Spełniona obietnica złożona więźniowi z Auschwitz. Wywiad z Heather Morris, autorką „Podróży Cilki”

Ewa Cieślik
13.02.2020

Gdy Heather Morris napisała „Tatuażystę z Auschwitz”, nie spodziewała się, że jej opowieść stanie się międzynarodowym bestsellerem i zyska czytelników na całym świecie. Kontynuacja zatytułowana „Podróż Cilki” to szansa na poznanie rzeczywistości rosyjskiego łagru w Workucie. Autorka opowiada nam o procesie zbierania materiałów do najnowszej książki, nie unika również odpowiedzi na pytanie o zarzuty dotyczące nieścisłości historycznych w „Tatuażyście…”. Zdradza też, że w planach ma kolejną powieść historyczną!

Spełniona obietnica złożona więźniowi z Auschwitz. Wywiad z Heather Morris, autorką „Podróży Cilki”

[Opisy wydawcy] „Podróż Cilki”, kontynuacja międzynarodowego bestsellera „Tatuażysta z Auschwitz”. Historia młodziutkiej dziewczyny, którą Lale Sokołow, tatuażysta z Auschwitz, uważał za najdzielniejszą osobę, jaką kiedykolwiek poznał.

Uroda ją uratowała – i skazała na piekło. Cilka ma zaledwie szesnaście lat, kiedy trafia do Auschwitz. Tam szybko się uczy, że uroda daje siłę, a ta oznacza przetrwanie. Kiedy po trzech latach Armia Czerwona wyzwala obóz, dziewczyna nie odzyskuje wolności: zostaje oskarżona przez komunistyczne władze o kolaborację i skazana na piętnaście lat łagru w Workucie.

Tak zaczyna się długa i bolesna podróż Cilki. Na Syberii staje przed wyzwaniami zarówno nowymi, jak i boleśnie znanymi, w tym niechcianą uwagą strażników. Młoda kobieta, która podczas Zagłady straciła całą rodzinę, musi się zmierzyć nie tylko z trudnymi warunkami życia na nieludzkiej ziemi i pracą ponad siły, ale i ciążącym nad nią poczuciem winy. W sowieckim łagrze spotyka ludzi dobrych i okrutnych, mądrych i zaślepionych, codziennie zmaga się ze śmiercią i terrorem. Ale odkrywa w sobie siłę, o którą się nigdy nie podejrzewała, i widzi, że ​​mimo wszystkiego, co jej się przydarzyło, w jej sercu jest miejsce na miłość – miłość, która da jej siłę, by myśleć o przyszłości.

To opowieść o cierpieniu, ale także o niezwykłej odwadze i harcie ducha w obliczu niesprawiedliwości i okrucieństwa. Opowieść o sile, niezłomności, człowieczeństwie i – przede wszystkim – nadziei, nawet w najgłębszych ciemnościach.

Okładka książki

Ewa Cieślik: Naszą rozmowę chcę zacząć przede wszystkim od gratulacji. „Tatuażysta z Auschwitz” sprzedał się dotąd w Polsce w liczbie ponad 420 tys. egzemplarzy, a w Plebiscycie Książka Roku lubimyczytać.pl 2018 zajął pierwsze miejsce w swojej kategorii, zostawiając inne tytuły daleko w tyle. Co pani czuje na wieść o takim sukcesie?

Heather Morris: Krótko mówiąc, jestem przytłoczona. Trudno mi to ogarnąć umysłem, dlatego nawet nie próbuję. To dla mnie przywilej, że mogę spełnić ostatnią obietnicę, którą dałam Lalemu, że nigdy nie przestanę opowiadać jego historii. Chciał, żeby świat dowiedział się o dziewczynie, w której się zakochał, o okrucieństwie Holokaustu – żeby taka tragedia nigdy się nie powtórzyła.

