Strata boli - Gabriela Gargaś radzi
Strata boli. To nie jest metafora. To ciężar w klatce, ścisk w gardle, pustka, która nie ma dna. Przeczytaj kwietniowy felieton Gabrieli Gargaś!
I nikt Cię na to nie przygotowuje. Nikt nie mówi, jak to wygląda od środka. Bo z zewnątrz wszystko jest prostsze. Ludzie widzą wydarzenie. Ty czujesz konsekwencje.
Strata to nie tylko to, co się skończyło. To też wszystko to, co miało być, a już nie będzie.
Rozmowy, które się nie wydarzą. Plany, które nagle nie mają sensu. Wersja Ciebie, która istniała tylko w tamtym układzie. I nagle zostajesz sama z tym wszystkim. Bo na końcu zawsze człowiek jest sam.
Z nadmiarem myśli i brakiem odpowiedzi. Raz płaczesz. Raz jesteś wkurzona. Raz czujesz kompletną pustkę. I to „nic”, które wypełnia twoje serducho, potrafi być najgorsze. Bo zaczynasz się zastanawiać, czy coś z Tobą nie jest nie tak.
Nie ma jednej drogi przez cierpienie. Nie ma dobrej kolejności emocji, które przeżywasz.
Nie ma punktu, w którym ktoś przybije pieczątkę i powie: „przeżyte prawidłowo”.
Są tylko dni, których nie masz siły przeżywać. Lepsze i gorsze. Są momenty, w których oddychasz normalnie. I takie, w których każdy oddech jest wysiłkiem. A w tym wszystkim najtrudniejsze jest to ciśnienie otoczenia.
Że powinnaś już mieć to za sobą.
Że inni by już skończyli rozpaczać, a ty jeszcze nie.
Że czas najwyższy, byś wzięła się w garść.
Nie.
Nie ma „już”.
Masz prawo być w tym tak długo, jak potrzebujesz. Masz prawo wracać do tego, mimo że wszyscy wokół już poszli dalej. Bo oni nie czują tego, co Ty. Nie noszą tego w sobie. Twoje cierpienie nie potrzebuje aprobaty. Nie potrzebuje porównań z cierpieniami innych. Potrzebuje przestrzeni.
Czasem bez rad. Bez pocieszania. Bez „będzie dobrze”. Bo czasem nie jest dobrze. I udawanie, że nagle jest „tiu-tiu”, tylko dokłada ciężaru.
Więc jeśli dziś boli, pozwól, żeby bolało. Nie naprawiaj tego na siłę. Nie przyspieszaj procesu gojenia. To nie jest coś, co masz ogarnąć. To jest coś, przez co masz przejść. Krok po kroku. Dzień po dniu. Czasem godzina po godzinie.
Nawet jeśli teraz wydaje Ci się, że to się nigdy nie skończy, to zapewniam cię: to się zmieni. Nie zniknie. Ale przestanie być najgorszym.
Na razie wystarczy, że jeszcze się trzymasz. I że oddychasz.
To naprawdę wystarczy.

Kiedyś Elisabeth Kübler-Ross opisała etapy żałoby.
Zaprzeczenie.
Złość.
Targowanie się.
Smutek.
Akceptacja.
Tylko że życie to nie jest podręcznik ani poradnik ze wskazówkami. To się nie dzieje po kolei.
Możesz jednego dnia akceptować ból. Drugiego wrócić do złości. Trzeciego udawać, że nic się nie stało. Czwartego śmiać się całą gębą i próbować jakoś funkcjonować. To „jakoś” już daje moc. Piątego nie mieć siły wstać z łóżka.
I w tym wszystkim jest sens, nawet jeśli Ty go nie widzisz.
Bo psychologowie od dawna podkreślają: żałoba to nie są etapy do odhaczenia. To jest proces, który się faluje. Przeczytałam w książkach – tych mądrych, tych pomocnych. A z własnego doświadczenia powiem Ci, że cierpienie jest wredne.
Wraca.
Cofa się.
Zaskakuje.
Potrafi przywalić i rozłożyć na łopatki.
Czasem myślisz, że już jesteś „dalej”. A potem pojawia się coś: zapach, miejsce, piosenka i rozwala Cię na kawałki. I nagle jesteś znowu tam. W swoim bagienku smutku, rozpaczy. To nie znaczy, że się cofasz. To znaczy, że pamiętasz. To znaczy, że jesteś człowiekiem.
Współczesna psychologia mówi też coś jeszcze. Nie chodzi o to, żeby „zamknąć rozdział”. Bo nie wszystko da się zamknąć. Niektóre rzeczy się nosi w sobie do końca swoich dni.
Ale żeby do tego dojść, trzeba sobie pozwolić na chaos. Na życiową rozpierduchę. I tak, czasem trzeba zaliczyć doła. Albo pozwolić sobie na to, że nie jesteś spójna. Na to, że jednego dnia jesteś silna, a drugiego – rozsypana. Na to, że tęsknisz i jednocześnie masz dość tej cholernej dojmującej tęsknoty.
To się może dziać równocześnie. I to nie jest sprzeczność. To jest człowieczeństwo.
Największy mit? Że akceptacja to moment, w którym już nie boli. Nie. Akceptacja to moment, w którym przestajesz z tym walczyć. Ból może zostać. Ale Ty już nie udajesz, że go nie ma.
I to robi różnicę. Dlatego jeśli raz jest lepiej, a raz gorzej, to nie znaczy, że robisz coś źle.
To znaczy, że przechodzisz przez coś prawdziwego.
Po swojemu.

Artykuł powstał we współpracy z wydawnictwem Filia.
komentarze [1]
Zapraszamy do dyskusji.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam