pociągu” Pauli Hawkins sprawa być może wyglądałaby inaczej, gdyby nie pojawiające się zewsząd zachwyty nad tą książką. Sam Stephen King „mówi” z jej okładki: „Znakomity thriller. Nie mogłem się oderwać przez całą noc”. Można się więc spodziewać, że główna bohaterka tego utworu nie będzie poddawać się w dążeniu do celu, nawet jeśli po drodze napotka całą masę trudności, zderzy się z sytuacjami pozornie bez wyjścia. Tymczasem Rachel Watson to tylko i aż zwyczajny człowiek, który traci pracę i który trochę zbyt często zagląda do kieliszka, przez co pojawiają się u niego zaniki pamięci. Czy można ją więc w ogóle uznać za wiarygodną narratorkę? Czy nie powinna wziąć się w garść i przestać być tak bierna? A może wcale taka do końca nie jest? To w końcu tej nieatrakcyjnej i dziwacznej Rachel najbardziej zależy na tym, by poznać prawdę o tym, co się stało z Jess.
Przede wszystkim „ja”?
Albo raczej: „my”, „nasza rodzina”, a nie – „nasza siostra”. To właśnie na „dobrym imieniu” Enoli, na tym, by swoim zachowaniem wpisała się ona w normy społeczne wyznaczone dla dorastającej w XIX w. dziewczyny, zależy Sherlockowi i Mycroftowi Holmesom. To bracia bohaterki trzech powieści Nancy Springer, przedstawieni nieco inaczej niż w dziełach Arthura Conan Doyle’a czy serialu nakręconym na ich dość swobodnie zinterpretowanej i uwspółcześnionej podstawie przez BBC. Choć Mycroft może nigdy nie budził szczególnie ciepłych uczuć, Sherlocka w dawnych utworach lubić się dało, co w powieściach Springer jest już zdecydowanie utrudnione. W tych książkach prym wiedzie nieznana wcześniej Enola, siostra słynnych braci i to jej okiem patrzymy na świat. Nie może to być spojrzenie inne niż feministyczne, w końcu dziewczynce zależy przede wszystkim na prawie do decydowania o sobie. A Sherlock i Mycroft tak bardzo nie chcą jej na jego uzyskanie pozwolić (szczególnie w pierwszych dwóch tomach, później jest z nimi trochę lepiej), że najzwyczajniej w świecie czytelnika wkurzają.
Ida, bohaterka krótkiej powieści Marie Aubert „Dorośli”, niby dorosła jest, a zachowuje się jak rozkapryszone dziecko. Kobieta pogrąża się w rozgoryczeniu i rozczarowaniu, ponieważ – choć dobiła do czterdziestki – dała się wyprzedzić młodszej siostrze w „wyścigu” do macierzyństwa. Niezadowolenie Idy budzi również fakt, że jej szwagier wydaje się całkiem fajny, a ona aktualnie jest singielką, więc znów młodsza Marthe zdobywa w odbywającym się w jej głowie życiowym pojedynku dodatkowego plusa. Co więcej, matka obu pań zdaje się, według głównej bohaterki, faworyzować szczęśliwą ciężarną, a nie naburmuszoną Idę, która przez całą młodość starała się przecież być idealną córeczką. A jeszcze na dodatek to być może Marthe trafi się w prezencie od mamy domek nad fiordem. Na tego już za wiele, wszystko idzie nie tak, wszystko jest na „nie”. Nie ma co ukrywać, zazdrościć komuś czegoś zdarza się (chyba) każdemu, ale jakoś sobie nasze życiowe rozczarowania staramy tłumaczyć. Ida robi to w jednak w sposób, jakiego chwytają się rozkapryszone dzieci, a nie „dorośli”. Być może dlatego tak bardzo denerwuje czytelnika.
Tej pani nie mogło zabraknąć w zestawieniu tak samo, jak i Izabeli Łęckiej – mowa o Dolores Umbridge, której każdorazowe pojawienie się na kartach „Harry’ego Pottera” doprowadza fanów serii do białej gorączki. Jest tym bardziej irytująca, że wewnątrz zła, a na wierzchu – przesłodzona. Na dodatek obłudna. Bo choć w książkach J. K. Rowling nie brakuje czarnych charakterów, od Snape’a poczynając i na Voldemorcie kończąc, to Dolores najbardziej nie można znieść. Najgorsze, że tej bohaterce niczego nie da się wytłumaczyć, ponieważ nie dopuszcza ona żadnej formy dialogu. Nie lubimy jej także dlatego, że nie traktuje dobrze pozytywnych bohaterów powieści, jak Harry czy profesor Dumbledore. Umbridge jest też (nie do końca) żywym przykładem na to, co dzieje się, gdy władza trafi w ręce niewłaściwego człowieka – okrutnego, niesprawiedliwego, despotycznego. W wielu rankingach „najbardziej znienawidzonych bohaterów literackich” to właśnie Dolores znajduje się, jeśli nie na pierwszym miejscu, to w ścisłej czołówce.
Od miłości do nienawiści
Są też bohaterowie, którzy może i denerwują, których wyborów nie rozumiemy, nie popieramy, ale jednocześnie nie można się na nich całkowicie czytelniczo „obrazić”, bo są osobowościami przez wielkie „O”. Takimi jak Scarlett O’Hara, bohaterka „Przeminęło z wiatrem” Margaret Mitchell. To kobieta, której, wydawałoby się, nic nie może złamać – w czasach, gdy przedstawicielkom płci żeńskiej niełatwo było prowadzić interesy, ona odniosła w nich sukces. Nie miała w życiu łatwo, doświadczyła śmierci najbliższych, w tym córeczki, tak ukochanej przez Butlera, samotności, poczucia, że na nikogo nie można liczyć. Scarlett zawsze robiła jednak wszystko, by z tych przeciwności wyjść obronną ręką. To postać, która na łamach monumentalnego trzytomowego dzieła przeszła metamorfozę od trzpiotki, przez obrończynię rodzinnego majątku po kobietę, która w końcu uświadamia sobie, że całe życie starała się nie o tego mężczyznę, na którym naprawdę jej zależało. W żadnej z ról: matki, żony, człowieka interesów, O’Hara nie daje się zamknąć. Gdy coś idzie nie po jej myśli, to pomyśli o tym znowu. Ale jutro.
Podobne czytelnicze emocje może budzić współczesna bohaterka – tytułowa Olive Kitteridge z powieści Elizabeth Strout. Choć to pani w wieku całkiem zaawansowanym, lepiej jej tego nie wypominać. Olive może irytować i jak najbardziej irytuje mieszkańców Crosby, w którym jest postacią rozpoznawalną – w końcu przez wiele lat pracowała tam jako nauczycielka. Jej sąsiedzi zdają się współczuć mężowi Olive – poczciwemu Henry’emu, który każdemu nieba by uchylił, a akurat trafiła mu się taka wredota za żonę. No i nic dziwnego, że syn uciekł od niej do Nowego Jorku, mimo że dom mu wybudowała. Jest też ta druga strona Olive, która sprawia, że nie można jej znienawidzić, choć tak bardzo czasem denerwuje. Czytelnik ma bowiem okazję zapoznać się z różnymi zdarzeniami właśnie z perspektywy Kitteridge i wie, czym motywowała ona swoje zachowanie. I choć czasem ma ochotę westchnąć: „Och, Olive!”, zdaje sobie sprawę, że czasem seniorka chce jak najlepiej, ale nie zawsze jej to wychodzi. Choć, co też jest prawdą, niekiedy takich dobrych intencji w ogóle nie ma.
No i na koniec mały Belg o jajowatej głowie i całkiem licznych szarych komórkach, z których potrafi zrobić niezły użytek – Herkules Poirot, który irytował także swoją twórczynię – Agathę Christie. Nie ma się jej co dziwić. Detektyw nawet swoich najbliższych współpracowników – kapitana Hastingsa i inspektora Jappa – traktuje z dobrotliwym, ale jednak pobłażaniem. Poirot jest tak ekscentryczny i skupiony na sobie, że nawet nie bierze pod uwagę zakładania rodziny. A jeśli o kobiety chodzi – wygłaszane czasem przez niego bon moty na temat płci przeciwnej mogą wskazywać, że ich role życiowe widzi raczej tradycyjnie. Trzeba jednak mu też przyznać, że robi wszystko, by sprawiedliwości stało się zadość, nawet jeśli skończy się to zawiśnięciem mordercy na stryczku. I z nieustającym entuzjazmem kibicuje licznym związkom (zazwyczaj) młodych ludzi, które udało mu się scalić bądź ocalić dzięki prowadzonym przez siebie śledztwom.
To moja lista irytujących bohaterów książkowych. A jaka jest wasza?
komentarze [42]
Staś Tarkowski i Nel z „w pustyni i w puszczy”. Nie znoszę ich 😡 Ron z HP też czasami bywa wkurzający, jakby nie widział nic poza własnym nosem. No i , jak dla mnie, Ania z zielonego wzgórza. Nigdy nie rozumiałam, czemu wszyscy ją uwielbiają- zawsze wydawała mi się nieprzytomna i staroświecka.
Staś Tarkowski i Nel z „w pustyni i w puszczy”. Nie znoszę ich 😡 Ron z HP też czasami bywa wkurzający, jakby nie widział nic poza własnym nosem. No i , jak dla mnie, Ania z zielonego wzgórza. Nigdy nie rozumiałam, czemu wszyscy ją uwielbiają- zawsze wydawała mi się nieprzytomna i staroświecka.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamJak można powielać stereotyp złej Łęckiej, a nie wstawić na listę najgorszej postaci w historii polskiej literatury (literatury czyli bez Mrozów, Lipińskich i tego typu chałtury) tj. Pana Cezarego Baryki? Tego gościa nie da się lubić, nie lubić, kochać, nienawidzić. On jest tak nijaki, a do tego przepastnie głupi, że wprowadza czytelnika w stan zobojętnienia.
Jak można powielać stereotyp złej Łęckiej, a nie wstawić na listę najgorszej postaci w historii polskiej literatury (literatury czyli bez Mrozów, Lipińskich i tego typu chałtury) tj. Pana Cezarego Baryki? Tego gościa nie da się lubić, nie lubić, kochać, nienawidzić. On jest tak nijaki, a do tego przepastnie głupi, że wprowadza czytelnika w stan zobojętnienia.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Denna z Imię wiatru[bookLink]7024|Imię wiatru[/bookLink]
Dolores Umbridge z Harry Potter i Zakon Feniksa[bookLink]10829|Harry Potter i Zakon Feniksa[/bookLink]
Obu pań nie cierpię.
Denna z Imię wiatru[bookLink]7024|Imię wiatru[/bookLink]
Dolores Umbridge z Harry Potter i Zakon Feniksa[bookLink]10829|Harry Potter i Zakon Feniksa[/bookLink]
Obu pań nie cierpię.
Mnie osobiście chwilami trochę (nie, nie, przepraszam, BARDZO) irytowała postać Ameriki z "Rywalek", a właściwie nie tyle sama postać, co postępowanie i czasem rozumowanie. Podobne zdanie mam o Eadlyn z tomu 4. (w następnym widać poprawę, dzięki Bogu), która była zadufana w sobie i egoistyczna. Mam wrażenie że było to działanie celowe autorki, zwłaszcza w przypadku drugiej bohaterki, co nie zmienia faktu, że denerwowały tak samo.
Mnie osobiście chwilami trochę (nie, nie, przepraszam, BARDZO) irytowała postać Ameriki z "Rywalek", a właściwie nie tyle sama postać, co postępowanie i czasem rozumowanie. Podobne zdanie mam o Eadlyn z tomu 4. (w następnym widać poprawę, dzięki Bogu), która była zadufana w sobie i egoistyczna. Mam wrażenie że było to działanie celowe autorki, zwłaszcza w przypadku drugiej...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejMnie, z bohaterów książek przeczytanych w ubiegłym roku, najbardziej zirytował Jude z "Małego życia" (postać całkowicie niewiarygodna psychologicznie). Druga w kolejce jest Anna Karenina. W tym jednak przypadku nie tyle denerwowała mnie sama jej postać, co rozdźwięk między przedstawieniem jej w książce a na wielkim ekranie. Dla mnie pominięcie w ekranizacjach kwestii narkomanii Anny Kareniny, całkowicie zmienia okoliczności jej śmierci i wypacza przesłanie powieści.
Mnie, z bohaterów książek przeczytanych w ubiegłym roku, najbardziej zirytował Jude z "Małego życia" (postać całkowicie niewiarygodna psychologicznie). Druga w kolejce jest Anna Karenina. W tym jednak przypadku nie tyle denerwowała mnie sama jej postać, co rozdźwięk między przedstawieniem jej w książce a na wielkim ekranie. Dla mnie pominięcie w ekranizacjach kwestii...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Mnie irytuje Jaskier z Wiedźmina Sapkowskiego. Niby zabawny, niby atrakcyjny, niby każda na niego leci, bo "wygląda jak ćwierć elf", a dla mnie jest pusty, głupi, tchórzliwy, zadufany, a do tego seksista w najgorszym, takim prowincjuszowskim, polaczkowym wydaniu pt. "co tam baba może wiedzieć, przecież to tylko baba".
Pamiętam tylko dwa razy, kiedy zachował się jak dorosły: gdy usłyszał zwrot "bitwa o Cintrę" i gdy nabrał niechętnego, ale jednak - szacunku dla Yennefer.
Mnie irytuje Jaskier z Wiedźmina Sapkowskiego. Niby zabawny, niby atrakcyjny, niby każda na niego leci, bo "wygląda jak ćwierć elf", a dla mnie jest pusty, głupi, tchórzliwy, zadufany, a do tego seksista w najgorszym, takim prowincjuszowskim, polaczkowym wydaniu pt. "co tam baba może wiedzieć, przecież to tylko baba".
Pamiętam tylko dwa razy, kiedy zachował się jak dorosły:...
Nie znoszę i to bardzo Hermiony. W książce jeszcze ujdzie, ale w ekranizacji bym normalnie udusiła. I nigdy nie zrozumiem tego uwielbienia do Emmy Watson. Może przez nią ta postać mnie tak drażni. Jest kiepsko wykreowana. Według mnie albo na wrzeszczy, albo przewraca oknami.
Nie znoszę i to bardzo Hermiony. W książce jeszcze ujdzie, ale w ekranizacji bym normalnie udusiła. I nigdy nie zrozumiem tego uwielbienia do Emmy Watson. Może przez nią ta postać mnie tak drażni. Jest kiepsko wykreowana. Według mnie albo na wrzeszczy, albo przewraca oknami.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
A mnie nigdy nie irytują bohaterowie z wadami, w które celowo zaopatrzyli je autorzy. Przecież to trochę tak, jak wściekać się, że fabuła obejmuje jakieś przeciwności losu! Ludzie są różni, mają swoje wady, ksiązka nie powinna opisywać jakichś wymyślonych ideałów. Co więcej, często podczas lektury chcemy się spotkać z ludźmi, których niekoniecznie polubilibyśmy w życiu (ba, i z takimi, przed którymi uciekalibyśmy z krzykiem!) - podobnie jak chcemy przeżywać przerażające lub tragiczne wydarzenia. Dobry antagonista to podstawa - dlaczego miałabym czuć niechęć do kogoś, kto zapewnia mi godziwą rozrywkę?
To, co mnie denerwuje, to co najwyżej mierność warsztatu autora i słabo napisane postacie. By użyć klarownego przykładu: nie złoszczę się na Voldemorta, że jest zły i brzydki, denerwuje mnie tak prosto i schematycznie skonstruowany antagonista. A już szczególną mam awersję do postaci (ach, a więc jednak do postaci!) które są kreowane przez autorów na silne, mimo że każda scena temu zaprzecza. Taka Feyra z książek Mass na przykład, albo bohaterka "Black Ice"... wszystkie te słabowite dziewczątka tracące głowę na widok pierwszego lepszego silnego męskiego ramienia, a jednak stawiane nastolatkom za wzór odwagi i zaradności.
Nie denerwuje mnie natomiast słabość, jeśli jest celowa, jeśli wynika ze świadomej decyzji autora, a już tym bardziej, jeśli ma wiarygodne uzasadnienie, jeśli jest pokazane, skąd się bierze, dynamiczne, i mamy szansę obserwować silną postać w momencie załamania lub słabą powoli nabierającą siły (pozdrowienia dla Sansy!).
W zasadzie bohater jest w stanie mnie zirytować w jednej bardzo specyficznej sytuacji - jeśli uważam go za dobrze napisanego, lubię go, myślę o nim jak o żywym człowieku, nie o tworze wyprodukowanym przez autora; a potem on zachowuje się w sposób nielogiczny, zupełnie nie taki, jakiego bym się spodziewała. Przykładowo - uwielbiam bohaterów "Feliksa, Neta i Niki" i znieść nie mogę, jak w czwartym tomie zachowują się jak po chirurgicznym zabiegu wycięcia asertywności. I jest to irytacja nie czytelnika chłodno oceniającego warsztat autora, wady i zalety powieści, lecz człowieka na drugiego człowieka: "Jak to? Ja miałam o tobie dobre zdanie, a ty tak..."
A mnie nigdy nie irytują bohaterowie z wadami, w które celowo zaopatrzyli je autorzy. Przecież to trochę tak, jak wściekać się, że fabuła obejmuje jakieś przeciwności losu! Ludzie są różni, mają swoje wady, ksiązka nie powinna opisywać jakichś wymyślonych ideałów. Co więcej, często podczas lektury chcemy się spotkać z ludźmi, których niekoniecznie polubilibyśmy w życiu (ba,...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejNigdy nie zrozumiem niechęci do Izabeli Łęckiej. Za każdym razem, gdy słyszę od kogoś, jaka to głupia, irytująca i pusta postać, zastanawiam się czy ten ktoś dzieło Prusa faktycznie przeczytał (raz nawet usłyszałam, że tytuł książki wziął się od jej bycia pustą, to było straszne!). Sama bardzo Izabelę jako kobietę rozumiem, uważam, że to wybitnie dobrze zbudowana postać i wydaje mi się, że każdy powinien spróbować się wczuć w nią, w jej sytuację, w jej mentalny stan. Memy z „Lalki”, choć zabawne, chyba bardzo źle wpływają na umiejętność samodzielnej oceny…
Nigdy nie zrozumiem niechęci do Izabeli Łęckiej. Za każdym razem, gdy słyszę od kogoś, jaka to głupia, irytująca i pusta postać, zastanawiam się czy ten ktoś dzieło Prusa faktycznie przeczytał (raz nawet usłyszałam, że tytuł książki wziął się od jej bycia pustą, to było straszne!). Sama bardzo Izabelę jako kobietę rozumiem, uważam, że to wybitnie dobrze zbudowana postać i...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejDawid Wolski z Cyklu Gliwickiego Wojciecha Chmielarza... bezapelacyjnie
Dawid Wolski z Cyklu Gliwickiego Wojciecha Chmielarza... bezapelacyjnie
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Forst. Najbardziej irytujący bohater ever. Miałam nadzieję nie na to, że zabiją go w następnym tomie, tylko że zginie już w pierwszym. Niestety... przeżył :(
Po kolejne więc już nie sięgnęłam.