„Tatuażysta z Auschwitz” to pani debiut. Środki na opublikowanie prawdziwej historii więźnia Auschwitz-Birkenau Lalego Sokołowa i jego miłości do żony poznanej w obozie zbierała pani za pośrednictwem serwisu Kickstarter. Udało się, książka trafiła na rynek i wkrótce stała się międzynarodowym bestsellerem. To naprawdę niezwykłe!

Byłam tuż przed emeryturą, kiedy podjęłam decyzję o opublikowaniu historii, którą w 2006 roku spisałam w formie scenariusza filmowego. Uznałam, że nie mam czasu na szukanie tradycyjnego wydawcy, pisanie listów z propozycjami współpracy, czekanie na odmowne odpowiedzi. Jeden z moich synów przeprowadził kampanię na Kickstarterze dla projektu, nad którym pracował, i odniósł ogromny sukces. Polecił mi, żebym zrobiła to samo. Powiedział, że nie chodzi tylko o pieniądze, ale także o to, żeby ludzie na całym świecie dowiedzieli się, jaką niesamowitą historię mam do przekazania, i żeby podzielili się nią ze swoimi rodzinami i przyjaciółmi.

Młoda redaktorka w moim rodzinnym mieście zobaczyła tę kampanię i skontaktowała się ze mną. Spotkałyśmy się i od razu nawiązałyśmy nić porozumienia. Ona i jej wydawnictwo pokochali historię Lalego. Tym sposobem trafiłam jednak pod skrzydła tradycyjnego wydawcy, który nie tylko pomógł mi dopracować tekst książki, lecz także ponieść opowieść Lalego w świat.

Reklama

Rozmawiając o „Tatuażyście…”, nie sposób nie nawiązać do raportu sporządzonego dla Centrum Badań Pamięci Auschwitz, w którym opisano nieścisłości historyczne zawarte w książce. Badacze wskazywali nieprawidłowe trasy pociągów czy fakt, że penicylina stała się szeroko dostępna dopiero po wojnie, zakwestionowali również możliwość utrzymania długotrwałej relacji seksualnej oficera SS z jedną z więźniarek, Cilką. Co pani myśli o tych uwagach?

Jestem pierwszą osobą, która będzie doceniała i chwaliła Centrum Badań Pamięci Auschwitz za to, że od lat stoi na straży pamięci Holokaustu i nie pozwala zapomnieć o jego ofiarach.

Faktycznie próbując odtworzyć trasę podróży Lalego do obozu, wykorzystaliśmy współczesną mapę. Zgadzam się, że powinniśmy sprawdzić, czy trasy pociągów się nie zmieniły. Lale użył słowa penicylina, aby opisać lek, który dostał dla Gity. I tu znów zgadzam się, że powinnam sprawdzić, czy lek ten był już wtedy w użyciu. W kolejnych wydaniach zmieniliśmy „penicylina” na „lekarstwo”.

Napisałam książkę opartą na wspomnieniach Lalego Sokołowa, bazującą na tym, co zapamiętał i mi opowiedział. Fakty historyczne i pamięć nie zawsze idą ramię w ramię, a ja zdecydowałam, że tam, gdzie nie są zbieżne, podążę śladem wspomnień osoby, która wtedy żyła i była świadkiem opisywanych wydarzeń. Słyszałam od ocalonych z obozu bardzo wiele o wykorzystywaniu seksualnym kobiet, które miało miejsce w Auschwitz. Przez dziesięciolecia, czując głęboki wstyd, kobiety te nie opowiadały o znęcaniu, którego były ofiarami.

Lale Sokolow i jego żona Gita - bohaterowie książki Tatuażysta z Auschwitz, zbliżenie na twarze

To właśnie Cilka Klein, która trafiła do Auschwitz-Birkenau zaledwie jako szesnastolatka, jest bohaterką pani drugiej książki. Cilka została skazana na piętnaście lat ciężkich robót w łagrze w Workucie, sto pięćdziesiąt kilometrów za kołem podbiegunowym. Lale Sokołow nazwał Cilkę najdzielniejszą osobą, jaką kiedykolwiek poznał. To właśnie jej niezwykły hart ducha sprawił, że uczyniła z niej pani bohaterkę powieści?

„Kiedy opowiesz już moją historię, musisz opowiedzieć światu o Cilce”. Już nawet nie pamiętam, ile razy Lale wypowiedział te słowa. Mówił, że była zdeterminowaną młodą kobietą, która po prostu chciała żyć. Była najmłodszą z trzech sióstr, rozpieszczoną i krnąbrną, w domu różne rzeczy uchodziły jej na sucho. Dzięki hartowi ducha i silnemu charakterowi przetrwała nie jeden, a dwa dramatyczne wydarzenia historyczne.

Niestety Cilka Klein zmarła, zanim mogła pani z nią porozmawiać. Czy zatem w „Podróży Cilki” jest więcej fikcji niż w „Tatuażyście z Auschwitz”? W jaki sposób zbierała pani informacje o życiu jej i jej męża?

Najpierw otrzymałam informacje o Cilce od Lalego i od innych ocalonych, którzy mieszkali w Australii. Obejrzałam też filmy z jej wypowiedziami przechowywane w Fundacji Shoah i przeczytałam pisemne zeznania ocalonych, którzy ją wspominali. Następnie kilkakrotnie odwiedziłam Słowację i Koszyce, gdzie mieszkała przez pięćdziesiąt lat, oraz pojechałam do miasta, w którym się urodziła i dorastała. Odszukałam dokumenty dotyczące jej życia przed wojną, w tym jej dwa ostatnie świadectwa szkolne. Rozmawiałam z jej przyjaciółmi i sąsiadami, z których wielu znało ją przez dziesięciolecia. Byli moim głównym źródłem informacji i dzięki nim mogłam lepiej poznać i zrozumieć tę niesamowitą dziewczynę, która wyrosła na równie niesamowitą kobietę. Która okazywała ludziom miłość i w zamian była kochana. Będę na zawsze wdzięczna tym cudownym ludziom, którzy otworzyli przede mną drzwi swoich domów i podzielili się wspomnieniami o Cilce i jej mężu.

Reklama

Przypomnijmy, że „Tatuażysta z Auschwitz” ukazał się w blisko pięćdziesięciu krajach i dzięki tej książce wielu czytelników na całym świecie dowiedziało się, jak wyglądało życie w nazistowskim obozie koncentracyjnym. „Podróż Cilki” ma szansę przypomnieć szerokiemu gronu odbiorców, że koniec II wojny światowej nie oznaczał końca cierpienia. Do rosyjskich łagrów trafiały tysiące osób zmuszanych do niewolniczej pracy. Kolonie karne i obozy pracy istnieją do dziś, np. w Korei Północnej czy w Rosji.

Dodam, że mój kraj, Australia, wciąż utrzymuje swego rodzaju obozy karne w okolicznych krajach, w których przebywają uchodźcy. Nie mogę pojąć, że taka sytuacja wciąż ma miejsce. Nie rozumiem, jak to możliwe, że ludzie nadal są dyskryminowani ze względu na rasę, pochodzenie etniczne, kolor skóry czy wiele innych powodów. Dla mnie to jest sprzeczne z logiką. Cieszę się, że dzięki współczesnym mediom możemy dowiedzieć się o tych okrucieństwach, ale zasmuca mnie, że mimo to one wciąż istnieją.

Jestem niezwykle poruszona listami od czytelników, którzy po lekturze moich książek próbują jak najwięcej dowiedzieć się nie tylko o wydarzeniach historycznych opisanych w powieściach, ale też o współczesnych wydarzeniach i problemach. Światełko nadziei daje to, że ludzie, czytając o przeżyciach konkretnych osób, odnoszą je do współczesności i potem opowiadają mi, jak próbują zmienić swoją społeczność i otaczającą rzeczywistość.