Forst. Najbardziej irytujący bohater ever. Miałam nadzieję nie na to, że zabiją go w następnym tomie, tylko że zginie już w pierwszym. Niestety... przeżył :(
Po kolejne więc już nie sięgnęłam.
Zdecydowanie cała "drużyna" otaczająca głównego bohatera z Ciężko być najmłodszym [bookLink]4805062|Ciężko być najmłodszym [/bookLink]... Ciężko to jest znaleźć bardziej niekompetentną bandę. Nie mogę skończyć tej książki.
Zdecydowanie cała "drużyna" otaczająca głównego bohatera z Ciężko być najmłodszym [bookLink]4805062|Ciężko być najmłodszym [/bookLink]... Ciężko to jest znaleźć bardziej niekompetentną bandę. Nie mogę skończyć tej książki.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
....serio? JUDE? jestem szczerze zażenowana i zniesmaczona, że taka postać znajduje się na takiej liście - ta postać wymieniona w tak zatytułowanym "artykule" jest niestosowne... zdolność braku empatii u innych ludzi mnie poraża - nie żebym była szczególnie tym zaskoczona. widać doskonale, że autorka jest tego typu wkur*** ignorantem który ludziom z depresją czy też traumą mówi, że wystarczy myśleć pozytywnie i będzie lepiej. "Przeżył swoje, to prawda, ale..." jakie znowu ale? "Małe życie" jest m.in. genialnym studium traumy; w punkt ukazuje właśnie dzięki postaci Jude'a, że możesz być sobie otoczony cudownymi, kochającymi cię bliskimi, mieć świetnie zapowiadającą się karierę, być w związku etc, etc. : to jest GÓWNO warte. dla człowieka z tak zdruzgotanym psychicznie zdrowiem to jest najzwyczajniej w świecie gówno warte.
szczerze mnie zastanawia czy autorka artykułu miałaby jaja powiedzieć osobie o tak traumatycznych przeżyciach jak Jude, że " nie potrafił docenić teraźniejszości", powinna nauczyć "cieszyć się otaczającym go dobrem". żenada. co za mentalność. ale się wkurzyłam.
....serio? JUDE? jestem szczerze zażenowana i zniesmaczona, że taka postać znajduje się na takiej liście - ta postać wymieniona w tak zatytułowanym "artykule" jest niestosowne... zdolność braku empatii u innych ludzi mnie poraża - nie żebym była szczególnie tym zaskoczona. widać doskonale, że autorka jest tego typu wkur*** ignorantem który ludziom z depresją czy też traumą...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Popieram Rocinka. Irytujące postaci mogą wzbogacić moje rozumienie innych ludzi, dokładnie jak w cytacie George Sand.
Dla mnie problem zaczyna się, gdy zamierzenia autora mocno rozjeżdżają się z wykonaniem. Ja to nazywam "zgrzytaniem". Tutaj ktoś przypomniał mi postać Emilki z "Wybacz mi" Karoliny Klimkiewicz. Młoda, zakompleksiona dziewczyna z syndromem porzucenia przez matkę jedzie spotkać się z tąże. Interesująco się zapowiada? Też tak myślałam. Niestety autorka postanowiła zrobić z tego ckliwe romansidło i dziewczyna albo skupia się na dylemacie kocha - nie kocha, albo rzuca pustosłowiem a'la Coelho. No nie wierzę tej postaci, ale z powodu braku staranności (lub talentu) w portretowaniu przez autorkę.
Zabiłam ją... porzuciłam czytanie i nie wrócę do serii...
Popieram Rocinka. Irytujące postaci mogą wzbogacić moje rozumienie innych ludzi, dokładnie jak w cytacie George Sand.
Dla mnie problem zaczyna się, gdy zamierzenia autora mocno rozjeżdżają się z wykonaniem. Ja to nazywam "zgrzytaniem". Tutaj ktoś przypomniał mi postać Emilki z "Wybacz mi" Karoliny Klimkiewicz. Młoda, zakompleksiona dziewczyna z syndromem porzucenia przez...
Wygląda na to, że ja lubię popaprańców.
Jestem ostatnia w kolejce do oceniania Jude'a (Małe życie) i Rachel (Dziewczyna z pociągu) - nie rozumiem, to nie lubię? - po to właśnie są te postacie, żeby nam pokazać coś, czego, na szczęście, nie każdy musi doświadczyć. Co ja bym zrobiła na miejscu Jude'a? - nie mam pojęcia.