Lale Sokolow i jego żona Gita - bohaterowie książki Tatuażysta z Auschwitz, podczas wakacji w górach

Pani najnowszą powieść można odczytywać na wiele sposobów. Tym, co zwróciło moją uwagę, były opisywane przez panią relacje władzy. Wielu o nią walczy za wszelką cenę, inni natomiast zyskują władzę, choć nawet o to nie zabiegają. W obozie więźniowie, którzy mieli lepszą pracę, otrzymywali też więcej jedzenia, ciepła czy lepsze ubrania. Inni skazańcy patrzyli na nich z niechęcią.

Hierarchia więźniów w Workucie zaprzecza zdrowemu rozsądkowi. Z jednej strony wydaje się, że struktura osadzonych była uporządkowana, z drugiej – panowały tam nieludzkie zasady. Mężczyźni bezwzględnie rządzili obozem, mając władzę zarówno nad kobietami, jak i nad młodymi chłopakami. Współpracowałam z archiwistą w Moskwie, który dostarczył mi mnóstwo materiałów i świadectw nie tylko na temat Workuty, ale także innych łagrów. Wszystkie moje opisy obozu i panujących tam zasad pochodzą z materiałów archiwalnych. Mieszkańcy Workuty jawią się jako prymitywna społeczność, która mogłaby runąć z dnia na dzień. W tle znajdowała się jednak Armia Radziecka, która wymierzała najokrutniejsze kary.

Opisuje pani relacje władzy nie tylko między więźniami a strażnikami – czy szerzej: między poddanymi a okupantem – lecz także między kobietami a mężczyznami, na których łaskę są zdane. Robiąc research do książki, spotkała się pani z wieloma podobnymi wspomnieniami czy jest to raczej przemilczana część historii?

Nie udało mi się spotkać z nikim, kto przeżył obóz w Workucie. Czytałam natomiast zeznania kobiet, które były w tym łagrze. Niestety świadectwa przemocy, w tym przemocy seksualnej, nie tylko wobec kobiet, ale także mężczyzn, pozostają wstydliwie przemilczane. Aleksander Sołżenicyn i Anne Applebaum napisali mrożące krew w żyłach świadectwa funkcjonowania gułagów i jeżeli ktoś chciałby zgłębić ten temat, gorąco zachęcam do lektury ich książek.

W pewnym momencie w książce użyła pani określenia „odgłosy kobiecego cierpienia”. „Podróż Cilki” w dużej mierze to właśnie historia kobiet poddawanych przemocy, traktowanej jako narzędzie ucisku i kolejna forma terroru. Uważa pani, że dziś istnieje potrzeba mówienia wprost o okrucieństwie, do jakiego dochodziło w obozach, i nazywania go wprost wykorzystywaniem seksualnym i gwałtami?

Tak. Gwałt to gwałt. Wykorzystywanie seksualne to wykorzystywanie seksualne. Wiele kobiet, które przeżyły Holokaust i system gułagów, dopiero na starość decyduje się ujawnić skalę znęcania się nad nimi, przyznając, że wstyd kazał im milczeć i nie ujawniać prawdy nawet przed własnymi rodzinami. Nikt nigdy nie zapytał ich, czy były wykorzystywane seksualnie. Pisząc o gwałtach, nie powinniśmy mówić o „łupach wojennych”, a ofiar nazywać „kobietami pocieszającymi”.

Porusza pani również kwestię seksualności kobiet w obozach pracy. Opisuje pani jedną z przyjaciółek Cilki, która czuje zazdrość, gdy jej oprawca wybiera inne kobiety. Pisze pani o porodach i doświadczeniach macierzyństwa. To było dla pani ważne, by w pełni pokazać, z czym wiązało się bycie kobietą w obozie?

Tak, było. Ze świadectw osób, które przeżyły gułagi, dowiedziałam się bardzo dużo o sprzecznych uczuciach, jakie żywiły do swoich oprawców. Gdy kobiety miały jednego oprawcę („opiekuna”), były niejako chronione przed nadużyciami systemu. Nietrudno sobie wyobrazić, jak w chorobliwy sposób przywiązywały się do gwałciciela, który mianował się ich „obozowym mężem”. Czytałam, że mężczyźni także byli emocjonalnie związani z kobietami, ale kiedy ich uczucie nie spotykało się z wzajemnością, zawsze kończyło się to źle dla kobiety.

Jeżeli chodzi o doświadczenie macierzyństwa, to najbardziej poraziła mnie informacja o dzieciach, które były zabierane matkom, kiedy skończyły dwa lata.

W książce jest pewien fragment, gdy gniew i wściekłość wywołują płomień, który wybucha w Cilce i pomaga jej przeżyć. Aby utrzymać się przy życiu w obozie pracy, trzeba było w sobie wzbudzić silne emocje?

Wierzę, że tak. Dowiedziałam się tego od Lalego i innych ocalonych, którzy powiedzieli, że funkcjonowali jak w transie. Istnieli z dnia na dzień. Jednak raz na jakiś czas coś sprawiało, że się przebudzali i dostrzegali świat wokół. To właśnie te chwile były dla nich najbardziej niebezpieczne, bo mogły skończyć się tragicznie, zresztą często tak właśnie było.

Lale Sokolow i jego żona Gita na przyjęciu

„Podróż Cilki” to także książka o wielkiej sile naszych relacji z innymi. Czy uważa pani, że to dzięki przyjaźni i miłości jesteśmy w stanie zachować człowieczeństwo?

Kiedy nie ma wokół nas rodziny, która mogłaby zaoferować bezwarunkową miłość, zwracamy się w stronę przyjaciół, i to oni dają nadzieję i siłę do przetrwania. Moi rozmówcy twierdzili, że chcąc przeżyć, zwracali się w stronę innych ludzi. Chcieli też podzielić się tym, co dobrego dostali od innych. Jestem niezwykle podbudowana licznymi historiami, które usłyszałam. Wiem też, że przyjaźnie zawarte w tych złych, mrocznych czasach przetrwały potem przez dziesięciolecia.

Reklama

Po opublikowaniu obu książek na pewno dostaje pani wiadomości z całego świata zawierające niezwykłe i nieopowiedziane wcześniej historie z czasów II wojny światowej. Czy planuje pani dalej inspirować się tamtymi czasami?

Tym, co najbardziej mnie zaskoczyło i co uczy mnie niezwykłej pokory, jest fakt, że aż tylu czytelników znalazło czas, żeby do mnie napisać. Dzielą się ze mną swoimi opowieściami i osobistymi tragediami. Mówią, że historia Lalego dała im nadzieję. Poznałam na przykład osadzonych z londyńskiego więzienia, których poruszyła opowieść Lalego. Rozmawiałam z chłopcami i dziewczętami zmagającymi się z uzależnieniem od narkotyków, którzy w mojej książce znajdowali siłę do dalszej walki.

Pisząc, trafiłam na wiele niezwykłych opowieści z tamtych czasów, dlatego mogę powiedzieć, że tak, pojawi się kolejna powieść inspirowana miłością, nadzieją, odwagą i wolą życia osadzona w tamtych realiach historycznych.

Fot. otwierająca: Heather Morris, mat. Wydawnictwa Marginesy

Reklama

komentarze [16]

Sortuj:
Dodaj wypowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

175
13
13.02.2020 11:14

Zapraszam do dyskusji.


496
50
13.02.2020 20:54

O łał... Patronat LC? Nie mam pytań.


370
78
13.02.2020 23:56

Niedługo zabieram się za czytanie. Pierwsza część bardzo mnie pochłonęła nie tylko emocjonalnie...


117
9
14.02.2020 10:13

Wydaje mi się, że całkiem niedawno czytałam artykuł o tym jak członek rodziny przedstawionej w książce Cilki, chciał wstrzymać publikację tej książki ze względu na przekłamania w napisanej historii. Czytałam Tatuażystę i niestety główne emocje jakie u mnie wywołał to znużenie i przewracanie oczami.


898
0
15.02.2020 17:52

https://www.themonthly.com.au/issue/2020/february/1580475600/christine-kenneally/fabulist-auschwitz

Okazje się, że Cilka była blokową w bloku 25 w Birkenau.