Anna Karenina i Izabela Łęcka są zwyczajnie zakładniczkami świata, w którym przyszło im żyć. Wszystko ma swoją cenę - zawsze śmierć i podatki.
A Dolores Umbridge słuszny koniec spotkał, czego szczerze życzę wszystkim prototypom tej postaci w realu: lista jest długa ;)
Scarlett O'Hary wprost nie da się nie kochać - ona jest mocarna!
No ale ja lubię popaprańców ;)
Wygląda na to, że ja lubię popaprańców.
Jestem ostatnia w kolejce do oceniania Jude'a (Małe życie) i Rachel (Dziewczyna z pociągu) - nie rozumiem, to nie lubię? - po to właśnie są te postacie, żeby nam pokazać coś, czego, na szczęście, nie każdy musi doświadczyć. Co ja bym zrobiła na miejscu Jude'a? - nie mam pojęcia.
Anna Karenina i Izabela Łęcka są zwyczajnie...
W punkt. Też myślę że postaci bohaterów muszą byc wyraziste, charakterne, właśnie irytujące, denerwujące, niekiedy kompletnie inne niż my czy nasze wyobrażenie o danym bohaterze. Bo tak! Bo czytamy po to żeby przećwiczyc różne emocje w głowie, spróbowac zrozumieć albo przynajmniej zaakceptować inność, sytuacje które w normalnym życiu nigdy nas nie spotkają. Czytanie pozwala poznać własnie takie "dziwne" popaprane osoby, chociaż są to osoby fikcyjne, zderzamy się z ich obrazem, zachowaniami i reagujemy różnie - czasem się dziwimy, czasem denerwujemy, nawet wściekamy. Ale to właśnie daje przyjemność czytania, to nas rozwija, poszerza nasze horyzonty. Tyle w temacie:)
W punkt. Też myślę że postaci bohaterów muszą byc wyraziste, charakterne, właśnie irytujące, denerwujące, niekiedy kompletnie inne niż my czy nasze wyobrażenie o danym bohaterze. Bo tak! Bo czytamy po to żeby przećwiczyc różne emocje w głowie, spróbowac zrozumieć albo przynajmniej zaakceptować inność, sytuacje które w normalnym życiu nigdy nas nie spotkają. Czytanie...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejJa to tej listy irytujących dodałabym: Katrzynę z "Wichrowych Wzgórz" Emily Bronte, Apolonię z cyklu "Zanim nadejdzie jutro" Joanny Jax i Chyłkę od Remigiusza Mroza
Ja to tej listy irytujących dodałabym: Katrzynę z "Wichrowych Wzgórz" Emily Bronte, Apolonię z cyklu "Zanim nadejdzie jutro" Joanny Jax i Chyłkę od Remigiusza Mroza
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamJeszcze główna bohaterka z Alei Siódmego Anioła Renaty Kosin. Ma coś wspólnego z Katarzyną, jakieś takie irracjonalne rozmamłanie choć w trochę inny sposób. Do tego egocentryzm i adorowanie swojego smutku. Przy totalnym braku empatii wobec ludzi, którzy ją kochają. Strasznie męcząca, chciałoby się babą potrząsnąć.
Jeszcze główna bohaterka z Alei Siódmego Anioła Renaty Kosin. Ma coś wspólnego z Katarzyną, jakieś takie irracjonalne rozmamłanie choć w trochę inny sposób. Do tego egocentryzm i adorowanie swojego smutku. Przy totalnym braku empatii wobec ludzi, którzy ją kochają. Strasznie męcząca, chciałoby się babą potrząsnąć.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamA ja tam Rachel z "Dziewczyny w pociągu" całkiem polubiłam. Wydawała mi się dosyć ciekawą postacią :) Z kolei Herkules Poirot irytował mnie chyba jak nikt inny.
A ja tam Rachel z "Dziewczyny w pociągu" całkiem polubiłam. Wydawała mi się dosyć ciekawą postacią :) Z kolei Herkules Poirot irytował mnie chyba jak nikt inny.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamSansa z cyklu Martina.
Sansa z cyklu Martina.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Sansa?
Jak dla mnie cudowna postać.
Sansa?
Jak dla mnie cudowna postać.
O Izabelci to sobie trochę myślałam, przy okazji kolejnej emisji "Lalki" jakiś czas temu. Też mnie wkurzała całe lata, bo tak poniewierała tym kryształowym Wokulskim. I jak tak medytowałam, to doszłam do takich oto wniosków: 1) Wokulski to był z pochodzenia prostak, a w XIX wieku szlachetnie urodzone osoby nie miały w zwyczaju bratać się z takimi. Z Wokulskim nikt z tych hrabiów by nie gadał, nawet by mu się nie odkłaniał, gdyby nie to, że mu siedzieli w kieszeni. Być może właśnie to tak zniechęcało Izabelę – nie dość, że amant był z gminu, to jeszcze się o nią starał za pomocą przekupywania jej ojca. Słabo. 2) Na Wokulskiego patrzymy (a przynajmniej ja) przez pryzmat aktora, który wykreował tą postać. Jerzy Kamas to galant jak się patrzy, i gdyby Wokulski tak wyglądał i tak się godnie zachowywał, to może i Belcia byłaby bardziej łaskawa. A zapominamy, że on miał w powieści wstrętne CZERWONE RĘCE, co okropnie jego wybrankę zniechęcało. Może nie tylko ręce miał paskudne, ale cały był odstręczający? 3) Ponieważ był z niewłaściwej sfery i łapska miał wstrętne, powinna go hrabianka od razu odpalić, a nie zwodzić. Ale może właśnie się wahała, bo czułą się w obowiązku ratować lekkomyślnego tatka, co to majątek postradał? Może czuła, że wypadałoby jednak zadbać o finanse rodzinne i sprzedać się Wokulskiemu?
Po tych wywodach wydaje mi się ona postacią tragiczną, jak z greckiego dramatu… a może jednak byłą zwykłą pusta lalą, co to chciała dziesięć srok złapać za ogon i w końcu została z niczym? Wciąż mnie od niej odstręcza jedna rzecz: rozumiem, że nie chciała Stacha, rozumiem, że ze względów finansowych mogła się wahać i robić mu nadzieje, ale te wzdychania i macanki z fircykami z rodowodem to naprawdę mogła sobie darować. Bo mi psuje cały koncept dziewiętnastowiecznej tragicznej heroiny.
A co do moich nielubianych, to z wspomnianej już serii o Lipowie – rozmemłany Daniel. Boże, co za facet, z jedną się żeni, z inną ma dziecko, nie wie, czego chce, chleje i się nad sobą użala… Ubolewałam bardzo, że to nie on kulkę zarobił. Myślę, że Emilia i Weronika lepiej by się miały, jakby on znikł. Popłakałyby trochę, a potem lokalny posterunek by miał najlepsze statystyki. (Zaznaczam, że „Śreżogi” jeszcze nie czytałam. Ale jakoś nie spodziewam się, żeby mi się miał stosunek do Daniela zmienić.)
O Izabelci to sobie trochę myślałam, przy okazji kolejnej emisji "Lalki" jakiś czas temu. Też mnie wkurzała całe lata, bo tak poniewierała tym kryształowym Wokulskim. I jak tak medytowałam, to doszłam do takich oto wniosków: 1) Wokulski to był z pochodzenia prostak, a w XIX wieku szlachetnie urodzone osoby nie miały w zwyczaju bratać się z takimi. Z Wokulskim nikt z tych...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejJa uwielbiam Herkulesa Poirot 🙈 to od niego zaczęła się moja miłość do książek Agatha Christie ❤️ a co do denerwujących bohaterów to u mnie pierwsze miejsce od dłuższego czasu zajmuje niepodważalnie Kelsey z "klątwy tygrysa"
Ja uwielbiam Herkulesa Poirot 🙈 to od niego zaczęła się moja miłość do książek Agatha Christie ❤️ a co do denerwujących bohaterów to u mnie pierwsze miejsce od dłuższego czasu zajmuje niepodważalnie Kelsey z "klątwy tygrysa"
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamPo ostatniej lekturze - Anna Karenina. Pamiętam też, że strasznie irytowała mnie Klara Schulz - główna bohaterka cyklu Nadii Szagdaj, ale nie przeczytałam jeszcze wszystkich tomów więc wciąż mam nadzieję, że coś się zmieni.
Po ostatniej lekturze - Anna Karenina. Pamiętam też, że strasznie irytowała mnie Klara Schulz - główna bohaterka cyklu Nadii Szagdaj, ale nie przeczytałam jeszcze wszystkich tomów więc wciąż mam nadzieję, że coś się zmieni.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam"Herkules Poirot, który irytował także swoją twórczynię" Ciekawe. Podobnie miał Stephen King, który nie potrafił polubić głównej bohaterki Carrie. Za namową żony jednak dokończył książkę, której zysk pozwolił mu oddać się w pełni pisaniu.
"Herkules Poirot, który irytował także swoją twórczynię" Ciekawe. Podobnie miał Stephen King, który nie potrafił polubić głównej bohaterki Carrie. Za namową żony jednak dokończył książkę, której zysk pozwolił mu oddać się w pełni pisaniu.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamBywają bohaterowie, którzy nas nieziemsko irytują, ale czy nie wnoszą swoistego kolorytu do naszej czytelniczej przygody? Wzbudzają przecież zazwyczaj intensywne uczucia. Czy takie wygładzone opowieści bez tych wkurzających bohaterów nadal byłyby tak wciągające? Wątpię.