Dodaj odpowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

250
239
14.02.2020 18:17

(...) Napisałam książkę opartą na wspomnieniach Lalego Sokołowa, bazującą na tym, co zapamiętał i mi opowiedział. Fakty historyczne i pamięć nie zawsze idą ramię w ramię, a ja zdecydowałam, że tam, gdzie nie są zbieżne, podążę śladem wspomnień osoby, która wtedy żyła i była świadkiem opisywanych wydarzeń.

Wydawnictwo nadal promuje książkę, jaką tę, która została napisana...

więcej

0
0
18.02.2020 09:21

Sila wywiadu nie ma takiego oddzialywania jak reklama ksiazki.Ile osob przeczyta tu przyznanie sie autorki do niescislosci? A ile przeczyta sama ksiazke? Nie tylko w Polsce.


0
0
19.02.2020 11:23

Jedna z uzytkowniczek LC podala pod twoim komentarzem link do artykulu,ktory pokazuje,jak autorka ksiazek luzno podchodzi w nich do prawdy.Probowalem ten link zamiescic na Fb wydawnictwa pod postem promujacym ksiazke.Bez szans. :) Moj komentarz zostal usuniety i dostalem bana.To tyle w kwestii wiarygodnosci wydawnictwa. :) Pieniadz nie smierdzi.


Dodaj odpowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

898
0
15.02.2020 17:51

https://www.themonthly.com.au/issue/2020/february/1580475600/christine-kenneally/fabulist-auschwitz

Jeszcze mniej faktów niż "Tatuażyście z Auschwitz". Historia Cilki, która ma jeszcze jedną stronę całkowicie przemilczaną przez autorkę. Pani Morris znowu nie skorzystała z archiwów muzeum.


0
0
18.02.2020 09:25

Jak ze wszystkim-nie nalezy generalizowac.Wbrew pozorom ,zdarzali sie tez porzadni kapo,o czym zaswiadczali rowniez sami wiezniowie.Ale zgadzam sie,ze trzeba pokazywac calosc historii opisywanej bohaterki,a nie tylko to,co odpowiada samej autorce.


1377
140
18.02.2020 18:15

Nieźle. Wygląda na to, że autorka zrobiła z sadystki bohaterkę. I takie rzeczy się tu promuje jako "powieść historyczną".


0
0
19.02.2020 11:18

A probowalas podac link w komentarzu na FB wydawnictwa ,ktore wydaje te ksiazki? Ja tak i nie dosc,ze komentarz zostal usuniety-w koncu pieniadz to nie prawda i nie smierdzi-to dostalem jeszcze bana.To tyle w kwestii wiarygodnosci. :)


Dodaj odpowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

11014
377
18.02.2020 07:51

Tylko czekać, aż bestsellerami staną się wspomnienia (i ich beletryzacje): kapo, strażników oraz esesmanów pilnujących obozów, względnie "worów w zakonie" i pracowników KGB. To dopiero odda pełnię romantyki obozowej.


0
0
18.02.2020 09:22

Warto aby kazdy kto chce siegnac po ksiazki w rodzaju "Tatuazysty z Auschwitz"-zamiast po wspomnienia samych wiezniow-,przeczytal wywiad z Piotrem Cywińskim, dyrektorem Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau.Wywiad zamieszczony w "Dzienniku Baltyckim" pod tytulem "Czarny Disneyland,czyli moda na fikcję z Auschwitz" z 27 stycznia 2020 roku.


455
39
18.02.2020 12:20

Tatuażystę z Auschwitz przeczytałem tylko po to, by móc tę książkę oficjalnie krytykować i by w miarę możliwości uświadamiać znajomych, którzy ją przeczytali, a nie mają większej wiedzy o świecie obozów koncentracyjnych. Podróży Cilki już się na pewno nie podejmę.

Moda na osadzanie romantycznych, a czasami wręcz przygodowych historii w realiach Auschwitz-Birkenau jest...

więcej

0
0
18.02.2020 13:52

Dobrze powiedziane.


Dodaj odpowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

zgłoś błąd