Bywają bohaterowie, którzy nas nieziemsko irytują, ale czy nie wnoszą swoistego kolorytu do naszej czytelniczej przygody? Wzbudzają przecież zazwyczaj intensywne uczucia. Czy takie wygładzone opowieści bez tych wkurzających bohaterów nadal byłyby tak wciągające? Wątpię.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamPierwsze miejsce - Joffrey z GoT. Kiedy Martin go wreszcie uśmiercił, czytelnicy otwierali szampana. A na drugim siostra głównej bohaterki z cyklu o Zawrociu.
Pierwsze miejsce - Joffrey z GoT. Kiedy Martin go wreszcie uśmiercił, czytelnicy otwierali szampana. A na drugim siostra głównej bohaterki z cyklu o Zawrociu.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
A mnie zawsze zastanawiało, dlaczego akurat Joffrey króluje na listach nienawiści w GoT. Może ktoś będzie w stanie mnie oświecić? Jest przecież tyle innych postaci, które odznaczają się podobnym do niego złem i głupotą. Ramsay Snow? Viserys? (Fakt, jego złych uczynków akurat za wiele nie oglądaliśmy) Gregor Clegane?
Joffrey to wiarygodnie, solidnie odrobiony czarny charakter. Nie jeden z Martinowych genialnych antagonistów, nie wybitna kreacja - ale psychologicznie wiarygodny, konsekwentnie poprowadzony bohater.
(Ponieważ zaczynam niebezpieczny temat, bardzo proszę o brak spoilerów serialowych... jestem z tych naiwnych, którzy ciągle czekają na książki ;))
A mnie zawsze zastanawiało, dlaczego akurat Joffrey króluje na listach nienawiści w GoT. Może ktoś będzie w stanie mnie oświecić? Jest przecież tyle innych postaci, które odznaczają się podobnym do niego złem i głupotą. Ramsay Snow? Viserys? (Fakt, jego złych uczynków akurat za wiele nie oglądaliśmy) Gregor Clegane?
Joffrey to wiarygodnie, solidnie odrobiony czarny...
Mój numer jeden w tej kategorii to zdecydowanie Aurora z "W mrok" Andrieja Diakowa :D
Mój numer jeden w tej kategorii to zdecydowanie Aurora z "W mrok" Andrieja Diakowa :D
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
W jednej z powieści, w dość nieprzyjemny sposób, zaskoczył mnie pewien detal: Wallander, uczciwy aż do znudzenia, bez wahania częstuje się wiktuałami podejrzanego lub świadka podczas jego nieobecności w domu. To okradanie ludzi jakoś mi do niego nie pasuje… Poza tym rozmemłanie, zapominanie telefonu...
W jednej z powieści, w dość nieprzyjemny sposób, zaskoczył mnie pewien detal: Wallander, uczciwy aż do znudzenia, bez wahania częstuje się wiktuałami podejrzanego lub świadka podczas jego nieobecności w domu. To okradanie ludzi jakoś mi do niego nie pasuje… Poza tym rozmemłanie, zapominanie telefonu...
Każdy kolejny tom z cyklu Lipowo rozpoczynałam westchnieniem: „Niech ta Emilka wyjedzie na 100-letnie szkolenie do Quantico"
Każdy kolejny tom z cyklu Lipowo rozpoczynałam westchnieniem: „Niech ta Emilka wyjedzie na 100-letnie szkolenie do Quantico"
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamCieszę się, że w tym zestawieniu pojawiła się niedojrzała, mimo swojego wieku, Ida.
Cieszę się, że w tym zestawieniu pojawiła się niedojrzała, mimo swojego wieku, Ida.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamBonhard nie żyję super.A teraz ,kiedy Poldek z Folk ?
Bonhard nie żyję super.A teraz ,kiedy Poldek z Folk ?
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Witeliusz,Narcyz,Aulus Plaucjusz, Lawinia i Flawia z cyklu Orły Imperium[bookLink]88851|Orły Imperium[/bookLink]
Niestety Witeliusz i Narcyz to postacie historyczne, więc tak szybko nie znikną. Plaucjusz chwilowo nie występuje, ale jeszcze jest szansza na ponowne pojawienie się, niestety, a Lawinia już nie wystąpi i całe szczeście. :) Flawi też w tomie szóstym ( który obecnie czytam) nie ma.
Witeliusz,Narcyz,Aulus Plaucjusz, Lawinia i Flawia z cyklu Orły Imperium[bookLink]88851|Orły Imperium[/bookLink]
Niestety Witeliusz i Narcyz to postacie historyczne, więc tak szybko nie znikną. Plaucjusz chwilowo nie występuje, ale jeszcze jest szansza na ponowne pojawienie się, niestety, a Lawinia już nie wystąpi i całe szczeście. :) Flawi też w tomie szóstym ( który...



